Reklama

100 modlitw za Polskę i kalendarz Katolika Patrioty

Nie gniewaj się św. Maksymilianie

2012-11-19 12:00

Z Tadeuszem Cozacem - dyrektorem Towarzystwa im. św. Brata Alberta w Bielsku-Białej - o początkach charytatywnej działalności, o dialogach ze świętymi rozmawia ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 19/2009

Tadeusz Cozac
prezes bielskiego oddziału Towarzystwa św. Brata Albreta. W maju kończy 77 lat. Nagrodzony przez dzieci Orderem Uśmiechu. W 2006 r. z rąk bp. Tadeusza Rakoczego otrzymał papieski medal „Pro Ecclesia et Pontifice”, będący najwyższym odznaczeniem kościelnym przyznawanym osobom świeckim

Ks. Piotr Bączek: - Jaki jest Pana zawód?

Tadeusz Cozac: - Jestem stolarzem. Byłem także nauczycielem zawodu - w budynkach obok dzisiejszej kurii diecezjalnej przez pięć lat uczyłem zawodu uczniów OHP. Pracowałem jako stolarz w różnych zakładach, miałem także własną niewielką firmę.

- Skąd zatem u stolarza taka myśl, żeby zająć się pomocą ubogim?

- Ten pomysł powstał przynajmniej 30 lat temu. Wtedy jeszcze nie było Towarzystwa św. Brata Alberta. Myśl o tym zrodziła się we mnie. Wydaje mi się, że mam jakąś siłę, która sprawia, że jeśli coś postanowię, to muszę to wykonać. Nie uznaję, że tego się nie da zrobić, że może kiedyś...

- Czy u początków było jakieś jedno wydarzenie, czy to raczej narastało powoli?

- Pamiętam, że po raz pierwszy coś takiego wydarzyło się właśnie wtedy, gdy pracowałem z uczniami OHP. Ci młodzi ludzie mieszkali tu, w Bielsku-Białej, w internacie, a do domów jeździli na święta, na wakacje. Był rok 1973. Na przełomie marca i kwietnia, w piątek, zobaczyłem w sekretariacie wyłożoną teczkę osobową jednego z uczniów, z załącznikiem: do zwolnienia. Uczeń ten pochodził z okolic Rzeszowa. Podczas pobytu w domu złamał sobie nogę i miał kilka miesięcy zwolnienia lekarskiego.
W tamten piątek powiedziałem więc szefowi: „Przecież on za chwilę kończy służbę wojskową, czemu mamy go wyrzucić?”. I poprosiłem o delegację, by móc do tego chłopaka pojechać. W sobotę około godz. 10 byłem już u tego ucznia. Siedział przed domem. Gdy mnie zobaczył, zaczął płakać. Mówił, że już do Bielska nie wróci, bo mu tę złamaną nogę amputują. Przestraszyłem się wtedy. Pojechałem więc do Szpitala Powiatowego w Leżajsku, by porozmawiać z tamtejszym lekarzem. Ten potwierdził, że przewiduje amputację. Wtedy wstałem i powiedziałem tak: „Ja jestem tylko stolarzem, ale mówię panu, że pan tej nogi nie amputuje”. Pamiętam, że strasznie go zdenerwowałem stawianiem warunków. „Proszę się nie denerwować - powiedziałem do niego - Proszę napisać zaświadczenie o konieczności tej amputacji, ja zabiorę je do Bielska, tam załatwię miejsce w szpitalu i z powrotem przywiozę pismo, że Bielsko przyjmuje tego pacjenta”. Tak też się stało. Decyzja o tym czy amputacja jest rzeczywiście konieczna, czy nie, miała zapaść po tygodniu pobytu w szpitalu w Bielsku-Białej. Na szczęście okazało się, że nie trzeba było amputować. Leczenie trwało dosyć długo, nosiłem więc temu uczniowi zeszyty, by odrabiał zaległości. Później załatwiłem mu pobyt w sanatorium w Goczałkowicach. W końcu udało mu się zdać egzamin czeladniczy, dostał książeczkę wojskową. To był mój pierwszy sukces.

- Potem były imprezy charytatywne dla dzieci...

- Tak. Już prawie 30 lat z dyrektorem Szczotką z BCK, z okazji Dnia Dziecka i św. Mikołaja organizujemy takie spotkania. Trzeba widzieć te dzieci. Szczególnie te niepełnosprawne, na kolanach mamy, które może niewiele z tego, co się dzieje rozumieją, ale wpatrują się w to, co dzieje się na scenie... Liczba uczestników tych imprez charytatywnych sięga prawie 50 tysięcy.

- Jak to się stało, że ze swą działalnością na rzecz ubogich trafił Pan w końcu „pod skrzydła” Brata Alberta?

- Patronem zawsze mi bliskim był św. Maksymilian Maria Kolbe. A to dlatego, że mój ojciec został rozstrzelany w Oświęcimiu w 1942 r. Chciałem coś dla mego ojca uczynić. Pytałem sam siebie: cóż dla niego mogę zrobić? Postanowiłem więc ufundować cztery olejne obrazy św. Maksymiliana: jeden do parafii Świętej Trójcy w Bielsku-Białej, drugi do parafii na Leszczynach, trzeci do parafii św. Stanisława w Łodygowicach i czwarty do Pasierbca koło Limanowej. Miałem wielkie nabożeństwo do tego Męczennika Aushwitz.
W roku 1987 wikariusz z Leszczyn, przychodząc do mojej chorej mamy z Komunią św., przyniósł kiedyś niewielki obrazek bł. Brata Alberta. Raz po raz na niego spoglądałem. I powoli rodziła się we mnie myśl o pomocy ubogim, powoli ta myśl narastała. I razu pewnego przeprowadziłem poważną rozmowę ze św. Maksymilianem, i powiedziałem mu, żeby się nie gniewał, bo teraz już zaangażuję się w tworzenie Towarzystwa św. Brata Alberta.

- Jak Pan wspomina początki Towarzystwa?

- Początki wcale nie były łatwe. Były rozmowy w Krakowie u sióstr albertynek, we Wrocławiu, w Bielsku-Białej z kapłanami: z ks. Sanakiem i ks. Powadą. Wreszcie mieliśmy kupować dom w Cygańskim Lesie. Proszę sobie wyobrazić, jaka była wtedy sytuacja. Cygański Las to piękne miejsce, ale był jeden problem: nie mogliśmy się dogadać z właścicielami - raz chcieli sprzedawać, innym razem już nie. I dziś myślę, że św. Brat Albert nie chciał tego domu. Bo kto dziś jeździłby do Cygańskiego Lasu po posiłek, kto z biednych miałby pieniądze na bilety?
Potem miasto dało nam niewielkie pomieszczenie na poddaszu, na ul. Komorowickiej. To była mała izdebka, kompletnie zrujnowana, wymagająca remontu. Pamiętam jak stanąłem na środku tego pomieszczenia i powiedziałem: Bracie Albercie, na ciężką próbę mnie wystawiasz. Ale ja Ci obiecuję, że Cię nie zawiodę. I właściwie tak jest do dziś.
Pamiętam jak w 1989 r. „Solidarność” zrobiła w swej siedzibie spotkanie. Zostałem na nie zaproszony. Na końcu wstałem i powiedziałem: „Korzystając z obecności wicewojewody proszę o likwidację sklepu przy ul. PKWN 16, bo tam chcielibyśmy urządzić stołówkę”. Nie minęło 10 dni, jak dostałem telefon od dyrektora PSS, że sklep jest likwidowany. Ale to wszystko wymagało jeszcze przystosowania do celów gastronomicznych. Ktoś zrobił projekt adaptacji, ale na jego realizację pieniędzy nie mieliśmy. Znów zapukałem do biura dyrektora WPHW i posła ziemi bielskiej, i poprosiłem o pomoc. I tak powoli wszystko się rodziło, dochodziły kolejne pomieszczenia. Potem przyszedł czas na łaźnię itd.

- Wielu ludzi pracujących na gruncie socjalnym narzeka na opór materii, na nie najlepsze rozwiązania prawne. Jak Pan postrzega ten problem na przestrzeni 20 lat?

- Mówiąc szczerze, to mnie nie interesuje. Zupełnie mnie to nie interesuje. Mam taką zasadę, że jak sam sobie nie pomogę to problemy się nie rozwiążą. Kiedyś trzeba było za wszystkim chodzić, prosić. Dziś już coraz częściej ludzie sami zgłaszają się do nas i chcą pomóc, bo widzą, że to dzieło jest dobre.
Od miasta otrzymujemy ok. 200 tys. zł w roku. Wiele zawdzięczamy sponsorom. I nie są to kwoty małe, bo sięgają jednorazowo kilku tysięcy zł. Nie można zapomnieć, że kwestujemy w parafiach, prawie w każdą niedzielę. Z takich kwest w większych parafiach mamy nawet 4-6 tys. zł, w małych 1-1, 5 tys. To ważne źródło wsparcia.

- Jakie wydarzenia z 20-letniej historii całego tego przedsięwzięcia wspomina Pan najmocniej?

- Myślę, że chwilę, kiedy na gali w Katowicach otrzymałem Order Uśmiechu. Wiadomo, że tego odznaczenia od dzieci nie da się kupić - to wielkie wyróżnienie. I oczywiście odznaczenie, które otrzymałem przed trzema laty, czyli odznaczenie papieskie „Pro Ecclesia et Pontifice”. Te chwile wspominam z wielkim wzruszeniem.

- Ile czasu spędza Pan w siedzibie Towarzystwa?

- Jestem tutaj każdego dnia prócz niedziel. Od poniedziałku do czwartku po 6 godzin dziennie, w piątek ponad 8 godzin, w sobotę prawie 5 godzin. W niedzielę najczęściej jestem na kwestach w parafiach naszej diecezji. Ja nie chcę siedzieć w domu. Tu jest całe moje życie, tutaj się czuję dobrze.

- Jak wyglądają plany na przyszłość?

- Na razie nie planujemy jakichś nowych projektów. Sugerowano, żeby zrobić schronisko. Ale jeśli teraz z trudem trwamy od pierwszego do pierwszego, to trudno mówić na razie o jakichś inwestycjach. Za rok będziemy mieli wybory prezesa. Jeśli się znajdzie odpowiednia osoba, to będę „na emeryturze”, jeśli trzeba będzie to dalej będę tutaj pracować. Z tej pracy odwoła mnie św. Brat Albert. On mnie powołał i on mnie odwoła. Odwoła mnie do wieczności. To się może stać jutro, za tydzień. Ale ja o tym nie myślę. Żyję pracą na rzecz Towarzystwa. A w domu mam obraz św. Brata Alberta. Każdego dnia rano i wieczorem z nim rozmawiam. Proszę go i wszystko jest załatwione...

Papież Franciszek kończy 82 lata

2018-12-16 20:20

tom (KAI) / Watykan

Papież Franciszek obchodzi - 17 grudnia - 82 rocznicę urodzin. Na pewno przez wiele dni będą docierały do Watykanu życzenia z różnych stron świata, od przywódców państw i rządów, osobistości religijnych, świata nauki, sztuki i oczywiście tysięcy zwykłych ludzi i wiernych. Po raz kolejny Jorge Mario Bergoglio obchodzi swe urodziny jako biskup Rzymu i jak zauważa portal "il sismografo" wydaje się, że z każdym rokiem wzrasta uczucie miłości do papieża z Argentyny.

Grzegorz Gałązka

Podobnie jak w poprzednich latach, w Watykanie nie oczekuje się niczego specjalnego. Będzie to dzień podobny do wielu innych: dzień pracy i modlitwy. Prawdopodobnie do Domu św. Marty, gdzie mieszka papież Bergoglio, dotrą liczne torty i masa słodyczy, za którymi przepada.

Franciszek zawsze obchodzi rocznicę swych urodzin z wielką prostotą i jak powiedział kiedyś, w tym dniu jego myśli "ulatują" do jego kochanych rodziców (Reginy Maria i Mario José), babci Rosy, braci (Oscara, Marty i Alberto). Z pośród rodzeństwa żyje siostra Maria Elena, ma 70 lat, mieszka w Buenos Aires i nigdy nie odwiedziła go w Watykanie. Przed wielu laty towarzyszyła mu w podróży do Rzymu, kiedy arcybiskup Bergoglio otrzymał kardynalski biret.

W ub.r. Franciszek obchodził swe 81. urodziny z dziećmi z Przychodni Pediatrycznej św. Marty w Watykanie, które przyjął prywatnie w Auli Pawła VI. Z kolei 80 rocznicę urodzin spędził z bezdomnymi, których zaprosił na śniadanie do Domu św. Marty, po czym odprawił Mszę św. wraz z kardynałami. W 2015 r. świętował z dziećmi z Akcji Katolickiej. W 2014 r. podczas audiencji generalnej kilkuset tancerzy zatańczyło dla papieża tango. W 2013 r. zaprosił kilku bezdomnych na Mszę w Domu św. Marty, po czym zjadł z nimi śniadanie.

Obecny papież urodził się 17 grudnia 1936 w Buenos Aires jako jedno z pięciorga dzieci w rodzinie włoskiego imigranta - pracownika kolei. Z wykształcenia jest technikiem chemikiem. 11 marca 1958 wstąpił do Towarzystwa Jezusowego - nowicjat odbywał w Chile, gdzie kształcił się w zakresie przedmiotów humanistycznych, a następnie w Kolegium św. Józefa w podstołecznym San Miguel, gdzie uzyskał licencjat z filozofii. Studiował następnie literaturę i psychologię w Kolegium Maryi Niepokalanej w Santa Fe i w Kolegium Zbawiciela w Buenos Aires.

13 grudnia 1969 przyjął święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa Córdoby Ramóna José Castellano (1903-79), po czym kontynuował studia w Hiszpanii i tam 22 kwietnia 1973 złożył śluby wieczyste w swym zakonie. Po powrocie do kraju był m.in. mistrzem nowicjatu, wykładowcą na wydziale teologicznym w swym dawnym kolegium w San Miguel, a w latach 1973-79 prowincjałem jezuitów w Argentynie. W tym czasie wyjeżdżał również kilkakrotnie na dłuższe lub krótsze pobyty do Niemiec. W latach 1980-86 był rektorem w San Miguel.

20 maja 1992 Jan Paweł II mianował 55-letniego wówczas jezuitę biskupem pomocniczym archidiecezji Buenos Aires; sakrę nowy hierarcha przyjął 27 czerwca tegoż roku z rąk ówczesnego arcybiskupa stolicy kard. Antonio Quarracino. Jego zawołaniem biskupim są słowa "Miserando atque eligendo" (z łac. Spojrzał z miłosierdziem i wybrał).

3 czerwca 1997 Ojciec Święty powołał hierarchę na arcybiskupa koadiutora z prawem następstwa, a w niecały rok później – 28 lutego 1998 mianował go arcybiskupem metropolitą stolicy Argentyny. 30 listopada tegoż roku papież mianował go jednocześnie ordynariuszem dla wiernych obrządków wschodnich w tym kraju, niemających własnego biskupa.

Na konsystorzu 21 lutego 2001 Ojciec Święty włączył go w skład Kolegium Kardynalskiego, przyznając mu jako kościół tytularny w Rzymie świątynię pw. św. Roberta Bellarmina. Jako biskup i kardynał hierarcha argentyński uczestniczył w wielu ważnych wydarzeniach kościelnych z Synodami Biskupów na czele. W latach 2005-11 przez dwie 3-letnie kadencje był przewodniczącym Argentyńskiej Konferencji Biskupiej.

W dniach 18-19 kwietnia 2005 wziął udział w konklawe, które wybrało Benedykta XVI, przy czym - jak się później okazało - już wówczas był jednym z najpoważniejszych kandydatów na następcę Jana Pawła II. To, co nie doszło do skutku wtedy, stało się rzeczywistością na następnym konklawe - w dniach 12-13 marca 2013, które wybrało go nowym biskupem Rzymu. Uroczyste objęcie urzędu nastąpiło 19 tegoż miesiąca.

Argentyńczyk jako pierwszy papież przyjął imię Franciszek i jest również pierwszym jezuitą na Tronie Piotrowym, a zarazem pierwszym papieżem-zakonnikiem od ponad półtora stulecia. Poprzednim biskupem Rzymu, który wcześniej należał do jakiegoś zakonu, był kameduła Grzegorz XVI (żył w latach 1765-1846, papieżem był od 1831).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Uroczystości pogrzebowe Jolanty Szczypińskiej

2018-12-17 13:23

za: prezydent.pl

W Kościele Mariackim w Słupsku rozpoczęła się w poniedziałek Msza św. pogrzebowa posłanki PiS Jolanty Szczypińskiej, której przewodniczy biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej ks. Edward Dajczak. W uroczystościach uczestniczą m.in. prezydent Andrzej Duda i prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Igor Smirnow/KPRP

Prezydent Andrzej Duda odznaczył pośmiertnie posłankę Prawa i Sprawiedliwości Jolantę Szczypińską Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Posłanka została odznaczona m.in. za działalność na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.

Nigdy się nie bała; zawsze była niezwykle odważna i nieustępliwa w pomocy drugiemu człowiekowi - powiedział prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości pogrzebowych.

W Kościele Mariackim w Słupsku, oprócz prezydenta wraz z małżonką, są także marszałek Sejmu Marek Kuchciński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, a także wicemarszałkowie Sejmu Ryszard Terlecki i Beata Mazurek.

Wybrała drogę walki o dobro, o dobro ojczyzny, o dobro ludzi, o sprawiedliwość, o to, by Polska była lepsza, szczęśliwsza, a przede wszystkim wolna - powiedział Jarosław Kaczyński podczas uroczystości pogrzebowych.

Wspomniał jej przeszłość, gdy walczyła z komunizmem i postkomunizmem.

Była kolporterką, kurierką, nie ustawała w pracy mimo tych prześladowań. Była twarda i kontynuowała tę walkę. Już nie przeciwko komunizmowi, albo przeciwko temu złu, które uczeni nazwali później postkomunizmem - stwierdził.

Pracowała z pełną determinacją we wszystkich sprawach, których się podejmowała. Była przede wszystkim zaangażowana w pomoc zwykłym ludziom. Jola była wyjątkowo dobrą osobą. Potrafiła w tej dobroci zdobyć się na bardzo wiele - dodał.

Jarosław Kaczyński przypomniał też niezłomną postawę Jolanty Szczypińskiej w walce z chorobą.

Potrafiła powiedzieć, że nie będzie zażywać leków, jeżeli inni chorzy tych leków nie otrzymają i tych aktów dobroci było bardzo wiele. Bo była też osobą bardzo dzielną, którą dotknęło w życiu wiele nieszczęść, które wynikały z sytuacji politycznej i społecznej w naszym kraju, ale także tych, które wynikały z tej choroby - powiedział.

Zachowywała wiele radości z życia. Była osobą radosną, pełną uśmiechu. Gotową do pomocy innym i wspólnej zabawy, do tego by być z innymi szczęśliwa. Chciała być szczęśliwa, chciała żyć. Ale także w ostatniej rozmowie mówiła o sprawach społecznych. Do końca nie schodziła z posterunku. Głęboka wiara w Boga nieustannie dawała jej nadzieję. Gdy zobaczyłem ją po odejściu, miała na twarzy uśmiech. Niech odpoczywa w pokoju

Po zakończeniu nabożeństwa kondukt żałobny przejedzie na cmentarz komunalny, gdzie odbędzie się państwowy pogrzeb. Jolanta Szczypińska zostanie pochowana w rodzinnym grobie, przy rodzicach i bracie.

Uroczystości mają charakter oficjalny, a ich organizatorem jest Kancelaria Sejmu.

Jolanta Szczypińska zmarła 8 grudnia po ciężkiej chorobie. Miała 61 lat. Szczypińska z zawodu była pielęgniarką. W latach 80. zakładała Solidarność w Służbie Zdrowia w Słupsku. Działała w podziemiu. Karierę polityczną zaczynała w Porozumieniu Centrum, partii Jarosława Kaczyńskiego. Następnie była wśród współzałożycieli Prawa i Sprawiedliwości.

Była posłanką na Sejm RP ze Słupska w IV, V, VI, VII oraz obecnej kadencji. Pracowała w Komisji Zdrowia oraz Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych. Była wiceprzewodniczącą Klubu Parlamentarnego PiS. Jolanta Szczypińska była w delegacjach Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, do Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej. Pracowała też w czterech zespołach parlamentarnych - jako wiceprzewodnicząca w polsko-chorwackim i polsko-palestyńskim i jako członek w polsko-ukraińskim i w polsko-tajwańskim.

Jola Szczypińska była bezinteresowna i wzbudzała szacunek determinacją w działaniu oraz postawą pełną dobroci, pozbawioną agresji; dziś takich ludzi w polityce jest bardzo mało - mówił w poniedziałek prezes PiS Jarosław Kaczyński. Żegnamy kogoś niezwykłego, kto miał w sobie wiele radości życia - podkreślił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem