Reklama

Hospicjum domowe to też życie

2012-11-19 12:00

Bogdan Nowak
Edycja szczecińsko-kamieńska 20/2009

Hospicyjną posługą nad terminalnie chorymi zainteresowała się najpierw moja córka, która była studentką biologii, a potem pielęgniarstwa na Pomorskiej Akademii Medycznej - wspomina prezes Stowarzyszenia Hospicjum Królowej Apostołów w Policach Aleksandra Mazur. - Miałam okazję w szczecińskim radiu poznać ks. Marka Kujawskiego - twórcę szczecińskiego hospicjum, który wraz z grupą lekarzy, pielęgniarek i wolontariuszy przybył na nagranie audycji o sztuce towarzyszenia umierającym. To jego posłannictwo wśród śmiertelnie chorych bardzo mnie zainteresowało, ale jeszcze bardziej córkę. Woziłam ją na spotkania i dyżury wolontariuszy. Były one służbą życiu tych, którzy z rozmaitych powodów zdani byli na samotne cierpienie. A gdy taka sama nieuleczalna choroba dotknęła moją matkę, skorzystałam z bezinteresownej pomocy szczecińskiego hospicjum domowego. To wszystko spowodowało, że tak chętnie włączyłam się w tworzenie 6 lat temu Stowarzyszenia Hospicjum.
W roku 2003, po odwołaniu przez przełożonych zakonnych ks. Marka Kujawskiego SAC ze Szczecina, wśród pasjonatów takiej trudnej służby pojawiła się potrzeba powołania drugiego hospicjum domowego w Grodzie Gryfa, zwłaszcza że terminalnie chorych stale przybywa.
Niestety, władze Szczecina nie były zainteresowane nowym hospicjum, nie wyraziły zgody na rejestrację hospicjum, a tym bardziej na jakąkolwiek pomoc w jego uruchomieniu. Wobec tego Zarząd Stowarzyszenia udał się do pobliskich Polic, gdzie zostali przyjęci przez burmistrza miasta i gminy - Władysława Diakuna i ówczesną sekretarz miasta i gminy - Różę Kłys. Polickie władze doskonale rozumiały potrzebę utworzenia na swoim terenie hospicjum domowego i natychmiast zaoferowały do wyboru jeden z kilku wolnych lokali użytkowych.
W jego profesjonalnym organizowaniu pospieszył sam ks. Marek - jeden z pionierów polskich hospicjów.
- Nowotworowa choroba i umieranie człowieka niszczy człowieka często w osamotnieniu i anonimowo - stwierdza prezes stowarzyszenia. - Koniec doczesnego życia ma miejsce za zamkniętymi drzwiami szpitalnej izolatki. Ale większość śmiertelnie chorych ten dramatyczny okres swego życia woli przeżywać we własnych mieszkaniach lub domach w gronie najbliższych. Nierzadko jest tak, że rodzina nie jest w stanie skutecznie poradzić choremu, przede wszystkim w kojeniu narastającego bólu. Stąd tak wielka potrzeba hospicyjnej opieki domowej, która ma wówczas charakter cierpliwego towarzyszenia odchodzącym do wieczności.
Kinga Wolny - koordynatorka wolontariuszy - w czasie mojej wizyty w hospicjum jest bardzo niespokojna, a jest to spowodowane ogromnym cierpieniem jednej z chorych na raka, której nie sposób pomóc bez zabiegu operacyjnego. Pani Kinga utożsamia się z śmiertelnie chorą kobietą, dlatego bardzo przeżywa dramat jej nieukojonych bólów, pomimo że jest to osoba obca. Jest przekonana, że uda się nakłonić lekarza na przyspieszenie operacji, by wyzwolić pacjentkę z cierpienia.
Okazuje się, że wolontariusze hospicyjni autentycznie cierpią ze swoimi chorymi i prawdziwie cieszą się z ich sukcesów terapeutycznych.
Aktualnie jednorazowo pod stałą opieką jest od 15 do 18 chorych terminalnie z obszaru całego powiatu.
Przeciętnie rocznie znajduje staranną troskę hospicjum 50 cierpiących na choroby nowotworowe. W ciągu trzech lat funkcjonowania hospicjum udało się towarzyszyć w cierpieniu 150 kobiet i mężczyzn w różnym wieku.
Joanna była samotną kobietą. Gdy dotknęła ją nieuleczalna choroba, zaopiekował się nią sąsiad, z zawodu kucharz, który był sublokatorem Joanny. Mężczyzna dbał o to, by chora była zawsze umyta, stosownie ubrana i nakarmiona. Docierali do jej łoża także hospicyjni wolontariusze, zbudowani chrześcijańską życzliwością sąsiada. W momencie odchodzenia nie była sama, bo sąsiad zaprosił swoją rodzinę (łącznie sześć osób), którzy towarzyszyli Joannie w przejściu z życia doczesnego do wiecznego.
Zupełnie odmienny los spotkał Romana, nękanego rakiem prostaty. Leżał samotnie w zimnej izbie, wygłodzony i zaniedbany. Nawet prąd był odcięty, bo sąsiedzi wzięli pieniądze od niego na uiszczenie rachunku, którego nigdy nie zapłacili. Gdy dowiedziało się o nim hospicjum, błagał wolontariuszy: „Zabierzcie mnie do przytułku dla bezdomnych, byle tu nie być”. Wprawdzie Roman miał syna, ale jego rola ograniczyła się do egoistycznego zabierania umierającemu emerytury (1 800 zł) i pozostawienia go na pastwę losu. Dopiero hospicjanci przywieźli mu żywność, wystarali się o opał, doprowadzili jego pokój i samego chorego do estetycznego wyglądu. - Nigdy nie zapomnę widoku łapczywie jedzącego Romana - wyznał mi wzruszony wolontariusz. Gdy choremu „zatrzymał się mocz”, został przewieziony do szpitala. Po zabiegu urologicznym lekarz skierowała go do hospicjum stacjonarnego, ale na miejsce tam czeka się bardzo długo. W okresie oczekiwania Roman był pod serdeczną i pielęgniarską opieką przyjaciół z polickiego hospicjum.
Papież Jan Paweł II, który w czasie swego długiego pontyfikatu doznał tylu cierpień, powiedział: „Człowiek jest wielki nie przez to, kim jest, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”.
Pani Kinga, która wręcz śpi z telefonem komórkowym, by w każdej chwili pospieszyć z pomocą osobom niemogącym ukoić nasilającego się bólu, martwi się, że jest coraz mniej chętnych do bezinteresownej służby w hospicyjnym wolontariacie. Nie każdy zgłaszający się może nim być, bo ta posługa wymaga odwagi zaprzyjaźnienia się z chorym terminalnie, nie ograniczania swego spotkania do kilkunastominutowej bytności przy jego łożu, ale do optymistycznego towarzyszenia mu w sztuce znoszenia dolegliwości choroby terminalnej.
- Ta przyjaźń sięga poza grób - podkreśla p. Kinga - bowiem po śmierci naszego podopiecznego otaczamy właściwą troską osierocone dzieci, rodzinę i najbliższych. Wspieramy ich psychicznie i duchowo, a pozbawione matki lub ojca dzieci wysyłamy na kolonie letnie organizowane przez ks. Marka Kujawskiego.
Nikogo z proszących o pomoc w chorobie nie odesłaliśmy; dla każdego mamy życzliwe słowo, stosowną pomoc i lekarsko-pielęgniarską opiekę naszych zespołów, które do chorych docierają w określone dni trzema samochodami. Mamy na kontrakcie jednego lekarza z dużym doświadczeniem hospicyjnym - specjalistę opieki paliatywnej oraz dwóch lekarzy współpracujących na zasadzie wolontariatu. Zatrudniamy także dwie pielęgniarki na umowę-zlecenie oraz kilka innych sióstr pomagających nam doraźnie. Są i wolontariusze niezwiązani z medycyną.
Hospicjum w Policach dysponuje rozmaitym sprzętem specjalistycznym niezbędnym w życiu ich podopiecznych, m.in. elektrycznymi łóżkami medycznymi, materacami przeciwodleżynowymi, koncentratorami tlenu… Wszystko to jest wypożyczane darmo.
Wdzięczność należy się również kolejnym proboszczom parafii św. Kazimierza w Policach, którzy, gdy tworzyło się hospicjum, chętnie udzielali gościny w swoich pomieszczeniach, zanim zostało odpowiednio wyremontowane hospicjum w centrum Polic. Spieszą także z pomocą duszpasterską chorym na raka, którzy o nią proszą.
Polickie Hospicjum Królowej Apostołów jest organizatorem rozmaitych festynów, konferencji, spotkań po to, by społeczeństwo mogło poznać tę tak potrzebną służbę wobec terminalnie chorych, a także, by mogło moralnie i materialnie wesprzeć Stowarzyszenie Hospicjum.
Medialny wydźwięk miała konferencja z udziałem niemieckich hospicjów z Pasewalku i z Greifswaldu oraz polskich specjalistów towarzyszenia w bólu chorym (naukowców, księży, lekarzy i dziennikarzy). Wszystko po to, by poznać doświadczenia w tym zakresie niemieckich hospicjów oraz by uwypuklić rolę wolontariatu.
- Swoją posługą obejmujemy chorych całego powiatu polickiego, ale w ogóle mamy mało zgłoszeń chorych w gminie Kołbaskowo i Dobra - mówi Aleksandra Mazur. - Niemożliwe, by tam nie było terminalnie chorych, którym nasza pomoc nie jest potrzebna. Stąd mój apel do proboszczów tych gmin, by zainteresowali się sytuacją chorych na raka poprzez parafialne koła Caritas.

Reklama

Katedra św. Piotra darem Chrystusa dla Kościoła

Benedykt XVI
Niedziela Ogólnopolska 10/2006, str. 3

Włodzimierz Rędzioch
Figura św. Piotra

Liturgia łacińska celebruje święto Katedry św. Piotra. Chodzi o bardzo starą tradycję, której świadectwa mamy w Rzymie już pod koniec IV wieku, będącą wyrazam wdzięczności Bogu za misję powierzoną apostołowi Piotrowi i jego następcom. „Katedra” to dosłownie tron biskupa stojący w kościele będącym matką diecezji, z tej racji nazwany właśnie „katedrą”. Stanowi symbol władzy biskupa, w szczególności jego „magisterium”, to znaczy ewangelicznego nauczania, którego jako następca Apostołów ma on strzec i przekazywać dla dobra całej wspólnoty chrześcijańskiej. Kiedy biskup bierze w posiadanie Kościół partykularny, który został mu powierzony, to - w mitrze na głowie i z pastorałem w ręku - zasiada na katedrze. Z tego miejsca będzie przewodził, jako nauczyciel i pasterz, pielgrzymce wierzących, w wierze, nadziei i miłości.

Co było zatem „katedrą” św. Piotra? Wybrany przez Chrystusa jako „skała”, na której zbuduje Kościół (por. Mt 16, 18), rozpoczął swoją posługę w Jerozolimie po Wniebowstąpieniu Pana i po Zesłaniu Ducha Świętego. Pierwszą „siedzibą” Kościoła był Wieczernik; jest prawdopodobne, że w tej sali, gdzie również Maryja, Matka Jezusa, modliła się razem z uczniami, było specjalne miejsce, zarezerwowane dla Szymona Piotra. Następnie siedzibą Piotra stała się Antiochia, miasto położone nad rzeką Orontes, w Syrii, w ówczesnych czasach trzecia metropolia imperium rzymskiego, po Rzymie i Aleksandrii w Egipcie. Pierwszym biskupem tego miasta, ewangelizowanego przez Barnabę i Pawła, gdzie „po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami” (Dz 11, 26), był Piotr. Martyrologium Rzymskie przed reformą kalendarza odnotowywało również specjalne obchody Katedry św. Piotra w Antiochii. Stamtąd Opatrzność poprowadziła Piotra do Rzymu, gdzie zakończył swój bieg w służbie Ewangelii męczeństwem. Dlatego siedziba w Rzymie, która otrzymała największy zaszczyt, przyjęła na siebie również posługę, jaką Chrystus powierzył Piotrowi, aby był w służbie wszystkich Kościołów partykularnych, celem budowania i jedności całego Ludu Bożego.

Siedziba w Rzymie została w ten sposób uznana za siedzibę następców św. Piotra, zaś „katedra” Biskupa Rzymu reprezentuje katedrę Apostoła, któremu Chrystus kazał paść całą swoją owczarnię. Potwierdzają to najstarsi Ojcowie Kościoła, jak na przykład św. Ireneusz, biskup Lyonu, który w swoim traktacie Przeciw herezjom opisuje Kościół w Rzymie jako „największy i najstarszy, uznawany przez wszystkich; … założony i zbudowany w Rzymie przez dwóch najczcigodniejszych Apostołów, Piotra i Pawła”; i dodaje: „Z tym Kościołem, z racji jego najznakomitszego pochodzenia, musi zgadzać się Kościół powszechny, to znaczy wierni, którzy gdziekolwiek się znajdują” (Przeciw herezjom, III, 3, 2-3).

Włodzimierz Rędzioch
Ołtarza Katedry, który jest oświetlony na tę okazję świecami

Tertulian z kolei stwierdza: „Ten Kościół w Rzymie, jakże jest błogosławiony! Sami Apostołowie wlali w niego swoją krew, całą doktrynę” (Napomnienia dla heretyków, 36). Katedra Biskupa Rzymu reprezentuje nie tylko jego posługę wspólnocie rzymskiej, ale również jego misję przewodzenia całemu Ludowi Bożemu.

Celebrowanie święta Katedry św. Piotra oznacza zatem przypisywanie jej wielkiego znaczenia i wymiaru duchowego oraz uznawanie jej za uprzywilejowany znak miłości Boga, odwiecznego i dobrego Pasterza, który chce zgromadzić cały swój Kościół i prowadzić go po drogach zbawienia. Spośród wielu świadectw Ojców chciałbym przytoczyć świadectwo św. Hieronima, pochodzące z jego listu do Biskupa Rzymu, szczególnie interesującego, gdyż zawarte jest w nim bezpośrednie odniesienie właśnie do „katedry” Piotra, przedstawiające ją jako pewny fundament prawdy i pokoju. Św. Hieronim tak pisze: „Postanowiłem zasięgnąć rady katedry św. Piotra, gdzie znajduje się ta wiara, którą wysławiał Apostoł; przychodzę teraz, aby prosić o pokarm dla mojej duszy tu, gdzie przedtem otrzymałem szatę Chrystusa. Nie idę za innym prymatem, jedynie za Chrystusowym; dlatego jestem w jedności z twoim błogosławieństwem, to znaczy z katedrą Piotra. Wiem, że na tej skale jest zbudowany Kościół” (Listy I, 15, 1-2).

Drodzy Bracia i Siostry, w absydzie Bazyliki św. Piotra, jak wiecie, znajduje się monument poświęcony katedrze Apostoła, dzieło Berniniego, zrealizowane w formie wielkiego tronu z brązu, podtrzymywanego przez figury czterech Doktorów Kościoła, dwóch zachodnich, św. Augustyna i św. Ambrożego, oraz dwóch wschodnich, św. Jana Chryzostoma i św. Atanazego. Zapraszam Was, abyście się zatrzymali przed tym wymownym dziełem, które dziś możemy podziwiać, udekorowanym licznymi świecami, i pomodlili się w sposób szczególny w intencji posługi, jaką Bóg mi powierzył. Wznosząc wzrok ku witrażowi z alabastru, który otwiera się światłem wprost na katedrę, przyzywajcie Ducha Świętego, ażeby zawsze podtrzymywał swym światłem i swoją mocą moją codzienną posługę całemu Kościołowi. Za to, jak i za Wasze pobożne skupienie, z całego serca Wam dziękuję.

Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra wystawiona na sprzedaż, diecezjanie protestują

2019-02-23 09:25

azr (KAI) / Utrecht

Rada parafii katedralnej w Utrechcie (Holandia) wystawiła na sprzedaż budynek katedry, którego utrzymanie jest zbyt kosztowne wobec małej liczby wiernych. Przeciwko sprzedaży świątyni protestują katolicy z całej diecezji.

pl.wikipedia.org
Katedra św. Katarzyny

Katolicy z Utrechtu rozpoczęli internetową zbiórkę podpisów przeciwko sprzedaży katedry pw. św. Katarzyny po tym, jak 18 lutego rada parafialna ogłosiła, że budynek jest wystawiony na sprzedać ze względu na zbyt wysokie koszty jego utrzymania.

Jak informuje holenderski dziennik "De Volkskrant", istnieje możliwość, że świątynia zostanie przekazana za symboliczną kwotę 1 euro na rzecz Muzeum klasztoru św. Katarzyny, który sąsiaduje z katedrą. Z przekształceniem świątyni w muzeum nie zgadzają się miejscowi katolicy, którzy podpisują internetową petycję. Do protestu dołączają także wierni z innych miast, a nawet krajów. Do tej pory zebrano blisko 1700 podpisów.

O sprzedaży świątyni zadecyduje ostatecznie Stolica Apostolska, jako że chodzi o parafię katedralną, a nie tylko kościół parafialny.

Katedra pw. św. Katarzyny to najważniejsza świątynia katolicka w Utrechcie. Budowa gotyckiego kościoła rozpoczęła się w 1470 r., a w 1853 r. kościół ten podniesiono do rangi katedry diecezjalnej. Jej znaczenie i prestiż spadły odkąd w 2007 r. prymas Holandii i przewodniczący tamtejszego episkopatu kard. Willema Jacobus Eijk przeniósł się z katedry do położonej ok. 60 km od miasta parafii św. Augustyna.

Od lat 70. Kościół katolicki w Holandii notuje znaczący spadek liczby wiernych. O ile w roku 1970 stanowili oni 40 proc. społeczeństwa liczącego blisko 13 mln obywateli, o tyle 2017 r. stanowili oni jedynie niespełna 22 proc. siedemnastomilionowego społeczeństwa.

Na przestrzeni lat liczba katolików spadła więc z 5,32 mln do 3,76 mln wyznawców. Tylko w 2017 r. na blisko 19,9 tys. pogrzebów przypadło jedynie niespełna 11,6 tys. chrztów dzieci. Zaś od 2003 r. liczba parafii w kraju spadła z 1525 do 690. Według danych z 2010 r. archidiecezja Utrecht liczyła ok. 754 tys. katolików, jednakże udział w niedzielnej Mszy św. deklarowały niespełna 32 tys. spośród nich.

Petycję przeciwko sprzedaży katedry można znaleźć pod adresem: Zobacz/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem