Reklama

Pasterz, który nie opuścił wiernych

2012-11-19 12:01

Ks. Witold Jedynak
Edycja przemyska 42/2009

Druga wojna światowa, a także lata stalinowskiego terroru były okresem szczególnej martyrologii narodu polskiego. Mimo, iż prześladowania i represje dotykały przedstawicieli różnych religii, to jednak wyjątkową nienawiść okupanci niemieccy i sowieccy okazywali wyznawcom religii katolickiej. Źródłem wrogości do katolicyzmu były zbrodnicze ideologie nazizmu i bolszewizmu, mające charakter antychrześcijański, ponieważ ubóstwiały one rasę wybraną lub klasę społeczną. Dla Polaków zamieszkujących Kresy Wschodnie wielkim zagrożeniem stała się również zbrodnicza doktryna Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, gloryfikująca nację ukraińską, a także usprawiedliwiająca masowe mordy i odrażające okrucieństwa. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie nawiązująca do pogańskiej tradycji, fanatyczna, bezwzględna i antychrześcijańska ideologia OUN była główną przyczyną terroru i ludobójstwa Polaków, jakiego dopuszczała się Ukraińska Powstańcza Armia. Dotychczas, wielu gorliwych katolików zamęczonych nie tylko przez hitlerowskich i sowieckich oprawców, ale również przez ukraińskich banderowców zostało uznanych przez Kościół katolicki za świadków wiary. Miejmy nadzieję, że w nieodległej przyszłości niektórzy będą zaliczeni do grona świętych męczenników. Są wśród nich duchowni, którzy okazali się prawdziwymi pasterzami owiec, ponieważ widząc zbliżające się niebezpieczeństwo, nie uciekli i nie opuścili swoich parafian, ale pozostali z nimi ponosząc śmierć męczeńską.
Jednym z kapłanów diecezji przemyskiej zamordowanym przez UPA był pochodzący z Nowosielec k. Przeworska ks. Marceli Zmora. Przez długie lata duszpasterzował w Husakowie, położonym niedaleko Przemyśla. Do jego kapłańskiej posługi i męczeńskiej śmierci odnoszą się w pełni słowa Jezusa o dobrym pasterzu, oddającym życie za owce: „Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza” (J 10, 11b-12).
Ks. Zmora związał się szczególnie z parafią Husaków, ponieważ 8 lat pracował tam jako wikariusz, a przez 19 lat pełnił obowiązki proboszcza. Będąc wikariuszem w Husakowie (w latach 1911-19) dał się poznać, jako odważny i gorliwy duszpasterz, który na pierwszym miejscu stawiał dobro wiernych i swoje obowiązki kapłańskie. W czasie I wojny światowej Husaków znalazł się w ogniu zaciętych i morderczych walk toczonych między wojskami rosyjskimi i austriackimi. Ks. Marceli z narażeniem życia wypełniał duszpasterskie zadania. Nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo spieszył z posługą kapłańską do wiernych mieszkających przy fortach przemyskiej twierdzy. Gdy Husaków znalazł się pod obstrzałem walczących armii, pozostał w parafii i z narażeniem życia ratował palący się kościół. Dziękując Bogu za ocalenie życia i świątyni, na łamach „Posłańca” dał świadectwo swej głębokiej wiary: „Proszę umieścić w Posłańcu Serca Pana Jezusa me wielkie podziękowanie Sercu Jezusowemu za niezwykłe łaski, którymi mię otaczało w czasie oblężenia Przemyśla 1914-1915 r., że mogłem bez niewielkich trudności ze strony Moskali śpieszyć ludziom z duchową pomocą, tuż pod samymi fortami Przemyśla, a szczególnie zaś w maju 1915 r. przez trzy tygodnie w czasie szalonych bitew w samym Husakowie, kiedy to zdawał się być koniec świata, gdy wszystko ginęło od kul i ognia, gdy palił się kościół i plebania, ludzie i zwierzęta ginęli. […] «Serce Jezusa ratuj nas» - bez końca wzywane na pomoc w owe straszne dnie, o których z trwogą wspominam, dawało mi niezwykłą moc, pogardę życia, żem kościół uratował i ludziom otuchy dodawał. Za to wszystko dzięki najwyższe Panu Jezusowi”.
Podczas polsko-ukraińskich walk o ziemie wschodnie, ks. Zmora został w 1919 r. aresztowany i osadzony w więzieniu. Już wówczas zetknął się z brutalnymi metodami przesłuchań i okrutnym traktowaniem Polaków przez nacjonalistów ukraińskich. Uwięzienie i dotkliwe represje sprawiły, że mocno podupadł wówczas na zdrowiu. Mimo problemów zdrowotnych duszpasterzował w Balicach a potem w Tamanowicach. Do Husakowa powrócił w 1925 r. obejmując urząd proboszcza. W parafii cieszył się szacunkiem i uznaniem wiernych, którzy cenili go za okazywaną dobroć, świątobliwe życie, a także za gorliwą i ofiarną pracę duszpasterską. Szczególnie dużo wysiłku i czasu wkładał w nauczanie religii, ponieważ katechizował w 10 wiejskich szkołach. Świadkowie twierdzą, że prowadził ascetyczne życie, oparte na modlitwie i umartwieniu. Angażował się w pracę stowarzyszeniową, kierując w parafii katolickimi organizacjami zrzeszającymi młodzież i osoby starsze.
Okresem szczególnej martyrologii dla ludności polskiej zamieszkującej ziemie kresowe był czas okupacji radzieckiej i niemieckiej. Jednak prawdziwe „piekło” rozpętało się w 1944 r. Bojówki UPA kontynuowały rozpoczętą w 1943 r. eksterminację Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wyjątkowe przerażenie budził sadyzm i okrucieństwo, z jakim banderowcy ukraińscy znęcali się nad swoimi ofiarami. Najczęściej nie były one zabijane od razu, lecz konały w straszliwych mękach okaleczane i torturowane przez prześladowców za pomocą siekier, noży, pił, wideł itp. Organizatorom rzezi chodziło zapewne o wywołanie ogromnego strachu i spowodowanie wśród ludności polskiej paniki, która skłoniłaby ją do masowej ucieczki z zamieszkiwanych ziem. Z reguły, ofiarami band UPA padała bezbronna ludność cywilna. Czasami Polacy próbowali się bronić, ale najczęściej ulegali liczebnej i militarnej przewadze. Banderowcy zabili również wielu Ukraińców, którzy nie popierali stosowanych przez UPA metod walki, sprzeciwiali się terrorowi i barbarzyńskim rzeziom, stawali w obronie mordowanych Polaków lub dawali im schronienie.
W atmosferze lęku i niepewności trwała ludność polska w parafii Husaków, mieszkająca wśród kilkakrotnie liczniejszej społeczności ukraińskiej. Do wsi coraz częściej docierały przerażające informacje o losie polskich kapłanów i wiernych świeckich mordowanych bezlitośnie przez bandy UPA. Krewni i znajomi ks. Marcelego Zmory prosili go wielokrotnie, by przynajmniej na pewien czas opuścił niebezpieczne strony, udając się do niedalekiego Przemyśla lub rodzinnych Nowosielec. On jednak zawsze konsekwentnie i stanowczo odpowiadał, że dobry ojciec nie może zostawić w potrzebie swoich dzieci, choćby mu przyszło zginąć. Przewidywane, tragiczne wydarzenia rozegrały się w Husakowie w nocy z 13 na 14 lipca 1944 r. Na plebanię napadła banda UPA, która splądrowała budynek, a następnie związała i uprowadziła proboszcza. Z relacji naocznych świadków wynika, że banderowcy skrępowanego kapłana, ubranego jedynie w nocną koszulę, wrzucili na furmankę, na której znajdował się zagrabiony z plebanii dobytek i odjechali. Przez kolejne dni przetrzymywali go w Miżyńcu, w jednym z domów zajmowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Zarzucali mu prowadzenie działalności szpiegowskiej oraz przenoszenie amunicji dla polskich partyzantów. Chcąc wymusić zeznania katowali swoją ofiarę, a także przymuszali do wypisywania po polsku fałszywych metryk. Kapłan nie dał się złamać. W końcu, kierując się nienawiścią do polskiego, rzymskokatolickiego księdza pozbawili go życia. Nie jest znane miejsce, gdzie pochowano ks. Marcelego Zmorę.
W tym roku rodzinna parafia męczennika przeżywa 125-lecie jego urodzin (10 października), a także 625-lecie własnej erekcji. Zarówno wśród żyjących jeszcze parafian z Husakowa, jak i mieszkańców Nowosielec, ks. Marceli Zmora cieszy się opinią świętości. Nowosielczanie pod przewodnictwem miejscowego proboszcza ks. Piotra, modlą się żarliwie o wyniesienie na ołtarze swojego rodaka. Dotychczas Kościół uznał za świętych wielu męczenników zamordowanych przez hitlerowców i na pewno, jako dobra Matka nie zapomni o swoich ukochanych dzieciach: synach i córkach - polskich męczennikach za wiarę, zamordowanych przez sowieckich czy ukraińskich oprawców.

Papież w Loreto: trzeba odkryć na nowo plan Boga dla rodziny

2019-03-25 15:21

Vatican Media

Vatican Media
Papież na modlitwie w Świętym Domku Maryi

Oby Loreto stało się uprzywilejowanym miejscem, gdzie młodzi mogliby przyjść, aby w szkole Maryi odkrywać swoje powołanie. To pragnienie, które wyraził Papież w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański”, jaką odmówił z wiernymi zgromadzonymi na placu przed sanktuarium Świętego Domku.

Franciszek odniósł się do sceny Zwiastowania jako przykładu powołaniowej dynamiki. Jest w niej bowiem najpierw słuchanie Bożego słowa, bo to przecież Bóg podejmuje inicjatywę powołania ingerując w życie człowieka, aby ofiarować mu dar Swojej miłości. Trzeba się wsłuchać w to, co mówi schodząc w głąb swojego „ja”, gdzie działają siły moralne i duchowe. Nie da się bowiem rozeznać powołania pozostając na powierzchi.

Za słuchaniem idzie rozeznanie, aby pojąć wszystkie wymagania Bożego planu współpracując z bezinteresowaną inicjatywą Boga. I wreszcie podjęcie decyji, która niesie ze sobą całkowite powierzenie własnego życia Panu Bogu. Papież wskazał na Maryję, jako wzór wszelkiego powołania oraz oredowniczkę pomagającą rozeznać Boży plan i dająca siłę, aby się na niego zgodzić.

Święty Domek w Loreto to nie tylko miejsce rozeznawania Bożego powołania, ale także dom rodziny. W dzisiejszym niełatwym świecie – stwierdził Franciszek – małżeństwo oparte na mężczyźnie i kobiecie nabiera fundamenalnego znaczenia i podstwowej misji.

Wspaniała i niezastępowalna rola rodziny w służbie życiu

Trzeba odkryć na nowo plan Boga dla rodziny, będącej podstawową komórką społeczeństwa, aby podkreślić jej wspaniałość i niezastępowalną rolę w służbie życiu. W nazaretańskim domu Maryja przeżywała wiele relacji rodzinnych jako córka, narzeczona, oblubienica i matka. Z tego względu każda rodzina w jej różnych elementach znajduje tutaj gościnę, inspirację aby przeżywać swoją tożsamość – mówił Ojciec Święty. - Doświadczenie domowe Najświętszej Dziewicy wskazuje, że rodzina i młodzi nie mogą być dwoma równoległymi sektorami duszpasterstwa naszych wspólnot, ale muszą podążać ściśle ze sobą złączone, ponieważ bardzo często ludzie młodzi są tym, co rodzina im dała w okresie dorastania. Taka perspektywa przekształca w jedność duszpasterstwo powołaniowe, które stara się wyrazić oblicze Jezusa w jego wielu aspektach, jako kapłana, oblubieńca, jako pasterza. ”

Franciszek zaznaczył, że Domek Maryi jest także domem chorych. To w domu i rodzinie winni oni znaleźć podstawową opiekę i być otoczeni szczególną miłością. Papież zwrócił się do chorych całego świata zapewniając ich, ze są w centrum zbawczego dzieła Jezusa, bo w bardzo konkretny sposób niosą krzyż każdego dnia postępując za Nim.

Franciszek zwrócił się także do wszystkich związanych z sanktuarium, aby stawali się apostołami współczesnych czasów.

Zanieść Ewangelię pokoju i życia współczesnym

" Wam i osobom związanym z tym sanktuarium, Bóg przez Maryję powierza misję w naszych czasach: by zanieść Ewangelię pokoju i życia naszym współczesnym, często nieuważnym w obliczu znaków Boga, pochłoniętym interesami doczesnymi lub zanurzonym w klimacie obojętności duchowej – zachęcał Franciszek. - Trzeba osób prostych, ale mądrych, pokornych, ale odważnych, ubogich, ale hojnych. Krótko mówiąc, ludzi, którzy w szkole Maryi przyjmują bez zastrzeżeń Ewangelię w swoim życiu. W ten sposób, poprzez świętość ludu Bożego, nadal z tego miejsca w całym narodzie będą szerzyć się świadectwa świętości w każdym stanie życia, aby odnowić Kościół i ożywić społeczeństwo zaczynem królestwa Bożego. ”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenijski franciszkanin najlepszym nauczycielem na świecie

2019-03-26 07:25

Vaticannews.va

O. Peter Tabichi, nauczyciel matematyki w jednej ze szkół w Kenii otrzymał nagrodę dla najlepszego nauczyciela na świecie. Na działalność edukacyjną w swoim regionie będzie mógł przeznaczyć milion dolarów.

36-letni franciszkanin poza nauczaniem matematyki przyczynił się także do wyciszenia napięcia pomiędzy grupami etnicznymi w swojej wiosce poprzez utworzenie tzw. „Klubu Pokoju”. 80 proc. swojej pensji przeznacza dla najbiedniejszych, ucząc jednocześnie metod uprawy pozwalających na to, by plony przetrwały suszę. To niektóre z powodów, dla których jury wybrało o. Tabichi z grona ponad 10 tys. kandydatów z całego świata.

Była to już piąta edycja konkursu organizowanego przez fundację Varkey’a.

Na ceremonii w Dubaju franciszkanin mówił, że ta nagroda otworzy przed młodzieżą nowe możliwości oraz będzie znakiem, że nie ma rzeczy niemożliwych. Uczniowie nie będą więcej powstrzymywani przez brak oczekiwań i ambicji. Afryka wykształci naukowców, inżynierów, przedsiębiorców, których nazwiska będą znane w każdym zakątku świata – przekonywał duchowny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem