Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

150. rocznica powstania styczniowego

„Gloria Victis”

2013-01-28 10:21

Z Tomaszem Jaszczołtem rozmawia ks. Mariusz Boguszewski
Edycja podlaska 4/2013, str. 6-8

Internet
Bitwa pod Węgrowem zaliczana jest do jednej z największych w dziejach insurekcji styczniowej

KS. MARIUSZ BOGUSZEWSKI: - Jak wyglądała sytuacja społeczna na Podlasiu przed wybuchem powstania?

DR TOMASZ JASZCZOŁT: - Wybuch powstania styczniowego (22 stycznia 1863 r.) poprzedziły na niemałych obszarach Podlasia zaburzenia chłopskie, które miały związek z uwłaszczeniem chłopów na terenie Cesarstwa Rosyjskiego. W niedzielę 19 lutego 1861 r. na obszarze zaboru rosyjskiego we wszystkich cerkwiach i kościołach odczytano ukaz carski o zniesieniu poddaństwa. Z treści ukazu włościanie dowiedzieli się, że poddaństwo od osoby włościan zostało zniesione na zawsze. Dowiedzieli się również, że w ciągu 2 lat od ogłoszenia ukazu będzie opracowana dla każdej gromady ustawna gramota, tj. inwentarz określający i dokładnie specyfikujący obszar ziemi pozostawiony na zawsze do chłopskiej używalności, a równocześnie ustanawiający wysokość robocizn lub czynszów należnych właścicielowi folwarku do chwili wykupu ziemi przez chłopów. Włościanie nie byli zadowoleni z treści ukazu. Uważali, że należy im się zupełne usamodzielnienie bez wykupu.
Ukaz carski z 19 lutego 1861 r. znosił wprawdzie poddaństwo, jednak nie przyznawał chłopom prawa własności ziemi. Ziemia została ogłoszona własnością dotychczasowych właścicieli, ci zaś byli zobowiązani nadać ją chłopom w wieczyste dzierżawienie na bardzo ciężkich warunkach. Wykup chłop miał spłacać ratami w ciągu 49 lat.
Nie takiej reformy spodziewali się chłopi, nic więc dziwnego, że wieś ogarnęło wrzenie. Teren trzech gmin powiatu Bielsk Podlaski: Rudka, Granne i Pobikry, położonych w bezpośredniej bliskości Starego Miasta Ciechanowca, stał się areną największych zaburzeń chłopskich w całej guberni grodzieńskiej. Obawa władz rosyjskich przed wiązaniem się włościan z ruchem narodowowyzwoleńczym zmusiła cara Aleksandra II do wydania 2 marca 1863 r., a więc już w czasie trwania powstania styczniowego, ukazu znacznie korzystniejszego dla włościan niż ukaz z 19 lutego 1861 r.
Ukaz z 2 marca 1863 r. dotyczył uwłaszczenia tylko chłopów w dobrach prywatnych. Uwłaszczenie włościan w dobrach rządowych odbywało się zgodnie z ukazem z 16 maja 1867 r.
Z chwilą rozpoczęcia się wrzenia chłopskiego, wiosną i latem 1862 r. pojawili się na wsi podlaskiej agitatorzy organizacji Czerwonych, zwani leśnikami lub polskimi groszami, których zadaniem było skierowanie ruchu chłopskiego przeciwko władzom carskim i ukierunkowanie go na działalność narodowowyzwoleńczą. Byli to urlopowi żołnierze (tzw. odstawni sołdaci).

- W jaki sposób powstanie przebiegało na obecnych terenach naszej diecezji?

- W początkach lutego 1863 r. Siemiatycze stały się miejscem koncentracji powstańczej. Pierwszy przybył do miasta Stanisław Songin, który zaczął formować oddziały powstańcze. Dowództwo nad oddziałem objął Bronisław Rylski, ziemianin z rejonu Bielska, zaś Songin zajął się administracją wojskową. Wydarzenia na Podlasiu sprawiły, że w początkach lutego ku Siemiatyczom zaczęły ściągać oddziały powstańcze z różnych stron Białostocczyzny, a nawet z Łomżyńskiego. Jako pierwszy pojawił się w miasteczku Władysław Roman Cichorski „Zameczek”. Przyprowadził on ok. 2 tys. powstańców, którzy już walczyli pod Surażem i Tykocinem. W miarę upływu czasu w Siemiatyczach następowała dalsza koncentracja oddziałów podlaskich. Do Siemiatycz przybył również Roman Rogiński, najaktywniejszy z dowódców podlaskich. Doszło w Siemiatyczach do największej koncentracji oddziałów powstańczych w powstaniu styczniowym. Siły powstańców w mieście liczyły ok. 3400-3500 ludzi. 6-7 lutego 1863 r. doszło do bitwy oddziałów powstańczych z wojskami rosyjskimi. Polacy bitwę przegrali i musieli wycofać się z miasta. Była to największa bitwa powstania styczniowego na Podlasiu.
Również bitwa pod Węgrowem, której punkt kulminacyjny przypadł na 3 lutego 1863 r., zaliczana jest do jednej z największych w dziejach insurekcji styczniowej. Bitwa ta, różnie interpretowana w przeszłości i często pomijana bądź ledwo wzmiankowana przez pierwszych dziejopisów powstania styczniowego, należy obecnie do jednej z bardziej znanych w polskiej historiografii wojskowej. Na taki stan rzeczy złożyło się wiele czynników, wśród których wyróżnić należy m.in. zajęcie się problematyką bitwy przez środowiska artystyczne przełomu XIX i XX wieku. Z tego to okresu pochodzi sławna wiedeńska litografia batalii czy wiersz Marii Konopnickiej „Bój pod Węgrowem”. Do popularyzacji tej bitwy przyczyniły się też organizowane w mieście historyczne rekonstrukcje. Oprócz nich było stoczonych wiele innych potyczek między powstańcami a wojskami rosyjskimi pod Wygonowem, pod Puchłami, Andryjankami.

- Jakie postacie należy pamiętać, wspominając powstanie styczniowe na Podlasiu?

- Na samym Podlasiu z powstaniem w różnoraki sposób związanych było mnóstwo osób: ziemian, szlachty, duchowieństwa, mieszczan, chłopów. Z bardziej znanych postaci należy wymienić Władysława Rawicza, doktora Władysława Czarkowskiego, dowódcę powstańczego Władysława Jabłonowskiego oraz ks. Stanisława Brzóskę.
Historycy ustalili, że najdłużej żyjącym weteranem powstania styczniowego 1863 r. był ppor. Feliks Bartczuk zamieszkały w Kosowie Lackim. Feliks Bartczuk urodził się 22 września 1846 r. w Zawadach k. Kosowa Lackiego. Do szkoły nie chodził, gdyż w najbliższej okolicy jej nie było. Pracował w majątku Ceranów Ludwika Górskiego. Wybucha powstanie 1863 r. W pobliżu dużych lasów majątku Ceranów zwycięską walkę z silniejszymi wojskami rosyjskimi stoczył oddział mjr. Ludwika Lutyńskiego. Wtedy prawdopodobnie 17-letni Feliks, będąc w lesie ceranowskim i słysząc odgłosy walki, dołączył do oddziału partyzanckiego. W maju i czerwcu 1863 r. Bartczuk brał udział w walkach oddziału Lutyńskiego między Sokołowem i Węgrowem. Bił się również pod innymi miejscowościami. Wreszcie wyczerpany trudami walki i osłabiony gorączką, otrzymał urlop zdrowotny i powrócił do rodzinnej miejscowości. Gdy poczuł się zdrowszy i chciał wrócić do oddziału, nastąpiło nieszczęście. Na skutek oskarżenia został aresztowany. W czasie przeprowadzonej w jego domu rewizji znaleziono broń, co spowodowało umieszczenie go od lutego 1864 r. w więzieniu siedleckim. Po usilnych staraniach rodziny i miejscowych osób, podkreślających młody wiek i brak życiowego doświadczenia, odzyskał on wolność i został odesłany do miejsca zamieszkania. Bardzo wówczas przeżywał wiadomości o wygasającym powstaniu. Wkrótce doznał wraz z innymi wstrząsu duchowego, gdy 23 maja 1865 r., będąc w Sokołowie Podlaskim, patrzył na egzekucję ks. Brzóski. Stał wtedy w tłumie i razem z innymi płakał.
Ppor. Bartczuk był bardzo popularny i ceniony w okresie międzywojennym, szczególnie w powiecie sokołowskim. Na co dzień chodził w mundurze powstańca. Korzystał z miesięcznej pensji honorowej. Przyznano mu wiele orderów i odznaczeń państwowych. Mimo zaawansowanego wieku wciąż był sprawny fizycznie, tylko nieco osłabł mu wzrok. Był honorowym oficerem 22. Pułku Piechoty w Siedlcach, jeździł na różne zjazdy, uroczystości, spotkania. Najdłużej żyjący weteran powstania styczniowego i oficer Armii Krajowej swoje długie pracowite życie zakończył 9 marca 1946 r. w Kosowie Lackim, przeżywszy prawie 100 lat. Został pochowany w swoim ulubionym mundurze na cmentarzu rzymskokatolickim w Kosowie Lackim.
Nie sposób nie wspomnieć ks. Stanisława Brzóski, który pochodził ze starej szlacheckiej rodziny wywodzącej się ze wsi Brzóski pod Wysokiem Mazowieckiem. Gdy ukończył szkoły powszechne, wstąpił na Uniwersytet Kijowski, następnie uczył się w seminarium w Janowie Podlaskim. Po święceniach kapłańskich został mianowany wikarym w Sokołowie Podlaskim, gdzie pracował 3 lata. Potem przeniesiony został do Łukowa. 10 marca 1861 r. został aresztowany za wygłoszenie kazania patriotycznego. Konsekwencją tego był wyrok 2 lat twierdzy, karę zmniejszono do roku. W czasie powstania styczniowego pełnił wiele znaczących funkcji, był m.in.: naczelnikiem administracji powstańczej powiatu łukowskiego, naczelnym kapelanem wojsk powstańczych w stopniu generała. Brał udział w bitwach m.in. pod Siemiatyczami i Włodawą.
Ostatnim miejscem pobytu ks. Brzóski była wieś Krasnodęby-Sypytki niedaleko Sokołowa Podlaskiego, gdzie ukrywał się wraz ze swym adiutantem Franciszkiem Wilczyńskim. W kwietniu 1865 r. wieś została otoczona przez wojska rosyjskie. Dostał się do niewoli i wyrokiem sądu polowego skazano go na powieszenie. Egzekucję na ks. Brzósce i Wilczyńskim wykonano 23 maja 1865 r. na rynku w Sokołowie Podlaskim w obecności dziesięciotysięcznego tłumu. Żeby zatrzeć o nim pamięć, zatajono miejsce pochówku. Ostatnim odznaczeniem jest pośmiertne przyznanie mu 23 maja 2008 r. przez prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego Orderu Orła Białego, przekazane na ręce burmistrza Sokołowa Podlaskiego.

- Jakie były konsekwencje udziału w powstaniu dla ówczesnej ludności?

- Obok szlachty najdotkliwiej za udział i sprzyjanie powstaniu był represjonowany Kościół katolicki, który identyfikował się na tych terenach z polskością, stąd był solą w oku dla władz zaborczych. Nie sposób przedstawić tu sylwetek setek kapłanów, karanych nieraz bardzo dotkliwie aż po zsyłkę na Sybir, więzienie, a nawet karę śmierci włącznie. Wielu duchownych było karanych za odmowę przyjęcia tzw. trebnika, czyli rytuału wydrukowanego w języku rosyjskim i obowiązkowo narzuconego duchownym katolickim. Jeden z księży pracujących w parafii Ostrożany - ks. Sidorowicz za to, że witał oddziały powstańcze, zdążające na bitwę pod Siemiatyczami, został aresztowany i następnie zesłany do guberni permskiej. Jego następcy byli w parafii tylko po trzy miesiące. Powody do karania były czasami prozaiczne. W jednej z parafii księdza ukarano za to, że pozwolił odprawić w kościele nabożeństwo księdzu z Petersburga, a także, że nie ogłaszał parafianom o zbliżających się rocznicach rodziny carskiej. Opisy dramatycznych przeżyć wielu duchownych katolickich w czasie powstania i bezpośrednio po nim możemy znaleźć we wspaniałej pracy bp. Pawła Kubickiego wydanej tuż przed II wojną pt. „Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i ojczyzny w l. 1861-1915”. Oparta ona jest na gruntownych badaniach, które bp Kubicki przeprowadził w różnych archiwach i bibliotekach, aby zobrazować ogrom męczeństwa duchowieństwa w Kongresówce i zachodnich guberniach cesarstwa rosyjskiego.
Represje dotknęły bezpośrednio jednak nie tylko księży, ale i zwykłych wiernych. Zaborcom nie wystarczało bowiem usuwanie niewygodnych kapłanów. Posuwali się także do zamykania świątyń katolickich. Preteksty do tego były najróżniejsze. Na terenie samej tylko obecnej diecezji drohiczyńskiej, w jej części należącej niegdyś do guberni grodzieńskiej, po powstaniu styczniowym skasowano 9 kościołów parafialnych oraz 2 kaplice. Powody ku temu były różne: rzekomo mała liczba wiernych, zły stan świątyni itp. Zlikwidowane kościoły i ich majątek oddawano prawosławnym, a gdy nie było ich w pobliżu, zamykano całkowicie, a ziemię konfiskowano na rzecz państwa. Już prawie 30 lat po powstaniu, w 1892 r., zburzono do fundamentów dwa kościoły w Grannem i Śledzianowie, które wcześniej zamknięto za udzielanie posług religijnych dawnej ludności unickiej siłą zmuszonej do przejścia na prawosławie.
Równocześnie z zamykaniem świątyń wydano wiele ukazów, które mocno uderzyły w wiernych, np. zakazy wznoszenia krzyży i kapliczek przydrożnych oraz polecenie niszczenia już istniejących, zakaz remontów podupadających kościołów, zakaz organizowania procesji dookoła kościołów itp.
Następna rzecz to sprawa unitów podlaskich. W guberniach zachodnich Rosji unię zlikwidowano już w 1839 r. Pewna część unitów przeszła wtedy nie na prawosławie, a na obrządek łaciński. W ramach walki z Kościołem katolickim po powstaniu styczniowym władze rosyjskie nakazały wyszukanie takich osób i przymusowe włączenie do Cerkwi prawosławnej. Zakazano także bezwzględnie byłym unitom uczestniczyć w jakichkolwiek obrzędach katolickich. W 1864 r. podczas odpustu w jednej z parafii katolickich aresztowano ok. 200 osób wyznania prawosławnego za to, że przyszły na nabożeństwo katolickie. Bogatsi z nich zostali ukarani karami pieniężnymi, ci natomiast, którzy nie mieli czym zapłacić, zostali wychłostani. Takie sytuacje zdarzały się częściej, gdyż trudno było od razu odgrodzić od siebie siłą obie społeczności związane i współżyjące ze sobą od wielu dziesiątek lat.

- Która bitwa była najbardziej znacząca w powstaniu na naszym terenie?

- Wielce znaczącym epizodem była bitwa pod Łukawicą, która została stoczona w dniach 17-19 września 1863 r. między liczącą blisko 500 ludzi partią powstańczą płk. Ejtminowicza a oddziałem rosyjskim. Łukawicka wieś oskarżona o w współpracę z powstańcami musiała zapłacić największą cenę. W dniach 2-5 października 1863 r. została otoczona przez wojska rosyjskie składające się z czterech rot piechoty, szwadronu ułanów i stu kozaków, na czele z Ignacym Borejszą, naczelnikiem wojennym z Bielska. Żołdacy carscy obstawili każdy dom i kolejno wyganiali na pobliskie pole wszystkich mieszkańców bez względu na wiek czy chorobę. Pierwszym etapem wykonywania kary była całkowita grabież majątku mieszkańców, który przez trzy dni wywożono do dworu w Pietkowie. Ostatniego dnia siedzący na koniu i obserwujący cały spektakl Borejsza odczytał dekret gen. Michała Murawiewa „Wieszatiela”, który ogłosił m.in., że cała szlachta z Łukawicy ma być zesłana na Sybir, cały jej majątek ruchomy i nieruchomy skonfiskowany, a wieś spalona. Na komendę „zażigat” carscy żołnierze jednocześnie podpalili wszystkie zabudowania wiejskie. Ludność zaś pognano etapami na zesłanie na Wschód. Dopiero po upływie 12 lat po ułaskawieniu pozwolono mieszkańcom wrócić do Królestwa, nie wszyscy jednak tego momentu doczekali.

- Jakie są miejsca pamięci powstania w naszej diecezji?

- Z tego, co mi wiadomo, to na pewno jest obelisk na miejscu bitwy pod Węgrowem oraz obelisk na miejscu bitwy pod Wygonowem, pomnik w Łukawicy, w Andryjankach oraz najnowszy w Hajnówce. W Siemiatyczach swoistym pomnikiem są resztki zachowanego parkanu cmentarnego, za którym chronili się powstańcy przed obstrzałem wojsk rosyjskich. Wymownym świadectwem losów powstańców i zwykłych ludzi jest pomnik w Łukawicy. Znajdują się na nim symboliczne napisy: „Chwała zwyciężonym, Gloria victis łukawiczanom, powstańcom, tym, co walczyli, ginęli za ojczyznę w powstaniu styczniowym 1863 r.” oraz: „Wracaliśmy, wracamy i wracać będziemy do ciebie, Polsko, matko nasza, bo wyszliśmy z tej ziemi”. Słowa te odnoszą się do losów mieszkańców Łukawicy zesłanych na Syberię, którzy powrócili po kilku latach tułaczki.
Najbardziej zaś znanym jest pomnik ks. Brzóski w Sokołowie Podlaskim. Odsłonięto go 23 maja 1925 r. Na początku 1940 r. Niemcy zrabowali rzeźby orła i wieńca z liści laurowych. W 1984 r. dzięki inicjatywie mieszkańców Sokołowa przywrócono pomnikowi dawny wygląd i w kolejną rocznicę śmierci ks. Brzóski - 23 maja 1984 r. dokonano ponownego odsłonięcia pomnika.
Pięknym świadectwem jest też kamienny pomnik na miejscu aresztowania w Krasnodębach-Sypytkach z napisem zapewniającym o pamięci wobec tego polskiego bohatera: „Gdy pamięć ludzka gaśnie, mówią kamienie. Tu ukrywali się i zostali aresztowani gen. ks. Stanisław Brzóska, ostatni komendant powstania 1863 r. na Podlasiu, oraz jego adiutant Franciszek Wilczyński. Wielka chwała bohaterom”.

Tagi:
Powstanie Styczniowe

Janowski panteon powstańczy

2018-09-12 10:44

Józef Łukasiewicz
Edycja sandomierska 37/2018, str. II

Ks. Adam Stachowicz
Monument upamiętniający powstańców styczniowych

Minęło półtora wieku od Powstania Styczniowego, a nasza pamięć o nim jest wciąż żywa. Już po upadku powstania, za udział w nim, władze carskie skazały na śmierć co najmniej siedmiuset, ale historycy mówią nawet o 30 tys. osób; na zesłanie skazano prawie 40 tys. Ostatniego dyktatora powstania – Romualda Traugutta – uwięziono na Pawiaku, a następnie wyrok przez powieszenie wykonano na stokach Cytadeli Warszawskiej 5 sierpnia 1864 r. Tuż przed egzekucją, której świadkiem był 30-tysięczny tłum, dyktator ucałował krzyż.

Czy taką Cytadelą nie było także janowskie więzienie – miejsce straceń polskich działaczy niepodległościowych? Wszystko wskazuje na to, że tak, choć praktycznie nie ma świadectw pisanych. Jednym z nielicznych jest „Wspomnienie o duchowieństwie polskim znajdującym się na wygnaniu w Syberii”, które w 1888 r. opublikował przebywający w naszym więzieniu kapucyn Wacław Nowakowski.

Więzienie w Janowie Lubelskim zostało wybudowane za cara Mikołaja I. Wtedy było to drugie co do wielkości więzienie w guberni lubelskiej i przetrzymywano w nim więźniów politycznych. Z kolei w ustnym przekazie zachowała się wieść o „dużej ilości” straconych tu powstańców, których następnie zakopano w dole tuż za więzieniem, mniej więcej na skrzyżowaniu obecnych ulic Ogrodowej i 8 Września. Już tylko najstarsi janowiacy pamiętają to miejsce pośród pól, gdzie czuwał pochylony krzyż. Gdy ok. 1960 r. budowano tu ul. Ogrodową, na tym miejscu znalazł się człowiek, który zatrzymał koparkę, nakazał zebrać wszystkie kości i przenieść je wraz krzyżem na koniec ul. Sienkiewicza. Ilu ich było? Biorąc pod uwagę liczbę zamordowanych w całym zaborze rosyjskim, nie można wykluczyć, że ofiar mogło być 20, 50, 100 lub jeszcze więcej osób.

Chwała tym, którzy przywrócili na skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i ks. Skorupki pamięć o Bohaterach, których „pragnieniem była wolność, winą – polskość, karą – cierpienie, a katem – rosyjskie hordy” – jak głosi motto rozpięte między powstańczymi kosami.

1 września poświęcono janowski panteon straconych powstańców. W uroczystości wzięli udział księża, władze samorządowe i kilkadziesiąt osób, którym bliska jest pamięć o tamtych czasach, gdy „Obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni” – jak pisał Wincenty Pol.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Papież: Bóg przyszedł na świat w cierpliwości

2018-12-18 17:10

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Bóg przyszedł na świat przez Maryję w cierpliwości. Te słowa wypowiedział papież Franciszek w dziesiątym odcinku rozważań nad modlitwą: „Zdrowaś Maryjo”. Mają one formę rozmowy z ks. Marco Pozzą, teologiem i kapelanem więzienia w Padwie. Są emitowane we włoskiej telewizji katolickiej TV 2000.

W kolejnym odcinku Ojciec Święty podkreślił znaczenie cierpliwości w różnych życiowych okolicznościach, np. chorzy zmagający się z różnymi dolegliwościami, starsi niosący na barkach ciężar upływających lat oraz więźniowie cierpiący z powodu ograniczenia wolności. Ten, kto cierpi z cierpliwością jednoczy się z męką Chrystusa.

Zdaniem Franciszka cierpliwość stanowi wielki znak nadziei. Wyraża się w zdolności niesienia na barkach różnych życiowych obciążeń. Chodzi o niesienie ich z nadzieją, połączonych ze spojrzeniem przed siebie. Papież podkreślił, że tylko osoba ogarnięta pasją jest zdolna do cierpliwości. Kto nie ma doświadczenia chrześcijańskiej pasji, bycia ogarniętym pasją, ten co najwyżej może osiągnąć poziom tolerancji.

W dalszej części rozmowy Franciszek zauważył, że „Kościół jest kobietą”. Jako księża jesteśmy mężczyznami, ale my nie jesteśmy Kościołem. Kościół jest kobietą dlatego, że jest Oblubienicą. Maryja jest kobietą, jest małżonką Józefa, całkowicie napełnioną Duchem Świętym, a więc Matką Chrystusa i Kościoła. A Kościół właśnie jest oblubienicą Chrystusa – zaznaczył papież. To jest dostrzeżenie macierzyństwa Kościoła, które pochodzi z macierzyństwa Maryi, czułości Kościoła, która pochodzi z czułości Maryi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jest polskie śledztwo ws. zamachu w Strasburgu

2018-12-19 14:31

PAP

adellyne.pl.fotolia

Łódzki Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej prowadzi postępowanie w sprawie masowego zamachu dokonanego w Strasburgu, w wyniku którego śmierć poniósł Bartosz Niedzielski - poinformowała w środę PAP rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

W ubiegłym tygodniu w Strasburgu doszło do zamachu terrorystycznego. W pobliżu jarmarku bożonarodzeniowego zamachowiec otworzył ogień do ludzi. W ataku ranny został m.in. 36-letni Bart Pedro Orenta-Niedzielski. Polak zmarł w niedzielę w szpitalu.

Prok. Bialik pytana przez PAP, czy polska prokuratura prowadzi postępowanie ws. ataku terrorystycznego we Francji, powiedziała, że ”Łódzki Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Łodzi prowadzi postępowanie w sprawie masowego zamachu dokonanego na grupie ludzi 11 grudnia w Strasburgu, w wyniku którego śmierć poniósł polski obywatel”.

Rzecznik PK dodała, że śledztwo to zostało wszczęte niezwłocznie po uzyskaniu informacji o zdarzeniu.

Polska prokuratura natychmiast po wszczęciu śledztwa wystąpiła do właściwych władz Republiki Francuskiej z europejskim nakazem dochodzeniowym z prośbą o wykonanie czynności procesowych w drodze pomocy prawnej; jak również o nadesłanie niezbędnych dokumentów wymaganych przez polską procedurę - podkreśliła prok. Bialik.

W wyniku ataku terrorystycznego w Strasburgu śmierć poniosło pięć osób. Zamachu dokonał 29-letni Cherif Chekatt, który urodził się w Strasburgu w rodzinie algierskiej. Zamachowca zastrzelono po 48 godzinach od strzelaniny.

W czasie zamachu Bartosz Niedzielski został ciężko ranny. Przez kilka dni przebywał w szpitalu w śpiączce. Podczas ataku był w towarzystwie swojego przyjaciela, włoskiego dziennikarza Antonio Megalizziego, który także został postrzelony przez islamskiego terrorystę Cherifa Chekatta i zmarł w piątek. Według relacji świadków wspólnie z kolegą Polak próbował zatrzymać zamachowca.

„Bartek”, jak mówili na niego znajomi i przyjaciele, pochodził z Katowic; od 20 lat mieszkał w Strasburgu, gdzie współpracował m.in. z Parlamentem Europejskim. AFP pisze, że pasjonował się nauką języków obcych i poznawaniem innych kultur. Jego marzeniem było otwarcie międzynarodowej kafejki w Strasburgu.

W poniedziałek premier Mateusz Morawiecki poinformował o decyzji przyznania renty rodzinie zmarłego Polaka.

Bohaterska postawa Bartosza Niedzielskiego przyczyniła się do powstrzymania mordercy w Strasburgu. Polak zapłacił życiem, żeby żyć mogli inni. Podjąłem decyzję o przyznaniu specjalnej renty rodzinie Pana Bartosza. Niech spoczywa w pokoju - napisał na Twitterze premier Morawiecki.

Również w poniedziałek prezydencki minister Andrzej Dera poinformował, że prezydent Andrzej Duda uhonoruje Niedzielskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem