Reklama

Sklep sakralny

150. rocznica powstania styczniowego

„Gloria Victis”

2013-01-28 10:21

Z Tomaszem Jaszczołtem rozmawia ks. Mariusz Boguszewski
Edycja podlaska 4/2013, str. 6-8

Internet
Bitwa pod Węgrowem zaliczana jest do jednej z największych w dziejach insurekcji styczniowej

KS. MARIUSZ BOGUSZEWSKI: - Jak wyglądała sytuacja społeczna na Podlasiu przed wybuchem powstania?

DR TOMASZ JASZCZOŁT: - Wybuch powstania styczniowego (22 stycznia 1863 r.) poprzedziły na niemałych obszarach Podlasia zaburzenia chłopskie, które miały związek z uwłaszczeniem chłopów na terenie Cesarstwa Rosyjskiego. W niedzielę 19 lutego 1861 r. na obszarze zaboru rosyjskiego we wszystkich cerkwiach i kościołach odczytano ukaz carski o zniesieniu poddaństwa. Z treści ukazu włościanie dowiedzieli się, że poddaństwo od osoby włościan zostało zniesione na zawsze. Dowiedzieli się również, że w ciągu 2 lat od ogłoszenia ukazu będzie opracowana dla każdej gromady ustawna gramota, tj. inwentarz określający i dokładnie specyfikujący obszar ziemi pozostawiony na zawsze do chłopskiej używalności, a równocześnie ustanawiający wysokość robocizn lub czynszów należnych właścicielowi folwarku do chwili wykupu ziemi przez chłopów. Włościanie nie byli zadowoleni z treści ukazu. Uważali, że należy im się zupełne usamodzielnienie bez wykupu.
Ukaz carski z 19 lutego 1861 r. znosił wprawdzie poddaństwo, jednak nie przyznawał chłopom prawa własności ziemi. Ziemia została ogłoszona własnością dotychczasowych właścicieli, ci zaś byli zobowiązani nadać ją chłopom w wieczyste dzierżawienie na bardzo ciężkich warunkach. Wykup chłop miał spłacać ratami w ciągu 49 lat.
Nie takiej reformy spodziewali się chłopi, nic więc dziwnego, że wieś ogarnęło wrzenie. Teren trzech gmin powiatu Bielsk Podlaski: Rudka, Granne i Pobikry, położonych w bezpośredniej bliskości Starego Miasta Ciechanowca, stał się areną największych zaburzeń chłopskich w całej guberni grodzieńskiej. Obawa władz rosyjskich przed wiązaniem się włościan z ruchem narodowowyzwoleńczym zmusiła cara Aleksandra II do wydania 2 marca 1863 r., a więc już w czasie trwania powstania styczniowego, ukazu znacznie korzystniejszego dla włościan niż ukaz z 19 lutego 1861 r.
Ukaz z 2 marca 1863 r. dotyczył uwłaszczenia tylko chłopów w dobrach prywatnych. Uwłaszczenie włościan w dobrach rządowych odbywało się zgodnie z ukazem z 16 maja 1867 r.
Z chwilą rozpoczęcia się wrzenia chłopskiego, wiosną i latem 1862 r. pojawili się na wsi podlaskiej agitatorzy organizacji Czerwonych, zwani leśnikami lub polskimi groszami, których zadaniem było skierowanie ruchu chłopskiego przeciwko władzom carskim i ukierunkowanie go na działalność narodowowyzwoleńczą. Byli to urlopowi żołnierze (tzw. odstawni sołdaci).

- W jaki sposób powstanie przebiegało na obecnych terenach naszej diecezji?

- W początkach lutego 1863 r. Siemiatycze stały się miejscem koncentracji powstańczej. Pierwszy przybył do miasta Stanisław Songin, który zaczął formować oddziały powstańcze. Dowództwo nad oddziałem objął Bronisław Rylski, ziemianin z rejonu Bielska, zaś Songin zajął się administracją wojskową. Wydarzenia na Podlasiu sprawiły, że w początkach lutego ku Siemiatyczom zaczęły ściągać oddziały powstańcze z różnych stron Białostocczyzny, a nawet z Łomżyńskiego. Jako pierwszy pojawił się w miasteczku Władysław Roman Cichorski „Zameczek”. Przyprowadził on ok. 2 tys. powstańców, którzy już walczyli pod Surażem i Tykocinem. W miarę upływu czasu w Siemiatyczach następowała dalsza koncentracja oddziałów podlaskich. Do Siemiatycz przybył również Roman Rogiński, najaktywniejszy z dowódców podlaskich. Doszło w Siemiatyczach do największej koncentracji oddziałów powstańczych w powstaniu styczniowym. Siły powstańców w mieście liczyły ok. 3400-3500 ludzi. 6-7 lutego 1863 r. doszło do bitwy oddziałów powstańczych z wojskami rosyjskimi. Polacy bitwę przegrali i musieli wycofać się z miasta. Była to największa bitwa powstania styczniowego na Podlasiu.
Również bitwa pod Węgrowem, której punkt kulminacyjny przypadł na 3 lutego 1863 r., zaliczana jest do jednej z największych w dziejach insurekcji styczniowej. Bitwa ta, różnie interpretowana w przeszłości i często pomijana bądź ledwo wzmiankowana przez pierwszych dziejopisów powstania styczniowego, należy obecnie do jednej z bardziej znanych w polskiej historiografii wojskowej. Na taki stan rzeczy złożyło się wiele czynników, wśród których wyróżnić należy m.in. zajęcie się problematyką bitwy przez środowiska artystyczne przełomu XIX i XX wieku. Z tego to okresu pochodzi sławna wiedeńska litografia batalii czy wiersz Marii Konopnickiej „Bój pod Węgrowem”. Do popularyzacji tej bitwy przyczyniły się też organizowane w mieście historyczne rekonstrukcje. Oprócz nich było stoczonych wiele innych potyczek między powstańcami a wojskami rosyjskimi pod Wygonowem, pod Puchłami, Andryjankami.

- Jakie postacie należy pamiętać, wspominając powstanie styczniowe na Podlasiu?

- Na samym Podlasiu z powstaniem w różnoraki sposób związanych było mnóstwo osób: ziemian, szlachty, duchowieństwa, mieszczan, chłopów. Z bardziej znanych postaci należy wymienić Władysława Rawicza, doktora Władysława Czarkowskiego, dowódcę powstańczego Władysława Jabłonowskiego oraz ks. Stanisława Brzóskę.
Historycy ustalili, że najdłużej żyjącym weteranem powstania styczniowego 1863 r. był ppor. Feliks Bartczuk zamieszkały w Kosowie Lackim. Feliks Bartczuk urodził się 22 września 1846 r. w Zawadach k. Kosowa Lackiego. Do szkoły nie chodził, gdyż w najbliższej okolicy jej nie było. Pracował w majątku Ceranów Ludwika Górskiego. Wybucha powstanie 1863 r. W pobliżu dużych lasów majątku Ceranów zwycięską walkę z silniejszymi wojskami rosyjskimi stoczył oddział mjr. Ludwika Lutyńskiego. Wtedy prawdopodobnie 17-letni Feliks, będąc w lesie ceranowskim i słysząc odgłosy walki, dołączył do oddziału partyzanckiego. W maju i czerwcu 1863 r. Bartczuk brał udział w walkach oddziału Lutyńskiego między Sokołowem i Węgrowem. Bił się również pod innymi miejscowościami. Wreszcie wyczerpany trudami walki i osłabiony gorączką, otrzymał urlop zdrowotny i powrócił do rodzinnej miejscowości. Gdy poczuł się zdrowszy i chciał wrócić do oddziału, nastąpiło nieszczęście. Na skutek oskarżenia został aresztowany. W czasie przeprowadzonej w jego domu rewizji znaleziono broń, co spowodowało umieszczenie go od lutego 1864 r. w więzieniu siedleckim. Po usilnych staraniach rodziny i miejscowych osób, podkreślających młody wiek i brak życiowego doświadczenia, odzyskał on wolność i został odesłany do miejsca zamieszkania. Bardzo wówczas przeżywał wiadomości o wygasającym powstaniu. Wkrótce doznał wraz z innymi wstrząsu duchowego, gdy 23 maja 1865 r., będąc w Sokołowie Podlaskim, patrzył na egzekucję ks. Brzóski. Stał wtedy w tłumie i razem z innymi płakał.
Ppor. Bartczuk był bardzo popularny i ceniony w okresie międzywojennym, szczególnie w powiecie sokołowskim. Na co dzień chodził w mundurze powstańca. Korzystał z miesięcznej pensji honorowej. Przyznano mu wiele orderów i odznaczeń państwowych. Mimo zaawansowanego wieku wciąż był sprawny fizycznie, tylko nieco osłabł mu wzrok. Był honorowym oficerem 22. Pułku Piechoty w Siedlcach, jeździł na różne zjazdy, uroczystości, spotkania. Najdłużej żyjący weteran powstania styczniowego i oficer Armii Krajowej swoje długie pracowite życie zakończył 9 marca 1946 r. w Kosowie Lackim, przeżywszy prawie 100 lat. Został pochowany w swoim ulubionym mundurze na cmentarzu rzymskokatolickim w Kosowie Lackim.
Nie sposób nie wspomnieć ks. Stanisława Brzóski, który pochodził ze starej szlacheckiej rodziny wywodzącej się ze wsi Brzóski pod Wysokiem Mazowieckiem. Gdy ukończył szkoły powszechne, wstąpił na Uniwersytet Kijowski, następnie uczył się w seminarium w Janowie Podlaskim. Po święceniach kapłańskich został mianowany wikarym w Sokołowie Podlaskim, gdzie pracował 3 lata. Potem przeniesiony został do Łukowa. 10 marca 1861 r. został aresztowany za wygłoszenie kazania patriotycznego. Konsekwencją tego był wyrok 2 lat twierdzy, karę zmniejszono do roku. W czasie powstania styczniowego pełnił wiele znaczących funkcji, był m.in.: naczelnikiem administracji powstańczej powiatu łukowskiego, naczelnym kapelanem wojsk powstańczych w stopniu generała. Brał udział w bitwach m.in. pod Siemiatyczami i Włodawą.
Ostatnim miejscem pobytu ks. Brzóski była wieś Krasnodęby-Sypytki niedaleko Sokołowa Podlaskiego, gdzie ukrywał się wraz ze swym adiutantem Franciszkiem Wilczyńskim. W kwietniu 1865 r. wieś została otoczona przez wojska rosyjskie. Dostał się do niewoli i wyrokiem sądu polowego skazano go na powieszenie. Egzekucję na ks. Brzósce i Wilczyńskim wykonano 23 maja 1865 r. na rynku w Sokołowie Podlaskim w obecności dziesięciotysięcznego tłumu. Żeby zatrzeć o nim pamięć, zatajono miejsce pochówku. Ostatnim odznaczeniem jest pośmiertne przyznanie mu 23 maja 2008 r. przez prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego Orderu Orła Białego, przekazane na ręce burmistrza Sokołowa Podlaskiego.

- Jakie były konsekwencje udziału w powstaniu dla ówczesnej ludności?

- Obok szlachty najdotkliwiej za udział i sprzyjanie powstaniu był represjonowany Kościół katolicki, który identyfikował się na tych terenach z polskością, stąd był solą w oku dla władz zaborczych. Nie sposób przedstawić tu sylwetek setek kapłanów, karanych nieraz bardzo dotkliwie aż po zsyłkę na Sybir, więzienie, a nawet karę śmierci włącznie. Wielu duchownych było karanych za odmowę przyjęcia tzw. trebnika, czyli rytuału wydrukowanego w języku rosyjskim i obowiązkowo narzuconego duchownym katolickim. Jeden z księży pracujących w parafii Ostrożany - ks. Sidorowicz za to, że witał oddziały powstańcze, zdążające na bitwę pod Siemiatyczami, został aresztowany i następnie zesłany do guberni permskiej. Jego następcy byli w parafii tylko po trzy miesiące. Powody do karania były czasami prozaiczne. W jednej z parafii księdza ukarano za to, że pozwolił odprawić w kościele nabożeństwo księdzu z Petersburga, a także, że nie ogłaszał parafianom o zbliżających się rocznicach rodziny carskiej. Opisy dramatycznych przeżyć wielu duchownych katolickich w czasie powstania i bezpośrednio po nim możemy znaleźć we wspaniałej pracy bp. Pawła Kubickiego wydanej tuż przed II wojną pt. „Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i ojczyzny w l. 1861-1915”. Oparta ona jest na gruntownych badaniach, które bp Kubicki przeprowadził w różnych archiwach i bibliotekach, aby zobrazować ogrom męczeństwa duchowieństwa w Kongresówce i zachodnich guberniach cesarstwa rosyjskiego.
Represje dotknęły bezpośrednio jednak nie tylko księży, ale i zwykłych wiernych. Zaborcom nie wystarczało bowiem usuwanie niewygodnych kapłanów. Posuwali się także do zamykania świątyń katolickich. Preteksty do tego były najróżniejsze. Na terenie samej tylko obecnej diecezji drohiczyńskiej, w jej części należącej niegdyś do guberni grodzieńskiej, po powstaniu styczniowym skasowano 9 kościołów parafialnych oraz 2 kaplice. Powody ku temu były różne: rzekomo mała liczba wiernych, zły stan świątyni itp. Zlikwidowane kościoły i ich majątek oddawano prawosławnym, a gdy nie było ich w pobliżu, zamykano całkowicie, a ziemię konfiskowano na rzecz państwa. Już prawie 30 lat po powstaniu, w 1892 r., zburzono do fundamentów dwa kościoły w Grannem i Śledzianowie, które wcześniej zamknięto za udzielanie posług religijnych dawnej ludności unickiej siłą zmuszonej do przejścia na prawosławie.
Równocześnie z zamykaniem świątyń wydano wiele ukazów, które mocno uderzyły w wiernych, np. zakazy wznoszenia krzyży i kapliczek przydrożnych oraz polecenie niszczenia już istniejących, zakaz remontów podupadających kościołów, zakaz organizowania procesji dookoła kościołów itp.
Następna rzecz to sprawa unitów podlaskich. W guberniach zachodnich Rosji unię zlikwidowano już w 1839 r. Pewna część unitów przeszła wtedy nie na prawosławie, a na obrządek łaciński. W ramach walki z Kościołem katolickim po powstaniu styczniowym władze rosyjskie nakazały wyszukanie takich osób i przymusowe włączenie do Cerkwi prawosławnej. Zakazano także bezwzględnie byłym unitom uczestniczyć w jakichkolwiek obrzędach katolickich. W 1864 r. podczas odpustu w jednej z parafii katolickich aresztowano ok. 200 osób wyznania prawosławnego za to, że przyszły na nabożeństwo katolickie. Bogatsi z nich zostali ukarani karami pieniężnymi, ci natomiast, którzy nie mieli czym zapłacić, zostali wychłostani. Takie sytuacje zdarzały się częściej, gdyż trudno było od razu odgrodzić od siebie siłą obie społeczności związane i współżyjące ze sobą od wielu dziesiątek lat.

- Która bitwa była najbardziej znacząca w powstaniu na naszym terenie?

- Wielce znaczącym epizodem była bitwa pod Łukawicą, która została stoczona w dniach 17-19 września 1863 r. między liczącą blisko 500 ludzi partią powstańczą płk. Ejtminowicza a oddziałem rosyjskim. Łukawicka wieś oskarżona o w współpracę z powstańcami musiała zapłacić największą cenę. W dniach 2-5 października 1863 r. została otoczona przez wojska rosyjskie składające się z czterech rot piechoty, szwadronu ułanów i stu kozaków, na czele z Ignacym Borejszą, naczelnikiem wojennym z Bielska. Żołdacy carscy obstawili każdy dom i kolejno wyganiali na pobliskie pole wszystkich mieszkańców bez względu na wiek czy chorobę. Pierwszym etapem wykonywania kary była całkowita grabież majątku mieszkańców, który przez trzy dni wywożono do dworu w Pietkowie. Ostatniego dnia siedzący na koniu i obserwujący cały spektakl Borejsza odczytał dekret gen. Michała Murawiewa „Wieszatiela”, który ogłosił m.in., że cała szlachta z Łukawicy ma być zesłana na Sybir, cały jej majątek ruchomy i nieruchomy skonfiskowany, a wieś spalona. Na komendę „zażigat” carscy żołnierze jednocześnie podpalili wszystkie zabudowania wiejskie. Ludność zaś pognano etapami na zesłanie na Wschód. Dopiero po upływie 12 lat po ułaskawieniu pozwolono mieszkańcom wrócić do Królestwa, nie wszyscy jednak tego momentu doczekali.

- Jakie są miejsca pamięci powstania w naszej diecezji?

- Z tego, co mi wiadomo, to na pewno jest obelisk na miejscu bitwy pod Węgrowem oraz obelisk na miejscu bitwy pod Wygonowem, pomnik w Łukawicy, w Andryjankach oraz najnowszy w Hajnówce. W Siemiatyczach swoistym pomnikiem są resztki zachowanego parkanu cmentarnego, za którym chronili się powstańcy przed obstrzałem wojsk rosyjskich. Wymownym świadectwem losów powstańców i zwykłych ludzi jest pomnik w Łukawicy. Znajdują się na nim symboliczne napisy: „Chwała zwyciężonym, Gloria victis łukawiczanom, powstańcom, tym, co walczyli, ginęli za ojczyznę w powstaniu styczniowym 1863 r.” oraz: „Wracaliśmy, wracamy i wracać będziemy do ciebie, Polsko, matko nasza, bo wyszliśmy z tej ziemi”. Słowa te odnoszą się do losów mieszkańców Łukawicy zesłanych na Syberię, którzy powrócili po kilku latach tułaczki.
Najbardziej zaś znanym jest pomnik ks. Brzóski w Sokołowie Podlaskim. Odsłonięto go 23 maja 1925 r. Na początku 1940 r. Niemcy zrabowali rzeźby orła i wieńca z liści laurowych. W 1984 r. dzięki inicjatywie mieszkańców Sokołowa przywrócono pomnikowi dawny wygląd i w kolejną rocznicę śmierci ks. Brzóski - 23 maja 1984 r. dokonano ponownego odsłonięcia pomnika.
Pięknym świadectwem jest też kamienny pomnik na miejscu aresztowania w Krasnodębach-Sypytkach z napisem zapewniającym o pamięci wobec tego polskiego bohatera: „Gdy pamięć ludzka gaśnie, mówią kamienie. Tu ukrywali się i zostali aresztowani gen. ks. Stanisław Brzóska, ostatni komendant powstania 1863 r. na Podlasiu, oraz jego adiutant Franciszek Wilczyński. Wielka chwała bohaterom”.

Tagi:
Powstanie Styczniowe

Janowski panteon powstańczy

2018-09-12 10:44

Józef Łukasiewicz
Edycja sandomierska 37/2018, str. II

Ks. Adam Stachowicz
Monument upamiętniający powstańców styczniowych

Minęło półtora wieku od Powstania Styczniowego, a nasza pamięć o nim jest wciąż żywa. Już po upadku powstania, za udział w nim, władze carskie skazały na śmierć co najmniej siedmiuset, ale historycy mówią nawet o 30 tys. osób; na zesłanie skazano prawie 40 tys. Ostatniego dyktatora powstania – Romualda Traugutta – uwięziono na Pawiaku, a następnie wyrok przez powieszenie wykonano na stokach Cytadeli Warszawskiej 5 sierpnia 1864 r. Tuż przed egzekucją, której świadkiem był 30-tysięczny tłum, dyktator ucałował krzyż.

Czy taką Cytadelą nie było także janowskie więzienie – miejsce straceń polskich działaczy niepodległościowych? Wszystko wskazuje na to, że tak, choć praktycznie nie ma świadectw pisanych. Jednym z nielicznych jest „Wspomnienie o duchowieństwie polskim znajdującym się na wygnaniu w Syberii”, które w 1888 r. opublikował przebywający w naszym więzieniu kapucyn Wacław Nowakowski.

Więzienie w Janowie Lubelskim zostało wybudowane za cara Mikołaja I. Wtedy było to drugie co do wielkości więzienie w guberni lubelskiej i przetrzymywano w nim więźniów politycznych. Z kolei w ustnym przekazie zachowała się wieść o „dużej ilości” straconych tu powstańców, których następnie zakopano w dole tuż za więzieniem, mniej więcej na skrzyżowaniu obecnych ulic Ogrodowej i 8 Września. Już tylko najstarsi janowiacy pamiętają to miejsce pośród pól, gdzie czuwał pochylony krzyż. Gdy ok. 1960 r. budowano tu ul. Ogrodową, na tym miejscu znalazł się człowiek, który zatrzymał koparkę, nakazał zebrać wszystkie kości i przenieść je wraz krzyżem na koniec ul. Sienkiewicza. Ilu ich było? Biorąc pod uwagę liczbę zamordowanych w całym zaborze rosyjskim, nie można wykluczyć, że ofiar mogło być 20, 50, 100 lub jeszcze więcej osób.

Chwała tym, którzy przywrócili na skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i ks. Skorupki pamięć o Bohaterach, których „pragnieniem była wolność, winą – polskość, karą – cierpienie, a katem – rosyjskie hordy” – jak głosi motto rozpięte między powstańczymi kosami.

1 września poświęcono janowski panteon straconych powstańców. W uroczystości wzięli udział księża, władze samorządowe i kilkadziesiąt osób, którym bliska jest pamięć o tamtych czasach, gdy „Obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni” – jak pisał Wincenty Pol.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Kraków: koncert w 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża

2018-10-17 06:51

luk / Kraków (KAI)

Stolica Małopolski wyjątkowo uczciła 40. rocznicę rozpoczęcia pontyfikatu św. Jana Pawła II. Mieszkańcy i przyjezdni, a także prezydent Polski, Andrzej Duda wraz z małżonką, oraz nuncjusz apostolski, abp Salvatore Pennacchio, wzięli udział w koncercie zatytułowanym „Ojcze Święty, dziękujemy”.

Jakub Szymczuk/KPRP

Wydarzenie, które odbyło się na krakowskim Rynku Głównym, zorganizował Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie. - Chcieliśmy tym wieczorem przypomnieć chwile wyboru papieża Polaka, ale i przeżyć je na nowo, wspominając słowa, które do nas kierował - podkreśliła jego dyrektor, Agata Szuta. Koncert poprowadzili Magdalena Wolińska-Riedi i Krzysztof Ziemiec. - Dziś także Rzym przypomina sobie Jana Pawła II - prezentujemy cały dzień wywiady, które mają pokazać wyjątkowość jego pontyfikatu. Czas służby papieża, który dla mnie jest punktem odniesienia, świętym, którego nauczanie prowadzi mnie przez życie - przyznała korespondentka TVP z Watykanu.

Na scenie nie zabrakło artystów polskiej sceny muzycznej. Dla zebranych zaśpiewali m.in. Alicja Węgorzewska, Kasia Moś, Marco Antonelli, Marek Tokarzewski, Magda Steczkowska, Mateusz Ziółko, Zakopower czy TGD. Gwiazdom towarzyszył Chór Rodzinny im. Jana Pawła II Instytutu oraz orkiestra pod dyrekcją Grzegorza Urbana.

- Miałam trzy lata, kiedy Karol Wojtyła został papieżem, ale pamiętam ten moment i tamte emocje. Zarówno mojej rodziny, jak i świata. Chcemy tym koncertem przekazać ludziom przesłanie, które nieustannie głosił Jan Paweł II - że miłość i solidarność międzyludzka jest najważniejsza - zaznaczyła Magda Steczkowska. Publiczność usłyszała m.in. „Życiem cudem jest”, „W cieniu Twoich rąk” czy „Twoja miłość jak ciepły deszcz. - Bardzo dobrze, że przypomina się papieża Polaka w tak radosny i jednoczący sposób. Dobrze zobaczyć go na telebimach i odświeżyć w pamięci słowa nauczania, które do nas kierował, kiedy przyjeżdżał do Polski - powiedziała pani Maria.

Na zakończenie głos zabrał abp Marek Jędraszewski, który powiedział, że wieczór jest wyjątkowym podziękowaniem za Bożą opatrzność, która czuwała nad wyborem na papieża 40 lat temu. - Dziękujemy, że dał nam tyle radości, tyle pokoju serca i tak wiele zmienił. Wtedy taki koncert byłby nie do wyobrażenia, a dziś możemy tutaj uwielbiać Boga wspólnie śpiewem. Taką normalność przywrócił Polsce i światu właśnie Jan Paweł II - powiedział metropolita krakowski.

Wydarzenie zwieńczyło odśpiewanie wspólnie z artystami piosenki „Oto jest dzień”. Podczas koncertu występy muzyczne przeplatane były krótkimi opisami życia św. Jana Pawła II oraz nagraniami lub filmami z jego homiliami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: międzynarodowa konferencja „Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania”

2018-10-17 20:44

dg, maj / Warszawa (KAI)

„Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania” to tytuł międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się 17 października w Warszawie w ramach obchodów XVIII Dnia Papieskiego pod hasłem „Promieniowanie ojcostwa”. Organizatorem konferencji jest Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, a partnerem merytorycznym Centrum Myśli Jana Pawła II. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Prezydent RP.

MARIAN SZTAJNER

Konferencja rozpoczęła się Mszą św. w kościele seminaryjnym Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca. Następnie obrady na Zamku Królewskim otworzył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Gości przywitał też ks. Dariusz Kowalczyk, prezes Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Spotkanie poprowadził red. Grzegorz Górny.

O. prof. Jarosław Kupczak, dogmatyk z UPJPII, wystąpił z referatem pt. „Macierzyństwo i ojcostwo jako obraz miłości Boga”. Analizując dramat Karola Wojtyły „Promieniowanie Ojcostwa”, wskazał na obecne tam dwa konkurujące ze sobą humanizmy – jeden odrzucający Boga ze wszystkimi tego konsekwencjami i drugi – integralny, wskazujący na człowieka jako „homo religiosus” i jego transcendentne odniesienia, dopełniające ludzkie poszukiwanie prawdy. Te dwa humanizmy ukazane są przez przeciwstawienie sobie samotności i ojcostwa.

– Samotność jest doświadczeniem każdego człowieka. Ta fundamentalna samotność, o której mówi Wojtyła, jest dla niego skutkiem jakiegoś upadku. Polegał on na tym, że Adam nie potrafił udźwignąć ojcostwa i sprostać mu, dlatego zrzucił je jak brzemię, co jest centralnym tematem dramatu. To odrzucenie ojcostwa można rozumieć na dwa sposoby, po pierwsze jako opis każdego człowieka, mężczyzny i kobiety, po grzechu pierworodnym. Człowiek odrzucił promieniowanie ojcostwa Ojca Niebieskiego, dlatego jest fundamentalnie samotny – mówił dominikanin. – W drugiej, doczesnej perspektywie, odrzucenie ojcostwa to sytuacja każdego człowieka, który opiera się miłości i wybiera siebie, sprzeciwiając się w ten sposób podstawowemu prawu rozwojowemu swojej osoby. Takie odrzucenie ojcostwa i macierzyństwa to sprawa nie tyle naszego dziedzictwa, ile teraźniejszego wyboru każdego z nas. Wojtyła sugeruje, że te dwa wymiary odrzucenia ojcostwa i ludzkiej samotności są ze sobą związane, gdyż ojcostwo i macierzyństwo są najważniejszym sposobem wierności Ojcu Niebieskiemu i wierności wobec swojej natury. Dojrzałość mężczyzny realizuje się w ojcostwie, kobiety w macierzyństwie, fizycznym bądź duchowym – dodał teolog.

Znawca nauczania Karola Wojtyły zaznaczył, że wg. niego alienuje człowieka nie relacja z Bogiem, a odcięcie od Niego i religijna samotność. Nawiązując do myśli włoskiego filozofa Massimo Serettiego, wskazał również na problem współczesnego buntu przeciwko ojcostwu, dekonstrukcji tradycyjnego modelu rodziny oraz zniesienia różnicy płci: „W prometejskiej kulturze tylko człowiek nadaje sens takim rzeczywistościom jak ojcostwo i macierzyństwo, płeć, męskość, kobiecość, rodzina, małżeństwo. Natura okazuje się wyłącznie konstruktem kulturowym, mówi tylko o człowieku, nie odsyła do Boga. Zanim więc rozpoczęła się w laboratoriach technologiczna abolicja ojcostwa przez procedurę in vitro, banki nasienia, praktykę anonimowych dawców i inne skandaliczne praktyki, od długiego czasu dokonywała się już filozoficzna i teologiczna dekonstrukcja idei ojcostwa”.

Nawiązując do opisów biblijnych, nauczania Wojtyły czy Levinasa, o. Kupczak omówił wagę różnicy płciowej jako podstawowego miejsca doświadczenia inności oraz fundamentu poznania. Za Lewinasem wskazał też na podstawy relacji rodzic-dziecko: „Syn, córka, nie jest własnością. Faktu płodzenia nie pozwalają uchwycić ani pojęcie przyczyny, ani pojęcie własności”.

– Akt poczęcia nie jest aktem tworzenia, uczynienia człowieka. Mężczyzna i kobieta nie mają władzy nad procesem poczęcia. Mogą starać się o dziecko, ale nigdy nie osiągną pewności, że w akcie seksualnym to poczęcie nastąpiło. Ten brak kontroli i władzy nad poczynającym się człowiekiem jest bardzo ważny, bo w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby. Ten brak kontroli i władzy nad poczęciem jest etycznym warunkiem i metafizycznym znakiem godności procesu poczęcia jak również samej poczętej osoby, czyli każdego z nas, bo ostatecznie każdy z nas narodził się w ten sposób – mówił dominikanin i dodał: „Pochodzenie od innego, które implikuje zależność i wdzięczność, sprawia, że człowiek nie może myśleć o sobie, jako absolucie. Sama struktura procesu poczęcia i wychowania pokazuje, że istotą ludzkiego życia jest zależność i pochodzenie od innego. Przyjęcie i zdanie sobie sprawy z promieniowania ojcostwa jest warunkiem ludzkiej dojrzałości, dorosłości”.

Miłość mężczyzny i kobiety jest zamierzonym przez Stwórcę obrazem odwiecznej miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. „Sercem tej ludzkiej, płodnej miłości jest odpowiedzialność za drugą osobę, która czyni z kobiety matkę a z mężczyzny ojca. Istotą miłości erotycznej jest fakt, że dokonuje się pomiędzy osobami. Miłość jest wzięciem odpowiedzialności za drugie ‘ja’ i sprawia, że w społeczeństwie bez ojców na nowo pojawiają się ojcowie i matki” – powiedział dominikanin.

Hiszpańska pisarka, filozof i antropolog, członkini Królewskiej Akademii Lekarzy prof. Blanca Castilla de Cortazar z Nawary swoje wystąpienie poświęciła tematowi „Dar ludzkiego rodzicielstwa”. „Żyjemy w czasach kryzysu rodziny. Co się stało z naszym społeczeństwem, że ojcostwo stało się czymś mniej oczywistym, swego rodzaju czarną dziurą? Problemem w naszym społeczeństwie jest kryzys genealogii osoby i kryzys miłości” – mówiła.

Zaznaczyła, że bycie dzieckiem i rodzicem nie jest tylko kwestią biologiczną, ale musi mieć również wymiar duchowy. Omawiając przyczyny kryzysu rodziny, wskazała na konsekwencje rewolucji przemysłowej, zaangażowanie kobiet w pracę zawodową, a także przyczyny socjologiczne, takie jak dysocjacja między małżeństwem a rodzicielstwem, niezgodę u mężczyzny na własną tożsamość syna. Przyczyny kryzysu męskości natomiast hiszpańska antropolog widzi w upadku struktur patriarchalnych, rozprzestrzenianiu się homoseksualizmu i dysfunkcjach płci.

– Dorośli mężczyźni czują się często zdezorientowani z powodu upadku zasad patriarchatu, zaniku hierarchicznych ról, również zaniku podziału na sferę publiczną reprezentowaną przez mężczyzn i prywatną, zarezerwowaną dla kobiet. Włączenie kobiet do szkolnictwa wyższego i we wszystkie dziedziny pracy, gdzie kobiety często są bardziej kompetentne, sprawia, że mężczyźni czują się niepewni swojej tożsamości. Ustawienie w zbiorowej świadomości tego, że ludzie są równi sprawia, że mężczyźni kwestionują swoją tożsamość, nie wiedzą, co znaczy bycie mężczyzną, czy ma to podłoże biologiczne, czy istnieją uniwersalne i trwałe wzorce kulturowe, czy to prawda, że wszystko jest kwestią wychowania. Czy mężczyzna może być wrażliwy, dbający o siebie, wyrażający emocje, rezygnujący z przemocy, czy może wtedy zostanie uznany za zniewieściałego? Mężczyźni w wieku 60-70 lat zostali wychowani do tego, by byli wierni w małżeństwie i utrzymywali swoje dzieci. Ci, którzy mają 30-40 lat muszą sprostać różnym wymogom: być dobrym mężem, kochankiem, powiernikiem, wrażliwym, współodpowiedzialnym za obowiązki domowe, dobrze wychowującym dzieci. Ludzie nie wiedzą, jakie cechy społecznie promować, żeby ułatwić określanie tożsamości – mówiła prof. Castilla de Cortazar.

Odniosła się do kryzysu antropologicznego: „Mówi się dziś nawet o aborcji - niezgodnej przecież z prawem do życia - jako prawie. 50 lat po rewolucji seksualnej doświadczamy głębokiego kryzysu antropologicznego, gdzie każda osoba jest wewnętrznie pęknięta i nieświadoma związku między swoim ciałem, tożsamością, miłością, prokreacją, za to promuje się rodzaj nijaki, neutralność. Największą wartością zdaje się być niezależność”. – Nikt nie ma praw do żadnego człowieka. Nawet rodzice nie mają praw do dziecka, ponieważ ono też jest osobą. W kontekście in vitro podaje się jako argument prawo do dzieci, tymczasem jest to nieprawda. Nie ma prawa do posiadania dzieci – zaznaczyła prelegentka.

Mówczyni zauważyła, że dziś neguje się różnice między płciami. Tymczasem Jan Paweł II wskazywał, że „różnica pomiędzy mężczyzną a kobietą leży nie tylko w działaniu, ale również w sferze bytu. Jesteśmy bytami komplementarnymi nie tylko biologicznie i psychologicznie, ale także ontologicznie. Płeć biologiczna jest tym, co jest nam dane, a płeć społeczna, kulturowa się rozwija w społeczeństwie”. Płci się nie zmieni nawet operacją, która nie pozmienia chromosomów, ani tym bardziej nie naruszy stanu ontologicznego.

– W naszych czasach, kiedy mówi się o tym, że aborcja jest prawem, miłość matczyna pozostaje ostatnią ostoją miłości, ponieważ ojcostwo już zostało zniszczone. Dziś atakuje się również macierzyństwo. Aby je chronić, mężczyzna musi odnaleźć w sobie ojcostwo – powiedziała hiszpańska pisarka wskazując za Janem Pawłem II, by wzorców w budowaniu rodziny, szukaniu tożsamości ojca i matki szukać w świętej rodzinie z Nazaretu.

Ostatni podczas pierwszej sesji wystąpił Marek Grabowski, filozof i socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty. Zaprezentował on projekty i badania prowadzone przez Fundację. Omawiając przyczyny współczesnego kryzysu rodziny, wskazał na „problem z tradycyjną moralnością, związaną z chrześcijaństwem. Mamy coraz mniej zaangażowanych, świadomych chrześcijan. Z drugiej strony mamy dawno już rozpoczęte procesy, np. w czasie industrializacji, spowodowane poborami czy szkolnictwem, związane z migracjami. To wszystko nie wpływa pozytywnie na gotowość ludzi do zawiązywania związków i sprzyja rozpadaniu tych zawartych. Małżeństwo trwa dziś średnio 12-14 lat”. Omawiając badania wskazał, że młodzi mężczyźni w Polsce w dużej mierze definiują się poprzez pracę. Jest ona dla nich źródłem satysfakcji i dochodu. Chcą rywalizować, być zauważonymi. Obawiają się czasów, w których żyją, boją się porażki rodzinnej, dlatego nie chcą się żenić. Obawiają się, że są zdolni do zdrady partnerki, nie mają do siebie zaufania, brakuje im charakteru czy kręgosłupa moralnego. Są także uzależnieni od świata wirtualnego. Najnowsza kampania Fundacji poświęcona będzie problemowi rozwodów.

Druga część konferencji przebiegała pod hasłem „Ojcowizna – Ojczyzna – Tradycja – dziedzictwo narodowe”. Wykłady wygłosili: prof. Wojciech Roszkowski, ekonomista i autor prac historycznych, wykładowca SGH, dr Massimiliano Signifredi, historyk, wykładowca Uniwersytetu Roma Tre oraz ks. prof. Jacek Grzybowski, filozof, prof. UKSW. Spotkanie prowadził dr hab. Paweł Skibiński, historyk, wykładowca UW.

Prof. Roszkowski podkreślił, że Jan Paweł II odnosił się do spraw swojej Ojczyzny, szczególnie podczas swoich pielgrzymek do Polski. Przypomniał następnie te kolejne wizyty oraz papieskie nauczanie na temat Ojczyzny i patriotyzmu z kluczowym stwierdzeniem z 1979 r.: Polski nie można zrozumieć bez Chrystusa. Mówił o pielgrzymce z 1991 r. gdy Jan Paweł II przypominał rodakom Dekalog i pierwszy raz podniósł głos przestrzegając przed fikcją wolności rozumianej w sposób liberalny – która w istocie zniewala. Wspomniał też o testamencie Papieża – Polaka, który żegnając się z Ojczyzną w 2002 r. mówił, że wszystkie jej trudne sprawy powierza Bożej Opatrzności.

Dr Signifredi zwrócił uwagę, że w przeciwieństwie do swych poprzedników, którzy jako biskupi Rzymu raczej odcinali się od swych korzeni, Jan Paweł II podkreślał swoje pochodzenie. Do tego stopnia, że po raz pierwszy w historii Kościoła, wbrew protokołowi, swój list apostolski „Rutilans Agmen” z 1979 r. podpisał ”Jan Paweł II, Polak”. Podkreślił, że Jan Paweł II w dziejach swojego narodu szczególnie upodobał sobie epokę jagiellońską – wielonarodową Rzeczpospolitą, w której mogły pokojowo współistnieć różne nacje a władcy nie byli „królami sumień” obywateli, choć wkoło w Europie szalały wojny religijne. – W koncepcji Wojtyły nie istnieje naród bez narodów sąsiednich, każdy naród ma swoją misje, swoje szczególne powołanie – powiedział dr Signifredi. Podkreślił też, że patriotyzm Jana Pawła II zdecydowanie odrzucał nacjonalizm jako degenerację idei narodu, prowadzącą do totalitaryzmu.

Ks. prof. Jacek Grzybowski w swoim wystąpieniu zastanawiał się, czy rozumienie Ojczyzny i narodu przez Jana Pawła II - jako społeczności naturalnej i formy życia wspólnotowego która wyrasta z egzystencjalno – relacyjnej sytuacji osoby czy rodziny – może być aktualne dziś, w mobilnym cyfrowym, wielokulturowym, migracyjnym i społecznie różnorodnym XXI wieku.

Dr Paweł Rojek, filozof, wykładowca UJ, w komentarzu do jednego z wystąpień zwrócił uwagę, że papieskie przesłanie nie ma jedynie wymiaru historycznego: papież wnosi trwały wkład do świata idei, czego przykładem jest jego homilia w 1979 r. na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Zaznaczył, że wezwanie do Ducha św. jest formą epiklezy, czyli modlitwy liturgicznej nad darami ofiarnymi. Przypomniał, że przed tym wezwaniem Ojciec Święty wspominał dzieje Ojczyzny i „wszystko, co Polskę stanowi”, ukazując przez to, że ludzka historia jest darem, elementem liturgii dziejów.

Marek Jurek, poseł do Parlamentu Europejskiego, podkreślił w rozmowie z KAI, że nie ma państwa i wspólnoty obywatelskiej bez wspólnoty społecznej, zgromadzonej wokół określonych wartości, określonych tradycji i nadziei. – Zarówno Ojczyzna jak i patriotyzm rozwija się i ma swoja historię ale sama idea się nie zmienia, to stały paradygmat, w którym zawsze chodziło o przywiązanie, odpowiedzialność i poświęcenie – powiedział. Zwrócił uwagę, że wspólnota jaką jest Ojczyzna opiera się na naturalnej więzi a nie na projekcie politycznym . – Jan Paweł II był wielkim orędownikiem prawdy o znaczeniu narodu w życiu człowieka. Mówił, że jest to kluczowa wspólnota, najważniejsza ze wspólnot naturalnych, obok rodziny – podkreślił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem