Reklama

Jestem od poczęcia

Ostatni taki prymas

2013-01-29 13:25

Milena Kindziuk
Niedziela Ogólnopolska 5/2013, str. 54-57

MILENA KINDZIUK

Nie ulega wątpliwości, że wraz z odejściem kard. Józefa Glempa skończyła się w Kościele pewna epoka. Tak naprawdę jednak dobiegła ona końca już w roku 2009, kiedy przestał on pełnić urząd prymasa

Mocno już schorowany Ksiądz Prymas mówił do mnie niedawno: „Jestem gotowy na odejście. Mam świadomość, że nie spoczywają już na mnie zadania do wypełnienia. Nie mam też żadnych długów wobec nikogo. Testament napisałem, nawet ostatnio go uaktualniłem, oddając Kościołowi to wszystko, co otrzymałem od Kościoła. Jestem spokojny. Ufam, że jest Boże światło i że ono jest większe od ciemności…”.

Odszedł rzeczywiście spokojny, choć kolejne rzuty choroby nowotworowej powodowały wiele cierpienia. Ciągłe wizyty w szpitalu, kolejne etapy chemioterapii i wyczerpanie organizmu stawały się coraz bardziej uciążliwe. Uniemożliwiały realizację planów i podjętych zobowiązań. Najbardziej doskwierała Prymasowi konieczność odwołania wizyty w rodzinnym Inowrocławiu, gdzie 18 grudnia 2012 r. miał obchodzić swoje 83. urodziny. Miało to być pożegnanie z krainą dzieciństwa. Ze wszystkim, co kochał: stronami rodzinnymi, bliskimi, przyjaciółmi, kolegami z klasy, z tym wszystkim, co go ukształtowało i położyło podwaliny pod dar powołania.

Lekarze nie pozwolili już jednak Prymasowi na ten wyjazd.

Reklama

Wyzwania historii

Bez względu na ocenę dokonań kard. Józefa Glempa, trzeba przyznać, że to jedna z najważniejszych postaci historii Polski i polskiego Kościoła ostatniego półwiecza. I że pozostawia on po sobie wyraźny ślad.

Gdy w lipcu 1981 r., po śmierci swego wielkiego poprzednika - kard. Wyszyńskiego, Jan Paweł II mianował młodego biskupa warmińskiego Józefa Glempa prymasem, już wtedy musiał on zmierzyć się z wyzwaniami historii. Po pierwsze - choćby dlatego, że rola prymasa w Polsce była wyjątkowa. Zabierał głos w sprawach publicznych, przemawiał w imieniu narodu na Jasnej Górze, był jednocześnie przewodniczącym Konferencji Episkopatu, wreszcie jako legat papieski miał nadzwyczajne uprawnienia do kontaktów z Watykanem, tzw. facultates (nie było bowiem jeszcze nuncjusza apostolskiego w Polsce). Kard. Glemp zdawał sobie też sprawę, że de facto prymas Polski znajdował się wtedy w Rzymie i że z konieczności na starcie pozostawał on w cieniu świeżo wybranego Papieża Polaka. Po drugie - dochodziły do tego trudne realia ustroju komunistycznego (istniała nawet specjalna komórka SB do dyskredytowania i ośmieszania prymasa, co miało zapobiec tworzeniu się nowego po Wyszyńskim autorytetu w Kościele).

W tych warunkach prymas Glemp odważnie i z ufnością objął ster rządów i, co więcej, wytyczył Kościołowi kierunek na całe lata jego działania. Był zresztą do pełnienia swej funkcji dobrze przygotowany. Doktor prawa kanonicznego i rzymskiego, absolwent Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie, świadek obrad Soboru Watykańskiego II, doskonale znający od środka Kościół powszechny, ale też, dzięki wieloletniej bliskiej współpracy z kard. Wyszyńskim, Kościół w Polsce. Już wtedy, w roku 1981, cieszył się opinią niezłomnego i nieugiętego wobec komunizmu, Służbie Bezpieczeństwa bowiem, mimo usilnych prób, nigdy nie udało się zwerbować ks. Glempa do współpracy. W 1972 r. założono mu, bez jego wiedzy, teczkę kandydata na tajnego współpracownika SB. Próby nakłaniania go trwały do 1979 r., kiedy to podjęto decyzję o definitywnym zaprzestaniu werbunku. Teczka, jedna z cieńszych, jakie kryją archiwa IPN, ukazuje wyraźną, zasadniczą postawę ks. Glempa, który konsekwentnie odmawiał wszelkich rozmów i spotkań z esbekami, „nie dając żadnej nadziei na zmianę stanowiska” - jak brzmi zapis SB.

Wyraźny kontynuator Wyszyńskiego

Jakie wydarzenia były najtrudniejsze w całej posłudze prymasowskiej kard. Glempa? Kiedy pytałam go o to, przygotowując książkową biografię Prymasa, bez wahania odparł, że stan wojenny oraz śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. Trudno się z tym nie zgodzić. Oba zdarzenia do dziś zresztą wywołują kontrowersje i wpływają na ocenę tego prymasostwa.

Historycy z pewnością postawią kiedyś pytanie: czy kard. Glemp mógł postąpić inaczej po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce? Czy powinien wygłosić pamiętne przemówienie w Warszawie 13 grudnia 1981 r., w którym nawoływał do spokoju, mówiąc: „Będę prosił, nawet gdybym miał iść boso i na kolanach błagać: nie podejmujcie walki Polak przeciwko Polakowi”?

Już dzisiaj, z perspektywy ponad 30 lat, wyraźnie widać jedno: że idea prymasa Glempa stanowiła wyraźną kontynuację linii prymasa Wyszyńskiego, który za wszelką cenę dążył do ocalenia biologicznej tkanki narodu. Kard. Glemp nie mógł z tą tradycją zerwać i - co więcej - wziąć odpowiedzialności za przelew krwi w Polsce. A trzeba pamiętać, że w stanie wojennym łatwo było wywołać bratobójcze walki. Dziś wiadomo już, że treść tego przemówienia prymas Józef Glemp konsultował z abp. Bronisławem Dąbrowskim i innymi biskupami oraz ludźmi z kręgów „Solidarności” i że była ona ich wspólnym stanowiskiem. „Wspólnie doszliśmy do wniosku, że każde życie jest potrzebne i trzeba ocalić głowę każdego Polaka, by potem wspólnie budować przyszłość” - opowiadał Prymas. Wtedy jednak ciężar tej decyzji wziął na siebie. I zbierał za to cięgi, także w środowisku kościelnym.

Prymas nie ujawnił też nigdy treści rozmów z Janem Pawłem II, który wielokrotnie zapewniał kard. Glempa i innych biskupów polskich, że ta linia, choć boleśnie racjonalna, jest - w ocenie Papieża - słuszna. Słowa papieskie przytaczali zresztą później biskupi na posiedzeniach Rady Stałej Episkopatu (stenogramy znajdują się w aktach IPN). Wynika z nich jednoznacznie, że Jan Paweł II był zdania, iż „Glemp to ten sam duch, co Wyszyński”, i ważne jest, że kontynuuje jego strategię wobec komunistów, „nie dopuszczając, by naród poszedł na drogę samobójstwa”. Strategia abp. Glempa w stanie wojennym była więc linią całego Kościoła, zgodnie z założeniem, że Kościół musi szukać maksymalnego dobra w takich warunkach, jakie w danej chwili istnieją, troszcząc się o ludzkie życie. Prymas wykazał wtedy dalekowzroczność i realizm historyczny. Jego dramat jako jednostki polegał tylko na tym, że na siebie wziął za to całą odpowiedzialność, skazując się na utratę popularności.

Podobne kontrowersje, co stan wojenny, przez całe lata budziła postawa Prymasa wobec ks. Popiełuszki. Co więcej - sam kard. Glemp miał wyrzuty sumienia, że nie udało mu się - jak wyznał publicznie w przejmującym rachunku sumienia Kościoła w 2000 r. - ocalić życia ks. Popiełuszki, mimo działań podejmowanych w tym kierunku.

O co tak naprawdę chodziło? W 1984 r., w wyniku nasilających się prześladowań wobec ks. Popiełuszki, grupa hutników poprosiła kard. Glempa, by wysłał duchownego na studia do Rzymu, a przez to pomógł uniknąć dalszych prześladowań przez reżim komunistyczny i w konsekwencji ocalił mu życie. Prymas Glemp nie chciał jednak tego uczynić wbrew woli ks. Popiełuszki. A ponieważ ks. Jerzy nie zgadzał się, co więcej: prosił Prymasa, by mógł zostać w Polsce, gdyż ludzie go potrzebują, kard. Glemp nie zdecydował się na ten krok. „Nie mogłem postąpić wobec księdza wbrew jego woli, tym bardziej że nie robił on nic innego, jak głosił Ewangelię i uczył, jak zło dobrem zwyciężać”. Ta decyzja kard. Glempa miała jednak tragiczne konsekwencje: kapłan, za którego odpowiadał jako biskup, został zamordowany. Stąd dla Prymasa śmierć ks. Jerzego była także jego osobistym dramatem. Niepokoju sumienia nie ukoił do końca nawet sam Jan Paweł II, który miał powiedzieć Prymasowi, że jest pewien, iż prymas Wyszyński postąpiłby tak samo i że kard. Glemp nie odpowiada za śmierć ks. Popiełuszki, chociaż to on podjął decyzję, by kapłan pozostał w Polsce.

Fakt, że po ludzku kard. Glemp do końca życia te niepokoje sumienia miał, świadczy jedynie o uczciwości Prymasa, który poddał się osądom ludzkim i znalazł się w sytuacji iście Conradowskiej, gdy człowiek prawy i głęboko moralny nie znajduje właściwego wyjścia w skomplikowanej sytuacji. Nie uciekał jednak przed sobą i winą tragiczną. A publiczne wyznanie tej winy dopełnia tylko wizerunek Prymasa, wskazując na jego szlachetność i wielkość. Nie każdego byłoby stać na taki gest.

W niebie odnajdzie Kasprowicza…

Tego typu zmagania wewnętrzne kard. Glempa świadczą o tym, że był on człowiekiem wielkiego, zapomnianego dziś w świecie formatu, niedbającym o „oklaski świata”, niezabiegającym o popularność.

Kiedy było trzeba, szedł pod prąd, a swe decyzje odnosił jedynie do zasad wiary. Gdy był czegoś pewien, miał pokój w sercu i nie musiał szukać potwierdzenia u innych ludzi. Tak zresztą został wychowany.

Urodzony w Inowrocławiu na Kujawach, rocznik 1929, od małego był przywiązany do wiary i tradycji. Z dziadkiem - starym wiarusem wojny francusko-pruskiej 1870 r. - chodził w dzieciństwie na mogiły przodków i słuchał opowieści o dawnych dziejach. A w sieni domu rodzinnego w Rycerzewie codziennie patrzył na szablę i czapkę żołnierską ojca, uczestnika powstania wielkopolskiego i I wojny światowej. Rozmiłowany w literaturze romantycznej, od narodowych wieszczów czerpał wzory postępowania. Z autopsji wiedział, czym jest prawdziwa bieda i ciężka praca. W czasie II wojny światowej przeżył wysiedlenie, a potem jako dziesięciolatek, za jeden posiłek dziennie, bez wynagrodzenia, pracował przymusowo w gospodarstwie niemieckim. Absolwent „Kaspra” - słynnego LO im. Kasprowicza w Inowrocławiu, miał wielki szacunek dla wiedzy i chętnie się uczył. Na pamięć znał strofy „Pana Tadeusza”, fragmenty „Dziadów” czy losy Konrada Wallenroda oraz bohaterów Słowackiego, Krasińskiego. Literatura przez całe życie pozostała jego wielką miłością. A ukochanego poetę - Jana Kasprowicza, jak twierdził ostatnio z uśmiechem schorowany już mocno Ksiądz Prymas, z pewnością odnajdzie w niebie, pośród wielkich prymasów, ojca i matki…

Jego marzeniem były studia polonistyczne, ale ostatecznie wstąpił do seminarium. Po przyjęciu w Gnieźnie święceń kapłańskich w roku 1956 doświadczył represji stalinizmu, władze nie chciały bowiem wyrazić zgody na jego przydział do parafii i musiał mieszkać u matki. Potem był duszpasterzem w poprawczaku i katechetą w szkole. W 1958 r. został wysłany przez kard. Wyszyńskiego na studia do Rzymu. Tam, niczym Herbertowski „barbarzyńca”, miał okazję po raz pierwszy zetknąć się z wielką kulturą, z pasją zwiedzał rzymskie zabytki, ślady starożytności. Poznał też przyszłych biskupów i kardynałów, m.in. Szokę czy Lustigera, miał okazję obserwować trzech kolejnych papieży.

Po powrocie do Polski świetnie wykształcony młody ksiądz, znający biegle języki obce, w końcu 1967 r. został sekretarzem Prymasa Wyszyńskiego. Zamieszkał w Warszawie. Wtedy nie wiedział, że w stolicy spędzi resztę życia. I że tu zostanie pochowany.

Postawił krzyż w Katyniu

Prymasostwo kard. Glempa nieuchronnie ewoluowało w kierunku kolegialności wśród biskupów i konieczności „tracenia”, a raczej „oddawania” kolejnych funkcji. Zanim to jednak ostatecznie nastąpiło, musiał mierzyć się z rzeczywistością. Najpierw - lat 80., kiedy to zaczęła się jego wielka przygoda z Polonią. Rodaków odwiedzał na wszystkich kontynentach. Najbardziej wzruszające były chyba spotkania na Wschodzie, m.in. w Grodnie, Brześciu, Pińsku czy Nowogródku. Polacy po raz pierwszy od wielu lat widzieli tam katolickiego biskupa. Witali kard. Glempa owacyjnie, z polskimi flagami, klęcząc na ulicach prosili o błogosławieństwo, a polscy księża w konspiracji odprawiali z nim Msze św., władze komunistyczne bowiem zakazywały zgromadzeń publicznych.

Trzeba też pamiętać, że to właśnie kard. Glemp był pierwszym chyba od czasów Napoleona hierarchą, który dotarł do Moskwy. W 1988 r. wziął tam udział w obchodach tysiąclecia chrztu Rusi. Odbył wtedy rozmowę z Andriejem Gromyką, ministrem spraw zagranicznych ZSRR, upominał się o prawa dla Polaków. To w czasie tej wizyty kard. Glemp domagał się postawienia krzyża w Katyniu. Uzyskał na to pozwolenie od władz ZSRR. Mało kto pamięta dzisiaj, że to właśnie dzięki Prymasowi, jego odwadze i determinacji, krzyż stanął w miejscu zamordowania polskich oficerów przez Sowietów.

Żadnych osobistych interesów

Prymasowi Glempowi przyszło się skonfrontować z przemianami roku 1989 i z pierwszymi latami demokracji w Polsce w latach 90. XX wieku. Dzięki temu, że delegował przedstawicieli Episkopatu do obrad „okrągłego stołu”, pomógł w rozmowach władzy i opozycji i w rezultacie przyspieszył zmiany ustrojowe w Polsce. Oceny historyczne tego faktu są różne, ale na pewno intencje kard. Glempa były tu szczere. Jak sam wyjaśniał: „Robiliśmy wtedy, co było możliwe, by doprowadzić do zmiany ustroju bez rozlewu krwi. Już wtedy miałem zresztą przekonanie, że nadchodzi koniec komunizmu, że system się rozpada. Obrady «okrągłego stołu» uważałem za ważny krok naprzód. Trudno było się nie angażować w te przemiany. Kościół zawsze był z narodem i czuł się odpowiedzialny za naród”.

Rok 1989 stanowił też cezurę dla prymasostwa w Polsce, nastał bowiem nuncjusz apostolski, w związku z czym kard. Glemp stracił uprawnienia legata papieskiego.

Od roku 1989 widać też, jak prymas Glemp, konsekwentnie nie chcąc być politykiem, musiał wciąż angażować się w życie publiczne. Nie stronił wówczas od ostrych jednoznacznych wystąpień, jak choćby przy okazji tzw. sprawy Żochowskiego czy zwycięstwa Kwaśniewskiego w wyborach prezydenckich w 1995 r., kiedy stwierdził, że jest to „zwycięstwo neopogaństwa”, a „społeczeństwo jest chore, jeszcze nie wyzdrowiało z poprzedniego systemu”. Zdecydowaną postawę kard. Glempa widać było także wtedy, gdy jednoznacznie poparł przywrócenie religii w szkołach państwowych, przede wszystkim zaś w wystąpieniach dotyczących ochrony życia, kiedy toczyła się batalia o uchwalenie w Polsce nowej ustawy antyaborcyjnej. Najostrzej wybrzmiało wtedy jedno z kazań Prymasa na Jasnej Górze, w którym stwierdził: „Dla ludzi mówiących śmierci «tak» nie może być miejsca przy ołtarzu”.

Dzięki jednoznacznej postawie kard. Glempa sukcesem zakończyła się walka o ratyfikację konkordatu. Prymas przyczynił się też do znalezienia kompromisu i uchwalenia nowej konstytucji w roku 1997. Prowadzona przez niego w tym okresie „polityka” pokazała zmianę pozycji Kościoła w wolnej Polsce - stał się on mediatorem oraz beneficjentem przemian.

Posługę prymasa Glempa trzeba wreszcie odnieść do pielgrzymek papieskich, to on bowiem przyjmował Jana Pawła II w Polsce w imieniu całego Kościoła. Nie wolno też zapomnieć o wielkiej idei Prymasa, jaką była budowa Świątyni Opatrzności Bożej. Kard. Glemp tak bardzo o nią zabiegał, że w końcu zarzucano mu chęć zrealizowania osobistych planów i ambicji, zmierzających do pozostawienia po sobie pomnika. Poraził wszystkich szczerością, gdy w jednym z wywiadów dla KAI stwierdził: „Co do osobistych ambicji, to nigdy nie myślałem o tym w takich kategoriach - żadnych osobistych interesów tu nie ma. Przecież, jak przypuszczam, nie doczekam końca budowy i poświęcenia świątyni. Nawet w swoim testamencie wydałem polecenie, by pochowano mnie w archikatedrze św. Jana. Jeśli dopuściłem się tu jakichś uchybień, to mam nadzieję, że Opatrzność odpuści mi moje grzechy”.

Nowa epoka

Ostatnie lata jego życia to czas nieustannego „tracenia” - funkcji, godności, urzędów.

Najpierw, w roku 2004, przestał być przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, zakończyła się bowiem jego druga kadencja. Stracił tym samym uprawnienia do: zwoływania posiedzeń biskupów, reprezentowania Kościoła na zewnątrz, podpisywania listów pasterskich czy kierowania zaproszeń do papieża. Prymasostwo stanowiło już tylko funkcję honorową, nie wiązało się ze sprawowaniem władzy w Kościele. Od tego momentu było widać, że kard. Glemp był ostatnim prymasem łączącym polski Kościół, pełniącym jednocześnie funkcję prymasa i przewodniczącego Episkopatu.

W roku 2007 przestał pełnić urząd arcybiskupa metropolity warszawskiego. Z rezydencji przy Miodowej, po 27 latach, jako najważniejsza dotąd osoba w polskim Kościele, przeprowadził się do niewielkiego mieszkania na plebanii przy kościele św. Anny w Wilanowie. Nie robił z tego problemu. Sam rozpakowywał książki z kartonów i cierpliwie układał je na półkach. A potem, razem ze swoim rodzonym bratem, przewiózł część swoich rzeczy do Inowrocławia, gdzie został utworzony Instytut Prymasa Glempa.

Kiedy natomiast ukończył 80 lat, 18 grudnia 2009 r., przestał pełnić ostatnią funkcję, która mu jeszcze została: prymasa Polski. I tak naprawdę ta właśnie data była momentem największego przełomu - zarówno w życiu kard. Glempa, jak i całego Kościoła. Prymasostwo bowiem, zgodnie z wolą Stolicy Apostolskiej, przestało być związane z Warszawą i powróciło do Gniezna. Śmierć kard. Glempa, z punktu widzenia historii, niczego tu już nie zmienia. Na nowo przypomina jedynie, że wraz z rokiem 2009 nastała zupełnie nowa epoka w Kościele, o której sam Prymas mówił: „Nastały nowe czasy i nowe potrzeby” - godząc się na taki bieg spraw.

Nierozumiany za życia

Niezaprzeczalnie jest to przełomowe prymasostwo w dziejach. Kard. Glemp przeprowadził polski Kościół przez okres przemian ustrojowych i nie pozwalając mu uwikłać się w politykę, wprowadził go w nowy okres historyczny - z modelu z jednym wyrazistym liderem do sytuacji, w której tego lidera nie ma. Prymas spluralizował Kościół, odpowiadając na wyzwania czasu wolności. Za aprobatą prowadzonego przez kard. Glempa Kościoła weszliśmy też do Unii Europejskiej.

Nie ulega wątpliwości, że zostanie on zapamiętany jako przywódca Kościoła odchodzącego już w przeszłość, jako kapłan starej daty w dobrym tego słowa znaczeniu, duchowny - niemodny dziś manager zatroskany przede wszystkim o wymiar religijny ludzkiego życia. Jako ten, który nadał kształt Kościołowi i przygotował go na życie w nowej epoce dziejów.

Kard. Glemp będzie postrzegany również jako hierarcha, który do ostatnich dni swego prymasostwa musiał stawiać czoło coraz trudniejszym wyzwaniom, także z powodów czysto osobistych. Przesuwał się powoli w cień, z pozycji jednoosobowego przewodnika narodu na rzecz koncyliacyjnego przywódcy Kościoła.

Nie była to rola łatwa. Wymagała dystansu do siebie i ogromnej pokory, a ta cnota obok roztropności bezsprzecznie całe życie go cechowała i z pewnością umożliwiła przyjęcie zmian w życiu z tak wielkim spokojem.

Dziś staje się widoczne, jak pasuje Norwidowskie: „Nie trzeba s i e b i e, wciąż s i e b i e, mieć środkiem…” do prymasa Glempa - człowieka, hierarchy, który o dobro Kościoła się troszczył, nigdy o własne. Wszystko to widać wyraźnie, ale tylko wtedy, gdy wyjdzie się poza schematy myślenia i uproszczone sądy nieumocowane w faktach, także poza obiegowe, zdawkowe opinie, oparte na emocjach chwili. Kiedy spojrzy się na życie i działalność kard. Glempa uczciwie - jak na to zasługuje - łatwo dostrzec, że ten wierny kontynuator linii prymasa Wyszyńskiego, cieszący się uznaniem Jana Pawła II, to nie tylko kapłan wierny swemu powołaniu, ale człowiek wielkiego formatu, szlachetny i uczciwy.

Kiedy pytałam Księdza Prymasa, jak chciałby zostać zapamiętany, bez namysłu odpowiedział: „Jako człowiek szczery, działający w duchu wiary”. Te słowa mówią same za siebie. To cały Józef Glemp. Człowiek - kapłan.

Przez całe życie w postawie wyprostowanej, nie dbał o zaszczyty. Te przychodziły i odchodziły same, a on ich nie zatrzymywał. Oklaski traktował jak „echo świata”, więc nie czekał na nie. Inną miarą mierzył świat. Nie wchodził w koligacje, alianse, zależności. Dlatego był samotny. Na tę samotność zresztą - samotność z wyboru - przystał.

Nie był też za życia rozumiany przez współczesnych. Taka jednak jest logika dziejów. Jak pisał Norwid: „Każdego z takich jak Ty świat nie może/ Od razu przyjąć (…)”.

Resztę dopowie historia.

Pewne natomiast jest jedno - że życie kard. Józefa Glempa zostało spełnione. I mógłby Ksiądz Prymas powtórzyć dziś słowa sięgające starożytności: „Feci quod potui” - Zrobiłem, co mogłem.

Tagi:
kard. Józef Glemp

Prymas i główny protektor

2018-06-13 09:54

Czesław Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 24/2018, str. 38

Odciął się od tych, którzy nie dopuścili do ingresu arcybiskupa warszawskiego.

Milena Kindziuk

Podczas tegorocznych Targów Wydawców Katolickich otrzymałem od red. Mariana Romaniuka opracowaną przez niego książkę poświęconą kard. Józefowi Glempowi, Protektorowi Głównemu Archikonfraterni Literackiej. Podziwiam ogrom wykonanej pracy. Intencją wydawcy, czyli wspomnianej Archikonfraterni (bractwa religijnego powstałego w XVI wieku, a od XVII wieku działającego przy katedrze warszawskiej), było ukazanie sylwetki duchowej i posługi prymasa Józefa Glempa, a także zgromadzenie świadectw o jego życiu. W omawianym tomie Prymasa wspomina 30 wybitnych autorów, którzy widząc przełomowy moment naszej historii, w którym przyszło mu urzędować, podkreślają w jego działaniu rozwagę i roztropność, świadomość odpowiedzialności za Polskę i Polaków. Potwierdzeniem tego są przytoczone w części dokumentacyjnej m.in. wystąpienia Prymasa w pierwszym dniu stanu wojennego.

Kard. Glemp przejął prymasostwo w 1981 r. po śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego, przez 33 lata duchowego przywódcy Polaków. Osobiście pamiętam, że większość z nas, Polaków, widziało potrzebę kontynuacji przebogatego dziedzictwa zmarłego Prymasa, dlatego mało kto przypuszczał, że następcą będzie jego sekretarz, ostatni konsekrowany przez niego biskup. Z pewnością dla samego bp. Glempa, wówczas ordynariusza warmińskiego, objęcie urzędu po Prymasie Tysiąclecia było nie lada wyzwaniem, zwłaszcza że zaczynały się czasy przełomowe i dramatyczne.

Już kilka miesięcy po ingresie abp. Glempa do stolicy komuniści wypowiedzieli wojnę własnemu narodowi. Jednym wydawało się, że na ten czas potrzebny jest prymas nieustępliwy wobec totalitarnej władzy, radykalny przywódca, innym – że powinien to być ktoś nade wszystko rozważny. Tym drugim okazał się 13 grudnia 1981 r. prymas Glemp, który głosząc kazanie u Matki Bożej Łaskawej, Patronki Warszawy, powiedział odpowiedzialnie, ale stanowczo, że nie dopuści do rozlewu krwi, że będzie bronił uwięzionych i internowanych. Zapewne wiedział, że komuniści są gotowi na wszystko, ale też znał nastroje ludzi, zdecydowanych na wszystko, łatwo więc mogło dojść do krwawych zajść. Nie obeszło się bez ofiar, niemniej jednak to, że nie szafowano polską krwią, było w dużej mierze zasługą nowego prymasa.

Nie było mu łatwo urzędować ani w latach stanu wojennego, ani później, kiedy Kościół w Polsce znalazł się pośród wielkich zawirowań polityczno-społecznych: atakowali go ludzie zarówno z prawicy, jak i z lewicy. Ci pierwsi za to, że był zbyt ugodowy, że np. nie zdołał ocalić życia ks. Jerzego Popiełuszki. Ci drudzy – że działał zgodnie z linią wytyczoną przez Prymasa Tysiąclecia. O jego rozwadze świadczy przeprowadzenie Kościoła przez trudny czas przełomu ustrojowego, o wyjątkowej pokorze natomiast – publiczne przeproszenie za wszelkie uchybienia wobec ks. Popiełuszki oraz za współpracę niektórych kapłanów ze Służbą Bezpieczeństwa w okresie PRL. A o jego wielkości – to, że stanął w obronie skrzywdzonego, zdaniem wielu, abp. Stanisława Wielgusa. Nie zapomnę kazania prymasa Glempa, wygłoszonego 7 stycznia 2007 r., w którym odciął się od tych, którzy nie dopuścili do ingresu arcybiskupa warszawskiego.

Wśród nowych wyzwań – zarówno dla Kościoła, jak i dla państwa – przed którymi Prymas stanął po 1989 r., była m.in. reforma statutu Konferencji Episkopatu Polski: więcej od Prymasa zaczęli znaczyć przewodniczący czy sekretarz generalny KEP (tym drugim był wówczas bp Tadeusz Pieronek, który często się wypowiadał w lewicowych mediach przeciw Radiu Maryja, co wielu katolików gorszyło, a lewaków bawiło).

Na szczęście mieliśmy wówczas Jana Pawła II i jego pielgrzymki do ojczyzny. Papież Polak w dużym stopniu pomógł prymasowi Glempowi prowadzić Kościół drogami Ewangelii.

Ksiądz Prymas dobrze spełnił służbę wobec całego społeczeństwa, idąc za głosem Ewangelii. W tym duchu wydawcy wspomnianego tomu, czyli Archikonfraternia Literacka, mają nadzieję, że książka-album będzie ważnym przyczynkiem do ukazania świętości życia Józefa Glempa. Dodam, że aneksem do tomu jest po raz pierwszy publikowana bibliografia jego prac oraz tekstów, które o nim i jego posłudze wydrukowano.

Czesław Ryszka
Pisarz i publicysta senator RP w latach 2005-11 i od 2015 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek do sanktuarium maryjnego w Gidlach k. Częstochowy

2018-09-18 08:17

Joanna Magrel

W dniach 13-16 września odbyła się Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek do sanktuarium maryjnego w Gidlach k. Częstochowy. W pielgrzymce wzięło udział blisko 300 przewodniczek z całej Polski, które rozpoczynają nowy rok służby harcerskiej, zawierzając go Maryi. Swoją pielgrzymkę rozpoczęły w pobliskich miejscowościach, skąd w sobotę po porannej Mszy Świętej, wędrowały do sanktuarium w Gidlach.

Joanna Dunin

Przewodniczki to szefowe w ruchu harcerskim Skautów Europy, czyli Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” Federacji Skautingu Europejskiego. Na co dzień organizują oraz prowadzą zajęcia metodą harcerską dla dziewcząt w wieku od 9 do 17 lat. Metoda ta służy wsparciu rozwoju młodego człowieka w duchu chrześcijańskim, dając możliwość przeżywania przygód. Oznacza to, że zadaniem szefowych jest przygotowanie odpowiednich warunków dla zaistnienia tych przygód, poprzez gry i naukę nowych umiejętności. Tegoroczna Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek odbyła się pod hasłem "Ad maiora natus sum" (do wyższych rzeczy zostałem stworzony). To zdanie, będące maksymą św. Stanisława Kostki, miało inspirować harcerki nie tylko do rozwoju duchowego, ale również aby żyły pełnią życia i dawały świadectwo w swoim środowisku.

Zobacz zdjęcia: Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek

Każdego roku, przewodniczki, które pierwszy raz wyruszają na pielgrzymi szlak, przeżywają obrzęd nałożenia krzyża św. Benedykta. Podobnie jak muszla na drodze św. Jakuba, tak ten symbol ma wyróżniać każdą harcerkę spośród ludzi, których spotka na swojej drodze. Ma jej również przypominać, że należy do Chrystusa, który przez codzienne obowiązki chce ją zaprowadzić do zbawienia. Każda przewodniczka swój krzyż niesie na mundurze i nie chowa go w plecaku.

Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek jest dobrą okazją do spotkania z innymi młodymi kobietami, które chcą zawierzyć kolejny rok swojej służby oraz same siebie Maryi. W ten sposób zapraszają Boga do swojego życia i proszą o pomoc w wymagającym zadaniu, jakim jest wychowanie młodego człowieka na dobrego chrześcijanina. Jest to również rzadka okazja w ciągu roku, kiedy szefowe z całej Polski mogą spotkać się razem i porównać swoje doświadczenia harcerskie. Dwudniowa wędrówka stwarza dla nich samych okazję do wspólnego przeżywania przygód na łonie natury, przez co mogą lepiej poznawać się w działaniu.

Pielgrzymi szlak jest również szansą na odkrywanie swojej kobiecości. W szkole, na uczelni, w pracy, czy nawet w domu, brakuje okazji, aby spędzając czas aktywnie, bez mężczyzn, zajrzeć w głąb siebie. Tutaj przewodniczki przebywające w gronie innych kobiet, mogą swobodnie dzielić się swoimi przeżyciami, zadawać pytania i liczyć na pomoc duszpasterzy, a stawiając Maryję i swoje święte patronki za wzór do naśladowania, być lepszymi siostrami, córkami, żonami i matkami.

Po dotarciu do celu, przewodniczki miały czas, aby pomodlić się przed cudowną figurą Matki Bożej Gidelskiej. Następnie, w zależności od tego, jaką funkcję pełnią, spotkały się w swoich namiestnictwach, żeby wspólnie omówić plany na następujący rok pracy harcerskiej. Wieczorem uczestniczyły w adoracji Najświętszego Sakramentu. Same przygotowały rozważania oraz oprawę muzyczną z chórem i orkiestrą smyczkową. Po adoracji miało miejsce wieczorne ognisko, gdzie środowiska z całej Polski mogły zaprezentować swoje wcześniej przygotowane występy, składające się z takich pokazów jak żonglerka, śpiew, teatr cieni czy krótkie przedstawienia. Dzień zwieńczony był biesiadą, na której nie zabrakło ciast i smakołyków przygotowanych przez przewodniczki.

Niedzielny poranek rozpoczął się jutrznią, po której uczestniczki pielgrzymki udały się na Mszę Świętą do sanktuarium. Następnie przewodniczki wysłuchały konferencji ks. dr Jana Dohnalika, który mówił o znaczeniu formacji harcerskiej i obrzędu Fiat - Zobowiązaniu Przewodniczki, które przede wszystkim polega na świadomym wybieraniu Bożej woli w życiu. Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek zakończyła się uroczystym apelem, który przebiegał w atmosferze radości i dziękczynienia za czas spędzony razem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Young Caritas przygotuje młodych liderów wolontariatu

2018-09-18 19:47

km / Koszalin (KAI)

W Koszalinie rusza projekt Young Caritas, którego celem jest formacja liderów działających w ramach Szkolnych Kół Caritas. Chodzi nie tyle realizację kalendarza akcji charytatywnych, ile o twórcze podejście do form pomagania i umiejętność tworzenia zespołu. Nagrodą w programie będzie wyjazd do Rzymu i spotkanie z papieżem Franciszkiem.


- Potrzebujemy liderów w Szkolnych Kołach Caritas, ale zależy nam, żeby nie byli nimi katecheci czy nauczyciele będący ich opiekunami. Chcemy, by młodzi sami wzięli na siebie odpowiedzialność za akcje na rzecz potrzebujących - powiedziała Marlena Woźniak, koordynatorka projektu. - By sami wpadali na to, co i jak zorganizować. A przede wszystkim otwierali oczy, komu w ich środowisku pomoc jest potrzebna.

Young Caritas jest skierowany głównie do młodzieży gimnazjalnej i licealnej. - Young to młodość, jako Caritas inwestujemy w tych, którzy mają być naszą przyszłością. Chcemy by młodzi potraktowali to nie jako kolejną akcję, lecz przygodę życia - powiedział Paulina Kaźmierczak z CDKK.

Zadania, które młodzi podejmą w ramach projektu w kolejnych miesiącach, dotyczyć będą wspierania osób potrzebujących z różnych grup społecznych, zarówno w skali lokalnej, jak i ogólnopolskiej.

- Zamierzamy zaktywizować młodzież do pomocy seniorom, niepełnosprawnym, rodzinom wielodzietnym i innym. Chcemy pokazać wolontariuszom, co mogą zrobić w tym względzie, np. odwiedzić chorych w hospicjum, znaleźć w swojej okolicy osoby niesamodzielne, pobawić się z dziećmi - wyjaśnia Woźniak.

Caritas przygotowała zadania, które młodzi będą realizować w miesięcznych cyklach. Każdy zespół, który się tego podejmie, będzie swoją pracę dokumentował, a udostępnienie tego na fanpage'u otworzy innym możliwość głosowania na najlepsze pomysły. Po wielomiesięcznej pracy najlepszy zespół SKC - wyłoniony głosami internautów - pojedzie do Rzymu i spotka się tam z papieżem Franciszkiem.

Co ciekawe do projektu mogą przystąpić nie tylko osoby wierzące. - Wiemy, że są młodzi niewierzący, którym podobają się nasze działania charytatywne. Zapraszamy także ich do szkolnych Caritasów i potem staramy się uczyć ich wiary - dodaje Kaźmierczak.

Pomocą we wdrożeniu się w nowy styl wolontariatu Caritas będzie obóz "Noc przygody", który odbędzie się w Koszalinie 28-29 września. Zapisy na obóz przyjmowane są do 26 września drogą mailową: mwozniak@caritas.pl) lub telefonicznie pod nr 500 398 444.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem