Reklama

Był mocarzem Ducha

2013-02-27 14:23

Anna Skopińska
Edycja łódzka 9/2013, str. 4

Archiwum redakcji
Prof. Włodzimierz Fijałkowski

Prof. Włodzimierz Fijałkowski jest dla nas przykładem człowieka, który był sobą - zawsze i do końca, bez wyjątków, nawet w najtrudniejszych sytuacjach życia był sobą jako człowiek, lekarz i katolik - podkreślił bp Adam Lepa w homilii podczas Mszy św. w 10. rocznicę śmierci wybitnego położnika i obrońcy życia. - Taka postawa w czasach komunizmu była prawie nieosiągalna i przyjmowali ją wyłącznie mocarze ducha, tacy jak Pan Profesor - dodał. Eucharystię w kaplicy Domu Samotnej Matki pod przewodnictwem Księdza Biskupa koncelebrowali: ks. prał. Stanisław Kaniewski - dyrektor CSR i ks. kan. Paweł Sudowski - diecezjalny duszpasterz służby zdrowia. Uczestniczyła w niej rodzina, przyjaciele, znajomi i uczniowie Profesora, prowadzące Dom siostry antonianki oraz przedstawiciele środowiska medycznego. W łączności z dziękującymi Bogu za osobę i dzieła prof. Włodzimierza Fijałkowskiego modliła się prof. Dorota Kornas-Biela.

Witając zebranych na modlitwie, ks. prał. Stanisław Kaniewski zaznaczył, że kierowane przez niego Centrum Służby Rodzinie, którego 15-lecie powołania obchodzimy w tych dniach, stara się realizować wartości i sposób służby życiu podjęte przez prof. Fijałkowskiego - wybitnego łódzkiego lekarza, twórcy polskiego modelu szkoły rodzenia, który całe swe życie poświęcił na walkę w obronie nienarodzonych. O jego postawie bycia sobą - nieugiętej, twardej, stałej i momentami wręcz wzruszającej przypomniał bp Adam Lepa. - Takich ludzi bardzo potrzeba nam dziś - naśladujących Profesora, zachwycających się jego dziełami, osobą, postawą - powiedział. To mocarze ducha, odważni, których winniśmy wskazywać jako wzór do naśladowania. Tacy, jak bł. Jan Paweł II i Benedykt XVI - trudno nie zauważyć u nich tej pięknej postawy bycia sobą bez względu na okoliczności i przeciwności losu - podkreślił Ksiądz Biskup.

Reklama

Prof. Włodzimierz Fijałkowski - znakomity lekarz, ginekolog-położnik z powołania, obrońca życia, małżeństwa i rodziny. Niezłomny w swej walce o obronę tych wartości. Choć w tym roku minęło już 10 lat od jego śmierci, pamięć o Panu Profesorze jest wciąż żywa i jego osoba wciąż jest nam bliska - poprzez dzieła, które zainicjował. A Szkoła Rodzicielstwa jego imienia, działająca przy łódzkim Centrum Służby Rodzinie, cieszy się niezmiennym zainteresowaniem małżonków oczekujących na narodziny dziecka. Działalność prof. Fijałkowskiego nie podobała się komunistycznym władzom, przez wiele lat nie mógł pracować w łódzkiej Akademii Medycznej. Znany był z bezkompromisowości. Na kartach zdrowia pacjentek zgłaszających się do przerwania ciąży wpisywał: „Jako człowiek odmawiam...”. Uczniowie, pacjenci, słuchacze cenili Profesora nie tylko za wysoką kompetencję czy niezłomną postawę, ale również za wielką życzliwość, serdeczność i wspaniałe poczucie humoru. Jego życiowym credo były słowa: „Płynę pod prąd, bo tylko tak mogę budować cywilizację życia. Nigdy nie zboczę z trasy, nie zgubię celu. Służba życiu jest moim powołaniem”. Zmarł 15 lutego 2003 r., po krótkiej i ciężkiej chorobie.

* * *

Prof. Włodzimierz Fijałkowski
Prof. Włodzimierz Fijałkowski urodził się w 1917 r. w Bobrownikach nad Wisłą, studia medyczne rozpoczął w 1935 r. w Szkole Podchorążych Sanitarnych na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Brał udział w kampanii wrześniowej jako lekarz wojskowy w Szpitalu Ujazdowskim. Aresztowany, był więziony w Radomiu, potem w obozach koncentracyjnych w Birkenau-Brzezince oraz Wirtembergii. Po powrocie do Polski pracował w Klinice Położnictwa i Chorób Kobiecych w Gdańsku, potem we Wrocławiu, Bystrzycy Kłodzkiej i wreszcie w Łodzi. W latach 50. XX wieku zorganizował w Łodzi doświadczalny kurs profilaktyki porodowej, na którym ukształtował się polski model Szkoły Rodzenia. Od roku 1983 przygotowaniem do porodu objął także ojców. Przez 40 lat działalności Szkoły Rodzenia skorzystało z niej ok. 40 tys. rodziców.

Tagi:
Msza św. Fijałkowski

Msza św. zainaugurowała Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką

2019-03-24 13:51

kos / Warszawa (KAI)

Mszą św. w katedrze polowej Wojska Polskiego zainaugurowano obchody Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Eucharystii przewodniczył biskup polowy Józef Guzdek. W homilii zachęcał, aby „spotkanie z tymi, którzy zdali egzamin z przykazania miłości – z obarczonej ogromnym ryzykiem miłości bliźniego – otwierało nasze oczy na potrzeby i zagrożenia, które dziś dotykają naszych bliźnich”.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Po południu na murze Domu Prowincjonalnego Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi przy ul. Hożej 53 w Warszawie zostanie odsłonięta tablica w hołdzie Matce Matyldzie Getter, siostrom Franciszkankom, które ukryły w czasie wojny ponad 500 żydowskich dzieci i 250 dorosłych Żydów.

W homilii bp Guzdek powiedział, że obchodzony dziś Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów niejako „przynagla do refleksji nad zagadnieniem relacji Polaków i Żydów w czasie długiej nocy niemieckiej okupacji”. – Słowa Jezusa z odczytanej Ewangelii: „co myślicie?”, pośród niezliczonej ilości wypowiedzianych słów i wielu opinii na temat Holokaustu, obligują nas do ponownego przemyślenia postaw naszych rodaków wobec narodu żydowskiego, który przez nazistowskie Niemcy został skazany na całkowitą zagładę – powiedział.

Ordynariusz wojskowy podkreślił, że Polacy wiedzą, że wśród naszych rodaków byli tacy, którzy nie zachowali się „jak trzeba”, którzy zdecydowali się na współpracę z niemieckim okupantem w eksterminacji narodu żydowskiego. – Zachowanie ich jest godne potępienia. Było jednak wielu takich, którzy z powodów moralnych lub religijnych pomagali naszym starszym braciom w wierze – zaznaczył bp Guzdek.

Dodał, że Polska była jedynym okupowanym krajem w Europie, gdzie za pomoc Żydom groziła śmierć całej rodziny a czasem całej wioski. – Pomimo tego Polacy podczas II wojny światowej bezinteresownie pomagali Żydom; ponad 6 tys. z nich zostało uhonorowanych przez Yad Vashem tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” – przypomniał.

Biskup Guzdek podkreślił, że jest „też wielka rzesza bezimiennych bohaterów, którzy z narażeniem życia własnego i swoich najbliższych nieśli pomoc synom i córkom narodu skazanego na całkowitą zagładę”. Dodał, że wielkim grzechem zaniedbania jest niewystarczające utrwalenie świadectw bohaterów, którzy „którzy bezinteresownie, z narażeniem życia nieśli pomoc synom i córkom narodu żydowskiego”.

Biskup polowy zwrócił uwagę, że co jakiś czas ze zmiennym nasileniem pojawiają się oskarżenia, że Polacy niewystarczająco zaangażowali się w ratowanie Żydów. Przypomniał słowa Władysława Bartoszewskiego, który mówił, że według niektórych „wystarczająco było zrobione tylko przez tych, którzy zginęli”. Przytoczył też słowa Israela Gutmana, jednego z wiodących historyków Holokaustu, uczestnika powstania w getcie oraz więźnia Auschwitz: „Nie ma moralnego nakazu, który wymagałby, aby normalny śmiertelnik ryzykował swoje życie i życie swojej rodziny, aby ocalić sąsiada”.

Biskup przywołał też opinię Gutmana, że Polacy powinni być dumni z liczby Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata” a naród żydowski, zdaniem izraelskiego historyka „nie zrobił wystarczająco dużo, aby podziękować tym wyjątkowym ludziom”. Biskup polowy zaapelował o „rzetelne podejście do przeszłości, które niczego nie pokrywa milczeniem, ale staje na gruncie prawdy”. Jego zdaniem odsłaniana dziś tablica na murze Domu Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi przy ul. Hożej 53 w Warszawie upamiętni „Matkę Matyldę Getter, siostry Franciszkanki Rodziny Maryi oraz wszystkich ludzi dobrej woli, którzy ryzykując własnym życiem ratowali żydowskie dzieci skazane na zagładę przez niemieckich okupantów”.

W południe przed Grobem Nieznanego Żołnierza odbyła się uroczysta zmiana wart oraz ceremonia złożenia kwiatów.

Jeszcze dziś na murze Domu Prowincjonalnego Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi przy ul. Hożej 53 w Warszawie zostanie odsłonięta tablica w hołdzie Matce Matyldzie Getter, Siostrom Franciszkankom Rodziny Maryi oraz wszystkim ludziom dobrej woli, którzy ryzykując własne życie ratowali żydowskie dzieci skazane na zagładę przez niemieckich okupantów.

Podczas wojny siostry ukryły ponad 500 żydowskich dzieci, skazanych przez okupanta niemieckiego na eksterminację. Ocaliły także ok. 250 dorosłych osób pochodzenia żydowskiego. Nastąpi także otwarcie wystawy „Siostry, (…) matkami żydowskich dzieci. Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi wobec zagłady Żydów w czasie II wojny światowej”, poświęconej życiu i działalności matki Matyldy Getter, a przedstawiciele Poczty Polskiej zaprezentują okolicznościowy znaczek „Polacy ratujący Żydów”.

Obchody Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów współorganizowane są przez IPN, Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz Polskie Towarzystwo Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Dzień Pamięci został ustanowiony w 2018 r. Jest to święto państwowe przypadające w rocznicę zamordowania w 1944 r. przez niemieckich żandarmów Józefa i Wiktorii Ulmów, ich dzieci oraz ukrywanych przez tę rodzinę Żydów.

Prace nad ustawą o ustanowieniu Dnia Pamięci Polaków Ratujących Żydów zainicjowano jesienią 2017 r. podczas uroczystości z okazji 75-lecia powstania „Żegoty” przy Delegaturze Rządu RP na Kraj, która powstała z Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom, założonego z inicjatywy Zofii Kossak-Szczuckiej oraz Wandy Krahelskiej-Filipowiczowej.

„Żegota” stała się fenomenem Polskiego Państwa Podziemnego w skali całej okupowanej Europy – była organizacją, która w okresie drugiej wojny światowej miała za swoje zadanie wyłącznie ratowanie Żydów. Trudno oszacować liczbę uratowanych przez Polaków Żydów, waha się ona od ok. 30 tys. do 120 tys.

Dokumentujący ofiary Holocaustu Instytut Yad Vashem od 1953 r. do 1 stycznia 2018 r. uhonorował prawie 27 tys. bohaterów, którzy nieśli pomoc Żydom w tym 6863 Polaków, którzy tworzą największą grupę narodowościową wśród 51 krajów świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Dziewiecki: aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów

2019-03-25 15:47

rm / Radom (KAI)

Aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych - uważa pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości ks. Marek Dziewiecki. Jego zdaniem, w ostatnich tygodniach w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary.

Monika Jaworska

Ks. Dziewiecki w swoim felietonie opublikowanym na stronie radioplus.com.pl napisał, że w reakcji na podpisanie przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT+, wielu rodziców, księży, psychologów i pedagogów, prawników, a także polityków i przedstawicieli mediów, wypowiedziało swoje poważne obawy i swój sprzeciw.

Dodał, że reakcją ze strony aktywistów LGBT+ oraz ich politycznych i medialnych sponsorów "jest skrajnie agresywny atak na tych, którzy odważyli się skorzystać z wolności słowa oraz z prawa do demaskowania demoralizatorów, którzy pod pozorem uczenia „tolerancji” chcą seksualizować polskie dzieci i wikłać je w uzależnienie od popędu".

Według ks. Dziewieckiego w celu realizacji obyczajowej rewolucji aktywiści LGBT+ posługują się hasłem „tolerowania” i „respektowania” mniejszości seksualnych. Dodaje, że wobec każdego, kto odważa się pokazywać, o jakie konkretnie mniejszości chodzi i jakie są ostateczne cele ich działania, środowiska LGBT+ stosują wszelkie formy agresji, zastraszania i terroru.

- Przekonała się o tym na przykład pani kurator z Małopolski czy polska mistrzyni świata w windsurfingu. O osobach, które precyzyjnie analizują deklarację LGBT+ oraz pokazują jej praktyczne konsekwencje, aktywiści gejowscy wyrażają się w sposób wulgarny i z pogardą. Usiłują takie osoby odczłowieczyć i odebrać im prawa obywatelskie, w tym wolność słowa i sumienia. Odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych, pokazujących na przykład to, że wśród czynnych homoseksualistów jest zdecydowanie wyższy niż u heteroseksualistów odsetek chorób wenerycznych, pedofilii, uzależnień, agresji czy samobójstw - pisze ks. Dziewiecki.

Autor wielu książek o dojrzałości stwierdził też, że według aktywistów LGBT+ nie wolno nam mówić nawet o tak oczywistym fakcie, jak to, że osoby homoseksualne tworzą związki chore, bo niepłodne, a niepłodność jest przecież na liście chorób WHO. - Usiłują nam zakazać nawet samo już wyliczanie, o jakie konkretnie mniejszości seksualne chodzi. Agresywnie i wulgarnie atakują tych, którzy mają odwagę wyliczać mniejszości ukryte pod symbolem „Plus”. Wśród takich mniejszości są między innymi pedofile, zoofile czy nekrofile - pisze psycholog.

- Aktywiści LGBT+ nie mówią, że istnieją takie mniejszości seksualne, które ze względów etycznych czy z troski o dobro społeczeństwa, powinno się wyłączyć z owego „Plus”. Mimo to z furią atakują tych, którzy mają odwagę wymieniać po imieniu mniejszości, od których aktywiści LGBT+ się nie odcinają i których przecież nie potępiają (z wyjątkiem księży-pedofilów) - czytamy w felietonie.

Według ks. Dziewieckiego środowiska LGBT+ nie chronią wszystkich mniejszości, a jedynie niektóre. - Zupełnie nie przejmują się na przykład losem tych nastolatków - mimo, że są mniejszością - którzy w szkole, wśród rówieśników czy na stronach społecznościowych publicznie stwierdzają, że żyją w czystości, że postępują zgodnie z Dekalogiem, bo to daje im trwałą radość, że dumni są z tego, iż kierują się miłością i odpowiedzialnością, że panują nad swymi popędami. Pod adresem tych nastolatków kierowane są diabelskie wręcz wulgaryzmy i wyzwiska. Wylewa się na nich fala hejtu i skrajnej agresji. „Tolerancjoniści” spod znaku LGBT+ nie mówią nawet słowa w obronie bestialsko atakowanej i wyśmiewanej młodzieży, która dumna jest ze swej rozumności, wolności i zdolności, by wiernie kochać - pisze kapłan.

Ks. Dziewiecki zauważył, że w ostatnich tygodniach aktywiści LGBT+ w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary. Z jednej strony chcą, by ich związki były uznane za „małżeństwa” i by mieli prawo do adoptowania dzieci. Z drugiej strony chcą doprowadzić do dyktatury seksualnych mniejszości po to, by większość społeczeństwa dała się zastraszyć i by poczuła się bezradna.

- W tym celu grożą większości społeczeństwa dręczeniem, a nawet więzieniem, gdy tylko dojdą do władzy. Z punktu widzenia aktywistów LGBT+ i ich politycznych oraz medialnych sponsorów to jedyna szansa na realizację przyjętych planów. Wiedzą bowiem, że w dyskusji na argumenty nie mają żadnych szans. Ci, którzy okazują się skrajnie wulgarni i agresywni, chcą wchodzić do przedszkoli i szkół pod pozorem uczenia tolerancji i szacunku. Ci, którzy publicznie chwalą się tym, że ich bogiem jest seks i szukanie przyjemności za każdą cenę, chcą być edukatorami seksualnymi dzieci. Ci, którzy walczą z własną płcią i okaleczają własne ciało, chcą uczyć polskie dzieci „określania” swojej tożsamości płciowej. Ci którzy tworzą pary niepłodne, chcą mówić o zdrowiu i płodności - pisze ks. Marek Dziewiecki.

- Środowiska LGBT+ wiedzą, że będą w stanie zrealizować swoje cele tylko wtedy, gdy zdobędą władzę dyktatorską i gdy skutecznie zastraszą większość naszego społeczeństwa. Wydaje się to nierealne, by garstka szaleńców seksualnych to osiągnęła. Historia kilku ostatnich dziesięcioleci dowodzi jednak, że jest to jednak całkiem realne zagrożenie. Wystarczy, żeby większość społeczeństwa - jak to miało miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej - pozostawała bierna i by zlekceważyła śmiertelne zagrożenie dla małżeństwa, rodziny, wychowania i cywilizacji życia - czytamy dalej w felietonie ks. Dziewieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra polowa: uczczono pamięć uczestników akcji pod Arsenałem

2019-03-26 20:43

kos / Warszawa (KAI)

W Warszawie odbyły się dziś obchody 76 rocznicy akcji pod Arsenałem, jednej z najbardziej brawurowych operacji wojskowych przeprowadzonych w stolicy przez Grupy Szturmowe Szarych Szeregów w okresie II wojny światowej. Dzięki niej z rąk Niemców udało się odbić 21 zakładników, m.in. Jana Bytnara ps. „Rudy”. W intencji uczestników akcji odprawiona została w katedrze polowej Wojska Polskiego Msza św., której przewodniczył ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego. Po zakończonej Eucharystii u zbiegu ul. Bielańskiej i Długiej w historycznym miejscu przeprowadzenia akcji odbył się apel pamięci.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Homilię wygłosił ks. ppłk Robert Krzysztofiak, kapelan Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, dziedziczącej tradycje jednostek AK, który przypomniał okoliczności i przebieg akcji pod Aresnałem. Podkreślił, że jej uczestnicy powinni być dla współczesnych wzorem do naśladowania. – Jesteśmy w katedrze polowej nie tylko po to, aby się modlić za uczestników akcji, ale również po to, by oddać im hołd i czerpać od nich wzorce do naśladowania, do życia zgodnie z wartościami, które przyświecały ich harcerskiemu życiu, zgodnie z dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna – powiedział.

Wyraził wdzięczność obecnym na Mszy św. kombatantom i uczestnikom II wojny światowej za świadectwo ich życia, które przekazują kolejnym pokoleniom. – Oni nadal pokazują, że warto dla wolności Ojczyzny poświęcić wszystko. Niech przesłanie „Rudego”, „Alka” i „Zośki” będzie dla nas przykładem jak postępować w życiu codziennym i świadczyć o wielkiej miłości do Boga, człowieka i Ojczyzny – zachęcał.

Eucharystię z ks. Dohnalikiem i ks. Krzysztofiakiem koncelebrował ks. Jerzego Błaszczaka, kapelan Szarych Szeregów. Uczestniczyli w niej kombatanci Armii Krajowej z prezesem Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Leszkiem Żukowskim, generałowie WP gen. dyw. Wiesław Kukuła, gen. bryg. Ryszard Pietras, dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, poczty sztandarowe wojskowe oraz szkolne, harcerze, a także członkowie grup rekonstrukcyjnych.

W trakcie Mszy św. poświęcona została tablica kpt. hm. Eugeniusza Stasieckiego, ps. „Piotr Pomian”, oficera 74. Górnośląskiego Pułku Piechoty w Lublińcu, zastępcy naczelnika „Szarych Szeregów”, zastępcy dowódcy Batalionu „Zośka”, poległego w Powstaniu Warszawskim, która zawiśnie w kościele garnizonowym w Lublińcu.

Po Mszy św. zebrani udali się pod budynek Arsenału, gdzie odbył się apel pamięci i ceremonia złożenia kwiatów przy głazie upamiętniającym akcję.

***

W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. Gestapo zaaresztowało Henryka Ostrowskiego ps. „Heniek”, komendanta hufca-plutonu Praga Grup Szturmowych Szarych Szeregów. „Heniek” został poddany brutalnemu śledztwu w celu pozyskania informacji o siatce, do której należał. Kilka dni później ta sama grupa Gestapo dokonała aresztowania Jana Bytnara, komendanta hufca-plutonu „Południe”.

W znanej książce Aleksandra Kamińskiego „Kamieniach na szaniec” Ostrowski został przedstawiony jako ten, który załamał się w śledztwie i zdradził Jana Bytnara „Rudego”. Aleksander Kamiński nie dysponował jednak informacjami, że „Heniek” niczego nie zdradził Niemcom, w rzeczywistości wszystkie materiały gestapowcy wydobyli ze znalezionych w jego mieszkaniu notatek. Wmawianie „Rudemu”, że Ostrowski załamał się w śledztwie, było celowe dla wydobycia zeznań od Bytnara.

Akcją odbicia „Rudego” dowodzili Stanisław Broniewski „Orsza”, a bezpośrednio Tadeusz Zawadzki „Zośka”. Wcześniej musiało się na nią zgodzić kierownictwo Szarych Szeregów.

Do ataku na więźniarkę doszło u zbiegu ulic Długiej i Bielańskiej w Warszawie w pobliżu budynku Arsenału. Samochód wiozący „Rudego” został obrzucony butelkami z benzyną i zatrzymany. W wyniku ostrzału dwóch żołnierzy podziemia zostało śmiertelnie rannych, a jeden schwytany i później rozstrzelany. Niemcy stracili 4 zabitych (załoga spalonej więźniarki Gestapo i policjant). Rannych zostało też 9 żołnierzy. „Rudego” przeniesiono do oczekującego nieopodal samochodu i wywieziono z miejsca akcji.

W akcji pod Arsenałem uwolniono 21 więźniów, wśród nich obok „Rudego” także Henryka Ostrowskiego „Heńka”. W sumie wzięło w niej udział 28 członków Szarych Szeregów. Następnego dnia w odwecie Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 Polaków i Żydów.

Tylko jedenastu uczestników akcji dożyło końca wojny. Dowódca grupy Tadeusz Zawadzki ps. „Zośka”, zginął 20 sierpnia 1943 r. w czasie rozbicia strażnicy granicznej w miejscowości Sieczychy. Odbity „Rudy” zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń zadanych przez gestapowców w czasie przesłuchania. Tego samego dnia zmarł także Aleksy Dawidowski „Alek”, ranny podczas ewakuacji spod Arsenału.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem