Reklama

Petycja do prezes Trybunału Konstytucyjnego

Międzynarodowe poparcie dla prof. Chazana

2014-07-21 12:30

pra / Kraków / KAI

Agnieszka Piwar

Europejskie Ruchy Pro-Life wyraziły swoje poparcie dla prof. Bogdana Chazana. „Chcemy wyrazić nasze jednoznaczne poparcie dla niewzruszonej postawy Profesora Bogdana Chazana w walce o wolność sumienia w Polsce, zwłaszcza zaś o wolność sumienia lekarzy upominających się o poszanowanie prawa do życia najsłabszych spośród nas” - czytamy w oświadczeniu Europejskiej Federacji Ruchów Obrony Życia „Jeden z Nas”. Tymczasem, jak informują media, dziś rano prof. Chazan, dyrektor stołecznego Szpitala im. Świętej Rodziny otrzymał wypowiedzenie z pracy.

Największa organizacja pro-life na kontynencie, zrzeszająca organizacje pozarządowe z niemal wszystkich krajów Unii Europejskiej przekonuje w swoim oświadczeniu, że prof. Chazan, swym zaangażowaniem na rzecz ochrony życia zarówno matki, jak i dziecka, jest wzorem do naśladowania dla wszystkich ludzi, którym droga jest wolność sumienia i ochrona najsłabszych.

„Stanowisko Profesora Chazana jest dyskredytowane w oparciu o błędne założenia. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni faktem, iż urzędnicy państwowi ulegają tym założeniom i tym samym jeszcze bardziej dyskredytują Profesora Chazana” - czytamy.

Organizacja wzywa do ponownego rozważenia „pochopnych decyzji” podjętych w sprawie prof. Chazana, by były one „zgodne z prawem, szanujące godność człowieka, wolność sumienia i fundamentalne prawo do życia”.

Reklama

W oświadczeniu złożonym w imieniu Komitetu Wykonawczego (władz) Federacji podpisali się obaj prezydenci Federacji: Carlo Casini, były eurodeputowany Europejskiej Partii Ludowej i sędzia włoskiego sądu najwyższego, a dzisiaj przewodniczący największego włoskiego ruchu pro-life „Movimento per la Vita” oraz Jaime Mayor Oreja, w poprzedniej kadencji szef delegacji hiszpańskiej w EPL w Parlamencie Europejskim, a także były minister spraw wewnętrznych Hiszpanii w rządzie Jose Marii Aznara.

Faktem mocnego i jednoznacznego wsparcia Europejskiej Federacji „Jeden z Nas” dla prof. Chazana nie jest zaskoczony Jakub Bałtroszewicz, pełniący obowiązki sekretarza generalnego Europejskiej Federacji. „Sytuacja w której człowiek tej miary - dzięki któremu wzrósł wyraźnie poziom opieki i medycznej troski o polskie matki - zostaje wyrzucony z pracy, jest trudna do wyobrażenia. Warto zauważyć, że wsparcie udzielone przez prezydentów Federacji to wsparcie ludzi pochodzących z tej samej europejskiej rodziny politycznej do której należy rządząca w Polsce koalicja, czyli Europejskiej Partii Ludowej. Bronimy więc Pana Profesora nie z racji politycznych. Wymaga tego – jak wskazuje oświadczenie - szacunek dla prawa, godności człowieka, wolności sumienia i fundamentalnego prawa do życia” - komentuje Bałtroszewicz.

Profesor Chazan jest dobrze znany w europejskich środowiskach obrońców życia i był jednym z kluczowych ekspertów medycznych I Europejskiego Kongresu Ruchów Obrony Życia, który odbył się w listopadzie zeszłego roku w Krakowie.

Europejska Federacja „Jeden z Nas” powstała na gruncie organizacji współpracujących przy Europejskiej Inicjatywie Obywatelskiej o tej samej nazwie. Inicjatywa gromadząc niemal 2 miliony podpisów z 20 krajów UE pod projektem zakazu finansowania z pieniędzy UE aborcji i eksperymentów na embrionach ludzkich, odnotowała największy sukces spośród wszystkich do tej pory zgłoszonych inicjatyw. Komisja Europejska odmówiła jednak podejmowania działań w tej sprawie.

Tagi:
prof. Chazan

Oskarżona o zniesławienie prof. Chazana usłyszała zarzuty

2018-11-26 18:35

Bożena Sztajner/Niedziela

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa miała miejsce kolejna rozprawa Anny G. oskarżonej o zniesławienie prof. Bogdana Chazana. Prawnicy Ordo Iuris, którzy reprezentują lekarza odczytali akt oskarżenia przeciwko kobiecie. Anna G. przyznała się, że zamieściła w Internecie wpisy obrażające lekarza i odmówiła składania zeznań.

Przez prawie dwa lata oskarżona, prawidłowo zawiadomiona, nie stawiała się na rozprawę, co spowodowało konieczność przymusowego doprowadzenia jej przez policję. Jak wynika z karty karnej, Anna G. była w przeszłości wielokrotnie prawomocnie skazana m.in. za znęcanie się, znieważenie, zniesławienie.

Reprezentujący kobietę obrońca z urzędu domagał się umorzenia sprawy. Argumentował to rzekomym brakiem znamion czynu zabronionego i jednocześnie jego znikomą społeczną szkodliwością. Zdaniem prawników Ordo Iuris wniosek oskarżonej był wewnętrznie sprzeczny oraz przedwczesny. Sąd przyznał im rację i zadecydował o oddaleniu wniosku oraz zarządził odczytanie aktu oskarżenia. Umożliwia to rozpoczęcie postępowania dowodowego.

Po jego odczytaniu Anna G. odmówiła składania wyjaśnień. Przyznała się jednak do tego, że jest autorką zamieszczonych na portalu Facebook wpisów. Były one nie tylko niezgodne z prawdą, ale również obrażały i poniżały prof. Bogdana Chazana, narażając go na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lekarza. Kobieta przypisywała byłemu Dyrektorowi Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie autorstwo wypowiedzi, które nie padły, wskazując że, rzekomo, odmówił on wykonania cesarskiego cięcia.

„Mimo prób uniknięcia odpowiedzialności, dzisiaj oskarżona usłyszała stawiany zarzut. Z punktu widzenia postępowania oznacza to, że Sąd może zarządzić postępowanie dowodowe, w którym oskarżona nie musi uczestniczyć. Liczymy na zakończenie niniejszego postępowania pod koniec 2019 r.” – komentuje sprawę pełnomocnik prof. Chazana mec. Maciej Kryczka z Instytutu Ordo Iuris.

Kolejna rozprawa przeciwko Annie G. odbędzie się 23 stycznia.

Prof. Chazana reprezentują: mec. Jerzy Kwaśniewski, mec. dr Bartosz Lewandowski i mec. Maciej Kryczka.

https://ordoiuris.pl/ochrona-zycia/oskarzona-o-znieslawienie-prof-chazana-uslyszala-zarzuty

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Noworoczne spotkanie

2019-01-18 11:05

Józef Parzybut

Na progu Nowego Roku w niedzielne popołudnie 13-go stycznia spotkali się przedstawiciele Akcji Katolickiej i Kręgu Biblijnego. Było to spotkanie opłatkowe, które rozpoczął wikariusz czarnożylski ks. Łukasz Wojtan od przeczytania fragmentu Ewangelii o narodzeniu Jezusa.

Józef Parzybut

Po tym głos zabrał proboszcz ks. Marek Jelonek, by po krótkim wprowadzeniu w rozpoczynający się rok złożyć życzenia. Te życzenia wypływające prosto z serca kierowane były zarówno do wszyskich zebranych jak i do każdego z osobna. Proboszcz życzył obecnym dużo zdrowia, błogosławieństwa Bożego, miłości w rodzinach, życzliwości na co dzień, wytrwałości oraz aby za rok znów spotkać się w tym samym gronie.

Liderzy tutejszych stowarzyszeń z wzajemnością kierowali życzenia o podobnej treści do obecnych na spotkaniu kapłanów oraz między sobą łamiąc się przy tym opłatkiem. Po świątecznym posiłku był czas na wspólne rozmowy oraz dzielenie się własnymi problemami oraz wspomnieniami. Snuto także plany na przyszłość. Wreszcie nadszedł czas na śpiewanie kolęd. Śpiewano nie tyko znane i lubiane,ale także dawniejsze trochę już zapomniane utwory. Bo to przecież polskie, najpiękniejsze w świecie kolędy, zawsze ubogacają nam czas okresu Bożego Narodzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem