Reklama

„Matka 24h”

2013-05-20 15:07


Niedziela Ogólnopolska 21/2013, str. 24-25

26 maja 2013 r. rozpocznie się 53. Krakowski Festiwal Filmowy, będący jedną z najstarszych inicjatyw w Europie poświęconych filmom dokumentalnym, animowanym oraz krótkim fabułom. Podczas 8 festiwalowych dni widzowie będą mieli okazję obejrzeć ok. 250 filmów z Polski i całego świata, prezentowanych w sekcjach konkursowych oraz pokazach specjalnych. Festiwalowi towarzyszyć będą wystawy, koncerty, pokazy plenerowe oraz spotkania z twórcami, a udział w nim weźmie 600 polskich i zagranicznych gości, wśród nich wybitni reżyserzy, producenci oraz wierna krakowska publiczność. W konkursie polskim wśród filmów dokumentalnych zaprezentowany zostanie obraz „Matka 24h”.

MARGITA KOTAS: - Pretekstem do opowiedzenia tej historii stał się obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który „wędruje” po rodzinach, od domu do domu, pozostając w każdym z nich przez 24 godziny. Skąd pomysł na taki temat dokumentu?

MARCIN JANOS KRAWCZYK: - Inspirację do każdego filmu, jaki realizuję, przynosi życie. W tym przypadku było podobnie. Pewnego dnia wraz z żoną wybrałem się do rodziców mieszkających w Tomaszowie Lubelskim i nasz pobyt zbiegł się z wizytą w ich domu obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Dotychczas znałem peregrynację jedynie z opowieści babci, a teraz trzeba było po obraz wyjść do sąsiadów i przynieść go do domu. Jako dokumentalista, zainspirowany sytuacją, odruchowo wyciągnąłem kamerę. Myślę też, że w pewnym sensie zaskoczony rzeczywistością, trochę się za tą kamerą „schowałem”. Po chwili jednak zacząłem wraz z bliskimi czuć siłę tego obrazu, poczuliśmy, że jego nawiedzenie ma głębsze znaczenie. I wtedy już wiedziałem, że jest to temat na film. Wędrówka obrazu jest pretekstem do wejścia do różnych rodzin, w różne - zwykłe, proste, banalne, a niekiedy trudne - sytuacje, ale i do pokazania mocy, jaka płynie z tego obrazu. Film jest próbą odpowiedzi na pytanie, czym jest wiara w kontekście tragedii życiowej, cierpienia i bezradności.

- Przygotowania do realizacji filmu rozpoczął Pan na Jasnej Górze.

- Zacząłem zgłębiać historię Cudownego Obrazu i jego znaczenie dla ludzi. Przyjechałem na Jasną Górę 6-7 lat temu, by stanąć przed Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, dowiedzieć się, jak zrodził się pomysł peregrynacji i jakie były jej początki. Przypadek sprawił, że spotkałem wówczas o. Sebastiana Mateckiego. Nawiązała się między nami nić porozumienia, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. To o. Sebastian służył mi na tym wstępnym etapie swoją pomocą. Dowiedziałem się wówczas, na czym polega peregrynacja. Później napisałem hipotetyczny scenariusz i starałem się wpleść w niego skrajnie różnych bohaterów i środowiska. Najpierw udokumentowałem wieś w moich rodzinnych rejonach, a potem szukałem też miast i różnych placówek. Kluczem było poszukiwanie ludzi, którzy potrzebują matki. Zrozumiałem bowiem, że dla Polaków Matka Boża jest prawdziwą Matką. Matka Boża jest tą Matką, na którą możemy liczyć 24 godziny na dobę. Jak każda matka, Ona jest dla nas w sposób duchowy dostępna w każdej chwili.

- Jako odbiorca Pana filmu miałam wrażenie, że jest to film o matce w bardzo szerokim znaczeniu - o naszym kulcie i zaufaniu do Matki Bożej, ale i o ziemskich matkach borykających się z różnymi problemami i troszczących się o swoje rodziny. Czy był to efekt zamierzony, by na tle Matki Bożej pokazać rolę ziemskiej matki?

- Dokładnie tak. Dla mnie bardzo duże znaczenie miało pokazanie roli matki w życiu człowieka. Jedną z bohaterek mojego filmu jest Justyna, w której historii zawiera się chyba całe jego przesłanie. Ona po śmierci swojej mamy stara się być matką dla swojego rodzeństwa, szukając oparcia w Matce Bożej. Modli się przed obrazem, który przyszedł do jej domu, a jednocześnie traktuje ten obraz i obecność Maryi jako obecność swojej matki, która odeszła. Nie da się do końca opisać w słowach, kim jest ta matka i gdzie jest, ale właśnie ta scena w swoich emocjach daje odczuć czym jest matka 24h.

- Niejeden widz oglądający film może zaczepnie zapytać, ile z tych historii było „ustawionych”...

- Nie było „ustawek”. Generalnie trafiałem tam, gdzie obraz rzeczywiście był. Wyszukiwałem bohaterów, dowiadując się, w którym domu obraz będzie i umawiałem się z nimi, pytając o zgodę na filmowanie. Jedynie w przypadku scen kręconych w więzieniu trochę pomogliśmy „losowi”. Miałem już za sobą sceny w szpitalu w Janowie Lubelskim i nie ukrywam, bardzo mi zależało, by w moim filmie znalazły się sceny nakręcone w tak specyficznym środowisku jak areszt. Peregrynacja odbywała się wówczas w Kaliszu, gdzie jest areszt śledczy, ale nie było pewności czy obraz do niego przybędzie. Poczyniłem więc ku temu starania i udało się. Po fakcie natomiast tamtejszy proboszcz dziękował mi, że dzięki mnie obraz Matki Bożej trafił także do aresztu, gdzie przynajmniej kilku osadzonych bardzo na jego przybycie czekało.

- Czy trudno było otworzyć ludzi w obecności kamery?

- Ludzie szybko zapominali, że obok jest kamera. Mnie paradoksalnie pomogła rola, jaką przez kilka lat grałem w „Plebanii”. Mimo że serial się skończył, ludzie ciągle pamiętają i kojarzą mnie z postacią serialową (ks. Antoniego Króla - przyp. red.), i obdarzają mnie w związku z tym zaufaniem. Uznawali, że skoro robię film na ten temat, to z głębszych pobudek, a nie szukam taniej sensacji. Czasem jednak miałem wrażenie, że rola, jaką grałem w serialu, trochę mi przeszkadzała. W niektórych przypadkach ludzie starali się pokazać, jak gorliwie się modlą, a na modlitwie „na pokaz” jako twórcy dokumentu mi nie zależało.

- W wielu scenach widać autentyczne przejęcie i zmieszanie wynikające zatem nie z obecności kamery, ale samej Matki Bożej. To wielka sztuka towarzyszyć z kamerą w scenach nawiedzenia, a nie zniszczyć intymności tej chwili.

- Dokument jest ogólnie materią dosyć trudną. Choć można by zaryzykować stwierdzenie, że z jednej strony jest on sztuką trudną, a z drugiej łatwą. Trzeba mieć po prostu trochę szczęścia, by uchwycić jakąś szczególną chwilę, sytuację.

- Ukończył Pan Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Skąd u Pana zainteresowanie szczególnie filmem dokumentalnym?

- Sprawiła to życiowa prawda. Będąc aktorem, budując każdą swoją rolę, czynię to na bazie pewnych obserwacji, podpatrywania prawdziwych, naturalnych zachowań. By dobrze zagrać, muszę zagrać jak najprawdziwiej. Właściwie nie grać, a być. Kiedy zacząłem myśleć o filmie jako reżyser, doszedłem do wniosku, że najbliżej prawdy, żeby poznać człowieka, jest dokument, czyli tak naprawdę obserwacja. Reżyseria dokumentalna nie polega na tym, żeby coś szczególnie kreować, tylko żeby cierpliwie obserwować i wyłapywać ciekawe sytuacje. Robiąc dokument, staram się dotrzeć do takich momentów, kiedy mój bohater coś przeżywa, kiedy czegoś dotyka głębiej. Staram się dotknąć w człowieku tych strun, na których rozbrzmiewa jego wrażliwość.

- Pana film miał już wprawdzie swoje prezentacje, m.in. na Jasnej Górze, ale jego prawdziwe życie rozpocznie się dopiero podczas tegorocznego Krakowskiego Festiwalu Filmowego...

- Po ukończeniu 50-minutowej wersji filmu odbył się jego spontaniczny pokaz na wałach jasnogórskich, co dla mnie osobiście było pięknym uwieńczeniem pracy i podziękowaniem… „Matka 24h” była już pokazywana w TVP, zdobyła już pierwszą nagrodę na Festiwalu Sztuki Faktu w Toruniu, zaczynają napływać zaproszenia na festiwale zagraniczne - najbliższy to festiwal w czerwcu w Hiszpanii. Oficjalna międzynarodowa premiera filmu będzie miała natomiast miejsce na KFF. Wspaniale, że zbiega się to z Dniem Matki, ponieważ w krótszej wersji filmu - festiwalowej, szczególny nacisk kładę na matki Polki.

- Festiwalowa wersja, mimo iż skrócona do 30 minut, zawiera sceny, których nie ma w pierwotnej wersji filmu...

- To prawda. Najważniejszymi dla mnie spośród dodanych scen są ujęcia Jasnogórskiej Matki zza ołtarza, gdzie sfilmowałem zdjęcie Cudownego Obrazu i przytknięcie do niego kolejnej kopii - tak jak to miało miejsce niemal 60 lat temu. Zachęcam do obejrzenia dwóch wersji mojego filmu - o ich różnicach i wymowach szerzej można przeczytać w majowym wydaniu miesięcznika „Kino”. Mam też nadzieję, że dzięki przychylności Ojców Paulinów tegoroczni pielgrzymi będą mogli zapoznać się z moimi filmami na Jasnej Górze.

* * *

Marcin Janos Krawczyk

Polski aktor telewizyjny, teatralny i filmowy, scenarzysta i reżyser. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu (2001). Po ukończeniu studiów związał się z Teatrem Dramatycznym w Warszawie (2001-2003). Występował także w Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (2004), Teatrze na Woli i Centrum Artystycznym M25 w Warszawie. Ukończył także kurs reżyserii dokumentalnej i warszawską Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Jego debiut reżyserski 9-minutowego filmu „Rendez-vous” (2006), prezentowany w ponad 40 krajach świata, spotkał się z uznaniem na festiwalu filmowym w Berlinie i zdobył nominację do nagrody Złotego Berlińskiego Niedźwiedzia. Powstały w 2009 r. dokument „Sześć tygodni” otrzymał nominację do nagrody na Konkursie Polskich Filmów Krótkometrażowych. Był w selekcji ponad 40 międzynarodowych festiwali, zdobywając nagrody, w tym najważniejszą na IDFA w Amsterdamie. „Matka 24 h” - 2012. Reżyseria i scenariusz: Marcin Janos Krawczyk. Zdjęcia: Marcin Sauter. Muzyka: Michał Lorenc. Produkcja: Janos Film Production. Koprodukcja: Telewizja Polska. Współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej. Nominacja do nagrody Złoty Lajkonik (2012). Nagroda dla najlepszego filmu dokumentalnego z pogranicza reportażu na Festiwalu Sztuki Faktu w Toruniu (2013).

Możliwość zakupu filmu na: www.matka24h.pl

Reklama

fanpage: www.facebook.com/pages/Matka-24h

Kontakt z twórcą filmu: janosfilm.pro@gmail.com.

Reklama

Historia, która zmieniła świat

2019-03-19 18:15

Łukasz Krzysztofka

Co łączy całun turyński i polski obraz Jezusa Miłosiernego? Jaką misję otrzymała od Jezusa siostra Faustyna Kowalska? Jak rozwijał się kult Bożego Miłosierdzia na świecie? Tego dowiemy się z wyjątkowego filmu „Miłość i Miłosierdzie”, którego przedpremierowy pokaz odbył się w kinie „Atlantic” w Warszawie.

Łukasz Krzysztofka

„Miłość i Miłosierdzie” to niezwykła opowieść o polskiej zakonnicy, siostrze Faustynie – kanonizowanej przez papieża Jana Pawła II, mistyczce i wizjonerce, która w swoim życiu stanęła przed wykonaniem bardzo ważnej misji. Film przedstawia nieznane do tej pory fakty i przybliża widzom narodziny niezwykłego kultu Bożego Miłosierdzia, który zyskał popularność na całym świecie. W tle znajdziemy fascynującą historię polskiego obrazu, który przedstawia wierny wizerunek Chrystusa oraz dowody naukowe na jego zgodność z całunem turyńskim i chustą z Oviedo.

Łukasz Krzysztofka

- Jednym z fascynujących faktów jest historia wileńskiego obrazu, przedstawiającego objawiony wizerunek Chrystusa – tożsamy, jak się okazuje, z całunem turyńskim i sławną chustą z Oviedo. Obraz, przy którego malowaniu uczestniczyła Faustyna, jest jednym z nielicznych źródeł wiedzy o tym, jak wyglądał Zbawiciel. W filmie przedstawiamy badania naukowe na ten temat – mówił reżyser filmu Michał Kondrat.

Film ukazuje też zaskakującą historię malarza pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego - Eugeniusza Kazimirowskiego. W przestrzeni publicznej ten obraz możemy oglądać dopiero od 2003 roku. Film przedstawia to, co działo się z nim przez te wszystkie lata.

- Istota św. Faustyny jest w jej wnętrzu. Ona miała niesamowite życie wewnętrzne, relację z Jezusem, była skupiona na tym, co ma zrobić. Tym bardziej wiele rzeczy po drodze, jak i ograniczeń wewnętrznych jej w tym przeszkadzało. Wiele rzeczy jej nie wychodziło, miała swoje cierpienia, swoją chorobę i to wszystko było jej – podkreślała Kamila Kamińska, odtwórczyni głównej roli, nagrodzona za najlepszy debiut aktorski na festiwalu filmowym w Gdyni, gwiazda hitów „Najlepszy” i „Listy do M. 3”.

Aktorka przyznała, że po pracy przy tym filmie pogłębiła się jej relacja z Jezusem. - Widzę, że już dużo się w moim życiu zaczęło zmieniać na dobre. Czasem jest nawet trudniej, gdy buduję swoją relację z Jezusem i wtedy mówię: Jezu, ufam Tobie. Tak właściwie to dopiero po filmie zaczęłam z głęboką świadomością te słowa wypowiadać, nawet nie tyle jej rozumiejąc, co czuć – że jest coś więcej, że większa od wszystkiego jest Miłość. I to daje spokój – mówiła filmowa św. Faustyna.

Nie mniejszą rolę w objawieniu światu prawdy o Bożym Miłosierdziu odegrał bł. Ks. Michał Sopoćko, wybitny kapłan i spowiednik wizjonerki. Był on bezpośrednio związany z tajemnicą objawień Jezusa Miłosiernego. Bóg wyznaczył dla niego niezwykle ważną rolę – realizację misji przekazanej siostrze Faustynie. Temu dziełu poświęcił on niemalże całe swe życie. Film zawiera nieznane lista ks. Michała Sopoćki.

W filmie „Miłość i Miłosierdzie” wystąpili również: Macieja Małysa, odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki - który zagrał u boku samego Johna Voighta w głośnym filmie „Jan Paweł II” oraz Janusz Chabior znany szerokiej widowni chociażby z produkcji „Wołyń”. Tu wcielił się w postać malarza Eugeniusza Kazimirowskiego. Reżyserem jest Michał Kondrat – twórca m.in. produkcji „Dwie Korony” poświęconej historii św. Maksymiliana Kolbe.

Film, nad którym patronat medialny objęła „Niedziela”, będzie wyświetlany w dziewięciu krajach Europy, USA, prawie całej Ameryce Południowej, Korei Płd., a także na Filipinach. Na ekrany polskich kin wejdzie 29 marca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Dzień Zespołu Downa - w 2017 r. było 1035 tzw. aborcji eugenicznych

2019-03-20 12:53

lk / Warszawa (KAI)

Przed obchodzonym 21 marca Światowym Dniem Zespołu Downa KAI przypomina ostatnie oficjalne dane Ministerstwa Zdrowia na temat liczby dozwolonych prawem aborcji - ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub zagrożenie jego życia dokonano ich w 2017 r. aż 1035.

eleonora_os/fotolia.com

Według danych Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, w 2017 r. przeprowadzono w Polsce łącznie 1061 dozwolonych prawem aborcji. W 22 przypadkach ciąża stanowiła zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, zaś aż w 1035 przypadkach badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazały na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Ponadto z tego samego powodu dokonano czterech aborcji w szpitalach publicznych nadzorowanych przez MSWiA.

Ustawa z 1993 r. pozwala na dokonanie aborcji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (jak gwałt czy kazirodztwo). W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do osiągnięcia przez dziecko zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego - jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.

Nowelizacji ustawy poprzez usunięcie z niej zapisów o tzw. przesłance eugenicznej domaga się Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", który złożył w tej sprawie w Sejmie obywatelski projekt ustawy wraz z ponad 830 tys. podpisów osób popierających ten postulat. Pierwsze czytanie projektu odbyło się 10 stycznia 2018 r., ale od tego czasu nie był on procedowany. Specjalnie powołana w tym celu podkomisja zwleka jednak choćby ze zorganizowaniem swoich spotkań.

Działacze pro-life domagają się zatem złożenia mandatu poselskiego przez przewodniczącego podkomisji Grzegorza Matusiaka (PiS), który ich zdaniem wykazuje się biernością i "od miesięcy nie potrafi stanąć na wysokości zadania i powstrzymać zabijania w szpitalach bezbronnych dzieci".

Ponadto w Trybunale Konstytucyjnym czeka na rozpatrzenie złożony przez posłów prawie półtora roku temu wniosek w sprawie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej. Fundacja Życie i Rodzina, której członkowie tworzą także Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", apelują o jak najszybsze orzeczenie TK w tej sprawie. Ich petycję poparło ponad 20 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem