Reklama

Polityka energetyczna do rewizji

2013-05-20 15:07


Niedziela Ogólnopolska 21/2013, str. 34-35

Dominik Różański
Piotr Naimski – polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł PiS na Sejm VII kadencji

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Niesamodzielność energetyczna Polski to zwiększające się ceny energii. Losy polskiego przemysłu, zwłaszcza chemicznego, zależą - wobec jak na razie bezskutecznego oczekiwania na własne wydobycie gazu łupkowego - od wciąż dominujących dostaw rosyjskich. Ostatnie zdarzenia polityczno-biznesowe wskazują na wzrastającą aktywność i determinację Rosji w sprawie „gazowego” zmonopolizowania Polski. Czy na zliberalizowanym rynku i w trudnej sytuacji Polski można temu skutecznie przeciwdziałać?

PIOTR NAIMSKI: - Trzeba robić wszystko, aby jak najszybciej wyrwać się z tej zależności. Mimo że nie jest to łatwe, bo w Polsce można wskazać działania silnego lobby na rzecz rosyjskich interesów. Dopiero niedawno nagłośniono działania byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który okazał się być lobbystą, reprezentantem interesów rosyjskiego oligarchy Wiaczesława Kantora, właściciela spółek, które weszły już do akcjonariatu tarnowskich „Azotów”. Są to w większości spółki rejestrowane na Cyprze, na brytyjskich Wyspach Dziewiczych, w Nowogrodzie Wielkim, Luksemburgu, czyli w tzw. rajach podatkowych.

- Dlaczego taka wyprzedaż tarnowskich „Azotów” jest dla Polski wyjątkowo niekorzystna?

- Dlatego, że poprzez swojego właściciela spółki te są narzędziem polityki Federacji Rosyjskiej.

- Skąd to wiemy?

- 25 lutego tego roku na zaproszenie Michaiła Margiełowa, przewodniczącego Komitetu Spraw Zagranicznych Rady Federacji Rosyjskiej (odpowiednika naszego Senatu), do Moskwy pojechała delegacja polskiego Sejmu i Senatu. Podczas spotkania rozmawiano o polsko-rosyjskich relacjach gospodarczych. Okazało się, że wśród biznesmenów po stronie rosyjskiej był właśnie Wiaczesław Kantor, zaś rosyjscy politycy wielokrotnie wymieniali właśnie Acron, jedną z jego spółek, jako bardzo dobry podmiot gospodarczy, który powinien uczestniczyć w polsko-rosyjskich relacjach gospodarczych. I w ten właśnie rosyjski lobbing polityczno-gospodarczy wpisuje się Aleksander Kwaśniewski, który w dodatku wciąga w tę niejasną sytuację premiera Tuska i jego doradców. Zabiegi pana Kwaśniewskiego okazały się na tyle skuteczne, że spółka Acron zaczęła systematycznie skupować akcje tarnowskich „Azotów”.

- Można więc już bez przesady mówić dziś o wyjątkowo wzmożonej rosyjskiej ekspansji na gospodarczo-energetyczne cele Polski?

- O tym niebezpieczeństwie wiemy od dawna. Mamy za sobą już kilkakrotne podejścia rosyjskich spółek np. do rafinerii polskich, na szczęście nieudane. Mam nadzieję, że przejęcie polskiej chemii Rosjanom też się nie uda.

- Jest to jednak bardziej nadzieja niż pewność?

- Niestety, tak. Sytuacja „Azotów” jest niedobra m.in. dlatego, że Ministerstwo Skarbu Państwa nie ma w tej sprawie spójnej strategii. Nieomalże w tym samym czasie ogłasza plan prywatyzacji, w którym zakłada, że państwo sprzeda swoje udziały w branży chemicznej, a zaraz potem reaguje na agresywne działania Acronu w Tarnowie, konsolidując „Azoty” tarnowskie z zakładami w Puławach. To spowodowało, że udziały Skarbu Państwa w połączonej spółce wzrosły do 45 proc. Jednak w tym samym momencie wiceminister skarbu oświadczył, że zgodnie z prawem ogłosi wezwanie na zakup akcji do 66 proc. albo zejdzie poniżej 33 proc....

- I zszedł...?

- Tak, okazuje się, że w kwietniu Skarb Państwa sprzedał ponad 12 proc. swoich udziałów... Tak więc Wiaczesław Kantor je skupuje, a polski Skarb lekką ręka sprzedaje. A zważywszy na to, że 30 proc. udziałów w tej spółce to akcjonariat rozproszony, to właściwie w każdej chwili też może się on znaleźć w rękach pana Kantora.

- Z tego wniosek, że polski rząd - mimo dość butnych deklaracji premiera - nie do końca rozumie interesy Polski...

- W każdym razie trudno się tu doszukać konsekwencji, która by wynikała ze zrozumienia polskiego interesu. Ta niejasna sytuacja zaprasza do Polski wszystkich tych, którzy wiedzą, jak łatwo można skorzystać z wahań i niepewności polskiego rządu. Może tu też chodzić o stworzenie sytuacji - jakiej chciałby np. Aleksander Kwaśniewski - w której interes państwa w sferze gospodarczej nie istnieje i w związku z tym jest otwarte pole do działania dla każdego kapitału, nawet takiego, jak ten bezpodatkowy, za to politycznie jednoznacznie podporządkowany kapitał Wiaczesława Kantora. Na to nie może być zgody.

- Nawet w warunkach liberalnej gospodarki?

- Tak, bo abstrahując już od względów bezpieczeństwa państwa, z tym kapitałem wnoszone są do Polski dzikie obyczaje gospodarcze, powszechne za naszą wschodnią granicą, a których u siebie nie chcemy! Chcemy, żeby Polska miała gospodarkę w pełni transparentną, której strategia mogłaby być kształtowana mimo wszystko z poziomu rządu (choćby z uwagi na bezpieczeństwo energetyczne).

- Jednak polityczne lobby dążące do gospodarczego bezwarunkowego otwarcia się Polski w stronę Rosji jest dziś dość silne, choć na pierwszy rzut oka trudno je zidentyfikować.

- Trudno, bo wiedza o wielu konkretnych działaniach wykorzystujących słabość rządu nie jest powszechnie dostępna. Jedno jest pewne, lobby to robi wszystko, aby w Polsce nie było silnej władzy, bo silny rząd nigdy nie pozwoliłby, żeby strategiczne sektory polskiej gospodarki rozwijały się niezgodnie z polskim interesem.

- O tym, że polski rząd jest słaby, Rosja mogła się przekonać w „laboratorium” katastrofy smoleńskiej...

- Tak. To, że w tej chwili mamy do czynienia z nasileniem wrogich działań na poziomie gospodarczym, moim zdaniem, wynika także z tego, że Rosjanie doszli do wniosku, iż rząd Donalda Tuska jest bardzo słaby i nie umie się przeciwstawić nawet wtedy, gdy może mieć rację... I pozwala na stosowanie wobec Polski metody faktów dokonanych.

- Jednak dziś to sam premier Tusk mówi o zagrożeniu bezpieczeństwa energetycznego kraju, o potrzebie utrzymania w dobrej kondycji strategicznych sektorów gospodarki. Mowa-trawa?

- Raczej tak. Dziś potrzeba mocnych konkretów. Przede wszystkim opisania stanu rzeczy - niestety, złego - i natychmiastowego podjęcia koniecznych działań. A trudno się tego doszukać. Tu i ówdzie pojawiają się głosy, że polityka energetyczna przygotowana przez rząd Tuska wymaga rewizji, ponieważ sytuacja się zmieniła. Rzeczywiście, sytuacja jest dynamiczna i rząd powinien na nią reagować błyskawicznie, a nie reaguje...

- Właściwie dlaczego?

- Może po prostu dlatego, że w rządzie Tuska nie ma zrozumienia tego, jak fundamentalnie ważne dla kraju jest jego bezpieczeństwo energetyczne i bezpieczny rozwój strategicznych sektorów gospodarki. A poza tym nie ma pomysłu na rozwiązywanie nawarstwiających się problemów. Nie może być tak, że w Polsce z jakichś powodów nagle przestaje się budować elektrownie.

- A właśnie się przestaje, dlaczego?

- Naprawdę trudno to zrozumieć, dlaczego do tego dopuszczono! To jest skandal! Ten rząd, nie wiadomo dlaczego, działa bardzo opieszale, jakby nie ogarniał skomplikowania i powagi sytuacji. Trudno wytłumaczyć wszystkie zaniechania i zaniedbania. Dlaczego już półtora roku czekamy na ustawodawstwo, które spowoduje, że inwestycje w wydobycie gazu łupkowego w Polsce będą regulowane prawem transparentnym, cywilizowanym, chroniącym interesy polskiego państwa, a także interesy inwestorów?

- Wyhamowanie budów nowych elektrowni - w Polsce głównie węglowych - wiąże się zapewne z unijną polityką klimatyczną wymuszającą ograniczenie emisji CO2.

- Do pewnego stopnia tak. Ale i w tej sprawie rząd powinien działać bardziej zdecydowanie, bo nie może być tak, że kopalnie węgla w Polsce nie są dziś pewne dnia ani godziny... Nie może być takiej sytuacji, że inwestycje w elektroenergetyczne sieci przesyłowe są odsuwane, m.in. dlatego, że rząd Tuska przez 6 lat nie był w stanie przeprowadzić ustawy o inwestycjach liniowych. Można mnożyć tego typu zadania, które trzeba wykonać natychmiast, a które powinny być dawno wykonane.

- Mówi się, że inwestowanie w energetykę w Polsce dziś się nie opłaca. Dlaczego nie powstają nowe elektrownie, dlaczego nie remontuje się starych bloków energetycznych?

- To bardzo zasadnicze pytanie. Niedawno spółka PGE budująca elektrownię w Opolu oświadczyła, że musi zrezygnować z tej inwestycji, bo jej się to zwyczajnie nie opłaca. Jest to decyzja być może wytłumaczalna na poziomie biznesowym, ale niedopuszczalna na płaszczyźnie strategicznego zarządzania bezpieczeństwem energetycznym kraju.

- Skoro tak, to rząd nie powinien był do tego dopuścić...

- Tak i dlatego jest to bardzo dziwna decyzja. Być może PGE jako spółka Skarbu Państwa zamiast inwestować, musi oddać pieniądze z dywidend min. Rostowskiemu na łatanie dziury w budżecie.

- Czy obostrzenia wynikające z tzw. pakietu klimatycznego już dziś zaznaczają swój wpływ na nowe inwestycje elektroenergetyczne?

- Wpływają na planowanie budowy nowych elektrowni. Na progu rezygnacji z inwestycji jest francuski EDF w Rybniku. Wszystko zależy od tego, czy dostanie przydział darmowych emisji CO2. Ten inwestor oczekuje od polskiego rządu negocjacji z Komisją Europejską w sprawie zmiany warunków.

- Jeśli pakiet klimatyczny nabierze mocy, to polska energetyka oparta na węglu po prostu polegnie?

- Niekoniecznie, choć może być bardzo trudno, i rząd polski powinien negocjować warunki stawiane inwestycjom przez pakiet klimatyczny. Nasz obecny problem wiąże się jednak przede wszystkim z brakiem obliczalności przy długoterminowym projektowaniu biznesu. Jeżeli dziś nie wiadomo, jakie będą ceny emisji CO2 za kilka lat, to trudno obliczyć, jaki będzie zwrot z tej inwestycji. Trudno więc potencjalnym inwestorom podpisywać umowy kredytowe z bankami. Na razie korzystne dla nas może być obecne załamanie handlu emisjami i gwałtowny spadek opłat za emisję dwutlenku węgla. A jeszcze korzystniejsze byłoby, gdyby w UE całkowicie odstąpiono od zamiarów walki z klimatem.

- Najbardziej korzystne byłoby, gdyby UE zweryfikowała swą politykę klimatyczną...

- To prawda. Wiele osób uważa już, że to nie jest niemożliwe. Pojawia się coraz więcej nacisków ze strony europejskiego biznesu na odejście od obecnej polityki klimatycznej, która powoduje, że gospodarka europejska staje się niekonkurencyjna w stosunku do reszty świata. To wszystko jednak nie jest jeszcze rozstrzygnięte i w związku z tym inwestorzy zamierzający budować elektrownie ociągają się, wyczekują na lepsze czasy. A dla Polski ten uciekający czas jest niezwykle istotny, ponieważ znaczącą część naszych zdolności produkcyjnych w sektorze elektroenergetycznym do lat 2016-2018 będziemy musieli co najmniej zmodernizować.

- A to chyba jest zupełnie nierealne?

- Ciągle jeszcze można to zrobić, jednak pod warunkiem, że te nowe konieczne inwestycje będą podejmowane już teraz i to w sposób zdecydowany.

- Co jest potrzebne, aby te inwestycje były podejmowane w sposób zdecydowany?

- Odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju rząd powinien jak najszybciej sprawić, by przynajmniej spółki z udziałem Skarbu Państwa jako ważne kryterium swego działania uwzględniały właśnie bezpieczeństwo energetyczne kraju. Spółki się przed tym bronią, twierdząc, że działają według kodeksu spółek handlowych, w którym nie istnieje kryterium bezpieczeństwa państwa. Jedynie PGNiG ma statut, w którym to kryterium zostało wpisane, natomiast w spółkach elektroenergetycznych takich zapisów nie ma. Być może należałoby je wprowadzić.

- Jak tego rodzaju zapis w praktyce wpływałby na funkcjonowanie, a zwłaszcza na inwestycje spółki?

- Taki zapis powoduje, że zarządy tych spółek podejmujące decyzje o inwestycjach z uwzględnieniem bezpieczeństwa energetycznego, a nie kierując się tylko kwestiami biznesowymi, nie będą narażały się na zarzut działania na szkodę spółki.

- Bezpieczeństwo energetyczne powinno być bezwzględnie nadrzędnym celem w działaniach tych spółek?

- Przynajmniej równoległym. Wtedy inwestycje dyktowane względami bezpieczeństwa kraju byłyby bardziej możliwe.

- Sprawa wydaje się oczywista i prosta. Czy jednak możliwa do przeprowadzenia w obecnej aurze politycznej?

- Myślę, że to jest, niestety, mało prawdopodobne. I pozostaje tu tylko stwierdzić, że im krócej będzie rządził Donald Tusk, tym lepiej dla Polski.

Abp Jędraszewski: atakuje się Kościół po to, aby przestał upominać się o ludzkie życie

2019-03-26 08:55

led / Kraków (KAI)

Dzisiaj atakuje się Kościół po to, aby pozbawić go autorytetu i wykorzystuje się niektóre grzechy ludzi Kościoła, grzech a więc zło, po to aby doprowadzić do tego, aby Kościół przestał mówić, by już nie bronił i nie upominał się o ludzkie życie - mówił abp Marek Jędraszewski 25 marca z okazji Dnia Świętości Życia w Bazylice Mariackiej w Krakowie. Hierarcha podkreślił, że największą zbrodnią jaką człowiek może wyrządzić drugiemu człowiekowi jest pozbawienie go życia, zwłaszcza gdy chodzi o istotę zupełnie bezbronną i niewinną.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

W homilii abp Marek Jędraszewski powiedział, że w obecny świat wiele czyni, aby radość z przyjścia na świat dziecka została stłumiona. - Znajduje to swój wyraz w przerażającej praktyce aborcji, która w wielu demokratycznie ustanowionych prawodawstwach jawi się jako prawo człowieka, zwłaszcza kobiety, prawo do zabijania – wyjaśniał.

Odwołując się do słów św. Jana Pawła II podkreślił, że jest to akt głęboko niemoralny. - Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona, ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga(... ) - mówił. - Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej. Czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory, czy umierający – dodał arcybiskup.

Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać, a każda istota ludzka jest absolutnie równa wobec prawa.

- W tej cywilizacji śmierci, która chce także zagarnąć nasze sumienia i naszą wrażliwość i chce doprowadzić do tego, abyśmy przyzwalali na to w imię tak zwanej tolerancji. Na to jedyną odpowiedzią jest uświadomienie sobie raz jeszcze czym jest życie człowieka i jaka jest jego wartość - podkreślił.

Według niego, bezwarunkowe opowiedzenie się po stronie życia zyskuje znaczenie religijne i moralne, gdy wypływa z wiary i jest przez nią ukształtowane. - Największą zbrodnią jaką człowiek może wyrządzić drugiemu człowiekowi jest pozbawienie go życia, zwłaszcza gdy chodzi o istotę zupełnie bezbronną i niewinną. To jest największa zbrodnia. Nie te inne, o których z taką niekiedy agresją mówi współczesny świat – powiedział abp Jędraszewski.

- To, że dzisiaj Kościół jest atakowany to dlatego, że chodzi o to, aby Kościół pozbawić autorytetu. Tak niezbędnego autorytetu, aby bronić każde ludzkie życie. I wykorzystuje się niektóre grzechy ludzi Kościoła, grzech a więc zło, po to aby doprowadzić do tego, aby Kościół przestał mówić, by już nie bronił i nie upominał się o inne ludzkie życie – mówił hierarcha.

- Zło jest złem, grzech jest grzechem, w przypadku ludzi Kościoła powołanych do Boga, aby świadczyć o miłości Bożej do człowieka, tym bardziej jest to zło wołające do nieba, ale przecież nie wolno nam zapomnieć, że największym złem jest zabicie niewinnej istoty ludzkiej – dodał arcybiskup. - Kościół nie może tu milczeć, nawet wtedy kiedy pewne państwa chlubiące się swoją demokracją mówią, że aborcja jest prawem przynależnym człowiekowi, że to są wartości europejskie – kontynuował metropolita krakowski, dodając, że to są antywartości. - Europa została zbudowana na chrześcijańskiej wierze, na krwi męczenników, na świadkach wiary aż do końca, na świadkach miłości Boga i drugiego człowieka. To jest prawdziwa Europa, o której zwłaszcza z takim żarem i przejęciem mówił św. Jan Paweł II – podkreślił hierarcha.

- Wiemy i to musimy niekiedy z bólem powiedzieć: wiele jest zła w Kościele, ale przecież Kościół nigdy nie głosił o zdradzie Judasza, to nie było jądro jego przepowiadania. Kościół głosił Ewangelię miłości i Ewangelię życia. I temu zadaniu musi pozostać wierny aż do końca – mówił abp Jędraszewski.

Metropolita krakowski przypomniał, że papież Franciszek na zakończenie spotkania z przedstawicielami Episkopatu upomniał się o wszystkie dzieci na całym świecie, krzywdzone z różnych powodów, ale także z powodu aborcji. Arcybiskup zwrócił uwagę na konieczność działania w imię ludzkiej solidarności, ''by skończyć z tym przerażającym procederem krzywdzenia dzieci we wszystkich wymiarach tej krzywdy''.

- Apel do wszystkich ludzi dobrej woli, ludzi sumienia, by budować świat bardziej człowieczy, a ten świat prawdziwie człowieczy zaczyna się od rodziny, która otwiera się na Ewangelię życia i żyje na co dzień tą życia Ewangelią. (…) Stąd nasze najgłębsze poczucie solidarności z tymi bezbronnymi, niewinnymi istotami, której już istnieją pod sercami ich matek, a które są zagrożone – powiedział abp Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezentacja tomu „Dzieł literackich i teatralnych” Karola Wojtyły

2019-03-26 18:27

md / Kraków (KAI)

W sali Okna Papieskiego Domu Arcybiskupów Krakowskich odbyła się prezentacja 1 tomu „Dzieł literackich i teatralnych” Karola Wojtyły. Zebrano w nim "Juwenilia" - utwory młodzieńcze przyszłego papieża, powstałe w latach 1938-1946.

Biały Kruk/archiwum
Ks. Karol Wojtyła

Publikacja całości „Dzieł literackich i teatralnych” zakończy się w 2020 r., w 100. rocznicę urodzin Karola Wojtyły.

Podstawą edycji są przede wszystkim rękopisy i maszynopisy przechowywane w Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Przy okazji spotkania zaprezentowano trzy rękopisy: „Psałterza - Księgi Słowiańskiej”, „Ballady wawelskich arkad” i niepublikowanego dotąd utworu „Ciągle jestem na tym samym brzegu”.

Na początku prezentacji Henryk Woźniakowski, prezes wydawnictwa Znak, które wydało publikację, przypomniał związki Karola Wojtyły ze środowiskiem Znaku i Tygodnika Powszechnego. Podkreślił, że przyszły papież, do dnia wyboru na Stolicę św. Piotra, opublikował ok. 100 tekstów w tych mediach. „Jednym z owoców tej przyjaźni i współpracy były książki, które wydaliśmy już po wyborze Jana Pawła II” – mówił Woźniakowski. Dodał, że poza tekstami literackimi Znak publikował również jego dzieła filozoficzne i teologiczne.

„Możemy dzięki lekturze i analizie tych, którzy opracowali te dzieła, prześledzić drogę rozwoju duchowego młodego Karola Wojtyły, zwłaszcza czas poprzedzający jego wstąpienie do seminarium” – mówił podczas spotkania metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.

Przewodniczący Komitetu Naukowego wydania dzieł literackich Karola Wojtyły prof. Jacek Popiel zaznaczył, że pierwsza idea krytycznej edycji pism zrodziła się już w latach 90. ub. wieku w kręgu historyków literatury w Krakowie i Warszawie. „Prace mogły się rozpocząć dopiero w 2015 r., kiedy kard. Dziwisz powołał komitet naukowy i dal prawo pełnego wglądu w archiwa kurii” – dodał.

Prof. Popiel mówił, że teksty zawarte w 1 tomie publikacji mają charakter bardzo osobisty. „Pisał je 18-20 letni człowiek, który próbuje zrozumieć swoje miejsce w świecie i stopniowo dojrzewa do decyzji o kapłaństwie” – tłumaczył.

Owocem pracy naukowców jest kilka odkryć, m.in. zmiana datowania utworu „Pieśń o Bogu ukrytym” z 1944 r. na czas między latami 1942 a 1943. Nowością jest też publikacja nieznanego wcześniej utworu Wojtyły „Ciągle jestem na tym samym brzegu”. Odkryła go Anna Karoń-Ostrowska. „Tekst czekał na odnalezienie 41 lat. Opowiada o szczególnym momencie w życiu Karola Wojtyły, między śmiercią jego ojca w lutym 1941 r. a październikiem 1942 r. Opisuje w nim czas zmagań z ludzką miłością” – mówiła podczas prezentacji.

Sekretarz Jana Pawła II kard. Stanisław Dziwisz podkreślał, że wtorkowa prezentacja publikacji była przeżyciem spotkania z Janem Pawłem II. „On powiedział o swojej twórczości: jakbym nie został papieżem, nikt by się tym nie interesował" – mówił hierarcha. Dodał, że dzięki tej publikacji odkrywamy papieża. „Poprzez odkrycie jego twórczości literackiej możemy poznać jego ducha, kim on był jako człowiek” – stwierdził.

Zauważył również, że nie można wykluczyć odnalezienia kolejnych tekstów Karola Wojtyły. „Sam dostałem niedawno od jednej z rodzin tekst, który miał być zapisem Brata naszego Boga, a okazał się zupełnie innym utworem” – wyjawił.

Oprócz tekstów literackich w publikacji zamieszczone są listy Karola Wojtyły do Mieczysława Kotlarczyka i przyjaciela z Wadowic, artysty Wincentego Bałysa oraz utwory niepotwierdzonego autorstwa, których styl wskazuje na to, że wyszły spod ręki młodego Wojtyły.

Każdy z tekstów znajdujących się w książce opatrzony jest notą, która zawiera informację, czy zachował się on w rękopisie czy w maszynopisach, kiedy doczekał się publikacji i jakie były odmiany tekstu. Podczas prac rozstrzygnięto także, które poprawki zostały dokonane ręką autora.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem