Reklama

100 modlitw za Polskę

Fronda w rękach hipsterów

2013-06-20 10:55

Wojciech Dudkiewicz
Edycja warszawska 25/2013, str. 6-7

Marcin Żegliński

To największa zmiana, jaka dokonała się w dwudziestoletniej historii kwartalnika „Fonda”. Zasłużone, związane z Kościołem pismo, przejmuje środowisko młodych i bardzo młodych konserwatystów.

Najważniejsze było to, by zaciekawić, zmusić do refleksji, sprowokować do dyskusji na tematy najistotniejsze, bo związane z Bogiem, Kościołem i wiarą. Takie cele „Fronda” stawiała sobie od początku, od 1994 r. O religii chcieli mówić w sposób wyrazisty, mocny, bez retuszu. Nazwa „Fronda” nie była przypadkowa: w języku starofrancuskim oznacza procę, którą walczył Dawid z Goliatem. I trochę jak Dawid z Goliatem „Fronda” walczyła z neopogaństwem.

Pismo często zajmowało się tematami, którymi nikt inny nie chciał się zajmować. Np. w pierwszym numerze pojawiła się dyskusja na temat istnienia szatana. Tematyka tekstów wskazywała w pierwszych latach, że „Frondę „czytają głównie ludzie młodzi, a co najmniej młodzi duchem. Ale nic nie jest wieczne, zmieniali się naczelni, pismo ewoluowało. I wciąż ewoluuje. Ekipę kierującego od połowy 2010 r. pismem Tomasza Terlikowskiego, czterdziestolatka, zastąpi ekipa trzydziestolatka Mateusza Matyszkowicza, szefa portalu „Teologii Politycznej”, która ma zupełnie inny pomysł na nie.

- Pismo leży i trzeba je podnieść - mówi jeden z nowych „frondystów”. - Będzie bardzo trudno. Karta jest pusta, trzeba ją na nowo pisać. A jak nam się nie uda - będzie koniec „Frondy”.

Reklama

Pismo wciąż poświęcone

O zmianie we „Frondzie” mówiło się od jakiegoś czasu. Z oczywistego powodu: nakład pisma dołował, były też kłopoty z jego formułą. Dawno minęły czasy założycieli pisma, gdy szokowało formą i treścią, a jego autorzy aż tryskali pomysłami i energią. Ostatnio - jak nietrudno zauważyć - mocno akcentowano tematykę bioetyczną i wojnę kulturową we współczesnym świecie, ale z dawną energią i entuzjazmem były kłopoty.

Dotychczasowy szef „Frondy”, Tomasz Terlikowski, człowiek-orkiestra, publicysta TV Republika i wielu tytułów prasowych, szef portalu Fronda.pl, nie odszedł z pisma z własnej woli i sam. Nowa ekipa Mateusza Matyszkowicza pół żartem identyfikuje się z hipster-prawicą, kręgiem młodych prawicowców, nawiązującym do subkultury, deklarującym niezależność i ironiczny stosunek do głównego nurtu kultury masowej (tzw. mainstreamu) oraz akcentującym swoją oryginalność i indywidualność.

Jednak Mateusz Matyszkowicz podkreśla, że nie chciałby, żeby zerwali z dotychczasową tradycją. Będzie inaczej, bo inni ludzie i inaczej będą robić pismo. Natomiast nie oczekujmy zmiany kursu, raczej korekty akcentów itp. - zaznacza, sporo mówiąc o prawicy i konserwatyzmie. Ale czy „Fronda”, „pismo poświęcone” (ma to w podtytule), wciąż będzie miała związki z chrześcijaństwem, katolicyzmem?

- Będą naszą siłą napędową, wierzymy, że chrześcijaństwo to siła, która zmienia świat - zastrzega Matyszkowicz. - Ale nastąpi przesunięcie tematyczne, mocniejsze wejście w tematykę kulturalną. My, ludzie wierzący, nie możemy zaniedbywać dyskusji ze współczesną kulturą, jej opisywania i posługiwania się przy tym własnym językiem.

Inteligenckie wątpliwości

Gdy do Piotra Pałki, szefa portalu Rebelya.pl, dawnego szefa Frondy.pl, przyszedł Matyszkowicz po radę, czy ma przyjąć propozycje, usłyszał, żeby ją brał. Bo gdy trzydziestolatek obejmie „Frondę”, to szansa dla niego, ale przede wszystkim dla pisma.

- W ostatnich latach ewoluowało tak, że przestało być intrygujące, przestało zaskakiwać, starało się być pismem apologetycznym, walczącym o rzeczy, które zdawało się, strona konserwatywna traci, przegrywając debatę o współczesności - mówi Piotr Pałka. - Grzegorz Górny (założyciel pisma), a potem Tomasz Terlikowski uznali z czasem, że trzeba porzucić inteligenckie wątpliwości, chęć prowokowania itp., a na sztandarach trzeba nieść tematy takie jak aborcja, eutanazja, in vitro. Pismo poszło w stronę, w którą nie powinno. Wyjałowiło to, wypłukało pismo z tego, co w nim najlepsze.

Piotr Pałka, który uważa, że eksperyment z Terlikowskim nie udał się (jest solistą - i już!), będzie zastępcą swojego rówieśnika Mateusza Matyszkowicza, choć - jak zaznacza - bardzo się z nim różni. A jeszcze bardziej różni się z innymi nowymi tuzami pisma: Dawidem Wildsteinem z „Gazety Polskiej Codziennie”, zafascynowanym syjonizmem, z Samuelem Pereirą (też GPC), który ma temperament wybitnie polityczny, czy z Adrianem Sinkowskim, związanym z Centrum Myśli Jana Pawła II. Róznice, jak uważa, nie wykluczają współpracy. Po prostu, pięknie się różnią.

W poważniejszej formie

Mateusz Matyszkowicz nie ukrywa, że szansę pisma widzi w - jak to określa - silnej krucjacie wśród młodych ludzi. - Także tych młodszych ode mnie o 10 lat - a mam 32 lata - zaznacza. - Sam byłem bardzo młody, gdy zacząłem czytać „Frondę” i gdy działała mi na wyobraźnię. „Fronda” może być - tak jak kiedyś - dobrym miejscem inicjacji intelektualnej, kulturowej dla młodych, nastawionych konserwatywnie ludzi. Mało jest takich miejsc.

Hipster - prawica powstała jako ekumeniczna, w sensie środowiskowym, inicjatywa, młodych ludzi, którzy postanowili pokazać, że konserwatyści też spotykają w kawiarni, piją kawę i prowadzą dyskurs. Nie musieli i nie muszą się we wszystkim zgadzać, ale gdzieś tam są punkty styczne.

- Chcielibyśmy przenieść do „Frondy” sposób prowadzenia dyskusji wewnątrz środowisk konserwatywnych. Stąd taka różnorodność: jestem ja, jest Samuel Pereira, tradycjonalistyczny katolik, Dawid Wildstein. Dyskusja może odbywać się w formie poważniejszej i tym miejscem może być „Fronda” - mówi Mateusz Matyszkowicz.

Prowadząc projekt hipster prawicy - projektu o cechach prowokacji ideowej - zauważyli, że młodzi ludzie, dotychczas wprost nie identyfikujący się z konserwatyzmem, czy z prawica, a którzy są ich naturalnymi sojusznikami, mają ogromny potencjał. Potrzebują jakiej formy identyfikacji. Może będzie nią „Fronda”, środowisko, jakie się wokół niej wytworzy?

- Kto wie, może dziś, ja czy np., Piotr Pałka, nie bylibyśmy konserwatystami, gdyby nie było impulsu ze strony „Frondy”? Młodzi ludzie dziś też potrzebują chyba takiego impulsu.

Powrót do źródeł

Grzegorz Górny, założyciel i pierwszy szef pisma, nie może się oprzeć wrażeniu, że on sam coś takiego przeżywał. - Kiedy byłem naczelnym „Frondy”, było to mniej więcej środowisko, pokolenie ludzi urodzonych w latach 60. i 70. - mówi. - Gdy zaczęliśmy robić mieliśmy po 20 parę lat i pismo razem z nami wzrastało, ewoluowało, zmieniało się. I teraz dokonuje się powrót do źródeł w tym sensie, że znowu objęli go dwudziestoparolatkowie! Pokolenie, jakim my byliśmy 20 lat temu, ale zupełnie inne.

To - uważa - pokazuje żywotność myśli chrześcijańskiej, że w tym środowisku następuje reprodukcja pokoleń, rewitalizacja pisma. - Ale na razie wszystko jest w sferze projektów. Musimy czekać na efekt. Jestem emocjonalnie związany z tytułem. Mam nadzieję, że kolegom uda się pchnąć w pismo nowego ducha.

Zmiana - nikt nie ma wątpliwości - największa jakościowo w historii pisma - i wytworzonego wokół niej środowiska - jest uzasadniona okolicznościami. Pismo przeżywało trudne chwile. - Nie wzbudzało emocji, jak kiedyś, „nie mówiło się” o nim. Zatracało dawny mit. Mit z czasów założycieli pisma: Górnego i Rafała Smoczyńskiego - wypalił się - uważa Piotr Pałka. Trzeba szukać nowego mitu.

Tagi:
media gazeta

Rada KEP ds. Środków Społecznego Przekazu o potrzebie przygotowania społeczeństwa do odbioru mediów

2018-10-12 09:59

mp / Częstochowa (KAI)

Rada KEP ds. Środków Społecznego Przekazu spotkała się 11 października na Jasnej Górze, pod przewodnictwem abp. Wacława Depo. Jej prace skoncentrowane były wokół przygotowania nowego dokumentu nt. troski Kościoła o mediach, którego ważnym elementem będzie potrzeba edukacji polskiego społeczeństwa do odbioru mediów. Goszczący na spotkaniu przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski podkreślił, że „współczesna rewolucja informacyjna może mieć skutki społeczne, porównywalne z wynalezieniem druku”.

Niedziela TV/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Rada KEP ds. Środków Społecznego Przekazu

Na początku obrad przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu abp Wacław Depo podkreślił wagę zaangażowania w posługę prawdy, szczególnie, że przeżywamy obecnie dwie znamienne rocznice: 40. rocznicę wyboru Jana Pawła II oraz 100-lecie niepodległości. „Ten dar Bożej Opatrzności jest dla nas, jako przedstawicieli mediów katolickich, szansą i zobowiązaniem” – zaznaczył. Arcybiskup zapowiedział jednocześnie hasło orędzia, jakie papież Franciszek ogłosi 24 stycznia 2019 r. na kolejny, 53. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. Będzie ono brzmieć: „Wszyscy tworzymy jedno (Ef 4. 25). Od społeczności sieciowej do wspólnot ludzkich”. Wyjaśnił, że Ojciec Święty skupi się w nim m.in. na kwestiach wykorzystywania sieci społecznościowych. Przypomniał, że w swoim pierwszym orędziu na Dzień Środków Społecznego Przekazu w 2014 r. Franciszek wezwał, aby internet był „miejscem bogatym w wartości ludzkie, nie siecią przewodów, lecz ludzkich osób”.

Ważnym tematem obrad był przygotowywany przez Radę ds. Środków Społecznego Przekazu dokument nt. troski Kościoła o media. Dokument, który zostanie ogłoszony za kilka miesięcy, zawierać będzie najpierw omówienie stanowiska Kościoła wobec mediów, które – jak podkreślił ks. prof. Michał Drożdż w Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie – jest zasadniczo pozytywne. „Kościół traktuje je jako szansę dla budowania międzyludzkiej wspólnoty, ale jednocześnie ostrzega przed licznymi zagrożeniami, jakie one niosą” – zaznaczył.

Wiele miejsca w dokumencie zostanie poświęcone ukazaniu szansy, jaką współczesne media stanowią dla procesu ewangelizacji. Główny jednak nacisk – zdaniem ks. Drożdża, głównego redaktora dokumentu – położony zostanie na potrzebę przygotowania odbiorców do właściwego korzystania z mediów, w szczególności z mediów społecznościowych.

„Media – wyjaśniał ekspert – szczególnie internet, są ogromnym generatorem i propagatorem stylów życia, sposobów myślenia, oceniania, wartościowania, narzędziem perswazji, a także negatywnych procesów: propagandy, manipulacji, dezinformacji i deprawacji”. Ponadto „istnieje w mediach silny kulturowy wpływ myśli postmodernistycznej, negującej obiektywny związek między znakiem a jego znaczeniem. (...) Media nie tyle odzwierciedlają rzeczywistość, ale ją kreują”.

W związku z tym – podkreślał ks. Drożdż – należy „kształtować odpowiednie postawy do odbioru mediów: postawę krytycyzmu, odpowiedzialnego wyboru, twórczej aktywności”. Wyjaśniał, że współczesny człowiek „jest całkowicie pochłonięty przez proces społecznego komunikowania, a w rzeczywistości oddala się od faktycznego życia i traci zdolność do wchodzenia w relacje z realnymi osobami i wypełniania swojego powołania”.

Gościem dzisiejszego spotkania Rady ds. Środków Społecznego Przekazu był Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Podkreślił, że „współczesna rewolucja informacyjna może mieć skutki społeczne porównywalne z wynalazkiem druku”. Jego zdaniem powszechny dostęp do informacji jest czymś w oczywisty sposób pozytywnym, ale może mieć też wiele negatywnych i bardzo niebezpiecznych skutków. Jednym z nich jest relatywizacja pojęcia „prawdy”, którego dziś w praktyce się nie używa. „Są natomiast istniejące obok siebie różne «równoległe prawdy», nadawane przez różnych nadawców, pomiędzy którymi nie istnieje już żaden dialog” - wyjaśniał.

Dodał, że dzisiejszy świat jest znacznie bardziej spolaryzowany niż nawet kilkanaście lat temu, co doskonale widzimy i w Polsce. Świadczy o tym m.in. fakt, że „Polacy coraz częściej nie potrafią się dogadać nawet przy rodzinnym stole. A dzieje się tak, gdy po jednej jego stronie siadają ludzie znajdujący się pod wpływem narracji jednych mediów, a po drugiej innych”. Każde z nich prezentuje na tyle odmienny obraz świata, a nie ma pomiędzy nimi niemal nic wspólnego.

Gwałtowny rozwój internetu, zdaniem Kołodziejskiego, bardzo obniżył status zawodu dziennikarskiego. Dziś dziennikarz faktycznie już nie stara się tworzyć obiektywnych informacji, tylko goni za nimi, aby nie być spóźnionym za innymi, gdyż od tego zależy „sprzedawalność” medium, w jakim pracuje. Powoduje to jednak dramatyczny spadek jakości nadawanych treści. „W mediach dziś, w miejsce troski o obiektywizm, króluje pogoń za sensacją i rozrywką. A cały przekaz bazuje głównie na emocjach” – podkreślił Kołodziejski. „W takiej przestrzeni doskonale „sprzedają” się politycy, gdyż wystarczy posadzić ich naprzeciwko siebie i bez żadnego wkładu pracy od strony dziennikarza, natychmiast mamy ekscytujący, brutalny spektakl, a słupki oglądalności skaczą wysoko” - dodał.

Jedną z przyczyn tej „gry na emocjach widza” – wyjaśnił prezes KRRiTv – jest proces stopniowej ucieczki reklamy z telewizji i innych tradycyjnych mediów do internetu. W związku z czym nadawcy telewizyjni i wydawcy prasy, chcąc zachować reklamę u siebie, gwałtownie obniżają poziom, tak aby mieć jak najszerszą publikę. Jest to rodzaj równi pochyłej. Kołodziejski poinformował, że rynek reklamy w Polsce jest stały i wynosi on ok. 4 mld zł rocznie. Do niedawna „tort” ten był on dzielony pomiędzy głównych nadawców telewizyjnych, dziś natomiast coraz bardziej konsumowany jest przez nadawców internetowych.

Prezes KRRiTv zgodził się w pełni ze zdaniem Kościoła o pilnej potrzebie edukacji medialnej społeczeństwa. „Jest ona bardziej potrzebna niż kiedykolwiek, gdyż jeśli chcemy zapewnić bezpieczeństwo użytkownikom mediów, to musimy ich nauczyć asertywności, czyli zmniejszenia podatności na oferowane treści” - skonstatował.

Anna Dąbrowska, prezes Zarządu Głównego Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, zaprezentowała jego aktualną działalność. KSD skupia obecnie ok. 350 członków, najprężniejszy ośrodek posiada w Łodzi, a do bardziej aktywnych należą także oddział gdański, krakowski i częstochowski. Oddział częstochowski koncentruje się wokół redakcji tygodnika „Niedziela” i corocznie organizuje m.in. Przegląd Filmów Dokumentalnych Niepoprawnie Prawdziwych. Poinformowała, że w tym roku inicjatywa ta została podjęta także w Chicago, gdzie dla społeczności anglojęzycznej prezentowane są najwartościowsze polskie filmy, koncentrujące się na kwestii naszej historii, tożsamości i kultury religijnej. Festiwalowi w Chicago patronuje hasło: „Polska wierząca, walcząca i trwająca”.

Następne spotkanie Rady KEP ds. Środków Społecznego Przekazu odbędzie się 14 marca 2019 r. w Warszawie.

Radzie KEP ds. Środków Społecznego Przekazu przewodniczy abp Wacław Depo. Jej członami są: biskupi - Tadeusz Bronakowski, Adam Lepa i Józef Szamocki, a konsultorami: prof. Andrzej Drzycimski, red. Lidia Dudkiewicz, ks. Marek Gancarczyk, ks. prof. Józef Kloch, ks. Andrzej Majewski SJ, ks. prof. Robert Nęcek, red. Marcin Przeciszewski, red. Sylwia Sułkowska, ks. Maciej Szczepaniak, ks. Henryk Zieliński, ks. Paweł Gronowski, ks. Tomasz Olszewski, ks. prof. Michał Drożdż, ks. prof. Mirosław Chmielewski CSsR i prof. Monika Przybysz. Sekretarzem Rady jest ks. Piotr Zaborski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Franciszek: Bogu możemy powiedzieć o wszystkim

2018-12-12 10:32

tłum. st (KAI) / Watykan

„Bóg jest Ojcem, który ma dla nas ogromne współczucie i chce, aby Jego dzieci mówiły do Niego bez lęku. Dlatego możemy Jemu powiedzieć o wszystkim, także o sprawach, które pozostają w naszym życiu wypaczone i niezrozumiałe. I obiecał nam, że zostanie z nami na zawsze, aż po ostatnie dni, które spędzimy na tej ziemi” – powiedział papież podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie. Ojciec Święty kontynuował cykl katechez na temat modlitwy „Ojcze nasz”. Jego słów w auli Pawła VI wysłuchało dziś około 7 tys. wiernych.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kontynuujemy rozpoczęty w zeszłym tygodniu cykl katechez na temat „Ojcze nasz”. Jezus wkłada w usta swoich uczniów krótką, lecz śmiałą modlitwę złożoną z siedmiu próśb - liczby, która w Biblii nie jest przypadkowa, a wskazuje na pełnię. Twierdzę, że jest to modlitwa śmiała, bo gdyby nie zasugerował nam jej Chrystus, to prawdopodobnie nikt z nas, a nawet nikt z najsłynniejszych teologów nie odważyłby się modlić do Boga w ten sposób.

Istotnie Jezus zachęca swoich uczniów, by zbliżyli się do Boga i skierowali do Niego ufnie pewne prośby: przede wszystkim odnoszące się do Niego, a następnie do nas. W „Ojcze nasz” nie ma preambuł. Jezus nie naucza formuł, by „przypodobali się” Panu, przeciwnie, zachęca ich, by modlili się do Niego, obalając bariery podległości i lęku. Nie mówi, aby zwracać się do Boga nazywając go „Wszechmogącym”, „Najwyższym”, „Ty, który jesteś tak od nas odległy”, „jestem nędznikiem” – nie, w żadnym wypadku, ale po prostu „Ojcze”, z całą prostotą, tak jak dzieci zwracają się do swego ojca, a to słowo „Ojcze” wyraża zażyłość, dziecięce zaufanie.

Modlitwa „Ojcze nasz” ma swoje zakorzenienie w konkretnej rzeczywistości człowieka. Na przykład każe nam prosić o chleb, chleb powszedni: jest to prośba prosta, ale istotna, która mówi, że wiara nie jest kwestią „dekoracyjną”, oderwaną od życia, pojawiającą się wówczas, gdy zostały zaspokojone wszystkie inne potrzeby. Modlitwa zaczyna się właściwie od samego życia. Jezus uczy nas, że modlitwa nie zaczyna się w życiu człowieka po napełnieniu żołądka, a raczej zakorzenia się wszędzie tam, gdzie jest człowiek, każdy człowiek, który jest głodny, płacze, walczy, cierpi i zastanawia się, „dlaczego ”. Naszą pierwszą modlitwą w pewnym sensie było kwilenie towarzyszące pierwszemu oddechowi. W tym płaczu noworodka zapowiadał się los całego naszego życia: nasz nieustanny głód, nasze ciągłe pragnienie, nasze poszukiwanie szczęścia. Jezus w modlitwie nie chce zgasić tego, co ludzkie, nie chce tego znieczulić. Nie chce, abyśmy łagodzili pytania i prośby, ucząc się znosić wszystko. Pragnie natomiast, aby każde cierpienie, każdy niepokój wzniosły się ku niebu i stały się dialogiem.

Mieć wiarę, to nawyk wołania – mawiała pewna osoba. Wszyscy powinniśmy być jak Bartymeusz z Ewangelii (por. Mk 10, 46-52), pamiętamy Bartymeusza syna Tymeusza, tego ślepca, który żebrał u bram Jerycha. Wokół niego było wielu porządnych ludzi, którzy kazali mu milczeć, aby nie przeszkadzał Mistrzowi swoimi irytującymi krzykami. Ale on nie słuchał tych rad. Domagał się ze świętym uporem, aby jego nędza mogła wreszcie spotkać Jezusa, i zawołał głośniej. A ludzie dobrze wychowaniu upominali go, ale on na to nie zwracał uwagi, bo chciał być uzdrowiony: „Jezu, ulituj się nade mną!” (w. 47). Jezus przywrócił mu wzrok i powiedział: „Twoja wiara cię uzdrowiła” (w. 52), jakby wyjaśniając, że dla jego uzdrowienia decydujące znaczenie miała ta modlitwa, to wołanie wykrzyczane z wiarą, silniejsze niż „zdrowy rozsądek” wielu ludzi, którzy chcieli go uciszyć. Modlitwa nie tylko poprzedza zbawienie, ale w pewien sposób już je zawiera, bo uwalnia od rozpaczy ludzi niewierzących w wyjście z wielu sytuacji nie do zniesienia.

Oczywiście, bo wierzący także odczuwają potrzebę chwalenia Boga. Ewangelie przypominają nam okrzyk radości, który wybucha z serca Jezusa, pełnego wdzięcznego zadziwienia wobec Ojca (por. Mt 11,25 - 27). Pierwsi chrześcijanie odczuwali potrzebę dodania do tekstu „Ojcze nasz” doksologii: „gdyż Twoja jest moc i chwała na wieki” (Didache, 8, 2).

Ale nikt z nas nie ma obowiązku zaakceptowania teorii, wysuniętej przez kogoś w przeszłości, jakoby modlitwa prośby była niedoskonałą formą wiary, a modlitwą najbardziej autentyczną byłoby czyste uwielbienie, poszukujące Boga nie obciążone jakąkolwiek prośbą – nie, to nieprawda. Modlitwa prośby jest autentyczna, jest spontaniczna. Jest aktem wiary w Boga, który jest ojcem, który jest dobry, wszechmogący. Jest aktem wiary we mnie, który jestem maluczki, grzeszny, potrzebujący. I dlatego modlitwa prośby jest bardzo szlachetna. Bóg jest Ojcem, który ma dla nas ogromne współczucie i chce, aby Jego dzieci mówiły do Niego bez lęku, wprost: „Ojcze!”, czy to w trudnościach: „Panie, co mi zrobiłeś?”, bezpośrednio. Dlatego możemy Jemu powiedzieć o wszystkim, także o sprawach, które pozostają w naszym życiu wypaczone i niezrozumiałe. I obiecał nam, że zostanie z nami na zawsze, aż po ostatnie dni, które spędzimy na tej ziemi. Odmawiajmy „Ojcze nasz”, rozpoczynając w ten sposób, prosto: „Ojcze” lub „Tatusiu”, a On nas rozumie i bardzo miłuje. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

LMW zaprasza na uroczyste otwarcie zmodernizowanej wystawy

2018-12-12 21:27

Magdalena Poradzisz - Cincio

W związku z realizacją projektu „Modernizacja wystawy stałej Żołnierz Polski 1914-1945 w stulecie odzyskania niepodległości” w Lubuskim Muzeum Wojskowym w Drzonowie trwają intensywne prace związane z aranżacją nowej wystawy stałej.

Archiwum LMW

Stara wystawa została całkowicie zdemontowana, sala wyremontowana (pomalowano ściany, odnowiono podłogi). Wszystkie eksponaty prezentowane będą w nowoczesnych gablotach, wykonanych według najnowocześniejszych norm bezpieczeństwa.

Realizacja projektu umożliwi stworzenie nowej aranżacji wystawy stałej uzupełnionej nowoczesnymi środkami przekazu oraz wprowadzenie narracji, która kształtować będzie świadomość historyczną odbiorców. Nowe gabloty podniosą bezpieczeństwo prezentowanych zbiorów, w tym broni palnej oraz umożliwią ich atrakcyjniejszą aranżację. Tłem, a zarazem środkiem przekazu, będą duże wydruki zdjęć wielkoformatowych, wykonanych z cyfrowej kopii zdjęć archiwalnych z naszych zbiorów. Wydruki umieszczone zostaną na tylnych ścianach gablot.

Wystawie towarzyszyć będzie bogato ilustrowany katalog.

Zmodernizowana wystawa przedstawiać będzie następujące bloki tematyczne:

1. Polski czyn zbrojny w I wojnie światowej oraz okresu wybijania się na Niepodległość i walk o granice z lat 1914-1921;

2. Wojsko Polskie II RP (w tym bloku szczególnie wyróżnione będą m.in. polskie pistolety Vis. W zbiorach naszej placówki znajduje się unikatowy, pochodzący z prototypowej serii pistolet Vis wz. 32);

3. Wojna Obronna 1939 r.;

4. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie i wyposażenie wojsk alianckich;

5. Udział lotników polskich w II wojnie światowej;

6. Walki o Monte Cassino;

7. Polskie Państwo Podziemne i Powstanie Warszawskie;

8. Wyposażenie i uzbrojenie wojskowe Państw Osi;

9. Ludowe Wojsko Polskie i jego udział w ofensywie radzieckiej lat 1944-1945;

10. Kobiety–żołnierze.

Na uroczyste otwarcie zmodernizowanej wystawy "Żołnierz Polski 1914-1945" zapraszamy tuż po świętach - 27.12.2018 o godz. 13.00. Wstęp wolny!

Projekt "Modernizacja wystawy stałej Żołnierz Polski 1914-1945 w stulecie odzyskania niepodległości" został dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem