Reklama

O Róży Zamoyskiej w setną rocznicę urodzin

Razem „na wozie i pod wozem”

2013-06-26 14:09

Dorota Łukomska
Edycja zamojsko-lubaczowska 26/2013, str. 6

Archiwum Doroty Łukomskiej

Połowa lipca 1943 r., niedziela. Tuż przed godz. 11.00 na teren przejściowego obozu przesiedleńczego w Zwierzyńcu przybyli dziwni goście i zasiedli przy specjalnie ustawionych stołach. Naprzeciw nich spędzeni zostali więźniowie - ludzka masa wygłodzonych, przerażonych i zrozpaczonych postaci, których do obozu zwieziono z całej okupowanej Zamojszczyzny. Nie wiedzieli oni, co ich czeka, a spodziewali się tylko najgorszego. Osoby przy stoliku starały się przybrać zachęcający wyraz twarzy, choć na widok tego ogromu ludzkiej nędzy i upodlenia było o to bardzo trudno. Stojący z boku Niemcy, z komendantem obozu na czele, uśmiechali się kpiąco. Wreszcie zza stolika wyszedł wysoki, szczupły mężczyzna i - postępując kilka kroków w stronę więźniów, zaczął powoli tłumaczyć cel swojej wizyty. Otóż uzyskał on zgodę generała SS Odilo Globocnika na zabranie z obozu i przekazanie rodzinom lub wskazanym osobom dzieci, które najbardziej cierpiały w obozowych warunkach. Pierwsza reakcją na te słowa, było cofnięcie się więźniów w tył i zasłonięcie dzieci przez dorosłych. Sytuacja stawała się coraz bardziej niepewna. Wreszcie jedna lub dwie osoby rozpoznały w stojącym przed nimi mężczyźnie ordynata Jana Zamoyskiego. Zaczęły padać pytania, a w przełamaniu lodów pomogła obecność miejscowego proboszcza. Znękani rodzice zaczęli przekazywać dzieci nowym opiekunom i podawać adresy rodzin i bliskich, do których miały one trafić. Akcja w obozie trwała do godzin popołudniowych. Dzieci były przewożone do łaźni, gdzie je kąpano i ubierano w czystą odzież. Komisja lekarska badała małych więźniów i ustalała sposób ich leczenia. W końcu dzieci trafiały do ochronki prowadzonej przez ordynatową Różę Zamoyską, która, mimo iż sama miała w tym czasie dwie małe córeczki, dla wszystkich pensjonariuszy ochronki była najczulszą mamą i opiekunką.

Nie trzeba dodawać, że zarówno ta bardzo trudna akcja, jak i wiele wcześniejszych i późniejszych przedsięwzięć, podejmowanych przez działaczy miejscowej delegatury Rady Głównej Opiekuńczej, były spowodowane postawą młodej ordynatowej, która w ten sposób zyskała sobie przydomek „Anioła Dobroci”.

Róża Żółtowska pochodziła z rodziny ziemiańskiej o wspaniałych tradycjach patriotycznych. Jej przodkowie przez wiele pokoleń prowadzili działania w Wielkopolsce, mające na celu zachowanie polskości na terenach zaboru pruskiego, zapobieżenie wynarodowieniu i ocalenie dla swoich następców tradycji polskich i wiary katolickiej. Ojciec przyszłej ordynatowej, Andrzej Żółtowski, praktycznie od wybuchu II wojny światowej włączył się w pomoc uciekinierom, a także działalność konspiracyjną, co we wrześniu 1941 r. przypłacił śmiercią w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

Reklama

Róża i Jan poznali się na przełomie 1929 i 1930 r. w Zakopanem. Wiele lat później szesnasty ordynat z rozrzewnieniem wspominał tamte czasy. Mimo że zasadniczą rozmowę młodzi przeprowadzili dopiero w 1935 r., to jednak fakt, że do niej doszło, świadczy o zrodzonej w Zakopanem wzajemnej fascynacji, która stała się wielkim i trwałym uczuciem. Ślub młodej pary odbył się 30 kwietnia 1938 r. We wrześniu rok później ordynat wyruszył w bój, pozostawiając młodą małżonkę pod opieką swojej matki w willi w Zwierzyńcu. Róża od pierwszych chwil wojny, mimo zaawansowanej ciąży, z zapałem pomagała teściowej w organizowaniu pomocy i opieki dla kolejnych fal uciekinierów. Po urodzeniu córki Elżbiety w listopadzie 1939 r., wraz ze zwierzynieckim proboszczem ks. Stanisławem Szepietowskim, staje na czele Komitetu Opieki nad Ofiarami Wojny, a także pracuje w delegaturze Rady Głównej Opiekuńczej. Czerwiec 1943 r. rozpoczyna pacyfikacja wsi Sochy, leżącej opodal Zwierzyńca. Ordynatowa natychmiast po zakończeniu akcji przez niemieckich oprawców, rusza z pomocą poszkodowanym, ocalałym z masakry. W zrównanej z ziemią wsi ludzie żyli w ziemnych piwnicach i komorach. Pomoc zorganizowana przez Różę Zamoyską polegała na dostarczaniu odzieży i pościeli, żywności i środków czystości oraz innych rzeczy niezbędnych do życia.

Nieugięta postawa i ogromna odwaga ordynatowej doprowadziła do uratowania ze zwierzynieckiego obozu kilkuset dzieci, które w warunkach obozowych skazane były na niechybną śmierć. Po wojnie, w kraju zniewolonym przez komunistyczny reżim ordynat Jan Zamoyski zostaje uznany za zdrajcę i wroga ludu. Trafia na długie lata do więzienia, a jego żona z gromadką dzieci (oprócz dwóch urodzonych w czasie wojny córeczek, w 1945 r. przyszła na świat kolejna córka - Gabriela, a w 1947 r. - upragniony syn Marcin) - pozostaje praktycznie bez środków do życia, opiekując się na dodatek kaleką matką. Razem organizują życie licznej rodziny. Róża kończy kurs pielęgniarski i wykonuje obowiązki instrumentariuszki w pobliskim szpitalu. W Klarysewie, gdzie mieszka z rodziną, na każde wezwanie wykonuje zastrzyki i inne drobne zabiegi. Prowadzi też kiosk warzywny. Jeszcze raz daje dowód, że tylko niezłomna wiara w odmianę losu i niepoddawanie się przeciwnościom może dać siły do ich pokonania. Tak, jak jeszcze niedawno z hitlerowskim najeźdźcą toczyła boje o cudze dzieci, tak teraz z własnym ubóstwem i brakiem wszystkiego Róża Zamoyska walczy o zapewnienie godziwego bytu własnym dzieciom i rodzinie. Wreszcie z więzienia wraca ukochany mąż i po kilku latach dostaje pracę, dzięki której rodzina może się wreszcie poczuć zabezpieczona, żyjąc na odpowiednim poziomie. W 1960 r. przychodzi na świat piąte dziecko Jana i Róży - Agnieszka. Po wielu latach Zamoyscy spędzają wakacje z dziećmi w budzącym tak wiele wspomnień Zwierzyńcu. W październiku 1976 r. Zamoyscy planują wyjazd na krótkie wakacje w Portugalii. Jan czeka na żonę w Estorilu pod Lizboną. Do spotkania i wspólnego wyjazdu już nie dochodzi. 15 października Róża ordynatowa Zamoyska ginie w wypadku autobusu miejskiego, w który uderza ciężarówka. Jest jedyna śmiertelną ofiarą tego wypadku.

Przeżyli z mężem 38 lat pięknego i trudnego życia. Niezłomna postawa ordynatowej, jej upór w dążeniu do obranego celu, a jednocześnie niezmierna czułość i wrażliwość na ludzkie cierpienie, połączona z samarytańskim oddaniem, zapewniła jej trwałe miejsce w historii dziejów Zamojszczyzny. W zwierzynieckim kościele parafialnym wierni jej pamięci mieszkańcy umieścili wzruszające epitafium. Jej imieniem nazwano także szkoły w Zwierzyńcu i Szczebrzeszynie. Róża Zamoyska będąc piękną kobietą, pozostała w ludzkiej pamięci przede wszystkim także jako piękny człowiek, ujmujący wszystkich swoim wdziękiem, łagodnością, przystępnością i życzliwym podejściem do ludzi.

Tagi:
sylwetka

Reklama

Na straży nowokorczyńskiej pamięci

2019-04-10 10:28

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 15/2019, str. IV

Ligia Płonka od lat niestrudzenie stoi na straży lokalnego dziedzictwa Nowego Korczyna – a jest to spuścizna szacowna, głęboko sięgająca w średniowiecze, powiązana z postaciami świętych i królów ważnych dla Polski. Pedagog, po trosze historyk i kulturoznawca, przewodnik turystyczny i animator, współpracuje z młodzieżą, pisze projekty aktywizujące uczniów i starszych mieszkańców, zakłada drużyny zuchowe, oprowadza wycieczki i fascynuje się św. Kingą. Takie osoby jak Ligia Płonka to skarb dla lokalnego dziedzictwa.

Archiwum prywatne
Z harcerstwa się nie wyrasta. Ligia Płonka w środku grupy

Pochodząca z ziemi częstochowskiej, licznymi więzami, np. z czasów studenckich, związana z Krakowem (Uniwersytet Pedagogiczny) tutaj w Nowym Korczynie założyła rodzinę i znalazła pole do ciekawej wielostronnej aktywności. Czy oryginalne imię: Ligia, to motyw z Sienkiewiczowskiego „Quo Vadis?” Tego nie wie, ale jako dziecko z powodu dziwnie brzmiącego imienia wylała niejedną łzę… Pracowała w przedszkolu, w SP w Nowym Korczynie, a od 1984 r. w szkole jako nauczyciel nauczania początkowego, wreszcie w Winiarach w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego (1997 – 2012) , którą także kierowała. Mieszka w urokliwych Winiarach Dolnych i pełną aktywnością wypełnia czas emerytury, którego gros pochłania jej Punkt Informacji Turystycznej przy Miejsko-Gminnym Ośrodku w Nowym Korczynie, którym kieruje Bogumiła Zawada. Pracy społecznej nauczyło ją życie, narzędzia z zakresu pomocy społecznej uzyskała na dodatkowych studiach w Kielcach. I jest także członkiem aktywnego Towarzystwa Przyjaciół Archiwum Diecezjalnego im bł. Wincentego Kadłubka, a tam pod kierunkiem ks. dr. Andrzeja Kwaśniewskiego pracy i kierunków do rozwoju jest w bród.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Kościele trwa Oktawa Wielkiej Nocy

2019-04-22 09:52

awo, mip / Warszawa (KAI)

Cud Zmartwychwstania „nie mieści się” w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy – przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał.

©Renáta Sedmáková – stock.adobe.com

Nazwa “oktawa” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego liczbę osiem. Ta wielkanocna jest weselem z wydarzeń przeżywanych podczas Triduum Paschalnego. To osiem dni świętowania Kościoła, które później przedłuża się aż do Pięćdziesiątnicy.

Zwyczaj przedłużania najważniejszych świąt chrześcijańskich na oktawę jest bardzo dawny. Nie znamy dokładnej daty powstania oktawy Paschy. Jednak wspomina o niej w już IV stuleciu Asteriusz Sofista z Kapadocji. Kościół chce w ten sposób podkreślić rangę i ważność uroczystości.

Oprócz Wielkanocy w Kościele obchodzi się również oktawę Narodzenia Pańskiego.

Dni oktawy Wielkanocy mają, podobnie jak Niedziela Zmartwychwstania, rangę uroczystości. Okres ośmiu dni traktowany jest jak jeden dzień, jako jedna uroczystość. Dlatego w oktawie Wielkanocy nie obowiązuje piątkowy post.

W te dni codziennie śpiewamy “Gloria” i wielkanocną sekwencję „Niech w święto radosne”. Na Mszach świętych czytane są także perykopy o spotkaniach Zmartwychwstałego, m.in. z Marią Magdaleną, z uczniami idącymi do Emaus, z uczniami nad jeziorem Genezaret.

Teksty mszalne wyjaśniają tez znaczenie sakramentu chrztu. W dawnych wiekach był to bowiem czas tzw. katechezy mistagogicznej dla ochrzczonych w Święta Paschalne. Miała ona na celu wprowadzić ich w tajemnicę obecności Chrystusa we wspólnocie wierzących.

Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela. Niegdyś w ten dzień neofici ochrzczeni podczas rzymskiej Wigilii Paschalnej, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy.

Święty Jan Paweł II ustanowił tę niedzielę świętem Miłosierdzia Bożego. Orędowniczką tego była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kamiński do dziennikarzy: jesteście współczesnymi głosicielami Dobrej Nowiny

2019-04-23 19:15

mag / Warszawa (KAI)

Jesteście współczesnymi głosicielami Dobrej Nowiny – powiedział do dziennikarzy bp Romuald Kamiński zachęcając ich do pełnego entuzjazmu i odwagi dzielenia się ze światem prawdą o Zmartwychwstaniu Chrystusa. W siedzibie redakcji Tygodnika Idziemy odbyło się wielkanocne spotkanie pracowników mediów diecezjalnych, a więc Fundacji bł. ks. Kłopotowskiego, Radia Warszawa, Tygodnika Idziemy oraz telewizji internetowej SalveNet.

wellphoto/fotolia.com

Składając świąteczne życzenia bp Kamiński wskazał dziennikarzom za wzór do naśladowania postawę św. Piotra Apostoła po Zesłaniu Ducha Świętego. – Ten kto wejdzie w głębie relacji z Chrystusem, w Jego realną bliskość, ten nie może powstrzymywać się by nie przekazać tej wieści o Zmartwychwstaniu innym. Jako pracownicy mediów posiadacie właściwy oręż, przygotowanie, oraz swoją wiarę i zaufanie do Chrystusa by zanieść to innym, by ci którzy usłyszą tę prawdę od was, byli niejako nią powaleni – powiedział biskup warszawsko-praski.

Podkreślił, że ten kto spotkał Zmartwychwstałego, nie musi już lękać się tego świata, ponieważ to Chrystus jest Panem historii. - Świata niekoniecznie musi nas kochać czy lubić. Mimo to niech nas nie zrażają ludzkie reakcje – zaapelował bp Kamiński.

Życzył dziennikarzom sił i radości z przeżywania na co dzień chrześcijaństwa, oraz z przekształcania świata ku zwycięstwu ku dobru, pięknu, ku miłości.

W imieniu pracownikom mediów życzenia pasterzowi diecezji złożył red. naczelny Tygodnika Idziemy, ks. prał Henryk Zieliński. – Niech orędzie ewangeliczne, które biskup proklamuje można było jak najdłużej głosić w naszej Ojczyźnie bez skrepowania i by rozbrzmiewało ono jak najszerzej – powiedział duchowny.

Wielkanocne spotkanie zwieńczyła wspólna agapa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem