Reklama

Krzysztof Ziemiec gościem SUTW

2013-07-10 11:55

Karolina Skibniewska
Edycja podlaska 28/2013, str. 8

Karolina Skibniewska

Krzysztof Ziemiec, prezenter telewizyjnej Jedynki i publicysta, a ostatnio także pisarz, był gościem ostatniego w tym roku akademickim wykładu sokołowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w środę 19 czerwca.

Krzysztof Ziemiec to autor dwóch książek, które promował na spotkaniu w Sokołowie - „Wszystko jest po coś” i „Niepokonani”. To także człowiek, który ma za sobą spory bagaż doświadczeń. Dziennikarz kilka lat temu uległ poważnemu wypadkowi - został poparzony, ratując swoją rodzinę. I właśnie o tym jest „Wszystko jest po coś”, stanowiąc przejmującą opowieść o wygrywaniu życia, walce o zdrowie, ale też zmaganiu się ze swoimi słabościami i poszukiwaniu sensu życia. Pisząc Krzysztof Ziemiec daje nadzieję i siłę wszystkim tym, którzy stają oko w oko, z wydawałoby się, niemożliwymi do przezwyciężenia problemami.

Z kolei książka „Niepokonani” powstała dwa lata po tragicznym wydarzeniu i jest kontynuacją autorskiego programu Ziemca o tym samym tytule. A bohaterem jest m.in. Kuba Błaszczykowski, który jako dziecko był świadkiem zamordowania matki przez ojca - teraz pochował ojca, który wyszedł z więzienia. Inną historię opowiada Eleni, przez autora nazwana aniołem. W książce przeczytamy także opowieści Romana Kluski, niesłusznie aresztowanego biznesmena i filantropa, Moniki Kuszyńskiej, byłej wokalistki „Varius Manx”, obecnie poruszającej się na wózku inwalidzkim, ojca Kamili Skolimowskiej, a zarazem jej trenera i opiekuna, Jacka Olszewskiego (męża Agaty Mróz), Zbigniewa Tucholskiego (męża Anny German), Radosława Pazury i Jerzego Stuhra.

Reklama

Spowiednik gwiazd - tak o Krzysztofie Ziemcu pisali internauci. - Ja tylko słuchałem swoich gości - powtarza autor, wspominając swoje spotkania z sentymentem. - Pamiętam program z tatą Kamili Skolimowskiej. To on pierwszy zaczął płakać, potem płakałem i ja. Za chwilę wzruszyli się też operatorzy, musieliśmy przerwać rozmowę. To było niezwykle trudne. Wzruszenia, wartościowa rozmowa, trudne pytania i trudne odpowiedzi są przez widzów akceptowalne.

Inną pamiętną rozmowę autor przeprowadził z mężem Anny German. Dziennikarz zapytał Zbigniewa Tucholskiego, czy zdawał sobie sprawę, z jak wyjątkową kobietą żył. - Wiedziałem, że żyłem z serdecznym człowiekiem, nadzwyczaj wspaniałym, okazującym wszystkim, że wszystkim współczuje, wszystkimi się interesuje, że kocha ludzi... - odpowiedział Tucholski.

- To właśnie miłość do życia i do ludzi sprawia, że mamy siłę przezwyciężać wszystkie przeciwności losu. Tak było też w moim przypadku - mówił do słuchaczy SUTW Krzysztof Ziemiec.

Tagi:
dziennikarze wykład

Karol Wojtyła a Ziemia Lubuska

2019-02-20 11:36

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 8/2019, str. I

Ks. Adrian Put
Wykład w międzyrzeckim muzeum wygłosił bp Paweł Socha

Wykład wygłosił szczególny świadek obecności świętego papieża na naszej ziemi. Pracę na Środkowym Nadodrzu rozpoczął bp Socha w 1958 r. w Żaganiu. Wówczas Żagań należał do archidiecezji wrocławskiej. Jednak od 1972 r. wszedł w skład diecezji gorzowskiej. Później ksiądz biskup po studiach na KUL rozpoczął pracę w seminarium w Paradyżu, a od 1973 r. pełni posługę biskupią. Stąd jego ogromna wiedza w prezentowanym wykładzie.

– Kontakty św. Jana Pawła II z naszym terenem datuje się od 1955 r., gdy jeszcze jako zwyczajny ksiądz wędrował i wypoczywał nad rzekami Drawą i Obrą. Przyjeżdżał do nas z młodzieżą akademicką najczęściej na spływy kajakowe – powiedział bp Socha.

Ksiądz biskup bardzo płynnie opowiadał o znanych, mniej znanych i zupełnie nie funkcjonujących w powszechnej świadomości faktach z życia świętego Papieża i jego związków z diecezją zielonogórsko-gorzowską. Ilość tych wydarzeń i serdecznych wyrazów przyjaźni pokazuje, jak wielką sympatią i życzliwością darzył nasze ziemi Jan Paweł II.

– Karola Wojtyłę łączyła szczególna więź z bp. Wilhelmem Plutą. Obaj byli tego samego dnia prekonizowani na biskupów: Wojtyła do Krakowa, a Pluta do Gorzowa. Było to 7 sierpnia 1958 r. w rezydencji Prymasa Polski w Warszawie. Od tego czasu łączyła ich szczególna przyjaźń, która pogłębiała się także wspólnymi zainteresowaniami związanymi z apostolatem świeckich i duszpasterstwem rodzin – dodał bp Paweł Socha.

Spotkanie zorganizowało Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej w Międzyrzeczu, a jego gospodarzem był dr Andrzej Kirmiel. W wykładzie uczestniczyli bardzo licznie zebrani mieszkańcy Międzyrzecza, a także kapłani z miejscowych parafii na czele z dziekanem ks. Markiem Walczakiem.

– Tych związków Wojtyły z naszą diecezją było bardzo wiele. To związki łączące go z bp. Plutą, bp. Michalikiem i bp. Dyczkowskim, jego obecność podczas Milenium chrztu Polski, koronacja obrazu Matki Bożej w Rokitnie, szczególne listy i wyrazy łączności z okazji 50-lecia naszej diecezji czy też 1000-lecia męczeńskiej śmierci Pięciu Braci Męczenników z Międzyrzecza. Nie sposób mówić o tych związkach nie pamiętając jego słynnej wizyty w Gorzowie 2 czerwca 1997 r. Dla mnie osobiście ważne jest to, że z rąk kard. Wojtyły otrzymałem święcenia biskupie w katedrze gorzowskiej w 1973 r. – wyjaśnił ksiądz biskup.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp A. Bałabuch: Wigilię Paschalną zaczynamy nie po zachodzie słońca, ale po zmroku

2019-04-18 16:38

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Trzeba zwracać uwagę nie na to, kiedy jest zachód słońca, ale kiedy zapada zmrok - tak o rozpoczęciu Wigilii Paschalnej mówi bp Adam Bałabuch. Czy podczas obrzędu mandatum można obmywać nogi kobietom, czy Groby Pańskie mogą zawierać aluzje polityczne, czy w święconce może być czekolada albo czy świecki może ją błogosławić? Czy w drugi dzień świąt powinno się odczytywać list rektora KUL? Na te i inne zagadnienia odpowiada w rozmowie z KAI przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski.

Agnieszka Bugała
Zewnętrzne gesty i postawy ciała przyjęte przez świeckich podczas liturgii nie są bez znaczenia – podkreśla bp Adam Bałabuch

Bp Adam Bałabuch: Myślę, że każdy powinien robić to w ramach obwiązujących przepisów. Papież pokazuje jakiś kierunek i każdy ksiądz musi rozeznać, czy to, co będzie czynił, nie będzie budziło zdziwienia wśród parafian. Chodzi też o to, żeby ludzie przeżywali liturgię w sposób pełen spokoju wewnętrznego, a nie emocjonalnie zastanawiali się potem, co ksiądz nowego wprowadza. Dla nas istotne jest też to, jakie normy obecnie nas obowiązujące są zapisane w księgach liturgicznych. Wiemy, że ten obrzęd może być, ale też można go pominąć. A jeśli otworzymy Mszał rzymski, gdzie czytamy też o mandatum, to jest tam taki zapis, że ministranci prowadzą wybranych mężczyzn do ław przygotowanych w stosownym miejscu. Nie ma tam nic o kobietach. Taki jest zapis w polskim Mszale.

KAI: Jak powinien wyglądać Grób Pański? W Polsce w wielu miejscach praktykuje się instalacje ze społecznym czy katechetycznym przekazem…

- Ozdoby Grobów Pańskich powinny nawiązywać do Tradycji, do tego, co znamy z Pisma Świętego, wyrażać prawdy i idee z Objawienia. Rzeczywiście, w Polsce mamy zwyczaj nawiązywania do bieżącej sytuacji. Pamiętamy czasy choćby Solidarności, kiedy te groby nawiązywały do wydarzeń bieżących, np. po śmierci księdza Popiełuszki przypominały o tej tragedii. Myślę, że takie elementy, które są wyrazem przywiązania do tradycji narodowej, mogą znaleźć odzwierciedlenie w wystroju, ale nie mogą one mieć znamion politycznego zaangażowania, to by było bardzo niestosowne. Ale mamy prawo wyrażać swoje przekonania, np. w kwestii ważnych dla nas prawd, jak rodzina czy ochrona życia.

- Jednocześnie mocno zaznacza się, żeby cała oprawa grobu, czy to będą nawiązania do sztuki, nauki społecznej czy motywy ewangelizacyjne, nie przesłaniały i nie odwracały uwagi od monstrancji.

- Oczywiście. Trzeba sobie uświadomić, że zasadniczą sprawą jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Tak trzeba przygotować wystrój Grobu Pańskiego, żeby wszystko wskazywało na monstrancję, na Jezusa, którego adorujemy. Należy tak ułożyć grób, żeby monstrancja była wyeksponowana - przez oświetlenie, wystrój. Żeby wszystko to prowadziło wzrok nie na te elementy poboczne wystroju ale na Eucharystię. W Mszale znajdujemy taki zapis: wszystkie elementy dekoracyjne i światła powinny kierować uwagę wiernych na Najświętszy Sakrament, który jest Pamiątką Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa, a nie na figurę Chrystusa leżącego w grobie.

- Sobota kojarzy się ze święconką. Towarzyszy jej trochę kontrowersji, np. samemu terminowi. Przed reformami liturgicznymi w połowie XX wieku święciło się pokarmy w sobotę, ale po Wigilii Paschalnej, która odbywała się rano. Potem przesunięto ją słusznie na wieczór, ale święcenia pokarmów już nie. Przez to np. trzeba specjalnie błogosławić wodę, której zapasów się pozbyliśmy ze względu na nową z Wigilii Paschalnej. Może warto dla spójności znaków wrócić do błogosławienia pokarmów po Wigilii Paschalnej lub niedzielnej porannej Mszy?

- Nie sądzę. Jeśli tak się tradycja ukształtowała, to znaczy, że to ma znaczenie i sens dla wiernych. Błogosławienie pokarmów dopiero po Wigilii Paschalnej, jeśli miałoby miejsce dopiero w godzinach nocnych czy po rezurekcji, mogłoby skutkować tym, że wielu ludzi nie miałoby praktycznej możliwości wzięcia udziału w tym obrzędzie. Byłoby to trudne zwłaszcza dla starszych czy chorych. W ciągu dnia w sobotę bardzo licznie przychodzą rodziny z dziećmi, więc pozbawilibyśmy szansy włączenia dzieci w obrzęd pobłogosławienia pokarmów, bo trudno wymagać od rodziców, żeby przychodzili z dziećmi późno w nocy albo wczesnym rankiem. Dlatego myślę, że z takich właśnie względów duszpasterskich tradycja tak się ukształtowała i warto ją utrzymać, szczególnie że jest też okazją do krótkiej katechezy dla tych dzieci i rodziców, którzy z nimi przychodzą na pobłogosławienie pokarmów.

- Kto może błogosławić pokarmy? Wiadomo, że księża mogą, ale widać też czasem kleryków.

- Tak, bo przepisy pozwalają, by akolici i lektorzy, będący alumnami seminarium duchownego, pobłogosławili pokarmy. Tak może być w razie konieczności, np. w parafiach, gdzie trudno, żeby dotarł osobiście ksiądz czy diakon. Tam, gdzie to jest możliwe, dobrze byłoby, gdyby uczynili to ci, którzy mają święcenia.

- A jeśli świecka osoba ma posługę lektoratu, to czy może pobłogosławić w razie konieczności?

- Obrzędy błogosławieństw mówią o akolitach i lektorach, będących alumnami seminarium duchownego. Natomiast w domu błogosławieństwa pokarmów może dokonać ojciec, matka lub ktoś z członków rodziny przed porannym wspólnym posiłkiem.

- Zwraca się też uwagę, żeby to błogosławienie pokarmów nie odbywało się w tej przestrzeni, gdzie jest wystawienie Najświętszego Sakramentu w Grobie Pańskim...

- To zależy od roztropności duszpasterskiej i możliwości danej świątyni. Jeśli kościół jest mały, a w wielu miejscowościach tak jest, to trudno o inną przestrzeń. Jeśli jest pogodnie, to można błogosławić pokarmy na zewnątrz przed kościołem, by nie zakłócać adoracji. Ale jeśli jest wewnątrz świątyni, to jest okazja, żeby włączyć też pobłogosławienie pokarmów we wspólną adorację, która trwa przy Bożym Grobie.

- Czy są jakieś rzeczy, których nie powinno być w koszyku ze święconką? Rytuały wymieniają konkretne pokarmy, jak chleb, mięso, jajka, sól. A na przykład baranek z czekolady?

- Moim zdaniem, nie możemy wykluczać takich rzeczy, które są dobre z natury i niczemu nie przeszkadzają, a nawiązują też do lokalnych zwyczajów czy tradycji. Może być baranek z czekolady czy z cukru, to nic niewłaściwego. Wyklucza się takie rzeczy, które byłyby tu niestosowne, np. alkohol.

- Czasem pojawia się taki praktyczny problem z utylizacją poświęconych rzeczy. Czy to jest problem, żeby wyrzucić np. skorupki po jajkach do kosza?

- Myślę, że to samo w sobie nie jest jakimś dużym problemem. Jeśli ktoś ma taką wrażliwość, żeby resztki, np. skorupki, potem zebrać i spalić, jest to piękne. I rzeczywiście utarło się, że słuszną formą takiej utylizacji jest właśnie spalenie. Ale nie można popadać w skrupuły, jeśli ktoś nie ma takiej możliwości czy z innych względów po prostu wyrzuci takie resztki. Proszę pamiętać, że modlitwa błogosławiąca pokarmy nie sprawia, że one same z siebie stają się jakoś uświęcone, np. tak jak dewocjonalia. Jest to modlitwa, w której prosimy, żeby przez te rzeczy możliwe było odniesienie do nadprzyrodzoności, do Pana Boga; żeby te pokarmy, które spożyjemy, wyrażały pewne prawdy, które świętujemy. Warto wysłuchać dokładnie treści tych modlitw z rytuału.

- A co robić z palmami po Niedzieli Palmowej?

- Najczęściej się je przechowuje. Po to się palmy święci, żeby je potem przechowywać przez cały rok. A jeśli nie, to należy je spalić. Bo to chyba jedyna rozsądna metoda, trudno takie pobłogosławione rzeczy wprost wyrzucać. Co innego pokarm, co innego skorupki z jajka. Bo pokarmu też nie wyrzucamy, tylko też utylizujemy przez spalenie, ale nie wyrzucamy.

- W liturgii Triduum Paschalnego jest duża wrażliwość na symbole. Np. bardzo się dba o to, żeby Wigilia Paschalna zaczynała się po zmierzchu, żeby paschał był rzeczywiście owocem pszczelego roju, etc. Czy do Księdza Biskupa dochodzą sygnały, że jest problem z zachowywaniem takich przepisów?

- Na pewno jest problem z rozpoczynaniem liturgii paschalnej w odpowiednim momencie, dlatego że czasami księża mają kilka kościołów i starają się jakoś liturgię w kilku miejscach w parafii celebrować. Stąd czasami niestety rozpoczynają zbyt wcześnie, co jest niezgodne z przepisami Kościoła. Trudno, kiedy słońce ledwo zajdzie, kończyć liturgię i śpiewać Alleluja. Wigilia Paschalna kończy się ogłoszeniem zmartwychwstania i to powinno być już po zmroku – zarówno rozpoczęcie jak i zakończenie liturgii. Czasami to sformułowanie „po zapadnięciu zmroku” może być źle interpretowane, bo niektórzy to rozumieją przez „po zachodzie słońca”. Ale kiedy w kalendarzu jest wpisany zachód słońca, to jeszcze przez prawie godzinę nie ma zmroku. Tu trzeba zwrócić uwagę nie na to, kiedy jest zachód słońca, ale kiedy zapada zmrok.

- Jeśli chodzi o sztuczny paschał, to może rzeczywiście kiedyś takie były, ale ostatnio raczej nie widzę, żeby paschały były sztuczne, plastikowe. Oczywiście, nie wszystkie są z czystego wosku, ale to czasami nie jest możliwe.

- W drugi dzień Świąt często jest czytany list rektora KUL-u czy innej katolickiej uczelni zamiast homilii.

- Jeśli powinien być odczytany, to na mocy zarządzenia biskupa miejsca, bo rektor uczelni nie ma takiej władzy. Jeśli biskup miejsca wydał takie zarządzenie, to trzeba być temu posłusznym. W polskiej tradycji są listy pasterskie czytane podczas Mszy. Jeśli biskup diecezjalny uważa ten list rektora za swój i każe go odczytać, to należy go odczytać. To zależy od praktyki danej diecezji. Bo biskup może też postanowić, że można przeczytać, ale nie ma zobowiązania i ksiądz może sam podjąć decyzję. Czasami są tzw. „listy do wykorzystania duszpasterskiego”, więc można fragment listu wykorzystać w swojej homilii. To zależy od charakteru listu i przede wszystkim od biskupa miejsca.

- A czy powinien być czytany taki list zamiast homilii?

- Mamy wskazania dotyczące homilii mszalnej wydane przez Konferencję Episkopatu Polski, w których czytamy, że może być czytany list zamiast homilii, jeśli jest taka decyzja biskupa miejsca. List może być odczytany w miejsce homilii dlatego, że co prawda jest wymóg, by w trakcie Mszy św. w uroczystości nakazane czy w niedziele głosić homilię, ale są okoliczności, kiedy w miejsce homilii czytany jest list pasterski. O tym mówią też Wskazania KEP dotyczące homilii mszalnej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mary Wagner znów w areszcie

2019-04-19 11:28

azr (KAI) / Vancouver

Jak informuje portal pro-life lifenews.com, obrończyni życia Mary Wagner została aresztowana w Wielki Czwartek na terenie kliniki aborcyjnej Everywoman’s Health Center w Vancouver.

Artur Stelmasiak

Mary Wagner, wraz z towarzyszącą jej osobą przedstawiającą się jako Baby Jane Doe, rozdawała na terenie placówki róże, z kopią cudownego medalika oraz krótką wiadomością dla matek. Próbowały też rozmawiać z kobietami oczekującymi w klinice i proponować im alternatywę dla aborcji.

Jeszcze przed przyjazdem policji, ochrona kliniki siłą próbowała usunąć obie kobiety z centrum aborcyjnego i groziła aresztem, jednak Mary Wagner miała powiedzieć, że zostanie razem z nienarodzonymi dziećmi i uklęknąć. 43-letnia obrończyni życia została zatrzymana ostatecznie przez policję, siłą wyniesiona i przewieziona do aresztu zaledwie godzinę po tym, jak weszła na teren klinik aborcyjnej Everywoman’s Health Center w Vanvouver. Oskarżono ją o utrudnianie korzystania z mienia zgodnie z jego przeznaczeniem i pozostawiona w areszcie.

Wagner odmówiła wyjścia za kaucją i deklaracji, że nie będzie się zbliżać do klinik aborcyjnych. Pozostanie w areszcie co najmniej do czasu rozprawy zaplanowanej na 1 maja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem