Reklama

Wokół pamięci o zbrodni wołyńskiej

2013-07-22 13:55

Abp Józef Michalik
Niedziela Ogólnopolska 30/2013, str. 16-17

Stanislaw Kosiedowski/ pl.wikipedia.org
Pomnik ofiar OUN-UPA we Wrocławiu

Zdaję sobie sprawę, że mój głos nie jest głosem historyka, ale duszpasterza, który w tym wypadku jednak musi się odnieść do historii. Historia relacji między Polską i Ukrainą oraz wszystkimi naszymi sąsiadami jest bardzo ważna, mimo że niekiedy bywa raną niezagojoną i w wielu miejscach krwawi. Uzdrowienie leży w rękach ludzi. Nie wszystko da się zrzucić na innych, na sprawców wojen czy na sploty wydarzeń, bo jakże często i my mamy tu swój udział, np. w ujawnianiu lub zakłamywaniu prawdy historycznej, a przez to w zapobieganiu złu lub przyśpieszaniu reakcji nienawiści, prowadzących do kolejnej wojny i kolejnych ran.

Wojna między narodami jest zawsze złem, bo poprzez przemoc dąży do zawładnięcia dóbr materialnych, niszcząc przy tym ludzi. Jest zaprzeczeniem kultury twórczego współżycia, burzy hierarchię wartości, przekreśla etykę braterstwa i miłości… Po 70 latach od wydarzeń wołyńskich widzimy, jak wiele zburzono w naszej kulturze wewnętrznej, m.in. poczucie prawdy, dlatego trudno nam dziś rozeznać, a jeszcze trudniej przyjąć prawdę o negatywnych wydarzeniach sprzed lat.

Historia i teraźniejszość

Temat zbrodni wołyńskiej, bolesny i zapomniany, był pilnie „strzeżony” przed społeczeństwem, ale przechował się w pamięci kolejnego pokolenia Polaków, mimo że docierał do nas we fragmentarycznych opowieściach konkretnych ludzi. Ale może dlatego, że te opowieści były mrożącymi krew w żyłach świadectwami konkretnych ludzi, dotykały nas od wewnątrz, wkodowywały się w naszą świadomość, mówiąc bez słów coś niezwykle ważnego: że w relacji Polaków do Ukraińców jest jakaś rana bolesna, ropiejąca, która się nie chce zagoić.

Reklama

Za początek „wydarzeń” wołyńskich związanych z antypolską akcją, lub ściślej: czystką narodowościową, historycy uznają dzień 9 lutego 1943 r. i zabójstwo 155 Polaków w kolonii Parośla na Wołyniu. Szczytowym dniem mordu był 11 lipca 1943 r. (niedziela), obejmujący kilkadziesiąt miejscowości, zaś ostatnim wydarzeniem było zamordowanie kilkudziesięciu polskich cywilów na Chełmszczyźnie przez OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) i UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) 18 maja 1945 r. Zakreślenie tych ram jest bardzo ważne, zawiera bowiem wiele tragedii i dramatów, które miały miejsce także w Galicji. Przypomina nam jednak, że w tym czasie z ręki Polaków, w ramach obrony, odwetu czy zemsty, zginęło także wiele tysięcy Ukraińców.

Sondaż CBOS-u z czerwca 2008 r. na temat wydarzeń wołyńskich z roku 1943 wykazał, że na pytanie: „Kto padł ofiarą zbrodni?” 54 proc. respondentów odpowiedziało, że nie wie, a nieco większy procent (57 proc.) - że nie wie, kto tej zbrodni dokonał (cyt. za: Ewa Siemaszko, „Ludobójstwo Polaków na Wołyniu…”), ale ta niewiedza tym bardziej była bolesna dla tych, których bliskich dotknęło cierpienie, i którym przez tę niewiedzę jeszcze pomnażano ból.

Ustalenie faktów pozornie nie jest trudne, trudniej jest ustalić dokładnie liczby ofiar, ale prawdziwą trudność stanowi przyjęcie faktów. I tu konieczna jest wspólna praca historyków polskich i ukraińskich, jednak zrodzona ze wspólnej woli polityków, społeczników i opinii publicznej z obydwu stron.

Faktem bezspornym jest, że zbrodni w 1943 r. dokonano tuż przed wkroczeniem Rosjan na teren Wołynia i dokonali jej równolegle w różnych miejscowościach jeszcze niedawni obywatele polscy narodowości ukraińskiej na Polakach - sąsiadach, z którymi żyli na tej samej ziemi.

Faktem jest także, że OUN powstała w 1929 r. na terenie II Rzeczypospolitej Polskiej, zakładając jako swój dalekosiężny cel wywalczenie niepodległego państwa ukraińskiego, co samo w sobie jest godne i nie powinno budzić sprzeciwu. Błędem jednak było przyjęcie przez OUN koncepcji państwa tylko dla Ukraińców (wg idei Dmytro Doncowa), bez miejsca dla innych narodowości (Polacy w 1939 r. stanowili na Wołyniu zaledwie 10-15 proc. mieszkańców). Zgubne też było przyjęcie przez OUN zasady „stosowania twórczej przemocy” oraz „dekalogu nacjonalisty”, będącego zaprzeczeniem dekalogu chrześcijańskiego.

Moc ognia nienawiści

Zbrodnia wołyńska nie zrodziła się nagle, ale była znacznie wcześniej przygotowana (od 1941 r.) postulatami, aby ludność ukraińska (będąca na tych terenach większością) generalnie i definitywnie rozprawiła się z ludnością polską.

Narastanie nienawiści wzmagało się, psując relacje między dawnymi sąsiadami. Znany jest refren piosenki jawnie i powszechnie śpiewanej przez policję ukraińską i bojówki OUN, który brzmiał: „Śmierć, śmierć Polakom, śmierć, śmierć moskiewsko-żydowskiej komunie”.

Już w lutym 1943 r. na III Konferencji OUN postanowiono „usunąć” wszystkich nie-Ukraińców, którzy zajęli tamtejsze ziemie. Morderstwa na Polakach zaczęły przybierać masowy charakter. Latem 1943 r. przez Wołyń przetoczyły się dwie fale mordów w ok. 100 miejscowościach. Łącznie zginęło ok. 60 tys. Polaków (wg innych historyków - 120 tys.), nie oszczędzano także dzieci (obliczenia historyków ukraińskich są znacznie niższe i mówią o 40 tys. zabitych Polaków).

Historia powtórzyła się w roku 1944 w Małopolsce Wschodniej, ale w mniejszym zakresie, bo tu Polacy stawili znacznie większy opór, stosując bardzo często odwet. Historycy podają, że banderowcy w 1944 r. zamordowali w trzech małopolskich województwach co najmniej 35 290 Polaków. Pewnie mniejsza lub podobna liczba dotyczy zabitych Ukraińców.

Agresja OUN - UPA skierowana była również wobec Kościoła katolickiego (tylko 11 lipca 1943 r., w tzw. krwawą niedzielę, zaatakowano ludność i spalono 5 świątyń), zginęło wielu księży i spalono wiele kościołów.

Przypominając te bolesne wydarzenia, za niebezpieczne i niewłaściwe uważam interpretowanie historycznych faktów kluczem politycznym i nie chcę wyręczać historyków w ustalaniu przebiegu czy sprawców zbrodni. Znając wymiar zbrodni, pragniemy uczcić Ofiary zarówno Polaków, jak i Ukraińców, którzy wtedy zginęli, i w naszych spotkaniach z przedstawicielami Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie i w Polsce chcemy przeprosić Pana Boga za przekroczenie Jego przykazań, odciąć się od myślenia i ducha, który prowadzi do nienawiści. Chcemy powiedzieć, że nigdy zbrodnia, nienawiść i przemoc nie przynoszą chwały jednostkom ani narodom i nigdy zbrodni nie godzi się wybielać, zamazywać czy nawoływać do odwetu lub pomsty. Zło zwycięża się dobrem, przebaczeniem, pojednaniem.

Szczerość i prawda - warunek pojednania

Przebaczenie i pojednanie, do którego dążymy, jeśli ma być szczere, musi być tak głębokie, jak głęboka była wina. Potrzebne jest oczyszczenie pamięci poprzez poznanie bolesnej prawdy z gotowością uznania win i przebaczenia.

Nie potępiamy dzisiejszych Ukraińców za zbrodnię wołyńską z 1943 r., ale mamy nadzieję, że się od niej szczerze odcinają. Potrzebne są zatem słowa, znaki i czyny. Są one trudne. Czy są już teraz możliwe?

Nie wolno dziś zapomnieć, że w tym niezwykle okrutnym czasie zdarzali się Ukraińcy, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków. Są chwałą Ukrainy i trzeba o nich głośno mówić i za nich dziękować Panu Bogu. Zwłaszcza byli to duchowni prawosławni i greckokatoliccy. Nie brak też świadectw odwagi ze strony historyków - Ukraińców, którzy po wojnie, z narażeniem się na niesłuszne oskarżenia docierali do prawdy o wołyńskiej zbrodni. Oni są także chlubą Ukrainy.

Chrześcijanin umie się przyznać i umie przebaczyć

Historia relacji Kościoła katolickiego w Polsce i Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie wobec pojednania datuje się już od roku 1945, kiedy to kard. August Hlond spotkał się w Rzymie, w Kolegium św. Jozafata, z bp. Iwanem Buczko. W 1988 r. grekokatolicy świętowali na Jasnej Górze tysiąclecie chrztu Rusi, ponieważ wtedy jeszcze nie mogli świętować na Ukrainie. 27 czerwca 2001 r. we Lwowie, w czasie wizyty Jana Pawła II, kard. Lubomyr Huzar przepraszał za dokonane przez swoich wiernych historyczne winy. 19 czerwca 2005 r. w Warszawie i 26 czerwca we Lwowie miało miejsce uroczyste pojednanie i został wydany wspólny list. Rok 2013 przyniósł inicjatywę abp. Światosława Szewczuka i Konferencji Episkopatu Polski w sprawie przebaczenia zbrodni wołyńskiej, a prawosławny patriarcha Filaret z Kijowa, w nawiązaniu do Wołynia, nawoływał do pojednania i wybaczenia.

Warto też wspomnieć, że biskup rzymskokatolicki Marcjan Trofimiak przed kilku już laty wyjednał u Stolicy Apostolskiej pozwolenie, aby w 2. niedzielę lipca w kościołach diecezji łuckiej odprawiano Msze św. wg rytuału Dnia Zadusznego jako zadośćuczynienie za nigdy niedokończone Msze wołyńskie z 11 lipca 1943 r.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, abyśmy uczcili pomordowanych na Wołyniu Polaków, Żydów, Czechów i tych Ukraińców, którzy próbowali ich ratować, byśmy odnaleźli w sobie odwagę zarówno do przyznania się do win, jak i do ich przebaczenia, co w naszym chrześcijańskim przypadku jest obowiązkiem, może trudnym, ale ważnym, weryfikującym naszą wiarę. Rodzinom pomordowanych na Wołyniu należą się uczucia naszej bliskości i słowa przeproszenia za dziesięciolecia milczenia w tej sprawie.

Twórczą sprawą jest umiejętność wyciągnięcia wniosków na przyszłość i wola odżegnania się od różnego rodzaju prowokacji konkretnych ludzi czy ugrupowań, jakie i dziś, niestety, dają znać o sobie, świadcząc, że gdzieś tam zły ogień się tli. Tego ognia nienawiści tolerować się nie godzi.

* Bezpośrednią decyzję o wymordowaniu ludności polskiej w 1943 r. podjęły prawdopodobnie trzy osoby: dowódca UPA na Wołyniu Dmytro Kljaczkiwskij („Kłym Sawur”), Wasyl Iwachiw („Sonar”) i Iwan Łytwynczuk („Dubowyj”) (wg Joanna Wieliczka-Szarkowa, „Polonia Christiana”, nr 32/2013, s. 77). Stepan Bandera bowiem przebywał w tym czasie w niemieckim obozie koncentracyjnym.

Tagi:
abp Józef Michalik Wołyń

Abp Michalik o zagrożeniu uodpornienia się na Eucharystię

2019-04-18 21:09

pab / Przemyśl (KAI)

O zagrożeniu uodpornienia się na Eucharystię, tak jak się można uodpornić na antybiotyk – mówił w czasie Mszy św. Wieczerzy Pańskiej abp Józef Michalik. Biskup senior archidiecezji przemyskiej przewodniczył liturgii w bazylice archikatedralnej w Przemyślu.

Archiwum Kurii
Abp Józef Michalik

Abp Józef Michalik wskazywał, aby przystępować do Eucharystii w duchu pokory i wiary, bo „człowiek może się uodpornić na Eucharystię, tak jak się niekiedy uodparnia na antybiotyk”. – Wielkie i pomocne lekarstwo, ale może się człowiek uodpornić i nie będzie skuteczny, a nawet może być szkodliwy. Co robić, żeby się nie uodpornić w sposób niewłaściwy na Eucharystię – mówił.

- Po pierwsze nie można opuszczać modlitwy. Trzeba walczyć ze sobą, a niekiedy nawet z Panem Bogiem na modlitwie, prośbie; walczyć o przymnożenie wiary. Za każdym razem. To już jest wzrost. Jeśli człowiek szuka wiary, to już jest na dobrej drodze – zapewniał emerytowany metropolita przemyski.

Kolejną rzeczą, na którą zwrócił uwagę abp Michalik, jest dostosowywanie życia do wiary, bo „jak wierzymy, tak żyjemy”. – Ale jednocześnie, jeśli żyjemy poza wiarą, to w końcu utracimy wiarę. To jest nierozerwalne, że nasze sumienie musi się sprawdzać nie tylko w modlitwie, ale i w wysiłku życia według wiary – przekonywał.

Były przewodniczący KEP odniósł się także do niedawnego artykułu „Odnaleźć żywy Kościół” Benedykta XVI. Zdaniem arcybiskupa papież senior trafnie diagnozuje przyczyny współczesnej sytuacji. Potwierdził, że rewolucja lat 60. mówiąca, że „zabrania się zabraniać” przyczyniła się do poważnych zmian w etyce. – Papież nie oszczędza Kościoła. Mówi, że i teologowie dali się pociągnąć tą linią relatywizmu moralnego – zauważył hierarcha.

Abp Michalik wskazywał – za Benedyktem XVI – że receptą na to jest Msza św. – Eucharystia to nie jest ceremonialny gest. To rzeczywistość – podkreślił.

Kaznodzieja podkreślił, że Jezus przyszedł, aby nas umocnić. Zapewniał, że mimo powtarzających się upadków, jeśli człowiek będzie „mocno i uparcie wołał do Chrystusa”, to w końcu „powstanie u pokona siebie samego”.

Po homilii abp Michalik umył nogi 12 mężczyznom. Przed tym obrzędem, na znak służby, zmienił liturgiczny strój kapłański na diakoński – dalmatykę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Życzenia Wielkanocne

Ks. inf. Ireneusz Skubiś - Redaktor Naczelny
z Zespołem „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 13/2005


Perugino, „Zmartwychwstanie”
(fragment)
Alleluja!
Chrystus zmartwychwstał i zajaśniał przed swoim ludem,
który wybawił krwią swoją.
Alleluja!

Na radosne Święta Zmartwychwstania Pańskiego -
zwycięstwa Chrystusa Pana nad śmiercią,
piekłem i szatanem - składamy serdeczne życzenia.
Niech Chrystus Pan otworzy nasze oczy i serca,
napełniając je światłem Zmartwychwstania,
pokojem, radością, mocą ducha i wszelkim
dobrem, abyśmy umieli Go rozpoznawać
i o Nim świadczyć w naszym codziennym życiu.
Wyśpiewujmy radosne ALLELUJA!

Częstochowa, Wielkanoc A.D. 2005

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: Szukajmy Jezusa we wszystkim i przede wszystkim!

2019-04-20 22:03

st, tom (KAI) / Watykan

Szukajmy Jezusa we wszystkim i przede wszystkim. Z Nim zmartwychwstaniemy - zachęcił Franciszek podczas liturgii Wigilii Paschalnej 20 kwietnia w bazylice św. Piotra. Papież zachęcił do powrotu do żywej miłości z Panem, gdyż w przeciwnym razie mamy wiarę muzealną, a nie wiarę paschalną.

Grzegorz Gałązka

W homilii Franciszek nawiązał do fragmentu Ewangelii mówiącym o kobietach, które przybywszy do grobu Jezusa natknęły się na duży kamień, który tarasował wejście do niego. "Droga tych kobiet jest również naszą drogą. Przypomina drogę zbawienia, którą przebyliśmy dziś wieczorem. Wydaje się w niej, że wszystko rozbija się o kamień: piękno stworzenia o dramat grzechu; wyzwolenie z niewoli o niewierność wobec przymierza; obietnice proroków o smutną obojętność ludu"- powiedział papież i zaznaczył, że dzisiaj odkrywamy, że nasza droga nie jest daremna, że "nie roztrzaskuje się o kamień nagrobny".

"Wielkanoc to święto usuwania kamieni" - podkreślił Franciszek i stwierdzil, że Bóg usuwa najtwardsze kamienie, o które rozbijają się nadzieje i oczekiwania a zmartwychwstały Jezus jest „żywym kamieniem”, na którym zbudowany jest Kościół. "Dzisiejszego wieczora każdy jest wezwany do znalezienia w Żyjącym tego, który usuwa z serca najcięższe kamienie" - powiedział Franciszek.

Papież przestrzegł przed "kamieniem nieufności", który często blokuje nadzieję", przed budowaniem "grobowca nadziei", kierowania się "psychologią grobu", że wszystko się kończy, bez nadziei, że wyjdzie stamtąd żywe. Wskazał na fundamentalne pytanie Wielkanocy, zadane przez aniołów w pustym grobie Jezusa: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?" "Pan nie jest obecny w rezygnacji. Zmartwychwstał, nie ma Go tam; nie szukaj Go tam, gdzie Go nie znajdziesz: nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Nie wolno grzebać nadziei!" - zaapelował Franciszek

Następnie wskazał na "kamień grzechu", który opieczętowuje serce. "Grzech zwodzi, obiecuje rzeczy łatwe i gotowe, pomyślność i sukces, ale potem zostawia za sobą samotność i śmierć. Grzechem jest szukanie życia wśród umarłych, sensu życia w rzeczach przemijających" - przestrzegł Franciszek i wezwał do porzucenia grzechu kariery, pychy i przyjemności, powiedzenia "nie" marnościom świata.

Papież zachęcił, aby nie ulegać własnym ograniczeniom i lękom. Przytoczył słowa z wiersza słynnej dziewiętnastowiecznej amerykańskiej poetki Emily Dickinson: „Nie znamy własnej wielkości, nim ktoś nam powie, by powstać”. "Pan nas wzywa do powstania, do wstania z martwych na Jego słowo, do spojrzenia w górę i uwierzenia, że zostaliśmy stworzeni dla nieba, a nie dla ziemi, dla wyżyn życia, a nie niskości śmierci" - powiedział Franciszek.

Papież zaznaczył, że Bóg prosi nas, abyśmy patrzyli na życie tak, jak On je postrzega, zawsze widzący w każdym z nas przemożne źródło piękna i kocha nasze życie, nawet gdy się boimy na nie spojrzeć i wziąć je w swoje ręce. "W Wielkanoc pokazuje ci, jak bardzo je miłuje. Jezus jest specjalistą w przekształcaniu naszej śmierci w życie, naszego biadania w taniec, wraz z Nim możemy i my dokonać Paschy, czyli przejścia: przejścia od zamknięcia do komunii, od rozpaczy do pocieszenia, od lęku do ufności" - mówił Franciszek i dodał: "Nie stójmy patrząc z lękiem w ziemię, ale patrzymy na zmartwychwstałego Jezusa: Jego spojrzenie napawa nas nadzieją, bo mówi nam, że zawsze jesteśmy kochani i że niezależnie od wszystkiego, czego byśmy nie postanowili, Jego miłość się nie zmienia".

Papież zachęcił do powrotu do żywej miłości z Panem, gdyż w przeciwnym razie mamy wiarę muzealną, a nie wiarę paschalną. Zaznaczył, że Jezus nie jest osobistością z przeszłości, ale jest Osobą żyjącą dzisiaj; nie poznaje się Go w książkach historycznych, ale spotyka w życiu. "Dzisiaj upamiętniamy chwilę, kiedy Jezus nas powołał, kiedy pokonał nasze ciemności, opory, grzechy, kiedy dotknął naszych serc swoim Słowem" - powiedział Franciszek.

Papież podkreślił, że Pascha Jezusa uczy nas, że "człowiek wierzący nie zatrzymuje się zbytnio na cmentarzu, ponieważ jest powołany, by iść na spotkanie z Żyjącym". Zachęcił, abyśmy się nie uciekali do Pana, jedynie, aby nam pomógł w rozwiązywaniu naszych problemów i potrzeb, gdyż to one nas wówczas ukierunkowują, a nie Jezus, ale pozwolili Zmartwychwstałemu Panu, aby nas przemienił. "Dajmy Żyjącemu centralne miejsce w życiu. Prośmy o łaskę, by nie dać się ponieść nurtowi, morzu problemów; nie rozbić się na kamieniach grzechu i skał nieufności i strachu. Szukajmy Go we wszystkim i przede wszystkim. Z Nim zmartwychwstaniemy" - zaapelował na zakończenie Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem