Reklama

Bóg dał mi łaskę śpiewania

2013-07-24 09:52

Z Jadwigą Paduch rozmawia Jadwiga Kamińska
Edycja łódzka 30/2013, str. 4

Jadwiga Kamińska

JADWIGA KAMIŃSKA: - Już św. Augustyn powiedział: „Kto dobrze śpiewa, dwa razy się modli”. Czy zgadza się Pani z tymi słowami?

JADWIGA PADUCH: - Znam parafrazę tego powiedzenia, że kto fałszuje, to trzy razy się modli. Ale każdy człowiek jest do czegoś powołany, Pan Bóg dał mi łaskę śpiewania na Jego chwałę i chwałę Najświętszej Marii Panny i to jest moim powołaniem. Z radością, w miarę swoich możliwości przekazuję innym to, co umiem. Cztery lata prowadziłam emisję głosu na Wydziale Wychowania Muzycznego w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

- Czy śpiew jest dla Pani formą modlitwy, która jednoczy i buduje wspólnoty?

- Oczywiście, jak najbardziej. Modlitwa wypływa z głębi serca. Każda liturgia, kiedy jest ubogacona muzyką, sprawia wrażenie jeszcze bardziej uroczystej. Dzięki śpiewaniu, już od dziecka, miałam możliwość poznania bardzo wielu ciekawych ludzi. Począwszy od scholi młodzieżowej, poprzez harcerstwo, praktyki z dziećmi w Liceum Pedagogicznym, studia wokalno-aktorskie, pracę na scenie. Przy pełnieniu tej profesji poznałam piękne zakątki naszej Ojczyzny. Odwiedziłam również wiele krajów Europy, a także Amerykę i Kanadę.

- Jest Pani odpowiedzialna za działalność Koła Przyjaciół Radia Maryja na terenie parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego?

- Owszem, przypadła mi w udziale odpowiedzialność za Koło Przyjaciół Radia Maryja wolą słuchaczy, zgromadzonych przy naszej parafii. Tę wspólnotę, która jest zawsze otwarta na nowych przyjaciół, założyły trzy panie: dr n. med. Maria Chiżyńska, dr n. med. Ewa Sowińska i dr biologii Mira Bestry. Mając na uwadze słowa św. Maksymiliana Kolbego, że kiedy katolicy nie będą mieli własnych mediów, kościoły staną się puste, dziękuję Bogu za o. Tadeusza Rydzyka, który założył Radio Maryja i Telewizję Trwam. Media te uczą miłości do Boga, ludzi i Ojczyzny. Uczą szacunku dla słowa (bez wulgaryzmów) i osoby, uczą też dialogu, np. w audycji „Rozmowy niedokończone”. Zachęcam do poznania ich i... pokochania. Koło Przyjaciół Radia Maryja powstało 18 lat temu i od tamtego czasu jednoczy nas w Służbie Prawdzie Odwiecznej. Każdego miesiąca spotykamy się trzy razy: w pierwsze soboty o godz. 8 na Eucharystii wynagradzającej Matce Najświętszej za zniewagi Jej wyrządzone, ale także za Kościół, Ojca Świętego, duchowieństwo, Ojczyznę, Radio Maryja i TV Trwam i wszystkie dzieła przy nim powstałe oraz za osoby tam posługujące. W pierwsze czwartki miesiąca na adoracji Najświętszego Sakramentu o godz. 17 w wyżej wymienionych intencjach, a także w intencji pokoju i w obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. W trzecie czwartki miesiąca Różaniec w tych intencjach - również o godz. 17. Po Mszy św. w każde pierwsze soboty miesiąca jest spotkanie formacyjne, na którym staramy się o rozwój duchowy i omawiamy bieżące wydarzenia z życia naszego Kościoła i odpowiedzialność za rozwój mediów katolickich.

- Zaangażowana jest Pani w spotkania Czcicieli św. Urszuli Ledóchowskiej przy Zgromadzeniu Sióstr Urszulanek przy ul. Obywatelskiej 60.

- Jak to powiedział Ojciec Święty Franciszek „Polska Ojczyzną Świętych”. Nie ma w życiu przypadków. Św. Urszula - fascynująca osobowość, która dzięki pomocy Bożej tak wiele uczyniła dobra dla Polski w czasie zaborów, a swoją działalność pedagogiczno-wychowawczą rozszerzyła w wielu krajach m.in. w Rosji, Szwecji. Udało mi się bardziej poznać życie i działalność św. Urszuli poprzez s. Aleksandrę Topolę SJK. Organizuje Ona cykliczne spotkania formacyjne, na których bywam. W spotkaniach tych uczestniczą wybitni przedstawiciele hierarchii kościelnej.

- Należy Pani do wolontariatu artystycznego. Z pewnością Czytelnicy „Niedzieli” chcieliby dowiedzieć się bliższych szczegółów o działalności tej grupy.

- Wolontariat artystyczny powołał Janusz Gust, znany łódzki aktor i konferansjer, przy Stowarzyszeniu Inicjatywa Rozsądnych Polaków, którego prezesem jest Danuta Majdańska. Działa on na rzecz rodzin, osób samotnych, będących w trudnej sytuacji materialnej. Do grupy artystycznej należą aktorzy i piosenkarze łódzcy, m.in.: Krzysztof Cwynar, Jan Dominikowski, Andrzej Dyszak, Celina Hanzelewicz, Krzysztof Kaczmarek, Adam Kucharski (łódzki Elvis), Barbara Twardosz-Droździńska i gościnnie Danuta Antoszewska. Uczestniczą oni w koncertach charytatywnych organizowanych z okazji Dnia Dziecka, Dnia Kobiet i w innych uroczystościach okolicznościowych. Przygotowaliśmy montaż słowno-muzyczny na wigilijne spotkanie przedstawicieli trzech Kościołów: rzymskokatolickiego, prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego. Artyści wykonali nie tylko znane kolędy, ale także pieśni pełne miłości ku małemu Dzieciątku, napisane przed wiekami.

- Jubileusz 35-lecia pracy artystycznej obchodziła Pani w Parku Julianowskim podczas 10. Festynu z cyklu „Jesteśmy razem”.

- Spotkanie to było dla mnie pełne niespodzianek. Zorganizowała je prezes Danuta Majdańska i przyjaciele z wolontariatu artystycznego. Otrzymałam list gratulacyjny od prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej, dyplom od Stowarzyszenia Inicjatywa RP, a także, co było dla mnie największą niespodzianką, odznakę honorową przyznaną przez ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego „Zasłużony dla kultury polskiej”, którą wręczył mi poseł Krzysztof Kwiatkowski. Jubileusz uświetnił koncert w wykonaniu moich przyjaciół. Wszystkim, którzy przyczynili się do tego spotkania, chciałabym serdecznie podziękować.

Tagi:
śpiew artysta

Reklama

Basilica Cantans – Kościół śpiewa

2019-01-23 11:50

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 4/2019, str. VI

Łączy ich pasja i miłość do muzyki chóralnej, nieustający apetyt na nowe wyzwania oraz prawdziwa przyjaźń. Bazyliszki – bo tak nazywają sami siebie członkowie Chóru Basilica Cantans – od 15 lat uświetniają wydarzenia wrocławskiego Kościoła. Bogaty repertuar pozwala im także na udział w świeckich uroczystościach

Anna Majowicz
Chór Basilica Cantans w czasie cotygodniowej próby Pod Czwórką

Chór Basilica Cantans powstał z początkiem 2004 r., z inicjatywy byłych członków Akademickiego Chóru Górniczego Politechniki Wrocławskiej, którzy po latach rozłąki spotkali się ponownie, aby uświetnić jubileuszową, 30. edycję Festiwalu Barbórkowego Chórów Studenckich. – Nie widzieliśmy się parę lat, a zaśpiewaliśmy tak, jak byśmy ćwiczyli regularnie. To spotkanie zaowocowało reaktywacją zespołu – już kilka tygodni później rozpoczęliśmy próby w sali biblioteki bazyliki mniejszej pw. św. Elżbiety Węgierskiej – mówi Mirosława Jura-Żegleń, dyrygent i kierownik artystyczny chóru. Ponieważ dyrygentka miała wówczas troje małych dzieci, nie podjęła się piastowania tej funkcji od samego początku. Pierwsze trzy lata czynił to Bogdan Tabisz – kantor i organista.

W latach 2008-14 chór działał przy parafii św. Antoniego. – Chociaż sala biblioteki kościoła garnizonowego była bardzo nastrojowa, to niestety, nie zawsze mogliśmy z niej korzystać – mówi Dorota Cieplińska, śpiewająca tenorem. Jak zaznacza, zapewne ćwiczyliby tam do dziś, gdyby nie propozycja proboszcza z wrocławskiej parafii św. Antoniego.

– O. Jarosław Zatoka usłyszał nas, gdy graliśmy koncert patriotyczny na Karłowicach. Zaprosił do siebie i bardzo wspierał. Po latach został przeniesiony do innej parafii, a razem z jego odejściem przenieśliśmy się i my – dodaje. Dzięki życzliwości ks. Zdzisława Madeja zespół mógł kontynuować działalność na rzecz parafii środowisk twórczych w kościele pw. św. Marcina. Obecnie chór rezyduje na Ostrowie Tumskim, deklarując swoją przynależność do archikatedry wrocławskiej, gdzie duchowym przewodnikiem zespołu jest jej proboszcz, ks. Paweł Cembrowicz.

Bogaty repertuar

Aktualnie zespół liczy ok. 35 ludzi wielu profesji, tworzą go m.in. lekarze, pielęgniarki, architekci, nauczyciele, przedszkolanki, a nawet siostra nazaretanka. Członkowie zespołu podkreślają zasługi ich charyzmatycznej dyrygentki. – Mirka uczyła mojego syna w szkole muzycznej. Kiedyś zaprosiłam ją do przedszkola, które prowadzę. Gdy usłyszała, jak podśpiewuję dzieciom, przez kolejne dwa miesiące dzwoniła do mnie z uporem, namawiając na członkostwo w chórze – wyznaje Dorota Cieplińska. Cztery miesiące później do chóru dołączyła Joanna Pawlak. – Pracuję obok kościoła garnizonowego. Pamiętam, że pewnej zimy wybrałam się tam na Mszę św. Chór uświetniał ją swym śpiewem. Ich muzyka tak mnie poruszyła, że po Eucharystii podeszłam do nich i zapytałam, czy mogę dołączyć – mówi Joanna, która śpiewa altem, a ponadto pełni obowiązki wiceprezesa chóru. Podobnie jak Asia, na Mszy św. (z tym, że już na Karłowicach) zespół usłyszała Maria Furman, która dzięki temu dziś jest sopranistką chóru. W chórze śpiewają także małżeństwa. Chór specjalizuje się w wykonywaniu muzyki sakralnej, ale repertuar zespołu stanowi szerokie spektrum różnych działów – od muzyki cerkiewnej, mszy i oratoriów, po utwory patriotyczne, kolędy, pieśni ludowe, świeckie czy muzykę z popularnych hitów filmowych.

– Kilka lat temu organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej zaproponowali naszej żeńskiej części wykonanie utworów po mandaryńsku. Zgodziłyśmy się i dałyśmy radę! – chwali śpiewające niewiasty Mirosława Jura-Żegleń.

Dobra atmosfera

Zespół tworzą zarówno chórzyści z wieloletnim stażem i doświadczeniem śpiewaczym, jak również studenci i parafianie, którzy sztuki tej uczą się od niedawna. Działalność w chórze pozwala twórczo spędzić wolny czas poprzez obcowanie ze sztuką muzyczną – i to jest bardzo ważne. Jednak dla chórzystów równie ważna jest miła atmosfera, która sprzyja zacieśnieniu kontaktów towarzyskich. Możliwość śpiewania jest oderwaniem się od szarej rzeczywistości.

Daj się złowić

– Potrafimy zaśpiewać Oratorium „Mesjasz”, a nie wydaje mi się, by inny amatorski chór się go podjął – mówi Krzysztof Bogdan, tenor. – Nasza publiczność może być pewna, że robimy to z pełnym zaangażowaniem i przekonaniem – dodaje.

Marzeniem chórzystów jest, by przekazać swoją wiedzę i umiejętności dalej. – Nowi chórzyści są dla nas na wagę złota. Wrocław to duże miasto, z wieloma kościołami. Promowane są chóry akademickie i szkolne. Takie chóry, jak nasz, mają trochę pod górkę. Mamy jednak nadzieję, że uda nam się w tym roku jakąś perełkę złowić – mówi Joanna Pawlak. – Mamy doświadczenie, które nie powinno się zmarnować – wtóruje Anna Mróz, sopranistka.

Obecnie próby chóru odbywają się w Metropolitalnym Studium Organistowskim we Wrocławiu przy ul. Katedralnej 4 – w poniedziałki i w czwartki w godzinach 18.45-21.00.

– Zapraszamy każdego, kto chciałby spróbować swoich sił w muzyce. Zapewniamy dobre warunki pracy, miłą atmosferę i udział w wielu programach, koncertach, festiwalach, przedsięwzięciach muzycznych i projektach artystycznych. Przyjdź, zaryzykuj. Daj się złowić! – zachęcają członkowie chóru.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Dziewiecki: aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów

2019-03-25 15:47

rm / Radom (KAI)

Aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych - uważa pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości ks. Marek Dziewiecki. Jego zdaniem, w ostatnich tygodniach w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary.

Monika Jaworska

Ks. Dziewiecki w swoim felietonie opublikowanym na stronie radioplus.com.pl napisał, że w reakcji na podpisanie przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT+, wielu rodziców, księży, psychologów i pedagogów, prawników, a także polityków i przedstawicieli mediów, wypowiedziało swoje poważne obawy i swój sprzeciw.

Dodał, że reakcją ze strony aktywistów LGBT+ oraz ich politycznych i medialnych sponsorów "jest skrajnie agresywny atak na tych, którzy odważyli się skorzystać z wolności słowa oraz z prawa do demaskowania demoralizatorów, którzy pod pozorem uczenia „tolerancji” chcą seksualizować polskie dzieci i wikłać je w uzależnienie od popędu".

Według ks. Dziewieckiego w celu realizacji obyczajowej rewolucji aktywiści LGBT+ posługują się hasłem „tolerowania” i „respektowania” mniejszości seksualnych. Dodaje, że wobec każdego, kto odważa się pokazywać, o jakie konkretnie mniejszości chodzi i jakie są ostateczne cele ich działania, środowiska LGBT+ stosują wszelkie formy agresji, zastraszania i terroru.

- Przekonała się o tym na przykład pani kurator z Małopolski czy polska mistrzyni świata w windsurfingu. O osobach, które precyzyjnie analizują deklarację LGBT+ oraz pokazują jej praktyczne konsekwencje, aktywiści gejowscy wyrażają się w sposób wulgarny i z pogardą. Usiłują takie osoby odczłowieczyć i odebrać im prawa obywatelskie, w tym wolność słowa i sumienia. Odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych, pokazujących na przykład to, że wśród czynnych homoseksualistów jest zdecydowanie wyższy niż u heteroseksualistów odsetek chorób wenerycznych, pedofilii, uzależnień, agresji czy samobójstw - pisze ks. Dziewiecki.

Autor wielu książek o dojrzałości stwierdził też, że według aktywistów LGBT+ nie wolno nam mówić nawet o tak oczywistym fakcie, jak to, że osoby homoseksualne tworzą związki chore, bo niepłodne, a niepłodność jest przecież na liście chorób WHO. - Usiłują nam zakazać nawet samo już wyliczanie, o jakie konkretnie mniejszości seksualne chodzi. Agresywnie i wulgarnie atakują tych, którzy mają odwagę wyliczać mniejszości ukryte pod symbolem „Plus”. Wśród takich mniejszości są między innymi pedofile, zoofile czy nekrofile - pisze psycholog.

- Aktywiści LGBT+ nie mówią, że istnieją takie mniejszości seksualne, które ze względów etycznych czy z troski o dobro społeczeństwa, powinno się wyłączyć z owego „Plus”. Mimo to z furią atakują tych, którzy mają odwagę wymieniać po imieniu mniejszości, od których aktywiści LGBT+ się nie odcinają i których przecież nie potępiają (z wyjątkiem księży-pedofilów) - czytamy w felietonie.

Według ks. Dziewieckiego środowiska LGBT+ nie chronią wszystkich mniejszości, a jedynie niektóre. - Zupełnie nie przejmują się na przykład losem tych nastolatków - mimo, że są mniejszością - którzy w szkole, wśród rówieśników czy na stronach społecznościowych publicznie stwierdzają, że żyją w czystości, że postępują zgodnie z Dekalogiem, bo to daje im trwałą radość, że dumni są z tego, iż kierują się miłością i odpowiedzialnością, że panują nad swymi popędami. Pod adresem tych nastolatków kierowane są diabelskie wręcz wulgaryzmy i wyzwiska. Wylewa się na nich fala hejtu i skrajnej agresji. „Tolerancjoniści” spod znaku LGBT+ nie mówią nawet słowa w obronie bestialsko atakowanej i wyśmiewanej młodzieży, która dumna jest ze swej rozumności, wolności i zdolności, by wiernie kochać - pisze kapłan.

Ks. Dziewiecki zauważył, że w ostatnich tygodniach aktywiści LGBT+ w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary. Z jednej strony chcą, by ich związki były uznane za „małżeństwa” i by mieli prawo do adoptowania dzieci. Z drugiej strony chcą doprowadzić do dyktatury seksualnych mniejszości po to, by większość społeczeństwa dała się zastraszyć i by poczuła się bezradna.

- W tym celu grożą większości społeczeństwa dręczeniem, a nawet więzieniem, gdy tylko dojdą do władzy. Z punktu widzenia aktywistów LGBT+ i ich politycznych oraz medialnych sponsorów to jedyna szansa na realizację przyjętych planów. Wiedzą bowiem, że w dyskusji na argumenty nie mają żadnych szans. Ci, którzy okazują się skrajnie wulgarni i agresywni, chcą wchodzić do przedszkoli i szkół pod pozorem uczenia tolerancji i szacunku. Ci, którzy publicznie chwalą się tym, że ich bogiem jest seks i szukanie przyjemności za każdą cenę, chcą być edukatorami seksualnymi dzieci. Ci, którzy walczą z własną płcią i okaleczają własne ciało, chcą uczyć polskie dzieci „określania” swojej tożsamości płciowej. Ci którzy tworzą pary niepłodne, chcą mówić o zdrowiu i płodności - pisze ks. Marek Dziewiecki.

- Środowiska LGBT+ wiedzą, że będą w stanie zrealizować swoje cele tylko wtedy, gdy zdobędą władzę dyktatorską i gdy skutecznie zastraszą większość naszego społeczeństwa. Wydaje się to nierealne, by garstka szaleńców seksualnych to osiągnęła. Historia kilku ostatnich dziesięcioleci dowodzi jednak, że jest to jednak całkiem realne zagrożenie. Wystarczy, żeby większość społeczeństwa - jak to miało miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej - pozostawała bierna i by zlekceważyła śmiertelne zagrożenie dla małżeństwa, rodziny, wychowania i cywilizacji życia - czytamy dalej w felietonie ks. Dziewieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież poszerzył możliwość wydalenia z zakonu

2019-03-26 13:57

st (KAI), vaticannews / Watykan

Sam fakt bezprawnej stałej nieobecność zakonnika przez 12 miesięcy jest powodem do wydalenia go z instytutu – postanowił Ojciec Święty modyfikując kanony 694 oraz 729 Kodeksu Prawa Kanonicznego. Stolica Apostolska opublikowała List Apostolski w formie motu proprio „Communis vita”, w którym zawarte są wspomniane zmiany Kodeksu Prawa Kanonicznego.

ACKI/pixabay.com

W dokumencie przypomniano, że życie wspólnotowe jest istotnym elementem życia zakonnego, a „zakonnicy powinni mieszkać we własnym domu zakonnym zachowując życie wspólne i nie opuszczać go bez zezwolenia swego przełożonego” (kan. 665 § 1 KKK). Doświadczenie ostatnich kilku lat pokazało jednak, że występują sytuacje związane z bezprawną nieobecnością w domu zakonnym, podczas których zakonnicy uchylają się od władzy prawowitego przełożonego, a czasami nie można ich odnaleźć.

Kodeks Prawa Kanonicznego nakłada na przełożonego obowiązek poszukiwania zakonnika bezprawnie nieobecnego, aby pomóc jemu powrócić i wytrwać w powołaniu (por. kan. 665 § 2 KKK). Często jednak się zdarza, że przełożony nie jest w stanie odnaleźć nieobecnego zakonnika. Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, po co najmniej sześciu miesiącach bezprawnej nieobecności (por. kan. 696 KPK), możliwe jest rozpoczęcie procesu wydalenia z instytutu, zgodnie z ustaloną procedurą (por. kan. 697 KPK). Jednak kiedy nie jest znane miejsce, w którym przebywa zakonnik trudno jest zagwarantować pewność prawną sytuacji rzeczywistej.

„Dlatego też nie naruszając przepisów prawa o wydaleniu po sześciu miesiącach bezprawnej nieobecności, mając na celu pomoc instytutom w przestrzeganiu niezbędnej dyscypliny i umożliwienie wydalenia zakonnika bezprawnie nieobecnego, zwłaszcza w przypadkach nieodwracalnych, postanowiłem dodać do kanonu 694 § 1 KPK wśród przyczyn wydalenia ipso facto z instytutu również długotrwałą bezprawną nieobecność w domu zakonnym, trwającą o co najmniej dwanaście miesięcy bez przerwy, przy zastosowaniu tej samej procedury jaka opisana jest w kan. 694 § 2 KPK. Stwierdzenie faktu ze strony przełożonego wyższego dla wywołania skutków prawnych musi zostać potwierdzone przez Stolicę Apostolską. W przypadku instytutów prawa diecezjalnego potwierdzenie należy do biskupa głównej siedziby tego instytutu” – czytamy w papieskim dokumencie.

Ojciec Święty postanowił, że wprowadzenie tego nowego numeru do § 1 kanonu 694 wymaga również zmiany na kanonu 729 w odniesieniu do instytutów świeckich, dla których nie przewiduje się złożenia wydalenia fakultatywnego z powodu bezprawnej nieobecności.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nowe brzmienie wspomnianym kanonów jest następujące:

Art. 1. Kanon 694 KPK zostaje w pełni zastąpiony następującym tekstem:

§ 1. Na mocy samego prawa jest wydalony z instytutu członek, który:

1) notorycznie odstąpił od wiary katolickiej;

2) zawarł małżeństwo lub usiłował je zawrzeć, nawet tylko cywilne.

3) bezprawnie opuścił dom zakonny, zgodnie z kan. 665 § 2, przez dwanaście miesięcy bez przerwy, biorąc pod uwagę niemożność stwierdzania miejscq, w którym przebywa dany zakonnik.

§ 2. W tych przypadkach przełożony wyższy wraz ze swoją radą powinien, po zebraniu dowodów, bezzwłocznie wydać stwierdzenie faktu, ażeby prawnie stało się wiadome wydalenie.

§3. W przypadku przewidzianym w § 1 ust. 3, ta deklaracja, która ma być prawnie ustanowiona, musi zostać potwierdzona przez Stolicę Apostolską; dla instytutów prawa diecezjalnego potwierdzenie należy do biskupa głównego ośrodka.

Art. 2. Kanon 729 KPK zostaje w pełni zastąpiony następującym tekstem:

Wydalenie członka z instytutu dokonuje się zgodnie z postanowieniami przepisów z kan. 694 § 1, 1 i 2 i 695. Konstytucje powinny określić inne przyczyny wydalenia, byleby były proporcjonalnie ważne, zewnętrzne, poczytalne i prawnie udowodnione. Należy zachować sposób postępowania przepisany w kan. 697-700. Do członka wydalonego ma zastosowanie przepis kan. 701. Nowe normy na mocy decyzji papieża wchodzą w życie 10 kwietnia 2019 roku.

Jak informuje sekretarz Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Wspólnot Życia Apostolskiego przypadki te dotyczą osób zakonnych, które bez pozwolenia kompetentnych władz nieprawnie opuściły dom zakonny i przez okres co najmniej 12 miesięcy do niego nie wróciły. W tym czasie przełożeni mają obowiązek poszukiwania takiej osoby i udzielenia jej wsparcia tak, aby powróciła do wspólnoty. Niejednokrotnie jest to jednak niemożliwe z powodu nieznajomości miejsca pobytu poszukiwanej osoby. Wtedy przez sam zaistniały fakt przebywania poza domem zakonnym na mocy prawa zakonnik lub zakonnica są dymisjonowani. Aby taki wyrok został usankcjonowany, musi go zatwierdzić Stolica Apostolska, w przypadku, gdy dana osoba należy do zgromadzenia powstałego na prawie papieskim, lub biskup, gdy zgromadzenie zostało powołane do życia na prawie diecezjalnym.

Abp José Rodríguez Carballo podkreślił, że to nowe prawo dotyczy osób, które nie prosiły o dyspensę ze złożonych ślubów zakonnych, a więc formalnie nadal należą do danej wspólnoty. Tymczasem prowadzone przez nich życie nie odpowiada ich powołaniu, a często jest z nim sprzeczne. Niekiedy są z tym związane trudne sprawy o charakterze ekonomiczny, które mogą obciążać także sam instytut zakonny.

Dodajmy, że dwa inne przypadki dymisji ipso facto ze zgromadzenia zakonnego, o których mówi kanon 694 Kodeksu Prawa Kanonicznego, a więc dotyczące osób, które notorycznie odstąpiły od wiary katolickiej bądź zawarły lub usiłowały zawrzeć małżeństwo, choćby tylko cywilne, nadal pozostają w mocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem