Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Wakacje w pełni... życia

2013-08-13 10:51

Agnieszka Konik-Korn
Edycja małopolska 33/2013, str. 4-5

Archiwum Marii Władyczanki

Spoczywają w tym samym miejscu - w krakowskiej kolegiacie św. Anny. Ich groby znajdują się w bocznych kaplicach nieopodal prezbiterium. Obaj za życia znali się i spotykali, by dzielić się Słowem Bożym. Dziś są kandydatami na ołtarze

Słudzy Boży: bp Jan Pietraszko i Jerzy Ciesielski - choć rzadko mówi się o nich razem, to jednak obaj obracali się w środowisku przyjaciół, spośród których bł. Jan Paweł II jest dziś najbardziej znany.

Jerzy Ciesielski działał w Iuventus Christiana, prowadzonej przez bp. Jana Pietraszkę. Należał także do wojtyłowego „Środowiska”. I tak jak dziś osoby z różnych wspólnot znają się i spotykają na różnym, nie tylko religijnym gruncie, tak i wtedy te środowiska przenikały się i znały nawzajem.

Ponieważ mamy lato w pełni, chciałabym podzielić się moim zachwytem nad umiejętnością... odpoczywania. Nad korzystaniem z życia - w inny sposób niż się to robi dzisiaj. I choć wiele już napisano i powiedziano o kajakowych wyjazdach i górskich wędrówkach grupy przyjaciół ks. Karola Wojtyły, to dziś za przykład posłużą nam właśnie postaci bp. Jana Pietraszki i Jerzego Ciesielskiego.

Reklama

Obserwujemy świat wokół nas i nietrudno jest dostrzec, że dziś promuje się skrajności - jak szaleństwo, to do upadłego. Jak sport, to ekstremalny. Jak wakacje, to „all inclusive”. W tym wszystkim jednak na czoło wysuwa się konsumowanie i używanie, a nie wartość człowieka, budowanie relacji, radość z bycia razem.

Utrudzić się, by odpocząć

Środowisko osób, które doświadczyły dramatu wojny, dzięki umiejętnemu zaangażowaniu i empatii ich duszpasterzy, potrafiło w pełny sposób korzystać z czasu wakacji. Sport, wysiłek fizyczny, dalekie wędrówki, czy składanie kajaków sprawiały, że odpoczynek był czymś, co paradoksalnie osiąga się poprzez podejmowanie pewnych trudów. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu te trudy przynosiły wewnętrzny relaks, a wspólne rozwiązywanie zadań budowało międzyludzkie relacje, które przetrwały lata. Ciekawe, że właśnie czas wakacyjnych wyjazdów jest motywem bardzo często wspominanym przez przyjaciół zarówno ks. Karola Wojtyły, jak i bp. Jana Pietraszki, i Jerzego Ciesielskiego.

Turystyka wypoczynku

Jerzy Ciesielski nazywany jest do dziś współtwórcą duszpasterstwa turystycznego, w którym, jak pisze Jan Babecki, w sposób szczególny „rozwijał swoją działalność apostolską”, służąc innym umiejętnościami i sportowym wykształceniem (Jerzy Ciesielski, oprócz tego, że był inżynierem i wykładowcą Politechniki Krakowskiej, ukończył również Studium Wychowania Fizycznego). Jerzy kochał sport. „Sport to była przygoda” - pisał Jerzy Bętkowski, kolega Ciesielskiego z Klubu Sportowego Cracovia, z drużyny koszykówki. I już wtedy dla młodych przyjaciół sport „nie miał nic wspólnego z tym zdehumanizowaniem i zmerkantylizowaniem, jakie obserwujemy dzisiaj” (Wspomnienie pochodzi z 1988 r.). „Była między nami wspólnota” - pisał Bętkowski. „Kiedy (podczas wyjazdów - przyp. A.K-K.) zabieraliśmy się do jedzenia, każdy wyciągał to, co miał i częstowaliśmy jeden drugiego. Nikt się nie krępował, że jego chleb był ze smalcem i z cebulą. Każdy dawał swoje do wspólnego podziału”.

Jerzy Ciesielski w wakacyjnych wspomnieniach przyjaciół jawi się jako osoba, która z radością służy, pomaga w nauce pływania czy zimą w jeździe na nartach. Nie tylko jest instruktorem, ale i pomysłodawcą różnych konkursów i zabaw. Wymyśla nowe potrawy, opiekuje się słabszymi i tymi, którzy zaniemogli; potrafi zorganizować czas. Niektórych to denerwuje, np. dziewczęta, które w góry wybrały się w spódniczkach (Chodzenie w szortach przy duszpasterzu - ks. Karolu Wojtyle, młode panie uznały za nietakt i nie chciały nosić szortów, choć namawiał ich na to Ciesielski). Oczywiście, okazywało się potem, że zaprawiony turysta, jakim był Jurek, miał rację. Danuta Rybicka wspomina także taką przygodę: „Kiedy wędrowaliśmy i spierali się (między innymi!) o owe szorty i ich przyzwoitość, słonko przypiekło tak mocno, że wieczorem okazało się, że mam na nogach „słonecznika”, czyli poparzenie słoneczne (...). Towarzyszyły temu dreszcze i gorączka. Nocowaliśmy wtedy w Jeleśni, w ubogiej stanicy turystycznej. Nie wiem, jak i skąd zdobył Jurek kwaśne mleko, z którego robił mi okłady na poparzone nogi, ani skąd wyczarował cytryny, z których robiono dla mnie lemoniadę dla ugaszenia gorączki. Prawie całą noc czuwał, troszcząc się o moje zdrowie, a czynił to tak skutecznie, że następnego dnia mogłam maszerować dalej, zabezpieczywszy łydki przed słońcem bandażem”.

Służba i modlitwa

Ta miłość bliźniego była wyrazem wielkiej wiary Jerzego, której świadectwo dawał także podczas wyjazdów. Zofia Winsch-Gościńska powie o nim: „Utkwiło mi w pamięci, z jaką prostotą Jurek opowiedział, że na wycieczkach ze studentami rozmawiają wiele, ale chyba najbardziej ich przekonuje nie wtedy, kiedy dyskutują, ale kiedy wieczorem w schronisku klęka wobec wszystkich do pacierza. Był przy tym taki naturalny, elegancki, bez cienia egzaltacji lub fałszu”.

Modlitwa, rozmowy duchowe oraz dyskusje na różne, często teologiczne, ale i życiowe tematy były częścią wakacyjnych wyjazdów środowiska, skupionego wokół mniej znanego „Wujka”, bp. Jana Pietraszki. Uczestnicy wyjazdów z bp. Janem wspominają stałe punkty dnia, z których najważniejszym, choć dobrowolnym, było uczestnictwo w porannej Mszy św. „Udział we Mszy św. nie był obowiązkowy” - pisała Maria Kamykowska - ale wydaje się, że im bardziej podkreślano jego dobrowolność, tym bardziej wszyscy w niej uczestniczyli”.

Był z nimi, słuchał

To było zawsze pierwsze spotkanie. Ks. Jan, znając ówczesne realia i niebezpieczeństwo wizyt „smutnych panów” z SB, zawsze niepostrzeżenie i incognito dołączał do młodzieży. Towarzyszył im z oddali podczas kąpieli w morzu czy opalania. Były jednak momenty, gdy przebywali razem - podczas popołudniowych dyskusji, np. wokół lektury religijnej, czy codziennych, długich wędrówek plażą. „Codzienna poranna Msza św. gromadziła nas w niedawno wzniesionym kościele” - pisała Joanna Dobrucka. „A później wypoczynek, słońce, kąpiel, plaża, rozmowy „egzystencjalne” w grajdołkach. Z oddali widzieliśmy jego postać - był z nami mimo oddalenia. Wieczorem wspólny spacer wzdłuż wybrzeża. Był wśród nas. Słuchał, milczał. Słuchał, co mieliśmy do powiedzenia. Z jego strony słyszeliśmy słowa Ewangelii podawane językiem codziennym. (...) Modliliśmy się wspólnie, ogniska na wydmach, śpiew. Wędrówki leśne do Dębek. Szedł i słuchał, tak słuchał, że w tym momencie byłeś tylko ty i on”.

Uczestnicy wakacji z Wujkiem mocno podkreślają wartość rozmowy z księdzem, który jest do dyspozycji. Każdy może przyjść, zapytać się, poradzić, wyspowiadać. Ks. Jan szedł w oddaleniu, a każdy, kto miał taką potrzebę, mógł podejść, a po rozmowie ustąpić miejsca innym. Maria Kamykowska pisała: „Niezapomniane chwile. Nad nami sierpniowe niebo usiane gwiazdami z wyraźną mleczną drogą i konstelacjami gwiazd, które nam Wujek pokazywał i uczył ich nazw. (...) Rozmawialiśmy, śpiewaliśmy piosenki, różne, dawne i nowe, wesołe i smętne. (...) A na zakończenie był zawsze krąg z piosenką: „Idzie noc. Słońce już zeszło z pól, zeszło z gór, zeszło z mórz. W cichym śnie spocznij już, Bóg jest tuż. Dobranoc”. Cicho, coraz ciszej, do milczenia. I w ciszy rozchodziliśmy się do domów”.

Zachwyt nad Stworzeniem

Bardzo ciekawie wspomina bp. Jana Maria Piotrowicz: „Scena z wycieczki do lasu, na terenie Żywiecczyzny. Było to po dłuższym ulewnym deszczu. Las nasiąknięty był wilgocią”. Ks. Jan „pochylił się i podniósł z mchu bardzo delikatnie salamandrę - piękną, lśniącą, czarną w pomarańczowe plamy. Trzymał ją z wielką czułością jakąś chwilę na ręku. Wiem, że otoczyliśmy go i pochyliliśmy się w ciszy wraz z nim nad nią. Nie pamiętam, co i w ogóle czy cokolwiek powiedział. Wiem tylko, że równie delikatnie położył ją na tym samym miejscu w nasiąkniętym wodą mchu. Ta scena pozostała mi na całe życie.”

Formacja ludzka

Powyższe wspomnienia są tylko namiastką tego, co kryje się w sercach przyjaciół - zarówno biskupa Jana Pietraszki, jak i Jerzego Ciesielskiego. Rozpalają one jednak w sercu czytelnika pragnienie wyjścia z wirtualnego świata, świata konsumpcji i marketingowych chwytów, do środowiska, w którym liczy się człowiek, relacje, zachwyt nad Stworzeniem. Nie wątpię, że i dziś nie brakuje takich duszpasterzy, którzy podprowadzają młodych ludzi do Jezusa, poprzez wędrówki, sport, radość bycia razem. Nie zawsze ma to miejsce na rekolekcjach, gdzie czasem większy nacisk kładzie się na formację duchową i intelektualną. Spotkanie ze Sługami Bożymi i ich przyjaciółmi pokazuje, że na gruncie wzajemnych relacji, umiejętnego wypoczywania i wzajemnej służby także dokonuje się formacja - tak bardzo głęboka i ludzka, że prowadząca na ołtarze.

Podjąć relację

Bp Jan Pietraszko i Jerzy Ciesielski, słudzy Boży, pokazują nam wartość pełnego przeżywania człowieczeństwa. Pełnego, bo trwającego w relacjach - przede wszystkim w głębokiej relacji z Bogiem, a przez to i w przyjaźni z drugim człowiekiem, z przyrodą, z otaczającym nas światem. Chciałabym, aby ten wakacyjny artykuł był zachętą do szukania takich relacji, nawet jeszcze w trakcie ciepłego lata, które przeżywamy w tym roku.

Cytaty zawarte w powyższym tekście pochodzą z książek: „Śladami Sługi Bożego Biskupa Jana Pietraszki”, wybór i opracowanie ks. Władysław Gasidło, wyd. „Czuwajmy”, Kraków 2000 oraz „Dziękuję Ci Boże, że jestem...”. Wspomnienia o Jerzym Ciesielskim pod red. Marii Władyczanki, Wyd. Św. Stanisława, Kraków 1995

Za tydzień wywiad z postulatorem procesu beatyfikacyjnego bp. Jana Pietraszki - ks. inf. Władysławem Gasidłą.

Tagi:
sługa Boży

Święci wikarzy z kościoła na Piasku

2018-03-07 11:22

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 10/2018, str. VI

Słudzy Boży Robert Spiske i Jan Schneider poznali się we Wrocławiu. Przez trzy lata dzielili wikariatkę parafii NMP na Piasku. Obydwaj oczekują na zaliczenie ich w poczet błogosławionych Kościoła katolickiego. Mieszkali tu, blisko. Chodzili po naszych ulicach. O Panu Jezusie mówili z ambon w naszych kościołach. Trzeba wiedzieć, że są stąd

Archiwum
Ks. Jan Schneider, ks. Robert Spiske

Ksiądz Robert Spiske urodził się 29 stycznia 1821 r. w Leśnicy koło Wrocławia. Niestety, dom rodzinny nie zachował się. Nie żyją też świadkowie, którzy mogliby go wskazać. Wrocławskie siostry jadwiżanki mówią, że szukały, pytały, próbowały ustalić miejsce narodzin swego założyciela, ale bez skutku.

Robert był trzecim z czworga dzieci Antoniego i Tekli Spiske. W szóstym roku życia zaczął chodzić do szkoły w Leśnicy, jednak brak środków materialnych uniemożliwił rodzicom jego dalszą naukę. W tym czasie rodzinę odwiedził ks. kan. D. Krügier, który zauważył zapał i zdolności Roberta do nauki. Chciał pomóc rodzinie i zabrał chłopca do chóru przy katedrze wrocławskiej. Tam Robert łączył śpiew z nauką w szkole podstawowej. Już wtedy rodzi się w jego sercu pragnienie zostania kapłanem.

Trzy lata później w Mieszkowicach koło Prudnika urodził się ks. Jan Schneider. Też w styczniu, tyle, że jedenastego, w 1824 r. Jego rodzina też była uboga. Rodzice – Jerzy, który był rzeźnikiem i Katarzyna z Kraemerów, posłali małego Janka do szkoły podstawowej w Rudziczce. On również, podobnie jak Robert Spiske, swoimi zdolnościami i pilnością zwrócił na siebie uwagę nauczyciela i proboszcza. Był gorliwym ministrantem, z wielkim szacunkiem odnosił się do kapłanów. Mówi się, że już wtedy w jego sercu zatliła się iskra powołania kapłańskiego. Ksiądz proboszcz Antoni Herman postanowił pomóc chłopcu w realizacji tego powołania i jako trzynastolatka skierował do gimnazjum w Nysie.

Konteksty historyczne

Sytuacja polityczna i moralna XIX w. nie pomagała tym dwóm młodym chłopcom w podążaniu za swoimi marzeniami i pragnieniami. Kiedy dziś narzekamy na trudności ekonomiczne naszych rodzin, traktując je jako przeszkodę we właściwym wychowywaniu dzieci, powinniśmy o tym pamiętać. Ziemia śląska, podobnie jak cała ówczesna Europa, była ogarnięta ruchami rewolucyjnymi, powstaniami i krwawymi wojnami. Były to czasy fermentu oraz rodzenia się nowych pojęć i programów społecznych i politycznych. Tym przemianom towarzyszyła nędza materialna i duchowa. Decyzją rządu pruskiego w 1810 r. zniesiono wszystkie instytucje kościelne, poza parafiami, a mienie Kościoła przejął skarb państwa. Skasowano zakony, a to pociągnęło za sobą zamknięcie prowadzonych przez nie ośrodków pomocy dla potrzebujących, którzy zostali pozbawieni opieki. Troskę o biednych uznano za zadanie prywatnych stowarzyszeń filantropijnych. To właśnie w tym czasie rodzą się Robert Spiske, Jan Schneider i Maria Luiza Merkert (ur. 21 września 1817 r. w Nysie), założycielka Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. I mimo zewnętrznych trudności pielęgnują w sobie iskry Bożego zapału, Bożego powołania.

Wiatr w oczy

Jest rok 1833 r., w życiu Roberta Spiske dramatyczna chwila: umiera ks. Krügier. Po ukończeniu szkoły podstawowej rodzice nie są w stanie dalej kształcić syna, dlatego czternastoletni Robert zwraca się o pomoc do księży na Ostrowie Tumskim. Znajduje tu nowego opiekuna i wychowawcę. Jest nim ks. J. Schoepe, który przez następne lata będzie kierował wykształceniem chłopca. Robert zamieszkuje u ks. Schoepego i rozpoczyna naukę w Gimnazjum św. Macieja.

Pokój bez pieca

W tym samym czasie w nyskim gimnazjum Jan Schneider też cierpi straszną biedę. Utrzymuje się częściowo z korepetycji, wie, że na pomoc rodziny nie może liczyć. Codziennie rano służy do Mszy św. w kościele seminaryjnym. Nie ma zegarka, dlatego często budzi się w nocy w obawie, że zaśpi. Jednak pomimo trudnych warunków materialnych uczy się bardzo dobrze. W szczególny sposób wyróżnia się w religii i matematyce. Podczas wakacji pomaga rodzicom w pracy. Maturę zdaje z wyróżnieniem, a w 1845 r. rozpoczyna studia filozoficzno-teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Podczas studiów wciąż boryka się z biedą, mieszka w pokoju, w którym nie ma pieca, na wszystko brakuje mu pieniędzy. Ale walczy.

Drzwi seminarium

Gdy Schneider uczy się w Nysie, w 1843 r. egzamin dojrzałości zdaje Robert Spiske i zostaje przyjęty przez ks. A. Stenzela do Konwiktu Gimnazjum św. Macieja w charakterze wychowawcy młodzieży. Zapewnia mu to mieszkanie i utrzymanie w czasie studiów na Uniwersytecie Wrocławskim. Studiowanie nauk filozoficzno-teologicznych jeszcze bardziej utwierdza w dążeniu do kapłaństwa. Wrocławskie drogi Schneidera i Spiske od tej chwili będą się przeplatać. Wstępują do Wrocławskiego Seminarium Duchownego.

Kapłaństwo – marzenie spełnione

Jako alumn Schneider jest niezwykle gorliwy, w każdej chwili z troską przygotowuje się do święceń kapłańskich. Otrzymuje je 1 lipca 1849 r. Następnego dnia, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, odprawia swoją pierwszą Mszę św. Potem jest wikarym w Wiązowie. Tam w fabryce cygar widzi młode dziewczęta narażone na stałe niebezpieczeństwo moralnego zepsucia. Ks. Jan otacza je szczególną troską i opieką, naucza prawd wiary i poszanowania dziewczęcej godności.

Po dwóch latach pracy duszpasterskiej w Wiązowie zostaje przeniesiony do Wrocławia, gdzie najpierw jest wikarym przy kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku, a następnie proboszczem parafii św. Macieja.

Robert Spiske upragniony sakrament kapłaństwa przyjmuje 18 czerwca 1847 r. z rąk kard. M. Diepenbröcka. Pracę kapłańską rozpoczyna w seminarium duchownym. Wprowadza kleryków w liturgię i modlitwę. Później podejmuje pracę duszpasterską jako wikariusz przy kościele NMP na Piasku we Wrocławiu.

Wikariatka na Piasku

Na Piasku pracują jako wikarzy w tym samym czasie. Tu się spotykają ich drogi i przez trzy lata wraz z proboszczem, ks. Josephem Wickiem, są organizatorami życia duchowego i społecznego Wrocławia. Proboszcz jest niewiele starszy od swych wikarych, ale słynie z zapału i odwagi. To od niego przyszli słudzy Boży uczą się pracy z ludźmi.

Katolicy zrzeszani

W tym czasie ks. Wick i Spiske powołali do życia ok. 70 różnych stowarzyszeń. Jednym z pierwszych było utworzone przy kościele NMP na Piasku Stowarzyszenie św. Jadwigi. Jego kierownictwo objął ks. Spiske. Należało tam ok. 3000 osób. Wśród nich były licznie reprezentowane osoby wykształcone: nauczycielki, żony urzędników, policjantów. Posiadały one dobre rozeznanie potrzeb społecznych środowiska. Troszczyły się nie tylko o sprawy doczesne, ale i duchowe ludzi biednych, chorych, opuszczających zakłady karne oraz biedne dzieci. Oficjalna nazwa Stowarzyszenia św. Jadwigi brzmiała: Związek Kobiet i Dziewcząt im. Św. Jadwigi. Działalność spotykała się z niezrozumieniem i krytyką społeczeństwa. Nazywano ją nawet „stowarzyszeniem gałganiarzy”. To był początek zakonu sióstr jadwiżanek. Cztery członkinie Stowarzyszenia złożyły 14 czerwca 1859 r. śluby i ubrały stroje zakonne. Tak powstało Zgromadzenie Sióstr św. Jadwigi.

Odpowiedź na potrzeby czasów

Nowo powstałe zgromadzenie stało się wyraźną odpowiedzią na zapotrzebowanie ówczesnych czasów. Duchem miłości i dobroci siostry otaczały najbardziej potrzebujących: dzieci i młodzież. Wiadomość o powstaniu zgromadzenia szybko rozniosła się po Wrocławiu i okolicy. Wielu proboszczów prosiło księdza Spiskego o siostry do pracy charytatywnej. Zaczęły powstawać pierwsze placówki na Dolnym Śląsku. Ponad czterdziestoletnią działalność ks. Roberta Spiskego można określić jako heroiczną służbę ludziom niezależnie od ich narodowości i wyznania, na wzór Maryi i św. Jadwigi.

Ks. Robert Spiske zmarł 5 marca 1888 r. Proces beatyfikacyjny sługi Bożego ks. Roberta Spiske trwa.

Założyciel Marianek

Ks. Jan Schneider po trzech latach odchodzi z parafii NMP na Piasku do kościoła św. Macieja. Ich drogi tylko formalnie się rozchodzą. Schneider zapalony duchem organizowania wiernych zakłada we Wrocławiu Fundację Najświętszej Maryi Panny dla dziewcząt i Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej. Jako kapłan odznacza się wielką pobożnością. W sposób szczególny czci Matkę Bożą, dba o życie sakramentalne powierzonych sobie dusz. Z natury skromny i małomówny unika zebrań towarzyskich. Z gorliwością i poświęceniem służy w konfesjonale, troszczy się o parafię i powołuje do życia nowe Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej, czyli siostry marianki.

Umiera 7 grudnia 1876 r. w wieku 52 lat, w wigilię święta Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Proces beatyfikacyjny Sługi Bożego ks. Jana Schneidera trwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Przeor Jasnej Góry do pielgrzymów: to za mało mówić Bóg, honor, Ojczyzna

2018-08-15 11:22

it / Jasna Góra (KAI)

Na Jasnej Górze trwają się główne uroczystości jednego z największych świąt maryjnych - Wniebowzięcia NMP. Tegoroczny odpust jest „dniem dziękczynienia” za wolną Polskę w setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości. O 8.00 na Mszy św. pod przewodnictwem kard. Kazimierza Nycza zgromadzili się uczestnicy pieszych pielgrzymek, które przyszły z Warszawy. - Do tegorocznego biało-czerwonego pielgrzymowania, trzeba dołożyć jedno bardzo ważne staranie, aby Polska którą kocham, szanuję, za której niepodległość dziękuję, stała się faktycznie i konkretnie mieszkaniem Boga - mówił do pątników przeor Jasnej Góry.

Archiwum Jasnej Góry

O. Marian Waligóra przypomniał w kazaniu, że „w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości wyrażamy mocniej niż w innym czasie naszą troskę o Ojczyznę, o Polskę”. - Na różne sposoby, poprzez różne inicjatywy zewnętrzne dajemy temu wyraz, również w tegorocznym biało-czerwonym pielgrzymowaniu jasnogórskim - zauważył jasnogórski przeor. Podkreślił, że to nie wystarczy. - Do tego trzeba dołożyć jedno bardzo ważne staranie, aby Polska którą kocham, szanuję, za której niepodległość dziękuję stała się faktycznie i konkretnie mieszkaniem Boga, nie poprzez puste slogany, ale poprzez moją osobistą przemianę.

- To za mało mówić Bóg, honor, Ojczyzna. Chlubić się tym, że Polska jest zawsze wierna, Polonia Semper Fidelis, jeśli ja sam nie staram się być mieszkaniem Boga – wołał o. Przeor. Dodawał: „Polska będzie niepodległa zawsze jeśli ja sam zrobię dobry użytek z mojej wolności”. - Tak było w czasie zaborów, Polacy potrafili robić dobry użytek z wolności i nie bali się przychodzić na Jasną Górę, która zawsze, nawet w czasie zaborów, była otwarta na strudzonego pielgrzyma - przypomniał o. Waligóra.

Podkreślał, że „potrzeba pracy nad sobą, wyczulenia na Boże oczekiwania, by stawać się podobnym do Maryi, być gotowym już tu na ziemi, jak Ona, oddać Bogu siebie i swoje serce”.

- Trzeba wielkiej pracy nad sobą, by Polska naprawdę stała się niepodległa przez moją przemianę - mówił kaznodzieja. Podkreślił, że to „od naszego nawracania się, którego wspaniałym obrazem jest pielgrzymowanie, od tego zależy odmiana oblicza tej ziemi”.

Przypomniał prorocze słowa Jana Pawła II, który wołał o odmianę oblicza polskiej ziemi. – To jest testament dla nas, przypomnienie o potrzebie przemiany naszych serc, potrzebę oddania się Duchowi Świętemu – powiedział jasnogórski przeor. Zauważył, że to nie przypadek, że w setną rocznicę odzyskania niepodległości w Kościele w Polsce przeżywamy Rok Ducha

- My też możemy jak Maryja zamieszkać w Bogu. To jest wielka nadzieja serca człowieka wierzącego, które kontempluje wyniesienie Maryi i widzi w Niej jasny znak nieba. To jest nadzieja pielgrzyma, który przychodzi tutaj do Maryi, by doświadczyć bliskości nieba i tym niebem chce dzielić się z innymi – powiedział o. Waligóra. - Stać się tu i teraz mieszkaniem dla Boga, by kiedyś w wieczności w nim zamieszkać, to jedno z najpiękniejszych zadań i wyzwań dla człowieka wierzącego – podkreślał kaznodzieja.

- Tyle wypowiedzianych modlitw, tyle śpiewu, życzliwości okazywanej i otrzymywanej, na ile to otworzyło moje serce na Boga czy zapragnęłam być choć na chwilę, jak Maryja, mieszkaniem dla Boga? - pytał jasnogórski przeor.

Wyraził przekonanie, że pielgrzymowanie „na pewno wyda owoce choć może tego jeszcze nie widzimy, bo jest zmęczenie, ale patrząc na Maryję radujmy się darem zamieszkania w Bogu”.

- Rozpalajmy nasze serca tęsknotą za niebem, bo po to tu przyszliśmy do Maryi. Jesteśmy tu, by wpatrywać się w Nią, czerpać z Jej bliskości siły, po to by stawać się, już tu na ziemi, mieszkaniem dla Boga – mówił kaznodzieja. Zauważył, że „łatwo jest być mieszkaniem dla Boga przez te pięć, czy dziesięć dni na pielgrzymim szlaku. - Nasza serdeczność, rozmodlenie pięknie o tym świadczyły. Teraz postarajmy się coś z tych pięknych, budujących postaw zabrać do naszej codzienności. Niech pielgrzymowanie zaowocuje w moim sercu, w rodzinie, we wspólnocie, w mojej Ojczyźnie, Europie i całym świecie – podkreślał o. Marian Waligóra.

W pięciu pieszych pielgrzymkach z samej tylko Warszawy przyszło na Jasną Górę w sumie 12 tys. 570 osób. Były to: 307. Warszawska Pielgrzymka Piesza, przyszło w niej ponad 6 tys. osób, 38. Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna, w której dotarło 3 tys. 950 pątników, Grupy „17-ste” Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej z liczba 1,6 tys. osób, 27. Pielgrzymka Niepełnosprawnych, w której przyszło 620 wiernych i 35. Praska Pielgrzymka Rodzin z liczbą 400 osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Muller: Polska nie musi dać się pouczać politykom z Brukseli

2018-08-16 09:17

rr / Wigry (KAI)

„Unia Europejska powinna brać przykład z Polski, bo dzięki takim krajom jak Polska Unia Europejska się rozwija. Polska nie musi dać się nauczać politykom z Brukseli, ze Strasburga co oznacza demokracja i wolność. Należy się szacunek polskim władzom, które zostały wybrane demokratycznie w imieniu całego kraju i w kontekście Unii Europejskiej”- mówił kard. Gerhard Muller, w czasie Mszy św. na błoniach Pokamedulskiego Klasztoru w Wigrach, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi, 98. rocznicy Bitwy Warszawskiej i Święta Wojska Polskiego. Homilię wygłosił bp Jerzy Mazur, biskup ełcki.

Archiwum PWT

Uroczystą Mszą św. odpustową pod przewodnictwem kard. Gerharda Mullera i bp. Jerzego Mazura rozpoczęły się obchody Święta Wojska Polskiego w Garnizonie Suwałki. Po Mszy św. zgromadzeni goście mieli okazję zobaczyć salwę honorową, oraz musztrę paradną w wykonaniu Orkiestry Reprezentacyjnej Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Wręczono także akty mianowania na wyższe stopnie wojskowe oraz medale resortowe.

„Dzisiaj wraz z całym Kościołem przeżywamy największe i najstarsze święto Maryi, bo sięga V wieku. W tradycji polskiej, w języku naszych Ojców, jest to Święto Matki Boskiej Zielnej. Przynosimy do świątyń ziele, kłosy zbóż, owoce – to, co ziemia urodziła w tym roku, żeby pokazać Bogu i podziękować Mu za nowe zboże, z którego będzie chleb” – mówił bp Mazur.

Tegoroczny odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Wigrach ma szczególny charakter, gdyż wpisuje się w roku jubileuszowy 350. lecia przybycia Kamedułów na te ziemie. „Pragniemy tutaj na Wigrach kontynuować modlitwę za Ojczyznę jak to rozpoczęli kameduli 350 lat temu. Dzisiaj nasza Ojczyzna tej modlitwy potrzebuje. Potrzebują naszej modlitwy rządzący, parlamentarzyści i pełniący różne urzędy we władzach samorządowych” – mówił bp Mazur i wyraził pragnienie, by „ten Wigierski Areopag Nowej Ewangelizacji stawał się takim miejscem modlitwy i dialogu różnych stowarzyszeń ugrupowań także politycznych, którzy pragną dobra naszej Ojczyzny”.

Biskup ełcki wskazywał, że droga do nieba to na wzór Maryi droga pełnienia woli Ojca w codziennym życiu, to droga służby drugiemu człowiekowi.

„Życie człowieka jest służeniem, jest służbą drugiemu człowiekowi, jest służbą dobru wspólnemu, jest służbą Ojczyźnie, jest służbą Bogu i ludziom. Kiedy małżonkowie przestają sobie służyć, wówczas umiera miłość i rozpadają się domy. Kiedy rodzice przestają służyć dzieciom, wówczas rodzą się samotnicy, egoiści i sieroty. Kiedy obywatele nie służą Ojczyźnie, wówczas ją zdradzają. Kiedy politycy przestają służyć obywatelom, wówczas zaczyna się bieganina za władzą, pieniądzem, wtedy rodzi się niesprawiedliwość, krzywda, nierówność. Kiedy człowiek nie służy Bogu i Kościołowi, wówczas staje się niewolnikiem samego siebie lub innych spraw” – tłumaczył biskup.

Dzisiejszy dzień, to także kolejna (98) rocznica „Cudu nad Wisłą”, wielkiego wydarzenia, któremu przypisywane jest szczególne wstawiennictwo Matki Bożej. „O wielkim „Cudzie nad Wisłą” przez całe lata trwała zmowa milczenia. Dlatego dzisiaj jest to nasz obowiązek, by podtrzymywać pamięć tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy. Było to wielkie zwycięstwo, które poprzedziła żarliwa modlitwa całego narodu i akt oddania Najświętszemu Sercu Jezusa wraz z oddaniem przez Episkopat Polski Ojczyzny pod opiekę Maryi Królowej Polski. Dziękujmy za dar wolności naszej Ojczyzny i módlmy się o opiekę Maryi nad nią” – przypomniał kaznodzieja.

Ten dzień to Także święto Wojska Polskiego, które uznało Maryje za swoja Matkę i Hetmankę. Wyrażając wdzięczność żołnierzom i cywilnym pracownikom Wojska Polskiego za służbę dla dobra Ojczyzny, biskup Mazur zapewnił o modlitwie za nich: „Modlimy się za was drodzy żołnierze, byście zawsze stali na straży naszej Ojczyzny i razem z wami modlimy się o pokój w naszej Ojczyźnie, w Europie i na świecie. W tym dniu oddajemy cześć bohaterom, którzy oddając własne życie przyczynili się do tego, że możemy żyć w wolnej Polsce”.

Swoje przesłanie do zgromadzonych wygłosił też kard. Gerhard Muller: „Wiara katolicka jest dla nas podstawą, która łączy wszystkie narody między sobą i czyni pojednanie na nowo realnym, gdyż nasza wiara opiera się na przesłaniu, że Bóg jest Stwórcą wszystkich nas i stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo, a jego Syn narodził się z Maryi Dziewicy i posłał nam Swojego Ducha. Każdego dnia zbliżamy się ku życiu wiecznemu. Podczas tej pielgrzymki ku niebu można polecić się modlitwom Matki Bożej, bo Ona jest Matka nas wszystkich, doskonale nas rozumie i prowadzi podczas tej drogi.

W sposób szczególny wiara katolicka jest elementem tożsamości narodu polskiego już od ponad 1000 lat. Polska ostała się nie dzięki wymiarom gospodarczym, społecznym czy politycznym, ale ostała się dzięki wierze chrześcijańskiej. Polska należy do Europy, ale Europa składa się z wielu narodów i dlatego Unia Europejska powinna brać przykład z Polski, bo dzięki takim krajom jak Polska Unia Europejska się rozwija. Polska nie musi dać się nauczać politykom z Brukseli, ze Strasburga co oznacza demokracja i wolność. Należy się szacunek polskim władzom, które zostały wybrane demokratycznie w imieniu całego kraju i w kontekście Unii Europejskiej.

Politykom z Brukseli bym radził, żeby po przylocie do Warszawy, nie jechali tylko do budynków rządowych, ale żeby właśnie przyjechali na Mazury i zobaczyli jak tu jest pięknie i jak dobre jest to powietrze, w którym można oddychać wolnością”.

Po Mszy św. wręczono akty mianowania na wyższe stopnie wojskowe oraz medale resortowe. Zgromadzeni goście mieli okazję zobaczyć salwę honorową, oraz musztrę paradną w wykonaniu Orkiestry Reprezentacyjnej Morskiego Oddziału Straży Granicznej. 

„Dzisiaj, na terytorium Rzeczypospolitej stacjonują wojska sojusznicze. To jest bardzo istotny element gwarancji bezpieczeństwa. Dbamy o to, żeby polska armia była coraz silniejsza, coraz bardziej nowoczesna, żeby podlegała modernizacji. Żeby była większa. Zwiększane są nakłady na polską obronność. Polska jest za to chwalona” - mówił podczas uroczystości wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński.

Po zakończeniu części oficjalnej wszyscy zgromadzeni mogli wziąć udział w pikniku militarnym, na którym żołnierze zaprezentowali swój sprzęt i wyposażenie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem