Reklama

Z tatą zawsze było na „maksa”

2013-09-09 15:52


Niedziela Ogólnopolska 37/2013, str. 44-45

Archiwum rodzinne Filipa Frąckowiaka

MARTA JACUKIEWICZ: - Minęła pierwsza rocznica śmierci prof. Józefa Szaniawskiego, Twojego taty. Powiedz, proszę, jakie wspomnienia szczególnie zapisały się w Twojej pamięci?

FILIP FRĄCKOWIAK: - Jedno ze wspomnień, które bardzo dobrze pamiętam, to święta Wielkiej Nocy w 2000 r. Te święta spędziliśmy w trójkę nad Morskim Okiem. Mieszkaliśmy w schronisku. Pamiętam, że chodziliśmy modlić się do kapliczki nad Morskim Okiem. Wtedy działo się bardzo dużo różnych rzeczy… Pamiętam też, że ratowaliśmy jakiegoś bernardyna, który wpadł do Morskiego Oka, ponieważ lód się pod nim załamał… Inna historia, którą pamiętam, to wjazd samochodem do jednego ze schronisk po słowackiej stronie Tatr. Wtedy się zakopaliśmy, więc była to niezaplanowana atrakcja - w wielkich nerwach odkopywaliśmy samochód. To była niedopuszczalna porażka, której nie było w planie (śmiech).

- Wspominasz, że dużo się działo podczas wyjazdu nad Morskie Oko. Powróćmy do wspomnień z dzieciństwa. Jakie masz wspomnienia związane z tatą?

- Wyjazdów z tatą zawsze było dużo i zawsze były z przygodami. Pamiętam, jak tata woził mnie na motocyklu do przedszkola. Musiałem mieć wtedy jakieś trzy, cztery lata. Z tatą zawsze było na „maksa” (śmiech). I tak było ze wszystkim, co robił. Także nasze wyjścia na szlaki w wysokich górach były na „maksa”. On to lubił. Lubił takie ekstremalne zdarzenia w życiu, wysoki poziom adrenaliny.

- Mówisz o bardzo dobrych relacjach z tatą. A jak było w domu? Czy dużo rozmawialiście wieczorami?

- Tak, ale nie były to tylko rozmowy wieczorne. Te rozmowy brały początek np. ze wspólnego wyjścia do kina czy obejrzenia wiadomości. Rozmawialiśmy na temat kształtu Polski - w którą stronę powinien pójść polski rząd. Podczas pogrzebu prof. Wysocki powiedział, że mój tata „był chory na Polskę”. Rozmowy polityczne dotyczyły tego, co się działo i - ostatecznie - nie było korzystne dla Polski. Tata często powtarzał, że Polska nie może być dłużej krajem straconych szans. Później po kolei wymieniał te stracone szanse. Dużo też rozmawialiśmy na tematy rodzinne, podsumowywaliśmy różne czasy, na przykład czas rozstania - kiedy tata był zamknięty na pięć lat, a dostał wyrok dziesięciu lat. Dziś uświadamiam sobie, że jeszcze za mało rozmawialiśmy. Kiedy kilka miesięcy temu dowiedzieliśmy się o decyzji odejścia z tronu Piotrowego papieża Benedykta XVI - w pierwszej chwili pomyślałem, żeby zadzwonić do taty… Tak u nas było, że kiedy działo się coś nowego, to tata dzwonił do mnie i wymienialiśmy się pierwszymi uwagami na gorąco - od razu przez telefon. I tych rozmów teraz rzeczywiście brakuje…

- A jak zapamiętałeś ostatnie spotkanie?

- Nasze ostatnie spotkanie to był wspólny obiad w jego ulubionej restauracji na Starym Mieście. Właściwie głównym celem spotkania były zdjęcia do jego nowej książki, która poświęcona była Wiktorii Wiedeńskiej. Robiliśmy zdjęcia m.in. kościoła Ojców Kapucynów na ul. Miodowej, gdzie jest złożone serce Jana III Sobieskiego. I pamiętam, że robiłem zdjęcia z poziomu ulicy (śmiech). Bardzo trudno było objąć w kadrze cały front kościoła. Wielokrotnie tak było, że brałem aparat - tym razem pożyczyłem aparat od mojego kolegi, bo był lepszy - miał go też tata ze sobą w Tatrach… Ja leżałem na ziemi (śmiech), nade mną stał tata, który pytał, czy aby na pewno mam w kadrze to i to… „I zrób na wszelki wypadek jeszcze dziesięć takich zdjęć, żeby chociaż jedno wyszło dobrze” (śmiech). Tata zazwyczaj nie miał kalendarza ułożonego „na sztywno”, bo ciągle coś się działo - albo był jakiś telefon, albo jakieś spotkanie… Później mieliśmy jeszcze gdzieś jechać, robić zdjęcia, ale uznaliśmy, że to już odłożymy na później. To było nasze ostatnie spotkanie.

- Po tym spotkaniu jeszcze rozmawialiście przez telefon?

- Rozmawiałem z tatą przez telefon dwa razy. Raz w sobotę, drugi raz we wtorek - tamta rozmowa trwała półtorej godziny. W telefonie miałem zaznaczoną godz. 9.35. Jechałem wtedy odwieźć syna do przedszkola, stałem w korku i pomyślałem, że zadzwonię do taty. Był w świetnym humorze i kondycji. Mówił, że widoki są piękne, że jest superpogoda, i że w ogóle jest chyba dziś pierwszy na Świnicy. Nic nie zapowiadało tego wypadku. Przynajmniej w tamtej rozmowie nic nie wskazywało na to, że źle się czuje.

- Co jeszcze mówił?

- Mówił, że jest świetny widok ze szczytów, choć są jeszcze chmury poniżej. Mówił, że w tym momencie miał właśnie schodzić, ale z tej okazji, że zadzwoniłem, to jeszcze sobie usiadł.

- Filipie, nieraz byłeś z tatą w górach. Jak mógł wtedy rozpocząć się dzień Twojego taty?

- Rok wcześniej - w sierpniu 2011 r. byliśmy w górach we trzech razem z moim - wtedy trzyletnim - synem Frankiem. Nosiłem synka w nosidełku na plecach. Wstawaliśmy o 6.00, stąd jakby moja pewność, jak wyglądał jego dzień. Myślę, że zrobił sobie kawę, umył zęby i wyszedł do kolejki. Kiedy byliśmy razem w górach, to też wstawaliśmy rano, piliśmy herbatę czy kawę, ubierałem Franka i szliśmy do kolejki. Przeszliśmy tę trasę, z której tata spadł.

- Mówisz o wyprawie, z której zdjęcia były publikowane z mediach po śmierci Twojego taty. Czy tamto miejsce ze zdjęć było gdzieś w pobliżu miejsca, z którego spadł prof. Szaniawski?

- To zdjęcie, o którym mówimy, było na Zawracie. Czyli jakieś 300-500 m od tego miejsca, z którego tata spadł. Nie byłem jeszcze w tamtym miejscu, bo najpierw po śmierci taty było wiele obowiązków tutaj, później dość szybko popsuła się pogoda, zaczął padać śnieg.

- W jaki sposób dowiedziałeś się, że tata nie żyje?

- Byłem poza Warszawą. Myślałem, żeby jechać od razu do Zakopanego. Było też kilka telefonów, próba weryfikacji na policji i w TOPR. Wsiadłem do samochodu, chciałem tam jechać, ale zadzwoniłem do mamy. Mama była wtedy w Olsztynie. Poprosiła, żebym przejechał przez Warszawę. Razem pojechaliśmy do Zakopanego. Dojechaliśmy o godz. 5, a o godz. 7 byliśmy umówieni na komendzie policji. Pojechałem potwierdzić tożsamość zwłok…

- Masz takie momenty, że w myślach rozmawiasz z tatą?

- Tak, często rozmawiam w myślach z tatą. Jeśli chodzi o tę stronę bardziej prywatną - była to bardzo fajna relacja dorosłego syna z dojrzałym człowiekiem. Mógłbym to nazwać męską szorstką przyjaźnią. To było wspaniałe. I tego rzeczywiście bardzo brakuje.

- Józef Szaniawski bardzo dużo pisał...

- Pierwsze, co po nim zostało, to teksty. W ciągu ostatnich lat wiele publikował. Bardzo dużo pisał i na szczęście dużo zostawił po sobie. Jego książki historyczne są jednocześnie zbiorem jego myśli. I to jest pewnego rodzaju testament. Jego książki są w dalszym ciągu popularne. Nie chodzi tutaj tylko o najbliższy czas po śmierci, bo w dalszym ciągu są chętnie kupowane.

- Teraz pracujesz w Izbie Pamięci Pułkownika Kuklińskiego. W jaki sposób traktujesz tą pracę?

- Zmagania mojego taty z przedłużeniem czci pamięci płk. Kuklińskiemu bardzo długo spotykały się z dezaprobatą, podobnie jak cała opowieść o misji płk. Kuklińskiego. I to, że powstało to muzeum - ta skromna Izba Pamięci - przy wielu przeciwnościach, było jego wielką zasługą. Stąd też moja „walka”, żeby to utrzymać. Traktuję to jako podstawową działalność założonej przeze mnie Fundacji im. Józefa Szaniawskiego. To muzeum musi działać, bo po pierwsze - jest świadectwem misji płk. Kuklińskiego, a po drugie - jest świadectwem ogromnego trudu Józefa Szaniawskiego. Trudu w walce o prawdę.

Tagi:
Szaniawski

Muzeum ciągle żywe

2012-11-19 14:14

Magdalena Kowalewska
Niedziela Ogólnopolska 48/2012, str. 31

Na warszawskim Starym Mieście (ul. Kanonia 20/22) mieści się mała, ale arcyważna dla historii i tożsamości Polaków Izba Pamięci płk. Kuklińskiego. Wiele osób myśli, że od momentu tragicznej śmierci jej założyciela dużo się tutaj zmieniło. Pojawiają się pytania o przyszłość tego muzeum oraz czy wciąż jest otwarte. Tak, jest otwarte. Józef Szaniawski nie żyje, ale jego wielkie dzieło nadal tętni życiem

MAGDALENA KOWALEWSKA
Przemawia Filip Frąckowiak, dyrektor Izby Pamięci płk. Kuklińskiego

Od chwili powstania Izby Pamięci płk. Kuklińskiego muzeum to odwiedziło ok. 35 tys. osób, w tym wielu dyplomatów, wojskowych czy przedstawicieli Polonii. Tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, od momentu kiedy obowiązki dyrektora po Józefie Szaniawskim przejął jego syn Filip Frąckowiak, miejsce to zwiedziło ok. 1,5 tys. osób. Przychodzą tutaj różni ludzie: młodzież licealna, studenci, rodziny z dziećmi, osoby starsze, a także wszyscy ci, którzy wiernie noszą w sercach zasługi płk. Kuklińskiego, bohatera Polski i Ameryki, który dzięki zdobyciu supertajnych planów Armii Czerwonej i przekazaniu ich Stanom Zjednoczonym uchronił Polskę i świat przed III wojną światową. Nie brakuje również przypadkowych turystów polskich i zagranicznych. W ostatnim czasie Izba Pamięci płk. Kuklińskiego gościła: Niemców, Szwedów, Holendrów, a nawet Rosjan.

Odpowiedź na wszelkie wątpliwości

Na twarzach Holendrów podczas wizyty w muzeum płk. Kuklińskiego pojawiło się niemałe zaskoczenie po zobaczeniu mapy pochodzącej z 1970 r., która przedstawia m.in. ataki Ludowego Wojska Polskiego i NRD-owskich wojsk na kraje Beneluksu, w tym na małą Holandię.

Nagle zwiedzający Holendrzy, mający 60-70 lat, uświadomili sobie, że wtedy, gdy byli jeszcze w sile i kwiecie wieku, mogli stać się ofiarami wojny, i gdyby nie płk Kukliński, prawdopodobnie historia Polski i Europy potoczyłaby się zupełnie inaczej. - Najważniejszą zasługą Józefa Szaniawskiego było to, że upomniał się o zapomnianą postać płk. Ryszarda Kuklińskiego, drugiego Józefa Piłsudskiego, który ocalił nas przed Moskwą - mówi historyk prof. Wiesław Wysocki i dodaje, że wiele osób budzi się jeszcze z pewnej peerelowskiej rzeczywistości: - Ci, którzy tutaj przychodzą, wychodzą zupełnie inni. Mają przed sobą nową ocenę człowieka, polskiego herosa i Prometeusza, którym był płk Kukliński. Prof. Wysocki zaznacza, że każdy, kto szuka oceny przeszłości XX wieku i chce rozliczyć się z mentalnością PRL-u oraz z postawami prokomunistycznymi, ma wręcz swoisty obowiązek odwiedzić Izbę Pamięci płk. Kuklińskiego. W tym miejscu znajdzie odpowiedzi na wszelkie wątpliwości.

Niewielkie muzeum płk. Kuklińskiego jest wyjątkowe nie tylko dlatego, że założył je wyjątkowy człowiek - śp. Józef Szaniawski, dla którego płk Kukliński był wielkim wzorem do naśladowania. Ale także dlatego, że troszczy się o nie zarówno jego dyrektor, jak i sąsiedzi z pobliskich kamienic oraz wszyscy ludzie dobrej woli, którzy zaglądają na tyły warszawskiej katedry św. Jana, gdzie mieści się Izba Pamięci płk. Kuklińskiego. Często przychodzą i mówią: „Sprawdzamy, czy wszystko jest w porządku”. - Bardzo mnie cieszą ci, którzy wspierają muzeum i otwarcie popierają jego działalność, a także deklarują swoją pomoc na wypadek, gdyby Izba Pamięci płk. Kuklińskiego miała jakieś problemy z funkcjonowaniem - wyznaje „Niedzieli” Filip Frąckowiak, dyrektor Izby Pamięci płk. Kuklińskiego.

Maksimum treści, minimum słów

Po śmierci prof. Józefa Szaniawskiego, społeczeństwo zaczęło pytać o to, czy Izba będzie kontynuować swoją działalność, bowiem założyciel muzeum stoczył niejedną bitwę z władzami stolicy o zachowanie tego miejsca. Wszelkimi możliwymi sposobami, niekiedy wallenrodycznymi, udawało mu się wygrywać te batalie. - Miał bardzo ostre pióro, niczym szabla, którego się bano i przed którym ustępowano - podkreśla prof. Wysocki. - Nic nie wskazuje na to, żeby muzeum miało przestać funkcjonować w obecnym lokalu. Jest to znakomite miejsce, biorąc pod uwagę zasługi płk. Kuklińskiego dla Polski - informuje Filip Frąckowiak. To właśnie tędy przechodził płk Kukliński, udając się m.in. na wieżę kościoła św. Anny czy plac Trzech Krzyży, gdzie nadawał tajne raporty dla Amerykanów.

Jak przyznaje Filip Frąckowiak, mimo że nie jest to „muzeum fajerwerków”, a jego zwiedzanie zajmuje od 15 do 30 min, Izba Pamięci płk. Kuklińskiego przekazuje samą esencję tego, co zrobił dla Polski i Europy płk Kukliński. Zawiera maksimum treści przy minimum słów. Takie też było założenie śp. Józefa Szaniawskiego. - Polacy przyzwyczaili się do tego, że muzeum jest na Starym Mieście w tym skromnym, niewielkim lokalu. Gdyby ta ekspozycja znalazła się w zasobach np. Muzeum Wojska Polskiego, utonęłaby w morzu innych ekspozycji. Liczę na to, że władze Warszawy nadal będą wykazywały się swoją przychylnością, tak jak zadeklarowały to zaraz po śmierci taty, oferując chęć współpracy i pomoc w utrzymaniu muzeum w tym miejscu - mówi syn Józefa Szaniawskiego. - Władze zachowują się naprawdę bardzo życzliwie. Nie chcemy, żeby był to przejaw jakiejś koniunktury, wynikającej z takiego czy innego układu. Mamy nadzieję, że wykażą się zrozumieniem sprawy tego miejsca - akcentuje prof. Wysocki, który jest jedną z osób pomagających Filipowi Frąckowiakowi w założeniu Fundacji im. Józefa Szaniawskiego, która będzie promowała zasługi płk. Kuklińskiego oraz różnych polskich bohaterów walczących o niepodległość i wolność naszej Ojczyzny.

Muzeum, instytut myśli i biblioteka

Pomysł stworzenia fundacji, która jest obecnie rejestrowana, zrodził się zaraz po tragicznej śmierci prof. Szaniawskiego, który pozostawił wiele niedokończonych inicjatyw, a także wielką spuściznę historyczno-naukową. Najważniejszym jej celem będzie promocja zasług i osiągnięć płk. Kuklińskiego, ale też wielkich postaci i bohaterów walczących o Polskę, takich jak Marszałek Józef Piłsudski czy Jan III Sobieski. Nie zabraknie też upamiętnienia pokolenia Żołnierzy Wyklętych, w tym rotmistrza Witolda Pileckiego. Instytut Myśli Józefa Szaniawskiego, działający przy fundacji, zajmie się też historią stosunków polsko-rosyjskich i będzie podejmował głównie te tematy, które zostały przedstawione w książce Józefa Szaniawskiego „Reduta - Polska między historią a geopolityką”. Są również plany, aby wydać w jakiejś formie niedokończoną monografię Profesora „Bitwa pod Wiedniem”. - Mój tata był głośnym człowiekiem, ale za to bardzo skromnym. Tak jak nie promował siebie, tylko wielkich bohaterów, tak też powstająca fundacja zajmie się podkreślaniem roli tych bohaterów. Nazwiskiem taty chciałem upamiętnić przywracanie przez niego czci wiktoriom polskiego oręża - podkreśla syn prof. Szaniawskiego.

Fundacja przede wszystkim będzie stawiała na upowszechnianie wśród Polaków wiedzy związanej z postacią płk. Kuklińskiego, dlatego Izba Pamięci płk. Kuklińskiego będzie priorytetem. Filip Frąckowiak, zarządzający fundacją, planuje również stworzenie przy muzeum płk. Kuklińskiego biblioteki naukowej, w której znajdzie się okazały księgozbiór patriotyczno-niepodległościowy prof. Szaniawskiego, zawierający wiele druków pochodzących jeszcze sprzed II wojny światowej. Syn Profesora tworzy to miejsce z myślą o studentach i badaczach historii. Chce również organizować konkursy na najlepsze prace naukowe z obszaru tematycznego, którym zajmował się Józef Szaniawski. Buduje właśnie wokół siebie skromny zespół zaufanych ludzi, którzy poświęcają swój czas i działają pro publico bono, realizując wspomniane zadania. - Gdybym nie miał tych osób wokół siebie, trudno byłoby podjąć się tego wielkiego projektu, jakim jest fundacja, skupiająca muzeum, bibliotekę i instytut myśli - mówi.

Izba Pamięci w nowej odsłonie

Muzeum płk. Kuklińskiego nie tylko kontynuuje swoją działalność po śmierci założyciela, ale także rozszerza ją o nowe inicjatywy. Dyrektor Izby Pamięci płk. Kuklińskiego pragnie, aby było to miejsce promocji osób, które walczyły o wolność i niepodległość Polski, zarówno z niemieckim, jak i rosyjskim najeźdźcą. - Płk Kukliński byłby zadowolony z tego pomysłu - ocenia Filip Frąckowiak, przypominając słowa płk. Kuklińskiego, który w 1997 r. na spotkaniu z weteranami I polskiej dywizji pancernej gen. Maczka powiedział: „Byliście dla mnie przykładem, gdy szliście w 1939 r. na wojnę, a ja miałem wówczas 9 lat. Ale o wyczynach waszej dywizji było słychać w kraju, chciałem pójść waszym śladem”.

Dlatego też Izba Pamięci płk. Kuklińskiego podpisała w ostatnim czasie umowę o współpracy z Archiwum Akt Nowych, która ma obejmować upamiętnianie dziejów opozycji niepodległościowej w czasach PRL, wspólne przedsięwzięcia dokumentacyjne, badawcze i wydawnicze, a także organizowanie otwartych spotkań edukacyjnych oraz popularnonaukowych. Pierwszym owocem tej współpracy było przekazanie w Izbie Pamięci płk. Kuklińskiego do zasobu Archiwum Akt Nowych historycznych dokumentów pochodzących z prywatnego archiwum Zygmunta Głuszka, uczestnika Powstania Warszawskiego, najmłodszego podharcmistrza Szarych Szeregów. Natomiast 13 grudnia br. w Izbie Pamięci płk. Kuklińskiego zostanie otwarta wystawa należąca do Archiwum Akt Nowych, dokumentująca „Solidarność w stanie wojennym”. Warto podkreślić, że płk Kukliński regularnie przekazywał do USA dane o przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego oraz o współpracy ZSRR i Układu Warszawskiego dotyczącej tej operacji.

W najbliższym czasie w muzeum będzie można również zobaczyć reprodukcję obrazu Jana Matejki „Hołd ruski”, o którym Józef Szaniawski przypominał jako o „największym triumfie w dziejach Polski”, wymazanym z naszej historii. Pod obrazem znajdzie się opis tego dzieła w postaci przedruku felietonu Józefa Szaniawskiego.

Kontynuator myśli prof. Szaniawskiego

Izba Pamięci płk. Kuklińskiego chce docierać przede wszystkim do młodych ludzi, dla których pułkownik winien być wzorem całkowitego poświęcenia się polskiej sprawie. - Chcę być pierwszym, który powie temu młodemu pokoleniu o płk. Kuklińskim, zanim ktokolwiek będzie próbował wmówić mu, że jest postacią niejednoznaczną czy zdrajcą. Nie jest ani postacią niejednoznaczną, ani zdrajcą. Jest bohaterem Polski i Ameryki - zauważa Filip Frąckowiak i dodaje: - Tacie oraz tym, których uczył zarówno na uniwersytetach, jak i za pośrednictwem swoich felietonów, artykułów i książek, należy się zapewnienie ciągłości myśli polityczno-historycznej, którą Józef Szaniawski werbalizował. Postaram się tych ludzi nie zawieść - obiecuje syn Profesora, który po śmierci swojego ojca próbuje spełniać oczekiwania czytelników. Teraz to Filip Frąckowiak, mimo poczucia pewnej niezręczności, podpisuje książki Józefa Szaniawskiego.

* * *

Józef Szaniawski (1944 - 2012)
Założyciel Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego, pierwszy dyrektor tego muzeum. Historyk, politolog, dziennikarz i publicysta w Polsce oraz USA, antykomunistyczny działacz niepodległościowy, ostatni więzień polityczny PRL. Przez 40 lat był nauczycielem historii w liceach i na uniwersytetach. Przez 12 lat ujawniał i przekazywał Radiu Wolna Europa informacje o zależności politycznej Polski od Moskwy, o eksploatacji ekonomicznej przez Rosję Sowiecką, okupacyjnych wojskach sowieckich i zbrodniach stanu wojennego.
W 1985 r. został zdekonspirowany i aresztowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako agent wywiadu Stanów Zjednoczonych. Osadzony w najcięższych więzieniach PRL - na Rakowieckiej w Warszawie oraz w Barczewie k. Olsztyna - spędził w nich w sumie 5 lat. Na skutek interwencji Helsińskiego Komitetu Praw Człowieka oraz rewizji nadzwyczajnej Prokuratora Generalnego uwolniony, a następnie w 1990 r. uniewinniony i zrehabilitowany przez Sąd Najwyższy jako „ostatni więzień polityczny PRL”. Jako przyjaciel i pełnomocnik płk. Kuklińskiego całkowicie poświęcił się działalności na rzecz rehabilitacji oraz promocji płk. Ryszarda Kuklińskiego - bohatera Polski i Ameryki. W 2004 r. przywiózł ze Stanów Zjednoczonych do Polski urnę z prochami płk. Kuklińskiego. Autor ponad 4 tys. artykułów, korespondencji, esejów politycznych, komentarzy, recenzji, a także wielu publikacji książkowych poświęconych płk. Kuklińskiemu, Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu oraz polskim wiktoriom. Uhonorowany m.in.: Orderem św. Stanisława, medalem Milito pro Christo, oficerską szablą honorową Wojska Polskiego, tytułem „Kustosza tradycji, sławy i chwały oręża polskiego”. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zginął w Tatrach 4 września 2012 r., spadając w przepaść.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

33 pomysły na kreatywną randkę

2018-04-04 10:33

Krzysztof Reszka
Niedziela Ogólnopolska 14/2018, str. 56-57

Czym jest nuda? Kiedyś na spotkaniu Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży pewien ksiądz podał ciekawą definicję. Stwierdził, że N.U.D.A. to skrót oznaczający Nieumiejętność Używania Daru Agape, a więc brak kreatywnych pomysłów w wyrażaniu miłości. A przecież Pan Jezus powiedział: „Bądźcie roztropni (sprytni) jak węże, a niewinni jak gołębie” (por. Mt 10, 16). Warto więc zastanowić się nad twórczymi sposobami spędzania czasu we dwoje. Przedstawiamy 33 propozycje:

Fisher Photostudio/fotolia.com

1 Delektujcie się przyrodą i kulturą. Idźcie razem do zoo lub ogrodu botanicznego. Wybierzcie się do kina, teatru, filharmonii, muzeum (np. etnograficznego, historycznego, żydowskiego), parku rozrywki, planetarium czy oceanarium. Idźcie na wystawę, koncert albo na spotkanie z ciekawym człowiekiem. Zobaczcie razem dostępne dla zwiedzających jaskinie, stare klasztory, zamki czy ich ruiny (pomoże wam je znaleźć wujek Google). Odwiedzajcie festiwale i atrakcje turystyczne zgodnie ze swoimi zainteresowaniami.

2 Przygotujcie razem coś do jedzenia dla siebie, rodziny lub przyjaciół. Może to być obiad, ciasto, sałatka owocowa, pizza, pierogi albo jakiekolwiek inne danie. Możecie też wspólnie poszukać przepisów w Internecie lub książce kucharskiej.

3 Nagrajcie filmik kamerą, smartfonem lub aparatem cyfrowym.

4 Inspirująca rozmowa w lesie. Spacer to nie tylko odprężenie i kontakt z przyrodą, ale także okazja do długich rozmów. Wzajemne poznawanie się mogą ułatwić pytania typu: „Co byś zrobił, gdybyś wygrał milion dolarów?" albo „Co zmieniłabyś w swoim życiu, gdybyś mając obecną wiedzę i doświadczenie, mogła cofnąć się w czasie o 15 lat?". Czasem warto też wspólnie pomilczeć i wsłuchać się w śpiew ptaków.

5 Wybierzcie się na cmentarz. Ten pomysł może wydawać się nietypowy, ale wiele par dobrze wspomina wspólne odwiedzanie grobów bliskich, modlitwę, wyszukiwanie ciekawych starych nagrobków czy oglądanie rzeźb cmentarnych aniołów. Być może to miejsce sprzyja rozmyślaniu o miłości „do grobowej deski”.

6 Zagrajcie razem w badmintona, squasha, kręgle, piłkarzyki, piłkę plażową lub tenisa. Idźcie w lecie na rolki, a w zimie na łyżwy. A może skusi was także ścianka wspinaczkowa, klub fitness lub wspólne bieganie wśród zieleni? Próbujcie różnych sportów, aby przez osobiste doświadczenie przekonać się, które najbardziej wam odpowiadają. To świetna zabawa i sposób na rozładowanie stresu.

7 Randka na chłodne dni. Najpierw wybierzcie się na spacer. Potem idźcie razem napić się gorącej czekolady. Możecie też zrobić sobie w domu specjalną kawę z cynamonem lub kardamonem albo herbatkę z sokiem malinowym i goździkami.

8 Dobry uczynek. Możecie wspólnie przygotować kanapki, a może nawet kawę lub herbatę w termosach i zanieść ten poczęstunek osobom bezdomnym. W zimie mogą im się przydać także ciepłe skarpetki i rękawiczki, a w lecie – butelka wody mineralnej.

9 Wspólne układanie śmiesznych piosenek. Wystarczy wymyślać słowa do znanych melodii.

10 Randka w saloniku przy stoliku. Zagrajcie w szachy, warcaby, grę „go”, bierki, kalambury lub gry planszowe. Innym ciekawym pomysłem może być także układanie puzzli.

11 Wspólne czytanie. W domu lub cichej kawiarni można świetnie spędzać czas, oddając się lekturze. Niekiedy jest możliwość, aby czytać tekst z podziałem na role. Najpotężniejszą księgą świata jest oczywiście Biblia, a w niej znajduje się prawdziwa perełka światowej poezji również tej miłosnej: Pieśń nad pieśniami.

12 Idźcie potańczyć. To dobry sposób na wspólną zabawę, odprężenie i dobry nastrój. Badania naukowe wykazują, że regularny taniec obniża poziom kortyzolu (tzw. hormonu stresu) w ślinie badanych. Niektórzy pasjonaci zapisują się także na kurs tańców dworskich.

13 Wspólne wykonywanie drobnych prezentów dla przyjaciół (np. naszyjnik z malowanego makaronu typu „rurki”, figurka z masy solnej, lampiony, ozdoby, pisanki itp.). Wiele ciekawych pomysłów i profesjonalnych instrukcji znajdziecie w necie.

14 Zasadźcie razem drzewo. Wspólna praca nie tylko zbliży was do siebie, ale także da sporą satysfakcję. A my wszyscy zyskamy nowe źródło tlenu i naturalny „oczyszczacz” powietrza.

15 Odwiedźcie razem bibliotekę. Możecie wyszukiwać książki na jakiś ustalony wcześniej temat lub też możecie wzajemnie polecać sobie przeczytane tytuły.

16 Zorganizujcie kolację przy świecach. Taką prawdziwą, z dobrym jedzeniem, muzyką, kwiatami. On niech ubierze na tę okazję garnitur, ona – elegancką sukienkę.

17 Wieczór słuchania muzyki. Przygotujcie płyty, pliki mp3, linki i zanurzcie się w ulubionej muzyce. Dzięki temu będziecie wzajemnie poznawać swoje „małe intymne muzyczne światy” i prezentować sobie wzajemnie ważne dla was utwory. Polecam płyty zespołów takich jak Maleo Reggae Rockers czy 2Tm2,3. Możecie też wspólnie zgłębiać muzykę klasyczną, jeżeli was interesuje.

18 Załóżcie Zeszyt Marzeń i zapisujcie w nim plany do zrealizowania lub miejsca do odwiedzenia. Zapiszcie pomysły na małych karteczkach, które wrzucicie do słoika. Potem losujcie z niego wasze prywatne „zadania do wykonania”.

19 Obejrzyjcie razem mecz lub jakieś igrzyska sportowe.

20 Zorganizujcie wspólne granie na instrumentach np. na gitarach. Można też odnaleźć zapis nutowy i grać na flecie melodie ulubionych piosenek.

21 Odkrywajcie razem nowe miejsca w najbliższej okolicy. Wybierzcie się autobusem lub tramwajem na drugi koniec miasta, tam gdzie jeszcze nie byliście. Eksplorujcie nowe kawiarnie, restauracje i kluby.

22 Wybierzcie się na karaoke!

23 Oglądanie wschodu słońca. Wybierzcie się przed świtem w ustronne miejsce. Możecie zabrać jakieś przekąski i kawę w termosie.

24 Wspólne oglądanie nocnego nieba. Ten pomysł na randkę polecam szczególnie w sierpniu, kiedy można zaobserwować perseidy (tzw. spadające gwiazdy).

25 Zorganizujcie sobie wieczór z YouTube, podczas którego będziecie nawzajem puszczać sobie ciekawe filmiki.

26 Prywatna sesja zdjęciowa. Możecie się zabawić i stworzyć „dowody” w postaci fotografii sugerującej, że odbyliście niesamowitą podróż, która w rzeczywistości nigdy się nie odbyła.

27 Zorganizujcie sobie piknik, grilla lub ognisko, na którym upieczecie kiełbaski i jabłka, a w popiele – ziemniaki.

28 Pływanie razem na statku, łódce z wiosłami, kajaku, żaglówce lub rowerze wodnym.

29 Piszcie wspólnie SMS-y do starych znajomych. Albo lepiej – listy, takie tradycyjne. Możecie też zrobić swoje oryginalne kartki pocztowe!

30 Powietrzna randka. Puszczajcie latawiec, chiński lampion (tylko daleko od zabudowań!) albo balon z helem, do którego przywiążecie pudełeczko z wiadomością dla nieznajomego (można podać w niej swój e-mail, ciekawe, czy ktoś odpisze? ).

31 Stwórzcie razem opowiadanie. Niech jedna osoba napisze pierwsze zdanie, a druga kolejne. I tak na przemian. Postarajcie się, aby historia była sensacyjna i komiczna.

32 Urządźcie w domu seans filmowy. Wcześniej możecie zrobić też własny popcorn. A może uda się skombinować rozwijany ekran i rzutnik?

33 Bycie dla innych. Pomóżcie w nauce dzieciom z rodziny lub sąsiedztwa, odwiedzajcie osoby starsze i pomagajcie im np. w zakupach czy sprzątaniu mieszkania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo: prawda o obecności Boga jest w naszym świecie bardzo potrzebna

2019-03-25 20:42

Ks. Mariusz Frukacz

Marian Sztajner/Niedziela
Dzień Świętości życia w katedrze częstochowskiej

„Chrystus przychodzi po to, aby nasze życie przyjąć i przemienić. Jakże ta prawda o obecności Boga jest w naszym świecie bardzo potrzebna. Zwłaszcza kiedy człowiek i systemy polityczne i społeczne mają swoje zamysły, które są antystworzeniem” - mówił abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, przewodnicząc w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego Mszy św. w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie. Msza św. była również dziękczynieniem w 27. rocznicę podniesienia diecezji częstochowskiej do rangi archidiecezji.

Zobacz zdjęcia: Uroczystość Zwiastowania Pańskiego w katedrze

Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m.in. członkowie kapituły bazyliki archikatedralnej oraz duszpasterze rodzin z archidiecezji. Obecni byli przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń prorodzinnych m.in. Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i Ruchu Domowego Kościoła.

W homilii abp Depo podkreślił, że „Uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest świętem Chrystusa Zbawiciela i Najświętszej Dziewicy Maryi” - Bóg niepojęty i nieogarniony dla umysłu ludzkiego w Osobie Syna stał się Bogiem z nami i dla naszego zbawienia – podkreślił abp Depo.

- Syn przyjął wszystko, co ludzkie oprócz grzechu, aby nas za cenę ofiary z samego siebie przywrócić do godności dzieci Boga i usynowić. Nie odrzucił i nie potępił natury skażonej grzechem, ale ją przemienił. Łaska jakiej Bóg nam udziela buduje na naturze i ją udoskonala – kontynuował metropolita częstochowski i dodał: „Oznacza to dla nas przyjęcie siebie takim, jakim się jest i całej historii swojego życia na wzór Maryi, w całej prostocie spotkań z Bogiem”..

Metropolita częstochowski zaznaczył, że „życie duchowe nie polega na oderwaniu się od rzeczywistości i stworzeniu jakiegoś idealnego ja, czy wymarzonego świata bez bólu, cierpienia, niezrozumienia i śmierci”.

- Wiara w Jezusa Chrystusa Odkupiciela domaga się, aby przyjąć siebie i otaczający nas świat takim, jakim on jest, ale jednocześnie otworzyć się na działanie łaski, która przemienia – kontynuował arcybiskup.

- Bóg objawia siebie w rzeczywistości świata, a nie obok niego. Objawia się w historii naszego świata, a nie poza nią. Chrystus przychodzi po to, aby nasze życie przyjąć i przemienić. Jakże ta prawda o obecności Boga jest w naszym świecie bardzo potrzebna. Zwłaszcza kiedy człowiek i systemy polityczne i społeczne mają swoje zamysły, które są antystworzeniem – podkreślił abp Depo.

- Chrześcijańska duchowość urzeczywistnia się zawsze we wspólnocie Kościoła. Nie ma wspólnoty wiary chrześcijańskiej bez Kościoła i bez eucharystii. Logika wcielenia Syna Bożego prowadzi nas nie tylko do adoracji i uwielbienia Boga za Jego miłość, ale również do ludzi, zwłaszcza tych, którym możemy usłużyć, tych którzy oczekują naszej pomocy, poczynając od poczęcia pod sercem matek, aż po naturalną śmierć – kontynuował metropolita częstochowski.

- Wcielona miłość Syna Bożego jest pokorną służbą, poświęceniem życia za przyjaciół przez śmierć na Golgocie. Tej ewangelicznej miłości, wrażliwości i odwagi wiary na potrzeb nasze i innych uczy nas dzisiaj Jego Matka, Maryja – zakończył abp Depo.

Po homilii odbył się obrzęd ślubowania i przyjęcia do Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Ślubowanie to złożyło 26 osób. Natomiast przed końcowym błogosławieństwem metropolita częstochowski udzielił specjalnego błogosławieństwa matkom oczekującym narodzin dziecka.

Abp Depo podziękował również za wierną służbę Kościołowi redaktor naczelnej „Niedzieli” Lidii Dudkiewicz, jako kontynuatorce dzieła i służby ks. inf. Ireneusza Skubisia. Metropolita częstochowski podziękował również ks. dr. Jerzemu Bieleckiemu, który pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego „Niedzieli”.

Metropolita częstochowski równocześnie mianował ks. dr. Jarosława Grabowskiego nowym redaktorem naczelnym tygodnika katolickiego „Niedziela”.

Po Mszy św. w auli przy archikatedrze członkowie ruchów i stowarzyszeń rodzinnych dzielili się świadectwami swojej wiary i uczestniczyli w modlitwie uwielbienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem