Reklama

Ośrodek dla osób uzależnionych „Betania”

Siebie dać innym

2013-12-10 13:35

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 50/2013, str. 50-51

Graziako/Niedziela

Siedziba „Betanii” we Mstowie to niewielka posesja z dwoma domami, położona przy ul. Leśnej. I rzeczywiście las zagląda do niej na odległość niewielkiej asfaltowej drogi. Dwa domy dalej są już rozległe pola. Za drewnianym płotem krzątanina. Jesienny wiatr unosi z ziemi liście, skrzętnie zgrabiane przez młodych mężczyzn, właściwie chłopców. Ostatnie dni jesiennego ciepła sprawiają, że z otwartych okien dobiegają odgłosy rozmów, brzęk talerzy i garnków. W kuchni trwają przygotowania do obiadu. Na piętrach zamiatanie, zmywanie, pracują pralki. Teren zagospodarowany tunelem foliowym, w którym soczyście zielenią się ostatnie główki sałaty. Grządki warzywne zajmują część wolnej przestrzeni w centrum ośrodka.

Katolicki Ośrodek Rehabilitacyjno-Readaptacyjny „Betania” służy uzależnionym od narkotyków dorosłym osobom bez względu na wiek i płeć. Od 18 lat wzwyż, ale najwięcej jest osób młodych: uczniów, studentów, pracowników. Szeroki przekrój społeczno-zawodowy, od lekarza dwu specjalizacji do bezrobotnego. Wśród nich osoby uzdolnione plastycznie, muzycznie, aktorsko (zajęcia teatralne prowadzi w ośrodku psycholog ks. Rafał Kowalski). Podopieczni zostawiają tu nie tylko kawałek swojego życia, ale też swoje prace. W przestrzeni ogrodu zwracają uwagę rzeźby-maski, wykonane przez podopieczną Betanii – studentkę ASP, kapliczka z Jezusem Frasobliwym – również dzieło „betańczyka”. Portret Papieża i postać Jezusa Miłosiernego, znajdujące się w kaplicy, wyhaftowała mama jednego z podopiecznych ośrodka. W salonie przyciąga wzrok obraz św. Sebastiana oraz zabytkowe pianino, służące wspólnotowym spotkaniom. Witraż z gołębicą symbolizującą Ducha Świętego w oknie kaplicy został wykonany przez zaprzyjaźnioną z ośrodkiem rodzinę Pospieszalskich. To właśnie ten piękny witraż spowodował, że kaplica jako jedyne pomieszczenie w ośrodku nie ma wymienionego okna, gdyż obawiano się go uszkodzić.

Po ośrodku oprowadza nas Małgorzata Praszczyk, specjalistka terapii uzależnień, od 16 lat pracująca w „Betanii”. Naszą wędrówkę kilkakrotnie przerywają telefony. Zgłoszenia do ośrodka napływają z całej Polski. Ostatnie ze Szczecina. Na rozpoczęcie terapii czekają już trzy osoby. Mogą przyjechać tylko wtedy, gdy zwolni się miejsce lub gdy ktoś zakończy terapię. W czasie naszej obecności nastąpiła taka właśnie sytuacja. Jedna z podopiecznych ośrodka zrezygnowała po dwu miesiącach terapii. – Pobyt w naszym ośrodku jest dobrowolny. Nie zatrzymujemy podopiecznych. Zresztą, jak widać, ośrodek jest otwarty, płot niewysoki, za płotem las, gdyby chcieli, w każdej chwili mogą go opuścić – mówi Małgorzata.

Reklama

Jednak motywacja do terapii w ośrodku rzadko jest dobrowolna. – Do leczenia przymuszają rodzice, beznadziejna sytuacja życiowa lub sąd, gdy popełnią przestępstwo. Mają do wyboru: leczenie w ośrodku lub więzienie – mówi kierownik ośrodka Kazimierz Jarzębski. – Boją się kryminału, więc trafiają do nas – dodaje. Program terapii realizowany jest w ciągu 12-15 miesięcy. Leczenie to decyzja, że chce się zerwać z nałogiem. Niestety, te motywacje często są wątpliwe. Terapię kończy 25-40 proc. pacjentów. – Ale każda motywacja jest dobra, kiedy człowiek przestaje brać – mówi pan Kazimierz. – Każdą motywację można przeformułować: z przymusu na decyzję. Jak się uda, ludzie wychodzą z uzależnień – podkreśla. – Ważny jest też aspekt redukcji szkód. Czas spędzony w ośrodku pozwala przedłużyć życie. To jest przecież przerwa w braniu – dodaje.

Miły zapach prowadzi nas do kuchni. Po pomieszczeniu krzątają się dwie dziewczyny i słusznej postury kucharz Oktawian. – Codziennie gotują inne osoby, dyżury są rozpisane. Każdy musi prać, sprzątać, gotować, i to dla 28 osób – wyjaśnia Małgorzata. Gdy my pałaszujemy naleśniki z czekoladowo-dżemowym nadzieniem, Oktawian przyjmuje podziękowania z szerokim uśmiechem. Dziś na trzech patelniach usmaży się 90 naleśników plus kilka na dokładkę. – Wśród podopiecznych zdarzali się prawdziwi kucharze, to dopiero były obiady! – śmieje się Małgorzata. Wokół kuchni pojawia się coraz więcej osób. Zastanawiam się, czy to my przyciągamy uwagę, czy zapachy wydobywające się z kuchni, wszak zbliża się pora obiadowa.

Katolicki Ośrodek Rehabilitacyjno-Readaptacyjny dla Osób Uzależnionych „Betania” powstał jako pierwszy w Polsce. Jego założyciele to m.in. Piotr Pieczewski, ks. Antoni Długosz, dr Marek Sternalski. Zaistniał dzięki determinacji kilku osób, w tym ówczesnego ks. Antoniego Długosza, obecnego biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej. „Betańczycy” nazywają go Bibunią, gdyż Ksiądz Biskup tak właśnie zwraca się do wszystkich mieszkańców „Betanii”. – Gdyby nie on, nie byłoby „Betanii” – podkreśla Kazimierz Jarzębski. Do dziś bp Długosz obchodzi z „betańczykami” swoje imieniny, przyjeżdża na wigilie i przed świętami Wielkiej Nocy. Z ramienia Episkopatu Polski pełni funkcję krajowego duszpasterza młodzieży nieprzystosowanej społecznie. – Wigilia jest liczna. Do stołu zasiadają nie tylko obecni podopieczni ośrodka, ale też byli, którzy przybywają z całej Polski. Wielu z nich właśnie w naszym ośrodku narodziło się na nowo, wielu „Betanii” zawdzięcza życie – mówi kierownik ośrodka.

W terapii wychowawcy odwołują się do wartości chrześcijańskich. Codzienna modlitwa, Msze św. odprawiane raz w tygodniu przez duszpasterza ośrodka – ks. Zbigniewa Zalejskiego, a także rekolekcje i świąteczne spotkania nadają religijny ryt ośrodkowi, choć przebywają w nim osoby, którym nieraz daleko do Boga. W grupie starają się tworzyć wspólnotę, bo tylko ludzie, którzy doświadczyli uzależnienia, mogą pomóc sobie i innym. Podstawą są spotkania społeczności terapeutycznej, które w „Betanii” nazywane są dzieleniami. Ta wspólnota doświadczeń scala grupę i pomaga przejść najgorszy okres. Wychowawcy uzupełniają terapię grupową indywidualnymi spotkaniami z podopiecznymi, a także z ich rodzinami.

Po zakończeniu terapii podopieczni przechodzą do hostelu. Od niedawna ośrodek dysponuje hostelem zajmującym cały dom na Stradomiu w Częstochowie. Warunkiem pobytu w hostelu jest praca. Jak ją zdobyć w mieście, gdzie panuje ponad 20-procentowe bezrobocie? – Ono nie dotyczy osób, które chcą pracować – podkreśla stanowczo pan Kazimierz. – Gdy po pierwszych dwu tygodniach pobytu w hostelu pracowały tylko dwie osoby, powiedziałem pozostałym, że mają dwa tygodnie na znalezienie pracy, w przeciwnym wypadku muszą bezwarunkowo opuścić hostel. Po tygodniu wszyscy mieli pracę. Fachowcy nawet dobrze płatną – dodaje.

Hostel nie ma umowy z NFZ. Sam się utrzymuje. Jego podopieczni, 10 osób, muszą zarobić na siebie i na niego. – Wychowawcy pracują charytatywnie – podkreśla pan Kazimierz i, parafrazując piosenkę Stanisława Soyki, dodaje, że praca z osobami uzależnionymi to nie zawód, to życie, które nie tylko po to jest, by brać, lecz aby żyć, siebie samego trzeba dać. Dlatego w ośrodku pracują osoby o szczególnych cechach i preferencjach. – Tu nie pracuje się osiem godzin i idzie do domu. Tę pracę nosi się w sobie – podkreślają opiekunowie.

Miła i ciepła wizyta w „Betanii” nie zmyli uważnego obserwatora. Tu toczy się walka o zdrowie i życie i niewielu ją wygrywa. Wracają do nałogu i podejmują kolejną walkę, umacniając wolę trwania w abstynencji z pomocą terapeutów i świadectw kolegów. Bp Długosz taką postawę nazywa bohaterstwem. Niestety, problem narkomanii narasta. Narkotyki są dostępne na każdym kroku. – Uczeń gimnazjum nie musi czekać na dilera w szkole. Narkotyki dostępne są już na drodze do szkoły – mówi Kazimierz Jarzębski. – W letnie wieczory w Alejach Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie czasami czuć zapach palonej marihuany.

Kulturę brania szerzą idole kultury masowej, którzy bezrefleksyjnie mówią o nieszkodliwości palenia trawy i kpią z polskiego prawa, odbierając paczkę narkotyków zaadresowaną na swojego psa. – Dorosły, dojrzały człowiek może mówić, że marihuana mu nie szkodzi. Im w ich wieku niewiele już szkodzi, ale słuchających ich 12-13-latków marihuana zabija – podkreśla kierownik ośrodka. Inaczej działa ona na organizm dorosłego, a inaczej na dziecko. Młody organizm bardzo łatwo zrujnować narkotykiem czy alkoholem. To właśnie branie narkotyków przez coraz młodszych budzi największy niepokój wychowawców „Betanii”, którzy na co dzień stykają się ze skutkami uzależnień.

Tagi:
narkotyki uzależnienia

Reklama

Zaczęło się dziać, gdy odeszli od Boga

2019-02-22 11:02

salvenet.pl

Jak wygląda duchowa strona terapii osób uzależnionych od narkotyków?

- Kiedy pracowałam w ośrodku dla uzależnionych, ci młodzi ludzie, wiedząc,że jestem siostrą zakonną, przychodzili do mnie i mówili,że chcieliby wrócić do Boga. Opowiadali,że to wszystko, co zaczęło się dziać, ich choroba, narkomania, jest związana z ich odejściem do Boga. Sami stwierdzali, że wszystko zaczęło się psuć, kiedy łamali przykazania Boże - mówiła s. Jolanta Glapka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra polowa: uczczono pamięć uczestników akcji pod Arsenałem

2019-03-26 20:43

kos / Warszawa (KAI)

W Warszawie odbyły się dziś obchody 76 rocznicy akcji pod Arsenałem, jednej z najbardziej brawurowych operacji wojskowych przeprowadzonych w stolicy przez Grupy Szturmowe Szarych Szeregów w okresie II wojny światowej. Dzięki niej z rąk Niemców udało się odbić 21 zakładników, m.in. Jana Bytnara ps. „Rudy”. W intencji uczestników akcji odprawiona została w katedrze polowej Wojska Polskiego Msza św., której przewodniczył ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego. Po zakończonej Eucharystii u zbiegu ul. Bielańskiej i Długiej w historycznym miejscu przeprowadzenia akcji odbył się apel pamięci.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Homilię wygłosił ks. ppłk Robert Krzysztofiak, kapelan Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, dziedziczącej tradycje jednostek AK, który przypomniał okoliczności i przebieg akcji pod Aresnałem. Podkreślił, że jej uczestnicy powinni być dla współczesnych wzorem do naśladowania. – Jesteśmy w katedrze polowej nie tylko po to, aby się modlić za uczestników akcji, ale również po to, by oddać im hołd i czerpać od nich wzorce do naśladowania, do życia zgodnie z wartościami, które przyświecały ich harcerskiemu życiu, zgodnie z dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna – powiedział.

Wyraził wdzięczność obecnym na Mszy św. kombatantom i uczestnikom II wojny światowej za świadectwo ich życia, które przekazują kolejnym pokoleniom. – Oni nadal pokazują, że warto dla wolności Ojczyzny poświęcić wszystko. Niech przesłanie „Rudego”, „Alka” i „Zośki” będzie dla nas przykładem jak postępować w życiu codziennym i świadczyć o wielkiej miłości do Boga, człowieka i Ojczyzny – zachęcał.

Eucharystię z ks. Dohnalikiem i ks. Krzysztofiakiem koncelebrował ks. Jerzego Błaszczaka, kapelan Szarych Szeregów. Uczestniczyli w niej kombatanci Armii Krajowej z prezesem Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Leszkiem Żukowskim, generałowie WP gen. dyw. Wiesław Kukuła, gen. bryg. Ryszard Pietras, dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, poczty sztandarowe wojskowe oraz szkolne, harcerze, a także członkowie grup rekonstrukcyjnych.

W trakcie Mszy św. poświęcona została tablica kpt. hm. Eugeniusza Stasieckiego, ps. „Piotr Pomian”, oficera 74. Górnośląskiego Pułku Piechoty w Lublińcu, zastępcy naczelnika „Szarych Szeregów”, zastępcy dowódcy Batalionu „Zośka”, poległego w Powstaniu Warszawskim, która zawiśnie w kościele garnizonowym w Lublińcu.

Po Mszy św. zebrani udali się pod budynek Arsenału, gdzie odbył się apel pamięci i ceremonia złożenia kwiatów przy głazie upamiętniającym akcję.

***

W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. Gestapo zaaresztowało Henryka Ostrowskiego ps. „Heniek”, komendanta hufca-plutonu Praga Grup Szturmowych Szarych Szeregów. „Heniek” został poddany brutalnemu śledztwu w celu pozyskania informacji o siatce, do której należał. Kilka dni później ta sama grupa Gestapo dokonała aresztowania Jana Bytnara, komendanta hufca-plutonu „Południe”.

W znanej książce Aleksandra Kamińskiego „Kamieniach na szaniec” Ostrowski został przedstawiony jako ten, który załamał się w śledztwie i zdradził Jana Bytnara „Rudego”. Aleksander Kamiński nie dysponował jednak informacjami, że „Heniek” niczego nie zdradził Niemcom, w rzeczywistości wszystkie materiały gestapowcy wydobyli ze znalezionych w jego mieszkaniu notatek. Wmawianie „Rudemu”, że Ostrowski załamał się w śledztwie, było celowe dla wydobycia zeznań od Bytnara.

Akcją odbicia „Rudego” dowodzili Stanisław Broniewski „Orsza”, a bezpośrednio Tadeusz Zawadzki „Zośka”. Wcześniej musiało się na nią zgodzić kierownictwo Szarych Szeregów.

Do ataku na więźniarkę doszło u zbiegu ulic Długiej i Bielańskiej w Warszawie w pobliżu budynku Arsenału. Samochód wiozący „Rudego” został obrzucony butelkami z benzyną i zatrzymany. W wyniku ostrzału dwóch żołnierzy podziemia zostało śmiertelnie rannych, a jeden schwytany i później rozstrzelany. Niemcy stracili 4 zabitych (załoga spalonej więźniarki Gestapo i policjant). Rannych zostało też 9 żołnierzy. „Rudego” przeniesiono do oczekującego nieopodal samochodu i wywieziono z miejsca akcji.

W akcji pod Arsenałem uwolniono 21 więźniów, wśród nich obok „Rudego” także Henryka Ostrowskiego „Heńka”. W sumie wzięło w niej udział 28 członków Szarych Szeregów. Następnego dnia w odwecie Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 Polaków i Żydów.

Tylko jedenastu uczestników akcji dożyło końca wojny. Dowódca grupy Tadeusz Zawadzki ps. „Zośka”, zginął 20 sierpnia 1943 r. w czasie rozbicia strażnicy granicznej w miejscowości Sieczychy. Odbity „Rudy” zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń zadanych przez gestapowców w czasie przesłuchania. Tego samego dnia zmarł także Aleksy Dawidowski „Alek”, ranny podczas ewakuacji spod Arsenału.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem