Reklama

Życie na ulicy

2013-12-12 10:54

Anna Buchar
Edycja wrocławska 50/2013, str. 6-7

Bożena Sztajner/Niedziela

O bezdomnych zaczynamy myśleć kiedy zbliża się zima, a temperatura spada poniżej zera. Wiosną – dla wielu problem znika. Tymczasem bezdomność to zagrożenie, przed którym wbrew pozorom stoi każdy z nas

Na wrocławskich ulicach codziennie spotkać można bezdomnych. Mimo to większość ich nie zauważa. O ludziach nie posiadających własnego kąta zakłada się, że są „zbieraczami puszek”, alkoholikami, mieszkańcami dworca, którzy winni są swojej społecznej degeneracji. To błędny, stereotypowy opis. Ci ludzie, to nie tylko alkoholicy, narkomani, czy osoby z patologicznych rodzin. Bezdomność często jest wymuszona przez trudności, z którymi nie są w stanie sobie poradzić. Bezdomnym może stać się każdy. Problem bezdomności dotyczy praktycznie każdego większego miasta. Zima jest czasem szczególnie trudnym dla osób bez dachu nad głową. Są jednak instytucje, które udzielają pomocy potrzebującym. Wrocławskie Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta prowadzi pięć ośrodków dla osób bezdomnych – dwa dla kobiet oraz trzy dla mężczyzn. Stałych miejsc noclegowych w tych ośrodkach jest ok. 450 – mówił w wywiadzie dla tuWroclaw.com prezes Koła Wrocławskiego, Aleksander Pindral. Natomiast nie jest to wystarczająca liczba miejsc jesienią i zimą. W tym okresie uruchamiamy substandardowe miejsca, tzw. dostawki – materace i łóżka, wystawiane na korytarzach i świetlicach – dodaje.

Wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. W każdej placówce w tym okresie organizowane są wigilie dla bezdomnych. Aby zapewnić potrzebującym posiłek, Stowarzyszenie organizuje kwestę na wrocławskim Rynku, gdzie wolontariusze rozdają Talerze Miłosierdzia. Kupiona cegiełka to ciepły, wigilijny posiłek dla jednej osoby – mówi Barbara Jarząbek, kwestarz Stowarzyszenia. W tradycję polskiej Wigilii na stałe wpisane jest ustawienie na stole dodatkowego nakrycia dla niezapowiedzianego gościa. Talerz Miłosierdzia obecny w Państwa domu będzie potwierdzeniem, że uczyniliście zadość tradycji, tzn. zapewniliście posiłek osobie biednej i samotnej – przeczytać można na www.bratalbert.wroc.pl. Oprócz Talerzy Miłosierdzia na kiermaszu będzie można zakupić ozdoby świąteczne własnoręcznie wykonane przez osoby mieszkające w schroniskach. – Wykonują ręcznie liczne prace plastyczne, ozdoby choinkowe i świąteczne, by pokazać, że także chcą pomóc w organizacji świąt – dodaje pani Jarząbek.

Bezdomność w dzisiejszych czasach jest coraz większym problemem społecznym. Brak miejsca zamieszkania, jedzenia i ubrań to codzienność dla wielu osób szukających schronienia we Wrocławiu. Błąkają się po ulicach w poszukiwaniu pomocy. Wigilia to nie jedyny czas, kiedy bezdomni otrzymują wyżywienie. Jedną z wielu działających w stolicy Dolnego Śląska jadłodajni jest czynna od szesnastu lat kuchnia charytatywna ojców franciszkanów, działająca przy parafii św. Antoniego na Karłowicach. Codziennie, oprócz niedziel, przygarnia wielu chętnych, wydając każdego dnia przeszło 450 posiłków. Tym samym karłowiccy zakonnicy realizują ideę miłosierdzia konkretnym czynem. Z zupy korzysta w niej regularnie poważna liczba mieszkańców Wrocławia czy okolic. Często po jedyny posiłek w ciągu dnia przychodzą tu ludzie starsi, bezdomni, osoby uzależnione i rodziny wielodzietne – przeczytać można na www.franciszkanie.com. Wielu podopiecznych kuchni wyraża wdzięczność za opiekę przez pomoc w jadłodajniach, polegającą na rozładunku produktów spożywczych, obieraniu warzyw, drobnych prac remontowych i ogrodowych. W wolontariat angażują się ludzie w różnym wieku i co ważne i cenne, bardzo często młodzież. Każdy nowy dzień jest okazją, aby miłować, aby darzyć dobrem innych. Te słowa wypowiedziane przez św. Ojca Pio stanowią codzienną definicję działania kuchni charytatywnych.

Reklama

* * *

Cinema Albert Production

W schronisku dla mężczyzn przy ul. Bogedaina powstał zespół filmowy o nazwie Cinema Albert Production. Mieszkańcy schroniska do tej pory stworzyli sześć filmów: „Sie masz Wiktor”, „Pielgrzym”, „Skopani”, „Mój Manhatan”, „Historia Kazia” oraz „Człowieka który morza nie widział”. „Skopani” to film, który ukazał się w wielu polskich miastach. Zakwalifikował się na 34. Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni. Został zrealizowany na podstawie faktów, które miały miejsce w 2006 r. Dwóch młodych ludzi skopało dwóch bezdomnych, w wyniku czego jeden z nich zmarł – mówił dla tuWroclaw.com reżyser filmu, Dariusz Dobrowolski. Idea tworzenia filmu przez osoby bezdomne jest ewenementem na skalę światową.

Agnieszka Zwiefka nakręciła dokument o zespole filmowy działającym przy schronisku św. Brata Alberta – Albert Cinema. Film dokumentalny reprezentował Polskę w Meksyku, projekcja miała również miejsce na Łódzkim Festiwalu Mediów oraz na Festiwalu Filmu Polskiego w Chicago.

* * *

Jadłodajnie, schroniska oraz noclegownie dla osób bezdomnych w powiecie wrocławskim:

Schronisko dla Bezdomnych Mężczyzn – 95 miejsc (d. 105)
55-095 Szczodre, ul. Trzebnicka 28, tel. 71 399 86 12
Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta

Zespół ds. Osób Bezdomnych i Uchodźców przy Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej we Wrocławiu
53-643 Wrocław, ul. Zachodnia 3, tel. 71 782 35 87

Centrum Socjalne – Jadłodajnia – ok. 1000 posiłków dziennie
50-234 Wrocław, ul. Słowiańska 17, tel. 71 372 19 86
Caritas Archidiecezji Wrocławskiej, tel. 71 327 13 00

Kuchnia Charytatywna – ok. 300 posiłków dziennie
53-439 Wrocław, ul. Grabiszyńska 103, tel. 71 783 37 91
Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Elżbiety

Kuchnia Charytatywna – ok. 320 posiłków dziennie
50-448 Wrocław, ul. Worcella 5a
Caritas Archidiecezji Wrocławskiej, tel. 71 327 13 00

Kuchnia dla Ubogich – 200 posiłków dziennie
51-681, Wrocław, ul. Monte Cassino 64, tel. 71 348 32 30
Parafia Rzymskokatolicka pw. Świętej Rodziny

Kuchnia Charytatywna Franciszkanów – ok. 540 posiłków dziennie
51-137 Wrocław, al. Jana Kasprowicza 26, tel. 71 327 35 93
Prowincja św. Jadwigi Zakonu Braci Mniejszych OFM
(Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Antoniego).

Punkt wydawania posiłków – 200 dziennie (od ul. Miłej)
50-351 Wrocław, ul. Sępa Szarzyńskiego 29, tel. 71 322 34 61
Zgromadzenie Sióstr Św. Jadwigi

Schronisko dla Bezdomnych Mężczyzn – 116 miejsc (d. 6)
50-514 Wrocław, ul. Bp. B. Bogedaina 5, tel. 71 336 70 07
Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta

Noclegownia dla Bezdomnych Mężczyzn – 120 miejsc (d.100)
50-084 Wrocław, ul. Małachowskiego 15, tel. 71 717 34 25
Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta

Schronisko dla Bezdomnych Kobiet i Matek z Dziećmi – 60 miejsc
53-611 Wrocław, ul. Strzegomska 9, tel. 71 355 44 66
Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta

Noclegownia dla Bezdomnych Kobiet – 16 miejsc (d. 12)
53-611 Wrocław, ul. Strzegomska 9, tel. 71 355 44 66
Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta

Ogrzewalnia dla Osób Bezdomnych – 70 miejsc
50-084 Wrocław, ul. Małachowskiego 11, tel. 539 400 403
Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta

Ośrodek Interwencji Czasowej dla Bezdomnych – 50 miejsc (d. 10)
50-445 Wrocław, ul. Pułaskiego 26 oficyna, tel. 71 342 00 68
Stowarzyszenie Pomocy „Pierwszy krok”

Dom dla Rodzin i Matek z Dziećmi – 30 miejsc
50-537 Wrocław, ul. Pieszycka 32, tel. 71 392 59 12
Stowarzyszenie Osób Bezdomnych „Nadzieja”

Dom Socjalny dla Mężczyzn – 25 miejsc (d. 4)
50-225 Wrocław, ul. Reymonta 10, tel. 71 329 08 06
Stowarzyszenie Pomocy „Ludzie ludziom”

Dom Socjalny dla Osób Bezdomnych Zakażonych Wirusem HIV – 15 miejsc (dod. 2)
50-225 Wrocław, ul. Reymonta 8, tel. 71 329 10 39
Stowarzyszenie „Plus minus”

Ośrodek Interwencji Kryzysowej (Ośrodek Interwencji Kryzysowej i Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia) – 20 pokoi dla kobiet i matek z dziećmi w sytuacji kryzysowej, które posiadają ostatni adres zameldowania na terenie miasta Wrocławia lub doświadczających przemocy w rodzinie z terenu woj. dolnośląskiego
51-210 Wrocław, ul. Bora Komorowskiego 31, tel. 71 352 94 03
Stowarzyszenie Pomocy „Akson”

Tagi:
bezdomni

Reklama

Bezdomność jak wada serca

2019-03-06 10:17

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 10/2019, str. 22-24

W styczniu było ich 40, w większości mężczyzn. Najtrudniejsze przypadki. Ludzie odrzucający niemal każdą formę pomocy. Lokatorzy tzw. miejsc niemieszkalnych. Zniszczeni nałogiem, wyrzuceni przez rodziny, dawni więźniowie, na których na wolności nie czeka już nikt. Rozmaitość losów, typów, charakterów. Niektórzy na ulicy od lat, inni pojawiają się raptownie i równie nagle znikają

Z archiwum Jana Strączyńskiego
Streetworkerzy starają się „ogarnąć” czyjąś biedę i zracjonalizować pomoc

Co społeczeństwo oferuje ludziom bez dachu nad głową? Schroniska, ogrzewalnie, jadłodajnie, punkty dziennej pomocy oraz wydawania żywności i używanej odzieży. Dla tych, którzy zdobędą się na wykonanie następnego kroku, prowadzi się programy wychodzenia z bezdomności, terapie odwykowe i psychologiczne, pomoc w znalezieniu pracy, wreszcie mieszkania treningowe, w których uczą się z pomocą asystentów samodzielnego, czytaj: odpowiedzialnego, życia.

Praca ta wykonywana jest przez pracowników socjalnych i wolontariuszy. Na dole tej piramidy – albo na samej górze, jak kto woli – są streetworkerzy. W wolnym tłumaczeniu – uliczni pomagacze, ludzie dotykający własnymi rękami najgorszej ludzkiej biedy, najboleśniejszego zagubienia. Zdumiewająco opanowani, wytrzymali i skuteczni. Pozwolili mi towarzyszyć sobie podczas jednego z codziennych patroli.

Jan Strączyński*, od 6 lat uliczny pomagacz, wyjaśnia mi na początku, co oznacza „miejsce niemieszkalne”. Pójdziemy więc szlakiem domów przeznaczonych do rozbiórki, mostów, schodów, piwnic, garaży, kanałów ciepłowniczych, szop, namiotów, altan śmieciowych, krzaków na skwerach itd.

Trzeba się trzymać podstawowej zasady: nigdy nie chodzi się samemu – zawsze dwójka streetworkerów i dobrze, by jednym z nich była kobieta. Dołączam więc do Janka i Aleksandry. Jan ma dwie ksywki: „Duracell” i „Anioł”. Pierwsza nawiązuje do nazwy baterii o przedłużonym działaniu – co dobrze opisuje energię i wytrzymałość tego drobnego mężczyzny. Powodu, dla którego bezdomni mówią o nim „Jan Anioł”, podawać chyba nie trzeba. Aleksandra na co dzień pracuje w schronisku dla bezdomnych. Ulicznym pomagaczem staje się w wolne dni.

Kolejna zasada to plan działania. – Robimy zarys dnia, choć nigdy do końca nie wiadomo, co przyniesie życie. Jeśli natkniemy się na kogoś wymagającego natychmiastowej pomocy, skupiamy się na nim. Przede wszystkim ratujemy życie – mówi Janek.

– A co, jeśli wbrew logice bezdomny odmawia pomocy? – pytam.

– Nie wolno go opuścić. Przynosimy więcej koców, zasłaniamy nimi wybite okna w pustostanach, przychodzimy regularnie, aby sprawdzić, czy sytuacja nie zmieniła się na gorsze.

– A rozpalacie ognisko w zimną noc?

– Jeszcze się nie zdarzyło, bo to często bywa przyczyną samospalenia w pustostanach. Zamiast tego możemy np. dostarczyć gorącą herbatę.

W ich własnym tempie

Stare miasto i zdezelowana chałupka przy jednej z bocznych uliczek. W środku na starych materacach troje ludzi. W czapkach, kurtkach i rozpadających się buciorach. Najmniejsza jest kobieta.

Pyskata Sylwia, która najwyraźniej rządzi resztą. Pod ścianą brodaty Andrzej, a obok Michał, recydywista ogarnięty nieustannym lękiem, że „przyjdą po niego” i wsadzą do więzienia. Pilnie potrzebuje oddziału detoksykacyjnego. Janek proponuje pomoc, ale warunek jest jeden. Chłopak ma być „wyzerowany”, czyli trzeźwy. Michał się zastanawia, mruczy coś pod nosem. W końcu obiecuje wytrzeźwieć do rana, choć chyba nie do końca wierzy w swoje deklaracje.

– Czasami trudno wyrwać kogoś z błędnego koła, ale próbować trzeba – tłumaczy Janek. – W pracy streetworkera ważny jest czas, który oddajemy bezdomnemu. Wszystko musi się odbywać w jego tempie i na warunkach wspólnie wypracowanego planu. Raz mieliśmy sytuację, gdy wszystko szło za dobrze. Wyciągnęliśmy mężczyznę z piwnicy, gdzie żył dwa lata, a jedzenie podbierały mu dzikie koty i szczury. Zgodził się umyć, dostał nowe ciuchy, ogolił się, zjadł śniadanie i... po trzech godzinach uciekł z powrotem do piwnicy. Nie trzymaliśmy się zasady „w jego własnym tempie”. Czasem z jedną osobą pracujemy lata. Niedawno jeden z naszych podopiecznych wprowadził się do pierwszego wynajętego przez siebie pokoju. Proces wychodzenia z bezdomności trwał w jego przypadku cztery lata. Takie historie nadają sens naszej pracy. No i wtedy, gdy uda się komuś uratować życie. Wtedy ta ciężka praca staje się najlepszą robotą na świecie!

Kolejny pustostan. Trwa namawianie na schronisko. Siedzimy w kucki, co skraca dystans do leżących na ziemi ludzi. Aleksandra wyjaśnia spokojnym, niemal cichym głosem: – Umyjecie się, dostaniecie czyste ciuchy, przebada was lekarz.

Bezdomni patrzą przed siebie w milczeniu. Po chwili zauważam spojrzenia wędrujące jak po sznurku ku butelce stojącej na środku stołu. Etykietka lekko mnie dezorientuje – ocet spirytusowy...?

– Taka butelka kosztuje na niedalekiej melinie kilka złotych. Spirytus niespożywczy, zwany przez konsumentów „ślepotką” – lub jak kto woli: „F-16” – przemycany jest m.in. ze Wschodu. Można go kupić na każdej polskiej melinie na kieliszki, na słoiki albo w wersji max – na butelki. Długotrwałe picie tego świństwa powoduje marskość wątroby i uszkodzenie wzroku – wyjaśnia Janek.

Jest też denaturat, zwany pieszczotliwie „dynksem” albo „dyktą”. Bywa rozcieńczany sokiem lub wodą. Największe zniszczenia czyni w organizmie picie „surówki”, czyli nierozcieńczonej „dykty”.

Nie znasz – nie oceniaj

Stereotypów na temat bezdomnych jest kilka – twierdzą uliczni pomagacze. Ich zdaniem, najbardziej krzywdzący to ten, że bezdomny przepił życie i na własne życzenie skończył na ulicy. A takich się nie żałuje, prawda? Okazuje się, że alkoholizm nie jest dominującą przyczyną bezdomności. Więcej jest bezdomnych, których wyrzuciła z domu rodzina albo którzy stracili dach nad głową z powodu nieporadności.

– Na przykład Antoni – opowiada Janek. – Jego rodzice sprzedali mieszkanie i wyjechali, nie zabierając dorosłego syna ze sobą. Antek wylądował na ulicy. Starał się ratować, układać sobie życie, ale ciągle coś szło nie tak. Po kilku próbach wreszcie udało się mu pomóc. Teraz radzi sobie samodzielnie... Inny przykład to Radek, który stracił dom w pożarze. Sam ocalał, mimo rozległych oparzeń. Na ulicy od ośmiu lat. Nieufny tak, że minął rok, nim udało się go namówić, by fotograf z Fundacji Świętego Barnaby zrobił mu zdjęcie do dowodu. Potem pomogliśmy mu dopełnić formalności. Wizyta u lekarza, orzeczenie o stopniu niepełnosprawności i stały zasiłek. Znalazł mieszkanie. Nigdy nie należy wątpić, że się uda...

Sprawdzamy skołtunione krzaki niedaleko trasy szybkiego ruchu, bo wczoraj nocował tam mężczyzna, którego nie udało się namówić na opuszczenie zarośli. Zaglądamy do węzła ciepłowniczego, pełnego potłuczonych butelek, śmieci i czegoś, o czym nie chcielibyście wiedzieć. Odwiedzamy też mały domek z oknami bez szyb, w którym na piętro wchodzi się po uszkodzonych schodach, a potem balansuje na legarach, by dostać się do siedliska bezdomnych, bo stropu już nie ma.

W każdym z odwiedzanych miejsc ślady czyjejś obecności. Zmiętolone kołdry, skołtunione śpiwory, stara odzież, butelki, słoiki, zwały śmieci. Janek opowiada, że czasem robi się zdjęcia takich miejsc, żeby mieć porównanie, czy w międzyczasie ktoś z nich korzystał. Ta rozpaczliwa bieda jest tak do siebie podobna, jakby ktoś nieustająco powtarzał tę samą scenografię.

Nim zacznie się piekło

Idziemy do Daniela. Janek precyzuje: „po Daniela”. Z mężczyzną od trzech dni dzieje się naprawdę źle. – Martwię się, co zastaniemy. Nie godzi się na wezwanie pogotowia ani na schronisko. Nie godzi się na nic. Wczoraj był tak odwodniony, że zjadał śnieg z moich butów, zanim poczęstowaliśmy go wodą – mówi Jan.

Wchodzimy do kolejnego opuszczonego domu. Wybite okna zatkane wyrwanymi z framug drzwiami. W środku wychudzony młody mężczyzna na zabrudzonym barłogu. Nie ma siły się podnieść ani opanować drżenia ciała. Ma spuchnięte ręce i siną twarz. Pompujemy w niego tyle słodkiej herbaty, ile wlezie. Organizm nie przyjmuje niczego. Daniel nie jadł od trzech dni, wypił za to kilka butelek denaturatu. Teraz ból jest tak dojmujący, że mężczyzna godzi się na wszystko – szpital, oddział odtruć, cokolwiek.

– Boję się – mówi nagle – boję się o nogi... Janek też. Widział je wcześniej i nie wyglądały dobrze. Sądząc po minach ulicznych pomagaczy, sytuacja jest poważna. Na ratunek ściągany jest br. Mariusz, kapucyn i streetworker z Caritas. Po chwili dwóch mężczyzn prowadzi, a raczej niemal niesie trzeciego, stawiającego powoli sztywne kroki.

Zawozimy Daniela do Centrum Wsparcia Dziennego. Węzeł sanitarny, czyste ciuchy i szansa na posiłek. Wolontariusze chcą go umyć, przebrać i pokazać lekarzowi. To, co widzą, sprawia, że wszystko zaczyna się dziać szybciej. Pojawia się młoda lekarka, także wolontariuszka. Nie obejdzie się bez szpitala.

Bezradny lekarz z SOR-u zwraca się do bezdomnego: – To znowu ty?! I co? Mam cię podleczyć, podratować kroplówką, a ty znów wrócisz na ulicę...

– Zastanawiacie się czasem, czy ta praca ma sens? – pytam, rozglądając się po kolejnym pustostanie ze śladami czyjejś obecności.

Janek uważa, że należy walczyć o każdego człowieka, nawet – a może przede wszystkim – jeśli ten człowiek sam sobie z życiem nie radzi. – Nie wyobrażam sobie, żebym zajmował się czymś innym. Najważniejsze jest, by być wśród nich i dla nich...

Późnym wieczorem dostaję wiadomość, że Daniela przyjęto na oddział chirurgii ogólnej. Lekarze walczą o ocalenie stopy mężczyzny. To zdumiewające, jaką ten wycieńczony człowiek ma wolę życia. Przed oddaniem tekstu do druku pojawiła się nadzieja, że uda się uniknąć amputacji stopy. Katarzyna Woynarowska

*Jan Strączyński jest autorem książki „Załóż nasze buty”, która stała się inspiracją do powstania tego tekstu i jest dostępna (jedynie w wersji elektronicznej) na stronach Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy „Agape” (http://agape-czestochowa.org/wp-content/uploads/2018/09/Jan-Strączyński-Załóż-nasze-buty.pdf).
Jeśli chcesz zostać wolontariuszem pomagającym streetworkerom, zadzwoń: 733 686 403 pon.-pt. w godz. 8-16.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: Polak nuncjuszem w Gwinei i Mali

2019-03-26 12:53

xpb / Watykan (KAI)

Ojciec Święty mianował dotychczasowego radcę nuncjatury, ks. prał. Tymona Tytusa Chmieleckiego nuncjuszem apostolskim w Gwinei i Mali a jednocześnie wyniósł do godności arcybiskupa i przydzielił stolicę tytularną Tre Taverne.


ks. prał. Tymon Chmielecki

Nowy nuncjusz apostolski w Gwinei i Mali urodził się 29 listopada 1965 roku w Toruniu. Po ukończeniu z wyróżnieniem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, w klasie wiolonczeli prof. Romana Sucheckiego (1987), rozpoczął pracę artystyczną i tournée koncertowe m.in. z Filharmonią Pomorską i Państwową Orkiestrą Kameralną w Toruniu. Następnie uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie Kościelnych Nauk Historycznych i Społecznych na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (1992), wydając monografię najstarszego graduału cysterskiego z Pelplina. Po odbyciu studiów prawniczych, zakończonych doktoratem z Obojga Praw na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie (1995) i publikacją dotyczącą międzynarodowej ochrony dóbr kultury i wkładu Kościoła katolickiego w tę ochronę, uzyskał stopień doktora habilitowanego w zakresie Historii Powszechnej i Historii Kościoła na Wydziale Historii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (1999), poświęcając się pracy nad dziejami katolicyzmu w Gruzji w świetle archiwów watykańskich.

Jako alumn Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie i Papieskiego Wyższego Seminarium Rzymskiego, przyjął święcenia kapłańskie z rąk św. Jana Pawła II w Watykanie 26 maja 1991 r. Jako kapłan Diecezji Toruńskiej, po formacji w Papieskiej Akademii Kościelnej kształcącej dyplomatów watykańskich i odbyciu stażu w Reprezentacji Stolicy Świętej w Federacji Rosyjskiej (1993), pracował w charakterze attaché, sekretarza i radcy w Nuncjaturach Apostolskich na Kaukazie (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan), w Afryce zachodniej (Senegal, Mali, Mauretania, Gwinea Bissau i Wyspy Zielonego Przylądka), w Austrii, na Ukrainie, w krajach Azji środkowej (Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan) oraz w Brazylii. W ostatnich latach był pracownikiem Sekcji do spraw Relacji z Państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej.

Święcenia biskupie ks. Tymona Chmieleckiego odbędą się 13 maja w Bazylice Watykańskiej. Głównym konsekratorem będzie kard. Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej – poinformowało Radio Watykańskie.

Rozmawiając z papieską rozgłośnią swej nominacji, ks. Chmielecki zauważył, że swą posługę będzie pełnił w krajach misyjnych. W takich sytuacjach również i nuncjusz jest po trosze misjonarzem. Zarazem w krajach tych nuncjatura bardzo wyraźnie jest odbierana jako punkt łączności z Ojcem Świętym. On sam doświadczył tego najmocniej, kiedy był na placówce w Brazylii. Mówi ks. Chmielecki.

„Tym, co mnie najbardziej wzruszyło w całej mojej służbie dyplomatycznej, to było konanie i moment śmierci naszego Jana Pawła II Wielkiego. Byłem wtedy w Brazylii. W tych ostatnich chwilach życia cały lud brazylijski, episkopat, garnęli się do nuncjatury, do nuncjusza apostolskiego, do nas wszystkich i chcieli razem przeżywać te wielkie chwile przejścia naszego Papieża do nieba. Wtedy było widać jak cały lud brazylijski jest z Papieżem, jest ze Stolicą Apostolską. To było wspaniałe wyzwanie – wspomina arcybiskup nominat. – Myślę, że również w krajach misyjnych, w Afryce, ludzie mają wielkie poczucie Kościoła. W Europie jest to może już inaczej, jak widzimy, natomiast w krajach misyjnych, ten, kto uwierzy Chrystusowi, kto będzie świadomym członkiem Kościoła, ten po prostu wie, dlaczego wierzy, po co wierzy, i jak ma się zachowywać, żeby osiągnąć życie wieczne”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra polowa: uczczono pamięć uczestników akcji pod Arsenałem

2019-03-26 20:43

kos / Warszawa (KAI)

W Warszawie odbyły się dziś obchody 76 rocznicy akcji pod Arsenałem, jednej z najbardziej brawurowych operacji wojskowych przeprowadzonych w stolicy przez Grupy Szturmowe Szarych Szeregów w okresie II wojny światowej. Dzięki niej z rąk Niemców udało się odbić 21 zakładników, m.in. Jana Bytnara ps. „Rudy”. W intencji uczestników akcji odprawiona została w katedrze polowej Wojska Polskiego Msza św., której przewodniczył ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego. Po zakończonej Eucharystii u zbiegu ul. Bielańskiej i Długiej w historycznym miejscu przeprowadzenia akcji odbył się apel pamięci.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Homilię wygłosił ks. ppłk Robert Krzysztofiak, kapelan Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, dziedziczącej tradycje jednostek AK, który przypomniał okoliczności i przebieg akcji pod Aresnałem. Podkreślił, że jej uczestnicy powinni być dla współczesnych wzorem do naśladowania. – Jesteśmy w katedrze polowej nie tylko po to, aby się modlić za uczestników akcji, ale również po to, by oddać im hołd i czerpać od nich wzorce do naśladowania, do życia zgodnie z wartościami, które przyświecały ich harcerskiemu życiu, zgodnie z dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna – powiedział.

Wyraził wdzięczność obecnym na Mszy św. kombatantom i uczestnikom II wojny światowej za świadectwo ich życia, które przekazują kolejnym pokoleniom. – Oni nadal pokazują, że warto dla wolności Ojczyzny poświęcić wszystko. Niech przesłanie „Rudego”, „Alka” i „Zośki” będzie dla nas przykładem jak postępować w życiu codziennym i świadczyć o wielkiej miłości do Boga, człowieka i Ojczyzny – zachęcał.

Eucharystię z ks. Dohnalikiem i ks. Krzysztofiakiem koncelebrował ks. Jerzego Błaszczaka, kapelan Szarych Szeregów. Uczestniczyli w niej kombatanci Armii Krajowej z prezesem Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Leszkiem Żukowskim, generałowie WP gen. dyw. Wiesław Kukuła, gen. bryg. Ryszard Pietras, dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, poczty sztandarowe wojskowe oraz szkolne, harcerze, a także członkowie grup rekonstrukcyjnych.

W trakcie Mszy św. poświęcona została tablica kpt. hm. Eugeniusza Stasieckiego, ps. „Piotr Pomian”, oficera 74. Górnośląskiego Pułku Piechoty w Lublińcu, zastępcy naczelnika „Szarych Szeregów”, zastępcy dowódcy Batalionu „Zośka”, poległego w Powstaniu Warszawskim, która zawiśnie w kościele garnizonowym w Lublińcu.

Po Mszy św. zebrani udali się pod budynek Arsenału, gdzie odbył się apel pamięci i ceremonia złożenia kwiatów przy głazie upamiętniającym akcję.

***

W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. Gestapo zaaresztowało Henryka Ostrowskiego ps. „Heniek”, komendanta hufca-plutonu Praga Grup Szturmowych Szarych Szeregów. „Heniek” został poddany brutalnemu śledztwu w celu pozyskania informacji o siatce, do której należał. Kilka dni później ta sama grupa Gestapo dokonała aresztowania Jana Bytnara, komendanta hufca-plutonu „Południe”.

W znanej książce Aleksandra Kamińskiego „Kamieniach na szaniec” Ostrowski został przedstawiony jako ten, który załamał się w śledztwie i zdradził Jana Bytnara „Rudego”. Aleksander Kamiński nie dysponował jednak informacjami, że „Heniek” niczego nie zdradził Niemcom, w rzeczywistości wszystkie materiały gestapowcy wydobyli ze znalezionych w jego mieszkaniu notatek. Wmawianie „Rudemu”, że Ostrowski załamał się w śledztwie, było celowe dla wydobycia zeznań od Bytnara.

Akcją odbicia „Rudego” dowodzili Stanisław Broniewski „Orsza”, a bezpośrednio Tadeusz Zawadzki „Zośka”. Wcześniej musiało się na nią zgodzić kierownictwo Szarych Szeregów.

Do ataku na więźniarkę doszło u zbiegu ulic Długiej i Bielańskiej w Warszawie w pobliżu budynku Arsenału. Samochód wiozący „Rudego” został obrzucony butelkami z benzyną i zatrzymany. W wyniku ostrzału dwóch żołnierzy podziemia zostało śmiertelnie rannych, a jeden schwytany i później rozstrzelany. Niemcy stracili 4 zabitych (załoga spalonej więźniarki Gestapo i policjant). Rannych zostało też 9 żołnierzy. „Rudego” przeniesiono do oczekującego nieopodal samochodu i wywieziono z miejsca akcji.

W akcji pod Arsenałem uwolniono 21 więźniów, wśród nich obok „Rudego” także Henryka Ostrowskiego „Heńka”. W sumie wzięło w niej udział 28 członków Szarych Szeregów. Następnego dnia w odwecie Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 Polaków i Żydów.

Tylko jedenastu uczestników akcji dożyło końca wojny. Dowódca grupy Tadeusz Zawadzki ps. „Zośka”, zginął 20 sierpnia 1943 r. w czasie rozbicia strażnicy granicznej w miejscowości Sieczychy. Odbity „Rudy” zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń zadanych przez gestapowców w czasie przesłuchania. Tego samego dnia zmarł także Aleksy Dawidowski „Alek”, ranny podczas ewakuacji spod Arsenału.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem