Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Diecezjanie listy piszą... do św. Józefa

2014-01-16 15:08

Aleksandra Bąk
Edycja zielonogórsko-gorzowska 3/2014, str. 4-5

aSuruwataRi/pl.fotolia.com

Jest nazywany Zarządcą Posiadłości Boga. Może dlatego – skoro wszystko jest Boga: i świat, i dobra materialne, i my – to do niego chrześcijanie zwracają się o pomoc w codziennych sprawach. Niektórzy robią to podczas modlitwy, inni – pisząc list...

O listach do św. Józefa usłyszałam kilka lat temu od koleżanki ze wspólnoty. Wtedy mało kto wiedział, że do opiekuna Maryi też można wysyłać korespondencję (nie tylko do św. Mikołaja). Dziś ten trend jest już znany dość powszechnie wśród moich znajomych. I nim w tym artykule chcę się podzielić z Czytelnikami.

Ostatnia deska ratunku

Rosnąca liczba napisanych listów to efekt skuteczności św. Józefa i świadectw tych, którzy z nim korespondują. Na czym to polega? Z określoną potrzebą zwracam się do św. Józefa w liście, piszę go tak, jak czuję, wkładam do koperty i wysyłam. Św. Józef odpowiada nie jak typowy adresat listu, lecz przez zaradzenie potrzebie lub rozwiązanie problemu, o którym pisaliśmy w liście.

– Do św. Józefa można pisać w każdej sytuacji i w każdej sprawie. Ja pisałam o pracę, opiekę dla syna, a nawet o stół. I wszystko to otrzymałam – opowiada Anna Michalska. Mówi, że napisanie pierwszego listu było jak krzyk tonącego, uznaniem, że sama już nic nie może. – Podczas urlopu macierzyńskiego skończyła mi się umowa o pracę i stałam się bezrobotną mamą. Z mężem borykaliśmy się z dużymi trudnościami finansowymi. Żeby związać koniec z końcem, trzeba było sprzedać i tak często psujący się samochód. Nie stać nas było na remont i wyposażenie kupionego na kredyt mieszkania. Modliliśmy się o jakieś rozwiązanie tej sytuacji. Rozwiązanie przyszło podczas jednej z Eucharystii. Nie bezpośrednio. Ania przypomniała sobie, że kiedyś czytała artykuł o listach do św. Józefa. Wiedziała, że jest skuteczny, bo kiedyś nowenną do niego w rodzinie wyprosili cud. Postanowiła więc napisać. – Prosiłam o pracę w szkole podstawowej, blisko od domu – do 15 minut pieszo, bo nie mieliśmy samochodu, na pełen etat, i możliwość współpracy z uczniami zdolnymi. Choć trudno dziś dostać pracę w zawodzie, ja ją otrzymałam po pół roku, ze wszelkimi zapisanymi w liście szczegółami.

Reklama

Pisać trzeba konkretnie

Św. Józef jest na pewno specjalistą od znajdowania pracy. – Po studiach wyjechałam do Warszawy do pracy, ale chciałam dostać coś w zawodzie, żeby chociaż przez rok popracować i zaliczyć staż – opowiada Katarzyna Sitek z Nowogrodu Bobrzańskiego. – Kuzynka powiedziała mi, jak taki list napisać, nic mi nie szkodziło, więc wróciłam z pracy do domu i napisałam. Nie powiem, było ciężko, bo nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Nigdy wcześniej nie korespondowałam z żadnym ze świętych, ale udało się. Pisałam, że chciałabym dostać pracę w zawodzie, niedaleko domu. To było fascynujące, po niecałych dwóch tygodniach dostałam telefon, że jest dla mnie praca 60 km od domu. Daleko, ale jak później pomyślałam, to w liście nie sprecyzowałam, co to znaczy blisko domu. W porównaniu do Warszawy te 60 km okazało się być blisko. Dostałam pracę w zawodzie – opowiada Kasia i dodaje: – Trzeba pisać konkretnie, bo później „blisko domu” może okazać się takimi 60 kilometrami – zauważa z uśmiechem.

Odpowiedź w niepewności

Św. Józef był odpowiedzialny za utrzymanie swojej Rodziny: siebie, Maryi i Józefa. W ten sposób Bóg powierzył mu cały Kościół i wszystkich ludzi. Nie dziwi więc jego zrozumienie także dla potrzeb współczesnej rodziny i troska o jej byt.

– Rok temu byliśmy z mężem w takiej sytuacji, że nie wiedzieliśmy co dalej – opowiada Magdalena Stachowska. – Nasza córka Tosia miała już ponad rok i chciałam iść do pracy albo na studia, ale nie została przyjęta do żłobka. Pracy konkretnej też nie było i nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Szukaliśmy też pilnie mieszkania na zmianę, bo tamto, w którym mieszkaliśmy, było bardzo zimne i z dużym grzybem na wszystkich ścianach zewnętrznych. Pisaliśmy też w liście, że jesteśmy otwarci na rodzeństwo dla Tosi. Napisaliśmy razem list na 4 str. A4. Na potwierdzenie naszej dobrej woli i głębokiej wiary zaczęliśmy odmawiać nowennę do św. Józefa. W ostatnim dniu nowenny miałam dostać miesiączkę i nie dostałam. A po półtora miesiąca znaleźliśmy mieszkanie w megaofercie, że drugiej takiej ze świecą szukać. Nasz syn Ignaś jest wymodlony w 200% i nawet z tej okazji na drugie ma Józef.

Wstęp, rozwinięcie, zakończenie

Kasia zaznacza, że list do św. Józefa to nie zaklęcie czy magiczna sztuczka. – Jeśli ktoś pisze listy do św. Józefa, musi się zawierzyć przez niego Panu Bogu, inaczej nic z tego nie wyjdzie.

Nie zawsze wszystko, o co się prosi, faktycznie się realizuje. Czasem też św. Józef inaczej odpowiada na prośbę. – Do tej pory (już prawie 2 lata) nie mamy auta, a pisałam także o nie. Papież Franciszek sobie radzi – my też możemy. Nie jest łatwo, ale doświadczamy dobroci serca osób ze wspólnoty, w której jesteśmy. Pan dał nam ludzi, którzy dzielą się swoim samochodem – opowiada Ania i dodaje: – Bóg pokazuje mojej rodzinie, że chce nam dawać dobra w obfitości. Daje jednak to, co jest nam niezbędne do życia lub do duchowego wzrostu. Błogosławi niektórym naszym planom i zamierzeniom, ale nie rozpieszcza.

Jak taki list powinien wyglądać? Kasia mówi, że normalnie. – List pisze się najzwyczajniej w świecie, przynajmniej ja tak robię, jak do przyjaciela. Później zostawia się go w kościele pod obrazem św. Józefa albo pod figurką, można też włożyć do Pisma Świętego.

– W każdym z listów dziękuję za wcześniejsze wstawiennictwo św. Józefa – opowiada Ania – i obiecuję, że będę mówić o dziełach Pana, których doświadczam za jego wstawiennictwem. Wcześniej listy zostawiałam przy własnej, małej figurce św. Józefa. Teraz piszę list – z datą, adresatem, wstępem, rozwinięciem i zakończeniem oraz nadawcą – w formie elektronicznej i zapisuję w kopiach roboczych w skrzynce e-mail. Ania jest jednak przekonana, że tak naprawdę ani forma listu, ani miejsce jego pozostawienia nie ma większego znaczenia. – Uważam, że ważny jest sam fakt uznania woli i panowania Boga w moim życiu, a także powierzenie konkretnych własnych planów w ręce Boga. Dodaje, że ważne jest, by nie siedzieć z założonymi rękoma. Bóg błogosławi działaniom człowieka, jeśli tylko są dla niego dobre. – W praktyce oznacza to np., że jeśli potrzebuję pracy, to po napisaniu listu nie przestaję jej szukać. Mam pewność, że w moich staraniach pomógł mi św. Józef. Skąd to wiem? Zbyt wiele detali z listu związanych z pracą stało się rzeczywistością, żeby wątpić, że to jego sprawka – wyjaśnia Ania.

Mocą Bożą

Ania, dziękując św. Józefowi za wstawiennictwo, założyła na Facebooku profil „Piszę listy do św. Józefa”, na którym można znaleźć więcej świadectw na temat skuteczności Zarządcy Posiadłości Boga.

– W ten sposób chciałam m.in. zrealizować obietnicę z listu, że będę mówić o dziełach Pana, których doświadczam za jego wstawiennictwem – wyjaśnia. Wiele z nich dotyczy pracy, ale nie tylko. Rafał pisze: „Przez dłuższy czas szukałem pracy, rezultaty były marne, przychodziła nadzieja, a zaraz po niej brak odpowiedzi na wysyłane CV i rozczarowanie (…). Pewnego dnia za namową mojej dziewczyny napisałem do św. Józefa, że chcę pracować w firmie, której oferta o pracę znalazła się w internecie. Dostałem odpowiedź. Jedna i druga rozmowa kwalifikacyjna. Podpisana umowa i praca, która bardzo mi odpowiada. Dodam, że moja dziewczyna też napisała taki list i podała dokładną datę, do której ma się wypełnić to, o co prosi – do czerwca 2013. I tak się stało – co było jej prośbą: spotkała chłopaka, zdała prawo jazdy itd. Traktuję to nie jako wyrocznię czy science fiction albo sklepik, do którego przynoszę moje zachciewajki, ale prawdziwą przyjaźń do św. Józefa, który rzeczywiście pomaga człowiekowi, wstawiając się u Boga w jego intencji, by w życiu pamiętać, że Bóg czuwa i opiekuje się tymi, których kocha”.

Z kolei Kinga daje takie świadectwo: „W dniu 5. rocznicy zawarcia małżeństwa pojechałam z mężem do Rokitna do Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej i tam na spacerze razem z mężem napisaliśmy list do św. Józefa (29.09.2012 r.), w którym pisaliśmy: Zwracamy się do Ciebie z prośbą o zdrową, piękną córkę, która przede wszystkim będzie kochała Pana Boga. Zawierzaliśmy tę sprawę i bardzo chcieliśmy, aby ta prośba zrealizowała się do końca 2013 r. Dziś Karolinka Maria jest już z nami (imię wybrane przez mojego męża, kilka miesięcy wcześniej – od Karola Wojtyły:)), a urodziła się dokładnie 22.10.2013 r. (w dniu wspomnienia bł. Jana Pawła II). Chwała Panu!

PS W liście pisaliśmy także o kilku innych sprawach – nie wszystko JESZCZE się zrealizowało, ale wierzymy, że Pan zna nasze pragnienia i wie – lepiej niż my sami – co jest nam potrzebne do wzrostu duchowego i do bycia bliżej Niego – bo o to w rezultacie chodzi, więc staramy się ufać, niezależnie od tego, czy powie nam tak czy poczekajcie, czy nie. UFAJ I BĄDŹ CIERPLIWY”.

Proście, a będzie wam dane (Mt 7, 7)

Św. Teresa z Ávila pisała: „Biedni grzesznicy, bez względu na wielkość waszych potrzeb, zwróćcie się o pomoc do św. Józefa! Idźcie do Józefa ze szczerą pewnością i spokojem, że wasze prośby będą wysłuchane”. Świadectwo jego życia, postawa wobec Maryi i Jezusa oraz wszystkie te cechy, które możemy wywnioskować z Pisma Świętego – odpowiedzialność, pracowitość, dobroć, opiekuńczość, odwaga, posłuszeństwo – wzbudzają w nas zaufanie i pewność, że skoro Bóg powierzył mu tak cenny skarb, jakim są Maryja i Jezus, to tym bardziej chce, byśmy i my powierzali się jego wstawiennictwu, a i on, jak opiekował się swoją Rodziną z polecenia Ojca, tak i nami będzie się opiekował i zapewniał to, czego potrzeba.

Tagi:
list

Skradziony list Krzysztofa Kolumba powrócił do Biblioteki Watykańskiej

2018-06-15 12:49

ts (KAI) / Watykan

Skradziony list Krzysztofa Kolumba o odkryciu przezeń nowego lądu, nazwanego później Ameryką, powrócił 15 czerwca na swoje dawne miejsce w Bibliotece Watykańskiej. Przekazała go oficjalnie na ręce watykańskiego archiwariusza abp. Jeana-Louisa Bruguèsa i prefekta Biblioteki Watykańskiej bp Cesare Pasiniego ambasador Stanów Zjednoczonych przy Stolicy Apostolskiej Callista Gingrich. Obecni byli także przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i służb śledczych USA.

pl.wikipedia.org

Według Ambasady Amerykańskiej, zwrócony dokument to spisana w 1493 r. łacińska wersja raportu przesłanego przez Kolumba królowi Hiszpanii Ferdynandowi i jego żonie królowej Izabeli. Nie wiadomo, kiedy list został wyjęty z tomu, który w 1854 r. podarował Watykanowi w spadku rzymski kolekcjoner rękopisów. List został niepostrzeżenie wykradziony z Watykanu i w 2004 r. kupił go na aukcji w USA kolekcjoner z Atlanty. Sprawę wyjaśnili w ubiegłym roku amerykańscy funkcjonariusze resortu bezpieczeństwa narodowego.

Abp Bruguès powiedział, że ten niezwykle rzadki egzemplarz, sporządzony przez działającego w Rzymie drukarza Stephana Planncka (ok. 1457-1501), przez 40 lat znajdował się w Austrii i ostatecznie trafił do Watykanu w 1921 roku. Dodał, że nie można odtworzyć, kiedy dokładnie ta czterostronicowa „Epistula de insulis nuper inventis” (List o niedawno odkrytych wyspach) został wyjęty z tomu i zastąpiony kopią.

W 2004 amerykański kolekcjoner Robert Parsons kupił druk od bukmachera w Nowym Jorku za 875 tys. dolarów (wg ówczesnego kursu ok. 690 tys. euro). Ten z kolei – według relacji ambasady USA – otrzymał list od Marino Massimo De Caro, znanego włoskiego złodzieja książek. Obecnie odsiaduje on karę siedmiu lat więzienia za kradzież czterech tysięcy antycznych książek i rękopisów.

W 2011 r. Departament Bezpieczeństwa Narodowego USA otrzymał sygnał o prawdopodobnej kradzieży i „podmianie” dokumentu w Watykanie. Z bezpośredniego porównania obu egzemplarzy przez ekspertów w kwietniu 2017 wynikało, że oryginalny jest egzemplarz znajdujący się w Atlancie i należący do nieżyjącego już wówczas Parsonsa. Wdowa po nim, Mary Parsons wyraziła zgodę na przekazanie dokumentu Watykanowi jako prawowitemu właścicielowi. Według „Wall Street Journal”, w sierpniu 2017 r. adwokat pani Parsons powiedział, że ta decyzja byłaby po myśli jej zmarłego męża.

Wcześniej amerykańscy śledczy wytropili już dwa inne listy Kolumba i spowodowali ich zwrot właścicielom. Jeden z nich pochodził z Biblioteki Riccardiana we Florencji, drugi – z Biblioteca de Calalunya w Barcelonie. Kolumb opisuje w nich m.in. bogactwo przyrody na odkrytych przez siebie ziemiach i wspomina o prawdopodobnie niewyczerpanych zasobach złota.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Kard. Parolin: migranci nie mogą ciążyć na barkach tylko jednego kraju

2018-06-18 19:28

vaticannews.va / Watykan (KAI)

„Europa musi wypracować wspólne rozwiązanie problemu migracji. Odpowiedzialności nie można zrzucić na barki tylko jednego kraju” – wskazuje na to watykański sekretarz stanu na marginesie dyskusji o nieprzyjęciu przez Włochy uchodźców ze statku Aquarius. Kard. Pietro Parolin zauważa, że by realnie stawić czoło zjawisku migracji trzeba wspólnie wejść na drogę humanitarnej i solidarnej pomocy.

www.catholic.by

Watykański kardynał zauważa, że problem migracji jest poważnym kryzysem bezpośrednio związanym ze zjawiskiem strukturalnym wypływającym z wielu problemów istniejących w krajach pochodzenia uchodźców: wojen, konfliktów, ubóstwa, głodu i niedorozwoju społecznego. Stąd duży nacisk powinien być położony na rozwiązanie tych palących kwestii.

Kard. Parolin wskazuje, że w ostatnim czasie wielokrotnie rozmawiał z biskupami regionu Sahelu, którzy referowali mu, iż ludzie cały czas uciekają z tego terenu choć są świadomi czekających ich niebezpieczeństw. Podkreślił, że nie wystarczą same apele kierowane przez Kościół czy lokalne władze, by nie emigrować, jeśli jednocześnie nie zapewni się ludziom godnych warunków do życia, by mogli pozostać w swych ojczyznach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Nitkiewicz do neoprezbiterów: nie usiłujcie być wszechmocni

2018-06-19 18:15

apis / Sandomierz (KAI)

Nie usiłujcie być wszechmocni, poszerzając strefę swoich znajomości i wpływów – przestrzegał bp Krzysztof Nitkiewicz kapłanów (neoprezbiterów), podczas święceń kapłańskich, które odbyły się 19 czerwca w sandomierskiej katedrze.

Bożena Sztajner/Niedziela

Podczas uroczystej Mszy św. siedmiu diakonów otrzymało święcenia kapłańskie z rąk biskupa sandomierskiego Krzysztofa Nitkiewicza. Eucharystię koncelebrowali: biskup senior Edward Frankowski, księża wychowawcy i profesorowie seminarium, kapłani urzędów kurialnych oraz duszpasterze, którzy przybyli z wielu parafii na terenie diecezji i spoza jej granic. We wspólnej modlitwie uczestniczyli alumni, siostry zakonne, rodziny oraz bliscy kandydatów do kapłaństwa.

Bp Krzysztof Nitkiewicz w swej homilii ostrzegał kapłanów przed perfekcjonizmem według standardów świata. Wspomniał o ideologicznym nurcie transhumanizmu, który opierając się na rozwoju technologii cyfrowych zakłada, że jesteśmy dopiero na jakimś przejściowym etapie w drodze do bycia super istotami ludzkimi. Zdaniem biskupa, punktem odniesienia dla chrześcijanina ma być zawsze Bóg, a nie świat i jego standardy i należy liczyć się z tym, że może pojawić się pokusa, żeby zająć miejsce Stwórcy.

- Starajcie się podążać tokiem myślenia św. Pawła apostoła, który mówi, że kiedy jesteśmy słabi, kiedy niedomagamy, tylekroć jesteśmy mocni, gdyż pokładamy nadzieję w Bogu, który zawieść nie może. Powtarzajcie więc często, nie tylko podczas celebrowania Mszy św.: „Przyjmij nas Panie, stojących przed Tobą w duchu pokory i z sercem skruszonym” – mówił biskup.

Hierarcha apelował, by księża nie dążyli również do tego by być wszechwiedzący, nawigując godzinami w internecie i nasłuchując plotek oraz by nie udawali, że na wszystkim się znają, gdyż takie osoby nie cieszą się autorytetem i wzbudzają śmieszność.

- Wy natomiast słuchajcie bardziej Boga, niż swojego rozumu. Dobrze jest pogłębiać wiedzę, orientować się w teologii i w prawie kanonicznym. To okazuje się zdecydowanie bardziej przydatne w duszpasterstwie niż np. znajomość rynku samochodów. Kiedy jednak pojawi się myśl, że jak zdobędę tytuł naukowy, to dopiero będę kimś, idźcie zaraz przed Najświętszy Sakrament zapytać się Pana Jezusa, co o tym sądzi. Kościół nie potrzebuje "naukowców", którzy trwają w permanentnej adoracji własnej twórczości, ale pracowników w Winnicy Pańskiej złączonych z prezbiterium i z Ludem Bożym – podkreślał ordynariusz.

Biskup przestrzegał kapłanów przed konsekwencjami zapewnienia sobie wygodnego życia, zajmowania się sobą oraz światem osób i rzeczy, który stworzyli na własny użytek.

- Wreszcie wszechobecność. Bóg jest wszędzie, a niektórzy kapłani byli już niemal wszędzie, tyle, że brakuje ich tam, gdzie powinni być. Są za bardzo zajęci sobą oraz światem osób i rzeczy, który stworzyli na własny użytek. O konsekwencjach takiej postawy lepiej nawet nie wspominać, szeroko opisują je środki masowego przekazu. Nie po to dzisiaj przyjmujecie święcenia, żeby zapewnić sobie wygodne życie. Ojciec Święty Franciszek mówi, że zostaliśmy wezwani do misyjnego wyjścia zgodnie ze scenariuszem jaki objawia nam Bóg – wskazywał hierarcha.

Ordynariusz zwracał uwagę na to, że jest przestrzeń, w której duchowny może dążyć do doskonałości na wzór Boga w sposób nieograniczony i „ad libitum”, wczytując się w sens słów Jezusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.

- Powinniśmy tak postrzegać świat i ludzi. Kapłan ma żyć dla wszystkich, kochać każdego. Jakże to czasami trudne, nieraz wydaje się wręcz niemożliwe, kiedy jesteśmy pomawiani i wyśmiewani. Ile osób ma na ustach piękne słowa, w ręku kwiaty, a za plecami spiskują przeciwko tobie. Szukajmy wówczas schronienia w sercu Pana Jezusa, przytulmy się do Maryi – Matki Kapłanów. Uczyńmy to nie dlatego, żeby uratować nasze dobre imię, czy nawet życie, ale żeby nie przestać kochać – wskazywał bp Krzysztof Nitkiewicz.

Po obrzędzie święceń, który odbył się po homilii nowi kapłani Kościoła sandomierskiego po raz pierwszy koncelebrowali Mszę świętą. Przed błogosławieństwem wyrazili swoją wdzięczność za dar otrzymanych święceń.

Neoprezbiterzy otrzymali z rąk bp. Krzysztofa Nitkiewicza dekrety na mocy, których zostali skierowani, jako wikariusze do pracy duszpasterskiej do wspólnot parafialnych. Ks. Damian Blacha został mianowany wikariuszem w parafii Gorzyce, ks. Konrad Durma - w parafii św. Jana Chrzciciela w Janowie Lubelskim, ks. Łukasz Chmiel - w parafii św. Bartłomieja w Staszowie, ks. Mateusz Machniak - w parafii św. Barbary w Tarnobrzegu, ks. Patryk Gładkowski – w parafii w Jeżowem, ks. Piotr Sołdyga – w parafii św. Michała Archanioła w Ostrowcu Świętokrzyskim, ks. Grzegorz Wasąg - w parafii w Ożarowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem