Reklama

Jaka Polska po Tusku?

2014-01-29 07:58


Niedziela Ogólnopolska 5/2014, str. 38-39

DOMINIK RÓŻAŃSKI

O potrzebie zrównoważonego rozwoju, konieczności kontrrewolucji w polityce oświatowej, historycznej oraz kulturalnej z Janem Dziedziczakiem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Idzie na wielką zmianę, Panie Pośle?

JAN DZIEDZICZAK: – Wszystko na to wskazuje. Gdy największa partia opozycyjna przekracza sondażowy rubikon, to znaczy, że ludzie chcą zmian, chcą poprawy obecnego stanu rzeczy.

– Tego rodzaju zmiany na lepsze zapowiada też obecny rząd...

– Zapowiada je od siedmiu już lat.

– I od siedmiu lat jest ostro krytykowany przez opozycję. Dziś ta krytyka jest wyjątkowo nasilona i dotyczy już samych fundamentów polityki i ustroju państwa. A zatem, czy po ewentualnym przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość możemy się spodziewać naprawdę fundamentalnych zmian?

– Tak, rzeczywiście planujemy takie zmiany. Wbrew temu, co mówią liberalne media i zdezorientowana przez nie część Polaków, jesteśmy ugrupowaniem, które faktycznie głęboko i pryncypialnie różni się od obecnie rządzącej formacji. Media podsycają dziś znużenie Polaków polityką, utwierdzają ich w przekonaniu, że polityka jest brudna, że „wszyscy politycy są jednakowi” i chodzi im tylko o „dostęp do koryta”, a zatem „nic się nie zmieni, bez względu na to, kto będzie rządził”. Przez ten właśnie mechanizm medialnej manipulacji doszło do zatarcia politycznej odpowiedzialności za obecny stan państwa. Tymczasem naprawdę coraz trudniej ukrywać, że Polska znalazła się w wielowymiarowym kryzysie – od kryzysu moralnego po kryzys strukturalny, gospodarczy i wręcz katastrofę zabezpieczenia społecznego, służby zdrowia, edukacji. Nie ulega wątpliwości, że jest to zapaść spowodowana rządami PO-PSL, za których nieudolność i zaniechania płacić będziemy przez wiele lat.

– Rząd Donalda Tuska nie poczuwa się do winy, raczej chwali się sukcesami...

– Niewątpliwym sukcesem tego rządu jest to, że w komfortowych warunkach – m.in. w nadzwyczajnie przyjaznym otoczeniu medialnym – naprawdę niewiele robiąc, z ogromnym samozadowoleniem rządzi od 7 lat. Wprawdzie premier co rusz ogłaszał jakieś „nowe otwarcia”, nowe pomysły, zmiany, ale bilans dokonań jest mizerny, nijaki. Przyparty do muru, broni się, że przecież żaden rząd po 1989 r. nie zdołał zrobić więcej. Dość ohydną manipulacją jest tu porównywanie 7-letnich rządów koalicji PO-PSL z rządem Jarosława Kaczyńskiego, który rządził zaledwie 16 miesięcy, nie miał większości w Sejmie, nie miał też tych gigantycznych pieniędzy z UE (które to właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości wynegocjował dla Polski na lata 2007-2013). Na przykład ministrowie Grabarczyk i Nowak mieli kilkanaście (!) razy więcej pieniędzy na budowę dróg niż minister Jerzy Polaczek!

– PiS diagnozuje dziś wieloaspektowy kryzys państwa. Jakie, zdaniem Pana Posła, są najgroźniejsze symptomy tego kryzysu?

– Przede wszystkim te, które odcisną się bezpośrednio na jakości życia Polaków, jak choćby niedostępność służby zdrowia, rosnące ubóstwo (polecam wskaźniki GUS) i bezrobocie, malejący przyrost ludności. Moim zdaniem, u podstaw dzisiejszego polskiego kryzysu leży – zaaprobowany w sposób szczególny właśnie przez rząd Donalda Tuska – brak dbałości o tożsamość narodową.

– Jesteśmy Europejczykami, Panie Pośle!

– Tak, tyle że wszyscy inni Europejczycy bardzo skrupulatnie dbają o swą tożsamość narodową, prowadzą własną politykę historyczną (np. Niemcy)! Tymczasem w Polsce mamy do czynienia wręcz z obrzydzaniem tego wszystkiego, co dla Polaków powinno być cenne… Jesteśmy pozbawiani dumy narodowej, którą się wręcz wyśmiewa jako bezzasadną. Z ofiar niemieckiej zbrodni jesteśmy przekształcani niemal we współwinowajców… Rząd polski uczestniczy w legitymizacji rozmaitych tego rodzaju zabiegów. Oto w polskiej telewizji publicznej pokazuje się niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie”. Z naszych podatków dofinansowano film „Pokłosie”, który pokazuje Polaków jako współodpowiedzialnych za Holokaust. Jeśli do tego dodać zmarginalizowanie nauki historii w polskich szkołach, usuwanie lektur tradycyjnie kształtujących kod kulturowy Polaków, to efekt poniżenia i zatraty tożsamości narodowej mamy murowany! To jest właśnie dzieło rządów Donalda Tuska; dzisiejsi polscy 15-latkowie będą Europejczykami bezrefleksyjnie konsumującymi frytki i ketchup.

– To przerabianie nas na bezmyślnych konsumentów trwa jednak chyba dłużej niż 7 lat...

– Tak, ale – mówię to z całą stanowczością – takiej dewastacji lekcji historii, takiej dewastacji kanonu lektur nie przeprowadził żaden z rządów po 1989 r. Takiej dewastacji nie było nawet za PRL-u, gdy całej prawdy oczywiście nie uczono, ale młody człowiek, w przeciwieństwie do szkoły pań minister Hall-Szumilas-Kluzik, wiedział przynajmniej coś o Polsce Piastów, Polsce Jagiellonów, powstaniach w XIX wieku, czytał „Pana Tadeusza”…

– Świat polskiej kultury dziś jednak nie protestuje, raczej gremialnie popiera poczynania obecnego rządu, jak chyba żadnego dotąd.

– To zdumiewające, ale rzeczywiście tak jest. Mamy tu chyba do czynienia ze swoiście rozumianą nowoczesnością i tęsknotą za światowym uznaniem, wynikającą z „salonowych” kompleksów. Dlatego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego finansuje bardzo kontrowersyjne ekspozycje w Centrum Sztuki Współczesnej (np. nagi zboczeniec wykonuje czynności seksualne wobec krucyfiksu), w szacownej Zachęcie gości wulgarna pornografia, a w Muzeum Narodowym wystawa „Ars Homo Erotica” promuje homoseksualizm (według twórców, pokazuje ona „piękno miłości homoseksualnej”). Mam pytanie: jaki jest interes państwa polskiego, interes narodowy, żeby wspierać i reklamować homoseksualizm? Dziś w Polsce to pytanie retoryczne…

– Jednak nie dla PiS-u?

– Tak, uważamy, że promocja homoseksualizmu, podobnie jak bardzo nasilone ostatnio lansowanie ideologii gender, oznacza nie tylko dewastację rodziny, ale również dewastację wszystkich wzorców i tradycji polskich przekazywanych przez rodzinę. Tymczasem obecny rząd oficjalnie wspiera tego rodzaju ideologie i jednocześnie prowadzi intensywną politykę likwidacji tożsamości narodowej. Nawet mając nadzieję, iż wkrótce ten rząd odejdzie, już dziś wiemy, że straty będą niepowetowane, bo kilka roczników dzisiejszego młodego pokolenia pójdzie w świat z wielką tożsamościową raną. Tej rany nie da się zabliźnić.

– PiS zamierza więc reaktywować tożsamość narodową dla przyszłych pokoleń. Jak?

– Poprzez powrót do wychowywania młodych ludzi. Naszym zdaniem, szkoła powinna nie tylko dawać solidną wiedzę, ale również wychowywać ludzi wrażliwych, gotowych do poświęcania się dla wyższych wartości. Powinna też pobudzać i kształtować postawy patriotyczne, jak to niezmiennie robią inne kraje.

– A więc rewolucja w programach szkolnych?

– Zdecydowanie! Uważamy, że potrzebna jest tu duża kontrrewolucja. Podobnie jak w całej polityce historycznej i kulturalnej. Należy wreszcie promować kulturę dążącą do piękna, prawdy i dobra, pokazywać prawdę historyczną i piękno Polski. A jeśli ktoś chce pokazywać „brzydotę Polski”, niech to robi za swoje pieniądze, a nie za nasze wspólne.

– PiS-owi zarzuca się dziś, że o ile w 2005 r. miał program stawiający na solidarność społeczną, ale i na rynkowość, to teraz odrzuca reguły wolnego rynku… Jaki w istocie jest dziś ten ekonomiczno-gospodarczy pomysł na „Polskę po Tusku”?

– Nasz program nie bazuje ani na liberalizmie, ani – co się często nam zarzuca – na socjalizmie, lecz na katolickiej nauce społecznej – dziś, niestety, zapomnianej, zarzuconej. Projekt ten zakłada oczywiście wolny rynek, ale przy zachowaniu pełnego szacunku dla człowieka. Stąd nasza kategoryczna niezgoda na rozwiązania stosowane przez rząd Donalda Tuska.

– Na przykład w kwestii podwyższenia wieku emerytalnego?

– Tak. Uważamy, że podniesienie wieku emerytalnego w istocie niczego nie daje, a wręcz przeciwnie – przynosi całkiem wymierne szkody. Nie tylko tym, którzy są zmuszeni pracować dłużej, ale także tym młodym ludziom, którzy nie mają dziś pracy. Niekonsekwentne jest uzasadnianie podwyższania wieku emerytalnego względami demograficznymi, że jest nas coraz mniej, a zatem każdy musi coraz dłużej pracować. Prawda jest taka, że młodzi ludzie mają coraz mniej dzieci, nie chcą zakładać rodzin, bo nie mają stabilnej pracy. I nie będą jej mieć, gdy starsze pokolenie będzie zmuszane do pracy aż do ostatecznej utraty zdrowia, zajmując jednocześnie miejsca młodym. To szaleństwo!

– Bardzo rewolucyjnie zapowiada się „upaństwowienie” służby zdrowia.

– Jesteśmy za tym, aby służba zdrowia była finansowana z budżetu państwa, gdyż mechanizm NFZ po prostu się nie sprawdził. Mówimy wyraźnie: służba zdrowia nie powinna mieć na celu przynoszenia zysków, lecz opiekę nad człowiekiem, i dlatego trzeba do niej dopłacać. Tymczasem obecny rząd bardzo forsuje w tej dziedzinie bezwzględne mechanizmy rynkowe. Oto np. w przetargu na ratownictwo medyczne wygrywają firmy oferujące gorsze warunki, lecz trochę tańsze... Prywatne, a więc pragnące osiągać zysk. Mamy już liczne dowody na to, że tego rodzaju oszczędności są najdroższe, bo zbyt często kosztują ludzkie życie. W tej dziedzinie, jak chyba w żadnej innej, na pierwszym miejscu powinien być człowiek, jego życie, jego godność. Obecny rząd najwyraźniej dąży do prywatyzacji służby zdrowia – my wręcz przeciwnie.

– Czy PiS zamierza powstrzymać w Polsce proces prywatyzacji?

– Dyskusję na ten temat toczymy w Polsce już od 1989 r. To głównie dzięki polskim fanatycznym liberałom (skupionym wówczas głównie wokół Janusza Lewandowskiego, a dziś wokół PO) dochodziło do sprzedaży rozmaitych instytucji i przedsiębiorstw za symboliczne sumy (np. w wysokości rocznych zysków tychże firm). Można powiedzieć, że doszło do sprzedaży wielu kur znoszących złote jajka. W następstwie tego procesu pojawiły się w Polsce liczne firmy zagraniczne, które dziś większość zysków transferują do swoich krajów, a w momencie kryzysu zwijają interes i zostawiają tanich polskich pracowników bez pracy… Dlatego uważamy, że należy zatrzymać proces prywatyzacji, bo odwrócenie jej skutków jest trudne.

– Zdziwienie budzi zapowiedź zmian w strukturze administracji państwowej. Dlaczego są one, zdaniem PiS-u, konieczne?

– Naszym zdaniem, niemal cała administracja państwowa wymaga dość gruntownej reformy, aby była bardziej wydolna i bliska ludziom. Krytycznie oceniamy politykę polaryzacyjno-dyfuzyjną PO, która inwestycyjnie preferuje największe miasta, dla których cała reszta ma być jedynie sypialnią. Rząd PO-PSL zmarginalizował już kraj poza wielkimi metropoliami; w mniejszych ośrodkach zlikwidowano nawet liczne urzędy administracji państwowej (np. sądy i prokuratury rejonowe, a w jeszcze mniejszych – placówki Poczty Polskiej i posterunki policji). My chcemy inwestować równomiernie w całą Polskę w ramach polityki zrównoważonego rozwoju. Zamierzamy przywrócić małe posterunki policji, reaktywować tę niedawno zlikwidowaną infrastrukturę komunikacyjną oraz szkoły i wiejskie biblioteki, będące często jedyną ostoją kultury w małych miejscowościach itd.

– Wszystkie z proponowanych zmian łączą się ze sporymi kosztami. Jakie będą źródła finansowania, skoro przewiduje się obniżenie podatków?

– Konieczna, naszym zdaniem, obniżka podatku VAT – rząd Tuska podniósł ten podatek – ma na celu pobudzenie konsumpcji i nakręcenie koniunktury gospodarczej, a zatem można liczyć raczej na wzrost przychodów do budżetu państwa. Ponadto proponowane przez nas rozwiązania raczej ograniczą wydatki, niż je zwiększą (np. likwidacja NFZ da ogromne pieniądze, które teraz pochłania rozbudowana biurokracja Funduszu). Wielkie zagraniczne hipermarkety są dziś w większości zwolnione z podatków. Podobnie jest z zagranicznymi bankami, które mają w Polsce gigantyczne zyski (niektórzy prezesi tych banków zarabiają kilkaset tysięcy złotych miesięcznie!). Uważamy, że da się wygospodarować w Polsce całkiem spore fundusze na to, by nam wszystkim żyło się łatwiej.

– Czy to możliwe, Panie Pośle, aby Polska po Tusku była jeszcze bardziej szczęśliwa?

– Odpowiem całkiem poważnie. Polska może być państwem sprawnym, wywiązującym się ze swoich obowiązków, dbającym o wspólnotę narodową, o rodzinę i o każdego obywatela.

* * *

Jan Dziedziczak – polski polityk, politolog, rzecznik prasowy rządu Jarosława Kaczyńskiego, od 2007 r. poseł na Sejm VI i VII kadencji, instruktor harcerski ZHR

Tagi:
wywiad polityka Tusk Polska

Głowa w piasku

2015-02-24 12:46

Mirosław Piotrowski, Poseł do Parlamentu Europejskiego
Niedziela Ogólnopolska 9/2015, str. 41

Nowo wybrany przewodniczący Rady Europejskiej, na wyrost nazywany „prezydentem Europy”, jest niewidoczny.

Πρωθυπουργός της Ελλάδας / Foter / CC BY-SA

Gdzie jest Donald Tusk? Pytanie to coraz częściej rozbrzmiewa nie tylko w Parlamencie Europejskim, ale formułowane jest też na łamach zagranicznej prasy. Chodzi o dwa najważniejsze wydarzenia, którymi żyje Unia Europejska – tzw. Grexit, czyli możliwość opuszczenia wspólnoty przez Grecję, oraz wojnę na Ukrainie. Przy próbie rozwiązywania obu palących kwestii nowo wybrany przewodniczący Rady Europejskiej, na wyrost nazywany „prezydentem Europy”, jest niewidoczny. Niespełna trzy miesiące temu, tuż po jego wyborze, formułowano opinie, że nominacja Tuska wzmocni kierunek wschodni UE, podrażni Rosję Putina, bo wiadomo – polityk z Polski będzie dwoił się i troił, angażując się w sprawy swojego regionu. Tymczasem – flauta, pustka. Zawiedzeni postawą Tuska mogą być tylko ci, którzy na poważnie brali jego niespójną narrację. Najpierw zarzekał się, że żadnym etatem w Unii nie jest zainteresowany, aby po wyborze na najbardziej lukratywne stanowisko szefa Rady oznajmić, iż „obecność ludzi z naszego regionu jest potrzebna UE, zwłaszcza że w ostatnich miesiącach sytuacja wokół Europy uległa zmianie”. Zapewniał, że Unia potrzebuje nie tylko jego doświadczenia, ale i energii. Mówił, że przybył tu z „mocnym poczuciem misji”. Buńczucznie ogłosił: „Polski styl odbije się na tym, co Europa będzie robiła w przyszłości”. Czy już wówczas miał świadomość, że zostanie sprowadzony do roli niewidocznego, aczkolwiek dobrze opłacanego figuranta, przyklepującego wszystkie posunięcia swojej promotorki? To właśnie kanclerz Niemiec Angela Merkel, przy wsparciu grającego drugie skrzypce prezydenta Francji François Hollande’a, przejęła całkowicie inicjatywę. Duet ten w imieniu wszystkich krajów UE uzgadnia polityczną przyszłość tego regionu z władzami Rosji i Ukrainy. Przewodniczący Rady Europejskiej nawet im nie asystuje. Graniczącą z obydwoma krajami Polskę z rozmów „wylogowano”. Wymienione cztery kraje – Rosję, Ukrainę, Niemcy i Francję – określono mianem tzw. formatu normandzkiego, którego decyzje przewodniczący Rady w ciemno popiera. Tusk, zmagający się z krytyką swojej bezczynności, publicznie utrzymuje, że Niemcy i Francja konsultują z nim posunięcia i jest o nich wcześniej informowany. W Brukseli mało kto daje temu wiarę. Podczas gdy na wschodniej flance Unii toczy się poważna walka o strefy wpływów, Tusk, chowając głowę w piasek, nie tylko poświęca interes wspólnotowy, ale przyjmując taką pozycję, niejako odruchowo zmuszony jest eksponować zgoła inną część ciała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ocalała kopia Ikony Jasnogórskiej znajdująca się w Kaplicy Polskiej w Katedrze Notre Dame

2019-04-16 10:54

it / Częstochowa (KAI)

W katedrze Notre-Dame w Paryżu, w której w poniedziałek wybuchł ogromny pożar, znajduje się Kaplica Polska z kopią ikony Matki Bożej z Jasnej Góry i relikwiami św. Jana Pawła II. Została ona uroczyście zainaugurowana w grudniu ubiegłego roku. Z nieoficjalnych informacji przekazanych nam przez służby ratownicze wynika, że ikona nie uległa zniszczeniu.

polskifr.fr

W czasie Apelu Jasnogórskiego paulini i pielgrzymi z bólem modlili się za ratujących katedrę Notre-Dame i z wdzięcznością wspominali umieszczenie w niej kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej z 1 grudnia ubiegłego roku. Według nieoficjalnych wiadomości, które od służb będących po pożarze w katedrze, uzyskał polski portal informacyjno-społecznościowy we Francji, ikona Matki Bożej z Jasnej Góry, znajdująca się w Kaplicy Polskiej w Notre Dame - ocalała.

Na zakończenie wieczornej modlitwy abp Wacław Depo, metropolita częstochowski powiedział: „Doświadczamy kolejnego bolesnego dramatu religii chrześcijańskiej w Europie, katedra Notre Dame spłonęła, tak jak już przynajmniej kilka kościołów w Europie w ostatnim czasie”. - Europa patrzy czy ta cywilizacja przetrwa czy potrzebna będzie interwencja z Nieba – dodał metropolita częstochowski i zachęcił: „prośmy Matkę Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, aby ogień miłości panował wśród ludzi, a oddalał nienawiść i wszelką przemoc”.

Polską kaplicę w katedrze Notre Dame w Paryżu pw. Najświętszej Matki Bożej Częstochowskiej i św. Germana, z kopią obrazu Matki Bożej Częstochowskiej z Jasnej Góry oraz relikwiami św. Jana Pawła II, odsłonięto 1 grudnia 2018 r. W uroczystości wzięły udział setki Polaków z kraju i mieszkających we Francji.

Mszę św. celebrował abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Uczestniczył w niej też marszałek Senatu, Stanisław Karczewski. To pierwsza narodowa kaplica w paryskiej katedrze. - To wielki dla nas honor, że możemy w takim miejscu mieć znak, który będzie inspirował nie tylko Polaków – mówił wówczas abp Gądecki.

W odczytanym podczas uroczystości liście prezydent Andrzej Duda podkreślił, że „losy naszego narodu i dzieje zmagań o niepodległość po wielekroć i na trwałe splotły się z historią Francji”. „Współtworząc rodzinę wolnych narodów, zjednoczonych w imię najwyższych wartości republikańskich i obywatelskich, których źródłem jest chrześcijańska miłość bliźniego, chcemy nadal pielęgnować łączące nas więzi i razem budować bezpieczną, pomyślną przyszłość obu naszych narodów. Niech więc to szczególne miejsce będzie odtąd symbolem wspólnego polsko-francuskiego dziedzictwa duchowego, które ma moc inspirować nas do pracy dla dobra całej ludzkości” – napisał prezydent RP.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp K. Nitkiewicz do księży: nie przystępujcie do ołtarza „z biegu”

2019-04-18 17:30

apis / Stalowa Wola (KAI)

Nie przystępujcie do ołtarza „z biegu”, między jednym a drugim zajęciem, bez duchowego przygotowania – zaapelował do księży biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz podczas Mszy Krzyżma 18 kwietnia w bazylice konkatedralnej w Stalowej Woli. Zgromadzeni księża odnowili swoje kapłańskie przyrzeczenia.

Fot. E. Bartkiewicz/www.episkopat.pl/photo
Bp Krzysztof Nitkiewicz

W liturgii wraz ze swym biskupem i biskupem seniorem Edwardem Frankowskim duchowni dziękowali Bogu za dar powołania i kapłaństwa, prosząc równocześnie o wierność złożonym przyrzeczeniom. Na wspólnej modlitwie zgromadzili się również ministranci, lektorzy i scholanki, którzy przybyli wraz ze swoimi duszpasterzami w ramach Diecezjalnej Pielgrzymki Liturgicznej Służby Ołtarza.

Ordynariusz wskazał w homilii, że Msza Krzyżma ma dla duchownych szczególną wymowę, gdyż podczas niej przypominają oni sobie obietnice złożone Bogu i Kościołowi, odnawiając je uroczyście na potwierdzenie przymierza zawartego z Jezusem Chrystusem – Kapłanem wiecznego i nowego przymierza oraz Głową Kościoła.

"On je przypieczętował swoją krwią, a my? Mamy przecież wypełniać Jego polecenie: «To czyńcie na moją pamiątkę», które powtarzamy w liturgii Eucharystycznej, starając się myśleć, mówić oraz czynić wszystko na sposób Chrystusa, na Jego pamiątkę. Być dla Ludu Bożego obrazem i obecnością naszego Zbawiciela. Istnieje bowiem ścisła więź między poziomem życia duchowego nas kapłanów, powiem wprost: między naszą wiarą a wiarą ludzi, którzy zostali nam powierzeni. Moje zaniedbania i grzechy są powodem zgorszenia świeckich, prowadząc do osłabienia ich wiary" – napominał kaznodzieja.

Zwrócił uwagę, że to właśnie świeccy ratują duchownego w trudnościach. Czynią to z miłości do pasterza, który się pogubił, a także w poczuciu odpowiedzialności za Kościół. Kapłani wiele mogą nauczyć się od wiernych, którzy często ich zawstydzają swoją pobożnością, gorliwością, ofiarnością - podkreślił biskup.

Zaznaczył zarazem, że zdecydowana większość kapłanów diecezji i posługujących w niej zakonników, wypełnia wiernie swoją pasterską misję. Dziękując za to, skierował słowa szczególnej wdzięczności za solidarność w trudnych momentach biskupiej posługi.

"Przez wasze «sentire cum Ecclesia», gdyż w gruncie rzeczy chodzi o cały Kościół, jesteście dla mnie bezcennym darem i ja również pragnę stawać się jeszcze w większym stopniu darem dla każdego. Bycie razem, tym bardziej jeśli łączy nas Chrystusowe kapłaństwo, święcenia i inkardynacja, nie może ograniczać się do okazjonalnych spotkań, do obchodzenia imienin czy uczestnictwa w pogrzebach, chociaż i to ma swoje znaczenie. Mamy czuć się odpowiedzialni jeden za drugiego, modlić się za siebie, dzielić się tym, co posiadamy, czuwać nad sobą, dodawać sobie odwagi, jeśli trzeba upominać i oczywiście współpracować, każdy zgodnie z własnym charyzmatem, ale też posłuszni swoim przełożonym. W ten sposób będziemy pasterzami dla siebie nawzajem" – wskazał mówca.

Nawiązując do Listu do Rzymian, zachęcił księży, aby żyli według Ducha a nie według ciała, aby zastanawiali się w codziennym rachunku sumienia, czy mieszka w nich Duch Jezusa Chrystusa.

"Do kogo należę: do Niego czy do świata, który Chrystusa nienawidzi? Nas zresztą też, dopóki nie przejdziemy na jego stronę. W gruncie rzeczy chodzi o sprawę najważniejszą: o moją wiarę. Benedykt XVI ostrzega nas, kapłanów, przed stawaniem się «panami wiary», którzy mówią o Bogu przy pomocy «uczonych słów i myśli», lecz nie idą dalej. Zachęca w związku z tym, abyśmy pozwolili opanować się wierze, żyjąc «według Boga i ku Niemu»” – przypomniał pasterz sandomierski.

Wskazał, by Msze św. celebrować pobożnie, w najuroczystszej formie, z uwagą, bez pośpiechu, przestrzegając ściśle prawa liturgicznego. Zachęcił do wychowywania w tym duchu ministrantów i służby kościelnej, do troski o chóry i schole, do wielbienia Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. "To jest pierwsza droga do umocnienia naszej wiary i wiary całego Ludu Bożego. Nie traćmy energii na rzeczy drugorzędne, gdyż one nas absorbują, odsuwając od tego, co najważniejsze" – przestrzegł bp Nitkiewicz.

W czasie liturgii poświęcił oleje święte (chorych, krzyżma i katechumenów), które przez kolejny rok służyć będą przy udzielaniu sakramentów chrztu, namaszczenia chorych i święceń kapłańskich oraz przy poświęceniu kościoła i ołtarzy.

Przedstawiciele Liturgicznej Służby Ołtarza złożyli biskupom i duchownym życzenia i podziękowania za posługę duszpasterską. Po liturgii mieli okazję zwiedzić Muzeum Jana Pawła II. Spotkanie zwieńczyła wspólna agapa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem