Reklama

Ciszej nad łupkami

2014-01-29 07:58

Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 5/2014, str. 40-41

Jeremy Buckingham MLC / Foter.com / CC BY

Zaczęło się jak w klasycznej bajce – z dalekiego świata nad Wisłę dotarli poszukiwacze wielkiego skarbu. A było to około roku 2006...

W amerykańskim sektorze paliwowo-energetycznym rozkręcała się właśnie wielka rewolucja związana z odkryciem tam gazu w skałach łupkowych. Zachęcone lokalnym sukcesem firmy amerykańskie i kanadyjskie zaczęły skanować wszystkie kraje na świecie, by wytypować obszary warte uwagi. Godna zainteresowania okazała się także Polska. Wkrótce w świat poszła wieść o ukrytych w podlaskich i lubelskich formacjach łupkowych wielkich zasobach gazu. Zagraniczni eksperci szacowali, że Polska może mieć od 1,4 do 3,6 bln m3 gazu w łupkach!

Pod koniec 2007 r. pojawili się pierwsi chętni do bliższego rozpoznania polskich warunków geologicznych i inwestycyjnych. To sondowanie trwało kilkanaście miesięcy, coraz więcej firm pytało o polski rynek. Jednak potencjalnym inwestorom ciężko było się porozumiewać z urzędnikami, a polscy geologowie dysponowali wprawdzie sporą wiedzą na temat skał łupkowych, ale wiedzą „nienaftową”; wiedziano, gdzie dokładnie występują skały łupkowe, jaka jest ich budowa i charakterystyka, natomiast nawet nie zakładano, że może być w nich gaz… Uważano, że gaz z łupków to sprawa „czysto amerykańska”, w Polsce raczej nierealna.

Pęd do Polski

W roku 2009 światowa koniunktura na gaz z łupków sięgnęła zenitu. USA stały się największym na świecie producentem gazu ziemnego, wyprzedzając Rosję. Gaz z łupków zmienił całą amerykańską gospodarkę, uniezależnił ją od importu gazu. Także w Polsce zaczęto wierzyć, że podobna samowystarczalność wcale nie musi być nierealnym celem.

Reklama

Momentem przełomowym, który zmienił wszystko i obudził marzenia o możliwości polskiej rewolucji energetycznej, było wejście do Polski w 2009 r. największej firmy naftowej na świecie – ExxonMobil. Sprawa stała się bardzo głośna; wszystkie oczy w przemyśle naftowym na świecie i oczy polityczne w Polsce zwróciły się wówczas na polskie łupki.

W ciągu dwóch lat – 2009-10 – zagraniczne firmy nieomal tratowały się w pędzie do Polski. Pojawiło się wielu gigantów przemysłu naftowego; z tzw. wielkiej szóstki aż cztery zaangażowały się w Polsce. Po firmie ExxonMobil pojawiły się Conoco Phillips, Chevron oraz mniejsze, takie jak Marathon Oil, Talisman Energy. Najbardziej szokujące było to, że Polska, która nigdy nie była krajem naftowym, nagle zaczęła przyciągać największych naftowych potentatów.

Rodzimy polski przemysł nie od razu zainteresował się nowym rynkiem gazowym, głównie dlatego, że nie specjalizował się w wydobyciu węglowodorów. W momencie największego łupkowego boomu, w 2011 r., PGNiG i Orlen miały już jednak we władaniu mniej więcej 20 proc. terenu objętego łupkowymi koncesjami.

Polska wydała łącznie 111 koncesji poszukiwawczych (najwięksi inwestorzy dostali ich po kilka). Objęto nimi 90 tys. km2, czyli 1/3 terytorium kraju. W maju 2011 r. amerykańska rządowa Agencja Informacji Energetycznej dolała oliwy do ognia, ogłaszając, że w polskich łupkach może tkwić nawet 5,3 bln m3 gazu – czyli tyle, żeby w pełni zaspokoić potrzeby kraju przez 300 lat.

Bardzo ciche porozumienie

W roku 2011 nasz polski entuzjazm łupkowy sięgał zenitu. O zagospodarowaniu nowego bogactwa narodowego mówiło się nie tylko w kategoriach bezpieczeństwa energetycznego kraju, ale wręcz w kategorii polskiej racji stanu. Nawet początkowo wstrzemięźliwi politycy przyłączyli się do chóru entuzjastów. Gazety donosiły o porozumieniu ponad podziałami. Jesienią 2011 r. jakoby doszło nawet do cichego porozumienia PO i PiS w sprawie ustawy o gazie łupkowym, która, jak deklarowano, „może zostać uchwalona jeszcze w tym roku”. Obie partie miały się ponoć zgodzić w sprawie konieczności dobrego zabezpieczenia interesów państwa.

Wyłączywszy zagorzałych ekologów, wszyscy liczyli na gazowe eldorado, które stanie się bodźcem rozwojowym dla wielu rejonów Polski. Inwestorzy zaś cierpliwie czekali, by w pewniejszych ekonomicznie warunkach móc prowadzić poszukiwania.

Dzięki rozwojowi wydobycia gazu łupkowego w ciągu najbliższych 10 lat w Polsce może powstać 155 tys. nowych miejsc pracy – szacował raport Instytutu Kościuszki – a branżami, które mogą potencjalnie najwięcej zyskać, będą: przemysł metalurgiczny, handel detaliczny i hurtowy, dostawa energii oraz produkcja maszyn. W pesymistycznym scenariuszu zakładano, że jeśli liczba odwiertów w ciągu 10 lat wyniesie 250 rocznie, to nowych miejsc pracy powstanie tylko ok. 120 tys. W optymistycznym miało być – 750 odwiertów rocznie i 190 tys. nowych miejsc pracy!

Tymczasem – jak się po 3 latach okazało – było to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Zarówno optymistyczne, jak i pesymistyczne szacunki podawały liczby wręcz astronomiczne. Do końca 2013 r. wykonano w Polsce zaledwie 51 odwiertów eksplorujących skały łupkowe… Poszukiwania okazały się dla inwestorów ryzykownym ekonomicznie przedsięwzięciem. W trudnych geologicznie polskich warunkach nakłady inwestycyjne na jeden otwór szacowano na 50 mln zł, tak więc w grę wchodziły grube miliardy na jedną koncesję.

W ostateczności jednak to nie kwestie technologiczne i koszty związane z „trudnością polskich złóż” okazały się przeszkodą nie do przebrnięcia, lecz podejrzanie przedłużająca się inwestycyjna niepewność wynikająca z braku klarownych regulacji prawnych oraz przepisów podatkowych. Brakowało jasnego stanowiska i działania polskiego rządu w tej sprawie.

Gdy nad Wisłą rozwijało się polskie marzenie i snuto nawet polityczne plany co do wykorzystania wielkiego strumienia łupkowych pieniędzy, realność strumienia gazu malała. Dlatego głównie, że za marzeniami nie poszły stosowne działania administracyjno-prawne polskiego rządu. Potencjalni inwestorzy tracili werwę. Bynajmniej nie z powodu domniemania niedostatku gazu w polskich łupkach, bo tego nie udało im się nawet dokładnie stwierdzić, ponieważ do rzetelnej oceny zasobów polskich łupków potrzebne jest wykonanie 200-300 odwiertów. Główną przeszkodą stała się raczej niemożność oszacowania opłacalności przyszłego wydobycia z powodu niejasnych warunków podatkowych.

Zabrakło dobrej woli

Już w 2007 r., kiedy rozpoczęło się wydawanie pierwszych koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego, powstały dwa projekty ustaw regulujących wydobycie przygotowane przez poprzedni rząd PiS, rząd PO jednak nie uznał za stosowne, by się nad nimi pochylić. W 2012 r. PiS jako partia opozycyjna miał kolejny projekt ustawy, wzorowany na rozwiązaniach norweskich. Przewidywał on stworzenie nie tylko stabilnych i odpowiednio korzystnych warunków dla inwestorów, ale i mechanizmu umożliwiającego państwu czerpanie odpowiednich korzyści na „potężny, rosnący fundusz rozwojowy”. „Państwu chcemy zapewnić sprawiedliwy dochód, a firmom przejrzyste reguły i godziwe zyski” – mówił były wiceminister gospodarki Piotr Naimski.

Podobne nadzieje wyrażał wkrótce Donald Tusk, upatrując w strumieniu gazowych pieniędzy rozwiązanie problemu z przyszłymi emeryturami Polaków. Dopiero w 2013 r. rząd zapowiedział, że ustawa o wydobyciu węglowodorów, nieodstraszająca inwestorów, wejdzie w życie w 2015 r., a podatek od węglowodorów nie będzie pobierany do 2020 r. (aby zachęcić firmy do inwestycji w Polsce). To są jednak obietnice spóźnione o co najmniej 3 lata.

Winę za obecną złą sytuację w kwestii gazu łupkowego ponosi przede wszystkim premier Donald Tusk, który nie wykazał dobrej woli – mówi opozycja – oraz ministerstwa: finansów, spraw zagranicznych i skarbu. Zabrakło elementarnej koordynacji i pobudzenia prac resortowych, bo – jak mówią ludzie znający temat – to w tych resortach tkwi jakieś bardzo tajemnicze źródło oporu i niewytłumaczalnych komplikacji. Z niewyjaśnionych powodów rząd nie zdołał powołać pełnomocnika ds. łupków, dlatego też do dziś nie ma niezbędnych regulacji, a prace poszukiwawcze przedłużają się. Odwołano natomiast ministra środowiska – i to w czasie odbywającego się hucznie w Warszawie światowego Szczytu Energetycznego, któremu przewodniczył. Nowy minister zapowiedział niedawno, że w 2014 r. zostanie wykonanych aż 40 nowych wierceń!

Entuzjazm się skończył i nad polskimi łupkami zapanowała grobowa cisza. Cała sprawa wydawała się bardzo niejasna, politycznie i ekonomicznie zagmatwana. Od początku zapowiadano utrącenie polskiego wydobycia przez ekologów opłacanych przez Gazprom. Z czasem pojawiły się głosy o nieprzychylności niektórych krajów UE i wprost Komisji Europejskiej, która miała być wrogo ustosunkowana do polskiego wydobycia. Tymczasem okazało się, że to „strachy na Lachy” w porównaniu z bezczynnością i opieszałością polskiego rządu.

Nie ma gazu w polskich łupkach?

Wprawdzie Państwowy Instytut Geologiczny na początku 2012 r. obniżył początkowe oszacowanie zasobów o 90 proc., jednak inwestorzy wciąż są zainteresowani poszukiwaniem gazu.

Złym znakiem, ale bynajmniej nie kończącą wszystko katastrofą, było wycofanie się z Polski w 2012 r. firmy ExxonMobil. Początkiem końca nie jest nawet wycofywanie się kolejnych – Talisman Energy i Marathon Oil. Firmy te zrezygnowały po wykonaniu zaledwie kilku odwiertów poszukiwawczych i przeprowadzeniu na ich podstawie testów produkcyjnych, które wykazały, że produktywność poszczególnych otworów jest stosunkowo niska jak na standardy złóż łupkowych. Sam ExxonMobil podjął decyzję o wyjściu z Polski na podstawie zaledwie dwu odwiertów sondażowych.

Dla gigantów branży paliwowej polski projekt okazał się po prostu mniej perspektywiczny niż inne ich przedsięwzięcia poszukiwawcze (np. na Syberii, w obu Amerykach, Azji lub na Pacyfiku). Nie oznaczało to jednak w żadnym razie, że poszukiwania na terenie Polski straciły sens. Zdaniem geologów, na podstawie tak niewielkiej liczby odwiertów nie można wysnuwać skrajnych wniosków ani o gazowym eldorado, ani o braku gazu. Prawdą jest, że polskie łupki nie są łatwe, co nie znaczy, że nie kryją w sobie wielkich i opłacalnych zasobów.

Mimo że większość koncesjonariuszy ze spokojem podeszła do rezygnacji ExxonMobil i nie zmieniła swoich planów, to jednak z polskiego gazowego balonu powoli uchodziło już powietrze. Rosyjska prasa z satysfakcją donosiła, że rezygnacja koncernów z eksploracji złóż gazu łupkowego w Polsce jest też związana z „wysokimi kosztami wydobycia, wynoszącymi około 300 dolarów za 1000 m3, trzykrotnie wyższymi niż w USA i 10 razy wyższymi od kosztów wydobycia tradycyjnego gazu”.

Srogi raport NIK

Polityczne niedomówienia skończyły się dopiero po ogłoszeniu na początku roku 2014 raportu Najwyższej Izby Kontroli, który bardzo srogo ocenił starania rządu. Ani dla opozycji, ani tym bardziej dla łupkowej branży taka ocena nie była zaskoczeniem. Bezczynność rządu była widoczna gołym okiem.

Raport podaje, że pomimo dość rozległego terenu objętego koncesjami, prace poszukiwawcze były prowadzone tylko na niewielkiej jego części. Co więcej, wykonywane były z reguły z dużym opóźnieniem z winy niewłaściwego działania administracji publicznej.

NIK wytknął rządowi opóźnienie trwających od 2011 r. prac nad tworzeniem i nowelizacją prawa dotyczącego poszukiwania i wydobywania węglowodorów. Ostrzegał, że „dalsze ich przedłużanie może skutkować ograniczeniem przez przedsiębiorców skali prowadzonych bądź planowanych prac geologicznych oraz nakładów inwestycyjnych ponoszonych na taką działalność, a także zmniejszeniem z ich strony zainteresowania poszukiwaniem złóż gazu z łupków w Polsce”.

W raporcie podano zadziwiające konkrety: „W Departamencie Geologii i Koncesji Geologicznych sprawami dotyczącymi koncesjonowania poszukiwań złóż gazu z łupków zajmowały się w latach 2007-2012 jedynie trzy osoby”. Z tego powodu wszelkie decyzje wydawane były ze znacznym przekroczeniem terminów określonych w Kodeksie Postępowania Administracyjnego (średnio 132 dni przy wymaganych prawem 30). Ponadto „dopuszczano do nierównego traktowania wnioskodawców oraz do rozpatrywania wniosków niekompletnych oraz takich, które nie pozwalały w pełni na sprawdzenie wiarygodności ekonomicznej wnioskodawcy (…)”. Padły zarzuty dowolności postępowania i nierównego traktowania wnioskodawców, co może „świadczyć o wysokim zagrożeniu korupcją”.

Raport NIK wylicza jeszcze bardzo wiele innych zaniechań, głupot, nierzetelności, które sprawiły, że to kolejne polskie marzenie musiało się okazać „marzeniem ściętej głowy”. Z takich to prozaicznych powodów Polska być może nigdy nie dowie się, jak to z tym łupkowym gazem naprawdę było.

Tagi:
gospodarka gaz

Reklama

Kampanijny gazoprom

2015-10-13 11:58

Piotr Naimski

Rząd PO opóźnia o dwa lata w stosunku do własnych planów oddanie gazoportu do eksploatacji i o cztery lata w stosunku do decyzji i planów rządu Prawa i Sprawiedliwości

DOMINIK RÓŻAŃSKI

We wczorajszym wystąpieniu Minister Skarbu Państwa Andrzej Czerwiński zapowiedział „oddanie” gazoportu w Świnoujściu. Ewa Kopacz ma sfotografować się na tle instalacji i ogłosić przedwyborczy sukces. Minister Czerwiński stwierdził, że „budowa zakończona jest w 100%, wszystkie tzw. elementy krytyczne są wykonane i sprawdzone przez nadzorującego inżyniera katarskiego”. Rzecznik PLNG Maciej Mazur powiedział PAP, że „zakończył się bardzo ważny etap mechanicznego montażu systemów krytycznych” i „że prace budowlane zostały praktycznie zakończone”.

Według obowiązującego Aneksu nr 2 do umowy z wykonawcą zakończenie montażu mechanicznego wszystkich systemów terminala przewidziane jest do 11 grudnia 2015. Do 10 października 2015 przewidziano zakończenie montażu mechanicznego systemów krytycznych. Różnica między krytycznymi mechanizmami a wszystkimi mechanizmami jest mniej więcej taka jak między autostradą i „autostradą przejezdną”. PO oddawała do użytku „przejezdne” odcinki, które następnie były przez wiele miesięcy rozgrzebane grożąc bezpieczeństwu ludzi i pojazdów. Z gazoportem premier Ewa Kopacz dokonuje podobnej operacji. Uzgodniony z wykonawcą grudniowy termin zakończenia prac montażowych postanowiono pominąć milczeniem. Co ciekawe, katarski dostawca gazu zgodził się przysłać statek z gazem koniecznym do przeprowadzenia testów instalacji w okresie od 11 grudnia 2015 do 9 stycznia 2016. Audyt prowadzony na budowie przez Katarczyków doprowadził do rezygnacji z wcześniejszego październikowo-listopadowego terminu.

Przygotowanie placu budowy gazoportu do dzisiejszej wizyty premier Ewy Kopacz obejmowało m.in. usunięcie z pola widzenia kamer telewizyjnych wszystkich elementów, które mogłyby świadczyć o tym, że prace montażowe są w toku. Kamera przemysłowa, która przekazywała obraz z placu budowy na stronie internetowej PLNG została wyłączona wczoraj. Pracujący robotnicy nie maja prawa pojawić się w kadrze. Aneks nr 2 do umowy przewiduje podpisanie protokołu odbioru do użytkowania gazoportu 31 maja 2016. Gazoport rozpocznie prace w najlepszym razie za 7,5 miesiąca. Opóźnienie w stosunku do nowego harmonogramu z Aneksu nr 2 wynosi dzisiaj tydzień…

Dla propagandowego przedwyborczego sukcesu PO po raz kolejny po prostu oszukuje Polaków. Do wykonania jest m.in. montaż pozakrytycznych a koniecznych przecież systemów gazoportu, wstępne schłodzenie instalacji ciekłym azotem, ogrzanie instalacji i usunięcie usterek, test 72-godzinny instalacji nie wcześniej niż w marcu przyszłego roku po odebraniu drugiego statku z gazem technicznym. Można mieć już tylko nadzieję, że politycy PO dla potrzeb swojej kampanii wyborczej trwale nie uszkodzą z trudem kończonej inwestycji w Świnoujściu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: 24 marca Narodowy Marsz Życia

2019-03-22 11:31

pra / Warszawa (KAI)

Prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, konieczność ochrony i wsparcia dla naturalnej rodziny, oraz prawo rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci, to postulaty Narodowego Marszu Życia, który przejdzie ulicami Warszawy 24 marca, w Narodowym Dniu Życia. Organizatorem marszu jest Chrześcijański Kongres Społeczny.

Łukasz Krzysztofka

Chrześcijański Kongres Społeczny w trakcie Narodowego Marszu Życia chce dać wyraz swoim marzeniom, nadziejom, ale także determinacji. „Marzeniom o lepszym świecie bez zabijania, także tych jeszcze nienarodzonych, bez przemocy i nienawiści. Nadziejom, że jest to możliwe tu i teraz, chociaż na pewno nie wszystko od razu” - zapowiadają organizatorzy.

W trakcie Marszu organizatorzy przypomną o prawie do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, o konieczności ochrony i wsparcia dla naturalnej rodziny, oraz prawie rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci.

„Będziemy także wprost upominać się o konkretne działania władz, obiecane i deklarowane, a obecnie zaniechane, które stanowią bardzo ważne elementy budowania w naszym kraju sprawiedliwego ładu społecznego, w którego centrum jest godność człowieka i prawa rodziny” - zapowiada Chrześcijański Kongres Społeczny. Chodzi m.in. o jak najszybsze przyjęcie przez Sejm w formie ustawy obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy obywateli, oraz wypowiedzenie przez Polskę genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowanie Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny.

Chrześcijański Kongres Społeczny wierzy, że ten rok może być kluczowy dla realizacji postulatu ochrony życia od poczęcia, a szczególnie w przypadku eugenicznym. Podstawą tej wiary, jak wskazują organizatorzy Narodowego Marszu Życia, jest fakt, że rządzący dziś Polską mają wszystkie instrumenty, aby ochronę życia zagwarantować prawem.

„Mają większość w Sejmie i Senacie, mają większość przekonanych w sprawie ochrony życia posłów i senatorów, mają w Parlamencie gotowy do dalszego procedowania obywatelski projekt ustawy, mają gotowy projekt stanowiska w Trybunale Konstytucyjnym, mają media publiczne” - wylicza Chrześcijański Kongres Społeczny.

„Narodowy Dzień Życia, który obchodzimy 24 marca, to ostatni moment, aby jeszcze raz z pełną mocą zaapelować do rządzących o wypełnienie obietnic i powinności, ale przede wszystkim o realizację tego wielkiego dobra, które jest w ich zasięgu” - podkreślają organizatorzy Narodowego Marszu Życia.

Marsz rozpocznie się o godzinie 13.30 na Placu Zamkowym w Warszawie. Organizatorzy zapraszają wcześniej do uczestniczenia we Mszy św. o godz. 12.00 w kościele Św. Anny.

Organizatorem Narodowego Marszu Życia jest Chrześcijański Kongres Społeczny, którego inicjatorem jest poseł do Parlamentu Europejskiego Marek Jurek. Patronat nad wydarzeniem objęła m.in. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: 39. Pielgrzymka Obrońców Życia

2019-03-23 13:25

mir/Radio Jasna Góra / Częstochowa (KAI)

Jak najszybsze uchwalenie obywatelskiego projektu „Zatrzymaj Aborcję”, realne przestrzeganie konstytucyjnych praw rodziców wobec ofensywy ideologii gender w polskich szkołach i żądań ruchu LGBT oraz promowanie naprotechnologii w miejsce in vitro - to główne tezy apelu uczestników 39. Pielgrzymki Obrońców Życia na Jasną Górę.

Mazur/episkopat.pl
Jasna Góra

- Wobec narastającego w świecie i w ojczyźnie zagrożenia dla wartości ludzkiego życia, prosimy dla wszystkich sumień o Bożą moc, by dojrzewało w nich poczucie odpowiedzialności za każde życie poczęte pod sercem matki – modlił się podczas Mszy św. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

W kazaniu mówił o odpowiedzialności każdego z nas za kolejne pokolenia i przypominał, że „przyszłość świata idzie przez rodzinę”. Zauważył, że wbrew zapowiedziom Unia Europejska stała się strukturą o charakterze totalnym. - Wbrew deklaracjom przyjmowanym naiwnie kiedyś przez część środowisk zatroskanych o prawa człowieka, rządzący nią ideolodzy mają za nic prawa państw członkowskich do suwerennego stanowienia w kwestiach moralnych – stwierdził metropolita częstochowski.

Przeczytaj także: Apel organizacji pro-life o uchwalenie projektu Zatrzymaj Aborcję

Przypomniał, że przed referendum akcesyjnym wszystkie siły polityczne agitowały za oddawaniem głosu na „tak” przekonując, że Unia Europejska nie będzie narzucała Polsce norm w zakresie ochrony życia ludzkiego.

- Dziś wiemy, że są to słowa bez pokrycia a obrona życia ludzkiego jest dzisiaj ośmieszana i ignorowana – diagnozował duchowny. Wskazał na raport przegłosowany przez Parlament Europejski, w którym jest zapis o konieczności zagwarantowania kobietom łatwego dostępu do środków antykoncepcyjnych i bezpiecznej aborcji, bezwarunkowego dostępu do wspomaganego zapłodnienia bez względu na stan cywilny i orientacje seksualną.

Abp Depo nawoływał do odpowiedzialności i dalekowzroczności, których nauczycielami są św. Jan Paweł II i kard. Stefan Wyszyński.

Podczas Eucharystii złożono przyrzeczenia Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

- Nie możemy być obojętni na ataki na życie i rodzinę, które wciąż podejmowane są w naszej Ojczyźnie – przypomina dr Paweł Wosicki. Prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia (PFROŻ) mówi o konieczności nowej strategii obrony życia.

Zdaniem Wosickiego taktyka przyjęta przez rządzących, że „tych tematów” - tzn. na przykład inicjatywy Zatrzymaj Aborcję - nie poruszamy, żeby nie drażnić społeczeństwa i strony przeciwnej, zupełnie nie zdała egzaminu. „Widać, że zostało to wykorzystane i potraktowane jako słabość i atak na wartości życia i rodziny, został podjęty z tym większa mocą i teraz trzeba się bardzo mocno temu przeciwstawić” 0 stwierdził prezes PFROŻ.

Pielgrzymka tradycyjnie odbywa się w przededniu Narodowego Dnia Życia i Dnia Świętości Życia. Uczestnicy wydarzenia zaapelowali do rządu o uchwalenie blokowanego projektu ustawy Zatrzymaj Aborcję, którego celem jest delegalizacja przesłanki eugenicznej.

„Szczególnym okrucieństwem jest zabijanie w łonach matek dzieci, u których podejrzewa się poważną wadę wrodzoną. Małym pacjentom przysługuje nie tylko prawo do życia, ale również prawo do opieki medycznej świadczonej według najwyższych standardów. Apelujemy więc o jak najszybsze uchwalenie obywatelskiego projektu Zatrzymaj Aborcję” – napisali przedstawiciele ruchów obrońców życia.

Obrońcy życia odnieśli się również to kwestii demoralizacji dzieci, którą postuluje warszawski ratusz w podpisanej deklaracji LGBT+. Autorzy apelu napisali o poważnym naruszeniu „fundamentalnego prawa rodziców” oraz „gwałtem na delikatnej psychice dziecka”.

W modlitwie pamiętano o zmarłym w ubiegłym roku Antonim Ziębie organizatorze pielgrzymek na Jasną Górę, jednym z najbardziej zasłużonych i oddanych obrońców ludzkiego życia w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem