Reklama

Przez Kościół przychodzi do nich Chrystus

2014-02-05 12:12

Ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 6/2014, str. 3

B. Sztajner/Niedziela

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wielu ludzi dotykają choroby. A przecież każdy człowiek pragnie zdrowia – zarówno ciała, jak i duszy. Nawet życzenia, które sobie składamy przy różnych okazjach, najczęściej dotyczą zdrowia. Bo jeżeli człowiek jest zdrowy, nic mu nie dolega, to znaczy, że jest w dobrej kondycji, że może spełniać swoje życiowe plany i wiele dokonać. Sami się cieszymy, gdy możemy powiedzieć: czuję się dobrze, jestem zdrowy, nic mi nie dolega, mam dużo pracy, mogę ją wykonać. Wtedy wszystko mi sprzyja. Jestem zadowolony, mam dobre samopoczucie, dobry humor, jestem radosny i wesoły, mam wielu przyjaciół. Ale gdy pójdziemy do ośrodka zdrowia, szpitala, gdzie musimy stać w ogromnych kolejkach, oczekując na wizytę, gdy mijamy szpitalne sale i korytarze, to zauważamy wielu ludzi młodych, o których nikt by nie powiedział, że potrzebują lekarza. To nie tysiące, to miliony potrzebują lekarza, by ich zbadał, dobrze zdiagnozował schorzenie i ratował zdrowie.

Rośnie świadomość, jak wielu ludzi szuka pomocy, jak wielu choruje. Przychodzą i przedstawiają swoje problemy, są napięci, często ich spojrzenie wyraża wołanie o pomoc czy nawet o ratunek. Nowa świadomość – człowieka chorego, a właściwie rzeszy chorych ludzi – powoduje, że brakuje pewności siebie, jeżeli w naszym życiu zdarzyła się jakaś niebotyczna kolejka do lekarza, potem wspominamy o jakiejś ważnej operacji – w oczach naszych pojawia się strach o życie i o drogę, która być może skończy się bardzo poważnym zagrożeniem.

Ludzi chorych możemy podzielić na kilka kategorii. Chorzy w domu – tych jest pewnie najwięcej – cierpią latami i choć ich choroby nie zawsze są bardzo ciężkie, to opieka nad nimi wiąże się z podawaniem lekarstw, troską o utrzymanie zdrowia, pilnowaniem wizyt lekarskich. Człowiek stojący w kolejce do lekarza w przychodni, do badań laboratoryjnych, oczekujący na postawienie diagnozy i wyznaczenie sposobu leczenia, stojący w aptece po leki, także jest człowiekiem chorym i potrzebującym pomocy. Następna grupa to ludzie w szpitalach i klinikach, oczekujący na zabiegi i operacje, którzy cierpią i wymagają codziennej troski pielęgniarskiej i lekarskiej – tych także są miliony. Nie obywają się bez lekarza, bez pielęgniarki, ich spojrzenia wołają: przyjdź nam z pomocą, pomóż mi, jesteś lekarzem, jesteś prawie mistrzem, bądź mi ratunkiem, powiedz, co mi jest, co mnie czeka, rozpoznaj moją chorobę i stan, odpowiedz, czy będę żyć albo ile jeszcze mam życia, jaki czeka mnie kres, jakie czekają mnie cierpienia, jakie leczenie… W ogóle, co ze mną będzie? I kolejna grupa ludzi – chorzy skazani na pobyt w zakładzie opiekuńczym, paliatywnym, hospicjum, mający bezpośredni kontakt przede wszystkim z pielęgniarką. Będzie to osoba świecka albo zakonnica, może pielęgniarz świecki (wolontariusz). Jest po to, by pomagać, przychodzi do ludzi biednych, złożonych cierpieniem.

Reklama

Choroba wiąże się z kupowaniem lekarstw, podawaniem i przyjmowaniem ich w odpowiednich dawkach – to odpowiedzialne i ważne czynności. Ludzie zaangażowani w leczenie chorych to także farmaceuci w aptekach, osoby pracujące przy produkcji lekarstw w zakładach farmaceutycznych, odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się, zanim leki trafią do chorych. Nie jest to powołanie łatwe; wymaga inteligencji, sprawności intelektualnej i nieodzowna jest tu potrzeba niesienia pomocy. Wśród osób związanych z chorymi znajdują się także: pielęgniarz, akuszerka, salowa, człowiek, który trwa na posterunku i pilnuje bezpieczeństwa zakładu pracy; to zespół karetki pogotowia – ludzie, którzy są do dyspozycji innych. Na zewnątrz nie wyróżniają się, nie są widoczni, ale ich praca jest nie do przecenienia. Ci ludzie to – ogólnie mówiąc – służba zdrowia. Wszyscy, którzy ją stanowią, są bezpośrednio nasyceni wielką nadzieją ludzką.

To wszystko jest do dyspozycji człowieka chorego, który wyciąga rękę do drugiego i prosi o pomoc. Następuje wielkie działanie serca, bo zawsze stan chorobowy jest wielką niewiadomą.

Kupujemy leki, przyjmujemy je, korzystamy z opieki medycznej, ale ciągle nie mamy pewności, czy nie zaistnieje gorszy czas, kiedy nasze zdrowie może być zagrożone, a z tym może się łączyć zagrożenie naszego życia.

W tym wszystkim trzeba zobaczyć naszą wiarę. Chrystus, który przyszedł do ludzi, objawił swoją moc Świętego Lekarza, pochylał się nad ludzką biedą, nieszczęściem, problemami, którymi żyją ludzie, których choroba położyła do łoża i oczekują pomocy. Dlatego dzisiaj trzeba także zobaczyć Chrystusa, który pomaga chorym. Całe Jego życie to pomoc chorym. Mówił, określając nadchodzący czas mesjański, że ślepi widzą, głusi słyszą, chromi chodzą, wszystkim zaś przepowiadana jest Ewangelia. Ta Ewangelia, która ma ludziom przywrócić nadzieję, radość życia i pokazać, skąd człowiek ma otrzymać pomoc.

Kościół od zarania swojego istnienia pomaga człowiekowi, przychodzi z pomocą ludziom chorym, biednym i potrzebującym. Przez Kościół przychodzi do nich Chrystus i przynosi im ocalenie, wewnętrzną radość, świadomość, że Bóg chce pomóc człowiekowi; przychodzi ze swoją łaską. Objawia się ona choremu i nikt bardziej niż on nie zasługuje na to, żeby wykorzystać łaskę przeznaczoną przez Boga. Dlatego Apostołowie dość szybko zorientowali się, jak wielki sens ma świat ludzi biednych i pokrzywdzonych, którym trzeba pomagać. Mając świadomość, że przepowiadanie ściśle religijne, ewangeliczne ma wartość najwyższą, jako drugą należy podjąć sprawę pomocy ludziom chorym i potrzebującym. Człowieka chorego nie można zostawić ot, tak sobie. Człowiek chory to przecież Chrystus, który daje świadectwo w każdej chwili, każdemu choremu i na każdy czas.

Każdy, kto służy Kościołowi w jego braciach, jest apostołem, tym, który jest także zaangażowany bezpośrednio w działanie Jezusa Chrystusa. Pozostaje wielki świat ludzi chorych, ich otwarcie się na przyjmowanie z zewnątrz pomocy, ich pragnienie, by byli przyjęci, leczeni i spotkali się z dobrymi ludźmi. Szczególnie ważne jest, by ludzie stanowiący służbę zdrowia byli odpowiedzialni za swoich braci i siostry.

Warto, byśmy zobaczyli świat lekarski, który należy do bardzo ważnych kategorii tego świata, służąc porządkowi społecznemu w randze najwyższej. Bo lekarz to człowiek, który ma powołanie. Nie jest on zwykłym wyrobnikiem, społecznikiem, ale ma odwieczne zadanie, które streszcza się w tym, co nazwał sam Chrystus – powołaniem, a ludzi służących innym – kapłanami miłości. Tylko ten człowiek, który oddał swoje życie wiecznemu Kapłanowi, uzyskuje siłę woli do tego, żeby służyć innym. Ci kapłani winni zobaczyć przychodnie i szpitale i wiedzieć, że budują świat składający się z jednej strony z ludzi chorych, a z drugiej – z ludzi, którzy ufnie podążają do lekarza i przyjmują jego zalecenia – są do dyspozycji. Lekarz jest do dyspozycji i człowiek jest do dyspozycji, bo lekarzowi zaufał, zawierzył mu i wie, że może spokojnie czekać, aż przyjdzie jego czas, kolejka, i wtedy niejednokrotnie zmęczony lekarz będzie pochylał się nad człowiekiem słabym, będzie mu służył i będzie dla niego przychodzącym Chrystusem.

Tagi:
zdrowie ludzie cierpienie choroba

Czy cierpienie ma sens?

2018-03-21 09:42


Edycja zamojsko-lubaczowska 12/2018, str. VII

O cierpieniu z ks. prał. Czesławem Grzybem, proboszczem parafii Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Tomaszowie Lubelskim, rozmawiała Ewa Monastyrska

Archiwum autora

Ewa Monastyrska: – Cierpienie to temat trudny i bardzo delikatny. Stanął Ksiądz kiedyś z nim twarzą w twarz?

Ks. prał. Czesław Grzyb: – Otarłem się o cierpienie i o krzyż. Na początku mojego kapłaństwa miałem możliwość pełnienia posługi jako kapelan w szpitalu akademickim przy ul. Staszica w Lublinie. Każdego dnia odwiedzałem szpitalne oddziały. Skonfrontowałem tam cierpienie iluzoryczne z tym faktycznym. Jeśli człowiek nie widzi takiego prawdziwego cierpienia, to niekiedy przypisuje swoim choróbkom wielkie znaczenie. Początkowo byłem przerażony. Nie mogłem oswoić się z tym cierpieniem. Czasami trzeba skonfrontować nasze jęczenie z autentycznym cierpieniem. Wtedy człowiek jest taki malutki. Czułem się taki, gdy wychodziłem ze szpitala. Moje cierpiątka były takie malutkie w porównaniu z tym, co przeżywali ci ludzie. Sam musiałem kiedyś przejść operację kardiologiczną. Założono mi bajpasy. Nie była to prosta operacja. Trwała dziewięć godzin. Mimo że miałem wsparcie wielu osób, to jednak nie oszukujmy się, z cierpieniem człowiek i tak pozostaje sam. Musi je wziąć na siebie podobnie jak Jezus wziął krzyż. Pomimo tego, że byli obok Cyrenejczyk i Weronika, to i tak sam musiał dźwigać ten ciężar. Dobrze, że mamy bliskich wokół, jednak z ciężaru cierpienia nikt nas nie zwolni. Po operacji dochodziłem do siebie całkiem szybko. Marzyłem już o tym, że niebawem będę mógł koncelebrować Mszę św., jednak zaatakowała mnie jakaś bakteria. Musiałem zostać w szpitalu przez kolejny miesiąc.

– Nie jest chyba wtedy łatwo być dobrej i pogodnej myśli. Po co Panu Bogu nasze cierpienie?

– Byli wokół mnie ludzie o różnej kondycji religijnej. Jak to w życiu. Był także pewien ważny prezes z firmy azotowej z Puław. Przychodząc do szpitala, deklarował się, że jest niewierzący. Gdy był już po operacji, powiedział mi: „Proszę księdza, nie wiem, czy zdrowie mi wróci, ale wiara mi wróciła”. Myślę, że Pan Bóg nas szuka i czasami dopuszcza cierpienie. Nie zsyła go, ale dopuszcza, żeby dać nam coś większego, czyli perspektywę życia wiecznego w niebie. Czasami ktoś, kto przeżył cierpienie, potrafi się nawrócić. Na myśl przychodzi mi chociażby pan Radek Pazura. Nie traktuję cierpienia jako fatum. Krzyż, cierpienie jest kluczem do nieba i dobrze by było, żeby go nie wyrzucać, bo wytrychem tam się nie dostanie. On jest ciężki, bo nagroda jest wielka. Czasami zmienia się hierarchia wartości. Gdy ludzie składają sobie życzenia, najczęściej mówią: zdrowia, zdrowia i czasami ktoś dorzuci, że jeszcze pieniędzy. Sam też tak myślałem, że to zdrowie jest darem absolutnym. Teraz wiem, że darem największym jest dar wiary. Jeśli ktoś ma wiarę, ale taką głęboką, a nie taką, gdy odwiedza się Jezusa tylko w niedzielę, jak chorego w szpitalu, wówczas zupełnie inaczej doświadcza się chorobę. Jest to potwierdzone życiem. Jeśli miałbym wybierać wiarę lub zdrowie, wybrałbym wiarę. Wtedy Pan Bóg pomoże. Sami nie damy sobie rady. Człowiek nie uniesie krzyża bez pomocy Pana Boga. Nie jest to zwykłe kaznodziejstwo. Proszę zauważyć, gdy widzi się osoby głęboko wierzące, które nie są wolne od cierpienia, dziwi nas to, że nie są one przygniecione smutkiem. Choć, według nas, powinny jęczeć i płakać a zamiast tego są uśmiechnięte, żartują. Nie mówię, że zaraz wszyscy będziemy się cieszyć i klaskać w dłonie, bo mamy raka. Nie oszukujmy się. Nikt normalny nie zareaguje w ten sposób na wiadomość o ciężkiej chorobie. Jedno, co jest ważne, to prosić Boga: Panie, jeśli mam już ten krzyż cierpienia, choroby, to daj mi siłę w dźwiganiu. Nie zabieraj mi krzyża, bo jest to klucz, ale pomóż.

– Nie jest jednak łatwo wzbudzić w sobie wiarę, gdy choruje dziecko…

– Przywołam tu przykład papieża Franciszka. Gdy było trzęsienie ziemi we Włoszech Papież odwiedził poszkodowanych. Wyszedł wówczas do niego mały chłopczyk i zapytał, dlaczego jego rodzice musieli zginąć podczas tego trzęsienia ziemi? Papież odpowiedział: „Nie wiem”. Mówiąc po ludzku, to się nie powinno zdarzyć, a się zdarza. Po prostu nie wiemy, dlaczego niektóre rzeczy się dzieją. Nie będę udawał, że znam odpowiedź na to pytanie. Sam nie słyszałem jeszcze nigdy takiej, która by mnie zadowoliła. We wspomnianym już przeze mnie szpitalu był oddział onkologiczny dziecięcy. To był najtrudniejszy oddział. Małe dzieci, bez włosów, bawiące się misiami. Obok siedzący rodzice, udający, że się cieszą. Tragedia. Nie mam odpowiedzi na to pytanie, dlaczego to musi się stać. Jestem przekonany, że Bóg nas kocha. Cierpienie, którego doświadczamy, nie przekreśla tej miłości. Jednak, jak każda miłość i ta bywa niezrozumiała. Pewne doświadczenie człowiek może zrozumieć z perspektywy czasu. Jan Paweł II nauczał, że Bóg zabiera człowieka w najlepszym momencie jego życia. Nie da się odczytać cierpienia, wyłączając perspektywę życia wiecznego. Dlatego człowiek niewierzący nie jest w stanie przyjąć cierpienia. Jest bunt, tragedia. Człowiek wierzący, po jakimś czasie będzie w stanie dać sobie radę. Nie od razu, ale z czasem zrozumie.

– Czy to nie jest tak, że my, chrześcijanie, stajemy pod krzyżem Chrystusa, zapominając o tym, że jest jeszcze pusty grób?

– To prawda, że wielokrotnie zatrzymujemy się na Golgocie. Jesteśmy katolikami Wielkiego Piątku. Lubimy popłakać na Drodze Krzyżowej, ale uwielbienie Chrystusa w Niedzielę Zmartwychwstania już nie bardzo nam idzie. Ważne jest postawienie akcentu na Triduum Paschalne i na wszystkie znaki z tym związane. Ważny jest Wielki Czwartek i ustanowienie Eucharystii, Wielki Piątek także ma swój wymiar – ta cisza i krzyż… ale najpiękniejszym dniem jest Wigilia Paschalna, która jest perełką. Bez tego dnia kompletnie nie zrozumielibyśmy tego, co się wydarzyło na Golgocie ani przy pustym grobie. Trzeba nam wyeksponować Triduum w takim wymiarze, by wszyscy zrozumieli jego sens. Wówczas zaczniemy żyć tajemnicą Zmartwychwstania. Zaczniemy być radosnymi chrześcijanami, czego wszystkim z serca życzę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Epifaniusz nowym zwierzchnikiem Kościoła Prawosławnego Ukrainy

2018-12-15 20:04

kg (KAI/RISU) / Kijów

Dotychczasowy metroolita perejasławski i białocerkiewski z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego (UKP PK) Epifaniusz (Dumenko) został zwierzchnikiem przyszłego Kościoła Prawosławnego Ukrainy i to on odbierze 6 stycznia 2019 z rąk patriarchy Konstantynopola Bartłomieja tomos (dekret) o autokefalii. Wyboru dokonało 192 delegatów na sobór zjednoczeniowy, który 15 grudnia obraduje w Kijowie. Nowy zwierzchnik będzie nosił tytuł metropolity kijowskiego i całej Ukrainy.

wikipedia.pl
Epifaniusz

Sobór zjednoczeniowy ukraińskiego prawosławia obraduje w historycznej Sofii Kijowskiej, czyli dawnej świątyni Mądrości Bożej w Kijowie, pod przewodnictwem osobistego przedstawiciela patriarchy Bartłomieja - metropolity Galii (Francji) Emanuela. Do udziału w nim patriarcha zaprosił wszystkich ukraińskich biskupów prawosławnych oraz przedstawicieli mnichów i mniszek i osób świeckich. Na zaproszenie to odpowiedzieli przede wszystkim hierarchowie dwóch dotychczas niekanonicznych Kościołów ukraińskich: Patriarchatu Kijowskiego i Autokefalicznego, podczas gdy kierownictwo Kościoła promoskiewskiego, zdecydowanego przeciwnika autokefalii ukraińskiej, zabroniło surowo swym biskupom udziału w soborze.

Abp Epifaniusz (Dumenko) urodził się 3 lutego 1979 w wiosce Wowkowie w rejonie iwanowskim w obwodzie odeskim, ale wyrósł we wsi Stara Żadowa w obwodzie czerniowieckim. Po ukończeniu w 1996 miejscowej szkoły średniej wstąpił do seminarium duchownego w Kijowie, które ukończył 3 lata później, po czym kształcił się do 2003 w Kijowskiej Akademii Duchownej. Jest kandydatem nauk teologicznych. W okresie od 1 lipca 2003 do 31 grudnia 2005 był sekretarzem-referentem prawosławnej kurii biskupiej w Równem. W latach 2006-07 uzupełniał studia w zakresie filozofii na Narodowym Uniwersytecie Ateńskim, a po powrocie do kraju kierował wydziałem filozofii na swej dawnej akademii duchownej.

21 grudnia 2007 przyjął postrzyżyny mnisze i imię zakonne Epifaniusz. W następnym roku rozpoczęła się jego błyskawiczna kariera kościelna. 6 stycznia otrzymał święcenia diakonatu (w zakonie: hierodiakona), a w 2 tуgodnie później - święcenia kapłańskie (hieromnicha). 25 tegoż miesiąca został sekretarzem głowy UKP PK, patriarchy Filareta. Od 16 marca był archimandrytą (najwyższa godność w życiu zakonnym), a w 4 dni później został przełożonym klasztoru męskiego św. Michała w Kijowie. 30 maja objął zarządzanie bieżącymi sprawami Patriarchatu Kijowskiego.

21 października 2009 Synod UKP PK mianował go biskupem wyszhorodzkim i pomocniczym eparchii (diecezji) kijowskiej a 27 lipca 2010 rektorem Kijowskiej Prawosławnej Akademii Teologicznej, a zarazem pełniącym obowiązki biskupa perejasławskochmielnickiego. 23 stycznia 2012 patriarcha Filaret wyniósł go do godności arcybiskupa. 28 czerwca 2013 otrzymał tytuł metropolity perejasławskochmielnickiego i białocerkiewskiego z prawami biskupa diecezjalnego. Obecny tytuł metropolity perejasławskiego i białocerkiewskiego nosi od 13 grudnia 2017 roku. Jest stałym członkiem Świętego Synodu UKP PK.

15 grudnia br. został wybrany na zwierzchnika nowego Kościoła Prawosławnego Ukrainy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Epifaniusz nowym zwierzchnikiem Kościoła Prawosławnego Ukrainy

2018-12-15 20:04

kg (KAI/RISU) / Kijów

Dotychczasowy metroolita perejasławski i białocerkiewski z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego (UKP PK) Epifaniusz (Dumenko) został zwierzchnikiem przyszłego Kościoła Prawosławnego Ukrainy i to on odbierze 6 stycznia 2019 z rąk patriarchy Konstantynopola Bartłomieja tomos (dekret) o autokefalii. Wyboru dokonało 192 delegatów na sobór zjednoczeniowy, który 15 grudnia obraduje w Kijowie. Nowy zwierzchnik będzie nosił tytuł metropolity kijowskiego i całej Ukrainy.

wikipedia.pl
Epifaniusz

Sobór zjednoczeniowy ukraińskiego prawosławia obraduje w historycznej Sofii Kijowskiej, czyli dawnej świątyni Mądrości Bożej w Kijowie, pod przewodnictwem osobistego przedstawiciela patriarchy Bartłomieja - metropolity Galii (Francji) Emanuela. Do udziału w nim patriarcha zaprosił wszystkich ukraińskich biskupów prawosławnych oraz przedstawicieli mnichów i mniszek i osób świeckich. Na zaproszenie to odpowiedzieli przede wszystkim hierarchowie dwóch dotychczas niekanonicznych Kościołów ukraińskich: Patriarchatu Kijowskiego i Autokefalicznego, podczas gdy kierownictwo Kościoła promoskiewskiego, zdecydowanego przeciwnika autokefalii ukraińskiej, zabroniło surowo swym biskupom udziału w soborze.

Abp Epifaniusz (Dumenko) urodził się 3 lutego 1979 w wiosce Wowkowie w rejonie iwanowskim w obwodzie odeskim, ale wyrósł we wsi Stara Żadowa w obwodzie czerniowieckim. Po ukończeniu w 1996 miejscowej szkoły średniej wstąpił do seminarium duchownego w Kijowie, które ukończył 3 lata później, po czym kształcił się do 2003 w Kijowskiej Akademii Duchownej. Jest kandydatem nauk teologicznych. W okresie od 1 lipca 2003 do 31 grudnia 2005 był sekretarzem-referentem prawosławnej kurii biskupiej w Równem. W latach 2006-07 uzupełniał studia w zakresie filozofii na Narodowym Uniwersytecie Ateńskim, a po powrocie do kraju kierował wydziałem filozofii na swej dawnej akademii duchownej.

21 grudnia 2007 przyjął postrzyżyny mnisze i imię zakonne Epifaniusz. W następnym roku rozpoczęła się jego błyskawiczna kariera kościelna. 6 stycznia otrzymał święcenia diakonatu (w zakonie: hierodiakona), a w 2 tуgodnie później - święcenia kapłańskie (hieromnicha). 25 tegoż miesiąca został sekretarzem głowy UKP PK, patriarchy Filareta. Od 16 marca był archimandrytą (najwyższa godność w życiu zakonnym), a w 4 dni później został przełożonym klasztoru męskiego św. Michała w Kijowie. 30 maja objął zarządzanie bieżącymi sprawami Patriarchatu Kijowskiego.

21 października 2009 Synod UKP PK mianował go biskupem wyszhorodzkim i pomocniczym eparchii (diecezji) kijowskiej a 27 lipca 2010 rektorem Kijowskiej Prawosławnej Akademii Teologicznej, a zarazem pełniącym obowiązki biskupa perejasławskochmielnickiego. 23 stycznia 2012 patriarcha Filaret wyniósł go do godności arcybiskupa. 28 czerwca 2013 otrzymał tytuł metropolity perejasławskochmielnickiego i białocerkiewskiego z prawami biskupa diecezjalnego. Obecny tytuł metropolity perejasławskiego i białocerkiewskiego nosi od 13 grudnia 2017 roku. Jest stałym członkiem Świętego Synodu UKP PK.

15 grudnia br. został wybrany na zwierzchnika nowego Kościoła Prawosławnego Ukrainy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem