Reklama

Gdy potrzeba pomocy

2014-02-20 13:02

Katarzyna Jaskólska
Edycja zielonogórsko-gorzowska 8/2014, str. 4-5

Bożena Sztajner

Przemoc to trudny temat, tym bardziej jeśli dotyczy sytuacji w rodzinach. Odwieczny dylemat – reagować czy się nie wtrącać? Kiedy mamy do czynienia z przemocą? Co się dzieje, kiedy ktoś złoży doniesienie? Na te i inne pytania odpowiadają specjaliści

Z pewnością łatwiej jest zrobić reportaż o jednej patologicznej rodzinie niż o stu domach, w których ludzie się kochają i szanują. Szczególnie ostatnio można odnieść wrażenie, że zalewa nas jakaś fala drastycznych informacji. Po tylu historiach o rozdzielanych rodzinach pojawiły się głosy, że w Polsce można zupełnie legalnie zabrać dziecko z niemal każdego domu, bo chyba nikt nie jest w stanie w stu procentach spełnić wyśrubowanych oczekiwań urzędników. Akurat to, że zawsze gdzieś istnieją rodziny, w których dochodzi do aktów przemocy, jest faktem. Ale czy to znaczy, że na wszystkie domy powinien teraz paść blady strach?

W ostateczności

– Zacznijmy od tego, iż stwierdzenie, że można ot tak przyjść i odebrać dziecko rodzinie, jest nieprawdziwe – podkreślają stanowczo Marlena Narewska i Joanna Piaskowska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Zielonej Górze. – Trzeba pamiętać, że nawet jeśli sprawa trafia do sądu rodzinnego, to decyzja o odebraniu dziecka z rodziny biologicznej podejmowana jest naprawdę w ostateczności, kiedy już żadne inne środki nie skutkują. I dzieje się to w drastycznych przypadkach.

– Oto przykładowa sytuacja: mężczyzna używa przemocy fizycznej w stosunku do swojej rodziny, a kobieta stanowczo odmawia jakiejkolwiek współpracy i nie robi nic, żeby to się zmieniło. W tym momencie kierujemy sprawę do sądu rodzinnego i to tam podejmowana jest decyzja, co zrobić dalej. Bo trzeba ochronić dzieci, one są w takiej sytuacji bezbronne. Sąd wysyła kuratora, który sprawdza, co się w tym domu dzieje. I taka rodzina może rzeczywiście poczuć się zagrożona, ale to jeszcze nie znaczy, że z miejsca straci dzieci. Bardzo często jest tak, że już sama informacja o skierowaniu sprawy do sądu zmusza przynajmniej jednego z rodziców do refleksji i pojawia się chęć współpracy – mówi Joanna Piaskowska.

Reklama

Wszystkie sprawy są starannie badane, a decyzje przemyślane. – W ostatnim czasie mieliśmy przypadek zgłoszenia przemocy domowej, ale po rozmowie, na której pojawili się rodzice, pedagog szkolny i wychowawca, stwierdziliśmy, że doniesienie było złożone bezpodstawnie. Sprawa została zamknięta. Więc nie jest tak, że doszukujemy się czegoś na siłę – dodaje Marlena Narewska.

Po pierwsze: chronić

– Wiem, że w niektórych osobach niepokój wzbudza treść ustawy o przeciwdziałaniu przemocy – nadmienia Marlena Narewska. – Ale trzeba zrozumieć, że ustawa ta umożliwia natychmiastowe odebranie dziecka tylko w wyjątkowych sytuacjach, kiedy np. wchodzimy do domu, w którym jest małe dziecko, a oboje rodzice w tym czasie są pijani. Żaden zdrowo myślący człowiek nie zostawi dziecka pod taką opieką. Właśnie wtedy mamy obowiązek zabezpieczyć dziecko. I staramy się, żeby trafiło do najbliższej rodziny mieszkającej oddzielnie – do babci, dziadka, dorosłej siostry lub brata. Jeżeli takich osób nie ma, wtedy brane jest pod uwagę pogotowie rodzinne lub inne tego typu miejsca. Ale to są bardzo rzadkie sytuacje. Jeśli widzimy, że jeden rodzic nie jest zdolny do zaopiekowania się dzieckiem, ale na miejscu jest drugi rodzic, który jak najbardziej jest w stanie to zrobić, wtedy takie działania nie są podejmowane.

Zatem jak często dochodzi to ostateczności? – Pracuję 10 lat w pomocy społecznej i jeszcze ani razu nie stanęłam przed decyzją o zabraniu dziecka bez postanowienia sądu, w sytuacji interwencyjnej – odpowiada Joanna Piaskowska. Podobnie mówi Marlena Narewska, która pracuje w pomocy społecznej już ponad 20 lat: – W tym czasie odbierałam dzieci dwa razy, tylko po postanowieniu sądu, i stało się to po długiej pracy z rodzinami; pracy, która nie dawała żadnych efektów ani nadziei. I do tej pory nie mam wątpliwości, że akurat w tych dwóch rodzinach należało zabezpieczyć dzieci. Problem tkwi bardziej w tym, że nie ma miejsca w placówkach dla dzieci, które naprawdę wymagają odebrania z rodziny biologicznej, bo dzieje się im krzywda. Naprawdę nie jest tak, że my ochoczo zabieramy dzieci, bez zastanowienia.

Procedura zabrania dziecka jest trudna również dla pracowników pomocy społecznej (o czym się często zapomina). – To się potem śni po nocach – mówi wprost Joanna Piaskowska.

Nie tylko bicie

Kopanie, bicie, popychanie, policzkowanie, rzucanie w kogoś przedmiotami – każdy się zgodzi, że to przemoc. Ale sposobów krzywdzenia drugiego człowieka jest znacznie więcej. Niebieska Karta definiuje przemoc jako działania nie tylko narażające ofiarę na utratę życia lub zdrowia, ale również naruszające jej godność, nietykalność cielesną i wolność. W tej definicji mieści się wyśmiewanie, szydzenie, stałe krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktu z bliskimi. Albo różnego rodzaju wymuszenia seksualne. Poza tym odbieranie uzyskanych środków materialnych lub uniemożliwianie podjęcia pracy, niszczenie rzeczy osobistych, demolowanie mieszkania, zmuszanie do picia alkoholu i zażywania innych środków odurzających. Ale też pozostawianie bez opieki kogoś, kto sam nie może zaspokoić swoich potrzeb, czyli małego dziecka, osoby starszej lub chorej. Wszelkie tego typu działania powodują cierpienia i krzywdy moralne u ofiar.

Wyłącznie dzieci?

Przyjęło się uważać, że ofiarami przemocy są przede wszystkim dzieci i kobiety. I tak też w większości przypadków jest. Nie należy jednak zapominać, że wśród ofiar również znajdują się mężczyźni. Im często dużo trudniej jest przyznać się do tego i poprosić o pomoc. Krzywdzone są też osoby niepełnosprawne. – Otrzymujemy ostatnio coraz więcej zawiadomień o przemocy, której ofiarami padają osoby starsze. Dochodzi do poniżania. Dorosłe dziecko zamiast podjąć pracę zarobkową, odbiera matce emeryturę itd. A matce do głowy nie przyjdzie, że może prosić o pomoc, bo nie chce donosić na własne dziecko – mówi Joanna Piaskowska.

Nie jest też prawdą, że przemoc w rodzinie automatycznie towarzyszy ubóstwu. Również nie w każdym domu z problemem alkoholowym pojawia się bicie. Do aktów przemocy dochodzi w rodzinach biednych i bogatych, takich czynów dopuszczają się ludzie na wysokich stanowiskach i szarzy obywatele.

Jak się ratować?

W przypadku bezpośredniego zagrożenia najlepiej oczywiście dzwonić na policję. Ale pomocy można zacząć szukać w każdym momencie, pamiętając, że im szybciej, tym lepiej. – Można dzwonić anonimowo na tzw. telefon zaufania dla osób doznających przemocy (numer w Zielonej Górze 68 /328-08-63), można zwrócić się do różnych organizacji, ośrodków i stowarzyszeń. Jeżeli ktoś pojawia się u nas w MOPS, to też nie ma żadnego obowiązku się legitymować, więc choć rozmawiamy twarzą w twarz, to dla nas ten człowiek może pozostać anonimowy. Namawiamy jednak do ujawniania swojej tożsamości, ponieważ pomoc będzie wtedy skuteczniejsza (należy poznać rodzinę i najlepiej wspólnie ustalić plan pomocy). Udzielamy porad. Możemy założyć Niebieską Kartę. Prowadzimy grupy edukacyjne – wymienia Joanna Piaskowska.

Pomocy (choć może to zabrzmieć dziwnie) również mogą – i powinni – szukać ci, którzy przemocy się dopuszczają. – Trzeba wiedzieć, że nawet jeśli ktoś jest teraz sprawcą, to nie znaczy, że będzie nim zawsze. Można nauczyć się panować nad swoją agresją, można nauczyć się być lepszym rodzicem. Wiele ponurych historii skończyło się szczęśliwie, przemoc ustała, a rodziny przetrwały. Ale to wymaga długiej pracy i chęci – tłumaczy Marlena Narewska.

Zachować rozsądek

Nie można jednak popaść ze skrajności w skrajność i z góry zakładać, że u głośnych sąsiadów dzieją się złe rzeczy. – To, że dziecko krzyczy, nie znaczy od razu, że dzieje mu się krzywda – tłumaczy Marta Brzezińska (przedszkolanka, wcześniej pracująca w świetlicy terapeutyczno-środowiskowej). – Istnieje np. coś takiego jak okres buntu dwulatka. Dziecko wtedy usiłuje krzykiem przeforsować swoją wolę. Jeśli rodzice temu ulegają, ono szybko się uczy, że takie zachowanie mu się opłaca. I potem bardzo trudno to wyeliminować. A trzeba to zrobić, bo dziecku musimy stawiać granice. Proces eliminowania takich zachowań może z zewnątrz wyglądać strasznie, bo dziecko nagle zaczyna wrzeszczeć, płakać, wpada w histerię, krzyczy: „Nie dotykaj mnie!”. Najlepszą rzeczą, jaką mogą zrobić rodzice w momencie takiej histerii, jest zadbanie o bezpieczeństwo dziecka, żeby nie zrobiło sobie krzywdy i przeczekanie, aż się uspokoi. Wymaga to od rodzica wiele cierpliwości i pewności, że postępuje właściwie. Takich przykładów jest więcej. Dlatego trzeba pamiętać, że łatwo stanąć sobie z boku i krytykować albo wyciągać pochopne wnioski.

Człowiek rozsądny powinien więc reagować stosownie do sytuacji. Niekiedy wystarczy podejść, zapytać, czy wszystko w porządku, zaproponować pomoc – a czasami niestety zgłosić popełnienie przestępstwa (bo tym właśnie jest przemoc). – To jest nasz moralny obowiązek – podkreśla ks. Mariusz Dudka, diecezjalny duszpasterz rodzin. – Kiedy np. widzę, że matka karci cieleśnie niemowlę, to wtedy mam nie tylko prawo, ale i obowiązek reagowania. Mamy stać w obronie osoby uciskanej, krzywdzonej, ofiary. I nie podlega to żadnej dyskusji. Zawsze będę zdania, że lepiej nawet zareagować na zapas, niż przymykać oko na zło.

* * *

DOROTA TYLISZCZAK, diecezjalny doradca rodzinny:

– Mądry człowiek, jeżeli widzi, że w jego domu zaczyna brakować takiej zwyczajnie dobrej i spokojnej atmosfery, a zaczyna być za dużo krzyku, za dużo nerwowości i wyzwisk, to zastanawia się, co z tym zrobić. Będzie szukał przyczyn. Dlatego kiedy widzi, że nie daje sobie sam rady, powinien skorzystać z jakiejś formy wsparcia. Zwłaszcza rola rodzica może być bardzo frustrująca. Kiedy ci się nie udaje, kiedy powtarzasz dziecku to samo dziesiąty raz, a ono nic sobie z tego nie robi. Rozumiem ludzi, którzy w takich sytuacjach się denerwują.

Przede wszystkim nie wolno pozwolić, żeby przemoc się rozprzestrzeniała. Poradnictwo rodzinne przy parafiach może być pierwszym krokiem naprawiania trudnej sytuacji. Są też indywidualne formy pomocy, można pójść do pedagoga albo psychologa i spokojnie porozmawiać, spróbować przeanalizować swoje zachowanie, swoje błędy, pomyśleć, jak to zmienić, w jaki sposób moderować i modyfikować zachowania dzieci. My mamy ewangeliczny nakaz miłości bliźniego. Nawet gdyby nie było kampanii społecznych, krzyczących billboardów, wypowiadających się specjalistów, to nas obowiązują Boże przykazania. Zwłaszcza czwarte przykazanie: „Czcij ojca swego i matkę swoją”, w którym nie chodzi tylko o szacunek oddawany rodzicom, ale również o szacunek do dzieci. Nie możemy zapomnieć o słowach: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Tagi:
przemoc

Atak nożownika na prezydenta Gdańska

2019-01-13 22:37

Wpolityce.pl

Do zdarzenia doszło na scenie podczas puszczania tzw. światełka do nieba. Adamowicz został przewieziony do szpitala. Prezydent Gdańska był reanimowany. Szef MSWiA w kontakcie z policją! Brudziński: Atak na prezydenta Adamowicza to akt niewytłumaczalnego barbarzyństwa.

wpolityce.pl

Prezydenta miasta zaatakował mężczyzna, który wykrzykiwał, że był niewinny i siedział w więzieniu w okresie rządów PO. Doszło do szarpaniny i to właśnie w tym momencie Paweł Adamowicz został ugodzony nożem.

Na miejscu szybko pojawiła się policja i inne służby. Funkcjonariusze zadbali o to, by ludzie opuścili plac. Sprawca ataku został zatrzymany i przewieziony do budynku Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Według informatora TVP Info mężczyzna to recydywista, który niedawno opuścił więzienie.

Jak podaje TVP Info, prezydent znajduje się w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku, gdzie trwa operacja. Według nieoficjalnych doniesień stan Pawła Adamowicza jest bardzo poważny. Na miejscu są jego bliscy i współpracownicy. Teren zabezpiecza policja.

W środku nocy zespół lekarzy poinformował, że operacja, która trwała ok. pięć godzin, się powiodła. Paweł Adamowicz ją przeżył, jednak obrażenia, jakie odniósł, są bardzo ciężkie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka Sobota

2019-04-20 07:18

OP / Warszawa (KAI)

Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania. Dla uczniów Jezusa był to dzień największej próby. Według Tradycji apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym.

Bożena Sztajner/Niedziela

Po śmierci krzyżowej i złożeniu do grobu wspomina się zstąpienie Jezusa do otchłani. Wiele starożytnych tekstów opisuje Chrystusa, który "budzi" ze snu śmierci do nowego życia Adama i Ewę, którzy wraz z całym rodzajem ludzkim przebywali w Szeolu.

Tradycją Wielkiej Soboty jest poświęcenie pokarmów wielkanocnych: chleba - na pamiątkę tego, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni; mięsa - na pamiątkę baranka paschalnego, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku oraz jajek, które symbolizują nowe życie. W zwyczaju jest też masowe odwiedzanie różnych kościołów i porównywanie wystroju Grobów.

Wielki Piątek i Wielka Sobota to jedyny czas w ciągu roku, kiedy Kościół nie sprawuje Mszy św.

Wielkanoc zaczyna się już w sobotę po zachodzie słońca. Rozpoczyna ją liturgia światła. Na zewnątrz kościoła kapłan święci ogień, od którego następnie zapala się Paschał - wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa.

Na paschale kapłan żłobi znak krzyża, wypowiadając słowa: "Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen". Umieszcza się tam również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa oraz aktualną datę. Następnie Paschał ten wnosi się do okrytej mrokiem świątyni, a wierni zapalają od niego swoje świece, przekazując sobie wzajemnie światło. Niezwykle wymowny jest widok rozszerzającej się jasności, która w końcu wypełnia cały kościół. Zwieńczeniem obrzędu światła jest uroczysta pieśń (Pochwała Paschału) - Exultet, która zaczyna się od słów: "Weselcie się już zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się słudzy Boga! Niech zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo!".

Dalsza część liturgii paschalnej to czytania przeplatane psalmami. Przypominają one całą historię zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa. Tej nocy powraca po blisko pięćdziesięciu dniach uroczysty śpiew "Alleluja". Celebrans dokonuje poświęcenia wody, która przez cały rok będzie służyła przede wszystkim do chrztu. Czasami, na wzór pierwotnych wspólnot chrześcijańskich, w noc paschalną chrzci się katechumenów, udzielając im zarazem bierzmowania i pierwszej Komunii św. Wszyscy wierni odnawiają swoje przyrzeczenia chrzcielne wyrzekając się grzechu, szatana i wszystkiego, co prowadzi do zła oraz wyznając wiarę w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Wigilia Paschalna kończy się Eucharystią i procesją rezurekcyjną, by oznajmić, że Chrystus zmartwychwstał i zwyciężył śmierć. Zgodnie z dawną tradycją w wielu miejscach w Polsce procesja rezurekcyjna nie odbywa się w Noc Zmartwychwstania, ale o świcie w niedzielny poranek.

Noc Paschalna oraz Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie, pierwszy dzień tygodnia, uroczyście obchodzony w każdą niedzielę przez cały rok. Apostołowie świętowali tylko Wielkanoc i każdą niedzielę, która jest właśnie pamiątką Nocy Paschalnej. Dopiero z upływem wieków zaczęły pojawiać się inne święta i okresy przygotowania aż ukształtował się obecny rok liturgiczny, który jednak przechodzi różne zmiany.

Oktawa Wielkiej Nocy

Ponieważ cud Zmartwychwstania jakby nie mieści się w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy - przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał. Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela, nazywana obecnie także Niedzielą Miłosierdzia Bożego. W ten dzień w Rzymie ochrzczeni podczas Wigilii Paschalnej neofici, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy św. Jan Paweł II ustanowił ten dzień świętem Miłosierdzia Bożego, którego wielką orędowniczką była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmartwychwstały pomaga dawać świadectwo

2019-04-21 22:11

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Abp Józef Kupny metropolita wrocławski

Wigilię Paschalną, wielką i najświętszą noc całego roku, rozpoczęła Liturgia Światła w katedrze wrocławskiej.

http://wroclaw.niedziela.pl/zdjecia/2903/Wigilia-Paschalna-z-abp-Jozefem-Kupnym

Abp Józef Kupny poświęcił ogień i zapalił paschał, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa, na którym wcześniej umieścił litery greckiego alfabetu “Alfa” i “Omega”, wyżłobił znak krzyża oraz cyfry roku 2019 wypowiadając słowa: „Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen”. Na paschale umieścił również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa.

Abp zapalił paschał, od którego w pogrążonej w mroku katedrze zgromadzeni odpalali świece. Po dłuższej chwili świątynia rozbłysła morzem światła. W ciszy rozległo się trzykrotnie zawołanie: „Światło Chrystusa!”, na które zgromadzeni odpowiadali: „Bogu niech będą dzięki!”. Z przedsionka abp ze świecą, w orszaku, przeszedł główną nawą katedry do prezbiterium.

Podczas Liturgii Słowa odczytano fragmenty Starego i Nowego Testamentu przypominające historię zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa. Każde z czytań przeplatał śpiew Psalmów. Powróciły też po raz pierwszy po Wielkim Poście pieśni „Chwała na wysokości Bogu” i „Alleluja”.

W homilii abp Kupny odniósł się do bogactwa czytań biblijnych, które w Paschalną Noc mogą wprawić w zakłopotanie.

– Stajemy trochę bezradni, zakłopotani, bo nie wiemy, na czym się skupić, w jaki sposób odnieść ich treść do swojego życia – mówił. - Bogactwo Słowa Bożego zdecydowanie nas przerasta, nie jesteśmy w stanie tego bogactwa pojąć i się nim nasycić. Zachęcił też, aby posłuchać ciszy, która spowiła ziemię po śmierci Jezusa.

- To dobry czas na rozważanie wielkich dzieł w naszym życiu – mówił. Podkreślił też, że Chrystus wypełnił swoją misję do końca. - To ostateczna faza odkupieńczej misji Chrystusa – mówił. Chrystus jest życiem, życiem nieprzemijającym. Sam powiedział, że trzeba nam ponownie się narodzić. Trudno to zrozumieć, ale Jezus w odpowiedzi zaznaczył, że narodzenie z Ducha Św. dokonuje się niezależnie od wieku. To sakrament chrztu, to wody chrztu obmywają nas z grzechu – wyjaśniał. Przypomniał też istotę i głębię sakramentu chrztu i zachęcił do świadomego odnawiania chrzcielnych przyrzeczeń.

- Chrzest jest sakramentem inicjującym życie nadprzyrodzone. Wyzwala nas z grzechu i szatana a jednocześnie wiąże nas z umierającym na krzyżu Zbawcą. Jest też zobowiązaniem – mówił. Dzisiejsza liturgia Wigilii Paschalnej gromadzi nas do odnowienia tych zobowiązań, poświęcona woda chrzcielna, ogień i paschał – znak zmartwychwstałego Chrystusa. Chrystus zrobił wszystko, do czego się zobowiązał. A czy my wypełniamy przyrzeczenia chrztu? Czy świadczymy o Nim? – pytał. - To świadectwo powinniśmy rozciągać na wszystkie wymiary naszego życia i wobec wszystkich, z którymi się spotykamy, ale to wymaga deklaracji: tak, jestem katolikiem. Może to wiązać się z przekraczaniem obaw i lęków, ale wiemy jaką wagę posiada takie wyznanie. Dobry Łotr powiedział tylko kilka słów, ale to proste wyznanie wiry zadecydowało o całym jego życiu – mówił abp Kupny. Zachęcił też do postaw spójnych z Ewangelią. - Dziś też potrzeba takich postaw. Każdego dnia podejmiemy różne decyzje, różnej wagi. Chrześcijańskie świadectwo musi być widoczne w tych decyzjach, nauka Ewangelii musi być widoczna. To nauka wymagająca, ale możliwa do realizacji dla każdego, kto otrzymał Ducha Św. na chrzcicie świętym. Nawiązał też do popularnego powiedzenia, ze wiara jest sprawą prywatną każdego człowieka.

- Być świadkiem, to dawać świadectwo o miłości do Boga, do Kościoła. Kościół to nie jest zwykła instytucja, tu żyje Chrystus – mówił. - Wiara nie jest sprawą prywatną – wciąż o tym słyszymy. Doprowadziło to do tego, że wielu nie widzi potrzeby dawania świadectwa i boją się świadczyć. Radykalne dzielenie rzeczywistości na sacrum i profanum rodzi wątpliwości i one w coraz większym stopniu odbierają nam odwagę do bycia świadkiem. A świat potrzebuje naszego świadectwa. Bez Boga człowiek nie potrafi zrozumieć dokąd idzie i kim jest - to trzeba światu przypominać. Starajmy się wypełniać zobowiązania chrzcielne, a zmartwychwstały Chrystus niech nam w tym dopomoże – życzył na zakończenie homilii.

Liturgia chrzcielna rozpoczęła się Litanią do Wszystkich Świętych, następnie abp Kupny pobłogosławił wodę chrzcielną i odnowiono przyrzeczenia chrztu. Po modlitwie powszechnej rozpoczęła się część czwarta, czyli Liturgia Eucharystyczna. Po Komunii świętej w katedrze uformowała się procesja rezurekcyjna, czyli uroczyste ogłoszenie zmartwychwstania Chrystusa i wezwanie całego stworzenia do udziału w triumfie Zmartwychwstałego. Długi orszak przeszedł z wokół katedry, klerycy nieśli figurę Zmartwychwstałego, abp Józef Kupny niósł monstrancję. Uroczyste Te Deum i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem zakończyły Wigilię Paschalną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem