Reklama

Duma i zobowiązanie

2014-03-04 15:17

Jan Pospieszalski
Niedziela Ogólnopolska 10/2014, str. 24-27

Dramat, który rozegrał się w nocy z 7 na 8 marca 1984 r., poprzedzony był miesiącami zmagań. Po jednej stronie stało 600 strajkujących uczniów: córek i synów z chłopskich rodzin, po drugiej stał aparat przemocy totalitarnego państwa. Młodzi mieli po 16-18 lat. W godzinie próby zachowali się bohatersko. Podjęli walkę w obronie krzyża, wiary i wolności. Nie wiedzieli, że są uczestnikami tej samej wojny, na której froncie za kilka miesięcy zginie ks. Jerzy Popiełuszko. Dlaczego ich zwycięstwo nie znalazło należnego miejsca w pamięci zbiorowej Polaków? Przecież o strajku dzieci z Wrześni, choć było ich zaledwie 21, wie każdy Polak. Czy potrafimy być dumni z młodych obrońców krzyża z Miętnego?

Zlikwidować zdobycz „Solidarności”

Dwa lata po wprowadzeniu stanu wojennego do Polski przyjechał gen. Władimir Kriuczkow – szef sowieckiego KGB. Razem z gen. Czesławem Kiszczakiem wybrali się na objazd po kraju, lustrując, na ile skutecznie udało się zniszczyć ruch „Solidarności”. Struktury związkowe rozbite, najaktywniejsi działacze – w więzieniach, wielu wypchnięto na emigrację. Podziemie jeszcze aktywne, ale stale nękane represjami i coraz bardziej kontrolowane przez agenturę. Jedynym miejscem realnego oporu, naprawdę groźnym dla systemu, pozostaje Kościół. Kriuczkow zauważa, że stan wojenny nie zdołał odebrać Polakom zdobyczy „Solidarności” – znaku krzyża w miejscach pracy, w szpitalach i szkołach. Sowiecki generał zdaje sobie sprawę, że frontalna rozprawa z Kościołem jest niemożliwa, ale krzyże w miejscach publicznych, kontrolowanych przez władze – to przejaw słabości. Rozkazuje natychmiast je usunąć. Żeby nie wywoływać masowych strajków, komuniści decydują, by (chwilowo?) zostawić krzyże w miejscach pracy i szpitalach, ale ze szkół muszą zniknąć. Zaczyna się (prowadzony często ukradkiem) proces usuwania krzyży. Przebiega różnie. W wielu szkołach dochodzi do protestów. Rodzice zaczynają zbierać podpisy. Uczniowie strajkują, próbują odwrócić decyzję władz. Niestety, bezskutecznie. Dramatyczny przebieg miał okupacyjny strajk uczniów w szkole we Włoszczowie, lecz jeszcze większy zasięg i wyjątkowy charakter miał protest w Miętnem k. Garwolina.

My chcemy Boga w książce, w szkole

Zespół Szkół Rolniczych w Miętnem, zbudowany w 1977 r. przy osobistym zaangażowaniu komunistycznego generała i premiera PRL Piotra Jaroszewicza, miał kształcić i przygotowywać przyszłe kadry PGR. Tu intensywniej niż gdziekolwiek indziej prowadzono komunistyczną indoktrynację – „pierekowkę dusz”. Spora grupa uczniów, wyrwana z rodzinnych środowisk, mieszkała w internacie przylegającym do szkolnego kompleksu w starym dworskim parku. 5 grudnia 1983 r. rano uczniowie zauważyli, że ze ścian szkolnych pracowni zniknęły krzyże. Wystosowali petycję do dyrektora z żądaniem wyjaśnienia sprawy i przywrócenia krzyży. 19 grudnia władze szkoły zarządziły apel, podczas którego dyrektor ogłosił, że w szkole nie ma miejsca na „ideologiczne emblematy”. Sześciuset uczniów zgromadzonych w holu odmówiło powrotu do klas, a gdy dyrektor przez mikrofon groźbami zmuszał ich do powrotu na zajęcia, uczniowie, stojąc w miejscu, tupaniem w parkiet zagłuszyli jego wrzaski. Gdy próbował ich dyscyplinować, wykrzykując po nazwisku konkretne osoby, uczniowie – jak na komendę – odwrócili się plecami i zaczęli śpiewać „My chcemy Boga”. Po kilku godzinach okupacji szkolnego holu dopiero obietnica negocjacji z przedstawicielami klas sprawiła, że uczniowie rozeszli się. Na rozmowy z dyrektorem zjawiło się nie, jak on przewidywał, po jednej osobie z każdej klasy, ale ponad pół setki uczniów, informujących, że są też z nimi przedstawiciele internatu.

Reklama

Bohater zbiorowy

Takiej gromady nie można łatwo zastraszyć, przekupić czy zmanipulować. W kolejnych dniach uczniowie wykazali się wielokrotnie nadzwyczaj dojrzałą postawą, redagując pisma protestacyjne, postulaty i żądania kierowane do władz. Powoływali się w nich na konstytucję, wolność wyznania, prawa ucznia, prawa człowieka. W miejsce zdjętych krzyży przynieśli nowe, a gdy i te zniknęły, zażądali ich zwrotu w obawie przed profanacją. Uznali, że symbolu wiary nie można narażać na niegodne traktowanie. Fenomenem protestu był też wspólnotowy charakter wszystkich działań. Choć można, oczywiście, wskazać tych bardziej aktywnych, w tym na pewno Jarka Maczkowskiego, który zanim pojawił się w szkole, widział z bliska strajk w Stoczni Gdańskiej w 1980 r., to – jak podkreślają sami uczestnicy – w Miętnem objawił się w czystej postaci tzw. bohater zbiorowy. Żądania uczniów poparło sześcioro nauczycieli, a specjalny list do dyrekcji z prośbą o powrót krzyży napisali księża z kościoła parafialnego w Garwolinie. Od następnego dnia szkolny protest rozpracowywała Służba Bezpieczeństwa. W Boże Narodzenie ksiądz dziekan polecił odczytać we wszystkich kościołach komunikat o profanacji szkolnych krzyży. Sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, stając się przedmiotem dyskusji na wojewódzkich naradach partyjnych. Była też przedmiotem spotkania w ministerstwie oświaty. W obronie uczniów zdecydowanie wystąpił ordynariusz siedlecki bp Jan Mazur, który 31 grudnia 1983 r. spotkał się z wojewodą. Uczniowie nawiązali również kontakt z ks. Jerzym Popiełuszką, wysyłając do Warszawy swoich przedstawicieli na Msze św. za Ojczyznę. Do dziś w archiwach szkolnych znajduje się swoista relikwia – odręczny list ks. Jerzego, w którym solidaryzuje się on z „młodzieżą, która dała Polsce wzór, jak trzeba walczyć w obronie znaku Krzyża Chrystusowego”. Wobec nauczycieli, którzy opowiedzieli się po stronie uczniów, posypały się groźby i represje ze strony SB i władz oświatowych.

Strajk

Po zakończeniu ferii, 9 stycznia 1984 r. uczniowie zażądali przywrócenia krzyży, a gdy dyrektor odmówił, nie poszli na lekcje. Zajęli szkolną aulę, gdzie, czekając na przedstawicieli władz wojewódzkich i kuratorium, śpiewali pieśni religijne. Podobnie wyglądał kolejny dzień. Delegacja z Siedlec z wicewojewodą i dyrektorem wydziału ds. wyznań przyjechała, ale spotkała się tylko z radą pedagogiczną, odmawiając rozmów z uczniami. W końcu 11 stycznia, późno w nocy, zawarto porozumienie. Krzyże zostaną zwrócone uczniom, a ci przekażą je do kościoła, natomiast jeden pozostanie w szkolnej bibliotece lub przed wejściem głównym. Następnego dnia uczniowie kontynuowali protest do momentu, aż dyrekcja zwróciła krzyże przedstawicielom uczniów i dwóm nauczycielom. Ok. 500 uczniów przemaszerowało pieszo prawie 5 km do kościoła w Garwolinie. Ponieważ władze nie wywiązały się z obietnicy przywrócenia w szkole nawet jednego krzyża, w kościołach diecezji siedleckiej wierni zaczęli zbierać podpisy. Szkolne krzyże, zdeponowane w kościele w Garwolinie, trafiły do innych parafii, gdzie zorganizowano adoracje i czuwania. Bp Jan Mazur w tym czasie wysyłał pisma protestacyjne do Rady Państwa, do Wojciecha Jaruzelskiego, a w końcu – wobec braku odpowiedzi – podjął post o chlebie i wodzie. Podczas wywiadówki 19 lutego rodzice zawiesili krzyże, które po dwóch dniach dyrekcja znów zdjęła, ale tym razem zostały podrzucone w nocy, w kartonie, na schody mieszkania organisty. Następnego dnia księża Stanisław Bieńko, Michał Śliwowski i Sławomir Żarski przynieśli krzyże do szkoły i wręczyli uczniom, a ci zawiesili je w klasach. Dyrekcja ponownie zdjęła krzyże. Ten scenariusz powtórzył się jeszcze raz 1 marca.

Skoro krzyże znów zdjęto, biskup przekazał uczniom małe drewniane krzyżyki, które od tej pory uczniowie nosili na piersiach. O walce uczniów o krzyże stale informowały Radio Wolna Europa i prasa podziemna. Zmagania uczniów śledziła opinia publiczna w Polsce i na Zachodzie. Każdego dnia meldunki lądowały bezpośrednio na biurkach Kiszczaka i Jaruzelskiego. W kościołach prowadzono modlitwy i akcje protestacyjne. W obronie uczniów z Miętnego zabierali głos przedstawiciele podziemnej Solidarności. Uczniowie wspominali, że podczas strajku frekwencja wynosiła 100 proc.

Tam, gdzie stało ZOMO

Punktem zwrotnym był dzień 6 marca i przemarsz do Garwolina ponad 350 uczniów, do których dołączyli uczniowie innych szkół – technikum i liceum. Następnego dnia uczniowie proklamują strajk okupacyjny. Zostają w szkole, odmawiają Różaniec i Apel Jasnogórski, śpiewają piosenki oazowe, śpią na matach wyciągniętych z sali gimnastycznej. Do Garwolina i w rejon szkoły kierowane są oddziały ZOMO. Wieczorem, ok. godz. 21, do szkoły wkracza prokurator i WSW, grożąc uczniom, którzy ukończyli 18 lat, wcieleniem do wojska. Uczniowie uciekają ze szkoły, formując zwartą kolumnę, szosą Warszawa – Lublin (obecnie krajowa 17). Idą w kierunku Garwolina. Po drodze, na sygnale, migając błękitnymi światłami, wyprzedza ich kolumna ZOMO i przed miastem, na wysokości stacji benzynowej, blokuje drogę. Naprzeciwko nastoletnich uczniów, w większości dziewcząt, wyrasta ściana drabów w rynsztunku bojowym, w hełmach, maskach, z tarczami. Z daleka słychać łomot – uderzenia w tarcze wielkimi pałkami. Dzieci – zziębnięte, zmęczone i głodne, osłabione strajkiem – uciekają po zamarzniętych grudach w pola, przewracają się. Kilka dziewczyn mdleje. W kościele w Garwolinie zaczynają bić dzwony. Na wezwanie zjawiają się wierni i wyruszają sporą grupą w kierunku Miętnego, ale i oni napotykają milicyjną blokadę. Dzieci przedostają się do internatu. Rano władze podstawiają po uczniów autokary, ale ci uciekają i grupami, różnymi drogami, przedzierają się do kościoła. Część zostaje otoczona przez oddział milicji na cmentarzu. Rzucając kamieniami w dzwon kaplicy cmentarnej, udaje im się zwrócić uwagę, że znaleźli się w potrzasku. Księża wysyłają po nich taksówki i prywatne samochody i przywożą do kościoła.

Niezwykłe było to nabożeństwo. Kamera korespondenta zagranicznej telewizji utrwaliła stojące przed kościołem milicyjne budy, a w kościele młodych ludzi z krzyżami na piersiach, z gitarami. Śpiew, modlitwa, łzy i poruszająca homilia księdza proboszcza...

Niezłomni

Następnego dnia – 9 marca uczniowie wraz ze swym duszpasterzem ks. Sławomirem Żarskim udali się w pielgrzymce na Jasną Górę. Do dziś znakiem ich obecności jest wotum – krzyż z Miętnego, widoczny na ścianie po prawej stronie bocznego ołtarza w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Tymczasem władze uznały, że jedynym wyjściem jest rozwiązanie szkoły i ogłoszenie nowego naboru. Warunkiem przyjęcia było podpisanie przez uczniów i rodziców zgody, że w szkole krzyży nie będzie. Zdecydowana większość (w tym maturzyści) nie podpisała zgody. Skazali się tym samym na poniewierkę, zmianę szkół, przerwę w edukacji. Za uczniami wysłano wilcze listy i tylko odwadze dyrektorów innych szkół zawdzięczają oni ukończenie nauki. Natomiast władze, chcąc uratować szkołę, a także z powodu ostrej reakcji Episkopatu, odstępują od wymogu składania przez uczniów oświadczeń i 6 kwietnia podpisują porozumienie przywracające krzyż w szkolnej czytelni. Dzieci walkę wygrały.

Z grona obrońców krzyża zrodziły się trzy powołania zakonne, a syn jednej z nauczycielek wstąpił do seminarium. Zadziwiające jest to, że w konfrontacji z totalitarną władzą córki i synowie z chłopskich rodzin zachowali się godniej niż niejeden profesor, znany dziennikarz, pisarz, reportażysta czy elektryk mający prezydenckie aspiracje.

Pamięć i zobowiązanie

Życie dopisało do tej historii dwie pointy. Kiedy kilka lat temu badałem sprawę strajku w Miętnem, spotkałem się z jedną z tych nauczycielek, które poparły uczniów. Bodaj jako jedyna została po latach przywrócona do szkoły i pracuje do dziś. Siedzimy w tym samym pokoju nauczycielskim, gdzie łamano sumienia uczniów, gdzie groźbą, szantażem wymuszano podpisywanie oświadczeń. Jesteśmy sami, a nauczycielka opowiada mi tę historię prawie szeptem, zerkając chyłkiem na drzwi. Dlaczego? Ponieważ dyrektorem jest ten sam człowiek, którego przysłano po rozwiązaniu szkoły, by tworzyć placówkę na nowo – bez krzyża!

Wikary – ks. Sławomir Żarski, który wtedy wspierał uczniów i bronił ich przed ZOMO, po latach trafił do ordynariatu polowego, uzyskał stopień pułkownika i został najbliższym współpracownikiem biskupa polowego Tadeusza Płoskiego. Po tragicznej śmierci biskupa pod Smoleńskiem to właśnie on, jako naturalny sukcesor nieżyjącego ordynariusza polowego, celebrował uroczystą Mszę św. w dniu Święta Niepodległości 11 listopada 2010 r. Uczestniczyli w niej prezydent Bronisław Komorowski i przedstawiciele rządu RP. Płomienne patriotyczne kazanie, nawiązujące do powinności polityków, ale też wspominające ofiary katastrofy smoleńskiej, tak bardzo nie spodobało się prezydentowi, że zaraz po Mszy św. publicznie skrytykował kapłana. Według dobrze poinformowanych źródeł, zablokowało to szanse ks. Żarskiego na objęcie posługi ordynariusza polowego. Historia potrafi zaskakiwać, bo oto przeciwnik krzyża z Krakowskiego Przedmieścia mści się na obrońcy krzyża z Miętnego.

Okrągła, 30. rocznica to dobra okazja, by upomnieć się o pamięć o bohaterach z Miętnego. Niech ich postawa będzie powodem do dumy i źródłem inspiracji. Bo obrona krzyża, wolności i wartości ojczystych znów jest powinnością. Życie dostarcza nam aż nadto ponurych przykładów, wobec których jesteśmy zobowiązani stanąć jak uczniowie z Miętnego. Na szczęście objawia nam też ciągle nowych ich następców – obrońców wiary i godności Polski, z których możemy być dumni – takich jak złoty medalista Kamil Stoch czy kompozytor i pianista Włodzimierz Pawlik, wspaniały katolik i patriota, tegoroczny zdobywca Grammy Awards – najbardziej prestiżowej nagrody muzycznej.

* * *

Jan Pospieszalski – współautor programu „Bliżej” w TVP Info i jego prowadzący, szef Działu Kultury w „Gazecie Polskiej Codziennie”, muzyk, publicysta

Tagi:
historia wspomnienia rocznica

Reklama

Byliśmy razem przy ołtarzu i przy redakcyjnym stole

2018-12-05 11:05

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 23

Wiadomość o nagłej śmierci ks. Adama Łacha, proboszcza w Nowym Duninowie, który przez niemal dekadę był redaktorem odpowiedzialnym za płocką edycję „Niedzieli”, z trudem jeszcze dociera do naszej świadomości

Archiwum „Niedzieli”
Podczas kolegium redakcyjnego edycji płockiej w centrali „Niedzieli” w Częstochowie, pierwszy z lewej – ks. Adam Łach

Przez wiele lat ks. Adam Łach był jednym z nas. Również wtedy, gdy przestał przyjeżdżać do Częstochowy, pozostał wierny „Niedzieli”, a my nadal traktowaliśmy go jak kogoś bardzo bliskiego. Należał do „niedzielnej” rodziny. Obok tego mocnego mężczyzny o szczerej twarzy, wielkim sercu i dużym poczuciu humoru nie sposób było przejść obojętnie. Ceniliśmy jego dobroć, pracowitość, profesjonalizm i oddanie dla misji „Niedzieli”. Ale nade wszystko kochaliśmy go jako człowieka i kapłana. Nie sposób zliczyć przegadanych w redakcji godzin i litrów wypitej kawy, setek pomysłów, dyskusji i kończonych salwami śmiechu anegdotek, którymi sypał jak z rękawa. Wielu z nas pamięta jubileusz edycji płockiej, na który zjechało się towarzystwo z 21 lokalnych edycji „Niedzieli”, z ówczesnym redaktorem naczelnym ks. inf. Ireneuszem Skubisiem na czele. Wspaniałe spotkanie okazało się wkrótce spotkaniem pożegnalnym z edycją, chociaż nitki wiążące ks. Adama z redakcją nigdy na dobre nie zostały zerwane.

Ks. Adam Łach współpracę z redakcją „Niedzieli” zaczął 1997 r., jako drugi z kolei redaktor edycji płockiej. W pracę redakcyjną wprowadzał go poprzednik ks. Jan Augustynowicz, który też już odszedł do wieczności. Ks. Adam miał redaktorskie oko. Jako dziennikarz kreatywny, rzutki i pracowity w krótkim czasie stał się jednym z najlepszych redaktorów edycyjnych. Po latach tak go pamięta redaktor naczelna „Niedzieli” Lidia Dudkiewicz: – Ks. Adam pracował w „Niedzieli” do 2008 r. Dziennikarze „Niedzieli”, którzy znali ks. Adama i z nim współpracowali, przyznają, że był to człowiek z niezwykłą charyzmą – ciepły, nieformalny, zwyczajny, a zarazem wyjątkowy. Zapamiętaliśmy go jako sumiennego redaktora i dobrego organizatora. Jego wiedza i rzetelność były podstawą w pracy dziennikarskiej, w pisaniu artykułów i organizowaniu materiałów do cotygodniowego wydania edycji płockiej „Niedzieli”. Miesiąc temu miałam łaskę spotkać ks. Adama na Jasnej Górze w przejściu między Kaplicą Cudownego Obrazu Matki Bożej a Bazyliką Jasnogórską. Kilka serdecznych słów starych przyjaciół, z zaproszeniem na spotkanie przy redakcyjnym stole podczas następnego jego pobytu na Jasnej Górze. Dziękujemy ks. Adamowi za współpracę i wierność „Niedzieli”, za ubogacanie nas świadectwem swojego kapłańskiego życia. Pozostanie w naszej pamięci i modlitwie.

Ks. Mariusz Frukacz, który pojawił się w „Niedzieli” w tym samym czasie co ks. Łach, pamięta dobrze tego nietuzinkowego kapłana: – Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jego pasją było kapłaństwo oraz drugi człowiek. I tę właśnie pasję przekładał na pracę dziennikarską. Wiedział, jak ważne jest dobrze prowadzone pismo katolickie. Sam bardzo kompetentnie podczas naszych spotkań wypowiadał się na temat roli mediów w Kościele. Bronił wartości pism katolickich. Robił wszystko, co było w jego mocy, aby „Niedziela” była obecna w przestrzeni publicznej. Był też bardzo otwarty na drugiego człowieka, koleżeński. Kierował się normalnością. Spotykałem go z różańcem w ręku.

Ks. Tomasz Opaliński, obecnie proboszcz parafii w Janowie (diecezja płocka), a także nasz wieloletni przyjaciel i współpracownik, nie kryje emocji: – „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy” – głoszą słowa prefacji z Mszy św. za zmarłych. „Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się.

Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się.

Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy” (Edward Stachura). To, co Boże, i to, co ludzkie. Dwa teksty, które przecinają się tam, gdzie zaskakuje nas to, że ktoś może odejść z tego świata tak po prostu, z marszu, zamiast na Liturgię odprawianą w parafialnym kościele iść prosto na Liturgię Niebieską... Tak odszedł od nas ks. Adam Łach. Wśród tylu ludzi – parafian, rodziny, przyjaciół, znajomych na Facebooku – odchodził sam...

Zabolało... Bo to kolejny członek redakcyjnej rodziny „Niedzieli Płockiej”, który odszedł tak nagle i przedwcześnie – więzy przyjaźni mimo rozwiązania edycji płockiej przecież pozostały: cztery lata temu nasz redakcyjny fotograf Darek Świtalski, nieco ponad rok temu ten, który rozpoczynał działalność edycji – ks. Jan Augustynowicz... Ale skoro „życie wiernych się nie kończy”, skoro „cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy”, to niech ten ból utrwali wszystko to, co było dobre, aby pozostało nie tylko na służbowych i prywatnych (gdzie tu jest granica?) fotografiach, ale też w nas. Nie wiem, czy w niebie będzie taka kawa, jakiej morze wypiliśmy na redakcyjnych kolegiach i przy komputerach... Ale wierzę, że my, którzy tu jeszcze pielgrzymujemy, spotkamy się kiedyś z tymi, do których Ty, Księże Adamie, teraz dołączyłeś.

* * *

Ks. Adam urodził się w Przasnyszu w 1971 r., święcenie kapłańskie przyjął w 1995 r., tak więc w redakcji przy ul. 3 Maja 12 w Częstochowie pojawił się jako młodziutki ksiądz. Studiował na ówczesnej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, ukończył również studia na wydziale dziennikarskim UKSW. Z redakcją „Niedzieli” był związany przez 9 lat, do ostatniego numeru „Niedzieli Płockiej”. W swojej macierzystej diecezji duszpasterzował w parafii pw. Świętej Trójcy w Rypinie, a przez ostatnią dekadę był proboszczem w parafii pw. św. Mikołaja w Duninowie. Pracował też w Wydziale Kultury i Środków Społecznego Przekazu Kurii Diecezjalnej Płockiej (od 1997 r.). Pełnił funkcje diecezjalnego korespondenta KAI (od 2000 r.) oraz kapelana strażaków z OSP w gminie Nowy Duninów (od 2009 r.). W tym roku otrzymał urząd wicedziekana dekanatu gostynińskiego. Zmarł nagle 27 listopada 2018 r. na swojej plebanii.

Zgodnie z wolą wyrażoną w testamencie ciało ks. Adama Łacha spoczęło na cmentarzu w Duninowie. Mszy św. pogrzebowej, sprawowanej 1 grudnia br., przewodniczył bp Mirosław Milewski. Kochany nasz „Księże z Płocka”, będziemy pamiętać przede wszystkim w modlitwie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaufała Jezusowi. I zaczęły się dziać dziwne rzeczy

2019-02-18 14:21

- Chodzi o to, żeby się nie martwić, żeby się nie zamartwiać, żeby nie myśleć negatywnie, żeby nie myśleć, że się nie uda. Jak zaufaliśmy, to wierzymy, że wszystko będzie dobrze. Naprawdę wierzymy, że Pan Bóg działa, że się troszczy, że to należy do Niego - mówiła s. Glapka

- Jeśli oddajemy obawy, lęki, ufamy Mu całkowicie, to Pan Bóg przemienia nas całkowicie - dodawała

- Bóg działa w ten sposób, że po prostu stawia ludzi, organizuje pewne wydarzenia i trzeba z odwagą za tym pójść - podkreśliła s. Jolanta Glapka RSCJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzym: prezentacja raportu o działaniach biskupów ws. przemocy seksualnej

2019-02-21 16:55

pb (KAI Rzym) / Rzym

Fundacja „Nie Lękajcie Się” zaprezentowała dziś w Rzymie swój „Raport nt. naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci i osób zależnych”. Jego adresatem jest papież Franciszek, któremu dokument został wręczony wczoraj w Watykanie.

Krzysztof Hawro

Według Fundacji 24 polskich biskupów (w tym kilku już nieżyjących) ukrywało lub przenosiło księży-sprawców na inne placówki. Opisowi tych przypadków poświęcona jest największa część tekstu raportu.

Członkini Rady Fundacji, posłanka Joanna Scheuring-Wielgus podkreśliła, że „Nie Lękajcie Się" domaga się od polskiego episkopatu "stworzenia niezależnej od Kościoła Katolickiego komisji, która zajmie się przeanalizowaniem skali kościelnej pedofilii w Polsce i wypracuje rozwiązania chroniące dzieci w przyszłości; zniesienia przedawnień przestępstw seksualnych; pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców i przełożonych, kryjących ich działania oraz Kościoła katolickiego jako instytucji; wykluczenia ze stanu kapłańskiego sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci oraz kryjących ich zwierzchników; zapewnienia ofiarom pełnego wglądu w akta dotyczących ich procesów kanonicznych".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem