Reklama

O godną śmierć, wysłuchaj mnie, Panie

2014-03-25 12:48

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 13/2014, str. 50-51

MATEUSZ WYRWICH

W kraju jest blisko pół tysiąca samorządowych, prywatnych i niekomercyjnych hospicjów. Nie obejmują one jednak opieką bezdomnych. Czynią to jedynie specjalne organizacje opiekujące się bezdomnymi. W wielu znajduje się gabinet lekarski, gdzie pensjonariusze mogą otrzymać podstawową opiekę lekarską. Szpitale bowiem jak najszybciej pozbywają się bezdomnych, za których nikt nie chce płacić. Ale jest w Warszawie „szpitalik” dla bezdomnych, w którym leczy się czterdziestu pacjentów

Warszawski Mokotów. Jego część to Służewiec Przemysłowy. Jeszcze do niedawna dzielnica fabryk i małych zakładów produkcyjnych z oddaloną od centrum stolicy siedzibą TVP. Dziś Służewiec zabudowywany jest setkami szklanych biurowców, domów handlowych i zamkniętych osiedli mieszkaniowych. Otoczone współczesną architekturą pozostałości opuszczonych peerelowskich magazynów, fabryk, warsztatów straszą ruiną i betonową szarością. W jednym z byłych magazynów w 2005 r. miejsce znalazło Mokotowskie Hospicjum Świętego Krzyża. W nim zaś szpitalik, poradnia lekarska, pomieszczenia gospodarcze. Kuchnia i stołówka, która wydaje siedem dni w tygodniu oraz w święta ok. 300 posiłków dla bezdomnych i najuboższych, przygotowywanych przez hospicjum, jak również dwa razy w tygodniu przez Fundację „Pożywienie Darem Serca”.

Szpitalik jest dobrze oświetlony, choć okna znajdują się w górze ściany. W trzech dużych salach i separatkach pomalowanych na biało-zielono stłoczono kilkadziesiąt łóżek, szafy, szafeczki przy łóżkach, radio, telewizor oraz urządzenia medyczne niezbędne chorym: butle tlenowe, wózki inwalidzkie, kule. Chorzy korzystają z zabiegów rehabilitacyjnych i ze sprzętu rehabilitacyjnego, którego mogą pozazdrościć inne szpitale. Nadto – otoczeni są prawdziwie doskonałą opieką lekarską: onkologa, kardiologa, pulmonologa, chirurga i psychiatry oraz pielęgniarek, pracowników socjalnych i psychologów. Jedni są zatrudnieni na bardzo skromnych umowach-zleceniach lub o dzieło, inni pracują jako wolontariusze. W sumie chorymi zajmuje się parędziesiąt osób.

Przyhospicyjny szpitalik administracyjnie nosi nazwę schronisko specjalistyczne (szpitalne) dla bezdomnych chorych – „Dom im. Księdza Gabriela Boduena”. „Schronisko”, a nie „szpital”, bo hospicjum nie jest w stanie szpitalika odpowiednio wyposażyć. Hospicjum ma też własną poradnię lekarską. Bezdomni bowiem w większości nie mają ubezpieczenia i na jakąkolwiek pomoc w ośrodkach zdrowia NFOZ nie mają co liczyć. Tu natomiast mogą skorzystać z porad lekarzy specjalistów z zakresu chirurgii, kardiologii, pulmonologii czy onkologii i psychiatrii.

Reklama

W hospicjum chorzy mogą otrzymać nie tylko opiekę lekarską, ale również pomoc socjalną i psychologiczną oraz porady prawne w takich kwestiach, jak m.in. uznanie inwalidztwa, renty, oddłużenie mieszkania, zapobieżenie eksmisji, załatwienie dodatków mieszkaniowych czy świadczeń socjalnych – co często dla osoby bezdomnej jest barierą nie do przekroczenia. Podobnie jak zdobycie mieszkania socjalnego bądź pracy. Przy hospicjum działa też punkt pomocy charytatywnej. Tu bezdomni mogą otrzymać żywność, leki i środki opatrunkowe bądź higieniczne, odzież, a także meble i sprzęt kuchenny. Mogą też skorzystać z pomocy psychologów czy pracowników socjalnych, którym niekiedy udaje się nawet na nowo połączyć rozbitą rodzinę. Stowarzyszenie prowadzi też hospicjum domowe dla kilkudziesięciu pacjentów.

Na terenie hospicjum znajduje się także kaplica, w której celebrowana jest Msza św. Kapłani z parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła oraz ojcowie jezuici z ul. Rakowieckiej służą bezdomnym wszelką pomocą duchową, zwłaszcza sakramentem spowiedzi.

Staram się to przyjmować… jak umiem

Jerzy Tepper leży w szpitaliku dla bezdomnych już dwa lata. Ponad sześćdziesięciolatek. Choruje na coraz częstszą w Polsce przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. W całej Europie spowodowany jest nią, według statystyk, co trzeci zgon. Choroba ta jest praktycznie nieuleczalna. Można tylko chorującemu przedłużyć czas na ziemi. Pan Jerzy niewiele wstaje, musi korzystać z tlenu. Pali papierosy, choć nie powinien, ale, jak rzeczowo wyjaśnia, nie zamierza rezygnować z ostatniej przyjemności w tym życiu. Jest miłośnikiem wykwintnej kuchni, uwielbia też sam gotować. Jego hobby natomiast to hodowla roślin. Ale jedno i drugie jest w tej chwili nie do zrealizowania. Tepper był znanym fotografikiem filmowym, jest absolwentem Wydziału Operatorskiego PWSTiF w Łodzi. Z pracy, jak podkreśla, wyrzuciła go transformacja. Pracował głównie na umowę o dzieło, więc dzisiaj ma tylko rentę socjalną wynoszącą 500 zł. Przed kilkunastu laty rozpadła mu się rodzina. Przyznaje, że nie umiał z tego wyjść i po jakimś czasie stracił niewielkie mieszkanie, które wcześniej zadłużył. Później mieszkał kątem u przyjaciela, ale ten zmarł. – Zacząłem więc tułać się po dworcach, klatkach schodowych… I pewnie gdzieś tę chorobę po drodze załapałem. A od dwóch lat jestem tutaj – opowiada Jerzy Tepper. – Do szpitalika zostałem skierowany po kolejnym pobycie w szpitalu, który już nie chciał mnie trzymać. Byłem hospitalizowany siedem razy w ciągu roku. Nie narzekam. A co mi to pomoże? Pewnie tak miało być i staram się to przyjmować… jak umiem – przyznaje.

Tadeusz Zieniewicz do niedawna mieszkał tuż poza Warszawą. Ma osiemdziesiąt lat i połamaną w kilku miejscach nogę. – Jestem już po czterech operacjach – skarży się. – Miałem otwarte złamanie kości. Lekarze po raz kolejny nie potrafią jej usprawnić. Może dlatego, że jestem stary, nie chce im się przyłożyć, ale może to dlatego, że moje stare kości nie chcą się zrastać. Przewróciłem się w mieszkaniu i nagle z człowieka sprawnego stałem się inwalidą. Nie mam też domu. Jakoś tak się stało, że podczas mojego pobytu w szpitalu straciłem mieszkanie… Mam niewielką emeryturę, ale sam nie daję sobie rady. Nie mam rodziny i nikt mnie też nie chciał w szpitalu, więc jestem tutaj.

Bóg mnie prowadził

Hospicjum jest jednym z pierwszych w Polsce. Jego początki sięgają 1987 r., gdy założono Ogólno-Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Chorych „Hospicjum”. Hospicjum było jego mokotowskim zespołem. Od 1989 r. usamodzielniło się całkowicie, przyjmując obecną nazwę, zarejestrowane zostało w sądzie w 1995 r. jako stowarzyszenie. Dziś to organizacja regionalna dla Warszawy i okolic.

Założycielka hospicjum to „prezes” Magdalena Hozer. Matka trzech dorosłych synów, babcia dziesięciorga wnucząt. Z wykształcenia historyk. Jak podkreśla, sam Bóg ją prowadził do tego, czym się dziś zajmuje. Wzorem dla niej są Matka Teresa i św. Brat Albert Chmielowski, którego nagrodę hospicjum otrzymało w 2013 r. Początkowo wprawdzie wszystko wskazywało na to, że Magdalena Hozer zajmie się pracą naukową, lecz „w ostatniej chwili” zrezygnowała z kariery naukowca. Dalsza zaś działalność, m.in. praca charytatywna w stanie wojennym, poprowadziły Magdalenę Hozer do hospicjum. – Przez długie lata czegoś mi brakowało. Uważałam, że to, co się ze mną dzieje, nie jest moim życiem. Miałam wrażenie, że żyję – cudzym. Dziś mogę powiedzieć, że opieka nad chorymi i działalność charytatywna były moim świadomym wyborem. Gdybym obroniła doktorat, to zajęłabym się historią – opowiada była nauczycielka historii. – Pan Bóg mi jednak powiedział: poczekaj, miałaś dużo radości z pisania doktoratu i dotychczasowej pracy, to teraz będziesz robiła co innego… Moje życie było i jest kierowane przez Pana Boga. Co do tego nie mam wątpliwości. Przechodziłam wiele dramatycznych chwil w życiu, ale Pan Bóg mnie z tego wyprowadził.

Niepokojące „memento mori” wśród szklanych domów…

Dziś sama oczekująca na operację i poruszająca się o kulach „prezes” Stowarzyszenia „biega” po poradni, szpitaliku i innych obiektach hospicjum, doglądając wszystkiego. Opowiada, że bezdomność i samotność nie są jej obce. Pochodzi z majętnej przed wojną rodziny. Po wojnie ograbiona i pozbawiona domu przez komunistów, przez lata mieszkała w wynajmowanym pokoiku. Mówiąc o bezdomnych i bezdomności, namawia do unikania stereotypów. Opowiada o swoich podopiecznych bardzo serdecznie, choć widzi ich „grzechy” i nieporadności. Podkreśla, że bezdomność w Polsce to w większości efekt ułomnej transformacji. Najwięcej bezdomnych wywodzi się z małych miasteczek, gdzie od dawna panuje największe bezrobocie. Również z więzień, hoteli robotniczych i z byłych PGR-ów. – Po 1989 r. życie wielu z nich przewróciło się do góry nogami. Utarł się u nas taki stereotypowy obraz, że bezdomni to przede wszystkim alkoholicy. A to nieprawda – broni swoich podopiecznych Magdalena Hozer. – Owszem, niektórzy są dotknięci chorobą alkoholową, ale ich alkoholizm jest wtórny w stosunku do ich przeżyć. Wielu z nich miało tak bardzo dramatyczne przeżycia, że w ich efekcie sięgali po alkohol. Tak, życie tych ludzi już wcześniej było naznaczone cierpieniem. Niektórych od dzieciństwa, nierzadko niewyobrażalnym dla przeciętnego człowieka. I nie dziwię się wielu z nich, że nie potrafili, nie potrafią wyjść z tego o własnych siłach. Staramy się im pomóc, ale nie zawsze jesteśmy w stanie. Ludzie przychodzą do szpitalika często w ostatnim stadium choroby, bo na ogół nie bada się bezdomnych w schroniskach. Nie pośle się ich też na badania do szpitala, bo są drogie. Mówi się: wiadomo, kaszle tylko dlatego, że jest ciągle na zimnie i łapie przeziębienie. Tymczasem „ciągle kaszle”, bo jest w ostatnim stadium gruźlicy prątkującej. Oni są wycieńczeni. Ich system immunologiczny jest bardzo zniszczony, niemal zdegenerowany. Organizm nie może się bronić i w ten sposób łapią wszystkie choroby, zarażając przy tym innych. Owszem, do tego jeszcze dochodzi alkohol, który ich dodatkowo osłabia. Ale oni często piją, bo boją się własnego życia. Do tego dochodzą papierosy, następnie astma. Mówię im, żeby nie palili, a oni na to: „Czy pani chce nam odebrać ostatnią przyjemność?”. I w ten sposób idą w kierunku samozagłady. Ale ja nie mam sumienia, by im odbierać „ostatnią przyjemność”, często w ich już niedługim życiu.

Szpitalik i hospicjum są w połowie finansowane przez miasto, samorząd Mazowsza i (nie zawsze) Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Ostatnio wspomaga te instytucje Ministerstwo Sprawiedliwości. Pozostałe środki pochodzą z kościelnych kwest, od indywidualnych darczyńców lub firm, z 1 proc. odpisu podatkowego. Ale na blisko dwadzieścia wniosków złożonych o dofinansowanie w ubiegłym roku, władze publiczne wsparły zaledwie pięć.

Hospicjum i szpitalik, ten „wstydliwy problem” – jak powiedział jeden z urzędników – mieszczą się w tym samym miejscu od ośmiu lat. Władze miasta próbowały już nie raz odebrać im siedzibę, ale przeszkodziły temu protesty opiniotwórczych środowisk i zmiana planów inwestycyjnych miasta, wynikająca z braku środków na inwestycje w tym miejscu. Okazało się ostatnio, że hospicjum może jeszcze korzystać z tego obiektu przez ponad trzy lata, stąd planowane rozszerzenie działalności: powiększenie szpitalika. Brakuje jednak na to pieniędzy. W planie od lat jest budowa większego ośrodka ze szpitalem z prawdziwego zdarzenia. – Ale do tego konieczna jest własna nieruchomość – choćby duży plac, może z domem, nawet do remontu – wtedy można by zdobyć fundusze europejskie – podkreślają wolontariusze hospicjum.

Gdyby ktoś z Państwa zechciał wspomóc Mokotowskie Hospicjum Świętego Krzyża, to podajemy numer konta bankowego: 23 1020 1013 0000 0002 0102 3514 – Bank PKO BP.

Pierwsza Dama odwiedziła Hospicjum im. bł. Michała Sopoćki w Wilnie

2018-02-17 14:37

mik (KAI Wilno) / Wilno

W sobotę 17 lutego Agata Kornhauser-Duda, żona prezydenta RP, odwiedziła wileńskie Hospicjum im. bł. Michała Sopoćki. Placówka, prowadzona przez siostrę Michaelę Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, powstała w 2009 roku. Hospicjum działa od 6 lat, znajduje się w wyremontowanym specjalnie na ten cel budynku w południowej części miasta.

Grzegorz Jakubowski/KPRP/prezydent.pl

- Idea hospicyjna na Litwie w ogóle nie była znana - zauważyła s. Michaela Rak, założycielka hospicjum. Do Wilna przyjechała z Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie także zajmowała się opieką nad chorymi, prowadząc tamtejsze hospicjum. Przypomniała, że już około 30 lat temu profesor Jacek Łuczak (specjalista w zakresie medycyny paliatywnej, założyciel największego w Poznaniu Hospicjum Pallium - MK) przyjeżdżał na Litwę z doświadczeniem hospicyjnym, ale zatrzymało się to na poziomie teoretycznym.


Hospicjum, prowadzone przez s. Michaelę jest jedyną tego typu placówką na Litwie choć, jak powiedziała, „były już tworzone (na Litwie - MK) łóżka paliatywne, ale na oddziałach szpitalnych”. - Hospicjum powstało dzięki tysiącom ludzi, którzy zaangażowali w jego działanie - tłumaczyła siostra Rak. Dyżur w hospicjum im. bł. Michała Sopoćki trwa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Hospicjum rozpoczęło działalność w 2012 roku.

Wizyta Agaty Kornhauser-Dudy w Hospicjum im. bł. Michała Sopoćki rozpoczęła się kilka minut po godzinie 11:00 lokalnego czasu i trwała do południa. Pierwsza Dama spotkała się z pensjonariuszami tego wyjątkowego miejsca w atmosferze dyskrecji, bez towarzystwa kamer, w asyście m.in. Marcina Łapczyńskiego, dyrektora Instytutu Polskiego w Wilnie. - Klimat domu, społeczności rodzinnej, to uzewnętrzniło się podczas tego spotkania - podsumowała s. Michaela. - Na spotkanie z Agatą Kornhauser-Dudą przyjechały także bliskie naszemu sercu osoby: gospodarze i goście, przedstawiciele pracowników, rodzin chorych, kapłani - dodaje zakonnica.

W spotkaniu uczestniczyło ponad 60 osób.

- Spotkanie odbyło się w klimacie jedności. Spotkaliśmy się w grupach przedstawicielskich wszystkich, którzy na co dzień tworzą hospicyjną rzeczywistość. Jesteśmy bardzo wdzięczni pani Agacie Kornhauser-Dudzie za tę wizytę" - powiedziała s. Rak.

W trakcie spotkania Pierwsza Dama spotkała się z chorymi i rozmawiała z nimi w ciepłej i rodzinnej atmosferze. Wyświetlona została także prezentacja, na której zobrazowana została działalność ośrodka.

S. Rak pracuje obecnie nad otwarciem oddziału dziecięcego hospicjum. - Potrzeby ludzi dorosłych i dzieci i młodzieży różnią się - stwierdziła zakonnica. Oddział dziecięcy ma oferować opiekę pensjonariuszom poniżej 18 roku życia.

Wizyta pary prezydenckiej na Litwie w dniach 15-17 lutego związana jest z 100. rocznicą odrodzenia Państwowości Litewskiej. W czasie wizyty, poza udziałem w obchodach państwowych, para prezydencka wzięła udział także w Mszy świętej odprawianej w wileńskiej katedrze 16 lutego. Nabożeństwo odprawił arcybiskup metropolita wileński Gintaras Grušas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Priorytety polskiego duszpasterstwa na Zachodzie

2018-02-18 09:21

tk / Warszawa (KAI)

Duszpasterstwo małżeństw i rodzin, Kongres Młodzieży Polonijnej i obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości to główne tematy obrad Prezydium Polskiej Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej. Prowadzone w Warszawie dwudniowe obrady zakończą się w niedzielę.

KEP

Prezydium skupia przedstawicieli polonijnych ośrodków duszpasterskich z różnych krajów. Do tego gremium należą zarówno księża jak i świeccy.

Delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej bp Wiesław Lechowicz powiedział KAI, że ogromna część Polaków przebywających za granicą żyje faktycznie poza Kościołem. Wskazał, że zarówno duchowni jak i świeccy powinni dokładać starań, by rodacy odzyskali więź ze wspólnotą i systematycznie korzystali z opieki duszpasterskiej Kościoła.

„Nowa ewangelizacja to nie tylko konkretne grupy, szkoły lecz styl duszpasterzowania. Chcemy, by ten styl był coraz bardziej skuteczny” – powiedział bp Lechowicz.

Podczas obrad Prezydium Polskiej Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej dyskutowano też o duszpasterstwie małżeństw i rodzin. Bp Lechowicz w rozmowie z KAI wyraził nadzieję, że wkrótce wydany zostanie zapowiadany dokument Episkopatu na ten temat. „Środowisko emigracyjne jest bardzo specyficzne, ponieważ duża część związków to małżeństwa mieszane, co rodzi ze sobą różne problemy natury prawnej i egzystencjalnej” – przyznał bp Lechowicz dodając, że duszpasterstwo małżeństw jest szczególnie istotny polem działalności Kościoła.

Delegat KEP zaznaczył, że w takich krajach jak Niemcy czy Wielka Brytania większość polskich emigrantów z ostatnich lat to ludzie młodzi. Zawierają oni związki sakramentalne ale i takie, które nie są pobłogosławione przez Kościół. „Bardzo zależy nam na tym, żeby utrzymywać z nimi kontakt i towarzyszyć im w życiu małżeńskim i rodzinnym” – zadeklarował bp Lechowicz.

Uczestnicy spotkania zastanawiali się też nad tym, w jaki sposób włączyć się w obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. W każdym kraju Polonia organizuje różnego rodzaju spotkania, konferencje, akademie czy inne wydarzenia. „Nie chodzi jednak wyłącznie o jubileuszową aktywność ale przede wszystkim o systematyczną pracę zmierzającą do utrzymania i pogłębienia tożsamości narodowej, bo to też jest bardzo ważne” – zaznaczył bp Lechowicz.

Delegat KEP zwrócił uwagę, że duszpasterstwo polonijne szło prowadziło swoją pracę dwutorowo: z jednej strony - ściśle religijną, prowadząc posługę sakramentalną, z drugiej zaś – troszcząc się o pogłębianie tożsamości patriotycznej i narodowej. Delegat KEP zwrócił uwagę, że większość szkół polonijnych to szkoły powstałe przy polskich parafiach i ośrodkach duszpasterskich – tak jest zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Europie.

Biskup poinformował, że w dniach 28 lipca - 5 sierpnia odbędzie się w Warszawie Kongres Młodzieży Polonijnej. Bp Lechowicz wyraził nadzieję, że wydarzenie to będzie służyło nie tylko uczestnikom wydarzenia – przedstawicielom ośrodków polonijnych z całego świata – ale też duszpasterstwu w samych ośrodkach polonijnych, „na dole”.

Bp Lechowicz podkreśla, że celem Kongresu jest zainspirowanie świeckich żyjących za granica do wpierania duchownych. Choć bowiem w całym świecie pracuje z Polonią około 2 tysięcy księży, to jednak jest to liczba niewystarczająca, by można było docierać do większości naszych rodaków. Tymczasem w różnego typu przedsięwzięcia duszpasterskie powinni być włączani katolicy świeccy, także ludzie młodzi. „Chcielibyśmy, żeby swoje energie, siły, idealizm wykorzystywali we wspólnocie Kościoła” – tłumaczy bp Lechowicz.

Przypomnijmy, że wczoraj, także pod przewodnictwem bp. Wiesława Lechowicza odbyło się spotkanie Komisji KEP ds. Polonii i Polaków za Granicą.

Podczas obrad m.in. podsumowano ubiegłoroczne Kongresy Nowej Ewangelizacji, które odbyły się we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Bp Lechowicz w dzisiejszej rozmowie z KAI wyraził nadzieję, że wydarzenia te zdynamizują polonijne duszpasterstwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem