Reklama

Dzisiaj światu potrzeba dobroci

2014-05-06 15:06

Ks. Józef Gaweł SCJ
Niedziela Ogólnopolska 19/2014, str. 22-23

Archiwum Jasnej Góry

Trudno mu było pogodzić się z rolą „więźnia” w Pałacu Apostolskim, dlatego wychodził po kryjomu na przechadzki po Rzymie. Dobry Papież tęsknił do kontaktu ze zwykłymi ludźmi. Szybko zjednywał sobie zarówno ludzi prostych, jak i pochodzących z „wyższych sfer”

Przeżyliśmy niezwykłe wydarzenie: kanonizację papieży – Jana XXIII i Jana Pawła II. Jakie pozostaną w nas owoce tej kanonizacji? Obaj nowi święci papieże są pod wieloma względami podobni do siebie, ale mają też oczywiście swoje rysy charakterystyczne. Św. Jana Pawła II cały świat chrześcijański nazywa m.in. papieżem Bożego Miłosierdzia czy papieżem rodziny. Natomiast św. Jana XXIII najczęściej nazywa się papieżem dobroci. Wydaje się, że owocem tej kanonizacji powinna być troska każdego z nas o dobroć w życiu codziennym.

Dobroć – najwyższa wartość na świecie

Znany rosyjski pisarz Władimir Sołouchin, który żył w okresie panowania reżimu komunistycznego, nie bał się krytykować władz za niszczenie świątyń prawosławnych i ikon. Pisał on, że żadna urbanizacja ani rozwój techniki nie mogą zagłuszyć w sercu człowieka potrzeby życia duchowego. Nauka może w ciągu kilku minut zniszczyć nawet najwyższą górę – Everest, nie jest ona jednak w stanie uczynić lepszym człowieka i jego serca. Najwyższą wartością, która istnieje na świecie, jest dobroć. Jeżeli się jej nie pielęgnuje i nie pomnaża w ludziach, jeżeli nie staje się ona coraz większa, a produkuje się tylko maszyny i inne urządzenia techniczne, to znaczy że jesteśmy na drodze pozornego postępu. Sobór Watykański II uczy: „Zakłócenia równowagi, na które cierpi dzisiejszy świat, w istocie wiążą się z bardziej podstawowym zachwianiem równowagi, które ma miejsce w sercu ludzkim” (KDK 10).

Nasz polski pisarz i podróżnik Arkady Fiedler napisał w jednej z książek, że gdy chodził po różnych cmentarzach w wielu krajach świata, nigdy nie spotkał napisów: najmądrzejszy, najładniejszy, najbogatszy. Natomiast wszędzie spotykał napisy: „najlepszej żonie” czy „matce” lub „najukochańszej osobie na świecie”. Mądrość bowiem i piękno pozostają na ziemi, a na „drugą stronę” idzie za człowiekiem tylko dobroć. Jest on bowiem wart tyle, ile dobrego uczyni w życiu. Bo „człowieka należy mierzyć miarą serca” – jak uczył św. Jan Paweł II.

Reklama

Inny nasz znany powieściopisarz historyczny Antoni Gołubiew napisał: „Najwyższym przywilejem człowieka jest możność czynienia dobra. Jesteśmy powołani, by za naszym pośrednictwem coraz więcej realizowało się dobra. Każdy czyn dobry ma wartość nieskończoną”.

Każdy może być dobry

Chrześcijanin nie powinien jednak ulegać pesymizmowi i narzekać na ogarniające świat ciemności. W tych ciemnościach powinien zapalać promyki światła i czynić dobro. Powinien dostrzegać dobro i powtarzać: „Ludzie są dobrzy” oraz wierzyć, że każdy człowiek może być dobry. Powinien także pokazywać dobro, które czyniły i czynią w swoim życiu konkretne osoby. Św. Jan Paweł II w rozmowie z kapłanami z Polski mówił: „Jest tylu dobrych ludzi w Polsce; dlaczego ich nie widać?”. Ukazywanie dobrych ludzi jest i powinno być zachętą do optymizmu oraz mobilizacją do podobnego działania.

Św. Jan XXIII jest dla nas wszystkich wzorem dobroci w życiu codziennym. Jest także zachętą do naśladowania go. W swoim codziennym postępowaniu kierował się on „logiką serca”. Możemy na niego, jako przykład dobroci, popatrzeć przez pryzmat jego życia i nauczania. To nauczanie jest zawarte przede wszystkim w jego codziennych zapiskach wydanych jako „Dziennik duszy”. Czytamy tam: „Ty, o Jezu, byłeś zawsze dla mnie dobry, byłeś najłagodniejszym Barankiem, nazwałeś mnie swoim przyjacielem…”.

Być łagodnym i pokornego serca

Jan XXIII napisał: „Nie ma nic doskonalszego od dobroci. Ludzki umysł może szukać innych znakomitych darów, lecz żaden z nich nie może się porównać z dobrocią. Dobroć jest tej samej natury, co sam Syn Boży, który stał się człowiekiem, i jest istotą wszystkiego, czego On nas uczył słowem i przykładem. (…) Jezus nie powiedział nam: Uczcie się ode mnie, bo jestem Synem Ojca Niebieskiego. Nie pokazał nam, jak stworzyć niebo i ziemię lub okryć słońce płaszczem chwały, lecz jak być łagodnym i pokornego serca. To jest postawa dobroci. Kiedy zrozumiemy tajemnicę dobroci i uczynimy ją własną, znajdziemy pewną drogę do przezwyciężenia trudności i niepowodzeń w naszym ziemskim życiu”. Życie Jezusa Chrystusa było wzorem całego życia św. Jana XXIII. Od swego Mistrza i Nauczyciela nauczył się praktykowania braterskiej miłości i cierpliwości, wyrozumiałości, a przede wszystkim prostoty i pokory w stosunku do każdego człowieka. Z głębokiej przyjaźni z Chrystusem wypływały jego pogoda ducha i zaufanie oraz odwaga w działaniu. Już jako 20-letni młodzieniec wysłany na studia do Rzymu zapisuje słowa, które świadczą o jego dojrzałości duchowej: „Nie szukam i nie pragnę chwały tego świata, ale oczekuję wielkiej chwały na tamtym świecie. Choćby miano mnie zdeptać, chcę być cierpliwy i dobry aż do heroizmu. Przede wszystkim chcę nadal odpłacać dobrym za złe i zawsze wyżej stawiać Ewangelię niż sztuczki ludzkiej polityki”. Natomiast w 1945 r. do swojej bratanicy Henryki napisał: „Pan dał mi wiele szczęścia w życiu, ponieważ w końcu, po długim czasie, przyzwyczaiłem się nie zwracać uwagi na wady innych ludzi, lecz myśleć o licznych wadach własnych. Nauczyłem się milczeć, przebaczać od razu i z serca, czynić dobrze tym, którzy mnie skrzywdzili…”.

Brat i ojciec

Dziecięca prostota – połączona z dobrocią i humorem – była cechą charakterystyczną życia Jana XXIII. Czuł się bratem biskupów i kapłanów oraz ojcem wszystkich chrześcijan, a określenia „brat” i „ojciec” nie były tylko często powtarzanymi frazesami. Jego braterstwa i ojcostwa doświadczali wszyscy, którzy się z nim spotkali. Dlatego nazywano go: papieżem dobroci, papieżem uśmiechu, papieżem wszystkich, przyjacielem wszystkich czy proboszczem całego świata. Zasłużył sobie na takie określenia. W swoim „Dzienniku duszy” pisał: „Czujna dobroć, cierpliwa i pobłażliwa, lepiej i szybciej działa aniżeli surowość i rózga. Nie mam pod tym względem ani złudzeń, ani wątpliwości”.

Podobne słowa zanotował, kiedy został mianowany patriarchą Wenecji: „Będę szedł dalej swoją drogą, zgodnie z moim usposobieniem. Pokora, prostota, zgodność w «słowach i czynach» z Ewangelią, nieustraszona łagodność, cierpliwość niedająca się zwyciężyć, ojcowska, nienasycona gorliwość o dobro dusz”. W Wenecji można go było spotkać siedzącego w kafejce na placu św. Marka i rozmawiającego z mieszkańcami miasta. Zawsze troszczył się o to, aby mieć bezpośredni kontakt z ludźmi. Mawiał: „Taka jest rola pasterza: liczyć owce jedna po drugiej”. Starał się wiernie naśladować Chrystusa Dobrego Pasterza. Realizował to w codziennej pracy duszpasterskiej, w której wyrażał swój ojcowski stosunek do ludzi.

Uśmiech to słońce, które wschodzi na ustach

Jako papież tęsknił do kontaktu z prostymi ludźmi. „Po południu spędzę parę chwil ze zwykłymi ludźmi, których jedynym tytułem jest godność istot ludzkich i dzieci Bożych” – pisał. Takim sposobem postępowania podbił serca rzymian. Trudno mu było pogodzić się z rolą „więźnia” w Pałacu Apostolskim, dlatego wychodził po kryjomu na przechadzki po Rzymie. Dzięki takiej filozofii życia i podejściu do drugiego człowieka szybko zjednywał sobie zarówno ludzi prostych, jak i pochodzących z „wyższych sfer”. Przy tym emanowały z niego życzliwość i radość człowieka Bożego zaangażowanego całkowicie w sprawę głoszenia Ewangelii wszystkim ludziom. Uważał się za proboszcza i duszpasterza całego Kościoła. Odwiedzał nie tylko parafie, ale także szpitale i więzienia, wszędzie umiał nawiązywać serdeczny i bezpośredni kontakt z ludźmi – przychodziło mu to bardzo łatwo. Nosił w sobie Chrystusowy pokój, który udzielał się wszystkim. „Tym, co najważniejsze w życiu, jest Jezus Chrystus, Jego święty Kościół, Jego Ewangelia, prawda i dobroć”– zapisał pod koniec swego życia.

Mimo 81 lat życia do końca pozostał podobny do dziecka poprzez swój serdeczny i szczery, pełen dobroci uśmiech. Ten uśmiech na jego twarzy pozostał nawet po śmierci – jak twierdzi jego osobisty sekretarz ks. Loris Capovilla, ostatnio mianowany kardynałem przez papieża Franciszka. Pewnego razu Jan XXIII powiedział do niego: „Loris, ciało ludzkie może się zestarzeć, ale nie oczy i uśmiech. Uśmiech to słońce, które wschodzi na ustach”.

Tenże osobisty sekretarz, żegnając się z Janem XXIII przed jego śmiercią, powiedział do niego: „Ojcze Święty, jestem biednym księdzem. Ty zasługiwałeś, aby mieć przy sobie kogoś lepszego. Lecz starałem się służyć Ci z całym oddaniem. Proszę o przebaczenie, że niekiedy nie spełniłem Twoich oczekiwań i pragnień”. Wtedy usłyszał odpowiedź: „Loris, zostawmy teraz te przeprosiny. Słuchaj, proszę… Ja znosiłem twoje braki, ty znosiłeś moje. Wiesz, co było najważniejsze? Że nie zatrzymywaliśmy kamieni, które były na nas rzucane, ale je odrzucaliśmy, milczeliśmy, cierpieliśmy, modliliśmy się, działaliśmy, kochaliśmy i przebaczaliśmy”. To były ostatnie i wielkie słowa, które św. Jan XXIII przekazał swojemu sekretarzowi. I te słowa świadczą najlepiej o postawie całego jego życia.

Wzór dla współczesnego świata

Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński, który cieszył się wielkim zaufaniem Jana XXIII i jako ostatni został przyjęty na audiencji papieskiej, modlił się, aby „Bóg, Dawca chwały, pozwolił, wcześniej czy później, że będziemy oglądać go na ołtarzach jako wzór najbardziej potrzebny współczesnemu światu”. W czasie jego beatyfikacji w 2000 r. Jan Paweł II powiedział: „W pamięci wszystkich utrwalił się obraz papieża Jana z uśmiechem na twarzy i ramionami szeroko otwartymi, przygarniającymi cały świat. Iluż ludzi urzekła prostota jego serca, połączona z głęboką znajomością człowieka i jego spraw! Powiew nowości, jaki wniósł ten papież, nie dotyczył doktryny, ale raczej sposobu jej przedstawiania; nowy był jego styl mówienia i działania oraz pełen sympatii sposób obcowania ze zwykłymi ludźmi i możnymi tego świata”.

Św. papież Jan XXIII został dany „jako wzór najbardziej potrzebny współczesnemu światu”. Oto najlepsze określenie tego historycznego wydarzenia, jakim jest ostatnia kanonizacja. W dzisiejszym świecie, gdzie wokół nas wiele nienawiści, gniewu i nieporozumień, Opatrzność Boża daje Kościołowi taki wspaniały przykład i wzór. Gdy widzimy, że człowiek jest wewnętrznie rozdarty i że z tego powodu całe życie ludzi – czy to jednostkowe, czy zbiorowe – przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna między dobrem i złem, między światłem i ciemnością (por. KDK 13), tym bardziej potrzebny jest nam taki piękny wzór życia, dobroci i pokoju. Papież Franciszek z okazji 50. rocznicy śmierci Świętego wypowiedział takie słowa: „Papież Jan przekazywał pokój, ponieważ miał duszę głęboko pokojową. Pokój, jaki przekazywał, był naturalny, pogodny, serdeczny. To pokój, który wraz z jego wyborem ukazany został światu i nazwano go dobrocią”.

Módlmy się: „Boże Ojcze, który w świętym Janie XXIII, Twoim pokornym i wiernym słudze, dałeś całemu Kościołowi i każdemu człowiekowi żywy obraz dobroci i łagodności Jezusa Dobrego Pasterza, który czyni nas Twoim ludem, spraw za przyczyną żarliwej modlitwy Jana XXIII, abyśmy w posłuszeństwie i pokoju podążali drogami tego świata ku szczęśliwej pełni i Twojej, Boże, bliskości. Przez wstawiennictwo świętego Papieża, który doświadczał radości życia w rodzinie, pozwól, aby nasze rodziny zaznały pokoju i pogody ducha”.

Tagi:
papież Jan XXIII

Reklama

Relikwie św. Jana XXIII w jego rodzinnych stronach

2018-05-24 17:18

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Peregrynacja ciała Jana XXIII

24 maja o godz. 7,00 w Bazylice św. Piotra miała miejsce szczególna uroczystość – kard. Angelo Comastri, archiprezbiter bazyliki watykańskiej i wikariusz papieża dla Państwa Watykańskiego, bp Vittorio Lanzani, delegat Administracji Bazyliki św. Piotra, liczni biskupi z Lombardii, którzy w tych dniach przebywają w Watykanie na spotkaniu Episkopatu Włoch, kanonicy Bazyliki Watykańskiej oraz pracownicy Bazyliki żegnali św. Jana XXIII, którego relikwie, za zgodą Papieża Franciszka, transportowano w jego rodzinne strony do Bergamo i Sotto il Monte.

Od czasów jego beatyfikacji ciało zmarłego Papieża znajduje się w przezroczystym sarkofagu w ołtarzu św. Hieronima w prawej nawie Bazyliki. Po krótkiej ceremoni pożegnalnej, sarkofag wyniesiono ze świątyni przez boczne drzwi zwane Drzwiami Modlitwy, gdzie czekał specjalnie przygotowany do transportu papieskich relikwii karawan.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja relikwii św. Jana XXIII

Auto wyruszyło z Watykanu o godz 7.20, a eskortowali go watykańscy żandarmi – przyjazd do Bergamo zaplanowano na godz. 15.30. Relikwie będą tam wystawione trzy dni – pierwszym etapem będzie miejscowe więzienie (ma to przypomnieć historyczną wizytę Jana XXIII w rzymskim więzieniu Regina Coeli, 26 grudnia 1958 r., kilka tygodni po jego wyborze na Stolicę Piotrową), następnie seminarium diecezjalne, które jest dedykowany właśnie Papieżowi, a następnie katedra, gdzie sarkofag będzie eksponowany aż do niedzieli, 27 maja.

Następnie sarkofag zostanie przewieziony do Kaplicy „Nostra Signora della Pace” w pobliskiej miejscowości Sotto il Monte, gdzie 25 listopada 1881 r. urodził się Angelo Roncalli.

Po drodze relikwie św. Jana XXIII „odwiedzą” Sanktuarium Matki Bożej Cornabusa w dolinie Imagna (Papież był bardzo przywiązany do tego sanktuarium , a 1958 r. przewodniczył nawet koronacji obrazu NMP) i klasztor w Baccanello Calusco.

Podczas wystawienia w Sotto il Monte najważniejszymi inicjatywami będą: procesja diecezjalna w Corpus Domini, w czwartkowy wieczór, 31 maja, której będzie przewodniczył biskup Bergamo, Francesco Beschi, a 3 czerwca - Msza św. upamiętniająca rocznicę śmierci Jana XXIII (w 1963 r., w piątym roku pontyfikatu) pod przewodnictwem arcybiskupa Mediolanu, Mario Delpiniego; koncelebrować będą wszyscy biskupi Lombardii. Wreszcie, 10 czerwca, doczesne szczątki Papieża Jana powrócą do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej dotyczącego listu otwartego nauczycieli

2019-04-23 20:05

xdm / Świdnica (KAI)

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, iż zarzuty wobec Biskupa Świdnickiego są bezpodstawne ze względu na szerszy kontekst wypowiedzi - czytamy w przesłanym KAI komunikacie kurii diecezji świdnickiej. Dokument odnosi się do zarzutów środowiska nauczycielskiego wobec słów bp. Ignacego Deca, wypowiedzianych podczas wielkoczwartkowej homilii, w których odniósł się do trwającego strajku nauczycieli.

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej dotyczącego listu otwartego nauczycieli ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Świdnicy.

W liście z dnia 19 kwietnia 2019 r. przekazanym przez grono pedagogiczne Szkoły Podstawowej nr 4 w Świdnicy, zawarte zostały nieprawdziwe stwierdzenia:

1. „Sugerowanie parafianom jakoby nauczyciele nie wywiązują się ze swojej misji i nie trwają przy swoich uczniach do końca jest wysoce niesprawiedliwe i krzywdzące tę grupę zawodową, która – jak żadna inna – poświęca się ich edukacji i wspiera w wychowaniu”.

2. „skłócanie społeczeństwa ze sobą poprzez przywoływanie na mszy bolesnych, nawiązujących do tragicznych przykładów z naszej historii, a tym samym nieadekwatnych do obecnej sytuacji społecznej”.

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, iż powyższe zarzuty wobec Biskupa Świdnickiego są bezpodstawne ze względu na szerszy kontekst wypowiedzi. Dla właściwej interpretacji wypowiedzianych słów, które stanowiły impuls dla Autorów listu otwartego, należy zauważyć, że Ksiądz Biskup Ignacy Dec podczas homilii wygłoszonej w Wielki Czwartek w trakcie liturgii Wieczerzy Pańskiej, odwołując się do przesłania i treści tego dnia, zwrócił uwagę na wynikającą z wydarzeń Wieczernika wieloraką postawę służby bliźniemu.

Poniżej fragment homilii:

„Drodzy bracia i siostry, Podczas Ostatniej Wieczerzy bardzo wymownym gestem był obrzęd umycia nóg (…). To wieczernikowe umycie nóg, które jest symbolem służby drugim, stało się szczególnym zobowiązaniem uczniów Chrystusa. Jest ono istotą miłości, osnową nowego przykazania, które zostało ogłoszone właśnie w Wielki Czwartek. Dlatego dziś, tego wieczoru, śpiewamy pieśni wzywające nas do przestrzegania tego najważniejszego przykazania: "Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem"; "Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego". Oto nasze zadanie rodzące się z Eucharystii. Przez celebrację Mszy św. nie tylko wchodzimy w jedność z Bogiem, ale jesteśmy z niej posyłani, by służyć drugim i tworzyć z nimi jedną rodzinę dzieci Bożych.

W ubiegłym tygodniu w ramach wizytacji kanonicznej odwiedziłem z ks. proboszczem dwoje chorych osób. Byli to małżonkowie, już w bardzo podeszłym wieku; on - lat 92, ona - 88. Zimą 1940 roku wraz ze swoimi rodzicami zostali zesłani na Sybir, w krainę głodu i mrozu. Byli tam dwa lata a potem 4 lata w Kazachstanie. Cudem wrócili do Polski. Pobrali się. Urodzili i wychowali czworo dzieci. Złożyli świadectwo, że przetrwali dzięki modlitwie i niesieniu sobie wzajemnej pomocy. Lata małżeńskie przeżyli w miłości i zgodzie. Dziś ksiądz z parafii przynosi im Komunię Świętą. Otrzymują w Niej moc - jak mówią - do wzajemnej służby.

Dlaczego dzisiaj kuleje miłość w rodzinach? Może dlatego, że brak jest modlitwy, ze nie docenia się mocy Eucharystii. Zobaczcie, ile ludzi chodzi do kościoła. W naszej diecezji niecałe 30%. W Wałbrzychu gdzieś koło 10%. A we wschodnich diecezjach około 60 – 70%. A reszta? I potem mamy mieć dobrze wychowanych ludzi, dobrych nauczycieli? Korczak poszedł na śmierć z dziećmi do komory gazowej, nie zostawił ich, a dzisiaj różnie bywa. Dajemy dzieci komuś i czasem oni pilnują swoich spraw, a nie tych, którym powinni służyć.

Przepraszam, że to mówię, ale to jest też coś, co nas boli. My się modlimy. Nie chcemy tu być stroną jednych czy drugich. Modlimy się, żeby to się rozwiązało po Bożemu, bo nauczyciele też muszą być wynagradzani, bo to jest wielka służba, trudna służba i bolejemy, jak ona kuleje”.

Mamy głęboką nadzieję, że powyższe informacje ostudzą trwającą w mediach dyskusję, a przy tym pomogą zdezorientowanym odbiorcom przekazów medialnych na temat nauczania Księdza Biskupa Ignacego Deca uzyskać pełny i rzetelny obraz głoszonego słowa.

Ks. dr Daniel Marcinkiewicz

Rzecznik Świdnickiej Kurii Biskupiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem