Reklama

Głosić Chrystusa każdemu człowiekowi (2)

2014-06-16 13:56


Niedziela Ogólnopolska 25/2014, str. 16-17

Ks. Paweł Rytel-Andrianik

W pierwszej części rozmowy abp Stanisław Budzik przedstawił główne założenia projektu ewangelizacyjnego „Przyjdź do Źródła. Rekolekcje dla spragnionych”: w czasie 5 lat wszystkie parafie archidiecezji lubelskiej objęte są peregrynacją kopii Krzyża Trybunalskiego z relikwiami Drzewa Krzyża Świętego oraz misjami ewangelizacyjnymi. Z abp. Stanisławem Budzikiem, metropolitą lubelskim – rozmawia Urszula Buglewicz

URSZULA BUGLEWICZ: – Czas nawiedzenia jest szczególnym czasem zarówno w życiu osób, jak i wspólnot. Pamięta Ksiądz Arcybiskup którąś z peregrynacji w sposób szczególny?

ABP STANISŁAW BUDZIK: – W najnowszą historię Kościoła w Polsce wpisała się przede wszystkim peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Pamiętam z dzieciństwa „pierwszą serię” peregrynacji, kiedy po diecezji tarnowskiej wędrowały jedynie symbole Nawiedzenia: księga Ewangelii i świeca. W wielu parafiach umieszczano wtedy obraz Matki Bożej Częstochowskiej zasłonięty kratami. Druga peregrynacja, z kopią Obrazu Jasnogórskiego, przeżywana była już w wolnej Polsce, uroczyście, z licznym udziałem wiernych i pożytkiem duchowym dla parafii. Jako rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie miałem okazję przeżywać peregrynację we wspólnocie seminaryjnej. Wpisała się ona w pamięć i formację duchowną ówczesnych wychowawców i alumnów.
Peregrynacja Krzyża w archidiecezji lubelskiej ma może mniej uroczystą oprawę, ale trwa dłużej. Chodzi o to, aby trwać przy Chrystusie, wypłynąć na głębię, przemyśleć i przemodlić wiele spraw, zaprzyjaźnić się z Chrystusem i Jego krzyżem, tak aby to spotkanie przyniosło trwałe owoce zarówno dla konkretnych ludzi, jak i całej wspólnoty parafialnej.

– Czas misji wpisuje się w przeżywanie wielkich jubileuszy w wymiarze ogólnopolskim i lokalnym. Proszę o kilka słów refleksji.

– Najbliższe lata, w których przewidzieliśmy ewangelizację i peregrynację w parafiach, to czas ważnych dla lokalnego Kościoła wydarzeń i rocznic. W tym roku mija 300 lat nieprzerwanego istnienia seminarium duchownego, które najpierw przez 100 lat funkcjonowało dla diecezji krakowskiej, a później 200 lat dla lubelskiej. Przez 150 lat prowadzili je misjonarze, których charyzmatem było wychowywanie kapłanów, i 150 lat – kapłani diecezjalni. Istnienie seminarium w tym samym miejscu, na Żmigrodzie, w pięknym rejonie naszego miasta, jest bezcenne i dla nas ogromnie ważne. Powołania kapłańskie są sprawą niezwykle ważną dla funkcjonowania Kościoła. Wprawdzie mamy jeszcze w Polsce sporo powołań, ale jest ich wyraźnie mniej, dlatego potrzebna jest intensywna modlitwa w intencji powołań, żeby nam – przy całym szacunku dla powszechnego kapłaństwa wiernych i podkreślaniu jego znaczenia – nie zabrakło kapłaństwa ministerialnego. Do intensywnej modlitwy o powołania zachęcił nas papież Franciszek podczas lutowej wizyty „ad limina Apostolorum” biskupów polskich.
W roku 2015 będziemy przeżywać 250. rocznicę koronacji obrazu Matki Bożej Chełmskiej. To jedna z najstarszych ikon wschodnich, z przełomu XI i XII wieku, czczona w Chełmie przez setki lat, zarówno w Kościele prawosławnym, jak i grekokatolickim oraz rzymskokatolickim. Jubileusz to okazja do podkreślenia kultu maryjnego, który odgrywa ważną rolę w naszej diecezji, i pogłębienia go. Mamy się wpatrywać w Maryję jako naszą Przewodniczkę w wierze, w dziele ewangelizacji, w miłości do Chrystusa, w trosce o człowieka w jego codziennych sprawach. W archidiecezji lubelskiej istnieją także sanktuarium w Wąwolnicy, sięgające tradycji średniowiecznej, i nowe sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w katedrze, od czasu tzw. cudu lubelskiego w 1949 r. Z maryjnym rysem wiąże się też obraz Matki Bożej Latyczowskiej, będący kopią obrazu Matki Bożej „Salus Populi Romani” z Bazyliki Santa Maria Maggiore. Historia tego obrazu, licząca ok. 400 lat, wpisała się w dzieje wschodnich obszarów dawnej Rzeczypospolitej. Papież Klemens XVIII podarował ten obraz dominikanom, udającym się na Ruś, do Latyczowa z zadaniem głoszenia Ewangelii. Niezwykła była wędrówka tego obrazu przez wieki. Odbierał cześć w Latyczowie, we Lwowie, znowu w Latyczowie, w Winnicy, Warszawie, Lubomlu i Łucku. Po II wojnie światowej został przywieziony do Lublina i przechowany był przez Zgromadzenie Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej. W tym roku chcemy przenieść go do kościoła pw. Matki Bożej Różańcowej, gdzie będzie odbierał cześć. Wdzięczni jesteśmy siostrom służkom za wierną straż przy obrazie przez prawie 70 lat.
Rok 2016 to Światowe Dni Młodzieży, przyjazd papieża Franciszka do Polski, oraz 1050. rocznica chrztu Polski. To wielka i dobra okazja do ożywienia pracy z młodzieżą. Nasze rekolekcje ewangelizacyjne bardzo dobrze wpisują się w tę rocznicę, bo apelują do chrześcijanina, aby przypomniał sobie zobowiązania wynikające z sakramentu chrztu, aby uwierzył, że Bóg kocha nas tak bardzo, iż posłał na świat swojego Syna – nie po to, aby świat potępił, ale aby go zbawił. Bóg nas kocha – jak dosadnie powiedział Benedykt XVI – nawet w łachmanach syna marnotrawnego. Byliśmy ochrzczeni jako dzieci, dlatego musimy przejść drogę osobistego wyboru Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Rekolekcje ewangelizacyjne stanowią doskonałą okazję do dokonania takiego wyboru.
Rok 2017 to jubileusz 600-lecia praw miejskich Lublina, miasta z niezwykłą historią, której symbolem może być unia lubelska zawarta na Zamku Lubelskim. W 2018 r. minie sto lat od założenia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Chcemy z tej okazji zaprosić do Lublina Konferencję Episkopatu Polski na zebranie plenarne, na uczelnię, z którą przez 24 lata był związany Karol Wojtyła – św. Jan Paweł II. Lublin to miasto spotkania i dialogu kultur oraz religii i wyznań. To miasto inspiracji, gdzie Duch Święty daje ludziom dobre natchnienie. To miasto fascynuje: zarówno jego przeszłość, jak i teraźniejszość oraz przyszłość, w którą wspólnie spoglądamy z nadzieją.

– Zakończenie misji ewangelizacyjnych przewidziane jest po ponad 5 latach od ich rozpoczęcia, również w roku jubileuszowym...

– W 2019 r. będziemy przeżywać 450. rocznicę podpisania unii lubelskiej. Kiedy obchodzono 440. rocznicę, przyjechałem na tę uroczystość z Warszawy, zaproszony przez abp. Józefa Życińskiego. Uczestniczyli w niej prezydenci krajów, które kiedyś tworzyły wielką Rzeczpospolitą, otrzymali doktoraty honorowe KUL. Myślę, że nasze miasto, Kościół i cała Polska odpowiednio uczczą kolejną rocznicę tego wydarzenia, aby przypomnieć, jaką rolę odegrały polska kultura i miasto Lublin w integracji narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Polska była wówczas krajem, w którym nie było wojen religijnych, lecz prowadzony był dialog międzywyznaniowy i międzyreligijny. Mówiąc o wielokulturowości, warto też spojrzeć na historię Żydów mieszkających tu przez setki lat. Przed wojną Lublin był nazywany „Jerozolimą Królestwa Polskiego”. Także dziś mieszka tu mała wspólnota, nawiązująca do tradycji lubelskiej jesziwy – znanej w całym świecie uczelni rabinistycznej.

– Przy tak bogatej historii Lublina i Polski, splecionej z chrześcijaństwem, trudno nie zapytać: czy nasza ojczyzna i diecezja potrzebują jeszcze głoszenia podstawowych prawd wiary?

– Nie ulega wątpliwości, że potrzebują. Wzrasta liczba ludzi dystansujących się od Kościoła i wiary. Także wierzącym trzeba przypominać, co stanowi sedno Ewangelii, czyli Radosnej Nowiny. Czasem nam się wydaje, że zasadnicze prawdy naszej wiary, mówiące o tym, że Bóg nas stworzył z miłości, że nas odkupił przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa są tak oczywiste, iż nie trzeba ich głosić i nieustannie przypominać. Kierujemy się nierzadko w stronę spraw marginalnych, pędzimy za sensacjami, pociągają nas objawienia prywatne, także te nieuznawane przez Kościół, lawinowo rośnie zapotrzebowanie na egzorcyzmy, Msze św. o uzdrowienie... Tymczasem głównym obowiązkiem Kościoła jest głosić kerygmat, czyli podstawowe prawdy o naszym zbawieniu, o Bogu, który nas stworzył i kocha, o Chrystusie, który został posłany dla naszego zbawienia, o Duchu Świętym, który żyje w sercu każdego chrześcijanina, o potrzebie osobistej decyzji opowiedzenia się za Chrystusem. Trzeba powrócić do ducha Dziejów Apostolskich, do pierwotnego Kościoła, który te prawdy głosił z wielką mocą i przyciągał wielu ludzi do Chrystusa i Ewangelii. Jakże aktualne są słowa papieża Franciszka o radości, jaka płynie z nawiązania głębokiej więzi z Chrystusem i z głoszenia Jego Ewangelii. Przyjmujemy jego wezwanie do nawrócenia, do przeobrażenia misyjnego i duszpasterskiego całego Kościoła, od papieża, przez biskupów i kapłanów aż do każdego człowieka wierzącego.

– W odkrywaniu Chrystusa w codziennym życiu z pewnością pomoże nam św. Jan Paweł II.

– Mieliśmy w Lublinie wielkie szczęście, że z naszym miastem byli związani dwaj wybitni ludzie Kościoła w Polsce: św. Jan Paweł II i sługa Boży kard. Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia studiował tu jako młody kapłan, ukrywał się w czasie II wojny światowej, był w Lublinie biskupem i Wielkim Kanclerzem KUL-u. Przez całe życie miał serdeczny stosunek do naszego miasta i uniwersytetu. Jan Paweł II przez 24 lata regularnie podróżował do Lublina na wykłady, brał też udział w wydarzeniach życia religijnego diecezji. To było czwarte miasto jego życia – po Wadowicach, Krakowie i Rzymie. Jak podkreślał kard. Stanisław Dziwisz, po ulicach naszego miasta chodził święty. Jego kanonizacja to szczególne wydarzenie dla Lublina, okazja do wielkiej duchowej mobilizacji. Musimy sobie uświadomić, że św. Jan Paweł II nie chciał, byśmy jego stawiali w centrum. On zawsze prowadził do Chrystusa, Odkupiciela człowieka. Od swojej pierwszej encykliki aż po wielki jubileusz odkupienia głosił kerygmat o odkupieniu człowieka przez Chrystusa. Kiedyś go zapytano, jakie zdanie w Piśmie Świętym jest najważniejsze. Odpowiedział bez namysłu cytatem z Ewangelii wg św. Jana: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (por. J 8, 32). On, który doświadczył w swoim życiu dwóch totalitaryzmów, podkreślał zawsze wyzwalającą moc Ewangelii. Ufam, że Jan Paweł II, jako święty będzie nas jeszcze mocniej prowadził do Chrystusa. Mam nadzieję, że wspominając dar św. Jana Pawła II, nie będziemy się zatrzymywać na nim, ale z całą mocą szukać tego, co było dla niego najważniejsze; że zapamiętamy i wprowadzimy w życie jego naukę, iż nie da się zrozumieć człowieka, nie da się pojąć jego przeszłości i teraźniejszości, nie można zbudować jego przyszłości bez Chrystusa i Jego krzyża.

Tagi:
wywiad abp Wiktor Skworc

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego nie możemy ulec

2018-02-07 10:50

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 15

zeevveez / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Stoimy dziś przed poważnym problemem: Jak ochronić naszą wolność, suwerenność i godność, a jednocześnie przetrwać we współczesnym świecie? Jak zachować godność w świecie, w którym znacząco wzrasta ciśnienie i w którym gwałtownie zmienia się jego porządek? Na Polskę wpływ wywierają dziś różne żywioły: tradycyjnie bardzo silne są tu wpływy i ukryte moce Rosji, tradycyjnie także wielkie wpływy w Polsce mają Niemcy. Teraz – po zmianie rządów w Polsce – wielkie wpływy zdobyły w Warszawie także Stany Zjednoczone i ściśle sprzęgnięta z nimi diaspora żydowska.

Wahania struktury władzy nad Wisłą od 1990 r. niestety – w dużym stopniu – uzależnione są od zmian w hierarchii wpływów zewnętrznych. Mieliśmy zatem rządy wyraźnie ciążące w kierunku Moskwy, koalicje uwzględniające przede wszystkim interesy Berlina, a teraz władzę objęła opcja polityczna wyraźnie czerpiąca inspiracje z Waszyngtonu. Nie może zatem budzić najmniejszego zdziwienia fakt, że wraz ze zwiększeniem amerykańskiej aktywności w Polsce rozbudziły się także postulaty i żądania, które od wielu lat podnoszone są przez światowe ośrodki diaspory żydowskiej.

Atak Tel Awiwu na Polskę był nieprzewidziany tylko dla tych, którzy nie dość pilnie przyglądają się narracji żydowskiej konsekwentnie budowanej wobec Polski, szczególnie przez amerykańską diasporę tego narodu. Do tej narracji przyłączył się obecnie Izrael, władze tego kraju podjęły strategię totalnej konfrontacji z polskim rządem. Komunikat płynący z Tel Awiwu brzmi: Albo całkowicie się poddacie i upokorzycie przed nami, albo zostaniecie wgnieceni w ziemię.

Władze Izraela zaskoczyły Warszawę, gdyż nie da się ukryć, że dzisiejsza Polska należała dotąd do najbardziej przychylnych Izraelowi krajów w Europie. W okresie, gdy lewicowe rządy w europejskich krajach coraz mocniej popierały Palestyńczyków i krytykowały działania Izraela wobec tego kraju, Polska konsekwentnie stała po stronie państwa żydowskiego. Popieraliśmy Izrael i bezwzględnie potępialiśmy działania arabskich organizacji wojskowych i terrorystycznych.

Dziś w Warszawie panuje powszechne zdumienie: Jak wobec oczywistej proizraelskości polskich władz można zrozumieć brutalny i bezczelny atak Izraela na Polskę? Izrael jest tak bardzo przekonany o swojej przewadze i sile w dzisiejszym świecie, że zupełnie nie liczy się ani z polską wrażliwością, ani też z oczywistymi faktami. Polska, która poniosła największe straty w czasie II wojny światowej, teraz jest oskarżana o to, że nieomal pomagała Niemcom w dokonaniu niewyobrażalnych zbrodni.

USA jest dziś u szczytu swojej potęgi, w Waszyngtonie rządzi najbardziej przychylny Izraelowi – od lat – prezydent. To wszystko sprawiło, że niewielkie państwo Izrael rości sobie prawo do dyktowania wydarzeń w Polsce. W tym zamieszaniu nie sposób oczywiście pominąć interesów Rosji i Niemiec. Znaczącym faktem stała się zatem niedawna wizyta premiera Izraela w Moskwie i jego serdeczne uściski wymieniane z Władimirem Putinem. Światowe media tak komentowały to spotkanie: Putin podkreślił, że jest wdzięczny władzom Izraela za postawę wobec historii i dodał: „Jest to szczególnie ważne na tle odbywającego się w niektórych krajach europejskich niszczenia i bezczeszczenia monumentów żołnierzy radzieckich, którzy oddali życie za wyzwolenie więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych, za uratowanie Europy i świata przed nazizmem”.

W tym kontekście odżyły także domysły mówiące o tym, że Niemcy zapłacili już światowej diasporze żydowskiej ogromne kwoty m.in. za to, aby nie były wymieniane już jako sprawca zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Wielu publicystów od dawna snuje także domysły, że postępuje proces poszukiwania tzw. winowajcy zastępczego, na którego przerzuci się część niemieckiej winy. Do tego od wielu miesięcy dochodziły wieści że w USA trwają prace nad wprowadzeniem prawa stanowiącego o tym, że mienie ofiar niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej – w całej Europie – powinno być zwrócone diasporze żydowskiej. W tak mało klarownej atmosferze nagle wybucha gwałtowna awantura z Izraelem, w której żydowskie państwo absolutnie nie liczy się z polską godnością i prawdą wynikającą z badań historycznych.

Jak w takiej sytuacji pozostać wolnym krajem, wolnymi obywatelami i jednocześnie nie dać się uwieść łatwej pokusie wzbudzenia w sobie skrajnych emocji i jak nie dać do siebie dostępu najgroźniejszemu uczuciu – nienawiści?! Właściwie – jako państwo, jako naród i jako pojedynczy ludzie – nie możemy już ustąpić. Nie możemy pozwolić na to, aby w naszym kraju główną rolę zaczęli odgrywać obcy. Musimy twardo stać na swoim stanowisku, otwarci na rozmowy, na wymianę argumentów, ale nieustępliwi, jeśli chodzi o prawdę historyczną i naszą narodową wrażliwość. Stanęliśmy na krawędzi – jeśli nasze władze ją przekroczą, to niestety wszyscy poczujemy się po prostu skrzywdzeni i poniżeni.

Jeśli władzom Izraela chodzi dziś o poniżenie Polaków, to muszą się przekonać, że napotkają twardą postawę. Tylko bowiem twarda postawa potrafi skłonić agresorów do przemyśleń i nie rozzuchwali ich w stosunku do naszych interesów. To ważny moment w naszej historii, on przesądzi o tym, czy będziemy w stanie dalej budować suwerenność naszego kraju.

W Polsce może być biednie, możemy mieć poważne problemy z wewnętrznym porozumiewaniem się i z gospodarką, ale nie wolno nam zrezygnować z poczucia własnej wartości, honoru i godności. To konieczny warunek, po spełnieniu którego nasza wspólnota nadal będzie miała potencjał do rozwoju. Jeśli natomiast damy sobie narzucić narrację, w której jesteśmy postrzegani jako współwinni niemieckich zbrodni, to niestety nic lepszego nas już nie będzie czekało.

Godnością i honorem nikogo się nie nakarmi, jednak bez tego etosu polskość będzie karlała i pogrążała się w marazmie, jakiego zwykle doświadczają narody, które dały się złamać i w konsekwencji skazane są już jedynie na karlenie. Narzucenie Polsce roli pomocnika Niemiec w zbrodni Holokaustu sprawi, że przestaniemy wierzyć w sens trudnego wysiłku budowania naszej trudnej niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

10 celów młodzieżowego spotkania przedsynodalnego w Rzymie

2018-02-20 14:16

abd (KAI) / Rzym

19 marca w Rzymie rozpocznie się młodzieżowe spotkanie przedsynodalne z udziałem młodych ludzi, wybranych przez konferencje episkopatów na całym świecie. Sekretarz generalny Synodu Biskupów kard. Lorenzo Baldisseri podaje 10 powodów, dlaczego to wydarzenie jest ważnym wstępem do październikowego Synodu Biskupów nt. "Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania".

ACKI/pixabay.com

1. Przygotowanie Synodu "młodych i z młodymi"

Jak wyjaśnia kard. Baldisseri, spotkanie przedsynodalne, to wydarzenie, którego bohaterami i protagonistami sa młodzi ludzie, którzy opowiedzą o swoim pokoleniu "swoim językiem, entuzjazmem i swoją wrażliwością". Podkreśla, że jesienny Synod Biskupów jest w swym zamierzeniu wydarzeniem nie tylko "o" młodzieży i "dla" młodych, ale też "Synodem młodych i z młodymi".

2. Słuchanie młodych - kluczowym zadaniem

Kard. Baldisseri przypomina, że słuchanie, to słowo-klucz, wielokrotnie przypominane przez papieża Franciszka. "Podczas tego spotkania przedsynodalnego, będziemy słuchać młodych ludzi 'na żywo', 'bezpośrednio', aby spróbować jak najlepiej zrozumieć ich sytuację: co myślą o sobie samych i o dorosłych, jak przeżywają wiarę i jakie trudności napotykają na drodze bycia chrześcijanami, jak planują swoje życie, z jakimi problemami stykają się rozeznając swoje powołanie, jak widzą Kościół, a jakiego Kościoła pragną" - wylicza purpurat.

3. Wyjście na peryferie

Ważnym aspektem spotkania przedsynodalnego będzie okazja do wysłuchania i zaproszenia do dyskusji młodzieży pochodzącej z tzw. "peryferii egzystencjalnych" i tych, którzy zazwyczaj nie mają możliwości ani odwagi opowiedzieć w Kościele o swojej sytuacji i oczekiwaniach. W marcowych obradach w Rzymie wezmą udział także ci młodzi, którzy nie są katolikami oraz ci, którzy nie są chrześcijanami i nie uważają siebie za ludzi wierzących.

4. Dogonienie młodych

Jak wyjaśnia kard. Baldisseri, Synod w swojej definicji zakłada podjęcie pewnej wspólnej drogi, w tym wypadku: z młodzieżą. Wymaga to wpierw "dogonienia młodych", także tych, którzy są z dala od Kościoła, zrozumienia w jakim momencie życia się znajdują, a następnie wyjaśnienia im, w jaki sposób Kościół chce towarzyszyć im w codzienności.

5. Zdefiniowanie dróg duszpasterskich

"Podążanie naprzód z młodymi oznacza także zdefiniowanie dróg duszpasterskich, które pomoże skonsolidować i wzmocnić inicjatywy, podejmowane w duszpasterstwie młodzieży, odpowiednio do wymagań współczesnej młodzieży" - wyjaśnia kardynał.

6. Wysłuchanie tych, którzy towarzyszą młodym

Spotkanie przedsynodalne będzie okazją do tego, by wysłuchać nie tylko przedstawicieli młodzieży, ale też wychowawców, animatorów i duszpasterzy, którzy są "ekspertami" w dziedzinie towarzyszenia młodym ludziom i umieją zagłębić się w sytuację młodych ludzi.

7. Prowadzenie dialogu międzypokoleniowego

Wymiana doświadczeń i współpraca międzypokoleniowa ludzi młodych i dorosłych, którzy w codzienności nie zawsze potrafią prowadzić konstruktywny dialog - to kolejny cel wspólnego spotkania. Jego owocem będzie opracowanie dokumentu, który zostanie przekazany papieżowi i ojcom synodalnym.

8. Współpraca ponad różnicami kulturowymi

Kard. Baldisseri wyraża też nadzieję, że spotkanie przedsynodalne będzie okazją do dialogu przedstawicieli różnych kultur, wyznań i środowisk i, że zaowocuje on wypracowaniem modelu współpracy, który znajdzie zastosowanie w różnych częściach świata.

9. Refleksja nt. powołania

"Będziemy zadawać sobie pytania o to, jak pomagać młodym w odkrywaniu sensu życia" - zapowiada sekretarz generalny Synodu Biskupów. Przypomina też, że rozeznawanie powołania, to jeden z tematów wybranych przez papieża Franciszka na najbliższy Synod.

10. Dokument dla biskupów

Jak zapowiada hierarcha, obrady przedsynodalne mają też na celu przygotowanie dokumentu, zbierającego opinie młodych ludzi. Zostanie on włączony do Instrumentum Laboris, przygotowywanego przed październikowym Synodem Biskupów. W Niedzielę Palmową zostanie on też przekazany papieżowi Franciszkowi.

Spotkanie przedsynodalne z udziałem ok. 300 młodych delegatów z całego świata odbędą się w Rzymie w dn. 19-24 marca. Kard. Baldisseri podał szczegóły dotyczące tego wydarzenia m.in. podczas ubiegłotygodniowej konferencji prasowej w Watykanie (16 lutego). Z kolei XV Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów będzie obradować w dn. 3-28 października nt. “Młodzież, wiara i rozeznanie powołania”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem