Reklama

Słowo ks. red. Ireneusza Skubisia

2014-07-01 13:44

Ks. inf. Ireneusz Skubiś, Honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 27/2014, str. 3

BOŻENA SZTAJNER

Drodzy Czytelnicy,

Chciałbym poinformować, że po osiągnięciu w roku ubiegłym 75 lat życia i prośbie skierowanej do metropolity częstochowskiego abp. Wacława Depo o zwolnienie mnie ze stanowiska redaktora naczelnego „Niedzieli”, niniejszym będę jej redaktorem honorowym. Pozwolę sobie w związku z tym na garść wspomnień, dotyczących mojej pracy na stanowisku naczelnego „Niedzieli”.

Otóż pracę tę podjąłem 33 lata temu, w 1981 r., z polecenia bp. Stefana Bareły. Była to praca od podstaw, gdyż poza niewielkim pomieszczeniem w dawnym budynku redakcji przy ul. 3 Maja 12 w Częstochowie nic po „Niedzieli” nie pozostało od czasu jej zawieszenia przez komunistów w 1953 r. Starania o reaktywowanie tygodnika, które prowadziłem już wcześniej, zostały zwieńczone sukcesem w 1981 r.: „Niedziela” otrzymała pozwolenie na nakład 100 tys. egz., dostaliśmy przydział papieru na wydawanie 8 stron gazety tygodniowo ze wskazaniem drukarni. Urząd cenzury, który wtedy obowiązywał, mieścił się w miejscu druku gazety – wówczas było to Opole.

Z wielkimi obawami podejmowałem obowiązki redaktora naczelnego „Niedzieli”. Częstochowa nie miała wtedy katolickiego środowiska dziennikarskiego – były to czasy reżimu komunistycznego. Ja sam byłem od kilku lat dyrektorem Wydawnictwa Diecezjalnego i redaktorem naczelnym rocznika „Częstochowskie Studia Teologiczne” – było to pewne ułatwienie w prowadzeniu redakcji, choć praca przy roczniku bardzo różni się od pracy w tygodniku. Pomogło mi trochę to, że przez 16 lat byłem duszpasterzem akademickim i członkiem Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Akademickiego, że zapraszałem do DA wielu ciekawych i mądrych ludzi, duchownych i świeckich, którzy potem odnajdywali się na łamach „Niedzieli”. To lata narodzin i rozwoju „Solidarności”. Nasz rynek prasowy był szczupły, choć wiele diecezji i zakonów starało się o pozwolenie na nowe tytuły prasowe. „Niedziela”, mająca spory jak na tamte czasy nakład, szybko stała się bardzo oczekiwanym przez Polaków pismem ogólnopolskim, mimo że jej kolportaż prowadził tylko Ruch, który był w praktyce agendą PZPR-u i stawiał przed nami trudne wymagania. Spotykaliśmy się jednak z życzliwością różnych środowisk, także tych, które formalnie były skomunizowane.

Reklama

Bardzo życzliwie układała się od początku współpraca z Jasną Górą – przydzielony nam do pomocy o. dr Jerzy Tomziński OSPPE okazał się jakże cennym, kompetentnym i niezwykle oddanym współpracownikiem „Niedzieli”. Znał ją jeszcze z czasów przedwojennych i służył najlepszą radą. Przez „Niedzielę” przewinęło się wiele znanych dziś osób, m.in. Juliusz J. Braun, obecnie prezes TVP. Pracowali u nas ludzie odważni, których system spychał na bocznicę, np. nauczyciele usunięci ze szkół z powodów ideowych, m.in. Krzysztof Wielgut.

Po roku 1989 i częściowo wolnych wyborach sytuacja prasy katolickiej zaczęła ulegać zmianie, zaczęliśmy funkcjonować w nowej rzeczywistości. Zaczęliśmy myśleć o rozszerzeniu objętości pisma, zwłaszcza że wielu biskupów prosiło o stworzenie dodatku diecezjalnego. Podjęliśmy współpracę z wieloma diecezjami, zaczęliśmy zwiększać objętość tygodnika i szukać nowych możliwości kolportażowych. Problemy się oczywiście mnożyły, ale jednocześnie zapał duszpasterzy i biskupów był ogromny. To był piękny i ciekawy czas, wierni chętnie zaopatrywali się w gazety katolickie. „Niedziela” rozwijała skrzydła i stawała się pismem poczytnym i oczekiwanym zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Z czasem jednak sytuacja zaczęła ulegać zmianie – na rynku medialnym pojawiło się wiele nowych tytułów, rosła konkurencja. Dziś pisma katolickie w świadomości ludzi wydają się coraz bardziej spychane na drugi plan. Wielu korzysta z ich internetowej wersji, nieco mniej osób – z wersji papierowej.

Dzisiejsza „Niedziela” ma 19 edycji diecezjalnych, wydajemy książki w Bibliotece „Niedzieli”, dzieciom od 4. do 8. roku życia dajemy do rąk kolorowy dwumiesięcznik „Moje Pismo Tęcza”, który cieszy się dużą popularnością także wśród rodziców, dziadków i opiekunów. Sama „Niedziela” jest pismem dojrzałym, ma wielu swoich wiernych czytelników i wielu przyjaciół, ma swoją opcję wydawniczą. Przyznam, że na stanowisku redaktora naczelnego zawsze czułem się duszpasterzem i bardzo chciałbym, żeby „Niedziela” zachowała charakter nie tylko opiniotwórczy, ale przede wszystkim duszpasterski, by była pismem kościelnym i patriotycznym.

Chciałbym dziś podziękować Księżom Biskupom, którzy podjęli współpracę z „Niedzielą”, redakcjom diecezjalnym i Kapłanom w nich pracującym oraz Redaktorom świeckim. Oczywiście, bardzo dziękuję Wam, Drodzy Przyjaciele, którzy nas czytacie, którzy korzystacie z naszych „niedzielnych” przemyśleń. I nieustannie dziękuję Panu Bogu za wszystko, co było naszym ubogaceniem w ciągu tych 33 lat mojego prowadzenia tego tygodnika.

Osobne podziękowanie kieruję do Kapłanów i wszystkich, którzy pomagają nam w rozprowadzaniu „Niedzieli”. Bez Was byłoby nam nieraz bardzo ciężko. Proszę o dalszą pomoc w realizowaniu idei, które niesie „Niedziela”, o informowanie o naszym tygodniku, o promowanie go wśród wiernych, szczególnie wśród rodzin, o wykorzystywanie go w duszpasterstwie. „Niedziela” ma być przecież dodatkowym wikarym dla proboszcza, o co prosił jej założyciel – bp Teodor Kubina. Dzisiejsze czasy nie należą do łatwych dla prasy katolickiej i dlatego tym bardziej oczekujemy na pomoc ze strony duszpasterstwa w diecezjach, by móc wypełnić zadania katolickiego pisma wobec czytelników.

Matkę Najświętszą, Królową Polski – „Mater Verbi”, którą nazywamy naszą Główną Redaktorką, proszę o pomoc, by „Niedziela” mogła funkcjonować w tych trudnych dla prasy katolickiej czasach i wypełniać swoje zadania, zawierające się w haśle: „Bogu i Ojczyźnie”.

Tagi:
redaktor redakcja

Dłonie w dobrych rękach

2013-06-03 14:51

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 23/2013, str. 20-21

To nie pierwsza nagroda w jego życiu, ale chyba najważniejsza i najbardziej prestiżowa. Krzysztof Ziemiec, znany i lubiany dziennikarz telewizyjny, odebrał „Ślad” - Nagrodę im. bp. Jana Chrapka

TVP/PAP/Jan Bogacz

Słowa: „Idź przez życie tak, aby ślady twoich stóp przetrwały cię!”, będące dewizą tragicznie zmarłego bp. Jana Chrapka, stały się inspiracją do ustanowienia nagrody jego imienia. „Ślad” jest nagrodą dziennikarzy dla ludzi mediów. Jej ideą było i jest promowanie i honorowanie osób, których działalność - jak podkreślali jej pomysłodawcy - w szczególny sposób przyczynia się do budowania kultury prawdy, porozumienia i dialogu.

„Śladem” nagradza się profesjonalizm, ale także postawę życiową, jakiej wzorem był bp Chrapek, który zawsze starał się szukać tego, co łączy, a nie dzieli ludzi. Laureaci otrzymują statuetkę wybitnego rzeźbiarza Gustawa Zemły, przedstawiającą zbliżające się do siebie dłonie. W tym roku „dłonie” trafiły w szczególnie dobre ręce.

Życie z pasją

Na to, żeby być znanym, lubianym, ale przede wszystkim dobrym dziennikarzem, Krzysztof Ziemiec pracuje od dwudziestu lat. Choć ukończył studia na Politechnice Warszawskiej (inżynieria środowiska), a potem znalazł pracę w zachodniej firmie (taka posada była i jest marzeniem wielu młodych ludzi), to jednak zawsze, od dzieciństwa, pociągało go dziennikarstwo.

- Od samego początku chciałem być dziennikarzem, ale brakowało mi tej siły ducha, która potrafiłaby skonkretyzować moje tęsknoty - mówił w jednym z wywiadów. - Rodzice wybrali za mnie drogę edukacyjną i zawodową. W pewnym momencie jednak doszedłem do wniosku, że dłużej nie chcę tak żyć, chciałem mieć pracę, do której będę podchodził z pasją.

Dlatego rzucił pracę w zachodniej firmie i wiedzę inżyniera uzupełnił podyplomowymi studiami dziennikarskimi. To był, jak sam mówił, strzał w dziesiątkę i przepustka do spełnienia marzeń.

Zaczynał od radia. Przez kilka lat pracował w Programie III Polskiego Radia, gdzie m.in. prowadził znaną audycję „Zapraszamy do Trójki”. Potem były TVN24, gdzie prowadził programy informacyjne i „Magazyn 24 godziny”, TVP, gdzie prowadził „Wiadomości”, „Panoramę” i programy publicystyczne, wreszcie - nowa i wydawało się obiecująca TV Puls.

Gdy w połowie 2008 r. w jego mieszkaniu wybuchł pożar, Krzysztof Ziemiec uległ ciężkiemu poparzeniu. Na wiele miesięcy zniknął z ekranów, musiał zapomnieć o pracy dziennikarza.

Wszystko jest po coś

Pożar wybuchł w nocy. Dziennikarz uratował rodzinę, sam cudem uniknął śmierci, ale ponad 40 proc. jego ciała uległo ciężkim poparzeniom. Przez kilka tygodni nie wiadomo było, czy z tego wyjdzie. Wreszcie przyszła niemal cudowna - jak mówiono - poprawa. Ale potem były dwa lata żmudnej, wręcz morderczej rehabilitacji.

Odwiedzający go koledzy mówili: „Jak to jest: tylu różnych przestępców chodzi po świecie, a ty, porządny facet, masz jeszcze tyle do zrobienia i takie coś cię spotkało”. Ale on nigdy w ten sposób nie myślał.

- Przyjąłem to, jak mogłem, z dużą pokorą - mówił w wywiadzie. - Ale teraz, po upływie czasu, który daje pewien dystans, mogę z przekonaniem powiedzieć, że to wszystko, co wówczas wydawało mi się złe, trudne, przyniosło pozytywne efekty. Myślę, że wielu rzeczy, które dziś robię prywatnie i zawodowo, nie robiłbym, gdybym wtedy nie dostał takiego kopniaka.

Długo nie mógł samodzielnie wstać, poruszał się o lasce. To były trudne chwile. Ludzie w takich sytuacjach różnie reagują. Niektórzy tracą wiarę, obrażają się na Pana Boga. On przetrwał, wierząc. Cierpienie wzbogaca duchowo. Tak było w jego przypadku.

Leżąc w szpitalu - i cierpiąc - pomyślał sobie, że skoro udało mu się jakoś przeżyć, to musiał to być jakiś znak. Że to jest „po coś”. „Wszystko jest po coś” - tak zatytułował swoją pierwszą książkę. - Tą prawdą kieruję się w życiu - uzasadniał potem tytuł. Czuł, że po wypadku dostał zadanie, by dzielić się świadectwem, iż można przeżyć tak trudne chwile i ponownie stanąć na nogi. Dzieli się teraz swoim doświadczeniem w pracy, w telewizji, pisząc książki, jeżdżąc na spotkania po całej Polsce.

Nie wchodzi w konflikty

Kilka lat temu nastąpił prawdziwy wysyp nagród dla Krzysztofa Ziemca. Sporo tego było - nie tylko Telekamery, Wiktor i TOTUS. Gdy w ubiegłym roku odbierał prestiżowy order Ecce Homo, kapituła orderu uzasadniła wybór jego wrażliwością społeczną oraz chętnie podejmowaną przez niego w mediach tematyką etyczną, propagującą radość życia, odwagę, wytrwałość w pokonywaniu ludzkiej słabości i choroby.

Nie jest dziennikarzem drapieżnym. Przeciwnie - jest człowiekiem ciepłym, życzliwym swemu rozmówcy. Radosław Rybiński, dawny jego szef w „Wiadomościach”, opowiadał, że Ziemiec nigdy nie wchodził w konflikty, o taki przypadek w świecie pełnym rywalizacji naprawdę trudno. - Jego postępowanie nie świadczy o słabości, lecz o konsekwencji - mówił Rybiński „Niedzieli”. - Chyba nie znajdzie się nikogo, kto by nie lubił Ziemca albo przynajmniej tego mu nie okazywał. A na pewno wszyscy szanowali go za dziennikarskie umiejętności.

- Nie jestem fighterem - tłumaczył sam Krzysztof Ziemiec. - Nie mam charakteru człowieka, który szedłby na zwarcie. Ja wzoruję się raczej na ks. Jerzym Popiełuszce, który mówił: „Zło dobrem zwyciężaj”. Wierzę, że jeżeli dam ludziom dobry przykład swoją osobą, to okaże się to o wiele bardziej skuteczne, niż gdybym założył rękawice bokserskie i zaczął z nimi walczyć. Bo taka postawa nie może już przynieść niczego dobrego.

Co jest trendy

Nigdy nie ukrywał, że jest głęboko wierzący, co w telewizji nie jest częste. Może inni nie czują potrzeby, aby o tym mówić, albo nikt ich o to nie prosi, a może się trochę boją lub trochę się wstydzą takich postaw - zastanawiał się w rozmowie z portalem SDP. On nie musiał się ani bać, ani wstydzić. Zdarzało się, że ktoś zwracał się do niego: „Pan teraz tak często o tym mówi, to pewnie po wypadku?”. A on na to: „Nie, po prostu nikt mnie wcześniej o takie sprawy nie pytał”.

Jak sądzi, często nasza wiara działa na zasadzie: „jak trwoga - to do Boga”. Przeżywasz traumę, szukasz pocieszenia w wierze, a kiedy wyliżesz się z ran, znowu zyskujesz tę zuchwałość, wydaje ci się, że jesteś niezniszczalny. Zapewnia, że nie jest takim człowiekiem.

- Dziś wiem, że ci, którzy idą pod prąd, którzy nie są „trendy” w takim znaczeniu, jakie narzuca dzisiejszy świat, są prawdziwie „trendy” - mówił w rozmowie zamieszczonej w książce Zbigniewa Kaliszuka „Katolik frajerem?”.

Wiarę wyniósł z domu rodzinnego. Wierzący i praktykujący byli jego rodzice, ale wzorem głębokiej wiary w rodzinie byli dziadkowie. Pamięta, że jego dziadek, jak pościł, to nie tylko nic nie jadł, ale w ciągu dnia pił jedynie szklankę wody. On sam nie jest aż takim ascetą, ale również nie unika różnych wyrzeczeń.

Na pewno ukształtował go także stan wojenny. W grudniu 1981 r. miał prawie 15 lat. Doskonale pamięta atmosferę kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, gdzie ks. Jerzy Popiełuszko odprawiał Msze św. za Ojczyznę. Gromadziły się tam rzesze ludzi z całej Polski. Śpiewało się pieśni religijno-patriotyczne, np. „Boże, coś Polskę”. W czasie śpiewania wierni trzymali w górze ręce z palcami ułożonymi w literę „V”. - Kiedy ręka zaczynała mi drżeć z wysiłku - wspominał Krzysztof Ziemiec - mówiłem sobie, że jeśli wytrzymam, to może Polska szybciej będzie wolna.

Jak to się robi

Liczne nagrody rodziły pytania kolegów dziennikarzy, co zrobić, żeby i ich doceniono. - Recepta jest cały czas taka sama. Trzeba być sobą, nie udawać nikogo innego i nie oszukiwać widza - mówił portalowi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. - W dzisiejszym świecie - a przynajmniej tak jest w telewizji - człowiek musi się czymś wyróżniać. Niektórzy robią to na siłę, inni wyróżniają się tym, że są normalni. W moim przypadku sprawdza się chyba ta druga recepta, bo ja nigdy nikogo nie udawałem. Zawsze byłem o krok, o pół kroku za modą, za ogólnym trendem, ale jak widać, to się ludziom też podoba, a ja nie muszę się napinać i wychodzić jak aktor na scenę, by każdego dnia zagrać kogoś innego.

W świecie mediów ludzie mają problemy z przyznawaniem się do wiary, przywiązania do tradycyjnych wartości. Boją się, że zostaną uznani za osoby niepasujące do świata, nienowoczesne. On nigdy takich problemów nie miał, ale też nigdy nie starał się przesadnie manifestować wiary. W końcu każdy - uważa - ma prawo do własnego wyboru, jak żyć, i nie może innych na siłę nawracać.

Czy wiara może przeszkadzać w robieniu kariery? Czasami tak. Od osoby wierzącej wymaga się też niekiedy więcej. Ludzie patrzą uważniej, jak żyje i czy jest to zgodne z zasadami i wartościami, które wyznaje. To bardzo zobowiązujące.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Czech papieskim wysłannikiem na uroczystości w Poznaniu

2018-04-21 12:43

st, ms (KAI) / Watykan

Ojciec Święty mianował swoim wysłannikiem specjalnym na uroczystości 1050 rocznicy ustanowienia 1050-lecia ustanowienia archidiecezji poznańskiej prymasa Czech, kard. Dominik Duka, OP – poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Odbędą się one w dniach 22-24 czerwca b.r.

www.wyszehrad.com
Kard. Dominik Duka

Kard. Dominik Duka OP urodził się 26 kwietnia 1943 r. w Hradec Králové w rodzinie oficera czeskiego wojska. W 1965 rozpoczął studia w seminarium duchownym w Litomierzycach, a w 1968 r. wstąpił do działającego w konspiracji zakonu dominikanów, przyjmując imię Dominik. Święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1970. Pięć lat później władze komunistyczne odebrały mu pozwolenie na posługę duszpasterską i przez 15 lat o. Duka pracował jako kreślarz w zakładach “Škody” w Pilznie. W latach 1975-86 był wikariuszem prowincjała dominikanów. Był też odpowiedzialny za konspiracyjną formację kandydatów do zakonu. W 1979 r. uzyskał licencjat z teologii biblijnej na Papieskim Wydziale Teologicznym św. Jana Chrzciciela w Warszawie. W 1981 r. został skazany na 15 miesięcy więzienia za nielegalną z punktu widzenia komunistycznych władz działalność religijną. W więzieniu w Pilźnie-Borach poznał i zaprzyjaźnił się z późniejszym prezydentem niepodległej Czechosłowacji i Czech Václavem Havlem. W latach 1986-98 był prowincjałem dominikanów w ówczesnej Czechosłowacji, a następnie w Czechach i Morawach. Po 1989 r. kierował Konsultą Wyższych Przełożonych Zakonnych, a w latach 1992-96 był wiceprzewodniczącym Europejskiej Unii Wyższych Przełożonych Zakonnych. W latach 1990-99 wykładał teologię biblijną na Wydziale Teologicznym w Ołomuńcu. 6 czerwca 1998 r. Jan Paweł II mianował go biskupem Hradec Králové. Sakrę przyjął 26 września 1998. W latach 2004-2008 był też administratorem apostolskim diecezji litomierzyckiej. 13 lutego 2010 Benedykt XVI mianował go arcybiskupem praskim, z czym łączy się godność prymasa Czech. 18 lutego 2012 roku ten sam papież włączył go do Kolegium Kardynalskiego.

Kierując w warunkach konspiracyjnych czeską prowincją dominikanów w latach 1975-1989 współpracował z dominikanami polskimi, a następnie po 1990 roku był inicjatorem duszpasterstwa polskiego w stolicy Czech. Jako biskup, a następnie metropolita praski wielokrotnie przybywał do Polski, w tym do Poznania. 16 marca 2015 roku otrzymał doktorat honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie.

Jubileuszowi 1050-lecia przybycia do Polski pierwszego biskupa Jordana towarzyszy hasło „Poznań. Chrystus i my”. Papież Franciszek udzielił pielgrzymom przybywającym do katedry poznańskiej odpustu zupełnego, mogą go uzyskać także chorzy w duchowej łączności z nimi.

Jak powiedział niedawno w rozmowie z KAI abp Stanisław Gądecki, jubileusz jest okazją do dziękczynienia za Kościół. „Świętowanie jubileuszu winno zaowocować naszym większym zaangażowaniem w życie i misję Kościoła, przede wszystkim w życie naszych parafii” – zauważył metropolita poznański.

W ramach obchodów jubileuszowych odbyły się już sympozja naukowe poświęcone historii biskupstwa poznańskiego, a także koncerty i wydarzenia artystyczne. W parafiach jubileusz będzie celebrowany w Wigilię Zesłania Ducha Świętego 19 maja, tego dnia o godz. 21 zabrzmią wszystkie dzwony w świątyniach archidiecezji poznańskiej. Na cały rok szkolny przygotowane zostały materiały katechetyczne dla dzieci i młodzieży. W maju będzie miała miejsce misja Talitha kum. Jako znak wdzięczności za przybycie do Polski biskupa misyjnego archidiecezja poznańska remontuje szkołę i kaplicę w kraju misyjnym – na Madagaskarze. Główne obchody jubileuszowe odbędą się w Poznaniu w dniach 22-24 czerwca z udziałem biskupów, kapłanów i osób życia konsekrowanego, wiernych świeckich, wspólnot i stowarzyszeń kościelnych. Szczególnym znakiem obchodów jubileuszowych będzie wizerunek Matki Bożej koronowany w 1968 r., Matka Boża w Cudy Wielmożna z sanktuarium na Wzgórzu Przemysła w Poznaniu.

Uroczystej mszy św. na placu katedralnym będzie przewodniczył legat papieski – kard. Dominik Duka OP, a na Ostrowie Tumskim w Poznaniu odbędzie się koncert dla kilkunastu tysięcy widzów znanego zespołu „Il Divo”. „Cieszę się, że w nasze dziękczynienie zechcieli włączyć się także przewodniczący Konferencji Episkopatów Europy, którzy przyjęli zaproszenie, aby w dniach 13-16 września obradować w Poznaniu nad aktualnymi zadaniami Kościoła na naszym kontynencie” – podkreślił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Dwa lata po Chrzcie Mieszka I, w 968 r. Polonia cepit habere episcopum – „Polska zaczęła mieć swego biskupa" (Annales Bohemici). Biskupstwo poznańskie w latach 968-1000 obejmowało całe państwo polskie i było zależne wprost od Stolicy Apostolskiej.

Biskup Jordan, ustanowiony przez papieża Jana XIII, zapoczątkował historię polskiej hierarchii kościelnej, a książę Mieszko I zbudował w Poznaniu pierwszą katedrę na ziemiach polskich. Do 1798 r. do biskupstwa poznańskiego należała m.in. Warszawa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Uroczyste obchody imienin bł. ks. Jerzego Popiełuszki

2018-04-21 20:36

Paweł Kęska

W poniedziałek 23 kwietnia obchodzone będą imieniny ks. Jerzego Popiełuszki.


Dzień imienin kapelana Solidarności jeszcze za jego życia obchodzony był szczególnie. Plebania parafii Świętego Stanisława Kostki przyjmowała wielu gości, którzy chcieli wyrazić więź ze swoim duszpasterzem ofiarowując mu kwiaty, podarunki oraz słowa wdzięczności.

Po śmierci księdza Jerzego jego imieniny w parafii św. Stanisława Kostki w której posługiwał wciąż obchodzone były w sposób szczególny. Uroczystą Mszę św. koncelebrowało wielu kapłanów grób męczennika znajdujący się przy kościele otaczały znicze i wieńce. Na cześć kapelana Solidarności organizowano koncerty i wieczory wspomnień.

Obchody imienin księdza Jerzego w parafii Świętego Stanisława Kostki będą obchodzone następująco:

W przeddzień imienin, 22 kwietnia o godz. 19 odbędzie się uroczysty koncert Orkiestry Kameralnej Filharmonii Narodowej pod przewodnictwem Jana Lewtaka. W repertuarze znajdą się utwory Wojciecha Kilara i Amadeusza Wolfganga Mozarta.

23 kwietnia w sam dzień imienin ks. Jerzego Popiełuszki o godz. 18 celebrowana będzie uroczysta Msza Święta z modlitwą o jego kanonizację zakończona wniesieniem relikwii błogosławionego i litanią ku jego czci. Po mszy świętej, księdza Jerzego wspomną członkowie jego rodziny i przyjaciele z Huty Warszawa, którzy przybędą na eucharystię z pocztem sztandarowym hutniczej Solidarności. Uroczystość zakończy się złożeniem wieńców przy grobie kapłana – męczennika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem