Reklama

Wszystko mi dałeś, co dać mogłeś, Panie...

2014-07-01 13:44


Niedziela Ogólnopolska 27/2014, str. 22-23

Graziako/Niedziela
O. Jan Maria Sochocki OFMCap

O drodze swojego powołania i przeżyciach związanych z sakramentem kapłaństwa, o doświadczeniach wiary i duszpasterstwa o. Jan Maria Sochocki OFMCap opowiada ks. Ireneuszowi Skubisiowi

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Przeżywa Ojciec 33. rok swojego kapłaństwa, a od 40 lat nosi Ojciec habit kapucyński. Czym dla Ojca był Rok Kapłański 2009/10, ogłoszony przez papieża Benedykta XVI, którego patronem był św. Jan Maria Vianney?

O. JAN MARIA SOCHOCKI OFMCap: – Była to dla mnie wielka radość. Ojciec Święty uczynił tak, aby ukazać, jak potrzebny jest kapłan w dzisiejszych czasach. Niczym Mojżesz wskazuje on bowiem własną drogę wśród tych bardzo pokręconych i prowadzących donikąd. Kapłan jest reprezentantem Najwyższego Kapłana Jezusa Chrystusa, w którym partycypuje jego kapłaństwo sakramentalne, jak i powszechne, na mocy chrztu. Św. Jan Maria Vianney jest wzorem zawierzenia Panu Bogu, modlitwy i oddania ludziom, wzorem służby Bogu i ludziom, Chrystusowi i Kościołowi...

– Jak widział Ojciec swoje powołanie kapłańskie jako młody człowiek?

– Święcenia diakonatu i kapłaństwa przyjmowałem z rąk sługi Bożego bp. Jana Pietraszki w Krakowie. To miasto mi imponowało. Kiedy byłem studentem filozofii i teologii, naszymi profesorami byli ludzie związani z kard. Karolem Wojtyłą, ze św. Maksymilianem Marią Kolbem. Studiowaliśmy u ojców franciszkanów konwentualnych, mieliśmy wykładowców prawa, których na studia wysyłał św. Maksymilian – o. Wojciecha Zmarza OFMConv, o. Joachima Bara OFMConv, wspominam też o. Izydora Borkiewicza OFMConv. Spotkałem również ludzi, którzy znali św. Brata Alberta i zachwycali się duchowością św. Franciszka – m.in. pracującego w Estonii przez 33 lata w ciężkich warunkach o. Tadeusza Krausa OFMCap, o. Serafina Kaszubę OFMCap – kapucyna, który na prawach włóczęgi przez ponad 30 lat szukał zagubionych owiec i docierał tam, gdzie ludzie potrzebowali Boga. Potęgowało to pragnienie, aby iść ich śladami, służyć Bogu i ludziom. Zwłaszcza franciszkanie są przecież powołani do wszystkich ludzi potrzebujących. Tak więc poprzez modlitwę, poprzez nawiedzanie miejsc świętych w Krakowie i poznawanie wybitnych osobowości Kościoła dojrzewało moje pragnienie kapłaństwa.

– Rzeczywiście, tak wiele było dawniej wzorów pięknych kapłanów...

– Tak. Św. Brat Albert np. otrzymał habit zakonny w kaplicy loretańskiej kościoła Ojców Kapucynów w Krakowie. Ta tradycja była bardzo żywa, wszechobecny był zachwyt jego świątobliwym życiem; o. Romuald Szczałba OFMCap imponował patriotyzmem i oddaniem Kościołowi; o. Kosma Lenczowski OFMCap był kapelanem Józefa Piłsudskiego; o. Wacław Nowakowski OFMCap, sybirak, który przygotował św. Rafała Kalinowskiego na śmierć, zebrał ok. 2 tys. wizerunków Matki Bożej; o. Anioł Madejewski OFMCap mówił wyjątkowe kazania, a „Pana Tadeusza” znał na pamięć. Był jakiś specjalny charyzmat u tych ludzi. Przed święceniami kapłańskimi skorzystałem z sakramentu pokuty u spowiednika, który z kolei spowiadał się u św. Maksymiliana Kolbego. Dał mi wówczas na posługę cenne wskazówki: Bądź dobry dla ludzi i nie gorsz się ich grzechami – wszystkie powierzaj Bożemu miłosierdziu. Każdą Mszę św. sprawuj z taką pobożnością, z jaką będziesz sprawował Mszę św. prymicyjną.
Imponował mi, oczywiście, o. Honorat Koźmiński, wielki patriota, który działał w trudnych warunkach, promując kult Matki Bożej Częstochowskiej – m.in. zalecając, by w każdym domu był ten Jej obraz, gdyż jest to symbol polskości. Imponował również św. Ojciec Pio, który zadziwiał świat swoją pobożnością. To wszystko emanowało. Jako klerycy chłonęliśmy tę duchowość. Spotkałem kiedyś w Krakowie osobistego sekretarza Ojca Pio – o. Gerardo di Flumeriego OFMCap, który dzielił się jego świętością. Ojciec Gerardo był pod wielkim wrażeniem Stygmatyka. Po wojnie, kiedy na Wschodzie utraciliśmy swoje klasztory, kapucyni szli na zachód i obsługiwali 67 kościołów, bo brakowało duchowieństwa. Potem, kiedy przybywało kleru diecezjalnego, przekazywaliśmy kościoły diecezjom. Była to potrzeba czasu – ludzie nie byli pozbawieni pasterzy.

– Jaką rolę w życiu Ojca odgrywa modlitwa osobista, adoracja przed Tabernakulum?

– Przede wszystkim modlitwa jest zaczynem ewangelicznym. Nie da się przekazywać Bożego słowa bez modlitwy, wszystko musi być omodlone. Pisałem pracę z kaznodziejstwa u znakomitego krakowskiego kaznodziei ks. dr. Tadeusza Olszańskiego CM. Kiedy jechał głosić rekolekcje, przez trzy dni pościł o chlebie i wodzie, na modlitwie przygotowywał słowo Boże. I nasze słowo, żeby trafiało do ludzi, musi być przemodlone i omodlone. Dlatego nasi współbracia, wyjeżdżając na rekolekcje, oprócz swojej modlitwy osobistej proszą o nią chorych, siostry kontemplacyjne, polecają się modlitwie wiernych, twierdząc, że ta modlitwa jest ważniejsza od przepowiadania słowa Bożego. Prosili również o modlitwę świątobliwych braci, którzy różańca nie wypuszczali z rąk, tak jak św. Ojciec Pio.

– Wydaje się, że za mało mówi się o modlitwie w życiu kapłana. Papież Pius XII, który jest autorem określenia „herezja czynu”, twierdził, że człowiek coraz więcej chce zrobić, chce dokonywać różnych rzeczy, tymczasem przede wszystkim powinien się modlić...

– U nas duch modlitwy wyrasta z reguły św. Franciszka. Rozpoczynamy dzień modlitwą, potem mamy godziny liturgiczne, dwukrotne (rano i wieczorem) medytacje w nowicjacie i klerykacie – a potem wchodzi to w życie. Nasi współbracia mają też zasadę, że idąc do konfesjonału, klękają przed Najświętszym Sakramentem i modlą się za penitentów, wracając zaś z tej posługi, dziękują Panu Bogu. To jest bardzo pomocne w życiu każdego kapłana. Modlitwa jest kluczem do otwarcia ludzkich serc. Ale potrzebne są też pokora i dobroć serca, żeby wysłuchać proszącego człowieka, bo każdy jest spragniony Boga, prawdy i miłości.

– Ojciec służy Panu Bogu w kapłaństwie. O jakiej formie pracy duszpasterskiej może powiedzieć, że dobrze mu się pracowało?

– Wszędzie, gdziekolwiek zostałem posłany, spotkałem dobrych ludzi. Na każdej placówce duszpasterskiej. Na pierwszej miałem Ślązaków, którzy już na wstępie mnie sklasyfikowali: „Nie nos, bo mo inny akcynt”. A jednak bardzo dobrze tę pracę wspominam – pracę z dziećmi, z młodzieżą, jako kapelan w szpitalu, a później jako misjonarz ludowy. Dobrzy ludzie otaczali mnie także wówczas, gdy tworzyłem sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej i św. Ojca Pio w Terliczce pod Rzeszowem, czy ostatnio, kiedy Opatrzność zleciła mi zajęcie się o. Medardem – ostatnim kapłanem Powstania Warszawskiego, którego przygotowywałem do nowego życia z Panem. Obecnie, angażując się w duszpasterstwie, bardzo wielu ludzi przygotowuję na spotkanie z Panem i stwierdzam, że ludzie czekają na tę moją ostatnią posługę. Staram się ich bowiem przekonać, żeby zawierzyli się Panu Bogu, i w spokoju ducha przechodzą do nowego życia w wieczności. Dodam jeszcze, że w konfesjonale wzorem są dla mnie: św. Jan Maria Vianney, św. Ojciec Pio i bł. Honorat Koźmiński, który tylko przez konfesjonał apostołował. Mamy dwie wielkie rzeczy: konfesjonał i ambonę, przez które słowo Boże może przemieniać człowieka...

– Jaką rolę w życiu chrześcijanina odgrywa sakrament pokuty?

– Sakrament pokuty daje nowe życie. Jest to cudowne lekarstwo dla człowieka, który korzystając z Bożego miłosierdzia, odzyskuje łaskę Bożą. Powiedział Pan Jezus do św. Faustyny: „im więcej zaufasz, tym więcej otrzymasz”. Sakrament ten daje człowiekowi szczególną moc do tego, by stać się lepszym. Widziałem łzy radości i szczęścia w efekcie pomocy, jaką można otrzymać w sakramencie pokuty, w którym przez posługę kapłanów działa sam Jezus Chrystus. Dlatego też świat współczesny uderza w kapłańskie dłonie, bo wie, że poprzez nie przychodzi Boże Miłosierdzie.

– Miłosierdzie Boże jest dawane ludziom w obfitości. Jan Paweł II mówił o Bogu bogatym w miłosierdzie, a papież Franciszek podkreśla, że Bóg nie męczy się świadczeniem miłosierdzia, wręcz przeciwnie –cieszy się, że może to czynić. Czy my, kapłani, nie powinniśmy bardziej budować duszpasterstwa na tajemnicy miłosierdzia Bożego, sprzyjającego zbawieniu człowieka?

– Czasem ogarnia mnie lęk, czy jestem godzien być szafarzem Bożego miłosierdzia. Bo to są „magnalia Dei” – wielkie dzieła Boże. A jednak tak się dzieje. Potrzeba dzisiaj zachwycenia penitenta nowym życiem i podprowadzenia go do Bożego miłosierdzia, żeby odszedł od konfesjonału odrodzony wewnętrznie i z łaską Bożą rozpoczynał nowe życie.

– Widzę, że kapłaństwo wciąż daje Ojcu wielką radość, widzę wdzięczność za nie Panu Bogu...

– Daje mi ono wielką radość serca. Na moim obrazku prymicyjnym wypisane są słowa naszego wieszcza narodowego: „Wszystko mi dałeś, co dać mogłeś, Panie”. I wiem, że tak jest! Pan dał mi życie, dał mi bogobojnych rodziców, dał mi powołanie zakonne, a nade wszystko podzielił się ze mną łaską Chrystusowego kapłaństwa. Dał klucze do Wieczernika, żeby z niego podawać chleb życia i miłosierdzie Boże, którego człowiek zawsze jest spragniony. Potrzeba nam tylko umiejętności wzniesienia się ponad lęk i dostrzegania tego, co Boże, bo to przetrwa; co nie jest od Boga, rozpryśnie się jak bańka mydlana.

– Użył Ojciec wyrażenia: „klucze do Wieczernika”. Wieczernik – symbol obecności Jezusa pod postaciami chleba i wina. Kolejne zatem zagadnienie: Eucharystia w życiu kapłana.

– Eucharystia jest centrum życia chrześcijańskiego i kapłańskiego. Św. Jan Paweł II ofiarował Kościołowi różańcowe tajemnice światła, w których akcentuje tajemnicę Eucharystii, kiedy to Jezus Chrystus ponawia swoją ofiarę i karmi nas swoim Ciałem i Krwią oraz słowem Bożym, byśmy nie ustali w drodze. Kapłan przeżywający Eucharystię staje się znakiem jedynego najwyższego Kapłana – Jezusa Chrystusa, który poprzez kruchą kapłańską posługę otwiera nam możliwość dostępu do Bożego pokarmu na życie wieczne i rozdzielania go tym, którzy tego potrzebują. Za św. Janem Pawłem II możemy powiedzieć, że „Eucharystia jest największym skarbem, jaki posiada Kościół na drogach zbawienia”.

– Pewnej zimy na Śląsku, kiedy wszystkie ulice zasypane były śniegiem, znajomy ksiądz stwierdził: „Do naszego kościoła zawsze drogi są wydeptane, bo tu jest Eucharystia”. Świadomość tego kapłana, czym jest Eucharystia, robiła wrażenie.

– Też mam podobne doznania. Za czasów jeszcze ZSRR zajechaliśmy do miejscowości Maniowy na Podolu (Ukraina). Ubogi kościółek, a w nim przed Najświętszym Sakramentem klęczy ks. Jan Olszański, przyszły biskup, i kontempluje Eucharystię. Z niej czerpał siłę i moc... Uczestniczyłem też w procesjach Bożego Ciała w miejscowości Stany k. Nowej Soli, gdzie wierni układali dla Chrystusa Eucharystycznego dywan z żywych kwiatów. Wzruszony, mówiłem sobie: Ludu Boży, wielka jest twoja wiara... „Zróbcie Mu miejsce, Pan idzie z nieba” – tak naprawdę przyjmowany był Chrystus Eucharystyczny. Taką pobożność mieli nasi rodzice i praojcowie, taką przekazywali nam kapłani. Wielkim przeżyciem była dla mnie – i chyba zawsze jest dla każdego – I Komunia św., a potem spowiedź pierwszopiątkowa. Życie eucharystyczne zawsze rozwija w nas pobożność.

– Ważny dla każdego kapłana jest kult Matki Najświętszej. Jest Ojciec twórcą pięknego sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Terliczce...

– Matka Najświętsza, jak uczy sobór, jest dla każdego kapłana najpewniejszą drogą do zbawienia. Zachwycałem się pobożnością św. Maksymiliana Marii Kolbego, który pod sztandarem Niepokalanej był wielkim apostołem prasy i czytelnictwa. Ją ukochał, dla Niej angażował się apostolsko i w Niej widział zwycięstwo. Podobnie i ja, składając śluby zakonne, zawierzyłem Matce Bożej moje kapłaństwo i przyjąłem Jej imię. Od wczesnego dzieciństwa, od 9. miesiąca życia, kiedy zostałem ofiarowany Maryi, bo wydawało się, że bez ingerencji Bożej żyć już nie będę, zostałem zawierzony, a później sam zawierzyłem się Matce Bożej i w maryjności wyrosłem. Z czasem znalazłem się w Terliczce na Podkarpaciu, gdzie po zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II wierni zbudowali kościół i przy figurze Maryi złożyli ślubowanie, że jeżeli Papież przeżyje, to utworzą tu sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Stało się to rzeczywistością. Tam zaczęliśmy rozwijać nabożeństwo fatimskie – modlitwę, pokutę, Różaniec i przebłaganie Panu Bogu za wyrządzone grzechy – które przyniosło wiele owoców i rozwija się do dnia dzisiejszego.
Później, podczas kanonizacji Ojca Pio otrzymałem jego relikwie, które przywieźliśmy do Terliczki. Biskup rzeszowski Kazimierz Górny pobłogosławił je i ustanowił drugiego patrona naszej świątyni – św. Ojca Pio, którego kult zaczęliśmy również rozwijać – kult eucharystyczny, Grupę Modlitewną, spotykającą się raz w miesiącu, a przede wszystkim sakrament pokuty w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu. Ludzie przyjeżdżali z dalekich okolic, aby w naszej miejscowości doświadczyć obecności św. Ojca Pio oraz opieki Matki Najświętszej, o czym świadczą podziękowania składane Panu Bogu przez Niepokalaną Panią Fatimską i św. Ojca Pio.

– Wola przełożonych zaprowadziła Ojca na zachód Polski, do Nowej Soli. Czy tutaj również udaje się rozwijać charyzmat swojego kapłaństwa?

– Na ziemi lubuskiej napotykam urodzajną glebę – wszędzie spotykam dobrych ludzi. Tutaj apostołował również nasz o. Medard, który dożył 100 lat. Zajmuję dziś jego konfesjonał, poprzez który staram się też apostołować. Upowszechniam słowo Boże, propaguję media katolickie, takie jak Radio Maryja czy tygodnik „Niedziela” oraz inne, które budują naszą wiarę, staram się też pomagać ludziom ubogim, trwać z nimi na modlitwie...

Tagi:
wywiad

Kandydaci do kapłaństwa odzwierciedlają nasze społeczeństwo

2018-04-20 17:57

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Kandydaci do kapłaństwa w sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce - mówi KAI ks. Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych. W wywiadzie mówi m.in. o spadku powołań, profilu kandydatów do kapłaństwa oraz o formacji seminaryjnej. 22 kwietnia, w Niedzielę Dobrego Pasterza, obchodzony będzie Światowy Dzień Modlitw o Powołania.

B.M. Sztajner/Niedziela

Dawid Gospodarek (KAI): Mówi się często o kryzysie powołań. Czy rzeczywiście da się dostrzec niepokojący spadek?

Ks. Wojciech Wójtowicz: Nie używałbym tu słowa „kryzys”, ale właśnie „spadek”. Porównajmy na przykład pielgrzymki seminariów na Jasną Górę. W 1999 roku była pierwsza taka pielgrzymka i uczestniczyło w niej dokładnie dwa razy tyle alumnów, co podczas tegorocznej, która odbyła się w minionym tygodniu. Wtedy w seminariach było prawie 7 tysięcy kleryków, dzisiaj nieco ponad 3 tysiące.

- Dlaczego więc nie mówić o „kryzysie”?

- – Słowo „kryzys” wydaje mi się niezbyt adekwatne, dlatego że poza pewnymi oczywistymi problemami wewnątrzkościelnymi, problemami z religijnością młodzieży, mamy do czynienia również z czynnikiem socjologicznym – ostatnich latach demografia załamała się bardzo mocno. Spadek i doświadczenie braku w niektórych diecezjach czy wspólnotach zakonnych są dość mocno odczuwalne. Przyczyny są jednak wieloaspektowe. W perspektywie ogólnopolskiej „kryzys” wydaje się zbyt dużą kategorią.

- Jacy mężczyźni pukają dziś do seminaryjnych furt?

- – Mężczyźni tacy, jakie jest dzisiejsze społeczeństwo, dzisiejszy świat. Czyli bardzo różni – z nadziejami i pragnieniami takimi, jakie występują w świecie i Kościele. Motywowani ewangelicznie, ale też z bagażem trudności, trosk i problemów charakterystycznych dla współczesnego świata. W sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają oni nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce.

- Można wskazać na jakieś cechy wspólne?

- – Gdyby poszukać wspólnego mianownika, można zauważyć, że duża część z kandydatów do kapłaństwa odbywała formację w różnych wspólnotach kościelnych. W większości polskich diecezji to wspólnoty, ruchy czy stowarzyszenia apostolskie są miejscami, w których rodzą się nowe powołania kapłańskie.

- Czy dzisiejsi kandydaci różnią się czymś od tych z poprzednich pokoleń?

- – Osobiście uważam, że są to mężczyźni być może nawet piękniejsi w sferze motywacji niż dawniej. Dzisiaj kandydaci zdają sobie sprawę, że idą do świata, który jest bardzo często wrogo nastawiony do Ewangelii, kontestacyjny. Mimo świadomości, że misja kapłańska, apostolska, którą wybierają, nie jest łatwa - oni przychodzą.

- Wspomniał Ksiądz o trudnościach, z którymi przychodzą kandydaci. Może Ksiądz podać jakieś przykłady?

- – One są często wyniesione po prostu z życia rodzinnego. Znamy kondycję polskiej rodziny, która jest często bardzo poraniona. Jeśli klerycy wychowywali się w rodzinach niepełnych, w rodzinach targanych różnymi trudnymi życiowymi doświadczeniami, niosą to w sobie – w postaci trudnej do określenia własnej tożsamości osobowościowej, w postaci lęków, napięć. W końcu noszą też te wszystkie symptomy typowe dla współczesnego młodego pokolenia, takie jak oddziaływanie mediów, bardzo duża i bardzo aktywna obecność w przestrzeni świata wirtualnego – czasem młodzi potrafią być bardziej w świecie wirtualnym niż realnym.

- Jak naprzeciw tym problemom wychodzą formatorzy seminaryjni?

- – Jeśli chodzi o tego typu kwestie, mamy do czynienia z całą paletą formacyjną. Trzeba pamiętać, że seminarium zawsze oferuje na początku drogi formację ludzką, bo dużo problemów, z którymi młodzi przychodzą, dotyczy właśnie tej ludzkiej sfery. Dlatego oprócz kierownictwa duchownego i pracy z ojcem duchownym, w wielu seminariach, jeśli jest taka potrzeba, zapewniona jest możliwość pracy psychologicznej. Ale coraz częściej seminaria otwierają się na różnego rodzaju formy warsztatowe.

- A jak to jest w seminarium, któremu Ksiądz szefuje?

- – U nas dobrze przyjęły się właśnie takie warsztaty. Na roku propedeutycznym są warsztaty rozwoju osobowościowego, komunikacji interpersonalnej, także warsztaty relacji z kobietami czy budowania własnej tożsamości męskiej. Paleta takich propozycji rozwoju psychopedagogicznego jest naprawdę bardzo duża, w różnych formach występuje także w wielu innych polskich seminariach.
***
Ks. dr Wojciech Wójtowicz – rektor Wyższego Seminarium Duchownego diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cuda dzieją się po cichu

2018-03-16 16:16

Jolanta Kobojek

Grzegorz Gadacz
Anity Czupryn (z lewej )i o. Melchior Królik, paulin

Wszystko zaczęło się 8 lutego 2017 r. Przedstawiciele "Frondy" gościli na Jasnej Górze i słuchając o wydarzeniach, które dzieją się w tym Sanktuarium, w głowie prezesa wydawnictwa, Michała Jeżewskiego narodził się pomysł, by powstała na ten temat książka.

Zadanie to zlecił publicystce dziennika „Polska The Times”, autorce artykułów o tematyce społecznej, wywiadów z politykami oraz osobistościami ze świata nauki i kultury, Anicie Czupryn. Dziennikarka zaczęła regularnie przyjeżdżać do Częstochowy i zagłębiać się w czytanie wpisów z "Jasnogórskiej Księgi Cudów i Łask". "

- Kiedy to czytałam, wzruszałam się niesamowicie - to było takie autentyczne, bez wymyślnych ozdobników i wszystko zakończone happy endem" - podkreśla Czupryn. A wszystkie te pozytywne historie opisywane przez jasnogórskiego archiwistę przeplatały się z osobistymi trudnymi doświadczeniami autorki. W tym samym bowiem czasie mama Anity Czupryn usłyszała diagnozę, że prawdopodobnie choruje na raka. Córka więc poczuła w sobie podwójną misję – już nie tylko napisanie książki o cudach zdziałanych przez pośrednictwo Matki Bożej, ale także modlitwę za jedną z najbliższych sobie osób.

Dziennikarka przyznaje także, że im bardziej wczytywała się w dokumenty i relacje ludzi, tym bardziej doświadczała pocieszenia, nadprzyrodzonej siły i pojawiało się wiele głębokich przemyśleń. „W naszym życiu nawet te najmniejsze rzeczy mają ogromne znaczenie. Ona są po prostu cudami, które mają otworzyć nam oczy i przebudzić nas z tego codziennego letargu”- wyjaśnia Czupryn.

Grzegorz Gadacz

Czas spędzony nad kartami archiwalnych kronik był także okazją do wielu refleksji nie tylko natury religijnej, ale też socjologicznej czy historycznej. „W relacjach świadków widać bowiem, jak w soczewce historię naszego kraju – to, jak zmieniała się Polska od początków XX wieku przez okres II wojny światowej, ponure czasy ustroju totalitarnego i bezwzględnych działań SB po moment transformacji aż do czasów najnowszych” – pisze autorka we wstępie do swojej ksiązki.

„Cuda dzieją się po cichu” to publikacja, która składa się z dwóch integralnych części – pierwsza przedstawia cuda i łaski, jakie wydarzyły się od początku XX wieku, a druga – to rozmowa autorki z o. Melchiorem Królikiem, paulinem, jasnogórskim archiwistą, który od ponad 40 lat jest opiekunem „Jasnogórskiej Księgi Cudów i Łask”.

Ponad 340-sto stronnicowa książka kończy się jakże podsumowującym wszystko podziękowaniem: „Przy Jasnogórskim Obrazie Matki Bożej. – Jasnogórska Matko! Jakże wdzięczna Ci jestem za wszystkie łaski. I za łzy”.

Grzegorz Gadacz
Jasnogórska Księga Cudów i Łask
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej

2018-04-23 17:55

Od 28 kwietnia do 3 maja 2018 roku odbędą się w Krakowie XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej.


Weźmie w nich udział ok. 3 tys. młodych ludzi z całego świata, zrzeszonych w organizacjach sportowych, prowadzonych przez salezjanów –zgromadzenie zakonne skoncentrowane na pracy wychowawczej z dziećmi i młodzieżą.

Do stolicy Małopolski przyjadą młodzi z różnych kontynentów, by wspólnie ze swoimi rówieśnikami z Polski stanąć do sportowej rywalizacji w duchu salezjańskich wartości, których patronem jest św. Jan Bosko.

Z okazji Igrzysk Kraków przyjmie gości m. in. z Europy(w tym po raz pierwszy dużą reprezentację naszych wschodnich sąsiadów), z Republiki Środkowej Afryki czy Tanzanii. Nie zabraknie również silnej reprezentacji Brazylii, a także Syryjczyków z Aleppo, dla których pobyt w Polsce będzie miał szczególny, terapeutyczny wymiar. Na pięciu obiektach sportowych Krakowa młodzi podejmą współzawodnictwo w czterech dyscyplinach: w siatkówce, w koszykówce, w piłce nożnej oraz w tenisie stołowym.

Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej to wydarzenie realizowane od wielu lat w przekonaniu, że promocja sportu jest także instrumentem do tworzenia lepszego świata, opartego na humanizmie i personalizmie, w którym respektowane są pokój, przyjaźń, prawda, dobro, sprawiedliwość, wolność, miłość, godność osoby, solidarność i zasada fair play. Na całym świecie salezjanie prowadzą edukację w duchu takich właśnie wartości, ucząc młodzież, jak przekładać je na codzienną praktykę.

To wielkie święto ma również swój wymiar religijny. Spotkają się podczas niego młodzi ludzie, którzy na całym świecie starają się żyć w oparciu o zasady ewangeliczne i wskazania księdza Bosko. Stanowią oni wspólnotę złożoną z wielu ras, kultur i społeczeństw. Igrzyska mają zatem także głęboki walor integracyjny, sprzyjają nawiązywaniu przyjaźni i relacji międzyludzkich. Te elementy składają się na wychowawczy charakter igrzysk: kształtowanie młodych ludzi w duchu istotnych norm społecznych i w poszanowaniu dla odmienności w świecie bez granic.

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej to także wyjątkowa możliwość promocji Krakowa i Polski. Po Światowych Dniach Młodzieży jest to kolejne spotkanie młodych ludzi z całego świata, którzy będą mogli poznać naszą tradycję i kulturę. W programie Igrzysk przewidziano możliwość zwiedzania miasta z przewodnikiem w języku narodowym uczestników. Młodzież będzie mogła zwiedzić także muzeum Auschwitz-Birkenau czy kopalnię soli w Wieliczce.

Gorące zaproszenie do udziału w Igrzyskach jest także adresowane do krakowian, mieszkańców Małopolski oraz turystów. Będą oni mogli wziąć udział w tym salezjańskim święcie jako kibice oraz jako uczestnicy imprez towarzyszących, m. in. uroczystości otwarcia Igrzysk w auli Auditorium Maximum, koncertów, , czy spektakularnego finału przy ulicy Tynieckiej 39, gdzie znajduje się m. in. Park Edukacji Globalnej – Wioski Świata, prowadzony przez Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu”.

Program artystyczny wydarzenia będzie wyjątkowo bogaty, również ze względu na fakt, że XXIX Igrzyska po raz pierwszy w swojej historii odbędą się wspólnie z Savionaliami – dorocznym świętem młodzieży salezjańskiej, organizowanym przez Inspektorię Krakowską salezjanów.

Głównym organizatorem XXIX Światowych Igrzysk Młodzieży Salezjańskiej jest Stowarzyszenie Lokalne Salezjańskiej Organizacji Sportowej Rzeczypospolitej Polskiej.

Honorowy patronat Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego.

Partnerzy Igrzysk Ministerstwo Sportu i Turystyki, Miasto Kraków, Województwo Małopolskie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem