Reklama

Forum wizja Rozwoju

"Któż jak Bóg..."

Słowo ks. red. Ireneusza Skubisia

2014-07-08 13:29

Ks. inf. Ireneusz Skubiś, honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Pragnę przedstawić Państwu nowego redaktora naczelnego „Niedzieli” - p. Lidię Dudkiewicz, mojego dotychczasowego zastępcę na tym stanowisku i sekretarza redakcji. 33 lata temu przyjmowałem Panią Lidię do pracy w „Niedzieli” jako pierwszego pracownika. Teraz decyzją arcybiskupa metropolity częstochowskiego Wacława Depo zostaje ona moim następcą.

Wyrażam wielką radość, że ogromna praca p. Dudkiewicz oraz jej umiłowanie Kościoła zostały dostrzeżone przez władze archidiecezji częstochowskiej. Ze wzruszeniem wspominam zwłaszcza czas naszej wspólnej pracy u początków „Niedzieli”, naznaczony stanem wojennym, który zmusił nas do przerwania na kilka miesięcy naszych tyle co rozpoczętych wysiłków tworzenia pisma. Potem przez wiele lat podejmowaliśmy ogromny trud, żeby pismo mogło się ukazywać. Pani Lidia, mimo swego młodego wieku, prowadziła trudne rozmowy z urzędnikami Cenzury w Opolu, gdzie „Niedziela” była drukowana, i doprowadzała do szczęśliwego ukazania się każdego kolejnego numeru tygodnika. To było bardzo odpowiedzialne zadanie. Później nieustannie mieliśmy okazję podziwiać niezwykłą pracowitość Pani Lidii, jej dyspozycyjność, wierność Kościołowi oraz kompetencje.

Po czasach reżimu komunistycznego, kiedy przyszło nowe i „Niedziela” zaczęła poszerzać zasięg swojego oddziaływania, Pani Lidia zapisała się złotymi zgłoskami w pracy redakcyjnej i zyskała najlepszą opinię zarówno wśród kolegów w pracy, jak i w szerszym środowisku. Przez wiele lat była nie tylko zastępcą redaktora naczelnego, ale i sekretarzem redakcji, a więc osobą mającą bezpośredni wpływ na wybór materiałów przeznaczonych do druku. Podziwiam jej niezwykłą pilność i rzetelność w przygotowywaniu każdego numeru „Niedzieli” ogólnopolskiej, a niekiedy także edycji lokalnych. Zawsze byłem pewien, że teksty zakwalifikowane do druku zostały przez nią dokładnie przeczytane i że odpowiedzialnie podchodziła ona do wszystkiego, co ukazuje się w naszym tygodniku.

Reklama

Jako naczelny „Niedzieli” zawsze miałem w Pani Lidii doskonałe oparcie i dlatego mam pewność, że i dziś nie zawiedzie ona oczekiwań czytelników. I gdy teraz odchodzę ze stanowiska szefa redakcji „Niedzieli”, nie lękam się - przynajmniej od strony redakcyjnej - co będzie dalej z naszym tygodnikiem. Swoistym znakiem czasu wydaje się też to, że naczelnym „Niedzieli” zostaje kobieta - to dowodzi, że Kościół jest otwarty na współczesność, docenia kompetencje i pracowitość oraz wierność raz przyjętym zobowiązaniom.

Życzę red. Lidii Dudkiewicz obfitości łask Bożych i życzliwości ludzkiej oraz nieustającej gorliwości w pracy na rzecz Kościoła Chrystusowego. Niech Matka Boża, Główna Redaktorka „Niedzieli” - której Pani Lidia tak bardzo zawierzyła - stanowi jej siłę i moc w prowadzeniu tego bardzo ważnego dzieła Kościoła, skierowanego do wszystkich mieszkańców naszej Ojczyzny. Serdecznie polecam nową Redaktor Naczelną „Niedzieli” Państwa modlitwie i łaskawości, a Dobrego Boga proszę o błogosławieństwo dla nowej Szefowej „Niedzieli” i dla wszystkich Przyjaciół naszego pisma.

Szczęść Boże!

Tagi:
Niedziela redakcja

O. Maniecki: w różnych doświadczeniach narodu Maryja nigdy nas nie opuściła

2015-10-03 10:28

Ks. Mariusz Frukacz


„Jasnogórskie sanktuarium jest szczególnym punktem odniesienia dla życia narodu” - mówił w homilii o. Kazimierz Maniecki, definitor Zakonu Paulinów. 3 października w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze odprawiona została Msza św. w intencji tygodnika katolickiego „Niedziela”, pracowników, redaktorów i dzieł tygodnika oraz w intencji Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, której przewodniczył o. Kazimierz Maniecki.

Mszę św. koncelebrowali m. in. o. Jerzy Tomziński, o. Zachariasz Jabłoński, ks. Robert Grohs oraz ks. Jacek Molka i ks. Mariusz Frukacz - redaktorzy „Niedzieli”.

Na Mszy św. zgromadzili się pracownicy „Niedzieli” na czele z Lidią Dudkiewicz redaktor naczelną tygodnika oraz członkowie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Podczas Mszy św. modlono się również przez wstawiennictwo Maryi Królowej Polski w intencji Ojczyzny oraz beatyfikacji sług Bożych: kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. Franciszka Blachnickiego.

W homilii o. Kazimierz Maniecki podkreślił, że „w różnych doświadczeniach narodu Maryja nigdy nas nie opuściła” - Maryja wskazuje nam na Jezusa i do Niego prowadzi- mówił o. Maniecki.

O. Maniecki wskazał na szczególne miejsce i znaczenie Jasnej Góry w dziejach narodu - Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński bardzo mocno związał się z tym miejscem - przypomniał o. Maniecki i dodał, że „Jasna Góra zajmuje szczególne miejsce w polskiej geografii wiary”.

„Ta obecność Maryi znajduje zarówno w naszych czasach, jak w całych dziejach Kościoła, wielorakie środki wyrazu. Posiada ona też wieloraki zasięg działania: poprzez osobistą wiarę i pobożność wiernych, poprzez tradycje rodzin chrześcijańskich, czyli „kościołów domowych”, wspólnot parafialnych czy misyjnych, instytutów zakonnych, diecezji, poprzez przyciągającą i promieniującą moc wielkich sanktuariów, w których nie tylko jednostki czy środowiska miejscowe, ale niekiedy całe narody i kontynenty szukają spotkania z Matką Pana, z Tą, która jest błogosławiona, ponieważ uwierzyła, jest pierwszą wśród wierzących - i dlatego stała się Matką Emmanuela”. - kontynuował o. Maniecki przypominając słowa św. Jana Pawła II z encykliki „Redemptoris Mater”.

Wskazując na szczególny charyzmat Jasnej Góry definitor Zakonu Paulinów powiedział: „Jasna Góra jest „polskim Nazaretem”, bo tu uczymy się odpowiadać Bogu tak na wzór Maryi. Jasna Góra jest „polskim Betlejem”, bo tutaj wraz z Maryją oddajemy chwałę Synowi Bożemu, Jasna Góra jest „polską Kaną”, bo Maryja uczy nas tutaj czynić wszystko, co Jezusa nam każe, Jasna Góra jest „polską Kalwarią”, bo pod krzyżem historii Polaków jest zawsze obecna Maryja, Jasna Góra jest „polskim Wieczernikiem”, bo tutaj Kościół wraz z Maryją prosi o Ducha Świętego, który odnawia oblicze ziemi”.

Po Mszy św. redaktorzy „Niedzieli” spotkali się z o. Jerzym Tomzińskim, legendą Jasnej Góry.

W każdą pierwszą sobotę miesiąca w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze o godz. 7. 30 odprawiana jest Msza św. w intencji tygodnika katolickiego „Niedziela”, pracowników, redaktorów i dzieł tygodnika. Jest to szczególny dar Jasnej Góry dla „Niedzieli” w drodze ku 90. rocznicy powstania tygodnika, która obchodzona będzie w 2016 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Zła się nie ulękli. Ratowali

2018-04-11 14:49

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 15/2018, str. I

Tragiczne losy rodziny Lechów mieszkających w Wólce, wsi położonej między Włoszczowicami, a Gołuchowem, splotły się z faktem ratowania przez nich gromady Żydów w czasie II wojny światowej. Zbrodnia dokonana w odwet przez Niemców wydarzyła się w lipcu 1943 r. Lechowie nigdy nie otrzymali tytułu Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Ilu takich Lechów było – jest, na Kielecczyźnie, w Polsce?

TD
W gospodarstwie Lechów przechowywano Żydów, uciekinierów z getta. Nieraz nawet do 30 osób

Uczestnikiem wydarzeń był 14-letni wówczas Jan Lech, dzisiaj liczący 89 lat. Nadal mieszka we wsi, w pewnym oddaleniu od miejsca tragicznych wydarzeń. Ma kilkaset zł renty i słuch uszkodzony trwale w czasie obławy.

Lechowie

Trudno się dziwić, że okolice Gołuchowa i Wólki wybierali Żydzi rozpaczliwie szukający ratunku przed deportacją. Tereny do dzisiaj są dość odległe, choć nie odludne, osiedlają się nowi, bywają letnicy.

Rodzina Lechów od dawna osiadła w okolicy. Franciszek Lech – ojciec Jana urodził się w 1890 r. Brał udział w I wojnie światowej, był w niewoli niemieckiej. Po powrocie w 1918 r. został ponownie powołany do wojska do Kielc, a po zakończeniu I wojny światowej powrócił do domu. Stryj Wacław zginął na froncie w czasie I wojny, a stryj Stanisław mieszkający k. Radomia w Helenowie brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r.

TD
Jan Lech, bezpośredni uczestnik wydarzeń 1943 r.

Po kapitulacji twierdzy Modlin szczęśliwie powrócił w rodzinne strony. Rodzinie nieobce były więc czyny wojenne i obowiązek patriotyczny. – Ojce wiedzieli, że pomóc trzeba było – opowiada dzisiaj Jan Lech.

– Na skraju lasu w Wólce, w odległości 100 metrów od wsi stoją obecnie inne zabudowania, ale to właśnie dawna ojcowizna Lechów, miejsce zbrodni hitlerowskiej. Tu w bestialski sposób zostali zabici Żydzi, część żywcem spłonęła w podpalonych przez Niemców zabudowaniach, umierając w męczarniach. Nie byli stąd, to Żydzi uciekinierzy, wysiedleńcy. Spokojne miejsce z daleka od głównych dróg, wsi, wydawało się idealne – opowiada Bogdan Skrobisz, nauczyciel z Kij, który od kilku lat zajmuje się tą sprawą. Ci Żydzi, polscy obywatele mieli twarze, imiona, życiorysy. Nie byli anonimową masą. Pewnie ich nazwisk nie poznamy już nigdy.

Co jest za płotem

Z opowiadań starszych mieszkańców Włoszczowic, którzy przechodzili w pobliżu do swoich pól na tzw. gołuchowskim wynika, że miejsce miało być ogrodzone gęstym wysokim płotem tzw. plecionką z wikliny, leszczyny. Dzieci, pędzące krowy i gęsi na łąki były ciekawe, jak wygląda podwórko, a właściwie, co tam jest za tym wysokim ogrodzeniem…? Skradały się i poprzez szpary dostrzegały kobiety, mężczyzn i dzieci żydowskie, których według nich było bardzo dużo. Strach był jednak silniejszy niż ciekawość, szybko wracały więc do swoich stadek gęsi.

Zabudowania stanowiły jeden ciąg: dwa drewniane domy, obora i stodoła pod jednym dachem krytym strzechą. W ogrodzie stało kilkanaście pszczelich uli. To tu w 1929 r. urodził się Jan Lech.

Lata 1942/43 dla Żydów były szczególnie ciężkie. Ruszyła masowa eksterminacja. Z pobliskiego Chmielnika z getta wysiedlono ponad 10-12 tysięcy Żydów, kierując ich do obozów śmierci. 6 października 1942 r. gestapowcy zabili 200 osób, a ponad 9 tys. wysiedlono z getta w kierunku Chęcin. Drugi etap wysiedlania, czy raczej Zagłady, miał miejsce 16 listopada, wówczas złapano 700 osób i transportowano w kierunku Stopnicy. 10 grudnia 1942 r. 200 osób skierowano na Staszów. Do akcji likwidacyjnych Niemcy używali specjalnych oddziałów litewskich i ukraińskich zwanych „Schraff Commando”. Ogromna część – niemal wszyscy – chmielniccy Żydzi zginęli w Treblince.

Żydzi, którzy zdołali umknąć rozpaczliwie szukali schronienia, Wólka wydawała się idealna. Ojciec Jana, Franciszek z pełną świadomością, co grozi za ukrywanie Żydów, zgodził się udzielić pomocy. Do Wólki zaczęli przybywać Żydzi z Chmielnika, Piotrkowic, Kij i innych miejscowości. – Liczba ich była ruchoma, od kilku do nawet 24. Przez te kilka miesięcy przewinęło się ich dosyć sporo – jedni przychodzili, inni odchodzili – mówi Bogdan Skrobisz. Zdaniem Jana Lecha – bywało ich nawet i 30.

– O tym, że w Wólce ukrywają się Żydzi, wiedzieli mieszkańcy sąsiednich wiosek: Włoszczowic, Gołuchowa, gdyż u okolicznych gospodarzy odbywało się zaopatrywanie w żywność. Dziewczęta i chłopcy, którzy chodzili na jagody, widzieli wyglądające dzieci żydowskie ze szczytu zabudowań, które chowały się natychmiast, gdy spostrzegły, że są obserwowane – opowiada Bogdan Skrobisz.

Rozpętało się piekło

Czy ktoś wydał Żydów i rodzinę Lechów? Odpowiedź na to pytanie wymaga szczegółowej kwerendy, m.in. w IPN (która trwa i o wynikach której poinformujemy Czytelników). Ale może tej prawdy nie poznamy nigdy? Bezspornym faktem pozostaje pomoc Lechów, niewiadoma liczba uratowanych Żydów, niemiecki mord na dziewięciu Polakach wyznania mojżeszowego i Wojciechu Lechu. W mordzie brał udział specjalny oddział żandarmerii z Jędrzejowa w sile drużyny.

Może coś powiedział ten Żydek, co zwykle starał się o chleb, może on wydał na mękach rodzinę Lechów? Siulim („Siulimek” mówi Jan Lech) dostał się w ręce niemieckiego oddziału z Jędrzejowa. Przybył do Kij po pożywienie. Bogdan Skrobisz uważa, że nie zdradził miejsca ukrywających się współbraci, podobnie jak mieszkańcy wsi.

Być może miejsce wydał przebywający wówczas w Kijach Stanisław U., skazany w 1948 r. wyrokiem „Sierpniówek” na 5 lat pozbawienia wolności. („Sierpniówki” to procesy wytaczane po wojnie na mocy dekretu „O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy” uchwalonego w sierpniu 1944 r. Na tej podstawie zapadło w polskich sądach około 20 000 wyroków, często pospiesznych, wpisujących się w „dialog” między rządem a narodem. Manipulacje „Sierpniówkami” odbywały się dla uzyskania politycznych celów – przyp. red.) Z kolei podejrzewany o donos komendant policji w Kijach został uniewinniony.

W tym dniu, „dniu piekła”, jak wspominali mieszkańcy, żandarmi mieli powiedzieć do Katarzyny Lech, jej sąsiadki i Jana stojących nieopodal domu: „Uciekajcie stąd szybko, bo za chwilę będzie tu piekło”. Kobiety umknęły do lasu, a Jan w kierunku domu, pod obstrzałem z broni maszynowej („nie wiem, co ja wtedy miałem w głowie”, powie dzisiaj). Pamięta żółty kolor kwiatów, w których na chwilę się schował, pamięta ryk palonych żywcem cielątek. Wólka została otoczona szczelnie od strony lasu i Gołuchowa.

Chłopak przedostał się do stodoły, gdzie schowani byli Żydzi. Niemieckie kule przeszywały słomiane poszycie, łaty, krokwie. Spadające odłamki parzyły ręce zakrywające głowy. Janowi w przerażeniu i panice udało się wydostać na drogę, gdzie przez łąki uciekał w stronę Włoszczowic, pod silnym obstrzałem, w „deszczu pocisków”. Skutki tego odczuwa do dziś, ma ciągły szum w uszach, niedosłyszy, używa aparatu słuchowego.

Żydów w zabudowaniach w tym dniu schroniło się dziewięcioro. Umierali w męczarniach w płonących zabudowaniach, głównie w stodole. Inni próbowali uciekać, ale ginęli od strzałów i pocisków. Gdy jeden z rannych Żydów uciekał w stronę Gołuchowa, zastrzelił go patrol żandarmów z Chmielnika. Ciała pomordowanych grzebali zmuszeni przez Niemców mieszkańcy Włoszczowic. Zakopywano w tych miejscach, gdzie zostali zastrzeleni.

Śmiertelne pogorzelisko

Ojciec Jana – Franciszek, który szczęśliwie uszedł z życiem, pracował w tym dniu w polu przy ziemniakach, obok Zygmunt Kulik z Włoszczowic pasł krowy. Franciszek z przerażeniem i bólem patrzył, jak w płomieniach giną ludzie, jak płonie dorobek całego jego życia. Ukrytych w życie mężczyzn wytropili żandarmi; uratowała ich znajomość języka niemieckiego, którą Franciszek wyniósł z niewoli.

Nad gospodarstwem Lechów przez całe dnie unosił się swąd i dym.

Nikt nie pojawiał się w pobliżu pogorzeliska, by nie wpaść w ręce żandarmów, którzy systematycznie kontrolowali, czy nie wracają gospodarze, Żydzi? Ale Wojciech Lech, brat Franciszka zmęczony tułaczką po lesie przywlekł się do domu i, zmordowany, zasnął na kopcu z ziemniakami. Natychmiast zastrzelili go żandarmi z patrolu rowerowego. Wojciecha pochowano z rozkazu Niemców blisko miejsca, gdzie został zamordowany, tuż obok kopca. Brat Wojciecha Franciszek po miesiącu czasu zakupił trumnę, odkopał zwłoki brata i pochował go na własnej łące w pobliżu lasu. Tam, gdzie stoi teraz na łące drewniany krzyż.

Rodzina Lechów do nadejścia zimy ukrywała się we włoszczowickim lesie, gdzie cały czas towarzyszył im strach, głód oraz roje komarów. Później schronienia udzielił im Bolesław Lasak z Gołuchowa. Mieszkali u niego przez trzy miesiące. Sołtys Gołuchowa Władysław Kasza zorganizował dokumenty (Kenkarty) od żandarmów. Wreszcie w domu Pawłowskich doczekali końca wojny. Lechowie powrócili na spaloną Wólkę i z wielkim trudem odbudowali gospodarstwo od podstaw.

– Ta lekcja historii jest dowodem, że w gminie Kije udzielano pomocy bezbronnym Żydom. Rodzina Lechów tak w pierwszej, jak i w II wojnie światowej czynnie uczestniczyła w walce oddając życie i dobytek. Chciałbym, by młode pokolenie naszej gminy poznawało cichych bohaterów czasu II wojny światowej – mówi Bogdan Skrobisz. – Takie postawy indywidulanych ludzi i całych rodzin wciąż odkrywamy w woj. świętokrzyskim i w całej Polsce – podkreśla dr Tomasz Domański z kieleckiej delegatury IPN.

Panu Bogdanowi Skrobiszowi dziękuję za pomoc i współpracę.

***


Czy wiesz, że…
Medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” z gminy Kije otrzymały cztery rodziny: rodzina Kowalskich z Czechowa (1992); rodzina Kaszubów z Żydówka (1993); rodzina Boberków z Żydówka (1993), rodzina Wróblów z Czechowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Włochy: święto motocyklistów z inicjatywy misyjnego biskupa

2018-06-18 21:08

vaticannews.va / Isola del Gran Sasso d’Italia (KAI)

Setki motocyklistów zebrały się wczoraj w Isola del Gran Sasso d’Italia w centralnych Włoszech. Inicjatorem spotkania był bp Giulio Mencuccini. W programie spotkania przewidziano wspólne zwiedzanie, Mszę św. oraz nabożeństwo z upamiętnieniem zmarłych motocyklistów i błogosławieństwem dla żyjących.

Julia A. Lewandowska

72-letni bp Mencuccini, pomysłodawca przedsięwzięcia, motocyklami interesował się od dziecka. Na Borneo w Indonezji, gdzie posługuje, każdy z jego księży ma motocykl, nie tyle z pasji, co z konieczności. Na Borneo nie ma dróg, tego typu maszyna jest więc koniecznością w pracy duszpasterskiej, aby być blisko ludzi – mówi hierarcha.

O genezie święta i jego owocach powiedział nam sam biskup motocyklista: "Inicjatywa święta motocyklistów rozpoczęła się 2 lata temu, dla przyciągnięcia uwagi, ponieważ dziś na motocyklistów wiele osób nie patrzy przychylnie. Dlatego rozpocząłem to święto, którego elementem jest nie tylko wymiar duchowy, ale powiedzielibyśmy, wymiar solidarności – mówi bp Mencuccini. – Także motocykliści mają serce i uczucia. Podczas Mszy solidarności zbieramy fundusze, na projekt, który będzie realizowany w mojej diecezji, w Sanggau. W tym roku przedstawiłem raport z tego, co udało nam się zrobić dzięki funduszom ze spotkania sprzed dwóch lat. Utworzyliśmy internat dla dziewcząt w Nanga Taman, w Sanggau. Mieszkają tam 44 dziewczęta, które dzięki temu mogą uczęszczać do szkoły średniej".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem