Reklama

U boku Matki Teresy z Kalkuty

2014-07-08 13:29

Alicja Szafkowska i Magdalena Wasilewska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 22-23

Archiwum

To oczywiste, że wszyscy dążymy w życiu do szczęścia. Każdy definiuje je jednak inaczej. W obecnych czasach najczęściej kojarzy nam się ono za słowem „mieć”. Mieć najnowszego mercedesa, mieć kochającą rodzinę, mieć tytuł magistra, mieć święty spokój... Ale czy można być absolutnie szczęśliwym, nie posiadając żadnych dóbr materialnych?

Taką osobą jest niewątpliwie siostra Regina, która po 10 latach odwiedziła swoją ojczyznę i rodzinę, a w najbliższych dniach odwiedzi Barlinek. Bożena Steckiewicz urodziła się w Barlinku 13 marca 1958 r. jako czwarte z ośmiorga dzieci w rodzinie Reginy i Zygmunta Steckiewiczów, która niespełna dwa lata wcześniej przyjechała w ramach repatriacji z Grodna do Polski.

Żyć w prawdzie

W Barlinku Bożena Steckiewicz chodziła do szkoły podstawowej, a do Liceum Ogólnokształcącego - w Choszcznie. W 1981 r. obroniła pracę magisterską na temat „Bajki Kryłowa” w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Szczecinie. Przez dwa lata pracowała jako nauczycielka. Członkowie najbliższej rodziny wspominają, jak co tydzień przywoziła do domu rodzinnego podopiecznych ze szkoły w Osinie, by ich umyć, nakarmić i dać im odrobinę ciepła rodzinnego. Pomimo wielkiego zamiłowania Bożeny do dzieci, jej praca jako pedagoga nie do końca odpowiadała kierownictwu szkoły. Młoda nauczycielka, wychowana w rodzinie o tradycjach patriotycznych, tworząca gazetki szkolne o narodowych powstaniach i odzyskaniu niepodległości w 1918 r., nie mogła zmieścić się w ramach poprawności politycznej tamtego czasu. Zaczęła więc szukać czegoś, co pozwoliłoby jej żyć w prawdzie. W tym czasie czynnie działała w pierwszym powstałym w Szczecinie Apostolacie Chorych, jak również we wspólnocie dla osób z upośledzeniem umysłowym „Wiara i Światło”. Była „iskierką, którą rozpierała energia, dawała nam wielką nadzieję i pomagała w trudnych chwilach” - wspominają panie Roma i Ania, matki niepełnosprawnych dzieci. Organizowała nocne czuwania i modlitwy w domach. Gdy opiekowała się osobami chorymi, starszymi i potrzebującymi pomocy, czuła się spełniona. Miała wielką potrzebę czynienia dobra i służenia najbardziej potrzebującym. Stąd jej decyzja o wyjeździe do Rzymu i wstąpieniu do stowarzyszenia Cichych Pracowników Krzyża, które skupia zarówno kapłanów, jak i wiernych świeckich zaangażowanych w uświadamianie ludziom chorym i niepełnosprawnym chrześcijańskiego sensu ich cierpienia. Dwa lata wystarczyły, żeby się przekonała, iż życie sióstr bezhabitowych nie do końca jej odpowiadało. - Bożenka po prostu była obdarzona darem ubóstwa, kochała prostotę, zawsze ciągnęło ją do tzw. marginesu społecznego - skomentowały siostry.

U boku świętej

Wróciła do Polski, nie zrażając się niepowodzeniami, i szukała wytrwale swojej drogi. Gdy w Chorzowie powstało pierwsze Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości, pojechała, zaciekawiona, na spotkanie formacyjne i tam już została. Potem była w Warszawie i Zaborowie. W 1987 r., po śmierci mamy Bożeny, przełożona zaproponowała jej, by przyjęła jako zakonne imię swojej mamy - Regina. Po kilku latach złożyła w Warszawie pierwsze śluby zakonne na ręce Matki Teresy z Kalkuty.

Reklama

- Pamiętam moment, kiedy przyjechała się pożegnać. W jej oczach było widać prawdziwą miłość Boga. Teraz naprawdę odnalazła swoje powołanie - mówi pani Roma. Po odbyciu postulatu i nowicjatu w Polsce została skierowana do posługi w Kairze, a potem w Aleksandrii. Następnie jako jedna z dwóch Europejek została skierowana do Kalkuty na roczne przygotowanie do ślubów wieczystych. Jej życie zakonne nabrało wtedy innego sensu. Tam doznała niesamowitego zaszczytu, gdyż znalazła się u boku samej Matki Teresy. Dopiero w Indiach naprawdę przekonała się, czym są nędza, ubóstwo i cierpienie. Siostra Regina pracowała w pocie czoła, niosąc pomoc najbiedniejszym. Wtedy też poczuła się prawdziwie spełniona - mogąc ofiarować siebie innym.

Po ślubach wieczystych, które odebrała od niej Matka Teresa z Kalkuty, sama Matka skierowała ją do Damaszku w Syrii. Tam jednak nie była długo, ponieważ wyjechała do Jerozolimy na rekolekcje. Z powrotem do Syrii jej już nie wpuszczono, gdyż w paszporcie miała izraelską pieczątkę. W takiej sytuacji Matka Teresa przeniosła ją do palestyńskiego miasta Nablus (dawne Sychem). Był to czas bardzo ostrego konfliktu izraelsko-palestyńskiego, okres bardzo trudny dla mieszkańców Nablusu - panowała wielka bieda moralna i duchowa. Stamtąd siostrę Reginę odesłano do Bagdadu, gdzie trwała wojna.

Pod ostrzałem kul

Dla siostry Reginy był to najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny okres w posługiwaniu. Wojna rodziła kolejne sieroty i niosła wielką niesprawiedliwość, nowe ofiary i nędzę. Pojawiły się nowe zadania wśród biednych ludzi, ostrzeliwanych przez kule pistoletowe i armaty. Bagdad stał się na tyle niebezpieczny dla obcokrajowców, że na żądanie amerykańskiego wojska musiała opuścić to miasto. Jakiś czas siostra Regina przebywała w Ammanie, gdzie głównie uczestniczyła w wykładach i seminariach, aby odpocząć psychicznie. Kolejny rok spędziła w Indiach, w Kalkucie, na przewidywanej na ten czas formacji znowu w sercu zgromadzenia - przy grobie Matki Teresy. Potem została wysłana do miejscowości Bcharre (pol. Baszarri), pięknego miasteczka w górach Libanu, słynącego z rosnących nieopodal drzew cedrowych, które stało się jej ulubionym miejscem. Następnie znalazła się w Bejrucie, stolicy Libanu, gdzie dzięki uprzejmości matki przełożonej miałyśmy okazję odbywać miesięczny wolontariat. To niesamowite, jak bardzo Misjonarki Miłości uosabiają miłość i bezinteresowną służbę, którą ślubują. Każdego dnia siostry wstawały o 4.30 i rozpoczynały dzień modlitwą. Następnie z radością wykonywały najróżniejsze prace, takie jak mycie, karmienie niepełnosprawnych, opieka nad nimi, wędrówki po domach i miejscach w mieście, gdzie przebywali głodni, aby ich nakarmić i odziać. Kładły się spać jako ostatnie w domu. Pomimo zmęczenia ciocia Bożena każdego wieczoru znajdowała dla nas chwilę na rozmowę, komentowała różne, często zabawne historie usłyszane w gronie rodzinnym - potwierdziła np., że pomimo zakazów przemycała przez okno najmłodszą siostrę Basię na potańcówki, a także, że wypalała całą paczkę papierosów przed każdą pielgrzymką, aby móc wytrzymać ten okres bez palenia... Niemniej jednak bardzo ciężko było nam pojąć to, że posiadając jedynie kilka kompletów odzieży zakonnej, krzyż, parę sandałów, miskę do mycia i siennik, a każdą otrzymaną rzecz przekazując wspólnocie lub potrzebującym, można być tak szczęśliwym i radosnym. Obecność sióstr rozpromieniała również twarze wszystkich podopiecznych. Dzieje się tak wszędzie, gdzie tylko pojawiają się Misjonarki Miłości. Obecnie siostra Regina kontynuuje swoją misję w Betlejem, w nowo powstającym domu Sióstr Misjonarek Miłości, niosąc tam i w Jerozolimie pomoc ludziom, którzy znaleźli się na marginesie społecznym. Siostry Misjonarki Miłości mają możliwość korzystania z odpoczynku, urlopu jeden raz na dziesięć lat. Właśnie w tym roku siostra Regina przyjedzie do Polski. Odwiedzi swoją rodzinę i przyjaciół w Polsce i na Białorusi. Jest to jednocześnie rok, w którym siostra Regina świętuje jubileusz 25-lecia ślubów zakonnych, w związku z tym serdecznie zapraszamy wszystkich do wzięcia udziału we Mszy św. pod przewodnictwem abp. Andrzeja Dzięgi, która zostanie odprawiona w środę 16 lipca o godz. 18 w kościele pw. św. Bonifacego w Barlinku.

Tagi:
ludzie sylwetka

Jest światłem dla rodziny

2018-04-18 12:13

Bogdan Nowak
Edycja szczecińsko-kamieńska 16/2018, str. VI

Czcigodna stulatka Katarzyna Saganowicz dziękowała Bogu i ludziom za pracowite i życzliwe swojemu potomstwu życie na Mszy św. w zabytkowym kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kołowie, będącym filią parafii w Szczecinie-Podjuchach

Bogdan Nowak
100-letnia pani Katarzyna jest dumna ze swojego pracowitego i rodzinnego życia

Jubilatkę otoczyła wielopokoleniowa rodzina oraz współmieszkańcy wsi, której oddała 72 lata swego matczynego i babcinego znoju, bowiem przybyła tutaj z najbliższymi w lutym 1946 r. jako 28-latka w ramach akcji przesiedleńczej spod lwowskich Sokolnik.

Nawet premier Mateusz Morawiecki, dowiadując się o setnych urodzinach sędziwej pani Katarzyny, przesłał jej słowa należnego szacunku: „Należy Pani do pokolenia głęboko doświadczonego w dziejach Polski, które stawało przed różnymi wyzwaniami. Była Pani świadkiem wielu trudnych, ale i doniosłych wydarzeń, które kształtowały kolejne pokolenia Polaków, ich patriotyzm i miłość Ojczyzny. W tym szczególnym dniu proszę pozwolić – w imieniu własnym oraz członków Rady Ministrów – złożyć na Pani ręce serdeczne podziękowania za wszelkie trudy i owoce minionych lat, za tę swoistą lekcję życiowej wytrwałości”.

Najstarsza parafianka Kołowa cieszy się dobrym zdrowiem i staranną opieką córki Krystyny i zięcia Henryka. Stulatka, przed którą klękam nie tylko, by sfotografować jej oblicze, zmęczone i zatroskane o liczną rodzinę, ale by też okazać serdeczny hołd za tak święty byt, nie ukrywa swego zadowolenia: – Czuję się dobrze pod opieką córki i zięcia. Ale dość często w mojej pamięci mam obraz życia w ukochanych Sokolnikach, które musieliśmy opuścić na zawsze. Po wielu latach odwiedziłam z dorosłymi dziećmi te lwowskie strony, ale kościół jest już cerkwią grekokatolicką, jakże inne od Ziem Zachodnich i tutejszych ludzi osiedlonych z różnych stron Polski i Europy.

Babcia Katarzyna Piwko wyszła za mąż za Stefana Saganowicza, żołnierza armii gen. Władysława Andersa, w roku 1941, ślubując mu dozgonną miłość i wierność w kościele pw. św. Mikołaja w Sokolnikach. Wkrótce zostali rodzicami Zosi, która jako pięciolatka zmarła w kolejowej, długiej podróży na Pomorze Zachodnie.

Wraz z nimi przybyła do Kołowa matka Katarzyny – Zofia Piwko. W ramach rekompensaty za utracone mienie na Kresach Wschodnich, czyli gospodarstwo rolne w Sokolnikach, Urząd Repatriacyjny wyznaczył im kilkunastohektarowy zagon we wsi Kołowo. Zadomowili się tutaj w pobliżu Puszczy Bukowej sami osadnicy wojskowi. Ucieszyli się widokiem świątyni z końca XIX wieku, zbudowanej nad stawem z ciosów granitowych oraz cegły na fundamentach wcześniejszych kościołów, która poświęcona została w roku 1949 przez ks. Franciszka Ćwieka TChr (1911-68).

Czuli się bezpieczniej, bo w tym domu Bożym przyjmowali wszystkie sakramenty i sakramentalia. Ta filialna placówka duszpasterska zawsze była obsługiwana przez księży z Towarzystwa Chrystusowego docierających do tego kościoła przynajmniej raz w tygodniu z niedalekich Podjuch.

– Kołowo zawsze tętniło życiem – wspomina atmosferę tej wsi pani Krystyna, jedna z dziesięciorga dzieci wiekowej pani Katarzyny. – Tutaj wielodzietność naszych rodzin była czymś normalnym; przeważnie było w każdej zagrodzie od ośmiu do dziesięciu dzieci. Rzadko zdarzało się, że małżonkowie mieli tylko czworo dzieci. Moja mama jest niewątpliwie dumna, że dała życie dziesięciorgu dzieciom: siedmiu córkom i trzem synom. Niestety, nie wszyscy z nich żyją z różnych powodów.

Dostojna Seniorka szczyci się też z posiadania 15 wnuków i tyleż samo prawnuków. Przeżyła w sakramentalnym małżeństwie pół wieku, ale w roku 1991 została wdową, gdy jej mąż Stefan odszedł do wieczności. Dalej trzeba było iść już w otoczeniu dzieci i ich rodzin.

Współmieszkańcy Kołowa cenią Stulatkę za pogodę ducha, wrodzoną życzliwość i cierpliwość.

– Obecne Kołowo – dodaje Henryk Niedziela – nie przypomina już dawnego; wyludniło się w pogoni za chlebem. Pozostało zaledwie dwóch rolników, a wszyscy pozostali mieszkańcy są emerytami bądź dojeżdżają do pracy do pobliskich miast. Teraz nie ma tu rodzin wielodzietnych, które dawniej utrzymywały się z pracy rąk w prowadzonych przez siebie wielokierunkowych gospodarstw rolnych. Kołowo tętniło dziecięcym rozgwarem i radością życia, a na każdym podwórzu byli ludzie. U nas wspaniałą wychowawczynią była nasza, już też nieżyjąca, babcia Zosia Piwko. Wszyscy wzajemnie pomagaliśmy sobie, a moja niezmordowana teściowa była i jest światłem swojej tak licznej rodziny. Jeszcze bodaj trzy lata temu chętnie pieliła zagon truskawek, bo długowieczność i pracowitość ma chyba w swoich genach.

Na pytanie, jaka jest recepta na tak długie i szczęśliwe życie, w odpowiedzi słyszę: – Zawsze być skromnym w wymaganiach, ciągle w ruchu, radować się życiem całej swej licznej rodziny, a przede wszystkim zaufać Bogu, który umie mądrze prowadzić i wyprowadzić człowieka nawet z najgorszej sytuacji. A przecież nasz los przymusowych przesiedleńców był szczególnie bolesny, a nawet tragiczny.

Wiekowa parafianka Kołowa jest wdzięczna Bogu, iż tak wychowała swoje córki i synów, że w wieczorze swej ziemskiej pielgrzymki nie musi szukać schronienia w domu pomocy społecznej, bowiem dzieci umieją za pełną heroicznego poświęcenia matczyną miłość odpowiedzieć również takim samym uczuciem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież przyjął ugandyjskich biskupów

2018-06-18 19:53

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Ojciec Święty spotkał się z ugandyjskimi biskupami, którzy przebywają w Rzymie z wizytą ad limina. Jak podkreśla przewodniczący episkopatu, kraj ten został boleśnie naznaczony w minionych dziesięcioleciach obecnością rebeliantów z Armii Oporu Pana. Siali oni terror wśród ludności cywilnej. W swe szeregi wcielali siłą nieletnich. Rany i zniszczenia, które pozostawili po sobie są bardzo głębokie – podkreśla abp John Baptist Odama. Jego zdaniem opieka nad ofiarami rebeliantów to jedno z głównych zadań tamtejszego Kościoła.

pixabay.com

Abp Odama przyznaje, że dzięki staraniom ugandyjskiego wojska, działalność Armii Oporu Pana w tym afrykańskim kraju należy już do przeszłości. Zastrzega jednak, że ruchów rebelianckich nie da się wykorzenić jedynie środkami militarnymi. Trzeba też pracować nad likwidacją skrajnego ubóstwa, które jest główną pożywką dla rebeliantów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Franciszek o nieustannej aktualności przykazania miłości nieprzyjaciół

2018-06-19 12:07

st (KAI) / Watykan

O stałej aktualności zawartych w dzisiejszej Ewangelii (Mt 5,43-48) słów Pana Jezusa „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” przypomniał papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Zaznaczył, że chodzi w nich o przebaczenie, modlitwę, i umiłowanie tych, którzy „chcą nas zniszczyć”. Są to słowa trudne, wzywające nas do naśladowania powszechnej miłości Ojca Niebieskiego. Są też wyzwaniem dla chrześcijanina, aby prosić Pana o łaskę umiejętności błogosławienia naszych wrogów i ich miłowania.

Greg Burke/Twitter.com

Ojciec Święty przypomniał, że codziennie w modlitwie „Ojcze nasz” prosimy o łaskę przebaczania naszym nieprzyjaciołom – „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. A jednak nie łatwo nam zrozumieć, jak można wybaczyć naszym wrogom.

„Pomyślmy o minionym wieku, o biednych chrześcijanach rosyjskich, którzy zostali zesłani na Syberię, jedynie z powodu swej wiary, by tam umrzeć z zimna: i musieli modlić się za kata, który ich tam posłał? Ale dlaczego? A wielu to czyniło: modlili się. Pomyślmy o Auschwitz i innych obozach koncentracyjnych: musieli modlić się za tego dyktatora, który pragnął czystej rasy i zabijał bez skrupułów, i modlić się, aby Bóg ich błogosławił! A wielu to czyniło” – stwierdził Franciszek.

Papież zaznaczył, że jest to „trudna logika" Jezusa, która w Ewangelii jest zawarta w modlitwie i usprawiedliwieniu tych, którzy zabili Go na krzyżu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Jezus prosi dla nich o przebaczenie, podobnie jak to czyni w chwili męczeństwa także św. Szczepan. Dodał, że często w rodzinach nie potrafimy sobie nawzajem przebaczyć, a cóż dopiero w sytuacjach, kiedy ktoś chce nas zabić. Ojciec Święty podkreślił, że chodzi zatem o łaską, o którą winniśmy prosić, abyśmy byli doskonali, jak doskonały jest Ojciec niebieski, który obdarza swymi dobrami złych i dobrych.

Na zakończenie swej homilii Franciszek zachęcił, abyśmy pomyśleli o naszych nieprzyjaciołach, usiłujących wyrządzić nam zło i modlili się o łaskę ich miłowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem