Reklama

Spłacam dług pokolenia

2014-07-15 12:30

Anna Skopińska
Edycja łódzka 29/2014

ARCHIWUM KRZYSZTOFA JAKUBCA

Anna Skopińska: – Konkurs, który zawojował Polskę. Historia opowiadana przez młodych. Spotkanie z tymi, którzy są dla nas skarbnicą wiedzy o przeszłości. Czym jest łódzki „Arsenał Pamięci”?

Krzysztof Jakubiec: – „Arsenał Pamięci” nawiązuje w swej nazwie do Akcji pod Arsenałem, w której przyjaciele odbili z rąk Niemców Janka Bytnara „Rudego”. Arsenał pamięci to miejsce, idea, w której gromadzimy i upamiętniamy wspomnienia. Wspomnienia bliskich, przyjaciół. Utrwalamy przeżycia nigdzie niepublikowane, tkwiące tylko w pamięci osób jeszcze żyjących. Takie, które jak maleńkie strumyczki górskich potoków łączą się w coraz większe cieki, aż wreszcie tworzą wielką rzekę polskiego losu. Te maleńkie, czasem parostronicowe zaledwie prace, to unikalne przyczynki historyczne. To utrwalenie tego, co odeszłoby wraz z bohaterami wspomnień, odeszłoby wraz z ludźmi, którzy pamiętają rolę drobiazgów, kiedyś rekwizytów na scenie historii, a teraz świadków pewnych wydarzeń, przeżyć.

– Prace dotykają najczęściej przeżyć wojennych...

– Cezura czasu mojego konkursu to tak daleko, jak daleko sięga ludzka pamięć. Oczywiście, większość prac konkursowych jest poświęcona wspomnieniom, przeżyciom kogoś bliskiego, znajomego z czasów wojny. Są prace opowiadające bezpośrednio o działaniach wojennych, o akcjach, bitwach, ale są i prace poświęcone sybirakom, ludziom skazanym na tułaczkę na nieludzkiej ziemi, którzy jakimś cudem przeżyli i powrócili do Polski. Są wspomnienia więźniów obozów jenieckich, koncentracyjnych, wspomnienia żołnierzy wszystkich istniejących polskich oddziałów, wszystkich armii, w jakich Polacy byli. I to jest ten skarbiec, który, mam nadzieję, kiedyś zostanie otwarty, przeanalizowany i udostępniony. To przecież ogromna liczba – dziś już ok. 3 tys. – bardzo cennych prac. Jest nadzieja, że uda się przynajmniej część z nich opublikować w wersji książkowej. Byłby to wspaniały ukłon zarówno w stronę bohaterów prac, jak i wobec ich autorów.Młody człowiek, który uczestniczy w „Arsenale Pamięci”, wygrywa z samym sobą. Wygrywa z propozycjami świata – z telewizją, komputerem, randką, zabawą. Poświęca swój czas na wysłuchanie babci, dziadka, na spisanie, uporządkowanie wspomnień. I to także jeden z celów mojego arsenału – umocnienie, czasem odtworzenie, więzi międzypokoleniowych, które tak bardzo ostatnio osłabły.

– „Arsenałowe” prace to z pewnością wiele wzruszeń.

– Lekturze wielu prac towarzyszą łzy wzruszenia, trzeba pracę odkładać po to, by się trochę uspokoić i dopiero do niej wrócić. Są to np. przeżycia sybiraków powracających do kraju. Dobrze pamiętam wspomnienia pana, który zesłany do Magadanu przez długie lata po wojnie starał się o powrót do Polski. Szczególnie wzruszające były sceny, gdy już wylądował na lotnisku w Warszawie, z daleka dostrzegł swoją żonę, której nie widział kilkanaście lat, a tu jeszcze żmudna odprawa, kontrola bagażu. On ją z daleka widział, a nie mógł się już z nią przywitać, a przecież tak długo na to czekał. Spłakałem się, gdy czytałem ten opis. Na pewno dziewczyna, słuchając tych wspomnień, także głęboko je przeżyła. Jest bardzo wiele prac wstrząsających. Opisujących przeżycia, tragedie ludzkie. A tego wszystkiego wysłuchały dzieci – dla nich to też musiało być trudne – wysłuchanie, a następnie opisanie tych historii. A jednak zdobyły się na to i jest to ich laur. Na podsumowaniu „Arsenału” spotykają się cztery pokolenia – sędziwych bohaterów prac: żołnierzy AK, Szarych Szeregów, drugiej konspiracji, dziadków, rodziców i dzieciaków. Budujące jest to, że chociaż nie robię wokół tego konkursu wielkiej reklamy, co roku przybywają nowe szkoły, nowa młodzież.

– Skoro tak ogromne zainteresowanie konkursem, to jacy są ci dzisiejsi młodzi ludzie?

– Młodzież mamy wspaniałą, z nią tylko trzeba chcieć rozmawiać. Każdy nauczyciel, wychowawca powinien spełniać podstawowy warunek – nie mówić: zróbcie, tylko zróbmy, i nie idźcie, tylko chodźmy.

– Panu pomaga to, że był nauczycielem, drużynowym, wychowawcą?

– Bardzo. Z moimi wychowankami mam kontakt do dzisiaj, choć pierwsi mają już dorosłe dzieci. Zawsze przykładałem ogromną wagę do tego, by być ze swoimi wychowankami. Uważałem, że rozkaz jest najmniej potrzebną rzeczą, choć harcerstwo jest organizacją, w której rozkaz funkcjonuje. Młodzież jest dobra. Przykre jest tylko to, że dobro nie jest medialne. To, że spotkało się kilkuset młodych, wspaniałych ludzi, którzy zrobili coś dobrego, jakoś nikogo nie ekscytuje. Nie porusza wyobraźni, nie jest sensacją, a przecież zasługują te dzieci na to, by o nich pisać. Nie tylko o bohaterach ich prac, ale o nich. Jak to się stało, że przystąpili, że poświęcili czas na napisanie prac i co im to dało.

– Czemu się Pan tym zajmuje?

– Ja to nazywam próbą spłaty długu pokoleń. Moi rodzice, dziadkowie, byli zaangażowani w konspirację. Dziadek ze strony mamy był żołnierzem II Brygady Legionów, tata i jego dwaj bracia żołnierzami Powstania Warszawskiego, AK. Babcia ze strony taty na radioodbiorniku – który mój tata zmajstrował, będąc studentem tajnej politechniki (studiował razem z Jankiem Bytnarem, ale o tym dowiedziałem się wiele lat po śmierci taty, który o wojnie nic nie mówił) – nasłuchiwała wiadomości z Londynu. Potem łączniczki spisane na karteczkach przez babcię meldunki z nasłuchu roznosiły po barykadach powstania. Uważam, że moje pokolenie, ale i następne, mają do spłacenia poprzednikom ogromny dług. Jako uczeń nie znosiłem historii. Może nie miałem szczęścia do nauczycieli? Nie wierzyłem w to, co pisali w podręcznikach, dla mnie to była abstrakcja. Dopiero, gdy zacząłem poznawać ludzi – sybiraka, oświęcimiaka, więźniarkę Ravensbrück, kiedy poznałem pierwszych żołnierzy batalionu „Zośka”, zacząłem wsłuchiwać się w historię. Nie pisaną, tylko mówioną – opowiadaną przez nich. Kiedy dotknąłem tej historii, kiedy usłyszałem coś od autentycznego świadka, to tamte relacje podręcznikowe stały się dla mnie wiarygodne. Zacząłem poznawać historię mówioną, a potem zainteresowałem się także historią pisaną, ale to dzięki tym ludziom.

– I Pan tę historię przekazuje dalej....

– Młody człowiek zapamiętuje świetnie to, czego dotknie, czym się wzruszy, o co się przewróci, potknie. Pamięta to, co go serdecznie rozbawiło albo to, co go bardzo rozgniewało. Wtedy miejsca stają się bliskie, historia czytelna. To jest to, co skłania mnie do poszukiwania tej historii, ale takiej w zasięgu ręki, nie odległej, nie abstrakcyjnej, tylko tej, która działa się w najbliższym otoczeniu. Choćby każde spotkanie u Mamy Bytnarowej. Jeździliśmy do niej w ostatnich 10 latach życia gromadami, musiałem ograniczać liczbę dzieciaków, bo Matulka dysponowała maleńkim mieszkankiem. Chętnych na każdy wyjazd miałem mnóstwo. Coś do tego miejsca ciągnęło, coś, co kazało jechać i słuchać tej wspaniałej kobiety, która gawędziła nieprawdopodobnie, ze swadą, dowcipem.

– W Łodzi też mieliśmy takiego gawędziarza....

– Tak. To „Luxor”, nasz serdeczny przyjaciel. Każde spotkanie z nim też było dotknięciem historii. Młodzież przyjmowała go entuzjastycznie. Na Starym Cmentarzu udało mi się postawić mu na nagrobku, który ufundował jego przyjaciel ks. Stefan Wysocki, uczestnik „Małego Arsenału” w Łowiczu, brzozowy krzyż. Na całej kwaterze to jedyny brzozowy krzyż. Z daleka widoczny, przyciąga wzrok.

– Jak on sam, Wiktor Matulewicz...

– Jak on sam. Na Starym Cmentarzu mamy paru „zośkowców”. „Luxor” był jednak tą postacią wyjątkową, szczególną, ciepłą do końca. Miałem to szczęście, że zetknąłem się w życiu z wieloma cudownymi, wspaniałymi ludźmi, dzięki którym historia dla mnie stała się prawdziwa.

– Szczęście też mieli ci młodzi, którzy od Pana uczą się szacunku do przeszłości, poznają historię i mogą słuchać tych wspaniałych opowieści.

– I to właśnie uważam za spłatę długu pokolenia. Jestem to winien tamtym ludziom, którzy opowiadali mi swoje historie. I przez te spotkania, opowieści, zdjęcia, wspomnienia, oni nadal trwają i pamięć o nich jest zachowana. O Staszku Sieradzkim „Świście”, legendzie batalionu „Zośka”, który na ćwiczeniach za Baczyńskim nosił karabin, bo Krzyś nie był w stanie go udźwignąć. A Staszek potężny, barczysty. Nie sposób o tych ludziach nie mówić.

– I mówi Pan bardzo pięknie. Co my możemy od nich brać, co czerpać, czego się nauczyć?

– Możemy nauczyć się pokory, odpowiedzialności i radości życia. Kiedyś zapytałem jedną z więźniarek Ravensbrück – Janeczkę Węgierską-Paradowską, lekarkę: – Druhno Janeczko, jak wy to robicie, jak to jest możliwe, że po tym wszystkim, co przeżyłyście, jesteście tak radosne, pogodne, pełne życia i życzliwości do wszystkich? Ona wtedy odpowiedziała: – Wiesz, po tym, co przeżyłyśmy, każdy dzień jest dla nas tylko szczęściem. Nie ma rzeczy, które by nas teraz zasmuciły. Bo nie ma rzeczy tragiczniejszej niż to, co mamy za sobą.

Tagi:
rozmowa

To moja służba Polsce

2018-07-04 11:07

Rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 28-29

W roku świętowania stulecia odzyskania niepodległości naszej ojczyzny do Kapituły Orderu Orła Białego został powołany Adam Bujak – polski artysta fotografik, laureat wielu prestiżowych wyróżnień, w tym m.in.: Orderu Wielkiego św. Zygmunta, nagrody Totus, medalu „Per Artem ad Deum” (Przez sztukę do Boga), Feniksa Maltańskiego i Orderu Orła Białego. Artysta uwiecznił w kadrze życie aktywność duszpasterską Karola Wojtyły – biskupa i kardynała oraz papieża Jana Pawła II. Jest także znanym i uznanym dokumentalistą polskiej historii, tradycji, zwyczajów i architektury oraz autorem albumów upamiętniających obrzędy i rytuały religijne chrześcijan nie tylko w Polsce.

Jakub Szymczuk/KPRP
Prezydent RP Andrzej Duda wręcza Adamowi Bujakowi nominację na członka Kapituły Orderu Orła Białego

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Panie Adamie, gratuluję nowej roli! Proszę powiedzieć, czy spodziewał się Pan takiego wyróżnienia?

ADAM BUJAK: – W życiu bym sobie nie pomyślał, że będę współdecydował o tym, komu przyznać najważniejsze odznaczenie naszej Rzeczypospolitej, że będę, obok Prezydenta RP, w pięcioosobowej kapitule, która opiniuje kandydatury do Orderu Orła Białego.

– W jaki sposób dotarła do Pana ta informacja?

– To było w czasie uroczystości beatyfikacyjnych Hanny Chrzanowskiej w krakowskich Łagiewnikach. Min. Krzysztof Szczerski podszedł do mnie i powiedział, że jest taka propozycja. Byłem tą informacją mocno zaskoczony. Równocześnie przypomniałem sobie sytuację z poprzedniego roku, kiedy także min. Szczerski zadzwonił, aby mnie poinformować, że Prezydent RP przyznał mi odznaczenie Orła Białego. Pamiętam, że wtedy w zdenerwowaniu pomyślałem, iż ktoś się podszywa pod ministra i kpiny sobie urządza, że jakaś gadzinówka do mnie wydzwania (śmiech). A przecież to najważniejsze polskie odznaczenie. Dopiero po chwili, gdy ochłonąłem i stwierdziłem, że to naprawdę min. Szczerski, przyznałem, iż to wspaniała wiadomość, której się nie spodziewałem. Teraz, już na spokojnie, bo jestem po wręczeniu nominacji, mogę przyznać, że prezydent Andrzej Duda zrobił mi niesamowitą niespodziankę, zapraszając mnie do tak elitarnej grupy osób.

– Gdy oglądałam fotorelację z uroczystości, zastanawiałam się, co Pan w tej szczególnej chwili myślał.

– Pojawiła się refleksja, że mój ojciec, który otrzymał order Virtuti Militari V klasy za udział w wojnie bolszewickiej, byłby ze mnie dumny, że bohater bitwy pod Radzyminem, jeśli teraz patrzy na mnie z nieba, cieszy się tam, iż syn nie traci czasu i w swym życiu też robi coś pożytecznego dla ojczyzny. A potem jeszcze sobie uświadomiłem, że to bodaj pierwszy taki przypadek wyróżnienia w ten sposób autora fotografii. Myślę, że to dokumentacja działalności, służby Jana Pawła II, realizowana przez 43 lata, miała wpływ na tę nominację. Pomyślałem więc, że w niebie także św. Jan Paweł II się cieszy, iż zostałem w taki sposób wyróżniony. Zresztą laudacja prezydenta Dudy, który podkreślił moją aktywność, wydane przez Białego Kruka książki z moimi fotografiami i albumy, które sprawią, że te zdjęcie przetrwają dla pokoleń, utwierdziła mnie w tych domysłach.

– Przed laty Pańska praca nie wszystkim się podobała...

– Przez wiele lat byłem na marginesie. Nie tylko w czasach PRL-u. Za rządów Tuska czy za prezydentury Komorowskiego było podobnie. Pewnym mediom nie wolno było o kimś takim jak Bujak pisać czy publikować jego zdjęć. A i dziś się to zdarza – są pojedyncze osoby, które wciąż mają do mnie zastrzeżenia. Tu czy tam Bujak nadal nie jest mile widziany...

– Jak to tłumaczą?

– Różnie. Ktoś np. stwierdził, że jestem w... partyjnej gazecie, że służę partii.

– Co Pan na takie zarzuty?

– Podchodzę do nich ze spokojem. Wiem, że służę konkretnej idei, konkretnym ludziom, dla których ważne jest dobro ojczyzny. Utożsamiam się z nimi. Nie ma dla mnie większego znaczenia, że ktoś mówi, iż publikuję zdjęcia w partyjnej gazecie. W takich sytuacjach myślę, że ktoś się boi „WPiS-u” i stąd taka reakcja.

– Ale są też ludzie, którzy bardzo Pana cenią. Sama widziałam kolejki po autograf Adama Bujaka.

– Reakcje są różne. Młode pokolenie już właściwie mnie nie zna. Natomiast starsi ludzie mnie rozpoznają. Czasem jestem za niedźwiedzia, który pozuje do pamiątkowych fotografii (śmiech). No, bo trzeba mieć zdjęcie z Bujakiem. Nie ukrywam, że to jest przyjemne. Gorzej, jak ktoś mnie chce pocałować w rękę... bo to nie do zaakceptowania. Przecież nie jestem żadną relikwią. Ja tylko fotografowałem kolejne etapy życia Karola Wojtyły i Jana Pawła II.

– Wróćmy do Pańskiej nowej roli. Proszę powiedzieć, do czego zobowiązuje obecność w Kapitule Orderu Orła Białego?

– Mamy popatrzyć na cały życiorys kandydata. Mamy go sprawdzić, prześwietlić jego przeszłość i teraźniejszość, jeśli jest to osoba żyjąca – bo odznaczani są także wybitni Polacy, którzy już zmarli.

– Kapituła zgłasza kandydatów?

– Mamy do tego prawo. Dana kandydatura, bez względu na to, kto ją zgłosił, powinna zostać przyjęta przez wszystkich członków – innymi słowy, należy przekonać kapitułę do konkretnego człowieka.

– Myślę, że zasiadanie w kapitule to także zobowiązanie. Jak ma Pan zamiar się z niego wywiązać?

– To jest moja służba Polsce. Uważam, że kapituła powinna się wnikliwie wpatrywać w życiorysy kandydatów zgłoszonych do wyróżnienia. Nie wolno przeoczyć jakiegoś wydarzenia z życia danego człowieka.

– Przeglądałam listę żyjących osób odznaczonych Orderem Orła Białego. Są tam bardzo różni ludzie, dziś niekoniecznie służący dobru Polski.

– To prawda. Niektóre nazwiska mogą nas dzisiaj przerażać, a przynajmniej skłaniać do refleksji. Myślę o takich ludziach, jak Michnik, Balcerowicz i im podobni. Ale niestety, mieliśmy władze, które takich ludzi popierały i takie, a nie inne zachowania doceniały.

– Ma Pan pomysł, jak w przyszłości uniknąć takich sytuacji? Bo przecież wiemy, że cwaniaków, którzy potrafią się urządzić, spotkamy wszędzie. Również przy obecnym rządzie.

– To prawda. Po naszej stronie oni także są. Ale co jest cenne, są zdecydowane reakcje szefa PiS-u, które sprawiają, że taki polityczny hochsztapler zostaje wyeliminowany. Oczywiście, trzeba na to czasu. Od razu zaznaczę, że nie jestem członkiem PiS-u, ale jego fanem. A wracając do roli członka kapituły, to myślę, że trzeba „przeżyć” życiorys konkretnego kandydata do odznaczenia orderem. Oczywiście, musimy mieć też informacje z IPN-u.

– Jak unikać sytuacji, kiedy ktoś ostentacyjnie odmawia przyjęcia Orderu Orła Białego albo go zwraca?

– Myślę, że nie ma na to jednej recepty. Jeśli ktoś będzie chciał wzbudzić ogólne zainteresowanie, to każda sytuacja stanie się dla niego stosowna. Tu może zadziałać asekuracyjne myślenie. Taki człowiek dojdzie do wniosku, że przyjęcie orderu od obecnej władzy może się dla niego okazać niekorzystne, bo liczy na powrót do rządzenia partii neoliberalnych i lewackich. Taka odmowa może mu się wydawać sposobem na zaistnienie w tych środowiskach.

– Czy powinno się odbierać laureatom wcześniej przyznane ordery Orła Białego?

– Sam się zastanawiam, czy powinno się odebrać order np. Adamowi Michnikowi. Przecież jego życiorys z czasów transformacji zawiera wiele przykładów, dowodów na zaangażowanie w sprawę odzyskania niepodległości Polski. Poza tym myśmy byli wpatrzeni w niego i w „Gazetę Wyborczą”. Wierzyliśmy, że idą nowe, lepsze czasy. I proszę zobaczyć, jak komuna po cichu, dyskretnie, ale skutecznie wróciła. Jakoś szybko się okazało, że ci, którzy Michnika gnębili, są jego przyjaciółmi. A my wielokrotnie usłyszeliśmy, że Jaruzelski czy Kiszczak to ludzie honoru. Myślę, że odebranie orderu nie rozwiąże sprawy. Poza tym nasza religia uczy, że trzeba wybaczać i stwarzać możliwość naprawienia błędów. Mamy dać szansę naprawienia zła. Proszę zobaczyć, apostoł Paweł był zbrodniarzem, prześladował i mordował wyznawców Chrystusa. A przecież tyle dobra uczynił dla Kościoła, gdy się nawrócił. Na tym polega chrześcijaństwo, żeby nikogo nie przekreślać.

– A na czym w dzisiejszych czasach polega patriotyzm?

– Dla mnie idea patriotyzmu zawiera się w słowach: „Bóg. Honor. Ojczyzna”. Jeżeli do wartości przekazywanych w tym ponadczasowym przesłaniu Polaków jesteśmy prawdziwie przywiązani, jeżeli je wprowadzamy w czyn na miarę swoich możliwości i tam, gdzie żyjemy, to właśnie jesteśmy patriotami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Zabawa: dziś ostatni dzień zapisów na Miasteczko Modlitewne

2018-07-20 18:44

eb / Zabawa (KAI)

Dziś ostatni dzień zapisów na jedną z największych modlitewnych inicjatyw Katolickiego Stowarzyszeni Młodzieży. Miasteczko Modlitewne będzie otwarte od 27 lipca do 2 sierpnia. Powstanie przy sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie koło Tarnowa. Młodzi rozbiją tam namioty. Będą się wspólnie modlić i integrować.

Fotolia.com

Tegorocznemu ogólnopolskiemu spotkaniu towarzyszy hasło "Ducha masz? Chcesz?„Jest to zaproszenie skierowane do młodych, aby przez siedem dni trwania szkoły modlitwy u bł. Karoliny poznać, otworzyć się oraz doświadczyć Ducha Świętego” – podkreśla Magdalena Nowak, burmistrz Miasteczka Modlitewnego.Podczas rekolekcji zaplanowano dyskusje, spotkania w grupach, rozmowy z zaproszonymi gośćmi, czuwania modlitewne, koncerty zespołów, zabawy prowadzone przez wodzirejów.

Młodzież nie tylko będzie uczestniczyć, ale przede wszystkim tworzyć klimat spotkania poprzez pobyt w miasteczku namiotowym, przygotowywanie wspólnych posiłków, działania i życia we wspólnocie.Podobnie jak w ubiegłym roku, uczestnicy nocować będą w namiotach rozłożonych na terenie przy sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie, albo w szkole.

Zapisy na Miasteczko Modlitewne przyjmowane są do dzisiaj. Koszt udziału wynosi 180 złotych. Zgłoszenia przez formularz http:// tnij.at/273004 . Szczegółowe informacje znajdują się na stronie http://miasteczkomodlitewne.pl/

Miasteczko Modlitewne jest ogólnopolską inicjatywą KSM-u, która po raz pierwszy odbyła się w 2010 roku. Jej zalążkiem była dziewięciodniowa nowenna do błogosławionej Karoliny.

Karolina Kózkówna urodziła się 2 sierpnia 1898 r. w wielodzietnej rodzinie w podtarnowskiej wsi Wał-Ruda. Mimo młodego wieku i braku specjalistycznego wykształcenia prowadziła bardzo aktywne działania na rzecz społeczności lokalnej. Była animatorką i liderką życia religijnego.Należała do stowarzyszeń religijnych, angażowała się w tworzenie i formowanie nowej wspólnoty parafialnej powstałej z połączenia dwóch miejscowości, gdy została utworzona nowa parafia w Zabawie.

Uczyła katechizmu dzieci z wioski, organizowała dla nich zajęcia, przygotowywała do przyjęcia Komunii św. chorych współmieszkańców. Pomagała w prowadzeniu prywatnej biblioteki wujowi Franciszkowi Borzęckiemu, umożliwiała dorosłym dostęp do literatury religijnej.Wrażliwa na potrzeby chorych i biednych, odwiedzała ich w domach i wspierała w potrzebach. Była przykładem pracowitości i uczciwości oraz poczucia odpowiedzialności za rodzinę.

Swoją postawą zdobyła powszechne uznanie i szacunek wśród współmieszkańców, którzy mówili, że jest „pierwszą duszą do nieba”. Zginęła heroicznie, broniąc swej godności i honoru 18 listopada 1914 r., gdy została zaatakowana przez carskiego żołnierza, który w bestialski sposób ją zamordował.

Jan Paweł II beatyfikował Karolinę Kózkównę 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jutro zaczyna się Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa

2018-07-21 11:27

pgo / Warszawa (KAI)

„Z mocą Ducha Świętego niesiemy Chrystusa” - to hasło XIX Ogólnopolskiego Tygodnia św. Krzysztofa i tegorocznej „Akcji św. Krzysztof”. Będzie on obchodzony w Polsce od 22 do 29 lipca. Po raz kolejny MIVA Polska zaprasza kierowców, aby za każdy bezpiecznie przejechany kilometr wpłacili 1 gr na środki transportu dla misjonarzy.


XIX Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa rozpocznie festyn w Kielcach. Msza św. pod przewodnictwem bp. Jana Piotrowskiego i bp. Jeana-Jacquesa Koffi Oi Koffi z Wybrzeża Kości Słoniowej będzie sprawowana w intencji kierowców. Nie zabraknie świadectw misjonarzy i wspólnej Koronki do Miłosierdzia Bożego w językach świata.

Na uczestników wydarzenia będą czekały stoiska misyjne, prezentacja sprzętu policyjnego, straży pożarnej, wojska i ratownictwa medycznego. Dodatkową atrakcją będą także pokazy pojazdów zabytkowych i sportowych oraz próby na symulatorach dachowania i zderzeń. W programie znalazły się również występy indiańskiego zespołu z Peru „Los Companieros”, koncert Italian Music Show- Roberto Zucaro.

XIX Ogólnopolskiemu Tygodniowi św. Krzysztofa towarzyszy misyjna „Akcja św. Krzysztof”. Ks. Jerzy Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska podkreśla, że akcja ta jest apelem do kierowców, żeby podziękować za szczęśliwe przejechane kilometry i jako dziękczynienie podarować swój grosz na pojazdy misyjne. – Ta akcja to też modlitwa za kierowców, błogosławieństwo pojazdów i apel o bezpieczne podróże – mówi.

MIVA Polska stworzyła także „Dekalog Kierowcy”, który w konkretny sposób jest propozycją do wdrążania przykazań Bożych w ruchu drogowym przez kierujących pojazdami. – Prowadzący pojazd ma być chrześcijaninem także na drodze, nie tylko w kościele, w domu czy też w miejscu pracy. Ma pokazywać to w swoim sposobie prowadzenia pojazdu i odnoszenia się do innych użytkowników drogi – tłumaczy ks. Kraśnicki.

1 grosz za 1 szczęśliwie przejechany kilometr to nie tylko symbol. - Wielu kierowców, także ja biorę udział w „Akcji św. Krzysztof” i jako kierowca przekazuję na środki transportu dla misjonarzy tyle groszy, ile w ciągu roku przejechałem kilometrów. Bardzo wielu kierowców w Polsce patrzy na licznik i liczbę kilometrów przejechanych w miesiącu, inni w ciągu pół roku, czy roku i wpłacają swoją pomoc na misyjne pojazdy. Czynią to w duchu solidarności z misjonarzami, którzy pracują w różnych miejscach na świecie, w których nie ma rozwiniętego transportu. W ten właśnie konkretny sposób pomagamy w niesieniu Ewangelii na krańce świata i czynieniu dobra innym – podkreśla dyrektor MIVA Polska.

„Okażmy Panu Bogu wdzięczność za wszystkie przebyte podróże i szczęśliwie przejechane kilometry, za Bożą opiekę podczas każdej podróży. Wraz z błogosławieństwem kierowców i ich pojazdów, proszę, aby każda wspólnota parafialna w Polsce zorganizowała odpowiednią zbiórkę na pojazdy misyjne, aby nie pozbawiać pomocy głosicieli Ewangelii w świecie. Niech nasza troska o bezpieczeństwo w podróżach i na drogach rodzi wdzięczność, która służy głoszeniu Ewangelii Chrystusa na krańcach świata.” – napisał z kolei w komunikacie na XIX Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa bp Jerzy Mazur SVD, Przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

W zeszłym roku w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. złotych. Za te pieniądze zostało kupionych 48 samochodów terenowych i osobowych, 2 busy, ambulans, traktor, 39 motocykli i motorowerów, 470 rowerów dla katechistów, 2 silniki do łodzi i 2 łodzie motorowe, motolotnię oraz 30 wózków dla niepełnosprawnych, które trafiły do misjonarzy w prawie 30 krajach, głównie w Afryce i Ameryce Południowej.

MIVA Polska zaczęła działać w 2000 roku decyzją KEP przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji. Organizacja pomaga misjonarzom w zakupie środków transportu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem