Reklama

Spłacam dług pokolenia

2014-07-15 12:30

Anna Skopińska
Edycja łódzka 29/2014

ARCHIWUM KRZYSZTOFA JAKUBCA

Anna Skopińska: – Konkurs, który zawojował Polskę. Historia opowiadana przez młodych. Spotkanie z tymi, którzy są dla nas skarbnicą wiedzy o przeszłości. Czym jest łódzki „Arsenał Pamięci”?

Krzysztof Jakubiec: – „Arsenał Pamięci” nawiązuje w swej nazwie do Akcji pod Arsenałem, w której przyjaciele odbili z rąk Niemców Janka Bytnara „Rudego”. Arsenał pamięci to miejsce, idea, w której gromadzimy i upamiętniamy wspomnienia. Wspomnienia bliskich, przyjaciół. Utrwalamy przeżycia nigdzie niepublikowane, tkwiące tylko w pamięci osób jeszcze żyjących. Takie, które jak maleńkie strumyczki górskich potoków łączą się w coraz większe cieki, aż wreszcie tworzą wielką rzekę polskiego losu. Te maleńkie, czasem parostronicowe zaledwie prace, to unikalne przyczynki historyczne. To utrwalenie tego, co odeszłoby wraz z bohaterami wspomnień, odeszłoby wraz z ludźmi, którzy pamiętają rolę drobiazgów, kiedyś rekwizytów na scenie historii, a teraz świadków pewnych wydarzeń, przeżyć.

– Prace dotykają najczęściej przeżyć wojennych...

– Cezura czasu mojego konkursu to tak daleko, jak daleko sięga ludzka pamięć. Oczywiście, większość prac konkursowych jest poświęcona wspomnieniom, przeżyciom kogoś bliskiego, znajomego z czasów wojny. Są prace opowiadające bezpośrednio o działaniach wojennych, o akcjach, bitwach, ale są i prace poświęcone sybirakom, ludziom skazanym na tułaczkę na nieludzkiej ziemi, którzy jakimś cudem przeżyli i powrócili do Polski. Są wspomnienia więźniów obozów jenieckich, koncentracyjnych, wspomnienia żołnierzy wszystkich istniejących polskich oddziałów, wszystkich armii, w jakich Polacy byli. I to jest ten skarbiec, który, mam nadzieję, kiedyś zostanie otwarty, przeanalizowany i udostępniony. To przecież ogromna liczba – dziś już ok. 3 tys. – bardzo cennych prac. Jest nadzieja, że uda się przynajmniej część z nich opublikować w wersji książkowej. Byłby to wspaniały ukłon zarówno w stronę bohaterów prac, jak i wobec ich autorów.Młody człowiek, który uczestniczy w „Arsenale Pamięci”, wygrywa z samym sobą. Wygrywa z propozycjami świata – z telewizją, komputerem, randką, zabawą. Poświęca swój czas na wysłuchanie babci, dziadka, na spisanie, uporządkowanie wspomnień. I to także jeden z celów mojego arsenału – umocnienie, czasem odtworzenie, więzi międzypokoleniowych, które tak bardzo ostatnio osłabły.

– „Arsenałowe” prace to z pewnością wiele wzruszeń.

– Lekturze wielu prac towarzyszą łzy wzruszenia, trzeba pracę odkładać po to, by się trochę uspokoić i dopiero do niej wrócić. Są to np. przeżycia sybiraków powracających do kraju. Dobrze pamiętam wspomnienia pana, który zesłany do Magadanu przez długie lata po wojnie starał się o powrót do Polski. Szczególnie wzruszające były sceny, gdy już wylądował na lotnisku w Warszawie, z daleka dostrzegł swoją żonę, której nie widział kilkanaście lat, a tu jeszcze żmudna odprawa, kontrola bagażu. On ją z daleka widział, a nie mógł się już z nią przywitać, a przecież tak długo na to czekał. Spłakałem się, gdy czytałem ten opis. Na pewno dziewczyna, słuchając tych wspomnień, także głęboko je przeżyła. Jest bardzo wiele prac wstrząsających. Opisujących przeżycia, tragedie ludzkie. A tego wszystkiego wysłuchały dzieci – dla nich to też musiało być trudne – wysłuchanie, a następnie opisanie tych historii. A jednak zdobyły się na to i jest to ich laur. Na podsumowaniu „Arsenału” spotykają się cztery pokolenia – sędziwych bohaterów prac: żołnierzy AK, Szarych Szeregów, drugiej konspiracji, dziadków, rodziców i dzieciaków. Budujące jest to, że chociaż nie robię wokół tego konkursu wielkiej reklamy, co roku przybywają nowe szkoły, nowa młodzież.

– Skoro tak ogromne zainteresowanie konkursem, to jacy są ci dzisiejsi młodzi ludzie?

– Młodzież mamy wspaniałą, z nią tylko trzeba chcieć rozmawiać. Każdy nauczyciel, wychowawca powinien spełniać podstawowy warunek – nie mówić: zróbcie, tylko zróbmy, i nie idźcie, tylko chodźmy.

– Panu pomaga to, że był nauczycielem, drużynowym, wychowawcą?

– Bardzo. Z moimi wychowankami mam kontakt do dzisiaj, choć pierwsi mają już dorosłe dzieci. Zawsze przykładałem ogromną wagę do tego, by być ze swoimi wychowankami. Uważałem, że rozkaz jest najmniej potrzebną rzeczą, choć harcerstwo jest organizacją, w której rozkaz funkcjonuje. Młodzież jest dobra. Przykre jest tylko to, że dobro nie jest medialne. To, że spotkało się kilkuset młodych, wspaniałych ludzi, którzy zrobili coś dobrego, jakoś nikogo nie ekscytuje. Nie porusza wyobraźni, nie jest sensacją, a przecież zasługują te dzieci na to, by o nich pisać. Nie tylko o bohaterach ich prac, ale o nich. Jak to się stało, że przystąpili, że poświęcili czas na napisanie prac i co im to dało.

– Czemu się Pan tym zajmuje?

– Ja to nazywam próbą spłaty długu pokoleń. Moi rodzice, dziadkowie, byli zaangażowani w konspirację. Dziadek ze strony mamy był żołnierzem II Brygady Legionów, tata i jego dwaj bracia żołnierzami Powstania Warszawskiego, AK. Babcia ze strony taty na radioodbiorniku – który mój tata zmajstrował, będąc studentem tajnej politechniki (studiował razem z Jankiem Bytnarem, ale o tym dowiedziałem się wiele lat po śmierci taty, który o wojnie nic nie mówił) – nasłuchiwała wiadomości z Londynu. Potem łączniczki spisane na karteczkach przez babcię meldunki z nasłuchu roznosiły po barykadach powstania. Uważam, że moje pokolenie, ale i następne, mają do spłacenia poprzednikom ogromny dług. Jako uczeń nie znosiłem historii. Może nie miałem szczęścia do nauczycieli? Nie wierzyłem w to, co pisali w podręcznikach, dla mnie to była abstrakcja. Dopiero, gdy zacząłem poznawać ludzi – sybiraka, oświęcimiaka, więźniarkę Ravensbrück, kiedy poznałem pierwszych żołnierzy batalionu „Zośka”, zacząłem wsłuchiwać się w historię. Nie pisaną, tylko mówioną – opowiadaną przez nich. Kiedy dotknąłem tej historii, kiedy usłyszałem coś od autentycznego świadka, to tamte relacje podręcznikowe stały się dla mnie wiarygodne. Zacząłem poznawać historię mówioną, a potem zainteresowałem się także historią pisaną, ale to dzięki tym ludziom.

– I Pan tę historię przekazuje dalej....

– Młody człowiek zapamiętuje świetnie to, czego dotknie, czym się wzruszy, o co się przewróci, potknie. Pamięta to, co go serdecznie rozbawiło albo to, co go bardzo rozgniewało. Wtedy miejsca stają się bliskie, historia czytelna. To jest to, co skłania mnie do poszukiwania tej historii, ale takiej w zasięgu ręki, nie odległej, nie abstrakcyjnej, tylko tej, która działa się w najbliższym otoczeniu. Choćby każde spotkanie u Mamy Bytnarowej. Jeździliśmy do niej w ostatnich 10 latach życia gromadami, musiałem ograniczać liczbę dzieciaków, bo Matulka dysponowała maleńkim mieszkankiem. Chętnych na każdy wyjazd miałem mnóstwo. Coś do tego miejsca ciągnęło, coś, co kazało jechać i słuchać tej wspaniałej kobiety, która gawędziła nieprawdopodobnie, ze swadą, dowcipem.

– W Łodzi też mieliśmy takiego gawędziarza....

– Tak. To „Luxor”, nasz serdeczny przyjaciel. Każde spotkanie z nim też było dotknięciem historii. Młodzież przyjmowała go entuzjastycznie. Na Starym Cmentarzu udało mi się postawić mu na nagrobku, który ufundował jego przyjaciel ks. Stefan Wysocki, uczestnik „Małego Arsenału” w Łowiczu, brzozowy krzyż. Na całej kwaterze to jedyny brzozowy krzyż. Z daleka widoczny, przyciąga wzrok.

– Jak on sam, Wiktor Matulewicz...

– Jak on sam. Na Starym Cmentarzu mamy paru „zośkowców”. „Luxor” był jednak tą postacią wyjątkową, szczególną, ciepłą do końca. Miałem to szczęście, że zetknąłem się w życiu z wieloma cudownymi, wspaniałymi ludźmi, dzięki którym historia dla mnie stała się prawdziwa.

– Szczęście też mieli ci młodzi, którzy od Pana uczą się szacunku do przeszłości, poznają historię i mogą słuchać tych wspaniałych opowieści.

– I to właśnie uważam za spłatę długu pokolenia. Jestem to winien tamtym ludziom, którzy opowiadali mi swoje historie. I przez te spotkania, opowieści, zdjęcia, wspomnienia, oni nadal trwają i pamięć o nich jest zachowana. O Staszku Sieradzkim „Świście”, legendzie batalionu „Zośka”, który na ćwiczeniach za Baczyńskim nosił karabin, bo Krzyś nie był w stanie go udźwignąć. A Staszek potężny, barczysty. Nie sposób o tych ludziach nie mówić.

– I mówi Pan bardzo pięknie. Co my możemy od nich brać, co czerpać, czego się nauczyć?

– Możemy nauczyć się pokory, odpowiedzialności i radości życia. Kiedyś zapytałem jedną z więźniarek Ravensbrück – Janeczkę Węgierską-Paradowską, lekarkę: – Druhno Janeczko, jak wy to robicie, jak to jest możliwe, że po tym wszystkim, co przeżyłyście, jesteście tak radosne, pogodne, pełne życia i życzliwości do wszystkich? Ona wtedy odpowiedziała: – Wiesz, po tym, co przeżyłyśmy, każdy dzień jest dla nas tylko szczęściem. Nie ma rzeczy, które by nas teraz zasmuciły. Bo nie ma rzeczy tragiczniejszej niż to, co mamy za sobą.

Tagi:
rozmowa

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: można już odbierać bezpłatne karty wstępu na beatyfikację Hanny Chrzanowskiej

2018-04-18 09:24

md / Kraków (KAI)

Kuria Metropolitalna, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia i kościół św. Mikołaja – w tych trzech miejscach osoby zainteresowane udziałem w uroczystościach beatyfikacyjnych Hanny Chrzanowskiej mogą odbierać bezpłatne karty wstępu na błonia przed łagiewnicką bazyliką. Beatyfikacja krakowskiej pielęgniarki odbędzie się w sobotę 28 kwietnia.

Archiwum parafii pw. św. Mikołaja w Krakowie
Hania w wieku 15 lat

Bezpłatne karty wstępu dla wszystkich zainteresowanych na błonia przed Bazyliką Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach są do zabrania w następujących miejscach: w Kurii Metropolitalnej na ul. Franciszkańskiej 3, w punkcie informacyjnym w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach oraz w parafii św. Mikołaja w Krakowie. Bilety mogą otrzymać zarówno osoby indywidualne, jak i grupy pielgrzymów.

Identyfikatory dla koncelebransów są do odebrania w notariacie Kurii Metropolitalnej w godzinach urzędowania. Uroczysta Msza św., podczas której zostanie beatyfikowana Hanna Chrzanowska, pionierka pielęgniarstwa społecznego i współpracownica Karola Wojtyły, rozpocznie się o godz. 10.00, ale już od 9.00 trwać będzie modlitewne przygotowanie do tego wydarzenia.

Uroczystościom w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przewodniczył będzie papieski legat, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato.

W łagiewnickiej bazylice przewidziano miejsca m.in. dla 300 osób na wózkach inwalidzkich, chorych i niepełnosprawnych. Obecna będzie rodzina Hanny Chrzanowskiej. Jak poinformowała KAI Helena Matoga, wicepostulator procesu beatyfikacyjnego, w nabożeństwie uczestniczyć będzie również środowisko polskich pielęgniarek i położnych, wolontariusze oraz przedstawiciele międzynarodowych stowarzyszeń pielęgniarskich, m. in. z Watykanu, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Zapowiadany jest udział ok. 35 polskich biskupów oraz kilkuset księży. Zaproszone są władze państwowe i samorządowe. Podczas Mszy św. będzie śpiewał stuosobowy chór.

Msza św. dziękczynna za beatyfikację Hanny Chrzanowskiej pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego zostanie odprawiona w kościele św. Mikołaja w Krakowie, przy grobie nowej błogosławionej, w niedzielę 29 kwietnia o godz. 9. 30. „Zaproszenie kierujemy do wszystkich, którym bliska jest Hanna Chrzanowska i jej dzieło, a także do osób pragnących ją poznać” – mówi ks. Gubała. Jak podkreśla, zaproszeni są przedstawiciele świata medycznego: lekarze, pielęgniarki, osoby niosące pomoc chorym, cierpiącym, opuszczonym, ale także mieszkańcy Krakowa, wśród których żyła i pracowała Hanna, jak również pielgrzymi szukający ratunku za wstawiennictwem nowej błogosławionej.

Hanna Chrzanowska była pionierką pielęgniarstwa społecznego i parafialnego, bliską współpracownicą kard. Karola Wojtyły. Towarzyszenie chorym było istotą jej misji, której poświęciła osobiste życie, siły, czas i oszczędności. Wyznaczyła standardy nowoczesnej opieki nad chorymi, której fundamentem jest nie tylko niesienie ulgi w bólu fizycznym, ale także pomoc duchowa. Zmarła 29 kwietnia 1973 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

I Gminny Dzień Rodziny w Żmigrodzie

2018-04-19 17:18

Anna Buchar

Rodzinne karaoke, koncert zespołu Humorek, turniej pokoleń, występ wychowanków Placówki Wsparcia Dziennego w Żmigrodzie – 13 maja po raz pierwszy na żmigrodzkim Rynku odbędzie się Gminny Dzień Rodziny.


Oficjalne otwarcie imprezy rozpocznie się o godz. 13. Wśród wielu zaplanowanych atrakcji nie zabraknie stoisk z lokalnymi produktami, darmowej waty cukrowej i popcornu dla wszystkich dzieci oraz kiełbasek z grilla dla całych rodzin. W trakcie zabawy rozstrzygnięty zostanie konkurs twórczy ,,Moja rodzina”, ogłoszony przez GOPS.

Wydarzenie zakończy koncertStars of Melody& City Band.

Serdecznie zapraszamy!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem