Reklama

75. rocznica narodzin dla Nieba

Dziewczynka, która oddała się Bogu

2014-07-16 09:03

Marek P. Tomaszewski
Niedziela Ogólnopolska 29/2014, str. 18-19

ARCHIWUM AUTORA
María del Carmen z rodzicami

Był to poranek, dnia 6 kwietnia 1939 r. W hiszpańskim mieście San Sebastian dziewczynka o imieniu María del Carmen wraz ze swoją babcią i bratem zmierzała właśnie na nabożeństwo Wielkiego Czwartku do parafii Dobrego Pasterza. Rekolekcje wielkopostne, które dopiero co odprawiła w szkole, przygotowały ją do przeżycia obchodów Triduum Paschalnego w sposób szczególny. W jej sercu pulsowała miłość do Jezusa, który oddał swe życie dla naszego zbawienia, i czuła silne pragnienie odpowiedzenia na Jego miłość oddaniem samej siebie aż po całkowite poświęcenie swego życia.

W ten Wielki Czwartek dziewczynka szła bardzo zamyślona. Był to przecież dzień, w którym Pan Jezus, ustanawiając Eucharystię, oddał się nam całkowicie i nieodwołalnie. Zupełnie niespodziewanie, przed wejściem do kościoła, María del Carmen zapytała: „Babciu, mogę oddać się Bogu?”. Babcia odpowiedziała: „Tak, oddaj się”, po czym zapytała dziewczynkę i jej brata – Julia, czy chcą się wyspowiadać. Julio skorzystał z tej propozycji, a María del Carmen nie potrzebowała spowiedzi w tym momencie. W krótkim czasie w trójkę zbliżyli się do ołtarza, by uklęknąć i przyjąć Komunię św.

Następnie wrócili do ławki. Dziewczynka była tak niezwykle skupiona i uduchowiona, że jej babci wydawało się, iż niosą ją aniołowie. Już na miejscu włożyła głowę pomiędzy ręce i dłuższą chwilę klęczała, czyniąc dziękczynienie. Babcia pomyślała wtedy: „Ta dziewczynka mogłaby być drugą Małą Świętą Teresą”. Gdy wychodzili z kościoła, radosny wygląd małej zdradzał coś nadnaturalnego, jednak babcia nie odważyła się o nic zapytać, gdyż dziewczynka była tak bardzo zamknięta w sobie. María del Carmen natomiast spytała: „Babciu, co to znaczy oddać się?”. Babcia wytłumaczyła: „Oddać się to znaczy całkowicie powierzyć swoje życie Bogu i być całą Jego”. Później dziewczynka już nigdy z nikim nie rozmawiała o oddaniu się.

Reklama

Tego samego dnia, po akcie nadzwyczajnej pobożności dziecka, nastąpił inny zaskakujący czyn, który zdawał się nie być zgodny z tą żarliwością. Dziewczynka radośnie i z prostotą powiedziała: „Babciu, kupmy ciastka dla wszystkich”. Właśnie przechodzili obok cukierni. Babcia pomyślała: „Ach, to tylko małe dziecko, nie jest aniołem ani świętą Teresą”.

Wkrótce María del Carmen zachorowała, bardzo cierpiała i niedługo potem zmarła z uśmiechem na ustach. Po śmierci dziewczynki wyjęto jej „rzeczy sumienia”, które miała schowane w swojej szkolnej torbie. Po złamaniu wielu laków, którymi zapieczętowała sprawy najbardziej prywatne, w dzienniczku – niemalże czystym – znaleziono tę jedną, wyjątkową stronę... Tam był jej najskrytszy sekret: „Oddałam się w parafii Dobrego Pasterza, 6 kwietnia 1939”. W hiszpańskim oryginale: „Me entregué”; w rzeczywistości napisała „Me entrege”, z dziecięcym błędem ortograficznym. Jest to świadectwo jedyne, jednakże o niezwykłym znaczeniu, w świetle którego należy odczytać całą tajemnicę pięknego i krótkiego życia Maríi del Carmen González-Valerio y Sáenz de Heredia, nazywanej w rodzinie zdrobniałym imieniem Mari Carmen.

Przed narodzinami...

Tak jak życie każdego człowieka, również życie Maríi del Carmen rozpoczęło się w momencie poczęcia. U tej dziewczynki jest to jednak widoczne w sposób szczególniejszy. Jej mama bowiem, będąc w stanie błogosławionym, od początku miała przeczucie, że jej poczęte dziecko jest dziewczynką. 16 lipca 1929 r., czyli osiem miesięcy przed narodzinami dziecka, u stóp ołtarza Matki Bożej z Góry Karmel w Palavea prosiła najlepszą z Matek, by opiekowała się jej maleńką dziewczynką zarówno teraz, przed narodzeniem, jak i podczas całego jej dalszego życia na ziemi. Zawierzając ją Królowej Nieba, błagała, by Ona udzieliła jej córeczce nie skarbów tego świata, lecz bogactw niebiańskich, nie powodzenia w tym życiu, talentów czy urody, lecz przede wszystkim łaski doskonałej czystości, by nigdy grzechem nie zabrudziła niewinności chrzcielnej.

Pełna Ducha Świętego

María del Carmen urodziła się 14 marca 1930 r. w Madrycie (Hiszpania), jako druga z pięciorga rodzeństwa. Z powodu zagrożenia utraty życia została ochrzczona kilka godzin po narodzinach. Otrzymała imiona María del Carmen del Sagrado Corazón de Jesús Sofía Matilde (Maria z Góry Karmel od Najświętszego Serca Jezusa Zofia Matylda). Poprzez chrzest Pan Jezus sam oddał się jej, pragnąc być dla niej i z nią. Udzielił jej po raz pierwszy Ducha Świętego, obdarzając tym samym bogactwem Jego darów –

choć na razie tylko w stopniu początkowym. Pełnię swych darów Duch Święty wylał na dziewczynkę dopiero w sakramencie bierzmowania, który przyjęła w wieku dwóch lat, dnia 16 kwietnia 1932 r. W sakramencie tym otrzymała łaskę Pięćdziesiątnicy – pełnię Ducha Świętego. Mógł więc po kilku latach pewien kapłan, po wyspowiadaniu wszystkich uczennic podczas rekolekcji szkolnych, powiedzieć o Maríi del Carmen: „Ta dziewczynka jest pełna Ducha Świętego”. W zdaniu tym zawarł uznanie nie tyle dla samej dziewczynki, ile dla cudownych dzieł zdziałanych przez Ducha Świętego w jej życiu.

Heroizm czystości

Wydaje się, zapewne słusznie, że te cudowne dzieła zdziałane przez Ducha Świętego w życiu Maríi del Carmen są pokłosiem modlitw jej mamy, która przed narodzeniem zawierzała ją Maryi. Wśród najszlachetniejszych cech, które wyróżniały dziewczynkę, było umiłowanie przez nią cnoty czystości i skromności w ubiorze. Warto tu zaznaczyć, że mama nie zawsze zgadzała się ze swoją córeczką, jeśli chodziło o skromność ubiorów. Po powrocie z jednej z podróży podarowała jej strój plażowy, który wydawał się wystarczająco skromny dla pięciolatki. Składał się z bluzki bez rękawów i luźnych, długich do kostek spodni. Mama ubrała córkę w ten strój i postawiła ją przed lustrem, mówiąc: „Widzisz, Marío Carmen, jesteś przepiękna!”. Ona jednak, patrząc na siebie, powiedziała: „Może, ale ja tak nie pójdę na plażę”. Zdziwiona mama spytała: „Dlaczego nie? W tym jest ci dobrze!”. Dziewczynka odparła stanowczo: „Mamusiu, spodnie są tylko dla chłopców, a dziewczynki nie powinny się w nie ubierać”. Trzeba było do spodni dodać spódniczkę zakrywającą kolana i kamizelkę z długimi rękawami. Nieważne było to, że tak ubrana nie będzie mogła bawić się na plaży. Ona, mała dziewczynka, chciała zachować skromność tam, gdzie wielu ją traci. Nawet na plażę poszła wtedy wbrew swej woli i nie przestawała popłakiwać. Cierpienie sprawiał jej widok półnagich ludzi. Dlatego babcia zdecydowała, że więcej nie pójdzie z nią nad wodę. Gdy rodzeństwo bawiło się na plaży, ona zostawała sama w domu i oglądała obrazki ze świętymi.

Miłujcie się wzajemnie!

Całe życie Maríi del Carmen można streścić tymi właśnie słowami, wypowiedzianymi przez nią tuż przed śmiercią do swoich bliskich: „!Amaos los unos a los otros!” – „Miłujcie się wzajemnie!”. Ostatnie niecałe trzy miesiące jej życia stały się szczególną pieśnią miłości – miłości zwłaszcza nieprzyjaciół. Miłość była bowiem drugą niezwykle ważną cechą charakteryzującą jej życie. Praktykowała ją nie tylko w stosunku do najbliższych, lecz także do obcych, a przede wszystkim oddając siebie samą w całkowitym darze Bogu za ocalenie tych, którzy zabili jej ojca podczas trwającej wówczas hiszpańskiej wojny domowej. Modliła się zwłaszcza za nawrócenie prezydenta Republiki – masona Manuela Azany, którego utożsamiała ze źródłem wszelkiego zła we współczesnej jej Hiszpanii. Wyprosiła mu powrót do wiary, jako że nawrócił się na łożu śmierci.

Jak to już było wspomniane, Pan Bóg przyjął ofiarę z jej życia w Wielki Czwartek 6 kwietnia 1939 r. W ogromnych cierpieniach, spowodowanych okrutną, śmiertelną chorobą, wykazywała wielką cierpliwość i wspaniałomyślność. Zmarła 17 lipca 1939 r., po kilku miesiącach największych cierpień. Miała 9 lat i już prowadziła wielkie życie nadprzyrodzone.

Ku chwale ołtarzy

Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w Madrycie 11 lipca 1961 r. Ojciec Święty Jan Paweł II w dniu 12 stycznia 1996 r. ogłosił Maríę del Carmen czcigodną służebnicą Bożą, aprobując kanonicznie heroiczność jej cnót. Teraz, by mogła zostać beatyfikowana, konieczny jest tylko ewidentny cud wyproszony za jej wstawiennictwem.

Za przyczyną służebnicy Bożej Maríi del Carmen González-Valerio y Sáenz de Heredia prośmy, aby dzieci wzrastające w naszych polskich rodzinach znajdowały dogodne warunki do postępowania w czystości, wierze i miłości aż do chrześcijańskiego heroizmu.

Kontakt z Biurem Postulacji Służebnicy Bożej Maríi del Carmen: Asociación de Amigos de la Causa de Beatificación de Maríi Carmen González-Valerio, Calle Sagasta 28-2 28004 Madrid, Hiszpania

Strona internetowa: http://www.maricarmengv.info

Modlitwa za wstawiennictwem sł. B. Maríi del Carmen (do prywatnego odmawiania):

Jezu, który powiedziałeś: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie”, który jesteś „Kwiatem polnym i Lilią dolin”, który zechciałeś natchnąć duszę Maríi del Carmen cnotą niewinności i pragnieniem pójścia do Nieba przed zabrudzeniem się grzechem; przez tę heroiczną miłość, z jaką pośród największych cierpień podtrzymała ofiarę ze swego życia, prosimy Cię, byś przez jej wstawiennictwo wzbudził w domach chrześcijańskich legion czystych dusz idących jej śladami i jeśli jest Twoją wolą uczcić ją na ziemi, udziel nam łask, o które Cię prosimy przez jej wstawiennictwo. Amen.

Czytelnikom polecamy wydaną w Bibliotece “Niedzieli”: książkę Marka Pawła Tomaszewskiego “Mari Carmen. W drodze ku chwale ołtarzy”

Tagi:
wiara świadectwo

Bóg jest fascynujący

2018-07-04 11:07

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 16-17

Graziako
Mozaika przedstawiająca św. Józefa (XXI wiek) w kościele pw. św. Józefa w Nazarecie

Agnieszka Bugała: – Ojcze, św. Józef nie miał książek, psychoterapeuty, nie chodził na kursy i nie miał Internetu...

O. Augustyn Pelanowski OSPPE: – I to go uratowało!

– A jednak perspektywę rozumienia spraw najważniejszych miał doskonałą...

– Dlatego że skierowaną na Boga!

– W jaki sposób przekierować naszą perspektywę? Tak od razu precyzyjnie, bez pomyłek? Jak to się robi w człowieku? Kto za to namierzenie na Boga odpowiada? Kościół, rodzice?

– Najpierw oni, mama i tato. Prosty obrazek z domu. Jest wieczór i rodzice mówią do Janka: Słuchaj, idziemy się modlić. Janek mówi: Nie chcę. Mama i ojciec skupiają na nim uwagę, tłumaczą, ganiają po pokojach, strychach i piwnicach, mówią mu, dlaczego ta modlitwa jest taka ważna, martwią się, dzwonią do doradców, psychologów z pytaniami, co zrobić, żeby Janek chciał się modlić. Kto jest wtedy w centrum uwagi? Drugi wariant. Ojciec i matka mówią: Janek, idziesz się modlić? Janek mówi: Nie. To oni idą, zamykają drzwi i po prostu się modlą. Co się wtedy dzieje? Kto dla rodziców jest najważniejszy?

– Kolejnego wieczoru Janek po prostu przychodzi...

– Tak. To zrobił Eliasz, gdy przyszedł do domu wdowy w Sarepcie Sydońskiej. Był głód, a on mówi: Zrób dla mnie najpierw mały podpłomyk. A ona nie ma męża, ma tylko dziecko, pełna symbioza, żyje tylko dla syna! Chłopak, syn wdowy, siedzi przy stole i patrzy, jak jakiś chłop je pierwszy, a nie on. Wcale się nie dziwię, że następnego wieczoru się rozchorował i o mało co nie umarł. To był koniec narcyzmu, bardzo bolesny. Ale tradycja mówi, że ten chłopak to nie kto inny, tylko Jonasz. Po takim spotkaniu z Eliaszem, wstrząsającym, przejął charyzmat prorocki, ale też zrodził się w nim bunt. Po co o tym mówię? Chcę pokazać, że to jest proste. Nie trzeba jeździć na kursy i przeczytać tony książek, szukać doradców i zdobywać certyfikaty – Józef i Maryja tego nie robili. Wychowanie, w gruncie rzeczy, też jest proste: trzeba zająć się Bogiem. Nic nie zabezpieczy dziecka lepiej niż dobra pobożność rodziców.

– Józef i Maryja mieli jednak łatwiej: Jezus na pewno zawsze przychodził na wspólną modlitwę.

– Tu możesz mieć rację, ale popatrz na Rodzinę z Nazaretu. Czy to nie jest dziwne? Idą co roku w pielgrzymce, z Synem, przez kilka dni. Jednego roku nagle okazuje się, że zniknął. Nie ma Nastolatka przez cały dzień, a Oni dopiero wieczorem zaczynają pytać! Co to oznacza? Że Jezus był wolny... Wiedzą, że jest Synem Bożym, ale to Dziecko nie jest zniewolone Ich miłością i opiekuńczością. Ufają Mu. Zaufaniem zawsze się obdarza, a ono uczy odpowiedzialności. Jeszcze jeden przypadek: Młoda Kobieta, Żona, mówi swojemu Mężowi: Słuchaj, muszę odwiedzić moją krewną, potrzebuje mnie, wrócę za kilka miesięcy. I pobiegła 150 km do Ain Karim, sama, nie prosząc go o pomoc! Dlaczego Mąż Jej na to pozwala? Niczego się nie bali? To były trudne czasy, niebezpieczna okolica, Żona jest w ciąży... Jak wielkie muszą być miłość i zaufanie do Boga, że w Nim się już niczego nie boimy. Maryja i Józef dobrze wiedzieli, na Kim Im najbardziej zależy. To dało Im taki rodzaj zaufania i taką moc, że Jezus miał świetne warunki do wychowania – zdrową Rodzinę.

– W której nie rodzina była najważniejsza, tylko Bóg był najważniejszy...

– I dlatego ta Rodzina była taka, jaka była. I jest Rodziną Świętą.

– Czy mamy jakąkolwiek szansę na to, aby dorównać, we własnych rodzinach, temu ideałowi?

– A po co mielibyśmy to robić? Nie da się żyć, naśladując. Nie powinniśmy naśladować ani Świętej Rodziny, ani świętych. Nie da się żyć tak samo jak ktoś inny. Ale można żyć w więzi z kimś, do tego stopnia, że czyjeś życie wpłynie na nasze życie tak, iż niezauważalnie staniemy się do niego podobni. Córka mojego przyjaciela, gdy miała trzynaście lat, lubiła nosić ubrania ojca. Czemu to robiła? Bo podobało jej się to, co nosił, bo go w tym kochała. I nie mówiła sobie każdego dnia rano: Muszę pamiętać, żeby dziś włożyć jego marynarkę, nie robiła sobie takich postanowień. Było to dla niej fascynujące, a nie utrudniało codziennego życia. Abym chciał kogoś naśladować, najpierw muszę go poznać i musi mnie on sobą zachwycić, zafascynować. A wtedy, gdy mnie zafascynuje, to już działa zasada: „Z kim przestajesz, takim się stajesz”.

– Przekładając ten obraz na życie duchowe: dobrze z Panem Bogiem przebywać więcej, żeby się Nim zachwycić?

– Tak. I dobrze też dużo przebywać w towarzystwie św. Józefa. Nie z postanowienia, ale z pragnienia poznawania. Józef chciałby, żebyśmy skupiali się nie na nim, ale na Bogu. Żaden z aniołów nie zdradza swego imienia, aby nie odbierać chwały Bogu. Aniołowie i święci działają jak szkło w oknach: samego szkła nie widać, tylko to, co jest za oknem. Ale patrzysz w szkło...

– Gdy słucham Ojca, to świat duchowy, i świat w ogóle, nagle staje się prosty i czytelny.

– Bo on taki jest, tyko my, skażeni grzechem, z podkopanym zaufaniem do Boga, wszystko komplikujemy. Wchodzimy w detale, zastanawiamy się, co będzie jutro, za sto lat, czy się uda, czy nie, i jak to wpłynie na nasze życie. A najważniejsze jest pierwsze przykazanie. Fragment z Mt 6, 33 dobrze to opisuje w praktyce: „Zadbajcie wpierw o królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dane”. Zadbaj o to, a akcydensy same przyjdą. I teraz najważniejsza kwestia: Co mnie naprawdę w ciągu 24 godzin pociąga? Alkohol? Seks? Ja sam? Pociąga mnie pisanie kazań, żeby ludzie mnie podziwiali? Czy obżarstwo, a może nowe ciuchy? Adoracja? Różaniec? Biblia? Muszę sobie zadać to pytanie i na nie odpowiedzieć, bardzo uczciwie.

– A jeśli się okaże, że nie pociągają nas te trzy ostatnie?

– Może Oni przez te trzy rzeczy mnie pociągają... Wychowałem się w środowisku raczej niepobożnym. Wiedziałem, że jestem katolikiem, ale nie za bardzo wiedziałem, co to znaczy. Nie lubiłem księży. Czasami chodziłem do kościoła, niekiedy się modliłem – tak wszyscy robili w moim blokowisku. A jednak nie mogłem bez Niego żyć...

– Jak to się objawiało? Skąd to się wie, że nie można bez Niego żyć?

– Bez przerwy mnie do Niego ciągnęło. Nawet jeśli całą noc byłem pijany, to i tak nad ranem szedłem do kościoła, choćby na pięć minut, żeby sobie z Nim porozmawiać. Nawet jeśli byłem w izbie wytrzeźwień, to i tak z Nim rozmawiałem. Nawet jeśli Go nie prosiłem o uwolnienie od grzechów, to i tak był jedynym rozmówcą. Nawet gdy się kochałem w dziewczynie, to i tak bardziej pragnąłem Jego. Nikt ani nic mnie tak nie pociągało jak On. Czytałem mnóstwo książek, ale kiedy wziąłem do ręki Biblię, żadna nie mogła się z nią równać.

– A to jest łaska czy właśnie dobijanie się do człowieka?

– Nie wiem, być może właśnie to jest łaska. Jedno wiem na pewno: to nie ja Go wybrałem, to On wybrał mnie. I może nawet było tak, że robiłem wszystko, aby z tego nie skorzystać? Przeszkadzałem Mu, a On się na mnie uparł? Kiedy poszedłem do zakonu, to nie wiedziałem, co to jest brewiarz, i kiedy pierwszy raz go odmawiałem, z braćmi w kaplicy, to myślałem, że trwa wieczór poezji. Nie wiedziałem, co to jest Różaniec, i pierwsze dziesiątki odmawiałem w ukryciu, bo wstydziłem się tego, jak odmawiam. Nie wiedziałem, co to jest adoracja, ale trudno mi było wyjść z kaplicy. On jest pociągający... Nie widziałem Go i jest pociągający, więc co będzie, gdy Go zobaczę?

– Dlaczego wybrał Ojciec zakon Paulinów?

– Powiedziałem Panu Bogu, że jest mi wszystko jedno, dokąd pójdę. Postanowiłem, że pierwszy adres, który wpadnie mi w ręce, to będzie to miejsce. Zacząłem szukać w domu jakichś adresów i znalazłem ten – w porządku, idę do paulinów. Nie miałem pojęcia, co to za zakon.

– To uczciwe.

– Musi być tak-tak, nie-nie. Wezwali mnie do wojska. I wtedy mówię: No dobrze, ale wiesz, że jak mnie teraz wezmą, to już za dwa lata pewnie takiej tęsknoty metafizycznej nie będę miał... A jeśli mnie teraz odroczą, to idę do zakonu. Do WKU w Starachowicach było wezwanych 200 chłopaków, 198 przyjęto na pobór, 2 nie, w tym mnie. Pomyślałem: rozumiem, wszystko jasne. Odkrywanie kroków, które Bóg podejmuje, aby przeprowadzić swój plan, jest zachwycające. Myślę, że Józef też dostawał sygnały, ale było ich więcej, były wyraźniejsze, bo to był on. I w żadnym wypadku nie czuł się osaczony. Czuł się pociągany, ważny, wartościowy, wybrany. Są ludzie, którzy, gdy im się mówi: Ale ty jesteś kochany... mówią: Nie, nie jestem. Józef chyba reagował podobnie. „Chodź, będziesz opiekował się moim Synem”. Nie, nie nadaję się. I tak w kółko, aż się dogadali. Może po prostu znów chciał usłyszeć, że On go wybrał, że mu ufa?

– Ale Pan Jezus też chciał to usłyszeć kilka razy. „Czy mnie miłujesz? Czy miłujesz mnie bardziej?”...

– Ten to dopiero ma Serce! Aż człowiek nie może dojść do siebie, to jak zakochanie. Chodzi się, jakby się było upojonym, a głos Jego nie milknie we wnętrzu, uciec przed Nim nie można.

– Teresa z Ávila mówiła, że On ma jeden słaby punkt, prawda?

– Tak... I że to jest właśnie Serce.

– Tyle że Teresa wcale Mu nie folgowała, kochała z hiszpańskim temperamentem i wymagała adekwatnie do tej miłości.

– To już w Biblii dobrze widać, że ci, którzy byli w zażyłych stosunkach z Bogiem, to sobie z dwóch stron na dużo pozwalali. Tak było z Mojżeszem – jest przecież tyle zabawnych dialogów między Bogiem i Mojżeszem, kłótni, wyznań, przysiąg.

– A jednak gdy posłucha się, w jaki sposób Maryja mówi o Bogu, to wyczuwa się inną rzeczywistość, tam jest pełnia nabożeństwa. Nawet we współczesnych objawieniach Maryja nie mówi o Synu jak o kumplu, z którym dobrze się zna.

– Między Nimi nigdy nie było żadnych kłótni, Oni rozumieją się w ciemno. Ale jest też dużo humoru, nie tylko dramatu. Popatrz na Kanę Galilejską, jak Ona mówi, że nie mają wina. A co nas to obchodzi? – On Ją pyta. Na to Ona każe zrobić sługom wszystko, cokolwiek On powie. W ogóle nie zwróciła uwagi na to, że Jej właśnie odmówił!

– Ale Ona znała Jego Serce!

– No właśnie! Tu się ujawnia poziom zażyłości: rozumieją się bez słów, pozorne odmowy Ich nie zwodzą. To jest taki stopień zażyłości, w której pozorna odmowa oznacza zgodę. Tylko ludzie, którzy się kochają, mogą mieć taki układ.

Koniec tryptyku

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Kielcach odbyła się ogólnopolska inauguracja Tygodnia św. Krzysztofa

2018-07-23 09:39

dziar / Kielce (KAI)

Wizyta biskupa z Wybrzeża kości Słoniowej, Msza św. w intencji kierowców i MIVA Polska, koncert zespołu z Peru, świadectwa i posłanie misjonarzy świeckich, misyjne potrawy i stoiska, występ Italian Music Show i mnóstwo atrakcji dla grup w każdym wieku – tak w Kielcach wyglądał ogólnopolski festyn inaugurujący 19. Tydzień św. Krzysztofa.


W tym roku wybór MIVA Polska padł na Kielce celem organizacji ogólnopolskich obchodów, promujących bezpieczeństwo na drogach i wspierających misjonarzy.

Msze św. z modlitwą za kierowców i misjonarzy oraz poświęceniem pojazdów i błogosławieństwem kierowców, były łączone z rozdawaniem breloczków, „Dekalogu kierowcy”. Promowana była „Akcja św. Krzysztof – 1 grosz za 1 km na pojazdy misyjne”.

Mszy św. w intencji kierowców i dobroczyńców MIVA Polska przewodniczył biskup kielecki Jan Piotrowski, a gościem szczególnym i współcelebransem był biskup Jean-Jacques KoffiOiKoffi - ordynariusz diecezji San Pedro-en-Côted'Ivoire na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Oprawę muzyczną przygotowali młodzi ludzie z fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia.

Biskup z Afryki wygłosił także homlię. Niech Pan Bóg wspomaga i błogosławi wasze dzieła dla świata i Afryki. Wszyscy mamy święty obowiązek wspomagać MIVA, dziękuję za pomoc dla tego dzieła, ono istnieje dzięki wam. Wszyscy jesteśmy świadkami tej działalności dla krajów misyjnych oraz Europy – mówił bp KoffiOiKoffi. – Dzisiaj kierujemy wzrok na Jezusa Dobrego Pasterza, który wzywa do pójścia za sobą – podkreślał.

Rozważał w homilii cechy pasterza, jego powołanie, także w odniesieniu do idei misyjnej. – Tylko z Jezusem mamy pewność, że to dobra droga, że niczego na niej nie braknie, bo on jest dobrym Pasterzem, a my – biskupi, księża, misjonarze mamy odpowiedzialność duchową i moralną za tych, do których nas posyła – mówił.

Bp Jan Piotrowski dokonał posłania misyjnego misjonarzy świeckich: Anny Pałys, wyjeżdżającej na misje do Boliwii, Kacpra Dziedzica, który wyrusza do Madagaskaru oraz kleryków Filipa Korbana i Przemysława Majewskiego wyjeżdżających już jutro na praktykę misyjną do Peru.

Ks. Jerzy Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska dziękował organizatorom, patronom, sponsorom za to przedsięwzięcie; aplował, aby szanować swoje życie i życie innych na drogach.

Księża biskupi oraz ks. Łukasz Zygmunt – dyrektor Misyjnego Dzieła Diecezji Kieleckiej otrzymali „złote stuły św. Krzysztofa”.

Bp Jan Piotrowski zauważył, że wśród naszych ważnych codziennych spraw niezmiennie najważniejsze jest głoszenie Ewangelii. – O misjach nigdy dość – podkreślał biskup kielecki.

Po Mszy św. księża biskupi przejechali specjalnym samochodem z platformą, z której święcili pojazdy na parkingach wokół bazyliki. Gość z Afryki błogosławił dzieci i chętnie wdawał się w rozmowy z kielczanami. Można było także porozmawiać z osobami pracującymi m. in. na Jamajce, Peru, w Kazachstanie, czy Czadzie. Można było zobaczyć misyjne wystawy, a także spróbować egzotycznych potraw.

- Jest fajnie. Dostałem obrazek od biskupa i breloczek, bo dałem pieniążki na misje. Jest bardzo dużo zabytkowych samochodów i starych wojskowych, są super motory i wozy strażackie – opowiada 8-letni Piotruś z parafii katedralnej. Przyszedł na festyn z rodzicami, siostrą Marysią i dziadkiem.

Na placach wokół bazyliki trwał całodzienny festyn, z licznymi stoiskami. - Szczególnie zachęcam do ofiarności dla naszego misjonarza z Wybrzeża Kości Słoniowej, ks. Andrzeja Zawadzkiego, którego samochód jest w stanie nieużywalnym i pilnie gromadzimy środki na zakup nowego – mówi ks. Łukasz Zygmunt.

Podczas festynu występował zespół z Peru „Los Companieros”, był teatrzyk dla dzieci „Podróże Profesora Kalafiora – Afryka”, spotkania z misjonarzami, Koronka do Miłosierdzia Bożego w językach świata. Festyn zakończył pokaz Italian Music Show - Roberto Zucaro.

W ciągu całego dnia można było także podjąć próby na symulatorach dachowania i zderzeń, odwiedzić stoiska i wystawy misyjne, spróbować potraw misyjnych. Trwały prezentacje sprzętu policyjnego, straży pożarnej, ratownictwa medycznego, wojska, było miasteczko ruchu drogowego, pokaz pierwszej pomocy, czy prezentacje pojazdów zabytkowych oraz sportowych.

Jednym z głównych celów festynu, obok promocji akcji „Św. Krzysztof - 1 gr za 1 km” na rzecz pomocy polskim misjonarzom w zakupie środków transportu - jest troska o poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach. Wśród wielu swoich działań MIVA propaguje „Dekalog Kierowcy” z rachunkiem sumienia kierowcy oraz „Odblaski Życia” dla pieszych, organizuje Pielgrzymkę Kierowców na Jasną Górę, Niedzielę modlitw za kierowców czy Światowy Dzień Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych. Ambasadorami MIVA Polska i Akcji „Św. Krzysztof” są m.in. rajdowi kierowcy z Team Orlenu: Jacek Czachor i Marek Dąbrowski.

Obecnie z diecezji kieleckiej siedmiu księży pracuje na misjach Ad gentes. Są to: ks. Marek Bzinkowski – od 1998 r. (Jamajka), ks. Tomasz Cieniuch - od 2014 r. (Peru), ks. Grzegorz Pańczyk – od 2009 r. (Peru), ks. Piotr Pochopień – od 2011 r. (Brazylia), ks. Wojciech Skorupa - od 2011 r. (Kazachstan), ks. Antoni Sokołowski - od 2016 r. (Wybrzeże Kości Słoniowej), ks. Andrzej Zawadzki – od 2007 r. (Wybrzeże Kości Słoniowej).

Ponadto dziewięciu księży z diecezji to kapłani ewangelizujący w innych krajach, np. w USA (w Teksasie), w Kustodii Ziemi Świętej, w Irlandii, a także jako wędrowni katechiści. Na misjach pracuje także ok. 30 osób spoza duchowieństwa kieleckiego, pochodzących z diecezji kieleckiej.

Diecezja kielecka jest zaangażowana w pomoc misjonarzom. Dzięki prowadzonej od kilku lat zbiórce makulatury, a od tego roku także elektrośmieci - udało się zrealizować kilka dużych misyjnych projektów, m. in. budowę czterech studni w Afryce, wyposażenie kilku szkół, sierocińców, domów dla niepełnosprawnych, gdzie posługują misjonarze i misjonarki z diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Wyruszyła wyprawa rowerowa „Rozkręć wiarę” do La Salette i Rzymu

2018-07-23 13:53

rk / Żywiec (KAI)

7 przełęczy alpejskich do pokonania, 4 tys. km do przejechania, ale przede wszystkim niekończąca się modlitwa wdzięczności do wypowiedzenia – taki cel stawiają sobie uczestnicy ewangelizacyjnej pielgrzymki rowerowej „Rozkręć wiarę”, która wyruszyła 23 lipca z Żywca. Jedenaścioro rowerzystów zamierza dotrzeć do sanktuarium maryjnego w La Salette we Francji, następnie część z nich pojedzie dalej do Rzymu.

Pexels/pixabay.com

Wyprawa rowerowa w ramach zainicjowanego 8 lat temu cyklu „Rozkręć wiarę” ma być tym razem dziękczynieniem i okazją do materialnego wsparcia klasztoru sióstr klarysek od Wieczystej Adoracji w Kętach. Klasztorne mury wymagają generalnego remontu. Konieczna jest modernizacja wielu urządzeń w budynku.

Niemal w przededniu rozpoczęcia wyprawy rowerzyści odwiedzili klaryski, by wspólnie modlić się na Eucharystii. Przekazali również zakonnicom ofiary złożone przy okazji wpisywania do Księgi Intencji – 8 tys. zł. Zabierana na wyprawę księga z wpisanymi intencjami wróci do kęckiego klasztoru i stanie się treścią modlitw przed Jezusem Eucharystycznym.

Jak przyznał ks. Grzegorz Kierpiec – inicjator i główny organizator przedsięwzięcia – kolejna wyprawa rowerowa nie należy do łatwych. „To są w końcu Alpy. Najbardziej ekstremalna część trasy wiedzie do La Salette. Wiele z przełęczy leży na wysokości powyżej 2500 m n.p.m. Potem kilku z nas wydłuży sobie jeszcze jazdę i uda się do Rzymu, robiąc w sumie ok. 4 tys. km” – wyjaśnił i dodał, że największym wyzwaniem będzie pokonanie słynnej włoskiej przełęczy Stelvio, położnej na wysokości 2758 m n.p.m.

„Przed nami kilkunastokilometrowe szwajcarskie przełęcze o dużym kącie nachylenia. Z pewnością będą one bardzo wykańczające” – przypuszcza wikariusz konkatedralnej parafii.

W wyprawie bierze udział kilka osób, które jeździły już wcześniej na rowerach w ramach projektu „Rozkręć wiarę”, ale są także nowe. Najmłodsza ma 17 lat, najstarsza - 54 lata . Z Żywca wystartowało 10 osób, kolejna ma dojechać później. Obok tych, którzy kierują jednośladami, w wyprawie bierze udział samochodowa obsługa techniczna – w sumie 22 osoby.

„Przyglądamy się naszemu mistrzowi Jezusowi i widzimy, że Jego odpoczywanie związane jest z jakimś trudem, bo przecież wychodzi na górę, idzie w miejsca pustynne. Idzie tam, by się wzmacniać. Jesteśmy przekonani, że poprzez trud, ciągłe przełamywanie swoich trudności doskonalimy siebie” – wytłumaczył kapłan i przyznał, że udział w wyprawie pozwala zdystansować się do wielu spraw.

„Zdajemy sobie sprawę, że o wiele większe góry są w naszych sercach i te również chcemy pokonywać. Ta wyprawa to szkoła życia” – napisali uczestnicy ewangelizacyjnego przedsięwzięcia na swoim blogu internetowym.

Jeszcze przed wyruszeniem rowerzyści otrzymali specjalne błogosławieństwo od swego duchowego opiekuna bp. Piotra Gregera., który od samego początku wypraw wspiera to dzieło i dopinguje jego uczestników.

W niedzielę 22 lipca rowerzyści modlili się ze swoimi bliskimi na Mszy św. w żywieckiej konkatedrze. Otrzymali błogosławieństwo od żywieckiego proboszcza ks. Grzegorza Gruszeckiego. A na rynku spotkali się z władzami Żywca. Uczestnicy wyprawy zachęcają wszystkich do duchowej wędrówki z nimi. Można to zrobić poprzez: ofiarowany codzienny trud Panu Bogu, bycie w stanie łaski uświęcającej, udział we Mszy św., odmawianie koronki do Bożego Miłosierdzia i Różańca.

Tegoroczna pielgrzymka rowerowa jest trzecią z pięciu zaplanowanych dziękczynnych wypraw. W 2016 roku rowerzyści dziękowali za Jubileuszowy Rok Miłosierdzia, Chrzest Polski i Światowe Dni Młodzieży. Odwiedzili na jednośladach Ukrainę i Litwę, a następnie przez Armenię dotarli do Gruzji. W ubiegłym roku dziękowali za 25 lat istnienia diecezji bielsko-żywieckiej. Z tej okazji zdobyli Nordkapp. W poprzednich latach grupa rowerzystów pielgrzymowała do Ziemi Świętej, na Saharę, do Rzymu, Fatimy, Turcji, Armenii i Gruzji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem