Reklama

Nie możemy się nigdy poddać

2014-07-22 12:47

Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, rozmawia Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 30/2014, str. 8-11

MARIAN GRABSKI „WYRWA“/ MPW

MATEUSZ WYRWICH: – Czytając Pana teksty, można zauważyć, że właściwie niemal nieprzerwanie walczymy o wolność, niepodległość. Od konfederacji barskiej czy insurekcji kościuszkowskiej poczynając...

PROF. ANDRZEJ NOWAK: – Słowo „niepodległość” pojawiło się w polskim wokabularzu politycznym w 1733 r., kiedy wkroczyły na teren Rzeczypospolitej dwa korpusy, żeby narzucić Polsce kandydata sąsiednich dworów na polski tron. Niepodległość została jawnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, podeptana. I wtedy Stanisław Konarski, w listach pisanych po łacinie, użył pojęcia niepodległości i rozwinął je – odróżnił od wolności, od wolności indywidualnej, którą szlachta doskonale rozumiała. Niepodległość była pojęciem, którego nasi przodkowie dopiero zaczynali się uczyć. Od razu na własnej skórze, wraz z potrzebą jej obrony. Wtedy też, można powiedzieć, wybuchło pierwsze powstanie – konfederacja dzikowska z roku 1734, za którą poszły następne: konfederacja barska, insurekcja kościuszkowska itd. Nie jest to jakieś polskie szaleństwo, tylko odpowiedź na zagrożenia związane z takim, a nie innym sąsiedztwem, w którym Opatrzność nas ulokowała. Jesteśmy największą wspólnotą etniczną, kulturową i historyczną w Europie Środkowo-Wschodniej. Znajdujemy się natomiast pomiędzy znacznie większymi od nas, najpotężniejszymi na całym kontynencie europejskim wspólnotami: wschodnich Słowian (prawosławnych) oraz germańską (niemiecką). Między tymi dwoma kamieniami młyńskimi nie jest łatwo o spokój. I tak to już jest, że od setek lat borykamy się z tym wyzwaniem.

– Kiedy te kamienie młyńskie całkiem niedawno znów zaczęły mleć, po raz kolejny musieliśmy stanąć w obronie niepodległości. Po inwazji Niemiec i Rosji Sowieckiej na Polskę jako jedyni w czasie II wojny światowej utworzyliśmy państwo podziemne. Struktury cywilne i wojskowe. Mamy zatem swoją państwowość, choć pod zaborem. To owe struktury decydują o podejmowaniu bądź nie walki z okupantem, m.in. o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego. Różne są zdania na temat sensowności podjęcia walki w sierpniu 1944 r....

– Przypomniał Pan pojęcie państwa podziemnego. Nawiązałbym do niego, żeby wskazać na siłę oddziaływania pewnej tradycji: tradycji polskiej walki o wolność i niepodległość w warunkach braku polskiego państwa. Pierwszym wzorem państwa podziemnego było to, które stworzono przed powstaniem styczniowym. Ono bardzo silnie oddziaływało. Ta „magia” pieczęci Rządu Narodowego... Anonimowa pieczątka powodowała, że ludzie dawali pieniądze na rząd podziemny. Tradycja powstania styczniowego była szczególnie ważna dla Józefa Piłsudskiego, dla całego pokolenia, do którego należeli przecież i Wyspiański, i Dmowski, i Żeromski, i Malczewski... Odrodzona II Rzeczpospolita wychowywała swoich synów w duchu przekonania, że trzeba walczyć o wolność, że trzeba odwoływać się do wzorów 1863 r., jeśli przyjdzie nowa okupacja. Państwo podziemne, które powstało w 1863 r. i odnowiło się po 1939 r. – zaistniało w nowszych i jeszcze bogatszych formach – nie miałoby żadnego sensu dla swoich twórców, dla setek tysięcy osób zaangażowanych w jego tworzenie, gdyby nie ten cel nadrzędny, którym była walka o wolność. Reasumując, ono służyło powstaniu Polski z martwych. Powstaniu Polski przeciwko zaborcom. Taki był sens tego podziemnego państwa, konspiracji, zmowy Polaków na rzecz niepodległości. Miało ono przygotować organizacyjnie społeczeństwo do wystąpienia zbrojnego i uświadamiać ludziom, że państwo polskie nadal trwa.
Decyzja o Powstaniu Warszawskim była logiczną kontynuacją państwa podziemnego. Jego podziemni obywatele nie mogli czekać, aż przyjdą inni zaborcy i zastąpią jeden zabór drugim. To specyficzne państwo, czyli AK i rząd podziemny, miało przygotować walkę o wolność. Zadaniem, jakie sobie również stawiało, było zorganizowanie pomocy dyplomatycznej, żeby okoliczności tego powstania były możliwie najlepsze. Tu uprawnione jest pytanie, na ile to państwo podziemne, związane jednocześnie z rządem RP na wychodźstwie, do tego się przygotowało.

– Mieliśmy prawo liczyć na aliantów, którzy obiecali pomoc...

– Niestety, nie udało się zapewnić korzystnych warunków polityczno-operacyjnych do rozpoczęcia powstania. To nie było możliwe. Ważniejsze jednak okazało się przekonanie, że po to jest państwo podziemne, po to jest zaangażowanie setek tysięcy ludzi podziemia, by w momencie, kiedy zbliża się zastąpienie jednej okupacji przez drugą, nie być biernym. Moment niezwykle trudnej decyzji, którą musieli podjąć dowódcy, nastąpił wtedy, kiedy była już potwierdzona wiadomość o tym, że szpice pancerne frontu białoruskiego doszły do rogatek Pragi. Dowództwo AK musiało wybrać, co w tej sytuacji ma zrobić. Nie ma w stu procentach zapewnionej pomocy Zachodu. Wiadomo, że Sowieci nie pomogą. Jaka jest jednak alternatywa? Wkraczają Sowieci, zajmują Warszawę... Ale jeżeli w takim momencie nie ma decyzji o powstaniu, to co myśli o tym blisko dwadzieścia tysięcy żołnierzy AK skupionych w Warszawie? A kilkaset tysięcy w całej Polsce? I kolejne kilkaset tysięcy skupionych w strukturach państwa podziemnego oraz wokół niego? Myślą, że to wszystko, co robili dotąd, czemu służyli – było niepotrzebne. Niczemu nie służyło. Bo teraz Sowieci zajmują wszystko. Przegraliśmy bez walki... Damy się przez nich wyłapać albo wybić? Czyżby Polskie Państwo Podziemne zawiodło na całej linii?... Takie byłyby myśli, takie wątpliwości, takie przekonania setek tysięcy polskich patriotów, gdyby Armia Krajowa nie zrobiła nic i obserwowała tylko wkroczenie do stolicy nowych okupantów i wprowadzanie przez nich kolaboracyjnej ekipy. Oczywiście, nie byłoby wtedy tragicznego doświadczenia Powstania Warszawskiego...

– Taka postawa byłaby zaprzeczeniem sensu istnienia państwa podziemnego, które organizowano od 1939 r....

– Sensu istnienia AK, która nie wystrzeliła, która nie zadziałała. Ale byłoby to także zaprzeczeniem całej tradycji walki o wolność. Tej właśnie sięgającej 1863 r., wcześniejszych powstań. Jeżeli przygotowujemy się do walki, to w pewnym momencie trzeba podjąć decyzję: albo walczymy, albo uznajemy, że jesteśmy jakąś inną wspólnotą. Nie tą, do której należeli powstańcy styczniowi. Listopadowi. Kościuszkowscy. Konfederaci z Baru i z Dzikowa.

– Tymczasem Sowieci wkraczają na Pragę i zakładają obozy filtracyjne na przedmieściach Warszawy, zaś w obecnym Liceum im. Władysława IV działa Trybunał Wojenny Armii Czerwonej, skazujący Polaków na zesłanie do Związku Radzieckiego. Najczęściej jednak na karę śmierci.

– Można było – jeszcze raz powtórzę – nie powstać i zaczekać, aż wkroczą Sowieci. I rozpoczną rozprawę z AK i polskim państwem podziemnym. Ale jaka by wówczas była sytuacja moralna? Ktoś może się zaśmiać: sytuacja moralna? A cóż to jest? A jednak z uporem to powtórzę: sytuacja moralna AK, Polski ogólnie rzecz biorąc, w tym momencie stałaby się tragicznie słaba. Mało tego, że było niedawno Monte Cassino. Mało tego, że był bohaterski Wrzesień ’39. Dopiero to wielkie wystąpienie, jakim było powstanie w stolicy, pokazało w sposób niedający się zaprzeczyć, że chcemy walczyć o wolność z Niemcami, którzy wyrządzili nam tyle zła na tej ziemi. Że są naszym wrogiem nr 1. Wrogiem rozpoznawanym wtedy przez cały wolny świat. I że Polska nie jest bierna wobec tego wroga, ale walczy przeciwko niemu. Jeżeli Stalin z taką Polską walczy, to krótko mówiąc, jego pozycja wobec zachodnich aliantów jest odrobinę bardziej skomplikowana. Owszem, jak wiemy, Stalin sobie z tym znakomicie poradził. A jednak Powstanie Warszawskie miało znaczenie dla sposobu potraktowania Polski przez Stalina. Wobec wybuchu powstania nie mógł w stosunku do świata rozegrać karty: Polska kolaborantem Hitlera. Musiał uzasadniać legitymizację władzy komunistycznej dodatkowymi argumentami, w pewnym sensie korzystnymi dla Polski. Żadna władza narzucona nie może długo opierać się na samych bagnetach, nawet jeśli są to bagnety Armii Czerwonej i mają kształt czołgów T-34. Stalin musiał przedstawić także ofertę pozytywną. Po Powstaniu Warszawskim ta oferta musiała być lepsza. Prof. Bogdan Musiał znalazł w archiwach moskiewskich mapę granic narysowaną przez Stalina wkrótce po wybuchu Powstania Warszawskiego. Stalin określał wtedy zachodnią granicę Polski w sposób maksymalnie korzystny dla nas. Dla Polski ten zysk, jakim było poszerzenie granic o Ziemie Zachodnie, pozostaje trwałym zyskiem. Nic też nie wskazuje na to, że gdyby nie było powstania, Warszawa nie byłaby zburzona podczas walk Sowietów z Niemcami. Niech posłuży za argument choćby leżący wtedy w gruzach Poznań, że nie wspomnę o Wrocławiu czy Gdańsku.

– Przeciwnicy powstania powiadają, że ofiary w elitach kulturalnych i patriotycznych, skupionych w Warszawie, byłyby mniejsze, gdyby nie ono...

– Owszem, zginęłoby zapewne znacznie mniej ludności cywilnej. Ale śmiem twierdzić, że ofiar wśród najbardziej świadomej, patriotycznej i najbardziej zaangażowanej w obronę niepodległości młodzieży nie byłoby mniej. Tyle że zostałaby wymordowana przez nowego, sowieckiego okupanta, czego przykłady mieliśmy przecież po wojnie.

– Można by powiedzieć, że naszą niepodległość, jaka by ona dziś nie była, wywalczyli powstańcy 1944 r.?

– My jeszcze znaczenia Powstania Warszawskiego w pełni nie widzimy. Może będzie to jaśniejsze za kilkadziesiąt lat. Tak jak bardzo pięknie ujawniło się znaczenie powstania styczniowego w listopadzie 1918 r. A przecież podobnie krytykowano je za rzekomy bezsens, za głupotę, za niewczesną decyzję. Bronił go jeden z najwybitniejszych historyków – Henryk Wereszycki. Powiedział, że miał to szczęście należeć do pokolenia, które doczekało się zwycięstwa powstania. Że powstanie styczniowe wygrało 11 listopada 1918 r. i 15 sierpnia 1920 r., bo miało olbrzymią siłę mobilizującą. Jest przepiękne zdanie, które wypowiedział w 1945 r. płk Ignacy Matuszewski, twórca polskiego wywiadu w II RP, człowiek z pokolenia, które wywalczyło niepodległość w 1918 r. i którego jedyne dziecko, córka, została rozstrzelana za niesienie pomocy powstańcom 26 września 1944 r. Powiedział, że teraz nie ma wątpliwości, że wie, co dobiega z warszawskiego cmentarzyska: szept, że nie możemy się poddać. Nigdy. To jest właśnie efekt powstania. Nie możemy się nigdy poddać. Dlaczego? Bo – odpowiada Matuszewski – wtedy oni, wszyscy bohaterowie, którzy w powstaniu położyli na szali swe życie (w tym jego córka), umrą na zawsze. Ten właśnie heroiczny zryw i ofiary, które za sobą pociągnął, mają moc zobowiązania przez wiele pokoleń. I to strasznie niepokoi liberalno-lewicowe środowiska.

– Powiedział Pan kiedyś wobec tych środowisk, że lansują „patriotyzm zapomnienia”. Co to jest?

– To krytyka powstań, walki o niepodległość, wywiedziona z chęci zniszczenia tej polskiej patriotycznej tradycji. W całości. W każdym jej aspekcie. To jest krytyka, która sprowadza się do tego, żebyśmy w ogóle zapomnieli o swojej historii. Żebyśmy się o nią nie spierali. Żebyśmy ją potępili jednym określeniem, że „polskość to nienormalność”, że cała nasza tradycja to „polskie piekło”. Wobec tego odwróćmy się od niej. Zapomnijmy ją raz na zawsze. Słyszymy bardzo dużo takich wezwań. Słyszymy je dlatego, że służą im potężne wzmacniacze, a nie dlatego, że takie jest pragnienie Polaków...

– Ma Pan na myśli wzmacniacze z Rosji, Niemiec...

– Oczywiście, mam na myśli zewnętrzne wzmacniacze, ale też i krajowe. To najsilniejsze media elektroniczne. Chcę jednak jeszcze raz podkreślić, że moc tej potężnej tuby, którą mają niektóre telewizje czy gazety, wcale nie oznacza, że większość ludzi akceptuje ten nihilistyczny jazgot, który próbują narzucić. Widzę obecnie, że po stronie zwolenników „patriotyzmu zapomnienia”, jak to ironicznie nazywam, rośnie poczucie lęku, że przegrywają... Że mimo krzyku przez ich czynne 24 godziny na dobę megafony, iż „polskość to nienormalność”, że „Jedwabne”, ludzie wciąż odnajdują wielkość w polskiej historii, odnajdują także swoje „Westerplatte”... Owszem, warto pamiętać polskie zbrodnie, bo w każdym narodzie one się zdarzają. Ale jeśli chciano zasłonić pamięcią o tych zbrodniach całą polską historię, zaburzyć jej prawdziwy sens i proporcje w niej zawarte, to widzimy, że tego rodzaju przedsięwzięcie się nie udaje. Większość młodzieży jest na pewno bierna, nie interesuje się przeszłością, ale o przyszłości Polski rozstrzygnie aktywna mniejszość. A w niej zdecydowaną przewagę mają ci, którzy nie dają sobie wmówić, że nasza historia to tylko „polskie piekło”. Przeciwnie – odkrywają wciąż na nowo sens walki o polską wolność, o polską niepodległość, odkrywają sens walki powstańców, Żołnierzy Wyklętych, w końcu Solidarności. Ten sens dociera do młodych ludzi. Do tych, którzy będą tworzyli przyszłość Polski. Właśnie dlatego ci, którzy trzymają medialne tuby z napisem „Uwaga, Polska”, są przestraszeni, że ich 25-letnia praca nie dała takiego rezultatu, jakiego oczekiwali.
W tej perspektywie można właśnie zauważyć wciąż trwające oddziaływanie Powstania Warszawskiego. Ono się nie skończyło. Kiedy widzimy dziś agresywne działania imperiów, które kosztem słabszych realizują swoje interesy, wtedy możemy się odwołać do tego wzoru, który w jakimś stopniu współcześnie widzimy także na ukraińskim Majdanie. Ten wzór jest, nie umarł. Wzór nie powstańczego szaleństwa, ale normalnej walki o wolność. W uporczywej walce o naszą wolność (a może właśnie „naszą i waszą”?) mieści się największa racjonalność polskiej historii wobec owych dwóch kamieni młyńskich, które próbują zetrzeć na proch wszystko to, co jest pomiędzy. Położenie geopolityczne Polski się nie zmieniło. Jedyną godną odpowiedzią na nie pozostaje walka o to, żeby być i zachować wolność. Nie dać się zetrzeć. To właśnie pozwalają zrozumieć przykłady kolejnych powstań. Powstań i pracy organicznej, która trwa między nimi. Tych dwóch rzeczy nie wolno sobie przeciwstawiać. One razem tworzą sens polskiego oporu wobec zniewolenia.

Tagi:
wywiad historia Powstanie Warszawskie

Ekumenicznie w Genewie

2018-06-20 14:48

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Ojciec Święty Franciszek odbędzie 21 czerwca 2018 r. pielgrzymkę ekumeniczną do Genewy, głównie w celu odwiedzenia Światowej Rady Kościołów, która w tym roku obchodzi jubileusz 70-lecia istnienia – powstała w 1948 r. Przez swoją wizytę Franciszek pragnie wyrazić uznanie Kościoła katolickiego dla wkładu, który ŚRK wniosła do międzynarodowego ruchu ekumenicznego. Jest to również pielgrzymka wdzięczności za bogatą i owocną współpracę, którą Kościół katolicki rozwija z ŚRK od ponad półwiecza. Główne punkty wizyty to modlitwa ekumeniczna w kaplicy ŚRK, prowadzona przez przedstawicieli ŚRK, z udziałem katolików.

Włodzimierz Rędzioch

Ojciec Święty wygłosi przemówienie i udzieli zgromadzonym błogosławieństwa. Podczas jubileuszowej sesji komitetu centralnego ŚRK Franciszek skieruje specjalne przesłanie ekumeniczne. Wizyta zakończy się Mszą św. z udziałem przeszło 40 tys. uczestników – katolików ze Szwajcarii i pielgrzymów ze świata oraz przedstawicieli innych Kościołów i wspólnot kościelnych. Papież odwiedzi również Instytut Ekumeniczny w Bossey, ok. 17 km za miastem, który jest ważnym centrum studiów i formacji ekumenicznej należącym do ŚRK. Obok tych głównych punktów programu zaplanowane jest również kurtuazyjne spotkanie z prezydentem Konfederacji helweckiej oraz przedstawicielami władz.

Z ks. dr. Andrzejem Choromańskim – kapłanem diecezji łomżyńskiej, teologiem i ekumenistą, od 2014 r. pracownikiem Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Czym jest Światowa Rada Kościołów?

KS. DR ANDRZEJ CHOROMAŃSKI: – Zgodnie ze swoją bazą doktrynalną Światowa Rada Kościołów jest wspólnotą Kościołów, które wyznają wiarę w Trójcę Świętą oraz w Jezusa Chrystusa jako Boga i Człowieka i starają się wspólnie dążyć do pełnej i widzialnej jedności Kościoła, o którą modlił się Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy (zob. J 17, 21). ŚRK skupia obecnie 350 Kościołów reprezentujących różne tradycje chrześcijańskie – takie jak tradycja prawosławna, anglikańska oraz wiele odłamów protestantyzmu – i jest największą na świecie organizacją ekumeniczną, która reprezentuje ok. 600 mln chrześcijan na wszystkich kontynentach. ŚRK nie jest ani nie zamierza być Kościołem Jezusa Chrystusa na ziemi ani żadnym „super-Kościołem” złożonym z kościołów członkowskich; jest ona po prostu pewną strukturą ekumeniczną o charakterze światowym, która ma za zadanie promocję różnych form współpracy między Kościołami członkowskimi oraz ich ekumenicznymi partnerami w celu doprowadzenia do całkowitego zjednoczenia wszystkich chrześcijan.

– Pracuje Ksiądz w Papieskiej Radzie ds. Popierania Jedności Chrześcijan, dlatego jest Ksiądz osobą najbardziej kompetentną, by wyjaśnić, jakie są stosunki między Kościołem katolickim i Światową Radą Kościołów. Jak te stosunki układają się w ciągu ostatnich dziesięcioleci, tzn. od Soboru Watykańskiego II?

– Rzeczywiście, od czterech lat pracuję w Papieskiej Radzie ds. Popierania Jedności Chrześcijan, w której jestem odpowiedzialny m.in. za nasze relacje z ŚRK. Od czasów Soboru Watykańskiego II stosunki Kościoła katolickiego w ŚRK bardzo się rozwinęły. Obejmują one obecnie wiele form współpracy i przynoszą pozytywne rezultaty.

Szczególnej dynamiki nabrały one za obecnego pontyfikatu. Franciszek zachęca wszystkich chrześcijan do tzw. ekumenizmu wspólnej drogi, który oznacza modlitwę – tę wspólną i tę jedni za drugich – wzajemną pomoc między Kościołami oraz współpracę wszędzie tam, gdzie Kościoły mogą robić coś razem dla dobra społeczeństwa i całej planety, nie będąc jeszcze w pełni zjednoczone. Taka wizja ekumenizmu jest również bliska ŚRK i z tej racji nasze relacje wciąż się rozwijają i pogłębiają.

– Kiedy powstała i jakie są zadania wspólnej grupy roboczej?

– Wspólna grupa robocza powstała w 1965 r. jako jeden z pierwszych owoców ekumenicznych Soboru Watykańskiego II. Jako że Kościół katolicki nie jest członkiem ŚRK, rada ma na celu

podtrzymywanie i monitorowanie stałej współpracy między dwoma partnerami. Po Zgromadzeniu Ogólnym ŚRK w Busan (Korea Południowa) w 2013 r. grupa, w swojej zreformowanej formie, rozpoczęła dziesiątą już fazę współpracy, której koniec przewidziany jest na 2021 r. Obecnie grupa przygotowuje dwa dokumenty o charakterze duszpasterskim. Pierwszy z nich dotyczy współpracy ekumenicznej w dziedzinie promocji pokoju i rozwiązywania konfliktów, drugi zaś – współpracy na rzecz migrantów i uchodźców.

W ciągu przeszło pięćdziesięciu lat istnienia wspólna grupa robocza podejmowała wiele zagadnień ważnych dla Kościołów, jak np. młodzież, rodzina, edukacja, pokój, sprawiedliwość społeczna, ochrona stworzenia i inne. Powstało wiele cennych dokumentów i raportów. Niestety, są one wciąż za mało znane i przede wszystkim za mało wcielane w życie przez Kościoły. Mówimy tu o bardzo złożonej i trudnej kwestii recepcji dokumentów ekumenicznych w kontekście lokalnym życia Kościołów.

– Jakie są najważniejsze pola współdziałania Kościoła katolickiego i Światowej Rady Kościołów?

– Wiele dykasterii Kurii Rzymskiej oraz różne organizacje katolickie współpracują w różnych dziedzinach z ŚRK. Dzisiaj współpraca ta dotyczy szczególnie takich obszarów, jak: wspólne działania na rzecz prześladowanych chrześcijan w różnych miejscach świata, współpraca na rzecz pokoju – szczególnie w sytuacjach konfliktów czy wojen – wspólne programy pomocy uchodźcom i migrantom, ochrona środowiska, edukacja i formacja ekumeniczna duchownych i świeckich liderów chrześcijańskich i inne.

Jeżeli chodzi o naszą papieską radę, to współpraca ta obejmuje różne działania, których bezpośrednim celem jest promocja jedności między Kościołem katolickim i Kościołami zrzeszonymi w ŚRK. Obejmuje to dialog ekspertów na tematy doktryny i moralności, które wciąż nas dzielą, współpracę w dziele ewangelizacji i misji, współpracę w dziedzinie edukacji i formacji ekumenicznej czy też wspólne przygotowywanie materiałów na doroczny tydzień modlitw o jedność chrześcijan.

– Kościoły protestanckie coraz bardziej oddalają się od nauki Kościoła katolickiego dotyczącej moralności, etyki i małżeństwa. Jaki ma to wpływ na stosunki ekumeniczne?

– Po Soborze Watykańskim II dialog ekumeniczny koncentrował się na zagadnieniach doktrynalnych, takich jak sakramenty (szczególnie chrzest i Eucharystia), rola duchownych w strukturze i misji Kościoła, rozumienie Kościoła jako takiego i warunków jego jedności etc. W tych kwestiach osiągnięto znaczące zbliżenie stanowisk. Jedną z zasadniczych kwestii spornych wciąż pozostaje posługa duchowna, szczególnie po wprowadzeniu przez niektóre wspólnoty kościelne ordynacji kobiet na księży i biskupów.

W ciągu mniej więcej dwóch dekad pojawiły się nowe problemy w dialogu ekumenicznym dotyczące całej sfery moralności. Wchodzą tu w grę takie zagadnienia, jak początek i koniec ludzkiego życia (aborcja i eutanazja, samobójstwo), małżeństwo i rodzina (kolejne związki osób już rozwiedzionych oraz związki jednopłciowe). Ocena moralna tych zjawisk jest różna w różnych Kościołach, a dialog ekumeniczny w tych dziedzinach jest trudny. Niemniej jednak zagadnienia te są podejmowane i to na szczeblu zarówno dialogu międzynarodowego, jak

i w wielu dialogach ekumenicznych na poziomie poszczególnych krajów. Brak wspólnej nauki w dziedzinie moralnej jest nową i poważną przeszkodą na drodze do jedności, która musi mobilizować Kościoły do intensyfikacji dialogu, a nie do zamykania oczu na kwestie sporne.

– Na zakończenie chciałbym zadać pytanie, które stawia sobie wiele osób: dlaczego Kościół katolicki nie należy do ŚRK?

– Sprawa przynależności Kościoła katolickiego do ŚRK jest tak stara jak sama rada – pojawiła się ona już w czasie jej zakładania. Z wielu powodów Kościół katolicki zdecydowanie odmówił wówczas swego udziału w ŚRK. Według dominującej wówczas eklezjologii typu jurydycznego uważano bowiem, że widzialne granice Kościoła katolickiego w pełni pokrywają się

z granicami Kościoła Chrystusa na ziemi, a jedyną metodą na przezwyciężenie podziałów miał być powrót „heretyków” (protestantów) i „schizmatyków” (prawosławnych) do Kościoła katolickiego. Trzeba również pamiętać, że w tamtej epoce sam ruch ekumeniczny, który narodził się i rozwija głównie wśród protestantów, miał także swój mocny rys antykatolicki.

Kwestia powróciła w nowej optyce w czasie Soboru Watykańskiego II, który otworzył Kościół katolicki na ruch ekumeniczny. Przeprowadzono wówczas istotne konsultacje wśród teologów i ekumenistów w tej sprawie. Po poważnym rozeznaniu zagadnienia postanowiono, że Kościół katolicki nie będzie aplikował o formalne członkostwo w radzie, ale podejmie współpracę przez wspólną grupę roboczą, udział w niektórych komisjach ŚRK (Wiara i Ustrój, Komisja ds. Misji i Ewangelizacji, Komisja ds. Edukacji i Formacji Ekumenicznej) oraz uczestnictwo we wspólnych projektach, takich jak Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan i inne wspólne inicjatywy.

Można wymienić dwa typy powodów, dla których Kościół katolicki wybrał taką drogę. Po pierwsze, chodzi o kwestie praktyczne, takie jak liczba członków katolickich w różnych strukturach ŚRK czy też kwestia sposobu podejmowania decyzji. Kościół katolicki, który uważa się za jeden i ten sam Kościół na całym świecie, liczy ok 1,2 bln członków, czyli ok. dwa razy więcej niż wszystkie Kościoły zrzeszone w ŚRK. Wejście tak ogromnego Kościoła do ŚRK musiałoby prowadzić do znaczących zmian w samej koncepcji rady oraz w jej funkcjonowaniu.

Z punktu widzenia doktryny pozostaje wciąż kwestia samorozumienia się Kościoła katolickiego i jego jedności, szczególnie zaś miejsca papieża w Kościele. Zgodnie z nauką Soboru Watykańskiego II Kościół katolicki wierzy, że Chrystus założył jeden Kościół, którego „pełna” aktualizacja i kontynuacja na ziemi znajduje się w Kościele katolickim, który zachował pełnię prawdy objawionej i środków zbawienia. Do tego Kościoła, którego widzialne granice nie pokrywają się z granicami mistycznymi, przynależą w różny sposób wszyscy chrześcijanie, również ci, którzy otrzymali chrzest w innym Kościele czy we wspólnocie kościelnej. Paradoks sprzecznej z wolą Bożą sytuacji podzielonego chrześcijaństwa polega właśnie na tym,

że w łonie jedynego Kościoła Chrystusowego na ziemi znajdują się również ci chrześcijanie, którzy nie są z nim jeszcze w pełnej jedności widzialnej. Poza tym Kościół wierzy, że biskup Rzymu jako następca św. Piotra otrzymał od Chrystusa szczególną odpowiedzialność za jedność Kościoła. Papież jest głową nie jednego z wielu Kościołów chrześcijańskich, ale jedynego i niepodzielnego w swej istocie Kościoła Chrystusowego. Trudno byłoby widzieć go jako jednego z wielu przywódców Kościołów chrześcijańskich.

Pomimo tych zastrzeżeń ewentualne członkostwo Kościoła katolickiego w ŚRK nie możne być wykluczone a priori, lecz wydaje się, że nie jest ono obecnie rozważane przez żadną ze stron. Koncentrujemy się na rozwijaniu i pogłębianiu dobrze układającej się współpracy oraz na wspólnym podejmowaniu wyzwań obecnego czasu. Zgodnie z dewizą papieskiej pielgrzymki do Genewy chcemy „iść, modlić się i pracować razem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziękczynienie za „Wodę Życia”

2018-06-16 17:20

Magdalena Kowalewska

Radość, uwielbienie, liczna młodzież i rodziny z dziećmi. Setki osób w Świątyni Opatrzności Bożej zgromadziło się, aby świętować dwudziestolecie warszawskiej wspólnoty „Woda Życia”

Magdalena Kowalewska

Przybyli, aby wielbić Boga i dziękować za Ducha Świętego w ich życiu. Przybyli, aby dziękować za przyjaźnie, małżeństwa, Boże prowadzenie i wszelkiego dobro, którego przez lata doświadczyli w „Wodzie Życia”.

Grupa osób modliła się wstawienniczo, liczni kapłani spowiadali, a dzieci z rodzinnej gałęzi „Wody Życia” tańczyły z kolorowymi flagami.

Do Wilanowa na wspólne świętowanie przybyły również inne wspólnoty m.in. Przymierze Miłosierdzia, Szkoła Nowej Ewangelizacji z Płocka, Missio Christi z Krakowa, Domowy Kościół z Milanówka, „Dobry Pasterz” z Ursynowa czy najstarsza w Polsce wspólnota ewangelizacyjna „Marana tha”.

– Kiedy otworzyły się przede mną drogi „Wody Życia”, szybko wsiąkłam w nią – opowiadała Basia. We wspólnocie jest niemal od początku jej istnienia. Zaangażowała się w wiele posług. Razem z innymi tworzyła diakonię wstawienniczą i ewangelizacyjną. – Nauka jak modlić się za innych, jak ewangelizować czy uczestniczenie w rekolekcjach akademickich były czasem z jednej strony radości, gdy patrzyliśmy na każdą kolejną osobę, która przyjmuje Jezusa, ale też lęku i tremy jak stanąć przed ludźmi i do nich mówić – wyznała Basia.

„Woda Życia” to około półtora osób zarówno studentów, jak i tych, którzy skończyli studia. Do wspólnoty należą również dorosłe osoby. Liczną grupę stanowi gałąź rodzinna „Wody Życia”. To właśnie w tej wspólnocie poznało się wiele przyszłych małżonków.

Pierwszym małżeństwem „Wody Życia” są Aneta i Wiesław. W Świątyni Opatrzności Bożej dziękowali za łaskę spotkania się we wspólnocie. Wiesław do „Wody Życia” dołączył po jednej z Mszy św., którą sprawował duszpasterz akademicki i założyciel „Wody Życia” ks. Roman Trzciński . – Ksiądz po Eucharystii zaprosił wszystkich do kawiarenki na herbatę, która zmieniła moje życia – opowiadał Wiesław. Z kolei Aneta relacjonowała: – Byłam na krótkiej adoracji w kościele. Cisza. A ja słyszałam dźwięki, poszłam za nimi za ołtarz. W kaplicy odbywała się modlitwa w językach. Gdy ksiądz Roman zobaczył mnie, zatrzymał silnym ruchem ręki i tak zostałam – mówiła Aneta. Okazało się, że z Wiesławem mieszkała w jednym akademiku, ale to właśnie 20 lat temu spotkanie w kościele św. Jakuba było przełomem w nawiązaniu przez nich dalszej relacji. – Odbiłam się w oczach mego obecnego męża, a on w moich – wyznała Aneta, która dziś jest szczęśliwą żoną i matką piątki dzieci. Małżeństwo we wspólnocie ma wiele przyjaciół, na wesele do Sanoka przyjechała połowa „Wody Życia”, a zaręczyny świętowane były także w obecności różnych osób ze wspólnoty.

W Świątyni Opatrzności Bożej obecni byli liczni duchowni i siostry zakonne, którzy rozeznali swoje powołanie właśnie w tej wspólnocie. Jednym z kapłanów, którzy w „Wodzie Życia” odnaleźli drogę do Jezusa jest ks. Mariusz Ochnik. Podczas modlitwy na jednych z rekolekcji usłyszał, że nie małżeństwo, ale właśnie kapłaństwo jest jego drogą. Rozeznawał przez rok. Na rekolekcjach w Kaniach Helenowskich podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium. Z kolei siostra Mikołaja ze Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP opowiadała, że jej duchowa przygoda z „Wodą Życia” rozpoczęła się 2009 r. kiedy do kościoła św. Jakuba przy pl. Narutowicza przyszła ze swoim chłopakiem na nauki przedmałżeńskie. Podczas jednego ze spotkań usłyszała od prowadzącej, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ma zaufanie do swojego narzeczonego. Wkrótce para rozstała się, a siostra Mikołaja opłakiwała rozstanie. Przypomniała sobie wtedy o wtorkowych spotkaniach „Wody Życia” . – Gdy weszłam do kościoła i usłyszałam radosny śpiew oraz głos ks. Romana „Dobrze, że jesteś” zapragnęłam wielbić Boga. Trafiłam do diakonii patriotycznej. Poczułam, że powinnam zająć się patriotyzmem, ale w inny sposób – opowiadała. Została niepokalanką.

Centralnym punktem świętowania 20-lecia „Wody Życia” była Eucharystia, której w Świątyni Opatrzności Bożej przewodniczył bp Michał Janocha. – Dzisiaj świat staje się pustynią, czerpcie z „Wody Życia” i wskazujcie innym drogę do niej, niech ona płynie w waszych wnętrzach – mówił hierarcha. – Patrząc na ilość dzieci, to wspólnota z przyszłością – dodał kaznodzieja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Raport o sytuacji w Syrii

2018-06-21 17:56

Zapraszamy na konferencję prasową, podczas której zostanie zaprezentowany raport o sytuacji w Syrii.

Bożena Sztajner / Niedziela

Gościem specjalnym konferencji będzie przebywający z wizytą w Polsce abp Joseph Tobji, duchowny Kościoła maronickiego w Aleppo.

Na pytania dziennikarzy będą odpowiadać również ks. Marek Dec – zastępca dyrektora Caritas Polska, pracownicy Hope Center w Aleppo oraz ks. Marek Bator – dyrektor Caritas Archidiecezji Częstochowskiej.

Konferencja odbędzie się w piątek 22 czerwca 2018 r.

w auli Tygodnika Katolickiego „Niedziela” w Częstochowie przy ul. 3 Maja 12.

Początek godz. 10.30

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem