Reklama

Bogu dziękujcie, ducha nie gaście!

2014-09-03 16:12

Jan Marczak
Edycja przemyska 36/2014, str. 1, 8

Archiwum parafii
Kościół pw. św. Mikołaja w Majdanie Sieniawskim

W roku obecnym mija 300 lat od powstania parafii w Majdanie Sieniawskim – położonej na obrzeżach archidiecezji, przy drodze biegnącej z Jarosławia do Lublina. Główne uroczystości jubileuszowe odbędą się 7 września pod przewodnictwem metropolity przemyskiego abp. Józefa Michalika

Zanim w Majdanie Sieniawskim powstała parafia jej mieszkańcy należeli i uczęszczali do kościoła parafialnego w Sieniawie odległej o około 15 km, założonej w 1676 r. z inicjatywy Hetmana Polnego Koronnego, właściciela olbrzymich dóbr, w tym i Majdanu – Mikołaja Hieronima Sieniawskiego.

Bogactwo historii

W tym czasie z datą założenia Sieniawy rozrasta się Majdan jako osada i przyjmuje na cześć właściciela nazwę Majdan Sieniawski. Wówczas powstają też nowe przysiółki. Mieszkańcy wsi od początku są wyznania rzymskokatolickiego i takimi pozostają do dnia dzisiejszego mimo różnych zawirowań historycznych. Po śmierci Mikołaja Hieronima Sieniawskiego w 1684 r. jego posiadłości przejął ostatni męski potomek rodu Adam Mikołaj Sieniawski, który kontynuował rozbudowę Sieniawy i okolic. Podobno z jego inicjatywy przed wjazdem do Majdanu Sieniawskiego na obrzeżach Adamówki powstała kapliczka z figurką św. Mikołaja jako patrona tych okolic. Jest to najprawdopodobniej pierwsze miejsce kultu religijnego na tych terenach. Już początkiem drugiej dekady XVIII wieku zbudował on w Majdanie drewniany, dość obszerny kościół o ładnej architekturze, kryty gontem, który decyzją ówczesnych władz kościelnych, w 1714 r. został poświęcony i oddany do użytku wiernym. W tym też roku powstała w Majdanie Sieniawskim odrębna parafia, do której oprócz mieszkańców Majdanu należeli wierni z sąsiednich wiosek: Adamówki, Krasnego, Pawłowej, Dobczy i Bieli (przysiółka Cieplic) i tak było aż do wczesnych lat po II wojnie światowej. Kościół ten nosił wezwanie Świętego Krzyża oraz św. Mikołaja. Służył on wiernym aż do 26 października 1954 r., kiedy to w niejasnych okolicznościach uległ całkowitemu spaleniu. Jakże wymownym znakiem jest to, że stojący tuż przy nim krzyż misyjny został tylko częściowo uszkodzony i stoi po dziś dzień.

Wierność Kościołowi i Ojczyźnie

Na przestrzeni tego okresu wierni Majdanu Sieniawskiego wielokrotnie dawali wyraz swojej głębokiej wiary. Dbali o kościół, nieustannie go upiększali i kilkakrotnie odnawiali. Mimo panującej tutaj biedy nie żałowali ofiar na kościół i parafię, gromadnie uczestniczyli we wszystkich uroczystościach kościelnych i państwowych, często nieuznawanych i zakazywanych przez zaborców (Majdan należał do Galicji). Wielokrotnie dawali też wyraz swojego patriotyzmu biorąc udział w powstaniach narodowych a zwłaszcza w Powstaniu Styczniowym, na frontach I i II wojny światowej, w czasie których wielu z nich oddało życie za Ojczyznę. Ginęli z honorem i odwagą nie tracąc wiary, tak jak jedna z nich, obecnie sługa Boża Julia Buniowska. Jako 20-letnia dziewczyna 29 czerwca 1944 r. po powrocie z kościoła została zaatakowana przez Własowców (Kałmuków), z których jeden usiłował zmusić ją by mu uległa. Ona jednak zdecydowanie się sprzeciwiła wykrzykując: „z tobą nie pójdę, choćbyś miał mnie zabić!”, wyniku czego poniosła śmierć z jego rąk. Obecnie jej proces beatyfikacyjny został już przekazany do Watykanu.

Reklama

To na terenie parafii Majdan Sieniawski w przysiółku Końska Ulica w 500-lecie Bitwy pod Grunwaldem miejscowa ludność usypała przy wjeździe do wioski Kopiec Grunwaldzki, na którym postawiła krzyż i umieściła wyryty na kamieniu odpowiedni napis nie bojąc się, że sprzeciwi się temu zaborca. Wydarzeniu temu towarzyszyła uroczysta Msza św. oraz przejazd banderii i patriotyczne przemówienia zaproszonych gości. Również w okresie międzywojennym, kiedy za sanacji na wsi a zwłaszcza w Galicji panowała wielka bieda, miejscowa ludność potrafiła bardzo licznie się zorganizować i walczyć o swoje prawa do godniejszego życia. Właśnie wtedy w ostatnim dniu Wielkiego Strajku Chłopskiego, 25 sierpnia 1937 r. od kul policji granatowej zginęło 15 mieszkańców Majdanu, w tym 6-letnie dziecko.

Budowa nowej świątyni

W okresie powojennym parafianie w dalszym ciągu trwali przy kościele uczestnicząc w coniedzielnych Mszach św. i wszystkich uroczystościach kościelnych. Po spaleniu kościoła Msze św. odprawiane były w okresie zimowym na pobliskiej plebanii a latem na placu kościelnym przy wybudowanej drewnianej kaplicy. Jednak nie dawało im spokoju to, że nie mają swojego kościoła. Czynili starania, gdzie tylko można, ale te początkowo nie przynosiły efektu. Były to lata stalinowskie. Poskutkowała dopiero bardzo aktywna postawa rodaka, światowej sławy chirurga – ortopedy prof. Adama Grucy, który lecząc rodzinę Bieruta załatwił oficjalne zezwolenie na budowę nowej, okazałej świątyni. Była jesień 1956 r. i było to jedyne w tym czasie oficjalne zezwolenie na budowę kościoła ówczesnych władz państwowych. Ten niezwykły człowiek po zakończeniu budowy świątyni ofiarował przepiękną płaskorzeźbę Najświętszego Serca Pana Jezusa, która znajduje się w centrum ołtarza głównego. Budowa obecnej świątyni, której patronuje św. Mikołaj, została zakończona w 1960 r. W tym czasie proboszczem był ks. Antoni Pankiewicz, od 1956 r. wicedziekan, od 1958 r. aż do śmierci w 1984 r. dziekan dekanatu sieniawskiego, a od 1975 r. prałat Kapituły Jarosławskiej. Ten niezwykły kapłan jeszcze przed śmiercią podjął się budowy kościółka filialnego pw. Miłosierdza Bożego w przysiółku Końska Ulica. Po jego śmierci dzieło to ukończył jego godny następca ks. Edward Piekło, obecnie również prałat i dziekan sieniawskiego dekanatu. Początkiem kwietnia br. minęło 30 lat prowadzenia przez niego parafii w Majdanie Sieniawskim.

Nieustające starania

Nie ma chyba na terenie parafii miejsca związanego z kościołem, które by za czasów proboszczowania ks. Piekło nie zostały odnowione, wyremontowane czy rozbudowane. Kościół parafialny został gruntownie odnowiony, zarówno wewnętrznie, jak też na zewnątrz, zamontowano ogrzewanie podłogowe, położono nową granitową posadzkę, odnowiono polichromię, ołtarze, organy a ostatnio wstawiono w prezbiterium nowe bardzo wymowne witraże. Podobnie jest z kościółkiem dojazdowym, gdzie wykonano przepiękny ołtarz w kształcie tryptyku z Jezusem Miłosiernym w środku oraz św. Faustyną i bł. ks. Janem Balickim po bokach. Wykonane zostały nowe ławki, zimą kościół też jest dogrzewany. Obydwa kościoły otrzymały nowe ogrodzenia podobnie stary i nowy cmentarz, przed którym powstała dość duża kaplica pogrzebowa. Jeszcze w latach 80. XX wieku powstała nowa plebania, gdyż poprzednia z powodu dużego zagrzybienia wymagała rozbiórki.

Głębia wiary

Nie sposób przekazać wszystkiego, co wydarzyło się w parafii na przestrzeni 300 lat jej istnienia. Warto choćby przejrzeć kronikę parafialną. Dla parafii najważniejsze jest jednak pogłębianie wiary parafian. I tutaj też Majdan jest w pewnym sensie wyjątkowy. To w nim zostały zapoczątkowane coroczne pielgrzymki piesze do leżajskiego sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, jak też do Kalwarii Pacławskiej. Dawniej też piesze, mimo prawie 100-kilometrowej odległości. Dołączyły do tego liczne pielgrzymki autokarowe niemal do wszystkich ważniejszych sanktuariów w Polsce.

Na terenie parafii zostało postawionych przez mieszkańców ponad 30 przydrożnych kapliczek bądź krzyży, które kryją niejedno dziękczynienie Panu Bogu, jak też różnego rodzaju intencje błagalne. Po dziś dzień przy wielu kapliczkach w majowe wieczory rozbrzmiewają przepiękne melodie Litanii Loretańskiej oraz pieśni maryjnych. Kościół w Majdanie Sieniawskim naprawdę tętni głęboką wiarą wiernych, z których tylko w okresie powojennym 7 młodych mężczyzn zostało kapłanami; dwóch z nich pracuje poza granicami, jeden na Ukrainie a drugi w Argentynie. Z parafii majdańskiej wstąpiło do różnych zakonów również wiele młodych dziewcząt. Obecnie jest ich kilkanaście. Parafia, należąca do dekanatu sieniawskiego, liczy około 1500 wiernych. Przy parafii istnieje Parafialna Rada Duszpasterska, Ruch Apostolstwa Młodych (RAM), którym w całej archidziecezji kieruje ks. Jan Mazurek, rodak majdański. Aktywne i widoczne są małe dziewczynki należące do Dziewczęcej Służby Maryji (DSM), a kilkudziesięciu chłopców służy do Mszy św. jako ministranci. W majdańskiej parafii istnieje też Akcja Katolicka oraz Stowarzyszenie Najświętszej Maryi Panny Patronki Dobrej Śmierci jak też bardzo często występująca schola parafialna. Aż kilkuset mieszkańców Majdanu Sieniawskiego należy do Kół Różańcowych, których w Majdanie jest 30.

Tagi:
parafia

Młody Kościół dziękuje

2019-01-13 19:03

Beata Pieczykura

Obchody w roku jubileuszowym 10-lecia istnienia parafii pw. św. Jana Berchmansa w Gorzkowie – Trzebniowie

Beata Pieczykura
Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych

W roku jubileuszowym wdzięczności Bogu za 10-lecie istnienia parafii pw. św. Jana Berchmansa w Gorzkowie–Trzebniowie na Mszę św. przybyły dzieci, które od stycznia 2010 r. do grudnia 2018 r. zostały ochrzczone w tej wspólnocie, wraz z rodzicami, rodzicami chrzestnymi i dziadkami. Razem z nimi swoje rocznice świętowali Jakub – 18. urodzin i chrztu oraz Elżbieta dziękująca Bogu za 60 lat życia i chrzest. Z tej okazji 13 stycznia, w święto Chrztu Pańskiego, Eucharystię w intencji dzieci i ich rodzin sprawował proboszcz ks. kan. Bogumił Kowalski. Dziękował on za pierwszy sakrament z nadzieją, że licznie zgromadzony młody Kościół mocą Trójcy Przenajświętszej będzie jak źródła światła w świecie i siłą życiodajną dla ludzi. W tym kontekście mówił: – Chrzest raz na zawsze dany, a wciąż na nowo przeżywany, przypominając słowa pieśni: „Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz, dotrzymać pragnę szczerze. Kościoła słuchać w każdy czas. I w świętej wytrwać wierze”. Niedziela Chrztu Pańskiego po raz pierwszy w naszej parafii jest przeżywana w duchu dziękczynienia, każdy z nas pamięta, jaki był styczeń 2010 r.

Na przykładzie św. Jana Berchmansa zwrócił uwagę na znaczenie pierwszego z sakramentów. Patron bowiem przyszedł na świat 13 marca 1599 r., a następnego dnia przyjął chrzest. W tym miejscu warto przypomnieć, że 15 stycznia (1888 r.) przypada rocznica jego kanonizacji. Niedziela Chrztu Pańskiego w parafii Gorzków–Trzebniów to także dzień ze św. Dominikiem Savio, przypadający w każdą 2. niedzielę miesiąca. Ta wspólnota stała się domem dla świętych, m.in. św. Dominika Savio, gdzie znajdują się jego relikwie i obraz peregrynujące po wszystkich parafiach archidiecezji częstochowskiej. 31 stycznia minie pierwsza rocznica tej peregrynacji, która zakończyła się 31 stycznia w parafii pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Żarkach. W duchu wdzięczności oraz odpowiedzialności za najwspanialszy dar Boga ks. kan. Kowalski prosił swoich parafian: – Warto odkrywać wartość wiary w Boga i przypominać sobie o godności dziecka Bożego, o tym, że jesteśmy ważni dla Komuś niezwykłego – dla naszego Ojca w niebie. On na nas liczy, kocha miłością nieskończoną, wierną, bezinteresowną i proszę z tego miejsca nie popsujmy Mu tego.

Była to Liturgia pełna symbolów przypominająca o fundamentalnej prawdzie przyświecającej wspólnej modlitwie: wszyscy zebrani odnowili przyrzeczenia chrzcielne, a potem podchodzili do chrzcielnicy (tej pochodzącej z zamkniętego kościoła w Diest z powodu braku wiernych) i uczynili znak krzyża, dzieci przyjęły indywidualne błogosławieństwo, a cały Kościół dziękował Panu i z radością śpiewał hymn „Te Deum”. Pamiątką tego dnia był prezent przygotowany przez parafię i Tygodnik Katolicki „Niedziela”. Kontynuacją radości był wspólny posiłek w sali św. Jana Berchmansa. Spotkanie odbyło się staraniem Księdza Proboszcza, Parafialnej Rady Duszpasterskiej i Parafialnej Rady Ekonomicznej.

Tego dnia do św. Jana Berchmansa pielgrzymowały Siostry Dominikanki Matki Bożej Różańcowej z Częstochowy. Razem z dziećmi ochrzczonymi w tej parafii (117) modliły się oraz dziękowały za własny chrzest i każdego z zebranych. – Od momentu chrztu każdy z nas jest córką, synem Boga, to wielki dar, wielka łaska. Od momentu jesteśmy bardzo obdarowani darem powołania, życia w miłości i świętości, którzy mamy rozwijać przez całe życie – mówiła s. Maria Kiara. Siostry przybliżyły życie zakonne, duchowość, historię i obecność sióstr dominikanek w Polsce i na świecie. Zapewniły o pamięci modlitewnej i zachęciły wiernych do modlitwy w intencji nowych powołań zakonnych do tego zgromadzenia także z tej wspólnoty parafialnej.

Kolejne dziękczynne Msze św. zgromadzą wiernych, którzy w tej parafii przyjęli sakramenty: bierzmowania, pokuty, Eucharystii, namaszczenia chorych, kapłaństwa i małżeństwa. W ten sposób parafianie w ramach obchodów rocznicy istnienia swojej wspólnoty, dziękują Bogu za Jego miłość wyrażającą się w sakramentach będących skutecznymi znakami łaski oraz za życie Boże udzielone im przez te znaki.

„Chrzest jest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga. Nazywamy go darem, łaską, namaszczeniem, oświeceniem, szatą niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze. Darem – ponieważ jest udzielany tym, którzy nic nie przynoszą; łaską – ponieważ jest dawany nawet tym, którzy zawinili; chrztem – ponieważ grzech zostaje pogrzebany w wodzie; namaszczeniem – ponieważ jest święty i królewski (a królów się namaszcza); oświeceniem – ponieważ jest jaśniejącym światłem; szatą – ponieważ zakrywa nasz wstyd; obmyciem – ponieważ oczyszcza; pieczęcią – ponieważ strzeże nas i jest znakiem panowania Boga”.

Św. Grzegorz z Nazjanzu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Pogrzeb Pawła Adamowicza odbędzie w sobotę

2019-01-15 20:26

wpolityce.pl

W środę przed południem na konferencji prasowej w Urzędzie Miejskim w Gdańsku mają zostać podane szczegóły dotyczące uroczystości pogrzebowych zamordowanego prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Jego pogrzeb odbędzie się w sobotę.

Archiwum

Rzeczniczka prasowa nieżyjącego samorządowca Magdalena Skorupka-Kaczmarek poinformowała we wtorek PAP, że konferencja jest zaplanowana na godz. 11.00. Tematem spotkania z mediami będzie pogrzeb Pawła Adamowicza oraz inne wydarzenia ku jego czci.

Skorupka-Kaczmarek potwierdziła wcześniejsze nieoficjalne informacje, że pogrzeb Pawła Adamowicza odbędzie się w sobotę.

Według niektórych lokalnych mediów, nie jest wykluczone, że miejscem pochówku prezydenta będzie Bazylika Mariacka w Gdańsku, ale ostateczna decyzja w tej sprawie należy do rodziny Pawła Adamowicza.

W niedzielę wieczorem Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem w centrum miasta przez 27-letniego Stefana W., który podczas finału WOŚP wtargnął na scenę. Samorządowiec trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie w poniedziałek po południu zmarł.

Paweł Adamowicz miał 53 lata, prezydentem Gdańska był od 20 lat. W samorządzie gdańskim zasiadał od początku jego powstania tj. od 1990 r.; w latach 1994-98 był przewodniczącym Rady Miasta Gdańska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem