Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Nadzieja rodziców

2014-11-04 15:17

Z dr Martą Ficoń rozmawia Monika Jaworska
Niedziela Ogólnopolska 45/2014, str. 46-47

Graziako

O losie dzieci zmarłych bez chrztu św. i pogrzebach takich dzieci z dr Martą Ficoń - wykładowcą w Instytucie Teologicznym im. św. Jana Kantego w Bielsku-Białej i autorką monografii „Od piekła do nadziei zbawienia. Rozwój kwestii zbawienia dzieci zmarłych bez chrztu św. w teologii katolickiej i jej egzystencjalna doniosłość” - rozmawia Monika Jaworska

MONIKA JAWORSKA: - 15 października obchodzony był Dzień Dziecka Utraconego, a w listopadzie przywołujemy w pamięci naszych wiernych zmarłych, w tym zmarłe dzieci. Co właściwie znaczy pojęcie „dziecko utracone”?

DR MARTA FICOŃ: - Tym pojęciem najczęściej określamy dziecko, które zmarło w łonie matki w wyniku samoistnego poronienia. Zanim zdążyło przyjść na świat, Pan Bóg wezwał je do siebie. Myślę, że pojęciem tym możemy objąć także inne dzieci, które odeszły do domu Ojca przedwcześnie - bez rozróżniania na urodzone i nienarodzone.

- Dziecko utracone umarło bez chrztu św. Ale i dzieci, które zmarły jakiś czas po porodzie, nie zawsze kapłan zdążył ochrzcić. Co się dzieje z dziećmi zmarłymi bez chrztu św.?

- Nauka Kościoła poprzez dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej z 2007 r. głosi podbudowaną wieloma argumentami nadzieję na to, że Bóg w swym miłosierdziu oczyści je przed śmiercią z grzechu pierworodnego, który nie został odpuszczony w chrzcie św., i przyjmie je do swojego królestwa w niebie. Nadzieja ta opiera się na tym, że Bóg jest miłosierny i przychodzi ze swym zbawieniem do każdego człowieka, nawet tego w fazie embrionalnej, który jeszcze nie zdążył się rozwinąć, dając możliwość uczestnictwa w misterium swej śmierci i zmartwychwstania. Za nadzieją ponadto przemawia solidarność Chrystusa z całym rodzajem ludzkim, dla którego żył, umarł, zmartwychwstał i przez ludzką naturę się z nim zjednoczył. Ma ona priorytet nad więzią z grzesznością pierwszego rodzica Adama. Kolejny argument to więź z Kościołem, który już doświadcza życia łaski w świętych obcowaniu i obejmuje swą modlitwą wszystkich, również dzieci zmarłe bez chrztu. Także modlitwa liturgiczna wyraża nadzieję na miłosierdzie Boga, którego miłującej trosce powierza się dziecko, zwłaszcza w obrzędach pogrzebowych.
Końcowe wnioski Komisji są następujące: „Wiele czynników, które rozpatrywaliśmy powyżej, daje poważne teologiczne i liturgiczne powody do tego, by mieć nadzieję, iż dzieci zmarłe bez chrztu będą zbawione i będą mogły cieszyć się wizją uszczęśliwiającą. Podkreślamy, że chodzi tu o powody nadziei w modlitwie, a nie o elementy pewności. (...) Istnieją mocne powody ku temu, aby mieć nadzieję, że Bóg zbawi te dzieci, gdyż nie można było uczynić dla nich tego, czego by się pragnęło, czyli ochrzcić je w wierze i w życiu Kościoła”.

- Czy wiadomo, co się dzieje z takimi dziećmi po śmierci?

- Tego nie wiemy. Mając nadzieję na miłosierdzie Boga, powierzamy je Jego pełnej miłości opiece, licząc, że On wie, co jest dla nich najlepsze. Objawienie, jakie otrzymaliśmy od Boga, mówi nam, że pragnie On zbawić każdego i każdemu daje taką możliwość. W jaki sposób to czyni i jaki jest efekt tego spotkania? Odpowiedzi na te pytania pozostają w sferze tajemnicy, którą zna tylko Bóg i to dzieciątko.

- Co właściwie potwierdza obecną naukę Kościoła na ten temat? Objawienia prywatne?

- Nauka Kościoła opiera się bezpośrednio na Objawieniu Bożym, czyli na tym, co Bóg zechciał nam objawić o sobie, o świecie i o nas samych. To Objawienie zawiera się w Piśmie Świętym i Tradycji. Wierzymy w Boże słowa i czyny, dlatego nie potrzebujemy żadnych potwierdzeń ze strony objawień prywatnych. Mogą one najwyżej przypomnieć nam i rzucić trochę więcej światła na prawdy, które już znamy. Jeśli chodzi o kwestię dzieci zmarłych bez chrztu, to nie mamy tu do czynienia z jakimiś spektakularnymi objawieniami. Niektórzy święci czy słudzy Boży potwierdzają tylko to, że Bóg dba i otacza opieką te dzieci ze względu na swe miłosierdzie, które oczyszcza je z grzechu pierworodnego przed śmiercią dzięki modlitwie i wstawiennictwu Kościoła. Jeden z nich, sługa Boży Marcel Van, pytając Jezusa o jakiś znak potwierdzający te prawdy, otrzymał od Niego taką odpowiedź: „Nadzwyczajny znak, który przekracza wszelkie wyobrażenie, to nieskończona dobroć Boga w trzech Osobach”.

- Powiedziała Pani, że obecnie Kościół wyraża nadzieję, że Bóg w swym miłosierdziu oczyści z grzechu pierworodnego dziecko zmarłe bez chrztu św. i przyjmie je do nieba. A jak Kościół widział kwestię dzieci zmarłych bez chrztu św., zanim powstała teoria nadziei?

- Bóg nie objawił nam prawdy o losie tych dzieci bezpośrednio i wyraźnie. Teologowie doszli do dzisiejszych wniosków poprzez stulecia często zażartych dyskusji na temat tego, co mówi Objawienie zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji na temat tych dzieci. Z jednej strony Chrystus mówił, że „kto nie narodzi się z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego” (por. J 3, 5), a z drugiej - „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie” (Mt 19, 14). Zbyt często zauważano tylko ten pierwszy fragment, „wrzucając” dzieci nieochrzczone do piekła lub otchłani (np. św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu), zaś pomijano drugi, mówiący o tym, że dzieci są pierwsze w kręgu zbawienia. Kościół nigdy nie zajął oficjalnego stanowiska w tej kwestii, stwierdzając, że dyskusja teologiczna na ten temat nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta i dojrzała. W końcu teologowie wypracowali wniosek, który zaaprobował papież Benedykt XVI, o tym, że Boża wola zbawienia wszystkich ma pierwszeństwo przed koniecznością chrztu do zbawienia, ponieważ nie zawsze jest on dostępny, zwłaszcza dla dzieci nienarodzonych. Stąd możemy mieć mocną nadzieję, że Bóg w swym miłosierdziu przytuli je do swego kochającego Serca.

- Czy rodzice mogą poprosić kapłana o odprawienie pogrzebu dziecku utraconemu, nawet jeśli ono było utracone w fazie embrionalnej?

- Rodzice mogą prosić o pogrzeb każdego zmarłego dziecka, licząc od momentu jego poczęcia. Nawet szpital ma teraz obowiązek wydania im ciała poronionego dziecka bez względu na jego wagę i stopień rozwoju. Pogrzebać można zatem zarówno dzieciątko w fazie embrionalnej, jak i starsze.

- Nie każda matka decyduje się na pogrzeb swojego utraconego dziecka. Jakie mogą być tego przyczyny?

- Nie wyobrażam sobie, żeby rodzic, który oczekuje narodzin swego dziecka, nie chciał w jakiś sposób go upamiętnić, chociażby poprzez pogrzeb i grób na cmentarzu, na który mógłby wracać i przeżywać swą żałobę. Nawet jeśli dziecko nie było oczekiwane, to między nim a matką zawsze wytwarza się pewna więź, która nie pozwala pozbyć się go jak jakiegoś odpadu medycznego. Jeśli ktoś byłby do tego zdolny, to prawdopodobnie najczęstszą tego przyczyną jest duchowa znieczulica i chęć pozbycia się „kłopotu”. Inną przyczyną są niedostatki wiary, która widziałaby w tym maleństwie dziecko Boże, lub brak wiedzy, że w ogóle można to dziecko pochować.

- A co w sytuacji, jeśli rodzice chcą pogrzebać swoje utracone dziecko, a kapłan nie chce mu zrobić pogrzebu kościelnego?

- Kodeks Prawa Kanonicznego mówi wyraźnie, że „ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których rodzice mieli zamiar je ochrzcić, a jednak zmarły przed chrztem” (KPK 1183, § 2). Episkopat Polski wydał takie pozwolenie, więc nie ma potrzeby każdorazowo pytać o to biskupa. Nie ma zatem żadnej podstawy prawnej, by kapłan mógł odmówić rodzicom pogrzebu ich zmarłego dziecka. Jeśli zdarzy się przypadek odmowy, wtedy będzie to zaprzeczenie nauki Kościoła o godności osoby ludzkiej, o szacunku dla jego życia i ciała oraz doktryny o nieskończonym miłosierdziu Boga, który zawsze czuwa nad tymi dziećmi i ich rodzicami. Byłby to też wyraz braku znajomości nauczania Kościoła, a także braku kultury oraz współczucia dla ludzi, którzy utracili swój skarb.
Oprócz wspomnianego kanonu, który zezwala na taki pogrzeb, istnieją jeszcze księgi liturgiczne zawierające formularze Mszy św. przeznaczonej na pogrzeb takiego dziecka oraz opisy przebiegu takiego pogrzebu. Nie istnieje natomiast żaden dokument, który negowałby prawo rodziców do pochówku swego zmarłego bez chrztu potomstwa.

- A jeśli jednak zdarzy się, że kapłan odmówi takiego pogrzebu, to co wtedy rodzice mogą zrobić?

- Mogą powołać się na argumenty, które podałam wcześniej. Jeśli te argumenty do księdza nie przemówią, wtedy trzeba udać się do kapłana, który wie, do jakiej misji został powołany.

- Jakie mogą być przyczyny tego, że kapłani nie będą chcieli odprawić pogrzebu dziecku zmarłemu np. wskutek poronienia?

- Przede wszystkim brak wiedzy, ponieważ w seminariach o tym nie uczono bądź podawano teorię otchłani jako najbardziej prawdopodobną. Bywa, że przyczynia się do tego brak czasu lub brak przekonania do obrzędu, którego się nigdy nie wykonywało, a który obecny jest przecież w „Obrzędach pogrzebu”. Znajduje się tam specjalny rozdział zawierający formularz odprawiania pogrzebu dziecka zmarłego bez chrztu św.

- Zdarza się, że dziecko urodzi się już martwe albo umrze zaraz po urodzeniu, a rodzice chcą koniecznie, by zostało ochrzczone. Czy można ochrzcić takie dziecko?

- Nie można ochrzcić zmarłego dziecka, ponieważ sakramentów udziela się jedynie ludziom żywym. Gdy rodzi się martwe dziecko, wtedy powierzamy je z ufnością kochającemu Bogu, który przytula wszystkie dzieci do swego Serca, miłującego każdego człowieka do tego stopnia, że zostało zań przebite.

- Czyli pozostaje nam nadzieja na zbawienie dzieci zmarłych bez chrztu...

- Wierzymy, że Jezus odpuszcza zmarłemu dziecku zmazę pierworodną i napełnia je swą łaską, pomimo że nie otrzymało ono chrztu św. Bóg nie oczekuje od nas rzeczy niemożliwych. Nie dał nam możliwości ochrzczenia dziecka, ale z pewnością dał mu możliwość zbawienia w inny, nieznany nam sposób. Wszystkie przesłanki, jakie nam zostawił w swej nauce, wskazują na Jego miłosierdzie, które nie zna granic.

Tagi:
dzień pamięci

24 marca – nowy dzień, nowe wyzwania

2018-03-21 09:41

Jan Żaryn
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 35

Mariusz Stec
Muzeum Ulmów w Markowej. Ściana pamięci przedstawia nazwiska osób ratujących Żydów

Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką będzie od tego roku obchodzony 24 marca, w rocznicę straszliwego mordu na rodzinie Ulmów. Tej nocy w 1944 r. do gospodarstwa Józefa i Wiktorii oraz ich dzieci, w którym ukrywały się dwie rodziny żydowskie, wdarli się niemieccy żandarmi, by wykonać rozkaz zabicia wszystkich mieszkających tam osób. Niemcy zabili Żydów, następnie Józefa i Wiktorię, a potem całą gromadkę małych dzieci. Wiktoria była w zaawansowanej ciąży. Podczas ekshumacji stwierdzono, że w trakcie mordu kobieta zaczęła rodzić – główka dziecka wychodziła z jej łona. Mimo tak straszliwego doświadczenia mieszkańcy Markowej nadal chronili przed śmiercią i uratowali 21 Żydów. Doczekali oni wejścia Armii Czerwonej.

Do tej pory, od uchwały z 27 sierpnia 2004 r., dzień 24 marca kojarzył nam się jako Narodowy Dzień Życia, ustanowiony z inspiracji środowisk katolickich walczących – do dziś – o ochronę życia człowieka od poczęcia do jego naturalnej śmierci. Te dwa wymiary, historycznego wydarzenia i współczesnej wizji człowieczeństwa, splotły się ze sobą i rzuciły dodatkowe światło poznania. Oto bowiem toczy się proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów, który – jak sądzę – obejmie wszystkich męczenników, a zatem także nienarodzone dziecko umierającej matki. Zabójstwa dokonali 24 marca 1944 r. Niemcy, którzy w latach II wojny światowej pogwałcili wszelkie prawa ludzkie i Boskie, wynosząc się pysznie ponad inne narody. To memento dla wszystkich pyszałków, którzy dziś także chcieliby podejmować za Boga decyzję wyznaczania granic dopuszczalnego mordu. Pycha może zaślepiać i zamykać oczy na prawdę, wręcz podpowiadać, iż najlepszą obroną jest atak. Według tej recepty trzeba się obrazić na wszystkich, którzy broniąc życia, przywoływaliby historię.

Jednocześnie obydwa wydarzenia mają własną dynamikę i celebrację, a poniekąd i tradycję. Narodowy Dzień Życia – uchwalony w ślad za świętem kościelnym przypominającym o świętości życia ustanowionym z inspiracji Jana Pawła II – to przede wszystkim czas modlitwy i marszów. Obrońcy życia od wielu lat spotykają się na ulicach miast i dają świadectwo obecności wartości chrześcijańskich w sferze publicznej. Z kolei Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją nieniiecką, przypadający w rocznicę męczeńskiej śmierci rodziny Ulmów, upamiętnia i przypomina tych wszystkich, którzy z narażeniem życia pomagali wówczas najbardziej potrzebującym – braciom Żydom. Zwłaszcza dziś, gdy jesteśmy w stanie walki o dobre imię Polski i Polaków, ten dzień będzie zapewne obchodzony w sposób szczególny jako dzień świadectwa o miłości do Ojczyzny. Będziemy zatem łączyć się fizycznie lub duchowo z Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej bądź uczestniczyć w imprezach edukacyjno-wystawienniczych i wykładach na temat relacji polsko-żydowskich podczas II wojny światowej. Co więcej, będziemy tego dnia także przypominali o tym, że nie tylko świadczyliśmy pomoc w sposób niezorganizowany, na własne ryzyko i w samotności, ale także w sposób zorganizowany – jako Polskie Państwo Podziemne i rząd RP na uchodźstwie, który co najmniej od jesieni 1942 r. wpisał ratowanie Żydów do agendy celów wojennych.

Bogactwo obydwu wydarzeń, w tym tego, co je łączy i dzieli, każe spojrzeć na tegoroczny dzień obchodów Narodowego Dnia Życia i Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką w sposób wyjątkowy. Za chwilę będziemy naocznie świadkami tego doświadczenia. Czy potrafimy skorzystać z bogactwa oferty intelektualnej i etycznej, kryjącej się od 2018 r. pod tą datą: 24 marca?

Zachęcam, oczywiście, do tego wysiłku także posłów i senatorów, którzy – mam nadzieję, że szybko – podejmą jednoznaczną decyzję, by zająć się obywatelskim projektem ustawy o ochronie życia nienarodzonych, tak by ponad 95 proc. przypadków aborcji, de facto eugenicznych, nie mogło być już legalnie przeprowadzanych. Przynajmniej w jednym zakątku Europy – w Polsce.

Jan Żaryn, redaktor naczelny „wSieci Historii”, historyk, wykładowca INH UKSW, publicysta i działacz społeczny, m.in. prezes SPJN, członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, senator RP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Łódź: abp Ryś wraz z diakonami zdobywał tatrzańskie szczyty

2018-07-21 09:25

xpk / Łódź (KAI)

Zdobywanie szczytów, możliwe jest tylko podczas wspólnej drogi! – tłumaczy diakon Kamil Gregorczyk, jeden z uczestników kleryckiej wakacyjnej wyprawy w Polskie Tatry. Abp Grzegorz Ryś wybrał się razem z diakonami łódzkiego seminarium na wspólny wyjazd w góry, aby przez kilka kolejnych dni modlić się, zdobywać szczyty oraz uczyć się wspólnoty kapłańskiej.

Archidiecezja Łódzka

W czasie wyjazdu grupa duchownych z Łodzi wędrując po tatrzańskich szlakach zdobyła Czerwone Wierchy oraz Kasprowy Wierch, nawiedziła Pustelnię Brata Alberta na Kalatówkach w Zakopanem oraz modliła się przy grobie jednego z najsłynniejszych Polskich kapłanów filozofów jakim był ks. prof. Józef Tischner.

- Rozpoczęliśmy nasze wspólne wędrowanie w niedzielę 15 lipca w Kirach, a naszą bazą wypadową stał się Dom Sióstr Benedyktynek Samarytanek. – wspomina diakon Gregorczyk. -Ujęła nas ich gościnność i życzliwość. Dzięki zaangażowaniu tych wspaniałych Kobiet, mieliśmy siły na szlaku. – dodaje.

Każdy dzień tej biskupio – kleryckiej wyprawy rozpoczynał się od wspólnej modlitwy, w czasie której łódzki pasterz rozważał Słowo Boże. - A ono stawiało przed nami wyzwania, otwierało nas na konfrontacje z pokusami i podtrzymanie w sobie tożsamości dziecka Bożego – zauważa diakon.

- Ten wspólny wyjazd w góry – tłumaczy ks. Marcin Jarzenkowski, prefekt WSD w Łodzi – był dla kleryków, którzy dopiero co wchodzą w kapłaństwo, bardzo ważny. Pozwolił im odkryć w biskupie nie tylko swojego przełożonego ale przede wszystkim ojca, z którym można podzielić się swoimi radościami, smutkami oraz wątpliwościami – dodaje seminaryjny wychowawca.

- Propozycja księdza arcybiskupa, aby wyjechać wspólnie w góry, była dla mnie wielkim zaskoczeniem – pozytywnym zaskoczeniem – mówi diakon Paweł Skowron. – w swoim życiu byłem już w górach, ale nie wspinałem się tak wysoko. Ta wyprawa była dla mnie ogromnym sprawdzeniem siebie – podkreśla.

- Jesteśmy wdzięczni naszemu przewodnikowi – księdzu arcybiskupowi Grzegorzowi oraz opiekunowi i towarzyszowi – księdzu prefektowi Marcinowi Jarzenkowskiemu za każdy gest życzliwości i ojcowską troskę – podkreśla jeden z uczestników górskiej wyprawy.

To pierwszy tego typu wspólny wyjazd metropolity łódzkiego z klerykami w okresie wakacyjnym.

W łódzkim Wyższym Seminarium Duchownym do kapłaństwa aktualnie przygotowuje się ponad 50 alumnów. W okresie wakacyjnym trwa rekrutacja na pierwszy rok studiów filozoficzno - teologicznych. Dokumenty można składać przez cały okres wakacji, natomiast drugi zjazd egzaminacyjny podczas którego odbywa się rozmowa z księdzem rektorem i ojcem duchownym odbędzie się w terminie się 6-7 września b.r. (czwartek-piątek).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Włóczykoła 2018 - na rowerach wokół Bałtyku, w intencji młodzieży

2018-07-22 10:45

azr (KAI) / Karlskrona

Zakończyła się tegoroczna edycja pielgrzymki rowerowej "Włóczykoła". Młodzi rowerzyści pokonali wokół Bałtyku blisko 2300 km, modląc się - zgodnie z prośbą papieża Franciszka - w intencji młodzieży. Wyprawę nazwaną "Misja Północ" zakończyli 21 lipca w szwedzkiej Karlskronie.

Antranias/pixabay.com

Rowerowi pielgrzymi wyruszyli 3 lipca z Kokotka, gdzie odbywał się Festiwal Życia - spotkanie młodych, organizowane przez Oblackie Centrum Młodzieży "Niniwa", w którym uczestniczyło ok. 700 młodych ludzi całej Polski.

- Przed wyjazdem pobłogosławił nas o. Tomasz Maniura, oblat ze wspólnoty "Niniwa", młodzież się za nas pomodliła i ruszyliśmy. Wybraliśmy kraje nadbałtyckie, bo tu nas jeszcze nie było. Czy jesteśmy pielgrzymami? Tak. To była nasza kolejna wyprawa, której towarzyszyła ważna duchowa intencja - mówi w rozmowie z KAI ks. Dawid Sładek, kierownik pielgrzymki, w której wzięło udział 15 młodych rowerzystów.

Trasa pielgrzymki wiodła przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię i Szwecję. We wszystkich krajach pielgrzymi odwiedzili stolice. Po drodze modlili się w intencji, którą nieustannie powierza Kościołowi papież Franciszek.

- Modliliśmy się o wiarę dla młodzieży, odpowiadając na prośby papieża i z myślą o Synodzie Biskupów. Poza tym, przez całą drogę internauci przesyłali nam swoje intencje, w których odmawialiśmy różaniec i odprawialiśmy Mszę św. - relacjonuje kapłan.

Ideą rowerowych pielgrzymek grupy "Włóczykoła" jest to, że nie towarzyszy im wóz techniczny, a pielgrzymi nie mają wcześniej zarezerwowanych noclegów.

- Jedziemy, wierząc, że Pan Bóg troszczy się o swoje sługi. Każdego ranka zawierzamy Mu dzień, prosimy o dobry nocleg i jedziemy przed siebie. Wychodziło różnie, czasem nocowaliśmy u gospodarzy na polu, czasem "na dziko", a np. w Tallinie spaliśmy na Starym Mieście w klasztorze dominikańskim, a w Helsinkach w parafii katedralnej - wyjaśnia ks. Sładek.

Ekipa "Włóczykół" przejechała w tym roku blisko 2300 km. Trasa rowerowa z Kokotka do Karlskrony była już piątą wyprawą grupy. Przez pierwsze dwa lata, uczestnicy organizowali wyprawy rowerowe dookoła Polski. Następnie udali się nad Morze Czarne do Rumunii, a w ubiegłym roku do Rzymu. Dalsze plany stoją pod znakiem zapytania, ponieważ lider grupy ks. Dawid Sładek w najbliższym czasie rozpoczyna pięcioletnią posługę misyjną w miejscowości Szczucińsk na terenie diecezji Astana w Kazachstanie.

"Młodzi coś przebąkują, że za rok do mnie przyjadą, ale musimy to przekalkulować na spokojnie, bez emocji" - zapowiada kapłan.

Dziś o 17.00 pielgrzymi wezmą udział w "powitalnej" Mszy św. w katowickiej archikatedrze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem