Reklama

Biały Kruk 2

Trzeba ich przygarniać do Kościoła

2014-11-27 10:33

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 48/2014, str. 7

Graziako

Z ks. Sebastianem Wieczorkiem, opiekunem duchowym Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” w Kielcach oraz notariuszem w Sądzie Biskupim, rozmawia Katarzyna Dobrowolska

KATARZYNA DOBROWOLSKA: – W Sądzie Biskupim zajmuje się Ksiądz orzekaniem w sprawach dotyczących stwierdzenia nieważności małżeństwa. Sytuacje te pokazują spektrum problemów dotyczących małżeństwa w ogóle. Dlaczego coraz częściej małżeństwa się rozpadają?

KS. SEBASTIAN WIECZOREK: – Rozwody są wielką plagą współczesnego świata. Przyczyn oczywiście może być wiele: przemoc fizyczna, psychiczna, alkoholizm, zdrady małżeńskie, znudzenie się sobą. Problem tkwi bardzo często w braku dojrzałości i świadomości, czym jest sakrament małżeństwa i w lekkim podchodzeniu do życia. Istnieje też pewna mentalność świata, która daje przyzwolenie na rozwody. Sądy i instytucje państwowe nie pomagają małżonkom w naprawie ich małżeństw, a bardzo szybko wydają decyzję o rozwodzie i to bez orzekania o winie, procedury nie są wcale skomplikowane.

– Ostatni Synod o Rodzinie przypomniał wszystkim również o trudnej sytuacji duszpasterskiej osób rozwiedzionych w nowych związkach. Ojcowie synodalni zajęli się szeroko tą problematyką, choć media spekulowały tylko o możliwości dopuszczenia rozwiedzionych do Komunii.

– Można powiedzieć, że równocześnie były dwa Synody. Ten realny w Rzymie i ten „medialny”, który koncentrował się głównie na problemach dopuszczenia rozwiedzionych w ponownych związkach do Komunii św., jak i uznania związków jednopłciowych. Jeszcze przed rozpoczęciem Synodu kard. Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, udzielił wywiadu dla „Avvenire”, w którym bardzo mocno zaakcentował powagę sakramentu małżeństwa, przypominając tradycyjną naukę Kościoła, że jeśli małżeństwo między ochrzczonymi jest ważne, to jest ono jedno i nierozerwalne. Jednocześnie zapewnił, że Kościół będzie bronił jedności, świętości i nierozerwalności małżeństwa.
W sprawie osób rozwiedzionych Synod na pewno pokazał również wyzwania duszpasterskie i potrzebę wzajemnego zrozumienia z dwóch stron – osób rozwiedzionych w nowych związkach i duszpasterzy, tę potrzebę wyjścia naprzeciw ze strony Kościoła, który ma wskazać drogę tym osobom, by poprowadzić ich do zbawienia.

– Wiele osób w sytuacji, w której się znalazło, przeżywa ciężkie rozterki moralne, bunt, ale i rozpacz z powodu braku możliwości korzystania z sakramentów. Często w ogóle rezygnują z Mszy św., bo nie widzą sensu starania się. Jak Kościół powinien do nich docierać, by nie oddalali się od Boga?

– Trzeba jasno powiedzieć, że rozwód jest wykroczeniem i grzechem przeciw jedności i nierozerwalności małżeństwa. Chrystus wyraźnie mówi to w Ewangelii. Z drugiej jednak strony cała duszpasterska działalność ma koncentrować się na niesieniu duchowej pomocy osobom rozwiedzionym w ich drodze do nawrócenia i zbawienia. Osoby te powinny uwierzyć, że nie są poza Kościołem, mimo swojej aktualnie trudnej sytuacji, w której nie mogą przystępować do sakramentu pokuty i pojednania oraz Komunii św. Trzeba je przygarniać do Kościoła. Mogą realizować się w Kościele i przybliżać do Boga na różne inne sposoby. Wyraźnie pokazał i nakreślił te zadania papież św. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” z 1981 r. Wezwał on tam duszpasterzy i całą wspólnotę Kościoła do szczególnej pomocy osobom rozwiedzionym, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła. W 84. punkcie jest mowa o zaangażowaniu w modlitwie, uczestnictwie we Mszy św., pokucie, dziełach miłosierdzia i trosce o wychowanie w wierze chrześcijańskiej swoich dzieci.

– Ale dlaczego Kościół nie dopuszcza osób rozwiedzionych w nowych związkach do Komunii? Czy są jakieś wyjątki?

– Nie tyle Kościół nie dopuszcza sakramentów, co sami rozwiedzieni żyjący w ponownych związkach zamykają sobie drogę do tego, aby przyjąć Komunię św. Ten ich stan i sposób życia jest brakiem dyspozycji, aby móc w sposób ważny otrzymać sakramentalne rozgrzeszenie i potem móc przyjąć Komunię św. Jednak w sytuacji zagrożenia życia, mając na względzie zbawienie człowieka, dopuszcza się do sakramentów. Św. Jan Paweł II w „Familiaris Consortio” w 84. punkcie, uczy i pokazuje pewne okoliczności, w których można, pod pewnymi warunkami, pozwolić i dopuścić do sakramentów osoby rozwiedzione w ponownych związkach. Jednak to należy do oceny i roztropności poszczególnego proboszcza.

– Czy, zdaniem Księdza, Kościół diecezjalny wychodzi duszpastersko naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom rozwiedzionych żyjących w związkach niesakramentalnych?

– Doświadczenie pokazuje, że zainteresowanie taką formą duszpasterstwa i kierownictwem duchowym musi być obecne po dwóch stronach. Pewna oferta w naszej diecezji jest. Naszym zadaniem jako duszpasterzy nie jest krytyka tych osób, ale żywa potrzeba wyjścia z konkretnymi propozycjami, aby pokazać, że mają swoje miejsce w Kościele. Bo Kościół nie jest wspólnotą ludzi świętych, ale ludzi grzesznych pielgrzymujących razem drogą pokuty i nawrócenia do zbawienia.
Mamy w Kielcach od wielu lat duszpasterstwo dla osób w związkach niesakramentalnych, którym posługuje ks. Stanisław Król. Wspólnota organizuje rekolekcje, razem przeżywa czuwania. Od roku w naszej diecezji działa też Ognisko Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”, którą się opiekuję. Wspólnota ta skupia osoby, małżonków, którzy w swoim życiu małżeńskim przeżywają kryzys, ale chcą trwać w wierności przysięgi małżeńskiej. Z doświadczenia z kieleckiego ogniska „Sychar” wiem, że wspólnota pomaga członkom wzrastać w wierze, odnaleźć Pana Boga, którego może gdzieś w życiu się zgubiło, pomaga też przejść przez zawirowania życiowe i odzyskać nadzieję. Dla osób, które są porzucone, zdradzone, czy ofiary przemocy domowej, staramy się we wspólnocie dać również fachową pomoc psychologiczną czy prawną, która pozwali im stanąć na nogach. Wspólna modlitwa, adoracja, katechezy, rekolekcje dają im możliwość odkrywania Boga i jego miłości. Wielu przyznaje, że swojego małżeństwa nie budowali na Skale, którą jest Chrystus. Dopiero kiedy doświadczyli kryzysu, zaczęli zwracać się ku Bogu, rozpoczęli pracę nad sobą i nad swoim małżeństwem, wierząc, że każde sakramentalne, ważne małżeństwo jest do uratowania, bo co „Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”.

Tagi:
rozmowa

To moja służba Polsce

2018-07-04 11:07

Rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 28-29

W roku świętowania stulecia odzyskania niepodległości naszej ojczyzny do Kapituły Orderu Orła Białego został powołany Adam Bujak – polski artysta fotografik, laureat wielu prestiżowych wyróżnień, w tym m.in.: Orderu Wielkiego św. Zygmunta, nagrody Totus, medalu „Per Artem ad Deum” (Przez sztukę do Boga), Feniksa Maltańskiego i Orderu Orła Białego. Artysta uwiecznił w kadrze życie aktywność duszpasterską Karola Wojtyły – biskupa i kardynała oraz papieża Jana Pawła II. Jest także znanym i uznanym dokumentalistą polskiej historii, tradycji, zwyczajów i architektury oraz autorem albumów upamiętniających obrzędy i rytuały religijne chrześcijan nie tylko w Polsce.

Jakub Szymczuk/KPRP
Prezydent RP Andrzej Duda wręcza Adamowi Bujakowi nominację na członka Kapituły Orderu Orła Białego

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Panie Adamie, gratuluję nowej roli! Proszę powiedzieć, czy spodziewał się Pan takiego wyróżnienia?

ADAM BUJAK: – W życiu bym sobie nie pomyślał, że będę współdecydował o tym, komu przyznać najważniejsze odznaczenie naszej Rzeczypospolitej, że będę, obok Prezydenta RP, w pięcioosobowej kapitule, która opiniuje kandydatury do Orderu Orła Białego.

– W jaki sposób dotarła do Pana ta informacja?

– To było w czasie uroczystości beatyfikacyjnych Hanny Chrzanowskiej w krakowskich Łagiewnikach. Min. Krzysztof Szczerski podszedł do mnie i powiedział, że jest taka propozycja. Byłem tą informacją mocno zaskoczony. Równocześnie przypomniałem sobie sytuację z poprzedniego roku, kiedy także min. Szczerski zadzwonił, aby mnie poinformować, że Prezydent RP przyznał mi odznaczenie Orła Białego. Pamiętam, że wtedy w zdenerwowaniu pomyślałem, iż ktoś się podszywa pod ministra i kpiny sobie urządza, że jakaś gadzinówka do mnie wydzwania (śmiech). A przecież to najważniejsze polskie odznaczenie. Dopiero po chwili, gdy ochłonąłem i stwierdziłem, że to naprawdę min. Szczerski, przyznałem, iż to wspaniała wiadomość, której się nie spodziewałem. Teraz, już na spokojnie, bo jestem po wręczeniu nominacji, mogę przyznać, że prezydent Andrzej Duda zrobił mi niesamowitą niespodziankę, zapraszając mnie do tak elitarnej grupy osób.

– Gdy oglądałam fotorelację z uroczystości, zastanawiałam się, co Pan w tej szczególnej chwili myślał.

– Pojawiła się refleksja, że mój ojciec, który otrzymał order Virtuti Militari V klasy za udział w wojnie bolszewickiej, byłby ze mnie dumny, że bohater bitwy pod Radzyminem, jeśli teraz patrzy na mnie z nieba, cieszy się tam, iż syn nie traci czasu i w swym życiu też robi coś pożytecznego dla ojczyzny. A potem jeszcze sobie uświadomiłem, że to bodaj pierwszy taki przypadek wyróżnienia w ten sposób autora fotografii. Myślę, że to dokumentacja działalności, służby Jana Pawła II, realizowana przez 43 lata, miała wpływ na tę nominację. Pomyślałem więc, że w niebie także św. Jan Paweł II się cieszy, iż zostałem w taki sposób wyróżniony. Zresztą laudacja prezydenta Dudy, który podkreślił moją aktywność, wydane przez Białego Kruka książki z moimi fotografiami i albumy, które sprawią, że te zdjęcie przetrwają dla pokoleń, utwierdziła mnie w tych domysłach.

– Przed laty Pańska praca nie wszystkim się podobała...

– Przez wiele lat byłem na marginesie. Nie tylko w czasach PRL-u. Za rządów Tuska czy za prezydentury Komorowskiego było podobnie. Pewnym mediom nie wolno było o kimś takim jak Bujak pisać czy publikować jego zdjęć. A i dziś się to zdarza – są pojedyncze osoby, które wciąż mają do mnie zastrzeżenia. Tu czy tam Bujak nadal nie jest mile widziany...

– Jak to tłumaczą?

– Różnie. Ktoś np. stwierdził, że jestem w... partyjnej gazecie, że służę partii.

– Co Pan na takie zarzuty?

– Podchodzę do nich ze spokojem. Wiem, że służę konkretnej idei, konkretnym ludziom, dla których ważne jest dobro ojczyzny. Utożsamiam się z nimi. Nie ma dla mnie większego znaczenia, że ktoś mówi, iż publikuję zdjęcia w partyjnej gazecie. W takich sytuacjach myślę, że ktoś się boi „WPiS-u” i stąd taka reakcja.

– Ale są też ludzie, którzy bardzo Pana cenią. Sama widziałam kolejki po autograf Adama Bujaka.

– Reakcje są różne. Młode pokolenie już właściwie mnie nie zna. Natomiast starsi ludzie mnie rozpoznają. Czasem jestem za niedźwiedzia, który pozuje do pamiątkowych fotografii (śmiech). No, bo trzeba mieć zdjęcie z Bujakiem. Nie ukrywam, że to jest przyjemne. Gorzej, jak ktoś mnie chce pocałować w rękę... bo to nie do zaakceptowania. Przecież nie jestem żadną relikwią. Ja tylko fotografowałem kolejne etapy życia Karola Wojtyły i Jana Pawła II.

– Wróćmy do Pańskiej nowej roli. Proszę powiedzieć, do czego zobowiązuje obecność w Kapitule Orderu Orła Białego?

– Mamy popatrzyć na cały życiorys kandydata. Mamy go sprawdzić, prześwietlić jego przeszłość i teraźniejszość, jeśli jest to osoba żyjąca – bo odznaczani są także wybitni Polacy, którzy już zmarli.

– Kapituła zgłasza kandydatów?

– Mamy do tego prawo. Dana kandydatura, bez względu na to, kto ją zgłosił, powinna zostać przyjęta przez wszystkich członków – innymi słowy, należy przekonać kapitułę do konkretnego człowieka.

– Myślę, że zasiadanie w kapitule to także zobowiązanie. Jak ma Pan zamiar się z niego wywiązać?

– To jest moja służba Polsce. Uważam, że kapituła powinna się wnikliwie wpatrywać w życiorysy kandydatów zgłoszonych do wyróżnienia. Nie wolno przeoczyć jakiegoś wydarzenia z życia danego człowieka.

– Przeglądałam listę żyjących osób odznaczonych Orderem Orła Białego. Są tam bardzo różni ludzie, dziś niekoniecznie służący dobru Polski.

– To prawda. Niektóre nazwiska mogą nas dzisiaj przerażać, a przynajmniej skłaniać do refleksji. Myślę o takich ludziach, jak Michnik, Balcerowicz i im podobni. Ale niestety, mieliśmy władze, które takich ludzi popierały i takie, a nie inne zachowania doceniały.

– Ma Pan pomysł, jak w przyszłości uniknąć takich sytuacji? Bo przecież wiemy, że cwaniaków, którzy potrafią się urządzić, spotkamy wszędzie. Również przy obecnym rządzie.

– To prawda. Po naszej stronie oni także są. Ale co jest cenne, są zdecydowane reakcje szefa PiS-u, które sprawiają, że taki polityczny hochsztapler zostaje wyeliminowany. Oczywiście, trzeba na to czasu. Od razu zaznaczę, że nie jestem członkiem PiS-u, ale jego fanem. A wracając do roli członka kapituły, to myślę, że trzeba „przeżyć” życiorys konkretnego kandydata do odznaczenia orderem. Oczywiście, musimy mieć też informacje z IPN-u.

– Jak unikać sytuacji, kiedy ktoś ostentacyjnie odmawia przyjęcia Orderu Orła Białego albo go zwraca?

– Myślę, że nie ma na to jednej recepty. Jeśli ktoś będzie chciał wzbudzić ogólne zainteresowanie, to każda sytuacja stanie się dla niego stosowna. Tu może zadziałać asekuracyjne myślenie. Taki człowiek dojdzie do wniosku, że przyjęcie orderu od obecnej władzy może się dla niego okazać niekorzystne, bo liczy na powrót do rządzenia partii neoliberalnych i lewackich. Taka odmowa może mu się wydawać sposobem na zaistnienie w tych środowiskach.

– Czy powinno się odbierać laureatom wcześniej przyznane ordery Orła Białego?

– Sam się zastanawiam, czy powinno się odebrać order np. Adamowi Michnikowi. Przecież jego życiorys z czasów transformacji zawiera wiele przykładów, dowodów na zaangażowanie w sprawę odzyskania niepodległości Polski. Poza tym myśmy byli wpatrzeni w niego i w „Gazetę Wyborczą”. Wierzyliśmy, że idą nowe, lepsze czasy. I proszę zobaczyć, jak komuna po cichu, dyskretnie, ale skutecznie wróciła. Jakoś szybko się okazało, że ci, którzy Michnika gnębili, są jego przyjaciółmi. A my wielokrotnie usłyszeliśmy, że Jaruzelski czy Kiszczak to ludzie honoru. Myślę, że odebranie orderu nie rozwiąże sprawy. Poza tym nasza religia uczy, że trzeba wybaczać i stwarzać możliwość naprawienia błędów. Mamy dać szansę naprawienia zła. Proszę zobaczyć, apostoł Paweł był zbrodniarzem, prześladował i mordował wyznawców Chrystusa. A przecież tyle dobra uczynił dla Kościoła, gdy się nawrócił. Na tym polega chrześcijaństwo, żeby nikogo nie przekreślać.

– A na czym w dzisiejszych czasach polega patriotyzm?

– Dla mnie idea patriotyzmu zawiera się w słowach: „Bóg. Honor. Ojczyzna”. Jeżeli do wartości przekazywanych w tym ponadczasowym przesłaniu Polaków jesteśmy prawdziwie przywiązani, jeżeli je wprowadzamy w czyn na miarę swoich możliwości i tam, gdzie żyjemy, to właśnie jesteśmy patriotami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Abp H. Hoser SAC o Medjugorie

2018-08-14 13:53

Salve TV

- Właśnie tutaj dokonują się bardzo głębokie nawrócenia. Przyjeżdzają sceptyczni, czasami niewierzący, tacy co od kilkudziesięciu lat się nie spowiadali i wracają zupełnie innymi ludźmi. To trochę przypomina powołanie apostołów - z rybaków stali się rybakami ludzi. I ten cud tu się dokonuje - mówił podczas 29. Festiwalu Młodych MLADIFEST 2018 w Medjugorie Abp Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej, specjalny Wysłannik Stolicy Apostolskiej do Medjugorie w rozmowie z Salve TV.

Screenshot Salve TV
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Głódź: w naszej ojczyźnie uroczystość wniebowzięcia Maryi splata się ze sprawami narodu

2018-08-15 19:09

ks. kk / Gdańsk (KAI)

Archidiecezjalne obchody uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zgromadziły w gdańskiej bazylice Mariackiej rzesze gdańszczan i turystów. Z racji wezwania kościoła była to również parafialna uroczystość odpustowa. Eucharystii sprawowanej w południe przewodniczył abp Sławoj Leszek Głódź. - W naszej Ojczyźnie uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny splata się ze sprawami narodu, z jego dziejową drogą - mówił metropolita gdański.

Katarzyna Cegielska

W liturgii uczestniczyli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, delegacje cechów rzemieślniczych oraz środowiska patriotyczne.

Przed rozpoczęciem Mszy metropolita gdański dokonał poświęcenia odrestaurowanego zegara astronomicznego. Natomiast o jego historii opowiedział zebranym profesor Andrzej Januszajtis. Następnie odbyła się krótka prezentacja ruchomych figur apostołów i ewangelistów znajdujących się w nastawie. Zegar został odnowiony staraniem proboszcza bazyliki ks. prałata Ireneusza Bradtkego.

Zanim rozpoczęła się celebracja Eucharystii, odśpiewano również hymn narodowy oraz odczytano list ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka skierowany do uczestników uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego. Słowa ministra przekazała Danuta Sikora – dyrektor Oddziału regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Gdyni. Abp. Głódzia powitali następnie przedstawiciele wiernych, przemawiając w języku kaszubskim. W tym też języku odczytano pierwsze czytanie mszalne.

- Dziś wielka uroczystość Kościoła – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Ewangelia według św. Łukasza towarzyszy Maryi, która wędruje do domu swej kuzynki Elżbiety, żony Zachariasza, aby ją odwiedzić. Uczestniczyć w radości jej błogosławionego stanu, na który długo oczekiwała. Słuchamy słów Maryi w odpowiedzi na słowa Elżbiety. Słów pokory i uwielbienia dla Boga za wielki dar łaski, który otrzymała: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” (Łk 1, 47). Bóg odmienił Jej życie, los, włączył Ją w historię zbawienia: „Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1, 48) – mówił w homilii arcybiskup Głódź.

Tłumacząc, że przeznaczeniem nas wszystkich jest niebo, hierarcha powiedział: - Maryja Wniebowzięta uświadamia także nam – wędrowcom drogami doczesności – że naszym przeznaczeniem jest niebo. A czym ono jest? Doskonałym życiem z Trójcą Święta, a także z Wniebowziętą Maryją, z aniołami i wszystkimi świętymi. Niebo to ostateczny cel i spełnienie najgłębszych dążeń człowieka. To stan najwyższego i ostatecznego szczęścia. To widzenie Boga, „takim, jaki jest” (1 J 3,2) – twarzą w twarz (por. KKK 1023-1024).

Następnie kaznodzieja nawiązał do przeżywanego w bazylice Mariackiej odpustu. - Dzisiejsza uroczystość przynosi szczególną radość naszej wspólnocie parafialnej, skupionej wokół tej wspaniałej, monumentalnej świątyni noszącej wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Stanowi szczególny znak w scenerii naszego Miasta. Przemawiający nie tylko głosem potężnych murów i wieżyc. Nie tylko bogactwem i pięknem religijnych dzieł przeszłości, świadectw wiary gdańskich pokoleń. Jakże wiele ich – mimo wojennych kataklizmów, zniszczeń, rabunków – zdobi jej wnętrze. Zabiegał z oddaniem i pasją o ich powrót do bazyliki Mariackiej wasz długoletni proboszcz, śp. ks. infułat Stanisław Bogdanowicz.

- Przemawia do pokoleń także swoim wezwaniem. Poprzez nie ukazuje obecność Maryi na gdańskiej drodze historii. Obecność w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. Były to tajemnice bolesne. Kiedy milkła w tych murach pieśń chwały dedykowana Maryi. Kiedy te mury kruszyły się i waliły w szale bezrozumnego niszczenia. Były to także tajemnice radosne i chwalebne. Wydarzenia, których pamięć nie gaśnie. Wspomnę jedno z nich. Dzień 12 czerwca 1997 roku, kiedy Bazylikę Mariacką nawiedził św. Jan Paweł II. Papież bezgranicznego zawierzenia Maryi na drodze swej kapłańskiej, biskupiej, a później papieskiej posługi. Totus Tuus. Cały Twój Maryjo! – podkreślił metropolita gdański.

- Znacie, bracia i siostry, liczne wizerunki Matki Pana w Bazylice Wniebowzięcia. Szukacie u Niej wspomożenia, pocieszenia, dobrej rady, tchnienia matczynej miłości. Powierzacie jej swoje problemy. Osobiste, rodzinne. Także te, które dotyczą wspólnoty Kościoła i spraw Ojczyzny. Wypowiadane szczególnie przed Gdańską Piękną Madonną. Przed wizerunkiem Jasnogórskiej Czarnej Madonny. Ostrobramskiej Matce Miłosierdzia powierzyliśmy pamięć o ofiarach tragedii smoleńskiej – kontynuował arcybiskup.

Hierarcha podkreślił, że to z archidiecezji gdańskiej wyruszyła w lipcu najdłuższa piesza pielgrzymka na Jasną Górę. - Uroczystość Wniebowzięcia NMP wieńczy drogę wielu pielgrzymek. Szczególnie tych, które podążają na Jasną Górę. Dziś z udziałem księży biskupów i rzeszy pielgrzymów sprawowana będzie tam Msza św. o Matce Bożej. Pośród pielgrzymów, którzy z wielu stron Ojczyzny zdążali upalnymi drogami sierpnia do Kany naszego narodu są także pielgrzymi z naszej Archidiecezji. Wyruszyli w najdłuższą pielgrzymią drogę – z Helu.

- Swoją wędrówką, modlitwą, pielgrzymią pieśnią, mówili tym, których na swej drodze napotykali, że tu, nad morskim brzegiem, na Pomorzu Gdańskim, na Kaszubach – My trzymomy z Bogiem. W naszą modlitwę wdzięczności włączmy trud ich pielgrzymowania. Dziękujmy za ich radość i duchową pogodę. Za ich świadectwo, dawane Bogu i bliźnim spotykanym w drodze. Za głoszenie Ewangelii obecności. Za czystość serc, z którymi wyruszyli w żmudną drogę. Za czas ascezy, wyrzeczeń, fizycznego wysiłku. Za rekolekcje odprawiane na pielgrzymim czasu. Niechaj te wartości rozpoznane w pielgrzymiej drodze przenoszą w swoje środowiska pracy, nauki, w życie wspólnotowe, społeczne, polityczne – zachęcał kaznodzieja.

Kolejny fragment swojej homilii arcybiskup Głódź poświęcił miłości Ojczyzny. Zaznaczył, że to w naszej Ojczyźnie uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny splata się ze sprawami narodu, z jego dziejową drogą, z obecnością na nich Matki Chrystusowej, „łaski pełnej” – przez którą znaleźliśmy łaskę u Pana.

- Dziś w szczególny sposób wracamy do jednego motywu polskich dziejów. Powstrzymania nawały bolszewickiej w sierpniu 1920 roku. Określanej mianem Cudu nad Wisłą. My starsi pamiętamy, jak tą pamięć krzywdzono w latach PRL-u. Spychano w cień, tłumiono, wręcz bezczeszczono. Od ćwierćwiecza powraca. Pamięć o historiozoficznym wymiarze tamtego zwycięstwa. Także o jego wymiarze religijnym wyrosłym z zawierzenia w tamtych dniach naszego losu Chrystusowi i Jego Matce – stwierdził metropolita gdański.

- Nie ma już pośród żyjących nikogo, kto był uczestnikiem tamtych zmagań. A przecież dobrze pamiętam – byłem wtedy biskupem polowym WP – jak 19 lat temu, 13 czerwca 1999 roku, na Cmentarzu Wojennym w Radzyminie, zebrała się gromadka sędziwych weteranów wojny 1920 roku, aby przywitać tam Ojca świętego Jana Pawła II, który ten cmentarz nawiedził, modlił się na grobach poległych. Wyznał wtedy, że przybył tam z wdzięcznością, „jak gdyby – to jego słowa – spłacając dług za to, co od nich otrzymałem”. Ocalenie polskiej wolności! – wspominał hierarcha.

- Wojna 1920 roku. Można zapytać: gdzie byśmy byli i czy byśmy byli, gdybyśmy wtedy, w 1920 roku tamtą wojnę przegrali. Gdyby bolszewicki sierp i młot pokonał polskiego Białego Orła. Gdyby ziściły się bolszewickie zamierzenia. Gdzie byśmy się znaleźli. Nie tylko my. Także Europa – pytał arcybiskup.

- Spełzły na niczym tamte zamiary. Sowiecka agresja Została zatrzyma na podwarszawskiej równinie murem żołnierskich batalionów Armii Ochotniczej. Niezdobyty został Lwów – semper fidelis. Za dwa dni, 17 sierpnia, minie 98 rocznica obrony podlwowskiego Zadwórza. Polskich Termopil tamtej wojny. Spośród 330 obrońców tej kresowej reduty 319 poległo lub zginęło rozsiekanych przez Kozaków Budionnego po zakończeniu walki – mówił metropolita gdański.

- Zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej upatrywano we wstawienniczej obecności Matki Bożej. Byli tacy, co spostrzegli Jej postać jaśniejącą na firmamencie nieba. Także we Lwowie płynęła wstawiennicza modlitwa przed Wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej w Archikatedrze Lwowskiej. Tym samym, przed którym król Jan Kazimierz proklamował królewskie panowanie Maryi w Rzeczypospolitej Obojga Narodów – przypomniał abp Głódź.

„Za wpojoną miłość ojczyzny płacę miłością serca” – to często przywoływane słowa ks. Ignacego Skorupki, poległego pod Ossowem, kapelana Armii Ochotniczej. Zwycięstwo odniesione w 1920 roku rozpalało miłość serc ku Ojczyźnie pierwszego pokolenia Polski Niepodległej. Czerpiąc z niego, budowała swoją tożsamość, etos wolności. Zwycięstwo to stanowiło stabilny, twardy grunt na którym wznoszono gmach Niepodległej – stwierdził hierarcha.

Kaznodzieja nawiązał też do poświęconego nie dawno nowego gdańskiego pomnika Żołnierzy Niezłomnych. - Przypomnę, że przed kilkunastu dniami przy Bramie Oliwskiej poświęciłem Pomnik – głaz - Żołnierzy Wyklętych, utrwalający pamięć „tych, którzy w latach 1944-1963 kontynuowali walkę o niepodległą Polskę w formacjach podziemia antykomunistycznego”. Znak wdzięczności „za ich miłość do ojczyzny i do Boga. Za wytrwałość pomimo braku nadziei. Za wierność wartościom i umiłowanie wolności. Za męstwo i ofiarność. Za to, że zachowali się jak trzeba i byli wierni Polsce aż po ofiarę życia”. Pomnik dedykowany także przyszłym pokoleniom, „aby pamiętały, że walka o wolność gdy się raz zaczyna, z ojca krwią spada dziedzictwem na syna”.

Szczególnym fragmentem homilii abp. Głódzia były słowa dedykowane przeżywanemu jubileuszowi 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. - Wracamy dziś, w roku stulecia odzyskanie niepodległości, do przeszłych zdarzeń. Nie są muzealnym reliktem przeszłości. Są wciąż ważne dla naszego dziś. Dla naszego jutra. Każde nowe polskie pokolenie musi dobrze przerobić lekcję historycznej pamięci. Przyswoić i zrozumieć jej wartość. Rozpoznać istotne cechy naszej historycznej i kulturowej tożsamości. A są nimi: Miłość ojczyzny. Wierność chrześcijańskiej tradycji. Poczucie wartości naszej dziejowej drogi. Nie zamąciło jej tak wiele pokus, zagrożeń, knowań. W jej religijnym nurcie poczesne miejsce zajmuje maryjny rys. Miłość dzieci polskiej Ojczyzny do swej Matki i Królowej – Maryi Wniebowziętej.

„Zwycięstwo jeśli przyjdzie, przyjdzie przez Maryję” – tak wieszczył kardynał August Hlond, kiedy po zakończeniu II wojny światowej Polska znalazła się w okowach komunistycznego zniewolenia. Polska wspólnota wiary otworzyła swe serca na te profetyczne słowa. Zaufała i zawierzyła im. Towarzyszą nam w naszej drodze. Wciąż stanowią naszą duchową tarczę. Która nas osłania i broni. Przed zainfekowaniem duchową bylejakością. Przed oddziaływaniem liberalnego i lewicowego totalitaryzmu, który bardzo się stara, aby podporządkować swemu ateistycznemu dyktatowi szerokie obszary życia społecznego, poglądów, obyczajów, propagować kulturę egoizmu i indywidualizmu, przed której zgubnym wpływem tak dobitnie przestrzega Ojciec Święty Franciszek – podkreślił metropolita gdański.

Mamy świadomość własnej wartości. Także narodową dumę. Nie wynika w najmniejszym stopniu z pewnej siebie megalomanii. Nie stanowi tylko prostej odpowiedzi na pedagogikę wstydu, którą próbowano przerabiać na tkance najnowszej historii. Wynika z realizmu. Z rozpoznania naszej narodowej tożsamości. Ze świadomości, że jest wsparta o świat Bożych wartości. Dla naszej polskiej drogi nie potrzebujemy liberalnych korepetytorów. Nie potrzebujemy przerabiania ćwiczeń z poprawności politycznej. Ani szukania mentorów dla naszych polskich spraw w europejskich instytucjach i stolicach – stwierdził hierarcha.

Następnie, pytając „Czego więc potrzebujemy?”, odpowiedział: - Potrzebujemy pilnie jednego: uporządkowania polskich serc, powrotu do kultury społecznej solidarności. Polega ona na tym, aby w drugim człowieku, w konkurencie z innego politycznego obozu, nie widzieć wrogiego, obrzucanego inwektywami przeciwnika. Tylko współbrata w polskim narodzie, w pracy i służbie dla Ojczyzny.

W homilii nie zabrakło też nawiązania do wojskowego święta. - Dzień dzisiejszy, 15 sierpnia, to także Święto Żołnierza. Jako pierwszemu od zakończenia II wojny światowej Biskupowi Polowemu, przyszło mi otwierać dla Chrystusa drzwi koszar i instytucji wojskowych, które przed Nim zamknął poprzedni, komunistyczny system. Przywracać wojsko narodowi i Kościołowi. Spod skamielin ateistycznej ideologii odsłaniać trwałe wartości żołnierskich serc, ukształtowanych w katolickich rodzinach – wyznał abp Głódź.

Wojsko Polskie to wielkie dobro Ojczyzny. Towarzyszące drodze państwa i narodu. Wspominaliśmy dziś armię polskiego narodu, która w 1920 roku obroniła Polskę i Europę przed zalewem bolszewizmu. Wojsko Polskie stanęło w obronie Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Tu na Westerplatte padły pierwsze strzału tamtej wojny. Tu trwała heroiczna obrona polskiej placówki. To stąd, jak to ujął poeta, „prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte”. Każdego roku, o świcie, 1 września, staje tam reprezentacja Wojska Polskiego w paradnym szyku, aby oddać część swym poprzednikom w służbie Ojczyzny – obrońcom Westerplatte – podkreślił kaznodzieja.

- Westerplatte jest miejscem świętym dla całego narodu. Jego suwerenem jest naród, którego przedstawiciele przychodzą tu w imię pamięci o bohaterach polskiej wolności. Jest nim także Wojsko Polskie, trzymające straż w tej reducie pamięci. Tak jak świętym miejscem są cmentarze, Pomnik Smoleński, Piaśnica, Pomnik Inki, Żołnierzy Wyklętych. Tymi miejscami kupczyć nie wolno. Apeluję o szacunek dla tego miejsca, które w najmniejszym stopniu nie powiano stać się zarzewiem konfliktu. Bo jest miejscem narodowej pamięci. Bo jest miejscem ponawianej modlitwy w intencji obrońców Ojczyzny – apelował metropolita gdański

- Za pośrednictwem Maryi Wniebowziętej, mieszkanki Nieba, polećmy Chrystusowi wszystkie nasze prośby i modlitewne intencje. Prośmy Maryję Wniebowziętą, która na wyżynach Nieba króluje na wieki wieków z Chrystusem o dar pokoju w polskich sercach, o błogosławieństwo dla naszej Ojczyzny w roku stulecia odzyskania niepodległości, dla naszej archidiecezji, dla Gdańska, dla wspólnoty parafialnej, Bazyliki Mariackiej. Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo!/ Ty za nami przemów słowo, Maryjo!/ Weź w opiekę naród cały, niech rozwija się wspaniały, Maryjo! – zakończył słowami pieśni arcybiskup Głódź.

Na zakończenie Eucharystii metropolita gdański pobłogosławił przyniesione przez wiernych zioła i kwiaty oraz wraz z ks. prałatem Ireneuszem Bradtke wręczył zasłużonym dla bazyliki Mariackiej pamiątkowe odznaczenia. Warto nadmienić również, iż ksiądz arcybiskup Głódź wyróżnił tytułem kanonika honorowego trzech zasłużonych kapłanów gdańskich: ks. Przemysława Kalickiego – proboszcza parafii pw. Narodzenia Pańskiego w Przejazdowie i od 25 lat kapelana aresztu śledczego, ks. Krzysztofa Hapkę – proboszcza parafii pw. bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Juszkowie oraz ks. Piotra Libiszewskiego posługującego przy bazylice Mariackiej.

Po uroczystym śpiewie „Boże, coś Polskę” wierni złożyli kwiaty u stóp pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej oraz na grobie marszałka Macieja Płażyńskiego, a orkiestra pod dyrekcją Józefa Pstronga wykonała kilka okolicznościowych utworów patriotycznych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem