Reklama

Koncert kolęd 2019

Moje księżowskie marzenie

2014-12-04 10:37

Edyta Hartman
Edycja częstochowska 49/2014, str. 7


Ks. kan. Adam Zyzik

Z ks. kan. Adamem Zyzikiem rozmawia Edyta Hartman

EDYTA HARTMAN: – Niebawem archidiecezja częstochowska wzbogaci się w budynek nowej świątyni, w czym niebagatelna zasługa Księdza, wszak wziął Ksiądz kredyt na budowę pod zastaw własnego mieszkania. Zapytam trochę przekornie, warto było?

KS. KAN. ADAM ZYZIK: – Oczywiście, warto było! Kościół, który powstał, a konkretnie – nowy budynek już właściwie istnieje. Nowa świątynia na pewno cieszy wszystkich, a szczególne mieszkańców parafii pw. św. Andrzeja Boboli. Kredyt był konieczny, ponieważ do zrobienia były prace, które wymagały większych nakładów. Mimo ofiarności parafian, po prostu nie byłoby możliwe, by tak dużą sumę zebrać w stosunkowo krótkim czasie, inna sprawa, że nie miałbym sumienia ich prosić. Od pierwszego kredytu minęło już 5 lat, było to 170 tys. zł. Teraz wziąłem kolejny, 100 tys. zł, z myślą o tym, by te pieniądze wystarczyły na to, byśmy mogli już wejść do nowego kościoła.

– Jak przebiegają prace? Co jest w planach inwestycji w najbliższym czasie?

– Wszystko idzie zgodnie z planem. W tej chwili czekamy na doprowadzenie mediów, które są właściwie podprowadzone, konieczny będzie jeszcze ich odbiór. Przygotowywane jest też, by na zimę wystartowało ogrzewanie podłogowe. Kościół jest w środku wygipsowany, w najbliższym czasie będzie malowany, właściwie brakuje tylko posadzki. Są i ławki, które otrzymałem z parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, od sąsiada, bo tam kupili nowe. Jesteśmy przygotowani, by w kościele przyjąć większą liczbę osób, które będą miały dużo wygodniej niż w starym, małym, ciasnym kościółku. A w dalszej kolejności, oczywiście, otynkowanie i elewacja budynku, rozbiórka starego kościoła i konieczna w związku z tym rekultywacja całego kościelnego terenu.

– Kiedy planuje Ksiądz „otwarcie” kościoła dla wiernych?

– Chciałbym, aby tym terminem były święta Bożego Narodzenia. To jest moje marzenie i wszystko robię, by tak było. Natomiast jeśli trzeba będzie poczekać do Wielkanocy, to już jest na pewno ostateczny termin.

– Czego nauczył się Ksiądz przy budowie o sobie i swoich wiernych?

– Największą nauką przy budowie jest integracja ludzi. Mieszkańcy Kiedrzyna już jedną lekcję mieli, bo przypomnę, że budowali świątynię przy ul. Narcyzowej, obecny kościół pw. św. Brata Alberta. To jest jakby kontynuacja, przedłużenie tego, co tam się rozpoczęło. Piękne dzieło, które cieszy tych ludzi, również i moich parafian, którzy zawsze będą mieli prawo do tego, żeby powiedzieć, że to również ich kościół. Trzeba jeszcze dodać, że kiedyś do parafii należało i Wierzchowisko. Teraz jest kościół i na Wierzchowisku, i na Woli Hankowskiej, więc stara parafia Kiedrzyn wybudowała już cztery kościoły.
Każda budowa uczy też pokory, wykorzystywania środków i gospodarowania nimi. Bez tego nie ma co myśleć o powstawaniu czegoś nowego.

– Od 19 września br. pełni Ksiądz funkcję dziekana dekanatu Podwyższenia Krzyża Świętego. Jak Ksiądz traktuje ten rodzaj, jakby nie było, wyróżnienia przez innych kapłanów?

– Jest to dla mnie na pewno wyróżnienie, bo pośród dziekanów należę do księży młodych wiekiem. Dziekan ks. prał. Andrzej Filipecki odszedł do innej parafii, ja byłem drugą kadencję wicedziekanem, najłatwiej było mi więc przejąć jego obowiązki, jako że byłem „w temacie”. Nie jest to łatwe i proste dla mnie, ponieważ jestem sam na parafii, a jest i budowa, i obowiązki normalne, księżowskie, i jeszcze sytuacja z moją chorą mamą. Czasem trzeba wielu zabiegów, by to wszystko pogodzić, ale krzyż jest przypisany każdemu, od tego nigdy nie będę uciekał.

– No właśnie, trzy i pół roku temu Mama Księdza miała udar mózgu i stan jej zdrowia stale się pogarsza. Mimo to nadal przebywa na plebanii, gdzie otacza ją Ksiądz opieką, dając świadectwo innym...

– To, że tak długo mama żyje, jest z nami, jest dla mnie najważniejsze, to jakaś możliwość oddania, spłacenia długu za to, że jestem, że żyję. W opiece wspierają mnie brat i siostra, przychodzi też pielęgniarka, bo sami nie dalibyśmy rady. Ale większość czasu, wieczory i noce, mama jest tylko ze mną. Nauczyłem się wszystkiego przy opiece nad chorą. Traktuję to jako jeszcze jedno doświadczenie, ale w tym dobrym znaczeniu, tzn. nigdy nie myślałem, że to jest coś nadzwyczajnego, jest to normalna rzecz, którą każde dziecko powinno oddać matce.

– A co z obwodnicą północną, która miała przebiegać przez Kiedrzyn?

– Drogi zawsze były i będą elementem napędowym dzielnicy i miast, ale budowa czteropasmówki przez centrum Kiedrzyna i rozcięcie go na pół to byłaby degradacja dla tej dzielnicy. My chcemy drogi, która dopomogłaby w rozwoju dzielnicy, a nie ją zniszczyła. Nie będę ukrywał, że byłem jednym z tych, którzy powołali do istnienia Stowarzyszenie „Ekologiczny Kiedrzyn”, które swoimi działaniami powstrzymało to, co planowało miasto. Nie chcemy poprzestać tylko na tym, chcemy iść dalej, dlatego przy okazji wyborów wystawiliśmy do Rady Miasta swojego kandydata. A w Kiedrzynie jest wiele do zrobienia. Trzeba poprawić drogi, zrobić odwodnienie, światła, chodniki, bo dzielnica jest przez miasto zaniedbywana. Pewne prace poczyniono, ale to jest bardzo niewiele.

* * *

Ks. kan. Adam Zyzik
Od lipca 2001 r. proboszcz parafii pw. św. Andrzeja Boboli w Częstochowie-Kiedrzynie, dziekan dekanatu pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, wyświęcony w 1991 r.

Tagi:
rozmowa

Dziecko trzeba przygotować na śmierć

2018-10-24 10:41

Ze Sławomirem Świerzyńskim, liderem zespołu Bayer Full, rozmawia Rafał Węglewski
Niedziela Ogólnopolska 43/2018, str. 46-47

Archiwum zespołu Bayer Full
Sławomir Świerzyński podczas nagrania w studiu w Harbinie, Chiny

Rafał Węglewski: – Czym dla Pana jest wiara, jaką rolę odgrywa Bóg?

Sławomir Świerzyński: – Najpierw wyjaśnijmy – który Bóg? To jest bardzo ważne. Zawsze, gdy się modlę, wymawiam słowa: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego Boże w Trójcy Przenajświętszej, aby była jasna sytuacja, że chodzi o tego jednego, jedynego prawdziwego Boga. Wierzeń w świecie jest obecnie wiele, tak samo bóstw. Jak jeżdżę po świecie, widzę, że każdy ma swojego boga, mnie też niektórzy starają się wciągnąć w te wierzenia – np. konfucjańskie obrzędy i oddawanie hołdu. Zawsze wtedy chronię się modlitwą, np. „Pod Twoją obronę”. Tak, jestem osobą wierzącą, wierzę w Jezusa Chrystusa, Boga w Trójcy Przenajświętszej.

– Muzycznie również odniósł się Pan do wartości chrześcijańskich.

– Tak, to prawda, ukazała się płyta pod tytułem „Któż jak Bóg”. Zamieściłem tam wiele tekstów religijnych. To mój manifest i przekaz. Płyta doczekała się bardzo mocnej krytyki z ust dziennikarzy, Piotra Najsztuba i Jacka Żakowskiego. Były to prześmiewcze głosy, że jest to „katopolo”. Jak to możliwe, że to ma rację bytu?

– Ale chyba przyzwyczaił się Pan do krytyki tzw. salonu.

– Im chodziło przede wszystkim o moje poglądy nt. aborcji. Odpowiedziałem, że jeśli dziecko nie może być bezpieczne pod sercem matki, to gdzie może być bezpieczne? Od 22 lat na każdym koncercie śpiewamy przynajmniej jedną piosenkę religijną. Ostatnio zaśpiewaliśmy „Wspaniała Matko” w intencji pielgrzymów, którzy szli na Jasną Górę.

– Rodzina jest dla Pana...

– Na pierwszym miejscu jest, oczywiście, Pan Bóg, a zaraz za Nim rodzina. Tu, na ziemi, rodzina jest najważniejsza.

– W Pańskim życiu były również bardzo trudne chwile. Czy były chwile zwątpienia?

– Nie było miejsca na zwątpienie, absolutnie. Był to czas zawierzenia i całkowitego oddania się Panu Bogu. Miałem trudny czas w życiu, byłem osobą grzeszącą i zbuntowaną, nałożyło się na to także porwanie mojego syna. Dało mi to bardzo dużo do myślenia.

– Jak, z perspektywy czasu, porwanie syna wpłynęło na Pańskie życie?

– Nie ma perspektywy czasu, jeśli chodzi o porwanie dziecka – ono jest zawsze, zawsze jest teraz. Ilekroć oglądam wydarzenia związane ze śmiercią obcego dziecka czy porwaniem, zawsze się zastanawiam, czy rodzice zdążyli przygotować to dziecko na śmierć. Każdy mówi: będzie dobrze. Mamo, idę na dyskotekę, będzie fajnie, będzie dobrze. Zawsze zadaję pytanie, czy przygotowałaś to dziecko na śmierć. Ono wychodzi z domu i nie wiadomo, czy wróci! Rodzice nie zdają sobie z tego sprawy, życie dzisiaj jest kruche i niebezpieczne. Mówi się: przygotowałem dziecko do życia – a na śmierć? Dziennikarze mówią: jak Pan tak może? Ja mogę, mogę zadawać takie pytania, ja przez to przeszedłem. Wiem, co myślą rodzice w momencie, kiedy ktoś porywa im dziecko, tego się nie da opisać w żaden sposób.

– Łączy Pan pasję z pracą. Czy nadal muzyka – nagrywanie płyt, koncertowanie przynoszą taką radość jak te dwadzieścia czy trzydzieści lat temu?

– Nawet większą niż kiedyś! W tym momencie, kiedy się spotkaliśmy, pisałem piosenkę. Nie znam jeszcze tytułu. Najwdzięczniejszy temat to relacja między kobietą a mężczyzną. Trzeba w formie, załóżmy, ośmiu wersów zawrzeć takie emocje i puentę w refrenie, by składało się to na całość, i trzeba to zaśpiewać. Pisanie piosenek przynosi mi cały czas wiele radości. Piszę ich bardzo dużo, dla siebie i dla innych. Jeśli to siedzi w człowieku i jest niewymuszone, to piosenki się sypią jak z rękawa.

– W jakich okolicznościach najlepiej się Panu tworzy muzykę?

– Z reguły odbywa się to tak po prostu... jak pstryknięcie palcami. Gdy piszę muzykę, potrzebuję tylko miejsca skupienia, takiego, gdzie nikt mi nie przeszkadza. Jestem w otoczeniu pianina i komputera i wtedy tworzę.

– Wiele eksperymentuje Pan z muzyką...

– Wygląda to tak, że niektóre piosenki muszą się mieścić w kanonach disco polo, czyli muszą być odpowiedni rytm i zagrywka. Okazuje się jednak, że czasami trzeba coś zmienić, dokonać frazowania całej piosenki, choćby była oparta na czterech czy sześciu akordach, by była zupełnie inna, ale nadal ciekawa. Eksperymentowanie z nurtami i stylami muzycznymi daje bardzo ładny efekt. Rozszerzają się horyzonty, wprowadzamy elementy innej muzyki, zmieniamy tempo, stosujemy inne riffy gitarowe, inne zagrywki na pianinie. Słucham bardzo dużo muzyki, przeróżnej. Zawsze jednak staram się wybrać kilka akordów i zagrywek dla siebie. Wystarcza mi to w sensie inspiracji, aby stworzyć coś nowego.

– Czy Sławomir Świerzyński jest ojcem disco polo i biesiady?

– Jeżeli chodzi o biesiadę, zgadzam się w pełni, w stu procentach. Prawda jest taka, że biesiadę wymyśliłem jako słowo, brzmienia, jako formułę i prowadzenie imprez. Pierwszy zrobiłem biesiadę. Jeśli chodzi o biesiadę weselną, to już w ogóle można powiedzieć, że temat mam w małym placu. Natomiast co do disco polo, już nie do końca. Samo słowo wymyślił Witek Waliński. Byłem przy tym, jak to powstawało w małym pokoju w Regułach.

– W początkowej fazie muzyki disco polo nie określano jej tą nazwą...

– Tak, to była piosenka chodnikowa, po prostu. Uważam, że to jest najładniejsza nazwa. Naturalna polska nazwa „chodnikowa” – od tego, że kasety sprzedawano na chodnikach z łóżek polowych. To było wychodzone, te piosenki, przeboje były wychodzone przez publiczność. Nie było Internetu, żadne radio tego nie grało, żadna telewizja tego nie emitowała, a nam, zespołowi Bayer Full, udało się sprzedać 17,6 mln kaset i płyt CD w Polsce.

– Mało który artysta dzisiaj może się pochwalić takim sukcesem tylu sprzedanych albumów.

– Postawmy sprawę jasno. Teraz jest tak, że Internet to zabił. Ktoś ma jedną piosenkę, umówmy się, że artyści wydają jedną piosenkę na rok. Wrzucają ją na YouTube. Każdy może to pobrać, więc po co ma kupować. Kiedyś dziennikarz zadał mi takie pytanie: Po co Pan to robi? Mówię – z przyjemnością to robię, ale tak dokładnie – dla przyjemności. Ale też chcę z tego coś mieć.

– A jak jest z frekwencją na koncertach?

– Ostatnio, gdy graliśmy w Janowie Lubelskim, było około dwudziestu tysięcy ludzi. Piszę piosenki i tworzę, a publiczność wali na nasze koncerty drzwiami i oknami. Prowadzę koncerty w swój wyjątkowy sposób, w zupełnie inny niż inni. Zapowiadam każdą piosenkę jakimś dowcipem. Do każdej mam ułożony tekst, który trzeba powiedzieć.

– Jak rozpoczęła się przygoda z Chinami?

– Napisano do mnie w sprawie spotkania odnośnie do zespołu polsko-chińskiego, śpiewania po chińsku. Nie odpowiedziałem, uznałem to za żart. Po dwóch tygodniach ponownie dostałem maila w tej sprawie. Uznałem, że coś jest na rzeczy. Spotkałem się z przedstawicielami Chińskiego Radia w Polsce. Mieli pomysł, aby przed Expo pojawił się temat polsko-chińskiego zespołu śpiewającego polsko-chińskie piosenki. Nikt tego nie chciał zrobić mimo ogłoszonych konkursów.

– Pan się odważył.

– Stwierdziłem, że pojedziemy po bandzie... (śmiech). Jesteśmy w Chinach od dziesięciu lat, poznaliśmy wszystkich pierwszych sekretarzy, którzy tam urzędują, i wszystkich ambasadorów w Polsce. Przyjaźnimy się z niektórymi Chińczykami. Jesteśmy dla nich bardzo bezpiecznym zespołem, bo nie wchodzimy w politykę.

– A jak się nazywacie po chińsku?

– Nasza nazwa po chińsku – „Baj fu” znaczy: dający sto szczęść. Ludzie w Polsce chcą, żebyśmy śpiewali piosenki w języku chińskim, robimy to jednak jako egzotyczną ciekawostkę. Trzeba było, oczywiście, nauczyć się języka chińskiego, na początku podstaw, należy jednak pamiętać, że śpiewany znacznie się różni od mówionego. Dla nas to niesamowita przygoda.

– W jaką stronę zmierza muzyka disco polo?

– Zmierza najzwyczajniej do kąta! Jeżeli nowi artyści się nie otrząsną i nie zaczną robić czegoś fajnego, w sensie właśnie eksperymentowania z muzyką, i nie zaczną być młodzi i świeży, w sensie muzycznym, to nie przewiduję niczego dobrego. Obecna telewizja zabija całe disco polo. Zespoły nie mają możliwości zaprezentowania się. Jest tak dużo wykonawców, że osoby, które decydują, co ma iść na antenę, robią to według swojego uznania. Im się podoba np. zespół Piękni i Młodzi, który jest grany do bólu, ewentualnie Zenek (Zenon Martyniuk, zespół Akcent – przyp. red.), któremu robią krzywdę, bo go grają non stop. W czasie programu „Disco Relax”, który trwał godzinę, poświęcono po półtorej minuty na artystę. Wtedy wylansowano piosenkę „Jesteś szalona”. Przygotowujemy teraz międzynarodowy Festiwal Piosenki Tanecznej w Kielcach z telewizją publiczną. Robię wszystko, żeby to nie był kolejny festiwal jakichś tam kolejnych przebojów, które zostały wylansowane dwadzieścia lat temu. Artysta zaśpiewa swój przebój, aby widz mógł go utożsamić z utworem, ale ma też zaśpiewać swoją nową piosenkę, do tej pory nielansowaną.

– Czy będzie to discopolowe Opole?

– Myślę, że lepiej jak Opole. Dlatego że w Opolu zabrakło już melodii, zabrakło refrenów. W Opolu jest totalna polityka. Tam się gender spiera z rockiem, rock z hip-hopem. Wszyscy tam myślą, jak daleko jesteśmy od zachodniej Europy, czy my już dotarliśmy z wielkimi opolskimi przebojami do tej Europy, czy jeszcze nie. A my mamy swoje piosenki, śliczne piosenki, śpiewane w języku polskim, które kiedyś były wykonywane również w Opolu.

– Pasjami Sławomira Świerzyńskiego są?

– Moją pasją są konie. Posiadam stadninę. Specjalizuję się w skupowaniu, renowacji, tworzeniu nowych powozów konnych. Dobrze się na tym znam, bo już przez wiele lat się tym zajmuję. Uwielbiam sporty wodne – od kajaków po żagle i jachty motorowe. Jednak moją największą pasją są książki i czytanie.Uwielbiam czytać!

– A ulubiona pozycja?

– Od dwudziestu lat nie rozstaję się z „Poematem Boga-Człowieka” Marii Valtorty. Książka o życiu Pana Jezusa. Czytam ją non stop, codziennie. Choćby mały fragment, nie trzeba nic więcej. Jak to Papież powiedział, kto przeczyta, ten zrozumie.

– A z modlitwą jest Pan za pan brat?

– Przed koncertem zawsze się modlę słowami: „Panie Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Ciebie, kocham Ciebie i ufam Tobie. Wybacz wszystkim tym, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie wielbią i Tobie nie ufają. Amen”. Wychodzę na scenę. Koncert jest zawsze ofiarowany Panu Bogu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Głódź: Paweł Adamowicz był osobą wierzącą, nie wstydził się wiary, praktykował

2019-01-15 17:08

KAI

Człowiekowi rozkochanemu w Gdańsku, wizjonerowi, dla którego to miasto było powołaniem i sensem życia. Panie Prezydencie, Kochany Pawle! Już teraz nam Ciebie brakuje - to napis umieszczony w księdze kondolencyjnej, którą od godz. 10 podpisywano w sali nr 107 Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

Na kolejnej karcie księgi kondolencje wpisał metropolita gdański. "Pozostaje w pamięci w naszych oczach ta wyciągnięta dłoń ze światełkiem do nieba, to jest swoista statua wolności" - napisał m.in. abp Głódź. Po dokonaniu wpisu metropolita w rozmowie nie ukrywał emocji i był poruszony uroczystością. - Dziękujemy i wierzymy, że Pan Bóg nagrodzi jego życie. Śp. Paweł Adamowicz był osobą wierzącą, nie wstydził się wiary, praktykował. Teraz zadanie, które stoi przed nami - umarłych pogrzebać, godnie i w ciszy. Rozważany jest pochówek w bazylice Mariackiej. Pani Magda i pan Piotr [żona i brat - przyp. red.] przekażą komunikaty.

Najprawdopodobniej będzie to sobota - dodał abp Głódź.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pogrzeb Pawła Adamowicza odbędzie w sobotę

2019-01-15 20:26

wpolityce.pl

W środę przed południem na konferencji prasowej w Urzędzie Miejskim w Gdańsku mają zostać podane szczegóły dotyczące uroczystości pogrzebowych zamordowanego prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Jego pogrzeb odbędzie się w sobotę.

Archiwum

Rzeczniczka prasowa nieżyjącego samorządowca Magdalena Skorupka-Kaczmarek poinformowała we wtorek PAP, że konferencja jest zaplanowana na godz. 11.00. Tematem spotkania z mediami będzie pogrzeb Pawła Adamowicza oraz inne wydarzenia ku jego czci.

Skorupka-Kaczmarek potwierdziła wcześniejsze nieoficjalne informacje, że pogrzeb Pawła Adamowicza odbędzie się w sobotę.

Według niektórych lokalnych mediów, nie jest wykluczone, że miejscem pochówku prezydenta będzie Bazylika Mariacka w Gdańsku, ale ostateczna decyzja w tej sprawie należy do rodziny Pawła Adamowicza.

W niedzielę wieczorem Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem w centrum miasta przez 27-letniego Stefana W., który podczas finału WOŚP wtargnął na scenę. Samorządowiec trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie w poniedziałek po południu zmarł.

Paweł Adamowicz miał 53 lata, prezydentem Gdańska był od 20 lat. W samorządzie gdańskim zasiadał od początku jego powstania tj. od 1990 r.; w latach 1994-98 był przewodniczącym Rady Miasta Gdańska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem