Reklama

Służyć Bogu Miłosierdzia

2014-12-11 11:52

Z biskupem nominatem ks. prof. Henrykiem Wejmanem rozmawia ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 50/2014, str. 1-4

Al. Mateusz Tschech
Ogłoszenie nominacji

W wigilię uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata Ojciec Święty Franciszek mianował nowym biskupem pomocniczym archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej ks. prał. prof. zw. dr. hab. Henryka Wejmana, dotychczasowego dziekana Wydziału Teologicznego US. Tę radosną wiadomość przekazał kapłanom i wiernym metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzeja Dzięga podczas Eucharystii sprawowanej w bazylice archikatedralnej pw. św. Jakuba, a przed tygodniem przybliżył nam postać Biskupa Nominata w czytanym słowie do diecezjan. W najbliższą sobotę o godz. 11 w matce kościołów archidiecezji odbędzie się konsekracja ks. prof. Henryka Wejmana. Głównymi konsekratorami bp. Henryka będą abp Celestino Migliore – nuncjusz apostolski w Polsce, abp Andrzej Dzięga – metropolita szczecińsko-kamieński oraz bp Grzegorz Kaszak – ordynariusz sosnowiecki, pochodzący z Choszczna. Poprosiliśmy więc Biskupa Nominata o chwilę refleksji w tak ważnym dla niego i dla naszej archidiecezji momencie.

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – W imieniu wszystkich Czytelników „Niedzieli” składamy pełne miłości słowa uwielbienia Boga za dar nowego biskupa i życzymy asystencji darów Ducha Świętego na to piękne posługiwanie. Ekscelencjo, zanim jednak porozmawiamy o roli biskupa we wspólnocie wiernych, bardzo prosimy o chwile wspomnień. Jak wyglądała atmosfera domu rodzinnego? Jaką rolę w kształtowaniu powołania odegrali rodzice?

BISKUP NOMINAT PROF. HENRYK WEJMAN: – Wyrastam z domu rodzinnego o bogatej tradycji modlitewnej i religijnej. Zarówno Mamusia, jak i Tatuś, który odszedł już do wieczności, prowadzili głębokie życie modlitewne. Zawsze była w naszym domu modlitwa poranna oraz wieczorna, kończąca się rachunkiem sumienia. Oczywiście, fundamentem był udział w niedzielnej Mszy św. w kościele filialnym w Żeliszewie. Rodzice potrafili zawsze wytworzyć atmosferę życzliwości, zrozumienia i wzajemnego wspierania. Innymi charakterystycznymi cechami tworzonego klimatu rodzinnego były pracowitość i sumienność w wykonywaniu obowiązków. Rodzice prowadzili kilkuhektarowe gospodarstwo, a w tamtych czasach mimo braku tak dobrego sprzętu, jak jest to obecnie, ciężko pracowali i dawali nam synom piękne świadectwo umiłowania ziemi, tworząc budującą atmosferę wspomagania nas w szacunku dla pracy. To było bodźcem dla nas, aby samemu pracować, wymagać wiele od siebie i by ulżyć im w ciężkiej pracy. Nasi rodzice przybyli na ziemię suliszewską z Wielkopolski, z Małoszyny, a więc mieli wpojony etos solidnej i uczciwej pracy. Rodzice cieszyli się z narodzin kolejnych dzieci, a mnie otaczali ogromną miłością, życzliwością i szacunkiem, nie sugerując przy tym żadnego kierunku wyboru przeze mnie dalszej drogi życia.

– Kiedy więc zaczęła się tworzyć myśl o powołaniu kapłańskim?

– Pierwsze symptomy myślenia o kapłaństwie pojawiły się, gdy byłem w VIII klasie Szkoły Podstawowej, gdy jednocześnie cały czas byłem ministrantem od chwili przyjęcia I Komunii św. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Reczu rozpocząłem naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Choszcznie i tak się składało, że każdego dnia, dojeżdżając do szkoły, miałem jeszcze godzinę do zajęć, i naturalnym zachowaniem dla mnie było uczestniczenie w porannej Mszy św. w obecnym Sanktuarium NMP Nieustającej Pomocy oraz modlitwa przed tamtejszym obrazem Matki Bożej. Zabrzmi to może dość banalnie, ale pierwsze zainteresowanie kapłaństwem wiąże się z... sutanną! To właśnie strój kapłański wpłynął na moje późniejsze pogłębianie wiedzy o życiu księży, a w konsekwencji na ostateczny wybór, którego dokonałem tuż po otrzymaniu świadectwa maturalnego. Niewątpliwie muszę oddać hołd proboszczowi, już śp. ks. kan. Kazimierzowi Kołwzanowi, którego życzliwość, otwartość na każdego człowieka i zarazem bardzo racjonalne i roztropne patrzenie na życie oraz na kapłaństwo jeszcze mocniej rozbudziło moje zainteresowanie kapłaństwem. Dodam, że jestem piątym powołaniem z parafii w Suliszewie, po braciach Łuczakach, Garbiczach, a to niewątpliwie wpłynęło również na kształtowanie ducha powołania.

– Z jednej rodziny mającej trzech synów wyszło dwóch kapłanów, w tym jeden biskup. Jakie były i są Wasze wzajemne relacje?

– Muszę przyznać, że z bratem Grzegorzem łączą mnie bardzo żywe i pozytywne relacje. Wzajemnie się wspieramy, pomagamy, doradzamy, szanując przy tym swoją wolność. Każdy z nas widzi swą posługę z szacunkiem. Jesteśmy na siebie bardzo otwarci i wzajemnie sobie służący. W domu w Żeliszewie pozostał najmłodszy brat Zdzisław wraz z rodziną. Opiekuje się Mamusią i kontynuuje tradycje rodzinne.

– Jak wspomina Ksiądz Biskup Paradyż, a potem końcówkę formacji w Szczecinie?

– Studia filozoficzno-teologiczne w seminarium duchownym w Paradyżu rozpocząłem w 1978 r. i odbywałem tam formację przez pierwsze trzy lata. Sam budynek klasztoru oraz atmosfera, którą wytwarzali profesorowie, w większości zakonnicy ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, była dla mnie bardzo pozytywna i wpływała na pogłębianie decyzji o kapłaństwie. Surowość tamtejszego życia, chociażby w postaci mieszkania w sześcioosobowych pokojach z łóżkami piętrowymi bardzo, hartowała nasze osobowości. Ówcześni wychowawcy seminaryjni dawali przykład ducha modlitwy, wielkiej wiedzy teologicznej oraz szacunku dla nas kleryków. Po 3 latach kontynuowaliśmy studia na Golęcinie, gdzie wzrastaliśmy do kapłaństwa już do samych święceń, które otrzymałem wraz z tylko, niestety, trzema współbraćmi 15 kwietnia 1984 r.

– Pierwsze lata kapłaństwa to praca w duszpasterstwie w Świnoujściu. Jakie to były czasy w sercu młodego kapłana?

– Po święceniach i krótkim dwutygodniowym urlopie zostałem skierowany prze bp. Kazimierza Majdańskiego do parafii pw. Chrystusa Króla w Świnoujściu, gdzie proboszczem był śp. ks. kan. Jan Szczepańczyk. Bardzo mile wspominam ten okres szczególnie katechezę w salkach, gdy uczyłem młodzież szkół średnich, a z grup duszpasterskich otrzymałem pieczę nad ministrantami, których było ponad 60. Chłopcy bardzo garnęli się do służby, a z drugiej strony, wytwarzała się piękna atmosfera poczucia wspólnotowości. W każdą sobotę mieliśmy pogłębione spotkania formacyjno-liturgiczne, ale i także sportowe, kiedy graliśmy często w piłkę nożną.

– Później rozpoczął się czas studiów. Proszę powiedzieć, dlaczego właśnie wybór padł jednak na duchowość i ascetykę, a nie na praktykę pastoralną w posłudze wiernym?

– Po 19 miesiącach spędzonych w Świnoujściu Ksiądz Biskup skierował mnie na specjalistyczne studia do Rzymu na Uniwersytet św. Tomasza z Akwinu – Angelicum. Wskazał przy tym jednocześnie na to, bym studiował teologię duchowości, choć dał do wyboru również teologię moralną. Wybór padł na duchowość, gdyż takie było również zapotrzebowanie w naszej diecezji. Wychodziło to naprzeciw moim zainteresowaniom dotyczącym życia ascetycznego i pogłębionej duchowości. Same studia wiązały się najpierw z nauką języka włoskiego, a w warstwie merytorycznej wymagały, jak wszędzie, zaliczenia wykładów kursorycznych i fakultatywnych. W czasie studiów udzielałem się także pastoralnie. Księża mieszkający w Instytucie Polskim w czasie przerw świątecznych pomagali we włoskich parafiach, ja udawałem się do Chiusi i Sassuolo. Księża włoscy chętnie nas zapraszali i byli bardzo otwarci, życzliwi dla nas, wspomagając także nasze studia.

– A jakie były rzymskie kontakty ze św. Janem Pawłem II?

– Polscy studenci mieli regularną możliwość odwiedzania papieża szczególnie w okresie bożonarodzeniowym, na tzw. kolędowaniu. W dość wąskim gronie spotykaliśmy się w Watykanie na wzruszającym śpiewaniu polskich kolęd. Spotkania te nacechowane były także dużą radością, gdyż Ojciec Święty wspominał dawne lata, żartował, a my improwizowaliśmy również ciekawe skecze. Papież na koniec obdarowywał nas drobnymi podarunkami, wnikliwie interesując się naszym pochodzeniem i dyscyplinami studiów w Rzymie.

– Studia doktoranckie w Rzymie, jak się okazało, przedzielone zostały chwilowym powrotem do diecezji, by móc realizować ważne zadania pastoralne.

– Tak, Pasterz diecezji po zrobieniu licencjatu wezwał mnie w 1989 r. z racji braku kapłanów do pomocy w duszpasterstwie. Zostałem kapelanem szpitala na Pomorzanach i wikariuszem parafii pw. św. Józefa. Po pięciu miesiącach, będąc już tylko wikariuszem, zaangażowałem się w duszpasterstwo akademickie, szczególnie rozwijając wspólnotę studentów medycyny, którzy bardzo licznie brali udział w Mszach św. akademickich i innych formach tego duszpasterstwa. Po roku pracy Ksiądz Biskup poprosił, abym dokończył studia doktoranckie, co zaowocowało obroną 15 stycznia 1990 r. na podstawie rozprawy pt. „Formazione all`obbedienza sacerdotale alla luce della dottrina del Concilio Vaticano II”. Gdy wróciłem do Szczecina, podjąłem pracę jako zastępca dyrektora Diecezjalnego Domu Rekolekcyjnego na Golęcinie. Kolejne wyzwanie duszpasterskie wiązało się z podjęciem w czerwcu 1990 r. funkcji dyrektora Wydziału Duszpasterskiego Kurii Biskupiej. Był to szczególny okres, gdyż trwało nawiedzenie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i zajmowaliśmy się w Kurii koordynacją tej peregrynacji. Po kolejnym roku otrzymałem dodatkowo nominację na proboszcza parafii pw. św. Kazimierza w Szczecinie. Po kilku miesiącach zostałem przeniesiony na proboszcza parafii pw. św. Brata Alberta na Głębokim. Był to czas budowy kościoła i plebanii, ale przy ofiarności i dobrych sercach parafian mogliśmy przez dwa lata mojego pobytu zrobić bardzo dużo w sferze materialnej. Jednocześnie przebywając na Głębokim, mogłem szerzej zaangażować się w pracę naukową poprzez pisanie artykułów o duchowości, ale i także formacji kapłańskiej, które zamieszczane były w „Prezbiterium”, „Szczecińskich Studiach Kościelnych”, „Ateneum Kapłańskim” czy „Wrocławskim Przeglądzie Teologicznym”. W tym okresie podjąłem już także wykłady z teologii duchowości w naszym seminarium oraz filii Instytutu Studiów nad Rodziną ATK.

– Realizacją nurtu teologii duchowości było objęcie funkcji ojca duchownego w AWSD?

– Zgadza się. Po 2 latach we wrześniu 1993 r., kiedy pasterzował już abp Marian Przykucki, otrzymałem nominację na ojca duchownego alumnów seminarium. Zdobyte doświadczenie i nabyta wiedza owocowały w formowaniu serc kleryków, co także wspominam jako ważny i cenny rozdział mojej kapłańskiej pracy. Podczas posługi w seminarium miałem dalszą możliwość kontynuowania pracy naukowej. Pisałem kolejne artykuły i wydałem kilka pozycji książkowych, co zaowocowało uzyskaniem stopnia doktora habilitowanego 19 czerwca 1997 r. na podstawie dotychczasowego dorobku naukowego i rozprawy: „Miłosierdzie jako istotny element duchowości chrześcijańskiej”. W lipcu 1998 r. abp M. Przykucki wyraził zgodę na moją pracę dydaktyczno-naukową na Uniwersytecie Szczecińskim. Zostałem zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego, gdzie prowadziłem wykłady z ontologii i z historii filozofii średniowiecznej, a potem na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu, gdzie nie tylko prowadziłem wykłady, ale pełniłem także prawie przez dwie kadencje funkcję prodziekana ds. sekcji. W tym okresie uzyskałem 19 października 2003 r. naukowy tytuł profesora nauk teologicznych, który nadał mi Prezydent RP. Z chwilą przejścia na Wydział Teologiczny US w dniu 1 stycznia 2004 r. podjąłem wykłady z teologii duchowości i zostałem mianowany kierownikiem Katedry Teologii Moralnej i Duchowości. W tym też roku 1 lipca uzyskałem stanowisko profesora zwyczajnego Uniwersytetu Szczecińskiego, a do dzisiaj pełnię obowiązki dziekana Wydziału Teologicznego US.

– Bardzo mocno do tej pory zaangażował się Ksiądz Biskup w krzewienie orędzia o Bożym Miłosierdziu. To jeden z ważniejszych kierunków współczesnej duchowości?

– Obecnie wszyscy widzimy, jak mocno rozwinął się kult Bożego Miłosierdzia. Jednak w czasie, gdy habilitowałem się, tworzyły się zręby tego kierunku teologii duchowości. Problematykę miłosierdzia podsunął mi ks. prof. Walerian Słomka podczas jednego z sympozjum w Lublinie. Wskazał na zainteresowanie tą problematyką przez Jana Pawła II i rozgłaszaniem na cały świat prawdy o „Bogu bogatym w Miłosierdzie”, jak ogłosił to w wydanej encyklice. Prosił mnie Ksiądz Profesor o to, aby zająć się Miłosierdziem Bożym przekazanym przez s. Faustynę. Byłem jednym z protoplastów wśród teologów, którzy wówczas podjęli próbę ukazania związku wpływu orędzia o Bożym Miłosierdziu objawionego s. Faustynie, a nauczaniem na ten temat Jana Pawła II. Przyniosło to efekt w postaci habilitacji oraz w dalszym moim zainteresowaniu naukowym.

– Jak odczytuje Ekscelencja decyzję Ojca Świętego o mianowaniu biskupem? Co czuje w tym momencie kapłańskie serce?

– Decyzję Ojca Świętego odbieram z wielkim zaufaniem, jako wyraz dostrzeżenia dotychczasowej mojej pracy naukowej oraz docenienie mojej skromnej osoby. Niczym naprawdę dotąd nie zasłużyłem, aby otrzymać taką godność. Jeśli jednak Ojciec Święty zaufał mi, to przyjmuję to w duchu wielkiej pokory. Będę starał się zadania wypływające z sakry biskupiej spełnić jak najbardziej starannie z pożytkiem dla całego Ludu Bożego naszej archidiecezji.

– A jaka była reakcja Mamy na wieść o mianowaniu biskupem?

– Bardzo krótko rozmawiałem z Mamą, która bardzo się wzruszyła, popłakała i zapewniła o modlitwie w mojej intencji. Mamusia skończyła w tym roku 80 lat, jest jeszcze w dobrym zdrowiu i otacza mnie oraz brata Grzegorza wielkim wsparciem duchowym, jak i ludzkim, za co jesteśmy jej bardzo wdzięczni, gdyż nasz Tatuś dość młodo odszedł do wieczności.

– Czy mogę poprosić o przybliżenie pierwszych myśli dotyczących całokształtu posługi. Oczywiście, biskup jest „wszystkim dla wszystkich”, ale z pewnością będą jakieś priorytety?

– Biskup jest z samej natury budowniczym mostów łączących człowieka z Bogiem i zwornikiem w budowaniu świętości. W porozumieniu z Księdzem Arcybiskupem, który jest Pasterzem archidiecezji, będziemy starać się łączyć różne wymiary posługi duszpasterskiej. Ze swojej strony chciałbym być łącznikiem pomiędzy wiarą a nauką, pomiędzy biskupem a duchowieństwem i pomiędzy laikatem a biskupem. Potrzebne jest takie współdziałanie i tworzenie wspólnoty myśli, serc i odczuć, aby jaśniała chwała Boga i aby służyło to pożytkowi całego Kościoła. Niewątpliwie szczegółowy zakres wypełniania moich obowiązków poznam po otrzymaniu sakry biskupiej. Jednak jako istotę stawiam sobie dobrze służyć Bogu i naszym wiernym.

– Wychodzi Ksiądz Biskup do swojej posługi, jako pierwszy pochodzący z tej ziemi i do niej posłany. Zna Ekscelencja specyfikę pracy duszpasterskiej, zna parafie, kapłanów oraz wielu wiernych. Będzie to pomocne w codziennej pracy?

– Niewątpliwie pochodzenie z ludu tej ziemi jest atutem tej posługi, gdyż nie potrzeba już się uczyć charakteru tych ziem, kultury, duchowości, przeszłości historycznej tych, którzy tu przybyli po wojnie, jak i uwarunkowań społecznych. Te wszystkie kwestie są mi w dużej mierze znane. Będzie to dla mnie sporym ułatwieniem, ale z drugiej strony, jest to spore wyzwanie, żeby znając tych ludzi, jeszcze bardziej otwierać ich na Boże perspektywy. Mam nadzieję, że w takim duchu ta posługa będzie pełniona.

– Jakie będzie hasło biskupiej posługi i jaka będzie symbolika biskupiego herbu?

– Każdy z biskupów ma swoje odrębne zawołanie oraz herb, który odzwierciedla jego charakter posługi. Jeśli chodzi o zawołanie, to wybrałem bardzo ważne dla mnie słowa: „Servire Deo Misericordiae”, czyli „Służyć Bogu Miłosierdzia”. Oddaje to moje dotychczasowe zaangażowanie w dzieło krzewienia orędzia Miłosierdzia. Ważne jest w tym delikatne rozróżnienie tego zawołania – nie chodzi tylko o służbę Bogu Miłosiernemu, ale przede wszystkim Bogu Miłosierdzia, przez co bardziej uwypukla się ten fundamentalny przymiot Boga. Natomiast herb biskupi składać się będzie z krzyża, który dzieli tło na cztery pola, także ukazujące ważną symbolikę. W górnej lewej części znajduje się symbol ryby i wychodzących z niej dwóch promieni Miłosierdzia: białego i czerwonego. Oznacza to Jezusa Chrystusa Zbawiciela, Odkupiciela i Wcielonego Miłosierdzia. Jest to nawiązanie do encykliki św. Jana Pawła II i Dzienniczka św. s. Faustyny, która wprost mówi o Jezusie – Miłosierdziu Wcielonym. Obok po prawej stronie znajduje się symbol mądrości, podkreślający mój związek ze światem naukowym i akademickim. Natomiast w lewej dolnej części umieszczony jest Gryf Pomorski, wskazujący na rodowód naszej archidiecezji położonej nad Odrą i Bałtykiem. W ostatniej wreszcie części ujrzymy symbolikę maryjną, a dokładnie ornamentykę Matki Miłosierdzia – litera M.

– Czy Wydział Teologiczny stanie się „osierocony” po nominacji biskupiej jego Dziekana? Czy nadal kontynuowana będzie szeroko pojęta praca intelektualno-naukowa?

– Oczywiście, w chwili przyjęcia sakry biskupiej nie możliwe będzie łączenie tej posługi z funkcją dziekana Wydziału Teologicznego. Zrozumiałym jest więc to, że rezygnuję z tej pracy. Jednak z tej racji, że jestem potrzebny Wydziałowi do zapewnienia uprawnień naukowych, to na razie praca profesora jest możliwa. Jeśli Wydział będzie się dobrze rozwijał i będą kolejne awanse pracowników naukowych, to być może nie będzie to aż tak konieczne na dłuższą metę. Chciałbym jednak mimo wszystko bardzo poświęcić się dalszej pracy badawczej i naukowej.

– Jak świat akademicki Szczecina przyjął nominację biskupią?

– Z dużą dozą pokory muszę powiedzieć, że spotkałem się z wielką życzliwością, sympatycznymi słowami, życzeniami oraz dumą, że z tego środowiska wyrasta pierwszy biskup.

– Na koniec chciałbym zapytać Księdza Biskupa o wartość ewangelicznego przekazu mediów katolickich. Czy możemy liczyć na radosne zaangażowanie Ekscelencji w posługę Słowa na łamach „Niedzieli”?

– Jednym z fundamentalnych zadań biskupa jest przepowiadanie, czyli głoszenie Słowa Bożego. Media katolickie służą temu, jest to jedna z ich misji, dlatego na miarę moich zadań będę starał się w tę posługę włączyć i wziąć udział w tworzeniu ewangelicznego ducha w docieraniu do wiernych przez szeroko pojęte mass media. Poprzez środki masowego przekazu Dobra Nowina dociera do każdego człowieka, dlatego tym bardziej biskup nie może z tego zrezygnować. Na miarę czasu i możliwości będę się na pewno angażował w tę dziedzinę ewangelizacji.

– Bóg zapłać za rozmowę. Życzymy Księdzu Biskupowi raz jeszcze wielu darów Ducha Świętego na pasterskie posługiwanie, a nasza redakcja zaprasza serdecznie wiernych archidiecezji na sakrę biskupią, która będzie miała miejsce w najbliższą sobotę, 20 grudnia, o godz. 11 w bazylice św. Jakuba w Szczecinie.

Tagi:
biskup

W pamięci i sercach

2019-03-13 10:57

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 11/2019, str. I

Agnieszka Raczyńska
Na zaproszenie ks. prał. Leszka Kołczyka na obchody 25. rocznicy śmierci bp. Miłosława Kołodziejczyka przybył kard. Stanisław Dziwisz

Kiedy 16 października 1978 r. cała Polska radośnie wołała: „Mamy Papieża!”, niemalże w tym samym czasie mieszkańcy podkrakowskiej Sułoszowej mogli dodatkowo wołać: „Mamy Biskupa!”. Bullą z 5 grudnia 1978 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ustanowił bowiem ks. Miłosława Kołodziejczyka, rodem z Sułoszowej, biskupem tytularnym Avissa i biskupem pomocniczym częstochowskim. – To prawdziwy zaszczyt mieć takiego Rodaka, byliśmy z nim za życia, pamiętamy po śmierci – zaznaczył proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sułoszowej, ks. prał. Leszek Kołczyk, którego pragnieniem było zorganizowanie obchodów jubileuszowych upamiętniających śp. biskupa Miłosława. Uroczystości zapoczątkowane zostały w październiku 2018 r., kiedy to przypadała 40. rocznica przyjęcia biskupiej sakry. Teraz przyszedł czas na obchody związane z 25. rocznicą śmierci tego najbardziej znanego duchownego z Sułoszowej, który choć odszedł do domu Ojca ćwierć wieku temu, wciąż żyje w pamięci i sercach sułoszowian.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowenna do Matki Bożej rozwiązującej węzły!

2016-12-26 23:12

Zachęcamy do odmawiania Nowenny do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Już od dziś poświęć kilka minut w Twoim życiu i zwróć swą twarz ku Tej, która zdeptała głowę szatanowi.

Wiesław Podgórski
Obraz Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

1. Znak krzyża

2. Akt skruchy – Ojcze nasz – Zdrowaś Maryjo

3. Trzy pierwsze dziesiątki różańca

4. Rozważanie na dany dzień nowenny

5. Dwie następne dziesiątki różańca

6. Modlitwa do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

7. Znak krzyża

Akt skruchy

Boże mój, bardzo żałuję, że Cię obraziłem, ponieważ Ty jesteś nieskończenie dobry i nie masz upodobania w grzechu. Zdecydowanie postanawiam, z pomocą Twojej świętej łaski, już więcej Cię nie obrażać i winy odpokutować.

Rozważanie na dany dzień nowenny

Pierwszy dzień

Święta Matko Ukochana, Przenajświętsza Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły

pozbawiające oddechu Twoje dzieci, wyciągnij do mnie swoje ręce.

Oddaję Ci dzisiaj ten „węzeł” ...... (nazwać go, w miarę możności) i wszystkie jego negatywne konsekwencje w moim życiu.

Powierzam Ci ten dręczący mnie „węzeł”, który czyni mnie nieszczęśliwym i tak bardzo mi przeszkadza w zjednoczeniu się z Tobą i z Twoim Synem Jezusem, moim Zbawcą.

Uciekam się do Ciebie, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, bo w Tobie pokładam nadzieję i wiem, że nigdy nie wzgardziłaś błaganiem grzesznego dziecka, proszącego Cię o pomoc.

Wierzę, że możesz rozwiązać ten „węzeł”, gdyż Jezus daje Ci wszelką moc.

Ufam, że zgodzisz się rozwiązać ten węzeł, gdyż jesteś moją Matką. Wiem, że to zrobisz. Dziękuję Ci, moja ukochana Matko.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Kto szuka łaski, znajdzie ją w rękach Maryi.

Drugi dzień

Maryjo, Matko bardzo kochana, źródło wszystkich łask, moje serce zwraca się dzisiaj do Ciebie. Wyznaję, że jestem grzeszny, i że potrzebuję Twojej pomocy. Przez mój egoizm, urazy, brak wielkoduszności i brak pokory, bardzo często lekceważyłem łaski, jakie dla mnie wypraszasz.

Zwracam się do Ciebie dzisiaj, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, abyś mi uprosiła u swego Syna czystość serca, oderwanie się od siebie, pokorę i ufność. Przeżyję dzisiejszy dzień, praktykując te cnoty. Ofiaruję je Tobie w dowód mojej miłości do Ciebie. Powierzam w Twoje ręce ten „węzeł”...... (nazwać go, w miarę możności), który mi przeszkadza być odbiciem chwały Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja ofiarowała Bogu każdą chwilę swojego dnia.

Trzeci dzień

Matko Pośredniczko, Królowo Nieba, Której ręce otrzymują i przekazują wszystkie bogactwa Króla, zwróć ku mnie swoje miłosierne spojrzenie. Składam w Twoje święte ręce ten „węzeł” mojego życia.....,wszelką urazę, wszelki żal, którego on jest źródłem.

Boże Ojcze, wybacz mi moje winy. Pomóż mi teraz wybaczyć wszystkim, którzy świadomie lub nieświadomie, stali się sprawcami tego „węzła”. W takim stopniu, w jakim Tobie zawierzę, będziesz mógł go rozwiązać. Wobec Ciebie, Matko ukochana, i w imieniu Twojego Syna Jezusa, mojego Zbawiciela, który został tak zelżony, i który potrafił wybaczyć, wybaczam teraz tym wszystkim osobom......, i sobie samemu także wybaczam, na zawsze. Dziękuję Ci Matko, która rozwiązujesz węzły, za rozwiązanie w moim sercu węzła urazy, i tego oto węzła, który Ci powierzam. Amen.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Ten, kto chce łask, zwraca się do Maryi.

Czwarty dzień

Święta Matko Ukochana, przyjmująca wszystkich, którzy Cię szukają, miej litość nade mną.

Składam w Twoje ręce ten „węzeł”..... Przeszkadza mi być w pokoju, paraliżuje moją duszę, przeszkadza mi iść na spotkanie mojego Pana i oddać w służbie dla Niego moje życie.

Rozwiąż Matko ten „węzeł” mojego życia. Poproś Jezusa, by uleczył z paraliżu moją wiarę, potykającą się i upadającą na kamieniach drogi. Idź ze mną, Matko ukochana, abym pojął, że te kamienie są w istocie moimi przyjaciółmi, abym przestał szemrać i bym nauczył się w każdym momencie składać dziękczynienie, uśmiechać się ufny w Twoją moc.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest słońcem i cały świat korzysta z Jej ciepła.

Piąty dzień

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, wielkoduszna i pełna współczucia, zwracam się do Ciebie, by oddać w Twoje ręce, po raz kolejny, ten „węzeł”..... Proszę Cię o Bożą mądrość, abym działał w świetle Ducha Świętego, by rozwiązać wszystkie te trudności.

Nikt nigdy nie widział Cię zagniewaną, przeciwnie, Twoje słowa zawsze były tak pełne łagodności, że widziano w Tobie serce Boga.

Uwolnij mnie od goryczy, gniewu i nienawiści, jakie ten „węzeł” we mnie zrodził.

Matko Ukochana, daj mi Twoją łagodność i Twoją mądrość, abym nauczył się wszystko rozważać w ciszy mojego serca. I tak jak Ty to uczyniłaś w Dniu Pięćdziesiątnicy, wstaw się za mnie u Jezusa, bym otrzymał w moim życiu nowe wylanie Ducha Świętego. Duchu Boży, zstąp na mnie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest bogata w moc u Boga

Szósty dzień

Królowo Miłosierdzia, oddaję Ci ten „węzeł” mojego życia.... i proszę byś mi dała serce,

które umie być cierpliwe, gdy Ty rozwiązujesz ten „węzeł”.

Naucz mnie zasłuchania w Słowo Twojego Syna, spowiadania się, Komunii św., na koniec zostań ze mną i przygotuj moje serce, by z aniołami świętowało łaskę jaką nieprzerwanie mi wypraszasz.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Cała jesteś piękna Maryjo i nie pokalała Cię żadna zmaza.

Siódmy dzień

Matko Przeczysta, zwracam się dzisiaj do Ciebie, błagam Cię byś rozwiązała ten „węzeł” w moim życiu... i uwolniła mnie spod panowania Złego. Bóg powierzył Ci wielką moc nad wszystkimi demonami. Wyrzekam się dzisiaj złych duchów i wszelkich związków, jakie mnie z nimi łączyły. Oświadczam, że Jezus jest moim jedynym Zbawicielem, moim jedynym Panem.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, zetrzyj głowę Kusiciela. Zniszcz pułapki, w których uwięzło moje życie. Dziękuję Ci Matko Ukochana. Przez Twą drogocenną Krew uwolnij mnie Panie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Ty jesteś chwałą Jeruzalem, Ty jesteś dumą naszego narodu.

Ósmy dzień

Dziewicza Matko Boga, bogata w miłosierdzie, miej litość nad Twoim dzieckiem i rozwiąż ten „węzeł”... w moim życiu.

Potrzebuję, byś mnie nawiedziła, tak jak nawiedzałaś Elżbietę. Przynieś mi Jezusa, aby On przyniósł mi Ducha Świętego. Naucz mnie korzystać z cnoty odwagi, radości, pokory, wiary i spraw bym jak Elżbieta został napełniony Duchem Świętym. Chcę żebyś była moją Matką, moją Królową i moją przyjaciółką. Oddaję Ci moje serce i wszystko, co do mnie należy: mój dom, moją rodzinę, moje dobra materialne i duchowe. Należę do Ciebie na zawsze. Złóż we mnie Twoje serce, abym mógł czynić wszystko, co Jezus chce, bym czynił.

Idźmy więc, pełni ufności, do tronu łaski.

Dziewiąty dzień

Matko Przenajświętsza, nasza Orędowniczko, Ty, która rozwiązujesz „węzły”, przychodzę dziś, by Ci podziękować, że zechciałaś rozwiązać ten „węzeł” w moim życiu. Znasz ból, jaki mi sprawia. Dziękuję Matko, że osuszasz w swoim miłosierdziu łzy w moich oczach.

Dziękuję, że mnie przygarniasz w swoje ramiona i pozwalasz, bym otrzymał kolejną łaskę od Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, moja Matko Ukochana, dziękuję Ci za rozwiązanie „węzłów” mojego życia. Otul mnie płaszczem Twej miłości, strzeż mnie, otaczaj swą opieką, napełnij światłem Twego pokoju.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

MODLITWA DO MATKI BOŻEJ ROZWIĄZUJĄCEJ WĘZŁY

Dziewico Maryjo, Matko pięknej Miłości, Matko, która nigdy nie opuściłaś dziecka,

wołającego o pomoc, Matko, której ręce nieustannie pracują dla Twoich ukochanych dzieci, gdyż przynagla je Miłość Boża i nieskończone Miłosierdzie, które wylewa się z Twojego serca, zwróć ku mnie Twoje współczujące spojrzenie. Wejrzyj na kłębowisko węzłów, w których dusi się moje życie.

Ty znasz moją rozpacz i mój ból. Wiesz jak bardzo te węzły mnie paraliżują.

Maryjo, Matko, której Bóg powierzył rozwiązanie „węzłów” życia Twoich dzieci, składam w Twoje ręce wstęgę mego życia.

Nikt, nawet Zły Duch, nie może jej pozbawić Twojej miłosiernej pomocy.

W Twoich rękach, nie ma ani jednego węzła, który nie mógłby zostać rozwiązany.

Matko Wszechmogąca, w swej łasce i mocy, z jaką się wstawiasz u Swojego Syna Jezusa, mojego Zbawcy, przyjmij dzisiaj ten „węzeł” ... (nazwać go w miarę możności).

Na chwałę Boga, proszę Cię, byś go rozwiązała, rozwiązała na zawsze. Pokładam w Tobie nadzieję

Jesteś jedyną Pocieszycielką, jaką dał mi Bóg, jesteś fortecą w mojej słabości, bogactwem w mojej nędzy, wyswobodzeniem ze wszystkiego, co mi przeszkadza być z Chrystusem.

Przyjmij moje wołanie.

Strzeż mnie, prowadź mnie, chroń mnie. Ty jesteś moim bezpiecznym schronieniem.

Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

EGZORCYZM

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów,

Ty, która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie rozkaż Hufcom Anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i Archaniołowie - brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Uroczystości odpustowe ku czci św. Józefa

2019-03-19 23:01

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa z sanktuarium w Kaliszu przybył dzisiaj do parafii św. Józefa w Zielonej Górze. Uroczystej Mszy św. odpustowej w kościele parafialnym przewodniczył biskup senior diecezji kaliskiej Stanisław Napierała.

Karolina Krasowska
Obraz przybył do zielonogórskiej parafii św. Józefa

Uroczystości w kościele św. Józefa w Zielonej Górze rozpoczęły się od ceremonii powitania obrazu, który przybył do naszej diecezji z sanktuarium w Kaliszu. Obraz powitali parafianie - małżeństwo Aleksandry i Mikołaja Skalskich. - W ten uroczysty dzień naszego święta parafialnego stajemy przed Tobą, Boże wraz z naszym patronem św. Józefem. I z tym większą radością i wdzięcznością, że jest tu z nami obraz z Narodowego Sanktuarium św. Józefa Kaliskiego. Dziękujemy, że dałeś nam ten szczególny czas łaski i mocno wierzymy, że w tym czasie będziemy mogli wyjednać łaski dla naszych rodzin, parafii i wszystkich, którzy tu przyszli - mówił Mikołaj Skalski, witając obraz. - Święty Józefie, bądź naszym przewodnikiem na trudnych i krętych ścieżkach życia, prowadź nas prostą drogą do Jezusa i Maryi. Uproś nam łaskę czystej, bezinteresownej miłości do wszystkich, których spotykamy na naszych życiowych drogach, abyśmy zapatrzeni w przykład Twojego świętego życia starali się być szlachetni, prawi i zdolni do poświęceń.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja obrazu św. Józefa w Zielonej Górze. Uroczystości odpustowe ku czci św. Józefa Oblubieńca

Powitania obrazu dokonał także gospodarz wspólnoty ks. kan. Leszek Kazimierczak, proboszcz parafii św. Józefa w Zielonej Górze.

Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił bp Stanisław Napierała, biskup senior diecezji kaliskiej, który opowiedział uczestnikom Liturgii o motywach powstania obrazu św. Józefa Kaliskiego, jego peregrynacji po diecezjach w Polsce i o znaczeniu tego, co autor umieścił na płótnie.

Po zakończonej Eucharystii odbył się blok ewangelizacyjno-modlitewny dla mężczyzn i młodzieńców pt. "Milczeć. Walczyć. Kochać". Drugiego dnia peregrynacji 20 marca będzie można nawiedzać obraz w kościele w godzinach od 8 do 15. Po Koronce do Bożego Miłosierdzia odbędzie się jego pożegnanie. Obraz uda się do kolejnej parafii - św. Jadwigi Śląskiej w Krośnie Odrzańskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem