Reklama

Rodzina Boża, kochająca się, szczęśliwa...

Z s. Jadwigą Skudro podczas jednego ze spotkań w Ostrołęce rozmawia Grzegorz Płocha.
Edycja łomżyńska 52/2000

S. Jadwiga Skudro ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Serca Jezusa od 28 lat pracuje z członkami Ruchu Domowy Kościół. Pomimo swojego wieku niemal w każdym tygodniu udaje się na spotkania z rodzinami w poszczególnych diecezjach Polski. Swoim doświadczeniem i wiedzą dzieli się z polskimi rodzinami poza granicami kraju, m.in. w Austrii, Niemczech, na Ukrainie, w Kanadzie, USA.

GRZEGORZ PŁOCHA: -Mieszka Siostra w Warszawie. Od chwili powstania Ruchu Domowy Kościół związana jest z nim i jego założycielem - ks. Franciszkiem Blachnickim, a od piątku przebywa Siostra w naszej diecezji, jaki jest cel - jeśli tak można nazwać - tej pielgrzymki?

S. JADWIGA SKUDRO: -

Już nie pracuję "etatowo" w Ruchu i mając czas (gdyż nie nadaję się do prac bardziej wyczerpujących), jestem na usługi Ruchu, według przyzwolenia moich przełożonych i wtedy, gdy zapraszają mnie różne diecezje - jadę, aby mówić im o Ruchu, jego początkach, Założycielu i pracy formacyjnej.

W Łomży odbywały się jedne z krótkich rekolekcji, które można też nazwać sesjo- rekolekcjami przeznaczonymi dla członków Ruchu, dla par animatorskich. Inne poświęcone są modlitwie, "powrotowi do źródeł", nowej ewangelizacji w Domowym Kościele. Na te tematy mówię do rodzin.

- Rozumiem, że w ubiegły piątek rozpoczęły się takie sesjo-rekolekcje dla małżeństw z naszej diecezji?

- Tak, ponadto przyjechały małżeństwa z Gdyni, Gdańska, Warszawy. Rekolekcje zakończyły się w niedzielę, a w poniedziałek spotkałam się z rodzinami w Ostrołęce, a we wtorek w Ostrowi Mazowieckiej.

- Praca wśród rodzin jest raczej nietypowym zajęciem dla reguły zakonnej Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Serca Jezusowego ( fr. Sacre Coeur).

- Owszem, naszym celem apostolskim jest wychowanie. Założycielka Zgromadzenia myślała o wychowaniu młodzieży. Obecnie jednak okazuje się naglącym wychowanie także i rodziców. Chodzi o to, aby pomóc im żyć autentycznie po chrześcijańsku, aby złączeni duchowo między sobą i dążący do wspólnego coraz głębszego zjednoczenia z Bogiem - tworzyli rodziny prawdziwie Boże, kochające się, szczęśliwe. Wówczas klimat - atmosfera panująca w takiej rodzinie stworzy najlepsze warunki dla wychowania dzieci. Takiej atmosfery domu nie zastąpi im najlepsza szkoła ani katechizacja.

- Mogę stwierdzić, że jest to podejście do wychowania dzieci i młodzieży przez przygotowanie wychowawcze rodziny?

- Oczywiście że tak, ponieważ rodziny nic i nikt nie zastąpi.

- Skąd wziął się pomysł pracy Siostry z małżonkami?

- Jeszcze kiedy byłam nauczycielką religii w starszych klasach szkolnych, rozeznałam, że dobrze wychodzi mi prowadzenie tematów o małżeństwie. Wyczuwałam, że uczennice specjalnie to cenią. I oczywiście mnie też to bardzo interesowało. Potem ukończyłam Instytut Rodziny i tak zostało...

- Uczestniczyłem w spotkaniu Siostry z małżonkami z Ostrołęki i zastanawiam się, skąd taka doskonała znajomość małżeństwa, relacji, więzi i uczuć między małżonkami?

- Pracując w środowisku 28 lat, nabyłam dość dobrej praktyki.

- Wiem, że wykształcenie jest potrzebne i stanowi pewien potencjał wiedzy, ale Siostra jest przecież osobą konsekrowaną, a ma tak doskonałą znajomość problemów małżeństwa...

- Przed wstąpieniem do Zgromadzenia spotkałam się blisko z życiem małżeństw, w których nie było ani miłości, ani Boga. Ileż tam było trudności! Teraz Pan Bóg tak pokierował, że przez to, co robię, staram się wprowadzić Boga do rodzin i rozniecić miłość, której udziela Bóg.

- Jaki jest Ruch w naszej diecezji i rodziny w nim skupione?

- Widzę wśród tych rodzin dobry okres wzrostu. Ostatnie lata są dobrym czasem. Dużo jest tu małżeństw z małym stażem 4-5-letnim. Są też rodziny trwające w Ruchu kilkanaście lat, ale głównie są młodzi trwający 2-3 lata. Mogę powiedzieć, że jest to młody Ruch.

Przez cały czas sesjo-rekolekcji, od pierwszej kolacji w piątek wytworzyła się prawdziwa wspólnota. Czuć było atmosferę wzajemnej uczynności, myślenia o drugich. Atmosfera rzeczywiście Boża i radosna.

- Na jakie problemy napotkała Siostra wśród odwiedzanych rodzin?

- Muszę powiedzieć, że nie spotkałam rodziny bez tragedii. Każda rodzina ma coś, przez co cierpi. Są to jakieś osobiste niezrozumienia, niedomówienie się czy inne przyczyny. Naprzeciw tym problemom wychodzi Ruch. Proponuje metody oparte z jednej strony na psychologii, z drugiej na łasce sakramentu małżeństwa. Chcę, by małżonkowie zrozumieli, że łaska, którą otrzymali, jest z nimi stale, a nie tylko w godzinie, kiedy brali ślub. Łaska jest siłą, która pomaga im przemóc wszystkie trudności.

- Rozmawiając o rodzinach i Ruchu powinniśmy wspomnieć o ściśle związanej z Ruchem posłudze kapłanów. Czy spotkała się Siostra z kapłanami z naszej diecezji?

- Spotkałam się i mam bardzo miłe wrażenia. Widać u nich zapał do pracy. Są kapłani, którzy rozumieją rodziny i pociąga ich apostolstwo wśród rodzin.

- A jakim człowiekiem i kapłanem był sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki - założyciel Ruchu Światło-Życie i rodzinnej gałęzi Ruch Domowy Kościół i - co warto podkreślić - kolega naszego Ojca Świętego?

- Wiemy, że był przyjacielem Ojca Świętego. Ojciec Blachnicki był osobą szczególną, obdarzoną ogromnym charyzmatem. To wszystko, co zdziałał (pociągał tysiące młodzieży, rodzin, osób dorosłych), zdobycie ludzi dla Boga było w PRL czymś karygodnym, zabronionym. Wiedział, czym to grozi dla niego i dla Ruchu. Mówił, że "trzeba robić, nie to, co można, ale to, co trzeba". Ciągłe przesłuchania, rewizje, konfiskaty, krótkie areszty, kilkumiesięczne więzienie - było czymś nierzadkim. Bolesne dla niego były fałszowania jego przemówień i oszczerstwa. Starano się skłócić hierarchię kościelną z Ruchem. Władzom państwowym donoszono, że Ruch odciąga ludzi od Kościoła, że Ruch nie jest pożyteczny dla Kościoła itd., itd.

A jednak jeden z księży proboszczów obronił kiedyś taki zarzut, mówiąc: "Nie wyobrażam sobie mojej parafii bez pomocy Domowego Kościoła". Sobór Watykański II mówi, że rodziny żyjące prawdziwie po chrześcijańsku są skarbem dla parafii.

- Mogę wysnuć wniosek, że Ruch przygotowuje małżonków nie tylko dla siebie, ale też przygotowuje do pracy na zewnątrz, dla parafii, dla społeczeństwa. Odnoszę wrażenie, że widział to Założyciel w chwili tworzenia Ruchu...

- Tak, dla parafii na pierwszym miejscu, ale nie tylko. Bardzo się cieszymy, gdy członkowie Ruchu są parlamentarzystami, smorządowcami - wielu sprawom mogą nadać właściwy, chrześcijański charakter.

- W październiku byliśmy w Rzymie na Jubileuszowym Spotkaniu Rodzin z Ojcem Świętym. Papież modlił się m.in.: "Niech Wasze rodziny będą każdego dnia coraz bardziej domowymi Kościołami" . Czy mogłaby Siostra pogłębić znaczenie tych słów?

- Określenie zaczerpnięte zostało od św. Chryzostoma, który w ten sposób nazwał rodzinę. Domowy Kościół - miejsce, gdzie jest kult Boga, wiara w Boga, modlitwa, miłość i wychowanie.

Wrócę jeszcze do całości mojej wypowiedzi i wyjaśnię, co oznacza duchowość małżeńska. Jest to wspólne dążenie do Boga, do autentycznego chrześcijaństwa, czyli do świętości, ale wspólne - męża i żony. Nie każde z osobna - tylko razem. Razem się modlą, omawiają całe swoje życie, swoje problemy, pracę nad sobą, wychowanie dzieci i zaangażowanie w apostolstwo. Dzięki takiej pracy małżonków nad sobą wytwarza się atmosfera rodziny, której nikt dzieciom nie zastąpi - ani najlepsze szkoły katolickie czy zakonne, ani katechizacja. Chcę jeszcze dodać, że ten program, który proponuje Ruch i zachęca małżonków do wprowadzenia go w ich życie, ma na celu uczynić małżeństwo chrześcijańskie i rodzinę autentycznymi. Określam to trzema przymiotnikami: rodzinę Bożą, kochającą się, szczęśliwą. To zresztą już wcześniej podkreśliłam.

- Kończąc, serdecznie dziękuję za rozmowę oraz korzystam z okazji, że przeżywamy święta Bożego Narodzenia, i życzę Siostrze, by oczekiwany i narodzony Jezus w Rodzinie z Nazaretu napełnił Siostrę bogactwem łask jubileuszowych oraz darzył dobrym i długim zdrowiem, ponieważ Siostra jest bardzo potrzebna naszym małżeństwom i rodzinom.

- Dziękuję bardzo.

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Gądecki: śmierć Pawła Adamowicza okryła nas smutkiem z powodu zdziczenia obyczajów

2019-01-19 12:54

lk / Gdańsk (KAI)

Tragiczna śmierć prezydenta Gdańska „okryła nas wszystkich smutkiem z powodu zdziczenia obyczajów. Wszystko, co było dobrego w jego myśleniu, słowach i działaniu, brało się z chrztu. Za to chcemy dziękować – powiedział we wstępie do Mszy św. pogrzebowej śp. Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. Homilię podczas Eucharystii w tamtejszej Bazylice Mariackiej wygłosi abp Sławoj Leszek Głódź.

episkopatnews/flickr.com

W wstępie do liturgii abp Sławoj Leszek Głódź poinformował o duchowej łączności papieża Franciszka z rodziną zmarłego prezydenta. Za pośrednictwem kard. Konrada Krajewskiego, papież przekazał rodzinie Pawła Adamowicza różańce, które wręczył metropolita gdański.

Prymas Polski abp Wojciech Polak skierował do uczestników uroczystości list, który w Bazylice Mariackiej odczytał prymas Polski senior abp Henryk Muszyński. Prymas Polak wyraził w nim przede wszystkim smutek z powodu tragicznej śmierci prezydenta Gdańska. Przesłał także rodzinie Zmarłego „wyrazy szczególnego współczucia i duchowej jedności”.

„Modlitwą i myślą stają przy trumnie śp. Pana Prezydenta Pawła Adamowicz, aby dziękować Bogu za wszelkie dobro, jakie przez jego ręce i serce stały się udziałem wielu ludzi. Działo się tak w przeszłości, gdy podejmował działalność opozycyjną w czasach PRL, poprzez troskę o uchodźców i emigrantów, którą wyrażał jako prezydent Gdańska, aż po udział w tragicznym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, podczas której dziękował za okazywane dobro, szczerość i solidarność” – napisał abp Wojciech Polak.

Przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki podkreślił, że tragiczna śmierć prezydenta Gdańska „okryła nas wszystkich smutkiem, smutkiem z powodu zdziczenia obyczajów, ale także smutkiem, który towarzyszy każdemu umierającemu człowiekowi”. – Dziękujemy Panu Bogu za to wszystko, co stało się udziałem w dobru, które rozpoczęło się w nim od momentu chrztu świętego – mówił o zmarłym prezydencie Gdańska przewodniczący Episkopatu. Od tego momentu poprzez kolejne sakramenty podążał on do coraz większej dojrzałości. – Wszystko, co było dobrego w jego myśleniu, słowach i działaniu, brało się z chrztu. Za to wszystko chcemy dziękować i za to, co otrzymali mieszkańcy tego miasta – dodał abp Gądecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem