Reklama

Moralny nakaz

2015-02-24 12:46

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 9/2015, str. 14-15

Mateusz Wyrwich
Władysław Foksa „Rodzynek” – żołnierz AK, od 1945 r. żołnierz oddziału Henryka Flamego „Bartka” – największej grupy podziemia antykomunistycznego na Górnym Śląsku i w Beskidach, w latach 1990-96 prezes Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego

Władysław Foksa jako młody chłopak został wywieziony na roboty do Niemiec. Później przez półtora roku pracował w Auschwitz jako hydraulik. Jego drugim zajęciem była działalność na rzecz wywiadu AK. Aresztowany w 1942 r. przez gestapo, podejrzany o współpracę z AK, przesiedział w niemieckim areszcie blisko dwa lata. Nikogo nie wydał. Po wojnie został żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych

Władysław Foksa, 95-latek z Żywca, w latach 40. ubiegłego wieku komendant, kierownik placówki powiatowej NSZ w Żywcu, mówi: – Dla mnie i dla wielu moich rówieśników oczywiste było, że skończyła się jedna okupacja, a zaczęła druga. Inna, ale również dążąca do eksterminacji narodu polskiego. Wstąpiłem do NSZ, bo było oczywiste, że trzeba nadal walczyć. Kraj był zniewolony. Uważałem, że należy wejść w struktury wojskowe bądź cywilne. Nie zastanawiałem się, czy mnie aresztują, zamordują czy cokolwiek innego. Taki był moralny nakaz.

Władysław Foksa ps. Rodzynek, żołnierz VII Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego NSZ pod dowództwem kpt. Henryka Flamego ps. Bartek, poza tym, że codziennie działał konspiracyjnie, brał również udział w przygotowaniu nielegalnej defilady 3 maja 1946 r. w Wiśle. Defilady niebywałej, jak na tamten czas – dwugodzinnej, pod bokiem komunistów, w mieście, w którym stacjonowało ponad tysiąc żołnierzy sowieckich i LWP. Zorganizował ją kpt. Henryk Flame, który ze swoimi żołnierzami zajął całe miasto. – Do moich zadań należało zabezpieczenie łączności, lecz w samej defiladzie nie uczestniczyłem – mówi z pewnym żalem Władysław Foksa. – Obstawiałem swoimi ludźmi siedziby UB, jednostki wojskowe w czterech miastach: Białej, Bielsku, Cieszynie i Żywcu. Miałem też swoich ludzi w jednostkach – żołnierzy i cywili. Informowałem dowódcę o każdym ruchu nieprzyjacielskich wojsk. Przebieg defilady poznałem tylko z relacji kolegów. I stąd wiem, że po apelu i porannej Mszy św., która została odprawiona na Baraniej Górze, w miejscu kwatery „Bartka”, wszystkie oddziały zeszły, a raczej – spłynęły z góry. Były jak spływająca lawa. Kpt. Flame organizując defiladę w dniu święta narodowego i uroczystości Matki Bożej Królowej Polski, ofiarował ją narodowi i Matce Bożej. Naszych chłopców witali mieszkańcy Wisły, a także liczni już o tej porze kuracjusze. Z załzawionymi oczami patrzyli na żołnierzy z ryngrafami na piersiach i w czapkach z orłem w koronie. Sowieccy funkcjonariusze, milicjanci i ubowcy pozamykali się na posterunkach i w urzędach. I żaden z nich nie miał odwagi wystąpić przeciwko naszym maszerującym oddziałom. Po defiladzie oddział rozmundurował się. A UB szalało. Wkrótce jednak nastąpiła straszliwa zemsta – blisko dwustu żołnierzy, którymi dowodził kpt. Henryk Flame, zostało zwabionych w zasadzkę. Pretekstem stał się rzekomy przerzut żołnierzy do amerykańskiej strefy w Niemczech. W drodze podstępnie ich wymordowano. Do dzisiejszego dnia zbrodnia ta nie została wyjaśniona, nie zostały też znalezione ciała pomordowanych. Wiadomo tylko, że kpt. Flamego, któremu udało się uniknąć zasadzki, rok później zastrzelił milicjant Rudolf Dadak. Natomiast jednym z ubowskich prowokatorów był Henryk Wendrowski, późniejszy ambasador PRL w Danii.

Aresztowanie

Władysław Foksa z początkiem grudnia 1946 r. nie miał wątpliwości, że od kilku dni chodzą za nim agenci bezpieczeństwa. Jednak ucieczka nie była już wówczas możliwa. Jak wynika z dokumentów archiwalnych Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, zgromadzonych w IPN, placówka NSZ w Żywcu była całkowicie zinfiltrowana już w listopadzie 1946 r. – zarówno przez wywiad sowiecki, jak i przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. W ciągu paru dni aresztowano 24 osoby, niemal całą strukturę NSZ w Żywcu. – Podeszło do mnie kilku tajniaków, powiedzieli, że „zatrzymują mnie tylko do wyjaśnienia”. I to wyjaśnienie trwało ponad dwa i pół roku – wspomina „Rodzynek”. – Od razu zawieziono mnie do siedziby UB w Żywcu. Kazano mi pisać życiorys i ciągle pytano, czy aby „wszystko” napisałem. Odpowiadałem, że tak. Tego mojego życiorysu było zresztą tylko kilkanaście zdań, bo cóż mogłem napisać, mając 26 lat? Nad ranem o trzeciej zaczęto mnie bić, bo mój życiorys im się nie spodobał. I tak przez dobre trzy dni. Czwartego dnia nic już nie widziałem i nie słyszałem. Do dziś mam uszkodzony słuch z powodu tego bicia. Bili mnie, katowali, żebym wydał innych. A mnie ciągle dźwięczała w uszach opowieść starego więźnia z przesłuchania na gestapo. Żeby się do niczego nie przyznawać: „Bo jak już coś powiesz, to będą cię bili, aż powiesz wszystko”. Kiedy mnie bito w areszcie śledczym w Żywcu, opatrywała mnie siostra zakonna. Już nie pamiętam, z jakiego zgromadzenia. Nie wiem też, czy była aresztantką, czy nie. Wyciągała mi skrzepy krwi z uszu i nosa. Wybito mi prawie wszystkie zęby, zostały tylko trzonowe. Mówiła mi czasem: „Władku, trzymaj się, modlimy się za ciebie. Mama wie o wszystkim”. Mój brat też został aresztowany. Aresztowano również dziewczyny z naszego oddziału, które nieludzko bito. Upodlali mnie na różne sposoby, o których nie chcę mówić, ani pamiętać... Przede wszystkim interesowała ich łączność. Z kim się kontaktowałem i przez kogo. Pytali o wszystkie nasze akcje. Po tygodniu doszło do konfrontacji z innymi. Mówiłem: nie znam ich. Ale oni mieli nas doskonale rozpracowanych. W naszej grupie musiał być kapuś. Wiedzieli, że byłem kierownikiem powiatu. Cytowali niemal dokładnie moje zdania z odpraw z podkomendnymi. Mogli je znać tylko ze spotkań naszej grupy. Ale do dziś nie znam nazwiska tego donosiciela.

Reklama

Proces trwał krótko

W styczniu 1947 r. po zakończeniu śledztwa przewieziono Foksę wraz z całą grupą do więzienia w Krakowie. Dwadzieścia cztery osoby załadowano do dwóch ciężarówek. Rozprawa odbyła się w więzieniu na Montelupich. Proces trwał krótko. Oskarżeni przez cały czas byli skuci. Prokurator odczytał zarzuty. Obrońcy byli z urzędu. Władysława Foksę skazano na pięć lat. Wyszedł po roku, podobnie jak inni – na mocy obowiązującej już amnestii. Władysław Foksa jest przekonany, że na jego niski wyrok wpłynęło wstawiennictwo doktora Bauma. – W wiosce, gdzie mieszkał mój dziadek przed 1939 r., jego sąsiadem był wykładowca religii mojżeszowej, zacny doktor Baum. Mama poszła do niego, gdy mnie aresztowano – mówi Władysław Foksa. – Jego syn po wojnie został komunistycznym prawnikiem. I bez wątpienia mi pomógł, bo w mojej sytuacji mógłbym dostać karę śmierci. Nasza siedemnastoletnia wówczas łączniczka np., sądzona w Katowicach, dostała karę śmierci. Później zamienioną wprawdzie na dożywocie, ale siedziała jeszcze po 1956 r.

Na więzieniu jednak represje wobec Władysława Foksy się nie zakończyły. Przede wszystkim nie pozwolono mu na ukończenie studiów, mimo że zdał na Politechnikę Krakowską i został przyjęty. UB zadbało o to, by skreślono go z listy. Powtórzyło się to kilkakrotnie. – No i ze studiów została mi tylko legitymacja – opowiada Władysław Foksa.

Dziś, mimo swojego wieku, „Rodzynek” znakomicie pamięta wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat. Opowiada o nich również na spotkaniach z młodzieżą. Bierze też udział we wszystkich uroczystościach upamiętniających walkę swoich kolegów o niepodległość Polski.

* * *

Władysław Foksa „Rodzynek” – żołnierz AK, od 1945 r. żołnierz oddziału Henryka Flamego „Bartka” – największej grupy podziemia antykomunistycznego na Górnym Śląsku i w Beskidach, w latach 1990-96 prezes Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, założyciel i pierwszy prezes związku żołnierzy na Podbeskidziu

Tagi:
historia żołnierze wyklęci

Jak budowała się wolna Polska

2019-04-16 18:54

Grzegorz Gadacz
Niedziela Ogólnopolska 16/2019, str. 34

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Zajęcie Wilna – Naczelnik Państwa Józef Piłsudski podczas Mszy św ., 1919 r.

Tydzień 24.
22-28 kwietnia 1919

W przeciwieństwie do Romana Dmowskiego, który chciał Polski jak najbardziej jednolitej etnicznie, Józef Piłsudski nawiązywał w swoich planach politycznych do wielonarodowej Rzeczypospolitej z czasów jagiellońskich. Polska razem z Litwą, Białorusią i Ukrainą miałyby tworzyć federację niepodległych państw związanych sojuszem wojskowym. Prowadzono nawet na ten temat nieoficjalne rozmowy z przedstawicielami Ukraińców i Litwinów.

Wyrazem dążeń federacyjnych była odezwa Naczelnika Państwa z 22 kwietnia do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Piłsudski przedstawiał w niej żołnierzy polskich jako nie kolejnych okupantów, ale wyzwolicieli, i zapowiadał zasadę samostanowienia ludności w sprawach wewnętrznych, narodowościowych i wyznaniowych. Odezwa przeszła bez echa wśród ludności litewskiej i białoruskiej, a rząd litewski, którego misja dyplomatyczna przybyła do Warszawy 25 kwietnia, domagał się od Polski uznania niepodległości Litwy z Wilnem jako jej stolicą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Tydzień w rodzinie chrześcijańskiej

Małgorzata Rekowska
Edycja legnicka 12/2002

Dla nikogo nie ulega wątpliwości, iż większe znaczenie przypisujemy obchodom świąt Bożego Narodzenia niż Wielkanocy. Więcej znamy miłych sercu tradycji. Lepiej rozumiemy, co stało się w Betlejem niż na Golgocie. Łatwiej zrozumieć żłóbek niż pusty Grób. Również i dzieciom jakoś łatwiej opowiadać o Dzieciątku Jezus niż o Jezusie cierpiącym na krzyżu i o Jezusie Zmartwychwstałym. Tymczasem w roku kościelnym Wielkanoc uważana jest za święto świąt. "Jaśnieją jako szczyt całego roku liturgicznego" - stwierdza się w "Konstytucji o liturgii" ostatniego Soboru o trzech świętych dniach paschalnych. Dlaczego? Ponieważ odkupienie nasze dokonało się na krzyżu, kiedy to Chrystus, umierając, zniweczył naszą śmierć, a zmartwychwstając, dał nam życie wieczne.

Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy. Jest to jeden z koszmarniejszych tygodni w roku, szczególnie dla dzieci. Popychane, odganiane, wyrywane do pomocy od swych zajęć w sposób chaotyczny. Często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Zachowała się tradycja święcenia pokarmów. Tak więc dzieci, nawet te, które przez cały rok nie zostaną zaprowadzone do kościoła przez rodziców, idą w Wielką Sobotę z koszyczkami. Z wypiekami na twarzy oglądają barwny Grób Chrystusa. Ale wiele z nich nie rozumie, skąd on się wziął. Są zaskoczone tą zmianą dekoracji w kościele. Jeżeli przyszły do kościoła z rodzicami, mają się kogo zapytać. Jeśli nie, po powrocie do domu zastają najczęściej zapracowaną mamę, wykańczającą świąteczne potrawy, i tatę odkurzającego przy głośno nastawionym telewizorze, który stara się połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie jest to atmosfera do ważnych pytań - rezygnuje. Wreszcie Poranek Wielkanocny - dzielenie się jajkiem przy stole, Msza św., a dalej to już tak jak przy każdej uroczystości rodzinnej. Stół z jedzeniem i piciem, telewizja, goście, coraz głośniejsze rozmowy, śpiewy. Rodzice się bawią, a dzieci...?

Spróbujmy przeżyć te święta inaczej. Spróbujmy nadać im właściwy religijny i bardzo radosny charakter. Szczególnie dzieci powinny przeżywać tego dnia radość tak wielką, by można było ją porównać do radości Apostołów spotykających Chrystusa po zmartwychwstaniu.

Jak więc włączyć dzieci w obchody Świąt Wielkanocnych w rodzinie? Im lepiej sami zrozumiemy tajemnicę pustego Grobu, tym bardziej będziemy mogli otworzyć naszym dzieciom dostęp do przeżyć Świąt Zmartwychwstania. Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. Trzeba sobie uzmysłowić, że święta rozpoczynają się w Wielki Czwartek wieczorem. I od tej pory uwaga wszystkich członków rodziny powinna się skupić na tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Wielki Czwartek

Już powinno się zakończyć wszelkie porządki w domu. Jeżeli pomyśleliśmy wcześniej o dobrym rozplanowaniu prac domowych, łącznie z zaangażowaniem w to nawet najmłodszych dzieci, to już od godzin wieczornych możemy świętować Wielki Czwartek. Przed pójściem na wieczorną Mszę św. porozmawiajmy z dziećmi. Rozmowę tę można przeprowadzić w drodze do kościoła, jeżeli wcześniej nie udało nam się wygospodarować na nią czasu. Powiedzmy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa. Opowiedzmy im, że w kościołach katedralnych rano odprawiana jest Msza św., w czasie której kapłani ponawiają ślubowanie złożone w dniu święceń. Następuje również poświęcenie olejów świętych, które potem używane są przy liturgii sakramentu chrztu, bierzmowania, namaszczenia chorych i kapłaństwa. Niech dzieci same przypomną, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy. Wyjaśnijmy im, że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zwróćmy uwagę na bicie dzwonów podczas Gloria. Dzwony te zamilkną aż do Gloria w Wigilię Paschalną. W niektórych kościołach po homilii następuje obrzęd obmywania nóg dwunastu mężczyznom, tak jak to czynił Chrystus, dając przykład pokory i miłości. Po Mszy Wieczerzy Pańskiej przenosi się Najświętszy Sakrament do bocznego ołtarza, gdzie wierni przez całą noc adorują Pana Jezusa. Zostańmy przez chwilę z dziećmi przy tym ołtarzu adoracji. Przypomnijmy im, że hostia to żywy Pan Jezus. Trudna powiedzieć, ile czasu powinno dziecko poświęcić na adorację. Zależy to między innymi od jego religijności i potrzeby rozmowy z Bogiem. Myślę, że czas adoracji powinno dziecko odczuć jako poświęcony tylko Bogu, często kosztem przyjemności. Na pewno jednak nie powinien być zbyt długi.

Po przeniesieniu Pana Jezusa do bocznego ołtarza następuje ceremonia obmywania ołtarza. W tym czasie przeważnie ludzie opuszczają kościół, spiesząc do domu. Poczekajmy z dziećmi w ławce, pozwólmy, niech zobaczą, jak przebiega ta ceremonia. Mogą ją zaobserwować tylko raz w roku. Wyjaśnić trzeba dzieciom, że zawsze w Wielki Czwartek oczyszcza się w kościołach ołtarze, lichtarze, kropielnice, by na Święta Zmartwychwstania wszystko lśniło. Ma nam to przypominać, że Chrystus, zmartwychwstając, otoczył nasze życie nowym blaskiem. Przypomnijmy dzieciom, że dlatego właśnie tak szczególnie dużo uwagi poświęciliśmy porządkom w domu. Ale jeszcze ważniejsze są porządki w naszej duszy. Namówmy dzieci, by zastanowiły się, czy nie wyrządziły komuś krzywdy, niech pomyślą, jak ją naprawić tak, aby Święta przeżyć z czystym sumieniem. Tak spędzony wieczór w kościele pełen wrażeń i przeżyć religijnych nastroi nasze dzieci i nas samych do spożycia wspólnej wieczerzy rodzinnej. Stwórzmy taki nastrój, aby wieczór spędzony w rodzinie stanowił całość z tym, co miało miejsce w kościele.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z dziećmi na chwilę przed domowym ołtarzykiem. Może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, by przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Jeżeli jest to możliwe, warto tego dnia uczestniczyć w parafialnej Drodze Krzyżowej. W domu wyeksponujmy krzyż na białym obrusie w centralnym miejscu. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, magnetofony czy telewizory. Można też puszczać z magnetofonu muzykę wielkopostną, już dziś dostępną szeroko w sprzedaży. Co robić, gdy nasze dzieci przyzwyczajone są do telewizji, radia, gier komputerowych, jak wypełnić ten czas, by był do zniesienia? Zaproponujmy dzieciom, by narysowały ilustracje do Drogi Krzyżowej, a może ulepią stacje z plasteliny. Starszym dzieciom można zaproponować, by poszukały wśród bohaterów Drogi Krzyżowej czy opisu Męki Pańskiej postaci najbardziej do siebie podobnych i zastanowiły się nad swą postawą wobec Chrystusa. Pomysły pojawią się spontanicznie, gdy tylko otworzymy dzieci na takie myślenie.

Wieczorem w kościele ludzie gromadzą się na liturgii wielkopiątkowej. Trwa ona długo i warto dzieci przygotować do tego przeżycia. Wyjaśnijmy im, że tego dnia nie ma Mszy św. Uprzedźmy dzieci, co będzie się działo w kościele, by przeżywały rozumnie tę liturgię. Powiedzmy więc dzieciom przed pójściem do kościoła, że liturgia dzisiejsza będzie składała się z trzech części. Liturgia Słowa poprzedzona jest procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem. Kapłani są ubrani w czerwone szaty, czerwień symbolizuje męczeństwo. Po powstaniu kapłan modli się i rozpoczyna się liturgia Słowa Bożego. Po odczytaniu proroctwa Izajasza i fragmentu Listu do Hebrajczyków czytany jest opis Męki Chrystusa z Ewangelii św. Jana. Liturgię Słowa Bożego kończy modlitwa powszechna.

Uroczysta adoracja krzyża poprzedzona jest jego odsłonięciem. Ponieważ ta część liturgii trwa długo, zadbajmy o to, by dzieci miały wcześniej przygotowane teksty śpiewanych pieśni. Są to: Ludu, mój ludu, Krzyżu święty i Święty Boże. Wspólna komunia jest ostatnią częścią liturgii. Po jej zakończeniu procesjonalnie zanosi się Najświętszy Sakrament do Grobu Pańskiego i wystawia do adoracji.

Po powrocie do domu zbieramy się na krótką liturgię domową. Na stole w centralnym miejscu powinno ustawić się krzyż, który ojciec daje do pocałowania wszystkim zebranym. Następnie odczytuje Ewangelię. Jeżeli wszyscy byli w kościele tego dnia, nie ma potrzeby odczytywania tekstu Męki Pańskiej, można wybrać inny stosowny fragment.

Należałoby również, jeżeli kościół jest w pobliżu, udać się na adorację do Grobu Pańskiego. Warto dzieciom opowiedzieć, skąd wziął się zwyczaj tego wielkopostnego pielgrzymowania. A ma on swe korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana w Grobie. To nie jest dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem zmartwychwstania. Jutro już będą śpiewy Alleluja, dzwony, petardy, goście, stół suto zastawiony - taka atmosfera nie sprzyja zadumie. To właśnie dzisiaj można pójść z dziećmi święcić pokarmy. Dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem "do pokropienia", pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. Dla tych dzieci Bóg nie żyje, ale ustawicznie jest w grobie. Ukazanie martwego Boga małemu dziecku jest wielką dla niego krzywdą. W każdej rodzinie przygotowujemy wraz z dziećmi pokarm do poświęcenia. Pozwólmy dzieciom na aktywność w tym względzie. Nasza rola sprowadza się do wyjaśnienia symboliki pokarmu. Najpierw wkładamy chleb, który symbolizuje " chleb żywy, który zstąpił z nieba" i w Komunii św. daje życie światu. Jajka są symbolem budzącego się nowego życia - Chrystus przez swą śmierć i zmartwychwstanie daje nam swe życie. Mięso, wędliny czy baranek z cukru ma nas myślami przenieść w żydowską Noc Paschalną. Można to wydarzenie biblijne dzieciom opowiedzieć. Nasze przyprawy symbolizują biblijne zioła. Po powrocie do domu stawiamy koszyczek w widocznym miejscu. Tego dnia dekorujemy wszystko wiecznie zielonym bukszpanem.

Nie można nie uczestniczyć w liturgii Wigilii Paschalnej tego dnia. Jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Trzeba koniecznie wyjaśnić dzieciom przed pójściem do kościoła, że obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części. Liturgii światła, w czasie której kapłan przed Kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas liturgii chrzcielnej kapłan dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, podczas której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki. Tradycja każe zabrać do domu wodę święconą, by rano pokropić nią dom i domowników.

Wieczór w rodzinie tego dnia też powinien zgromadzić rodzinę przy świątecznym stole. Ojciec wygasza wszystkie światła w domu, błogosławi rodzinny paschał, zapala go i odmawia modlitwę. Wszyscy zapalają swoje świece od paschału i włączają się w modlitwę. Po odczytaniu odpowiedniego fragmentu Ewangelii zasiadamy do wspólnej wieczerzy.

Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, skorzystanie z niego w pełni ubogaci naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Życzę Państwu odkrycia bogatej treści Tajemnicy Paschalnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół czyni to na Jego pamiątkę

2019-04-18 22:17

Agata Pieszko

Weszliśmy dziś w okres Triduum Paschalnego, włączającego nas w szczególny sposób w tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. W ten dzień na pamiątkę ostatniego posiłku spożytego przez Jezusa odprawiana jest uroczysta Msza św.

Agata Pieszko

We wrocławskiej Katedrze św. Jana Chrzciciela wieczornej Mszy Wieczerzy Pańskiej, poświęconej szczególnie sakramentowi Eucharystii i kapłaństwa, przewodniczył biskup Andrzej Siemieniewski, natomiast współcelebransami byli arcybiskup Józef Kupny oraz biskup Jacek Kiciński.

Na początku Eucharystii, ksiądz Paweł Cembrowicz – proboszcz archikatedry, podziękował arcybiskupowi Kupnemu za dermatoskop, który metropolita wrocławski ofiarował Dolnośląskiemu Centrum Onkologii.

– Dziś w kościołach czytamy Ewangelię o Jezusie, który podczas ostatniej wieczerzy umył uczniom nogi i nie chodzi o to, byśmy się zachwycali tym obrazem, ale byśmy zrozumieli jego sens – napisał abp Kupny w słowie do dolnośląskiego szpitala. Ewangelia nie jest więc tylko archaicznym tekstem, ale treścią, z której rodzi się wiara wzywająca do konkretnych czynów miłosierdzia.

W dzisiejszej homilii biskup Andrzej Siemieniewski zaznaczał, że chrześcijaństwo rodzi się ze słuchania Słowa Bożego. Słowa, które jest fundamentem wiary. Nie można jednak poprzestawać tylko na słuchaniu – to Słowo ma się odpijać echem w naszym życiu:

– Słuchanie Słowa to nie tylko pozwalanie na to, aby dźwięki wpadały w nasze ucho, ale prawdziwe słuchanie, to zaproszenie, by te dźwięki zamieniły się w życiodajną treść, by zmieniły się w czyn. Tego wieczoru uczymy się, jak Kościół zamienił słowo Chrystusa w czynienie sakramentu, mówiąc „To czyńcie na moją pamiątkę”.

Biskup Siemieniewski zaraz po nauczaniu zamienił przeczytane w Ewangelii Słowo na czyn i śladami Chrystusa obmył nogi kilku mężczyznom.

Po Mszy św., czyli po spożyciu wieczerzy, Chrystus został pojmany. Teraz widzimy Go za kratami. Adorujemy. Czekamy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem