Reklama

Polityczne ciosy w kasy

2015-03-31 12:51

Z senatorem Grzegorzem Biereckim rozmawiają ks. Ireneusz Skubiś i Mariusz Książek
Niedziela Ogólnopolska 14/2015, str. 46-47

Archiwum własne SKOK

Jesteśmy ostatnio świadkami tego, jak medialny walec przetoczył się po SKOK-ach, a rykoszetem miał uderzyć w PiS. O tym, jak rzeczywiście przedstawia się sytuacja, z senatorem Grzegorzem Biereckim rozmawiają ks. Ireneusz Skubiś i Mariusz Książek

– Czy prawdziwy jest medialny przekaz z ostatnich tygodni, że zostały przez Pana Senatora „wyprowadzone” ze SKOK-ów jakieś ogromne pieniądze?

– To absurdalny zarzut, a nawet zwykłe oszczerstwo wykorzystywane w brudnej grze, która jest prowadzona przeciwko mnie. Nie było żadnego „wyprowadzenia”, tylko całkowicie legalne, prowadzone pod nadzorem sądowym przekazanie majątku z Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych do Spółdzielczego Instytutu Naukowego. Operacja była jawna, wszystko można wyczytać w rejestrach. Stało się to w 2010 r. i nikt nigdy niczego nie kwestionował. Muszę więc przyznać, że choć spodziewałem się politycznego ataku – wiedziałem, że tamta strona coś szykuje w związku z kampanią wyborczą – to skala pomówień wprawia mnie w zdumienie.

– Co to były za pieniądze, czyją były własnością, skąd pochodziły?

– Majątek przekazany do Spółdzielczego Instytutu Naukowego był własnością Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Fundacja ta z kolei została założona przez World Council of Credit Unions (Światową Radę Związków Kredytowych) z siedzibą w Madison, skupiającą 57 tys. kas spółdzielczych ze 103 krajów, zrzeszających ponad 208 mln członków. Amerykanie na początku transformacji ustrojowej w Polsce postanowili wesprzeć rozwój spółdzielczości finansowej w naszym kraju. Powierzony przez fundatora kapitał był wykorzystywany z wielkim pożytkiem – fundacja szkoliła kadry spółdzielczych kas, prowadziła szeroką działalność edukacyjną, dobrze służyła ruchowi SKOK-ów. Starałem się umiejętnie zarządzać pieniędzmi, odpowiednio je inwestować. To się powiodło. W 2007 r. amerykański fundator stwierdził, że polskie kasy nie wymagają już jego wsparcia, a za świetną robotę, którą wykonaliśmy, nagrodził fundację najważniejszą nagrodą ruchu unii kredytowych – Distinguished Service Award. Fundator podjął decyzję o likwidacji fundacji. Amerykanie chcieli jednak, by środki pozostały w Polsce i nadal były wykorzystywane w zbożnym celu – na działalność naukową i wydawniczą. Prowadzenie tej działalności powierzyli osobom, do których mieli pełne zaufanie. W ten sposób majątek trafił do Spółdzielczego Instytutu Naukowego. Podsumowując: do Polski trafiły prywatne pieniądze, które do dzisiaj są wykorzystywane zgodnie z wolą i życzeniem fundatora. Moi amerykańscy przyjaciele i współpracownicy są dziś w wielkim szoku. Nie mogą uwierzyć, że w demokratycznym państwie prawa ktokolwiek śmie kwestionować tę operację.

– Czy są to pieniądze „uciułane” przez polskich członków kas? Takie sugestie słyszymy ostatnio dość często.

– Formułowanie takich sugestii to po prostu skandal. Powtórzę się, ale to konieczne: prywatne pieniądze były i są wykorzystywane zgodnie z wolą fundatorów na bardzo potrzebną Polsce działalność. Ani jedna złotówka z depozytów, ani jedna złotówka aktywów spółdzielczych kas nie została tu zaangażowana. Odwrotnie – to dzięki wsparciu z USA i naszej ciężkiej pracy udało się rozwinąć sektor spółdzielczych kas, będących polską alternatywą dla komercyjnych banków i lichwiarzy, czyhających na pieniądze Polaków.

– Czy Pan Senator dysponuje dokumentem mówiącym o przeznaczeniu pieniędzy, które wpłynęły 20 lat temu na adres polskich SKOK-ów albo też na adres jakiejś polskiej instytucji lub osoby?

– Oczywiście, upubliczniłem te dokumenty zaraz po pierwszych artykułach w prasie. To list z grudnia 2010 r., w którym WOCCU informuje mnie o zamiarze likwidacji Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych. W piśmie fundator zobowiązuje mnie, bym przekazał majątek fundacji Spółdzielczemu Instytutowi Finansowemu, co też zrobiłem. Drugim dokumentem jest list z 10 marca br., skierowany przez prezydenta i dyrektora zarządzającego WOCCU Briana Brancha do Rafała Matusiaka, prezesa Krajowej SKOK. Brian Branch informuje, że artykuły w polskiej prasie oparte były na błędnej interpretacji decyzji WOCCU o przekazaniu majątku do SIN. Prawda w tej sprawie jest jedna i niepodważalna – wszystko odbyło się zgodnie z prawem, dobrym obyczajem i wolą fundatora. Kropka.

– Jak Pan Senator przekonałby polskich udziałowców SKOK-ów, że nie zostali okradzeni i oszukani przez kierownictwo?

– Takich zarzutów nie formułują nawet nasi najbardziej zajadli wrogowie, prowadzący bezprecedensową nagonkę na SKOK-i. Operują oni listem napisanym przez przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Andrzej Jakubiak, bo o nim mowa, to były zastępca Hanny Gronkiewicz-Waltz w warszawskim Ratuszu, człowiek blisko związany z obozem władzy, sprawujący swą funkcję z nadania tej władzy. List jest opisem likwidacji Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Trafił on do władz państwowych i jednocześnie do prorządowych mediów, i stał się sygnałem do nagonki. Proszę jednak zauważyć, że nawet Jakubiak nie zdobył się na to, by skierować do prokuratury choć najwątlejsze zawiadomienie o przestępstwie. On przecież doskonale wie, że żadnego przestępstwa nie było. Jeśli chcemy rozmawiać o oszustwach, to porozmawiajmy o SKOK-u Wołomin, którego członkowie stali się ofiarami gangsterów związanych z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi...

– Czy mógłby Pan Senator wyjaśnić sprawę tego SKOK-u?

– W SKOK-u Wołomin doszło do wielkiego złodziejstwa, zorganizowanego przez dawnego oficera WSI. Do listopada 2012 r. nadzór nad tym i pozostałymi działającymi w Polsce SKOK-ami sprawowała Kasa Krajowa, której przez wiele lat byłem prezesem. I to właśnie my jako pierwsi dostrzegliśmy, że w SKOK-u Wołomin dzieje się coś niedobrego. Informowaliśmy Komisję Nadzoru Finansowego o dostrzeżonych nieregularnościach. Tyle mogliśmy wtedy zrobić. Od czerwca 2013 r. toczyło się w tej sprawie prokuratorskie śledztwo. KNF, a więc jedyna instytucja, która sprawuje obecnie nadzór nad SKOK-ami, doskonale wiedziała, co się tam dzieje. Tymczasem zarządcę komisarycznego wprowadzono dopiero w listopadzie 2014 r.! Na ten ruch trzeba było czekać półtora roku. Półtora roku gangsterzy mogli kraść pieniądze. Trzeba dziś pytać, dlaczego tak się stało i kto przez tak długi czas zapewniał parasol ochronny przestępcom.

– Czy Pan Senator zna odpowiedź na to pytanie?

– Wszyscy wiemy, czym były Wojskowe Służby Informacyjne. To było długie ramię sowieckich służb w Polsce, ludzie szkoleni w Moskwie i w jej interesie pracujący. Mimo likwidacji WSI to środowisko pozostało bardzo groźne i wpływowe. Mówimy o siatce mocnych powiązań, o wielkich, zdobytych nielegalnie pieniądzach, mówimy o bardzo brutalnych metodach działania. Doniesienia prasowe wskazują na to, że afera SKOK-u Wołomin to robota ludzi WSI. Prokuratura uważa, że mózgiem operacji był pan Piotr P., były oficer wojskowych służb. Dziennikarze i politycy zwracają uwagę, że prokurentem jednej ze związanych z nim spółek był Tadeusz Komorowski, syn obecnego prezydenta RP. Pojawiają się w debacie publicznej coraz głośniejsze pytania o to, jaka była rola w aferze samego prezydenta. Czy spotykał się z Piotrem P.? Czy wiedział, czym się ten pan zajmuje? Czy na całą sytuację miała wpływ niewątpliwa sympatia, którą WSI darzy Bronisław Komorowski – jedyny poseł Platformy Obywatelskiej, który głosował przeciwko rozwiązaniu tych służb? Ja mam obowiązek powtórzyć te pytania, a organy państwa polskiego mają obowiązek na nie odpowiedzieć. Myślę, że powinien odpowiedzieć na nie także sam prezydent Komorowski.

– Panie Senatorze, dla członków polskich SKOK-ów najważniejszą kwestią jest bezpieczeństwo ich oszczędności. Czy można ich o tym bezpieczeństwie zapewnić?

– Nawet oponenci SKOK-ów podkreślają, że oszczędności członków kas gwarantowane są, jak w bankach, przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny do wysokości 100 tys. euro.

– Kto, Pańskim zdaniem, odpowiada za próbę podważenia pozycji SKOK-ów? Wiemy, że większość banków jest w zagranicznych rękach, a spółdzielcze kasy są dla nich konkurencją...

– Nie chcę snuć hipotez, chociaż swoje zdanie na ten temat mam. Banki mają obecnie swoje problemy, np. związane z aferą frankową. Faktem jest też, że nad niedobrą ustawą o SKOK-ach pracowali posłowie w przeszłości pracujący w bankach, związani z tym sektorem. Nie wskażę jednak palcem jednego środowiska czy konkretnych osób, które stoją za nagonką. Mogę jednak zrobić coś innego, mianowicie powiedzieć, dlaczego SKOK-i przeszkadzają – przede wszystkim dlatego, że to polskie instytucje finansowe, oparte na rodzimym kapitale. Patriotyzm gospodarczy w Polsce nie jest promowany, przez wiele lat trwała wyprzedaż majątku narodowego, często za bezcen. Drugi powód to zaangażowanie społeczne kas. SKOK-i finansują inicjatywy patriotyczne, otaczają troską nasze dziedzictwo kulturowe, propagują prawdziwą historię i prawdziwych bohaterów, wspierają wreszcie liczne dzieła Kościoła. To musi boleć tych, którzy uważają, że Polska jest właściwie niepotrzebna, a chrześcijaństwo to przeżytek. I to oni cieszą się z nagonki na SKOK-i.

– Czy widzi Pan związek między tym, co dzieje się dzisiaj w mediach mainstreamowych w Polsce, a kampanią wyborczą – zarówno prezydencką, jak i zbliżającą się parlamentarną?

– Ten związek jest, moim zdaniem, oczywisty. Sprawę SKOK-ów od lat wyciąga się wtedy, kiedy trzeba „przykryć” afery władzy. Tych afer jest przecież mnóstwo. Haniebne rozmowy polityków i biznesmenów podczas biesiad za pieniądze podatników, wszechobecna korupcja, działacze partii władzy, którzy „zapominają” wpisywać drogich zegarków, a nawet mieszkań do oświadczeń majątkowych – otacza nas moralna zgnilizna, którą jakoś trzeba zasłonić. Dlatego wymyśla się zarzuty i atakuje „prawicowe” SKOK-i. Tak działo się w kampanii 2011 r., tak działo się podczas niedawnej kampanii samorządowej i tak dzieje się dzisiaj. Jestem chrześcijaninem, dlatego wiem, że prawda zwycięży. Wiem też, jak wielu Polaków jest po naszej stronie w tej walce z nieprawością. Za to wsparcie z całego serca dziękuję. A ci, którzy rozpętali nagonkę? No cóż, będą się kiedyś sromotnie wstydzić tego, co uczynili.

Tagi:
wywiad SKOK

Reklama

W Polsce najbardziej uderza mnie umiłowanie wolności

2019-01-17 10:00

Rozmowa z Brianem Branchem, prezesem Światowej Rady Związków Kredytowych (WOCCU) przeprowadzona dla Tygodnika Katolickiego Niedziela w grudniu 2018 roku.

Archiwum

Czy pamięta Pan ile razy był w Polsce?

Wielokrotnie, trudno policzyć. Po raz pierwszy w roku 1994.

Co wywołało na Panu największe wrażenie? Może coś trafiło na stałe do pamięci lub serca?

Nasi polscy koledzy mają znakomitą znajomość historii Polski i świadomość miejsca swojego kraju na świecie. Nauczyłem się od nich bardzo wiele, bo oni tą wiedzą lubią się dzielić. W Polsce najbardziej uderza mnie umiłowanie wolności. Głęboko zapadło mi w serce to, że kiedy Polska walczyła o polityczną niezależność i osiągnęła ją, wybrała system unii kredytowych jako jeden ze środków zapewnienia sobie – obok wolności politycznej – także swobody gospodarczej.

Polska zapewne bardzo się zmieniła od Pana pierwszej wizyty. Co Pan spostrzega jako największą, najbardziej korzystną – a może negatywną - zmianę.

Polska wykazuje dzisiaj większą dbałość o dobrobyt swoich obywateli, niż wtedy gdy odwiedzałem ją po raz pierwszy. Gospodarka Polski tętni życiem. Tym, co uderzyło mnie nieprzyjemnie, było obserwowanie skutków działalności poprzedniego rządu, wrogiego wobec SKOK-ów. Jest to lekcja dla nas wszystkich. Kiedy tracimy wsparcie ze strony rządu, albo kiedy stajemy się przedmiotem ataków z jego strony, uderza to nie tylko w unie kredytowe. W rezultacie bowiem wielu Polaków zostało wydanych na pastwę lichwiarzy i utraciło posiadane środki.

Czy jest coś co zmianie nie uległo? Coś dobrego? Coś złego?

Tym, co się nie zmieniło, jest przywiązanie polskich SKOK-ów do idei służenia zwykłemu człowiekowi i oferowania mu usług na godziwych warunkach. Oznacza to stawianie dobra członka Kasy na pierwszym miejscu, przed korzyściami dla instytucji. Tym, co się zmienić musi, jest dostosowanie się polskich SKOK-ów do konieczności świadczenia usług drogą elektroniczną. Klienci oczekują dziś wygody – i to wygody zapewnianej natychmiast. Najszybciej rozwijają się te unie kredytowe, które są w stanie świadczyć członkom swoje główne usługi online i z wykorzystaniem kanałów mobilnych (telefonii komórkowej). Takie właśnie wyzwanie staje przed światowym ruchem unii kredytowych na rok 2020: digitalizacja globalnego systemu tych unii.

Szefuje pan ogromnej organizacji, która obejmuje swoim zasięgiem ponad sto państw. Czuje pan na co dzień ciężar związanej z tym odpowiedzialności?

Tak. Zrzeszamy ponad 80 tysięcy unii kredytowych, służących 260 milionom członków w 115 krajach. Kluczowe wyzwania, przed którymi stają dziś unie kredytowe, są wszędzie takie same. Są nimi obowiązki nakładane przez instytucje regulacyjne, problemy technologiczne i wzrost liczby członków. Unie kredytowe pragną wiedzieć, jakie strategie i rozwiązania owych wspólnych problemów znajdują koledzy z innych krajów. Oto dlaczego tak ważne dla nas, jako Światowej Rady, są partnerskie porozumienia zawierane z polską centralą SKOK-ów, Kasą Krajową. KSKOK ma za sobą doświadczenie przywództwa i rozwiązania, które służą jako wzór dla innych.

W Polsce niewiele o WOCCU wiadomo. Czym są w istocie unie kredytowe działające wśród ludzi tak różnych kultur, w państwach o tak różnych systemach politycznych i społecznych, znajdujących się na różnym poziomie rozwoju gospodarczego? Przede wszystkim spółdzielniami? Instytucjami finansowymi działającymi na innych zasadach niż banki? Co je od nich odróżnia?

Unie kredytowe są pośrednikami finansowymi, należącymi do swoich członków i pozostającymi pod ich kontrolą. Pośredniczą między tymi co chcą pożyczać a tymi, którzy chcą oszczędzać, lokować. Jako spółdzielnie stawiają sobie za cel służenie własnym członkom, ich równe traktowanie i stosowanie wobec nich godziwych stawek za usługi. Osiąganie korzyści nie jest pierwszoplanowym celem. Unie, w Polsce SKOK-i, nie mają prywatnych kapitałodawców, którym musiałyby wypłacać zysk z kapitału. To, co zarabiają na swojej działalności, przeznaczane jest na potrzeby zapewniania lepszych usług . Jak każda instytucja finansowa podlegają normom ostrożnościowym, dotyczącym właściwego zarządzania finansami, obowiązkowi tworzenia rezerw kapitałowych w celu ochrony oszczędności członkowskich, dyscyplinie związanej z zarządzaniem ryzykiem. Tym, co wyróżnia unie kredytowe jest fakt, iż stanowią one własność swoich członków, a jako twory spółdzielcze stawiają wzmacnianie finansowe swoich członków wyżej od korzyści, jakie może osiągać instytucja.

Czy unie kredytowe na całym świecie działają tak samo? Co je łączy – czy jest to jakaś idea? Jakiś wspólny fundament etyczny zgodny z jakimś zespołem wartości? Jak można go najkrócej określić?

Niezależnie od kultury, religii, historii, tradycji, kwestii narodowych, tym co łączy unie kredytowe są idee i wartości samopomocowe: dążenie do ekonomicznego wzmacniania własnych członków drogą zapewniania im równego dostępu do usług, opartego na możliwościach oszczędzania i regulowania zobowiązań.

W Polsce łączy się idee budujące tożsamość SKOK-ów ze społeczną nauką Kościoła katolickiego, z zasadami wynikającymi wprost z Ewangelii: nakazu miłości bliźniego, ulżenia bliźnim w dźwiganiu brzemion. Stąd biorą się między innymi przychylne spółdzielczości wypowiedzi ostatnich papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Poświęcone temu były też encykliki papieskie i to daleko wcześniej. Dochodzi jeszcze tradycja podobnych działań, zgodnych z nauczaniem chrześcijańskim, na przestrzeni kilkuset lat. W XIX i XX wieku, kiedy Polski nie było na mapach Europy, dla Kas Stefczyka takie działania miały dodatkowe, patriotyczne znaczenie. Co pan sądzi na ten temat?

Kościół katolicki był jednym z pionierów ruchu unii kredytowych w skali całego świata. Unie kredytowe, zakładane przez ludzi kierujących się nauką Kościoła, znajdujemy w Azji, Afryce, Ameryce Łacińskiej, Ameryce Północnej i na Karaibach. Kościół zawsze wstawiał się za „szarym człowiekiem” wspólnotami, lokalnymi społecznościami i pomagał w inicjatywach wspierających pomoc wzajemną i działania na rzecz dobra wspólnego. W Polsce osobą, która zapoczątkowała to, co nazywa się dziś „integracją finansową”, był Franciszek Stefczyk. Twierdził on, że unie kredytowe są w stanie odpowiedzieć na potrzeby biednej ludności wiejskiej „nie drogą filantropii” ani nie poprzez „uzależnienie od państwa”, ale „pozwalając ubogim rolnikom pomagać sobie nawzajem”. Pracował on nad tym, by edukować ich w kwestiach umiejętnego zarządzania pieniędzmi, wyzwalać ich z pęt lichwy, wspierać więzi w obrębie społeczności i propagować różne, korzystne aspekty samopomocy. Przywództwo Stefczyka i działalność Kościoła katolickiego doprowadziły do tego, że w roku 1939 na terytorium Polski działało 3.500 Kas, służących 1,5 mln Polaków. Siła, płynąca z historii, jest tym, co legło u podstaw dzisiejszego ruchu SKOK w Polsce i stanowi przykład dla innych krajów w Europie.

W związku z tym chcę zapytać o modlitwę świętego Franciszka, którą rozpoczynają się w Polsce doroczne obrady kolejnych Konferencji spółdzielczych kas. Czy to powszechny zwyczaj?

Tak, to zwyczaj powszechny. Tą modlitwą otwieramy doroczne zgromadzenie Rady Światowej. Przykładowo, unie kredytowe na Karaibach nadal rozpoczynają posiedzenia swoich organów od odmówienia tej modlitwy.

Spotyka się pan w różnych krajach z ludźmi, którzy sprawują rządy, pełnią odpowiedzialne funkcje w nadzorze finansowym, odpowiadają za bezpieczeństwo rynku finansowego, są odpowiedzialni za regulacje prawne odnoszące się bezpośrednio do unii, które w tych państwach działają. Czy jest coś, co może im pan wszystkim powiedzieć, niezależnie od tego gdzie działają. Przed czymś przestrzec? Coś polecić?

Unie kredytowe muszą rozmawiać z ciałami ustawodawczymi i regulatorami w swoich krajach z pozycji tego, kto rozporządza siłą. Muszą one mieć mocną pozycję kapitałową, rezerwy, rachunek zysków i strat oraz bilans świadczący o ich dobrej sytuacji - tak by cieszyły się zaufaniem i szacunkiem ze strony regulatorów. Muszą także dysponować masami członkowskimi i doświadczeniem rozwoju, tak by stała za nimi, gotowa je wspierać, rzesza wyborców. Inaczej mogą być zmuszone stwierdzić, że zmniejsza się ich zdolność służenia członkom. Tym, czym unie kredytowe muszą strzec się przed nadmiernymi obciążeniami, jakie często próbuje narzucać im władza regulacyjna, jest ich zdolność zapewniania integracji finansowej. Służy temu: komplet usług świadczonych po uczciwych cenach osobom o ograniczonych środkach, rachunki pozwalające gromadzić drobne oszczędności, odstępowanie od zasady żądania tradycyjnych zabezpieczeń i udzielanie niewielkich pożyczek.

Światowa Rada Unii Kredytowych (World Council of Credit Unions, Inc.) z siedzibą w Madison w USA to międzynarodowy związek unii kredytowych działający od 1 stycznia 1971 roku. Występuje w imieniu unii przed organizacjami międzynarodowymi i współpracuje z rządami krajowymi w celu udoskonalania prawodawstwa i ustalania zasad działania unii. W skali regionalnej WOCCU wspiera unie w działaniach na rzecz rozwoju tych instytucji, poszukiwania nowych rozwiązań oraz propagowania idei spółdzielczości. Unie kredytowe to spółdzielcze instytucje finansowe. Są własnością swoich członków, którzy kontrolują je i korzystają z ich usług, mogą gromadzić w nich oszczędności, otrzymywać pożyczki czy kredyty. Funkcjonowaniu tych instytucji przyświeca hasło: „Nie dla zysku, nie z filantropii, ale po to, żeby służyć”. Kasa Krajowa jest członkiem WOCCU od 2000 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tajemnica Trzech dni

2019-04-10 10:24

Oprac. Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 18-19

Czy wiemy, kiedy tak naprawdę obchodzimy Triduum Paschalne? Co oznaczają gesty i symbole wykonywane w tym czasie w liturgii? Wyjaśniamy tajemnicę tych dni

Święta Paschalne rozpoczynają się Mszą Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek (tak naprawdę ta Msza należy już do piątku), a kończą drugimi Nieszporami w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego. Triduum to piątek, sobota i niedziela (a nie czwartek, piątek i sobota). Święto, choć składa się z trzech dni, a każdy z nich ma inny charakter i świętujemy go w odmienny sposób, to jednak mamy do czynienia z jedną uroczystością – jedną tajemnicą: męką, śmiercią i zmartwychwstaniem naszego Pana.

Rozpoczynająca Święte Triduum Paschalne Msza Wieczerzy Pańskiej, która jest sprawowana w czwartek wieczorem (według tradycji żydowskiej, a także kościelnej, mówiącej o tym, że dzień zaczyna się po zachodzie słońca), należy już tak naprawdę do Wielkiego Piątku.

Po Mszy Wieczerzy nie ma błogosławieństwa, nie kończymy liturgii, bo ona jest kontynuowana w Liturgii Wielkiego Piątku (zwróćmy uwagę, że liturgii w Wielki Piątek nie zaczyna się znakiem krzyża).

Podczas Liturgii Wielkiego Piątku spożywamy przeistoczone Ciało Chrystusa. Przeistoczone kiedy? Właśnie podczas Mszy Wieczerzy. Podczas obydwu liturgii czyta się tę samą Ewangelię wg św. Jana. To tak naprawdę ta sama Eucharystia.

Mandatum, czyli umycie nóg

Obrzęd charakterystyczny dla Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek jest nawiązaniem do gestu Pana Jezusa, opisanego przez św. Jana Ewangelistę: „I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany” (13, 5). Obrzęd ten przypomina wszystkim sprawującym jakąkolwiek władzę w Kościele, w jaki sposób winni sprawować swój urząd – służąc i miażdżąc nieustannie swoją pychę.

Obnażenie ołtarza

Na koniec Mszy Wieczerzy Pańskiej, gdy Najświętszy Sakrament przenosi się do kaplicy przechowania, ołtarz zostaje obnażony. Nie ma obrusów, nie ma świeczników. Ten znak jest czyniony na pamiątkę obnażenia Jezusa z szat. Odbywa się on w milczeniu. Dawniej recytowano podczas tej czynności słowa psalmu: „Moje szaty dzielą między siebie i losy rzucają o moją suknię” (Ps 22,19).

Prostracja

To symboliczny gest padnięcia na twarz, rozpoczynający Liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek. Biskup (lub przewodniczący liturgii) pada na twarz – jest to bardzo przejmujący znak, który odnosi nas również do momentu święceń prezbiteratu. Liturgia przypomina kapłanom, że kapłaństwo to tajemnica krzyża.

Adoracja Krzyża

Jest to kulminacyjny moment wielkopiątkowej liturgii.

Krzyż jest przysłonięty fioletową zasłoną. Adoracja Krzyża jest poprzedzona trzykrotnym wezwaniem: „Oto drzewo krzyża”, któremu towarzyszy stopniowe odsłanianie belek krzyża.

Zgodnie z tradycją Kościoła podchodzący do adoracji biskup w geście pokory ściąga ornat i buty.

Czuwanie na cześć Pana

Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy, nie wolno ich rozpocząć, zanim nie zapadnie zmrok, a należy je zakończyć przed świtem niedzieli. Charakter czuwania nawiązuje do istotnych wydarzeń w historii zbawienia, jak również jest wyrazem czujności chrześcijanina – oznacza gotowość na przyjście Pana.

Ogień

Na rozpoczęcie Liturgii Wigilii Paschalnej poza kościołem w odpowiednim miejscu przygotowuje się ognisko w celu pobłogosławienia nowego ognia. Jego płomień powinien być taki, aby rozproszyć ciemności i rozjaśnić noc. Duże znaczenie w tym obrzędzie ma zestawienie ciemności i światła, aby doświadczyć, z czego wyprowadził nas Chrystus. Światło Chrystusa wkracza w życie, aby rozproszyć ciemności. W historii zbawienia światło towarzyszy ukazywaniu się Boga (krzak gorejący, słup ognia, który prowadził Izraelitów).

Paschał

Od ogniska zapalamy świecę paschalną. To duża, bogato zdobiona woskowa świeca przygotowana na początku Wigilii Paschalnej. Wnoszona do nieoświetlonego kościoła staje się pierwszą zwiastunką Zmartwychwstania. Po wezwaniu: „światło Chrystusa” jej płomień zostaje przekazany wiernym i po chwili cała świątynia zostaje opromieniona blaskiem świec.

Na świecy umieszczone są symbole: cyfry bieżącego roku oraz pierwsza i ostatnia litera greckiego alfabetu – odnoszą się one do Chrystusa Zmartwychwstałego, który jest Panem czasu. Natomiast przez pięć „gwoździ” wspomina się zbawczy wymiar Męki Jezusa i poniesionych przez Niego ran.

Liturgia chrzcielna

Wielka Noc Zmartwychwstania jest najbardziej odpowiednim czasem do udzielania chrztu. Woda staje się symbolem obmycia z grzechu pierworodnego, co dokonuje się w chrzcie. Chrzest lub odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych stają się centrum Paschy. Po chrzcie następuje wyrzeczenie się zła i wyznanie wiary. Jest ono złączone z tajemnicą chrztu i stanowi jego integralną część. Co raz dokonało się w chrzcie, Bóg będzie powtarzał przez różne wydarzenia w całym naszym życiu.

Procesja rezurekcyjna

To uroczyste ogłoszenie zmartwychwstania Chrystusa i wezwanie całego stworzenia do udziału w Jego triumfie. Procesja może się odbyć na zakończenie Wigilii Paschalnej, w nocy z soboty na niedzielę lub o świcie w wielkanocny poranek przed tradycyjną Rezurekcją. Na czele procesji niesie się krzyż przyozdobiony czerwoną stułą lub figurę Zmartwychwstałego – oba znaki symbolizują zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią, piekłem i szatanem.

Wykorzystano treści katechez Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: abp Jędraszewski poświęcił pokarmy na Rynku Głównym

2019-04-20 20:29

led / Kraków (KAI)

W Wielką Sobotę abp Marek Jędraszewski poświęcił pokarmy przed bazyliką mariacką na Rynku Głównym w Krakowie. Metropolita krakowski złożył licznie zgromadzonym mieszkańcom, gościom i turystom świąteczne życzenia.

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

W uroczystości uczestniczył m.in. kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski – senior, ks. Dariusz Raś, proboszcz bazyliki mariackiej, o. Leon Knabit i prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Podczas uroczystości abp Marek Jędraszewski mówił, że „nie może być lepszej perspektywy, gdy chodzi o przesłanie tych świat, niż ta prawda, że Chrystus zmartwychwstał, zwyciężając grzech, śmierć i tego, który spowodował śmierć i grzech czyli szatana”. - W tym tkwi cała nadzieja, ciągle odnawiana zawsze podczas tych świąt, że zwycięstwo ostateczne należy do Chrystusa i tych wszystkich, którzy wiernie idą za nim, dźwigając także swoje krzyże, bo one są niejako włączone w prawdę o naszym życiu – podkreślił hierarcha.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski złożył życzenia krakowianom i turystom wypoczywającym w Krakowie w czasie świąt. Prezydent mówił, że w święceniu pokarmów na Rynku biorą udział osoby z całego kraju, a cudzoziemcy pytają na czym ta tradycja polega.

- Krakowski Rynek jest od ponad 700 lat miejscem, gdzie odbywają się wszystkie rzeczy, które można nazwać tradycyjnymi. Te święcenia to także tradycja od wielu, wielu lat – powiedział prezydent, dodając że „Kraków był zawsze miejscem, w którym krzyżowały się kultury i narody, był miastem międzynarodowym”.

Na placu przed bazyliką mariacką stanął także stół z tradycyjnymi wielkanocnymi potrawami, które trafią do podopiecznych braci albertynów.

Gospodarze uroczystości rozdali obecnym na krakowskim Rynku tradycyjne pieczywo świąteczne, nazywane kukiełkami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem