Reklama

Pomagają bezbronnym

2015-03-31 12:51

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 14/2015, str. 52-53

Krzysztof Świertok
Bractwo Małych Stópek ze Szczecina prezentuje wystawę „Jestem człowiekiem od poczęcia”

Ile dzieci musi jeszcze umrzeć, ile dzieci trzeba jeszcze zmarnować, żeby kogoś ruszyło sumienie? – pytał na Jasnej Górze Marek Jurek podczas 35. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Obrońców Życia

Jak zwykle swoje pielgrzymkowe spotkanie obrońcy życia podzielili na dwa bloki – pierwszym i wiodącym była modlitwa, drugim – część formacyjno-informacyjna. Uczestnicy widoczni byli tego dnia na jasnogórskich dziedzińcach, m.in. za sprawą grupy młodych ludzi ze Szczecina, którzy przechadzali się po klasztorze, powiewając chorągwiami na wysokich drzewcach, niemal tyczkach. Kiedy ks. Tomasz Kancelarczyk, ich opiekun duchowy i mentor, tłumaczył później, że walczyć o świętość życia można rozmaicie i z użyciem różnych form, przypomniał mi owe chorągwie, powiewające niczym rycerskie proporce.

Gospodarzem spotkania był bodaj najbardziej znany polski obrońca życia – dr inż. Antoni Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka. Dr Zięba przy okazji tegorocznej, 35. już pielgrzymki wspominał pierwszą, której uczestnikami były zaledwie dwie osoby. Teraz duża sala o. Kordeckiego wypełniła się niemal całkowicie ludźmi w różnym wieku. Część przyjechała z dziećmi, odliczyli się także dziennikarze katolickich mediów, a młodzi ze szczecińskiego Bractwa Małych Stópek powiewali żółtymi chorągwiami. W tym roku spotkanie uświetnili swoją obecnością dwaj biskupi: Jan Wątroba, ordynariusz rzeszowski i przewodniczący Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, oraz Jan Szkodoń, biskup pomocniczy z Krakowa.

Pielgrzymka jest nade wszystko czasem modlitwy, więc i tej nie zabrakło. Stała się ona rodzajem duchowego wytchnienia w intensywnym czasie prelekcji, wystąpień i świadectw. Spotkanie zainaugurowała Msza św., której przewodniczył bp Wątroba. Potem była modlitwa różańcowa, z rozważaniami bp. Szkodonia, a także „Anioł Pański” i Droga Krzyżowa, którą po wałach jasnogórskich poprowadził ks. Stanisław Maślanka z Krakowa.

Reklama

Europa, Polska i my sami

O czym w tym roku rozmawiano podczas pielgrzymki obrońców życia? Podczas konferencji prasowej, zwołanej 20 marca br. w siedzibie redakcji „Niedzieli”, honorowy redaktor naczelny pisma ks. inf. Ireneusz Skubiś mówił o konwencji Rady Europy o przemocy i jej skutkach, a także zagrożeniach, jakie niesie ona dla wiary i moralności. – Działania Unii Europejskiej sprzyjają ateizmowi. Dodatkowo działania dotyczące konwencji przemocowej wprowadzają opcję gender – powiedział. 21 marca w jasnogórskiej auli o. Kordeckiego miało miejsce główne spotkanie. O tym, jak broni się życia w sercu Unii Europejskiej – w Parlamencie Europejskim w Brukseli – opowiadał Jakub Bałtroszewicz, sekretarz generalny Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka. Warto przypomnieć, że należą do niej aż dwie organizacje z Polski: inicjatywa „Jeden z nas” i Polska Federacja Ruchów Obrony Życia. Zdaniem prelegenta, najważniejsze w tej chwili jest ponowne nagłośnienie na forum europejskim kwestii wyrzucenia do kosza 2 mln podpisów ludzi sprzeciwiających się aborcji. Zebrała je inicjatywa „Jeden z nas”. W najbliższych dniach, podczas „Tygodnia dla Życia” w Brukseli, jej koordynatorzy mają zamiar powrócić do tej sprawy i skłonić PE do poważnego potraktowania petycji.

Nie dajmy się

Z kolei Paweł Wosicki, prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, zwracał uwagę na inny, bardzo poważny problem. – Jeśli w Polsce nadal będzie rodzić się tak mało dzieci, popełnimy jako naród demograficzne samobójstwo – przekonywał. – Prognozy ONZ są przerażające – jeśli ten trend się utrzyma, za 30 lat będzie nas 12,5 mln. I nie chodzi o to, że Polacy nie lubią dzieci albo wolą mieć ich mało – bo wystarczy zobaczyć, jak wielu małych Polaków rodzi się na emigracji, np. na Wyspach Brytyjskich. Kwestią zasadniczą jest więc konieczność tworzenia realnej polityki prorodzinnej, bo w tej dziedzinie jesteśmy lata świetlne za innymi krajami w Europie. Musimy zainwestować w dzietność, w rodzinność i wspierać je wszelkimi możliwymi sposobami – obok przepisów prawnych potrzebne są też konkretne ekonomiczne rozwiązania. Budujemy ogromne stadiony i prowadzące do nich autostrady, a polskie dzieci chodzą niedożywione – mówił Paweł Wosicki.

Teresa Król, zastępca redaktora naczelnego „Wychowawcy”, przekonywała, że dobre wychowanie to wychowanie polskie, rodzime. Na dowód tego przytoczyła wyniki niezależnych badań, które pokazują skutki tzw. biologicznego uświadamiania młodego pokolenia w Anglii czy Szwecji. Nastoletnie dziewczęta w obu tych krajach – mimo prowadzonej na szeroką skalę akcji uświadamiania biologicznego – wcześniej rozpoczynają pożycie seksualne, częściej zachodzą w ciążę i częściej poddają się aborcji niż nastolatki w Polsce. To, że polska młodzież ma lepiej poukładane w głowie niż jej europejscy rówieśnicy, jest, zdaniem Pani Profesor, efektem zajęć, które odbywają się w polskich szkołach od wielu lat i obejmują uczniów od 5 klasy aż do matury – chodzi o przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”. Tych ok. 110 godzin nauki – podczas których często mówi się o wartości życia, rodziny i szacunku dla tradycji – daje znacznie lepsze efekty. Co istotne, zajęcia te są lubiane i akceptowane także przez uczniów.

Od petycji po marsze

– Św. Jan Paweł II mawiał, że trzeba mieć strategię obrony życia. A w dzisiejszych czasach przekonywać do idei i popularyzować ją należy w rozmaity sposób – powiedział wspomniany już ks. Tomasz Kancelarczyk, opiekun duchowy szczecińskiego Marszu dla Życia (na marginesie – największego takiego marszu w Polsce), współtwórca Bractwa i Fundacji Małych Stópek. Ks. Tomasz udowadniał, że nie powinniśmy klasyfikować, kto działa lepiej, szybciej czy skuteczniej. W Polsce jest tych form działania coraz więcej, co – naszym zdaniem – powinno cieszyć. Jedni protestują i robią pikiety, inni – piszą petycje, zbierają podpisy. Jeszcze inni organizują konferencje, warsztaty, sesje tematyczne, kolejni zaś robią spektakularne Marsze dla Życia czy pracują wśród młodzieży. Wreszcie – mają miejsce działania na poziomie legislacyjnym w Parlamencie Europejskim czy w polskim Sejmie. Wszystkie te działania stają się w efekcie elementami tej samej układanki, którą jest obrona życia. Słowem – wszyscy gramy do jednej bramki, tylko w różnych stylach.

Gościem specjalnym i owacyjnie witanym był Marek Jurek – dla wielu człowiek symbol, który dla obrony życia potrafił zrezygnować z politycznej kariery. Kiedyś marszałek Sejmu RP, dziś poseł do europarlamentu, nieprzerwanie zaś aktywny działacz pro-life. Towarzyszył mu na Jasnej Górze słynny francuski obrońca życia Bernard Antony, także eurodeputowany. Marek Jurek zadał zgromadzonym nieco brutalne pytanie: – Czy mamy do czynienia ze schyłkiem chrześcijańskiej Europy? I zaraz sam odpowiedział, że Europa dotąd będzie chrześcijańska, dopóki w obronie chrześcijańskich wartości potrafią wychodzić na ulice europejskich metropolii tysiące ludzi. To prawda, że w PE mało posłów staje w obronie rodziny, tym bardziej więc nie należy bagatelizować faktu, że gotowe są dwa rozwiązania uderzające w życie poczęte. Dwie rezolucje, które mają ujednolicić prawa seksualne i reprodukcyjne w całej Europie – także prawa do zabicia dziecka poczętego. Polska jest w tej chwili najbardziej katolickim krajem na Starym Kontynencie – ¼ wyświęcanych rokrocznie kapłanów to Polacy – i zdaniem Marka Jurka, zanim zabierzemy się za prawo europejskie, weźmy się najpierw za nasze. – W Polsce od 12 lat prowadzi się otwartą wojnę z życiem. Trzeba domagać się zmian w prawie, bo aborcja jest naruszeniem praw człowieka. Ile jeszcze dzieci ma być zabitych i zmarnowanych, zanim kogoś ruszy wreszcie sumienie? – pytał retorycznie Marek Jurek. – Walka o życie od poczęcia to nasz obowiązek wobec dzieci i wnuków – przekonywał dr inż. Antoni Zięba. – Jeśli nie przemawiają do ludzi argumenty naukowe ani moralne, to trzeba im uświadomić, że jeśli nie damy się rodzić dzieciom, to czeka nas straszna starość, bo nie będzie komu pracować na nasze emerytury.

Opowieść Haliny Żak, mamy Cezarego Żaka

2019-04-22 16:22

Anna Majowicz

Anna Majowicz
Halina Żak, mama słynnego aktora Cezarego Żaka

Na spotkanie z panią Haliną Żak umówiłam się w Izbie Pamięci w Brzegu Dolnym. Miejsce to, prowadzone przez Stowarzyszenie Osadników Ziemi Dolnobrzeskiej, od 11 lat gromadzi pamiątki, dokumenty, zdjęcia, wspomnienia i różnego rodzaju przedmioty mające wartość historyczną związaną z przedwojennymi, wojennymi i powojennymi losami ludzi, których wiatr historii rzucił po II wojnie światowej na tzw. Ziemie Odzyskane, w tym przypadku na Ziemię Dolnośląską. Stowarzyszenie powstało z inicjatywy pani Haliny, która aż do 2017 r. roku pełniła tu funkcję prezesa.

Ta niezwykle serdeczna kobieta nie miała lekkiego życia. Urodziła się na Kresach, w Domaszewiczach (dzisiejsza Białoruś) w rodzinie Bułynko. Gdy miała zaledwie 1,5 roku została zesłana z rodziną na Sybir. Wyjechała razem z dwiema starszymi siostrami: Marią i Janiną, oraz matką Stanisławą, która była wówczas w ciąży. Ojca Jana (był legionistą Piłsudskiego) nie zdążyła poznać, bo gdy został aresztowany przez Rosjan, słuch po nim zaginął. Na Sybirze spędziła 4 lata swojego bardzo młodego życia. Przyjechała do Polski jako sześcioletnia dziewczynka, niewiele więc pamięta z wojennej tułaczki. Niektóre jednak epizody, które silnie wpłynęły na jej dziecięcą wówczas psychikę, pamięta do dziś.

– Był luty 1946 r., gdy przyjechaliśmy transportem z Syberii do Brzegu Dolnego. Pamiętam, że razem z moim czteroletnim bratem nie mogliśmy doczekać się pierwszych świąt w kraju – wspomina Halina Żak. Sybiraczka na stałe osiedliła się w Brzegu Dolnym. Wyszła za mąż za Michała Żaka i urodziła mu dwóch synów: Cezarego (popularnego aktora, znanego m.in. z roli w kultowym serialu ,,Miodowe Lata”) oraz Arkadiusza.

Halina Żak nie pamięta świąt na Kresach, ale wiele o nich dowiedziała się z opowieści mamy i sióstr.

- Święta Wielkanocne to wyjątkowy czas. Na Wschodzie od środy popielcowej obowiązywał ścisły post w środy i w piątki, a wstrzemięźliwość od mięsa trwała cały tydzień. Tylko w niedzielę jadło się mięso. Ponieważ najbliższy kościół znajdował się w Baranowiczach (7km od naszego miejsca zamieszkania), nabożeństwa Drogi Krzyżowej odprawialiśmy w domu. Wieczorami śpiewało się pieśni takie jak ,,Wiatr w przelocie”, ,,Dobrano” czy ,,Biedny kto Ciebie”. Parę tygodni przed świętami marynowano i bejcowano mięsa na szynki. W ostatnim tygodniu przed Wielkanocą zabijano prosię. Nadziewane mięsem i kaszą gryczaną było głównym posiłkiem Wielkanocnej uczty. Stawiano je na środku stołu (nakrytego białym obrusem i udekorowanego barwinkiem i bukszpanem), dookoła leżały pisanki, obok cukrowy baranek z chorągiewką biało – czerwoną i napisem ,,Alleluja”. Święta rozpoczynała rezurekcja o 6 rano. Po niej śniadanie wielkanocne. Dzielono się jajkiem i składało życzenia, a dzieci mówiły wierszyki, które układał brat mojej mamy – Kazimierz Kaczmarek, katecheta, żołnierz armii Andersa. Pierwszego dnia świat nie odwiedzało się rodziny i znajomych, nie wolno było nic robić (sprzątać, czy gotować). Co innego drugiego dnia – odwiedzano się i tradycyjnie oblewano wodą!

Wiersze wielkanocne, które układał wuj Haliny Żak, na stałe wpisały się w tradycje Wielkanocne rodziny. Na pamięć znają je dziś wnuki sybiraczki:

,,Jutro będzie Wielkanoc, babki w piecu włożone,

gotują się kiełbasy i mieć będzie święcone.

Przyjdzie rano ks. proboszcz i poświęci stół cały,

także domek pokropi, by się dziadki chowały.

Tak się zrobi wesoło i słoneczko zaświeci,

ach już nie ma powiadam, jak Wielkanoc dla dzieci”.

,,Cukrowy baranek ma złociste różdżki, pilnuje pisanek, na łące rzeżuszki.

A gdy nikt nie widzi, chorągiewką buja i cichutko beczy święte Alleluja! ”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedziela Bożego Miłosierdzia pod hasłem „Miłosierdzie źródłem pojednania”

2019-04-23 16:33

md / Kraków (KAI)

„Miłosierdzie źródłem pojednania” to hasło tegorocznych obchodów Niedzieli Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. „Poszukujemy nadziei dla współczesnego świata i pragniemy, by Boży pokój zamieszkał w naszych sercach” – mówił o przesłaniu święta kustosz łagiewnickiego sanktuarium, ks. prałat Franciszek Ślusarczyk.

Fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

Hasłem tegorocznego święta są słowa „Miłosierdzie źródłem pojednania”. „Tego pojednania doświadczamy najpierw sami, zwłaszcza w sakramencie Bożego Miłosierdzia, w spotkaniu osobistym, serdecznym z Jezusem miłosiernym. Owocem tego spotkania i pojednania z Bogiem powinno być dzielenie się tym darem z innymi” – wyjaśniał ks. Franciszek Ślusarczyk.

Kapłan przypomniał, że od 75 lat w sanktuaryjnej kaplicy umieszczony jest cudowny obraz Jezusa Miłosiernego. „Przedstawia on Jezusa, który po zmartwychwstaniu objawia się przerażonym uczniom i obdarza ich swoim pokojem” – mówił, dodając, że dar pokoju jest niezwykle potrzebny współczesnemu światu.

Pielgrzymi przybywający do sanktuarium w Łagiewnikach zobaczą nowy element – Drogę Miłosierdzia, która poprowadzi przez pasaż od Domu Duszpasterskiego do bazyliki. Podzielona jest ona na trzy części, każda z nich – na siedem stacji. Wykonane w szkle obrazy uzupełnione są tekstami do rozważań. To fragmenty zaczerpnięte z Ewangelii, Dzienniczka św. Faustyny, nauczania św. Jana Pawła II o Bożym Miłosierdziu oraz teksty rozważań twórcy Drogi Miłosierdzia, ks. prałata Ślusarczyka. Każda plansza dodatkowo będzie wyposażona w kod QR, dzięki któremu można ściągnąć aplikację i obejrzeć filmiki ilustrujące poszczególne stacje nabożeństwa.

Tradycyjnie święto Bożego Miłosierdzia rozpocznie się w Łagiewnikach już w sobotę wieczorem nocnym czuwaniem. Rano Msze św. w bazylice odprawiać będą rektor krakowskiego seminarium duchownego ks. Andrzej Tarasiuk o godz. 6.00 i bp Damian Muskus OFM o godz. 8.00. O godz. 10.00 przy ołtarzu polowym rozpocznie się centralna Msza św. pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego, która będzie transmitowana przez TVP1. O godz. 12.00 w bazylice Mszę św. odprawi bp Jan Szkodoń, o godz. 15.00 Godzinie Miłosierdzia przewodniczyć będzie ks. Franciszek Ślusarczyk. O godz. 16.00 przy ołtarzu polowym Mszę św. odprawi kard. Stanisław Dziwisz, a o godz. 18.00 – honorowy kustosz Łagiewnik, bp Jan Zając.

Od rana do wieczora na wiernych będą czekać spowiednicy, gotowi do udzielenie sakramentu również w językach obcych. Wydarzeniem towarzyszącym obchodom święta będzie Festiwal Miłosierdzia, podczas którego w krakowskim kinie Kijów wyświetlane będą filmy o tematyce religijnej.

W związku ze spodziewanym zwiększonym zainteresowaniem pasażerów transportem zbiorowym oraz w celu ułatwienia dojazdu wiernych do Łagiewnik, zostaną wprowadzone zmiany w funkcjonowaniu komunikacji w Krakowie. Kursować będą dodatkowe linie autobusowe i tramwajowe. Szczegóły znaleźć można stronie internetowej łagiewnickiego sanktuarium.

Co roku do krakowskich Łagiewnik pielgrzymuje ok. 1,5-2 mln wiernych z kraju i zagranicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem