Reklama

Nie trzeba tu życia zaczynać od nowa

2015-04-28 11:36

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 18/2015, str. 48-49

Mateusz Wyrwich

Byli niegdyś na pierwszych stronach gazet. Przed ćwierć, pół wiekiem. Wybitni artyści teatrów dramatycznych, opery, baletu, filmu. Dziś na ogół znani są tylko historykom teatru. Nieomal anonimowi dla publiczności. Czasem zapomniani nawet przez rodziny

Pąki pękają, zieleni się, idzie ku wiośnie, a mnie ku jesieni – mówi z uśmiechem 80-letnia Ryszarda Gozdowska, absolwentka pierwszego powojennego rocznika warszawskiej szkoły baletowej, tancerka Teatru Wielkiego. Mimo niedawnej operacji biodra, w oczekiwaniu na drugą, porusza się zgrabnie po swojej 16-metrowej „kawalerce”, czyli dużym pokoju z aneksem kuchennym, łazienką, salonikiem i „letnim pokojem”, jak mówi o swoim dużym balkonie.

Czegóż więcej trzeba

Opowiada o życiu ze swadą i dystansem. Pracowała sporo ponad pół wieku. Tańczyła do 40. roku życia w Teatrze Wielkim, później prowadziła zajęcia rehabilitacyjno-taneczne w Warszawskim Klubie Garnizonowym. Mimo to nie ma zbyt wysokiej emerytury. Blisko 30 lat działała społecznie w Związku Artystów Scen Polskich. Przez kilkadziesiąt lat przyjeżdżała jako wolontariuszka tu, gdzie teraz mieszka, do Skolimowa, do domu aktora. – Mam więc prawo mówić, że to jest mój dom – podkreśla Ryszarda Gozdowska i dodaje: – Czegóż tu więcej trzeba? Mamy wyborną kuchnię. Jest znakomita opieka pań opiekunek, pielęgniarek i sióstr zakonnych. Mamy kaplicę, swojego kapłana – byłego aktora Kazimierza Orzechowskiego. Pokoje wyposażone są we własne meble, a jak ktoś nie chce, to w tutejsze. Kiedy zachoruję, nie muszę stać w kolejkach do lekarza, bo lekarz przychodzi do mnie. A niewielki szpitalik mamy na parterze. Naprawdę, jeśli mnie pytają, jak mi tu jest, to odpowiadam, że Pan Bóg nie mógł mi zrobić lepszego prezentu za życia.

Maria Czerwonkówna-Resler jest po osiemdziesiątce. Swój pobyt w domu aktora określa jako „cud”. Urodziła się w Skłobach na ziemi świętokrzyskiej. Mimo upływu lat jest niezwykle żywotna intelektualnie. Jako tancerka współtworzyła pierwszy zespół „Mazowsza”. Ze wspomnień tamtego czasu napisała znakomitą książkę „Mazowsze i ja” o początkach zespołu. Dziś ma kłopoty z sercem i mimo wymiany zastawki porusza się z balkonikiem. Pani Maria pokazuje zdjęcia z młodości. Dziękuje Bogu za tak przeżyty czas. Modli się za ojczyznę. Codziennie „zbiera” też swoich zmarłych bliskich pod krzyżem – modląc się o 15.00 Koronką do Miłosierdzia Bożego. Czyta prasę katolicką. Pani Maria pięknie opowiada o warszawskiej Starówce, na której mieszkała pół wieku. O proboszczach okolicznych kościołów, a także o siostrach szarytkach, z którymi chodziła do ludzi samotnych – robiła im zakupy, sprzątała. Po opowieściach o swoim długim i barwnym życiu mówi: – Proszę pozdrowić abp. Wacława Depo. To mój krajan, pochodzi z Szydłowca.

Reklama

Podzielić się szlafrokiem

Dom Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie, bo tak brzmi jego pełna nazwa, założony został w kwietniu 1927 r. z inicjatywy Antoniego Bednarczyka – aktora scen radomskich, poznańskich i warszawskich. Dzięki staraniom aktorów w 1932 r. przybyły do domu siostry niehabitowego Zgromadzenia Wynagrodzicielek Najświętszego Oblicza, które do tej pory w nim pracują. Obecnie w domu założonym przez Bednarczyka, zwanego w środowisku „wielkim jałmużnikiem”, mieszka blisko pięćdziesięcioro artystów teatru, opery, baletu i filmu. W jednoosobowych pokojach, z luksusowym bądź skromnym wyposażeniem – w zależności od tego, jakie kto przywiózł ze swojego domu. Salonik i zakamarki korytarzy zastawione są natomiast meblami z różnych epok i stylów – od biedermeierów po cepeliowskie. To donacje byłych mieszkańców. Dom, wielokrotnie rozbudowywany, otoczony jest blisko 3-hektarowym parkiem. Dziś wygląda niczym pałac z rezydentami. – Antoni Bednarczyk chciał, by aktorzy, którzy całe swoje emocje i życie oddali publiczności, mieli na tym ostatnim etapie żywota coś dla siebie. By czuli się jak u siebie w rodzinie – mówi dyrektor domu aktora Grażyna Grałek. – Aktorzy to wyjątkowa rodzina, która jednoczy się ze sobą. Ta jedność życia na scenie i tutaj jest piękną cechą, niespotykaną w innych zawodach. Mamy tu czasami sprawy trudne, bo i życie nie jest łatwe, ale za to prawdziwe. Aktorzy to przecież silne indywidualności. Panie przyjaźnią się ze sobą, mimo że mówią: „Ja byłam lepszą Julią niż ty”, podobnie panowie, którzy powiadają: „Ja byłem lepszym Otellem niż ty”... itd. Podczas choroby potrafią podzielić się nawet... szlafrokiem. Pamiętam, były takie przypadki. Bo, pomijając wielkie gwiazdy, nasi artyści mają często naprawdę skromne emerytury.

Wspólny język przeszłości

Każdy może tu spędzać czas według własnego upodobania. Może wychodzić na miasto, spacerować, jechać na wakacje w kraju i za granicą. Śniadania i kolacje podawane są do pokoi. Obiad – w jadalni przypominającej elegancką restaurację. Jeśli kogoś stać, może mieć swój samochód. Czasem personel „przymyka oko” na małe zwierzaki. Co tydzień każdy mieszkaniec może zamówić niewielkie zakupy. Raz w miesiącu organizowany jest wyjazd do centrum handlowego. Są również wycieczki, do teatrów, kina, na koncerty czy do muzeów. Początki bywają jednak trudne.

Małżeństwo Zdzisław Zaczyk i Agnieszka Byrska-Zaczyk mieszkają w domu aktora dopiero od trzech tygodni. On – śpiewak operowy Teatru Wielkiego i scen wiedeńskich. Ona – aktorka Teatru Komedia. Choć przez kilka lat zabiegali o mieszkanie w domu, dopiero przyzwyczajają się do nowych warunków. Jeszcze niedawno zajmowali 60-metrowe mieszkanie w centrum Mokotowa, obecnie mają 2-pokojowy apartamencik, niewiele ponad 20 m2. Znany im, bo niegdyś mieszkała w nim matka pani Agnieszki – Irena. – Na razie z wolna przyzwyczajamy się do nowego życia, bo – wbrew pozorom – nie jest to taka prosta sprawa. Przecież przez lata chodziło się do tego samego sklepu, do tego samego kiosku; spotykało się tych samych ludzi, łącznie z menelami. Nie jestem specjalnie w Warszawie zakochana, więc nie jest mi ciężko się z nią rozstawać, ale jakoś nie umiem się jeszcze do tego mieszkania psychicznie przyzwyczaić. Mąż chyba łatwiej to przyjął.

– Powiedziałem sobie, ile mam lat, a mam ich 90, i musiałem zaakceptować ten stan życia – spokojnie wyjaśnia Zdzisław Zaczyk, a jego żona dodaje: – Nikt nam tu nie kazał iść, ale jak zauważyłam, że nam zdrowie niedomaga, zdecydowaliśmy, że tu zamieszkamy. Mieliśmy kilka innych propozycji, ale chcieliśmy zamieszkać i spędzić dalszą część życia z tymi, z którymi je przeżywaliśmy wcześniej, z naszymi kolegami z teatru, filmu, telewizji. Nie znaczy to, że innych zawodów nie szanujemy, ale nie mamy wspólnego języka. To jest nasze środowisko. Nie trzeba tu życia zaczynać od nowa.

Reklama

Mężczyzna z kanistrami benzyny zatrzymany w katedrze

2019-04-18 11:24

PAP

Mężczyzna z dwoma kanistrami benzyny został zatrzymany w środę wieczorem po wejściu do nowojorskiej katedy św. Patryka na Manhattanie - poinformowała policja.

Ks. Cezary Chwilczyński

37-letni mężczyzna, mieszkaniec stanu New Jersey, został zatrzymany przez ochronę po wejściu do katedry, jednej z najbardziej charakterystycznych budowli w Nowym Jorku.

Pracownicy ochrony zawiadomili policję, która - po wstępnym przesłuchaniu - przewiozła mężczyznę do aresztu.

Według policji, mężczyzna miał przy sobie ponad 4 galony (ponad 15 litrów) benzyny, dwie butelki innego palnego płynu oraz dwie zapalniczki. Nie wiadomo jakie były jego zamiary.

Mężczyzna tłumaczył, że skończyło mu się paliwo w samochodzie. Nie wiadomo jednak, po co wszedł z kanistrami do katedry.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: paschalne misterium miłości przemienia świat

2019-04-18 21:33

luk / Kraków (KAI)

W Wielki Czwartek abp Marek Jędraszewski przewodniczył w katedrze na Wawelu Mszy św. Wieczerzy Pańskiej. - Paschalne misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka staje się udziałem człowieka - może on z niego korzystać i nim żyć. Może tą miłością przemieniać świat - mówił do zgromadzonych metropolita krakowski.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Jak podkreślił hierarcha, liturgia wieczoru wielkoczwartkowego zaprasza wiernych do wgłębienia się w misterium miłości. Tłumaczył, że jest to najpierw misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka.

- Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował - zacytował fragment Ewangelii św. Jana i stwierdził, że ta miłość ma po pierwsze charakter dramatyczny, gdyż dzieje się ponad nienawiść i zdradę. - Przejmująco brzmią słowa Pana Jezusa, który wskazuje, że ręka Jego zdrajcy jest z Nim przy stole. Święty Jan opisując to zdarzenie mówi o szczególnym wzruszeniu Chrystusa - zaznaczył, dopowiadając, że Judasz wybrał ciemność i noc, opuszczając jasność, którą jest Jezus.

Dodał, że w Wieczerniku Jezus uczy także miłości pokornej poprzez umycie nóg swoim uczniom. – I czyni to, zdając sobie sprawę z tego, że jest to gest szokujący. Tak właśnie rozumiał go św. Piotr, który się przed nim wzbraniał. Ale Chrystus mówi wtedy, że skoro On obmył im nogi, to i oni sami powinni sobie nawzajem tak czynić. I to nie jest lekcja łatwa do przyjęcia, gdyż zaraz po tym pomiędzy apostołami powstaje spór, który z nich jest pierwszy - zauważył.

Abp Jędraszewski uwypuklił, że misterium miłości podczas Triduum wskazuje na jej ofiarność aż do końca. Przypomniał przy tym słowa o ustanowieniu Eucharystii, mówiące o Ciele wydanym za wierzących i kielichu oznaczającym Nowe Przymierze we Krwi.

- Jezus wydany aż po okrutne męki i śmierć na krzyżu. Śmierć haniebną. I krew przelana, spływająca z przebitego boku na twardą skałę tego świata. Za was. Dla waszego zbawienia - powiedział.

Metropolita wskazał, że miłość ta daje siłę do życia i jest to widoczne w słowach Chrystusa już po ustanowieniu kapłaństwa. - To słowa mówiące o szczególnie intymnej więzi między Jezusem, winnym krzewem, a uczniami, którzy są latoroślami, czerpiącymi swoją siłę z soków wypływających z winnego krzewu. Bez tego życiodajnego przepływu latorośle uschną - uwrażliwiał.

Jak uznał, jest to obraz sił duchowych, które wierni powinni czerpać z Chrystusa i obraz, który trzeba zrozumieć dosłownie. - Jeśli chcemy żyć miłością Chrystusa - ofiarną, pokorną i aż do końca - to musimy pić Jego krew i karmić się Jego ciałem. Żyć Eucharystią! - wezwał arcybiskup.

Dodał, że paschalne misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka staje się jego udziałem. - Może on z niego korzystać i nim żyć. Może tą miłością przemieniać świat. I stąd to dramatyczne wołanie z Wieczernika: „Wytrwajcie w miłości mojej!”. To miłość pełna odwagi, która zachęca, by wstać i głosić ją światu - mówił.

Wspominając wydarzenia zdrady Judasza powiedział, że miłość ta każe także wychodzić naprzeciw nieprzyjaciołom i dawać do końca szansę na jej zwycięstwo. - Przed nami kolejne dni wchodzenia w misterium tej miłości. Kolejne dni, by dać się przeniknąć tej miłości. Aby zwyciężyła nadzieja co do nas i do świata. Aby zatriumfowała w nas wiara - zakończył abp Jędraszewski.

W czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej na Wawelu arcybiskup umył stopy 12 mężczyznom z domu pomocy społecznej. Po Eucharystii Najświętszy Sakrament został przeniesiony do ciemnicy znajdującej się w Kaplicy Batorego. We Mszy Wieczerzy Pańskiej w katedrze wawelskiej uczestniczyli również politycy, m.in. Mateusz Morawiecki, Beata Szydło i Jarosław Kaczyński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem