Reklama

Lekcja muzyki profesora Jasińskiego

2015-05-05 14:33

Z prof. Andrzejem Jasińskim rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 19/2015, str. 46-47

Archiwum Filharmonii Częstochowskiej/Andrzej Burda
Prof. Andrzej Jasiński

Z prof. Andrzejem Jasińskim – pianistą, długoletnim pedagogiem Akademii Muzycznej w Katowicach i jurorem konkursów pianistycznych rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – Jest Pan Profesor częstochowianinem i chętnie Pan wraca do miasta, gdzie się wychował i debiutował. Czy pamięta Pan swój debiut?

PROF. ANDRZEJ JASIŃSKI: – Miałem jakieś 14 lat, kiedy z orkiestrą symfoniczną w Częstochowie grałem koncert g-moll Felixa Mendelssohna. Dla młodego ucznia były to wielkie emocje i wielki zaszczyt. Pierwszy poważniejszy występ poza szkołą, przy tym trudny utwór. Ale mnie się wtedy grało łatwo, może nie byłem głęboko uduchowiony, ale grałem z dużą łatwością. Pamiętam, że dyrygent, Jerzy Fotygo, zwrócił mi na próbie uwagę: „Oj, ptaszku, tak szybko to nie powinieneś grać”. Po próbie pożaliłem się prof. Stefanii Borkowskiej, mojej niezapomnianej nauczycielce: „Proszę Pani, ale mnie się niewygodnie gra wolniej”. Na to ona odpowiedziała: „Jak będziesz grał dobrze i będziesz miał swoje tempo, to dyrygent i tak będzie musiał dostosować się na koncercie”. No i było moje tempo, i koncert skończył się bardzo dobrze.

– To był czas, kiedy do szkoły muzycznej w Częstochowie uczęszczały późniejsze muzyczne sławy. Oprócz Pana także Juliusz Łuciuk – kompozytor i Jerzy Marchwiński – pianista.

– Z Juliuszem Łuciukiem zetknąłem się po raz pierwszy podczas konkursu młodych talentów w Częstochowie. Rodzice zachowali wycinek prasowy ze wzmianką o tym konkursie i informacją: „Ewenementem był Andrzej Jasiński, który jak na swój wiek dojrzale wykonał «Burzę» Webera”. Natomiast z Jerzym Marchwińskim mieliśmy wspólny występ na koncercie dyplomowym: ja grałem pierwszą część koncertu Edwarda Griega, on – drugą i trzecią. W szkole były wtedy jeszcze inne ciekawe osobowości, m.in. Izabela Pacewicz, która została znakomitym pedagogiem na uczelni warszawskiej, i Ewa Talma, która później, jako mieszkanka Paryża, organizowała nam koncerty we Francji. Było z kim porozmawiać, pożartować, pomuzykować. Moja nauczycielka, pani Borkowska, po koncertach organizowała herbatki, spotkania z muzykami, w jej domu poznałem m.in. wybitnego wirtuoza Władysława Kędrę. Te kontakty uczyły świata i kształtowały wrażliwość.

– Wspomina Pan lata młodości, kiedy chłoniemy świat bardziej intuicyjnie niż świadomie, ale te doświadczenia pozostają.

– Duża część naszej osobowości, naszych działań jest ukryta w podświadomości, nie ze wszystkiego zdajemy sobie sprawę. Zwłaszcza w duszach artystycznych, u muzyków, element intuicji odgrywa pierwszorzędną rolę. To się łączy z wrażliwością estetyczną i emocjonalną, wyobraźnią, fantazją, kreatywnością. I to, co zostało zaszczepione w młodości, pozostaje na całe życie.

– Ale słyszałam też, że zdarzało się Panu w dzieciństwie uciekać przez okno od ćwiczeń przy fortepianie.

– To święta prawda, bo świadomość potrzeby intensywnej pracy przychodzi później. Mnie się wtedy grało z łatwością, lubiłem grać dla zaproszonych gości. Nawisem mówiąc, kiedyś grałem dla nieproszonych gości. Nocą w czasie okupacji zjawił się niemiecki patrol z pytaniem: Gdzie macie radio? – Nie mamy. – Jak to, słyszeliśmy wieczorem muzykę. – Może syn grał. Obudzono mnie i w nocnej koszuli zagrałem jedną część sonaty Mozarta. Zrobiło im się głupio i wyszli. Ale radio było – u sąsiadów.

– XVII Konkurs Chopinowski już się rozpoczął. Dla Pana jest to dziewiąty udział w pracach jury, któremu Pan trzykrotnie przewodniczył. Czy młodzi wykonawcy grają Chopina inaczej niż kiedyś?

– Często się nad tym zastanawiam. W różnych miejscach na świecie przychodzi mi uczyć grać, a także oceniać wykonawców grających Chopina. Ideą prof. Jerzego Żurawlewa, który zainicjował Konkursy Chopinowskie, było uwolnienie interpretacji od nalotów salonowych i niezgodnych z ideą kompozytora. Taka sama była idea prof. Jana Ekiera, który przez trzy konkursy przewodniczył jury, i moja – kiedy przyjąłem tę funkcję na kolejne trzy konkursy. Jaki jest Chopin, jak go grać? Z jednej strony musi być zachowany duch kompozytora, w którego możemy wnikać intuicyjnie, a także poznając historię życia Chopina. Ale nie jest możliwe, by wykonawca ograniczał się do biernego odczytania nut i znaków: crescendo, diminuendo, staccato. Byłaby to gra bezduszna. Jest konieczne połączenie emocji, która kiedyś była w kompozytorze, z emocją naszą, wykonawcy, aby to był wspólny język. Wtedy powstaje takie transcendentne połączenie kompozytora, przez wykonawcę, z publicznością. To jest najwspanialsza rzecz.

– A jak grają młodzi pianiści?

– Grają perfekcyjnie technicznie. Ktoś siada i gra np. wszystkie etiudy Chopina albo nagrywa od razu wszystkie preludia. Ale jest też tendencja, która mnie niepokoi. Otóż z powodu chęci wybicia się na konkursach, zdobycia nagrody pianiści chcą czasem grać Chopina tak, aby się wyróżnić, pokazać jego tekst w sposób zanadto twórczy. To nie zawsze jest korzystne, bo czasem wykonawcy wyróżniają się w sposób dla publiczności porywający, a dla znawców negatywny. Jeżeli wyróżnianie się ma polegać na tym, by tam, gdzie legato, grać staccato, a tam, gdzie kompozytor napisał crescendo, dać diminuendo, to ja się nie zgadzam z taką interpretacją. Tekst Chopina respektowany bardzo wiernie daje dużo możliwości pokazania swojej kreatywności, odwracanie zamysłu kompozytora jest natomiast sztuczne i pasuje jak kwiatek do kożucha.

– Jak ukierunkować młodych wykonawców do odkrywania głębi przekazu muzycznego?

– Tu są różne elementy: tekst utworu, znajomość życia kompozytora, np. o Chopinie wiele mówią listy jego przyjaciół i osób, które słyszały, jak grał i improwizował. Ważna jest znajomość epoki, własna wrażliwość, a także stawianie sobie pytań: Jak by ten utwór grał kompozytor? Jak by tę frazę zaśpiewała śpiewaczka? Jak by zagrał kwartet muzyczny, a jak perkusista?
Kiedyś w Paryżu spędziłem dzień z Arturem Rubinsteinem. Dużo mi dało do myślenia zdanie, które powiedział: „Jak gram na estradzie, to mam wrażenie, że jestem największym śpiewakiem na świecie”. Rubinstein powiedział mi też: „Rytm i tempo nie mają nic wspólnego z metronomem, bo to jest mechanizm – raczej z bijącym sercem”. Ale wracając do Chopina – on będzie się ciągle zmieniał, bo interpretacja, nawet ta dobra tradycja interpretacji, nie może być taka sama. Gdybyśmy dzisiaj chcieli naśladować grę Paderewskiego, byłaby to karykatura.

– Żyjemy w świecie pełnym urządzeń technicznych, mamy coraz mniej kontaktu z przyrodą. Czy to nie wpływa niekorzystnie na kształtowanie wrażliwości artystycznej wykonawców?

– Wrażliwość na przyrodę jest częścią wrażliwości ludzkiej, podobnie jak wrażliwość muzyczna, na malarstwo, na drugiego człowieka, na jego zrozumienie. Urządzenia techniczne ułatwiają odtwarzanie muzyki, słuchanie różnych interpretacji. Ale to za mało. Wykonywanie muzyki wymaga ogromnej pracy intelektualnej. Nasza wrażliwość, muzykalność, emocja, a nawet technika są w mózgu. Kiedyś pożaliłem się Krystianowi Zimermanowi, że mam kłopoty ze ścięgnem i palcem, i będzie mi się przez to gorzej grało koncert. A on odpowiedział: „Przecież obaj wiemy, że nie gramy palcami”.

– Brzmi to jak paradoks.

– Dopóki gramy dla własnej przyjemności, gra się bardzo łatwo, ale kiedy zadamy sobie pytanie o to, co chcemy przekazać słuchaczowi, wtedy zaczynamy naprawdę pracować. Ta praca prowadzi do fascynujących odkryć, bo same dźwięki są tylko cegiełkami, z których się dopiero coś buduje. Kiedy gram np. preludium „Deszczowe” Chopina, myślę, że są w nim tony pozwalające odczuć pulsację czasu w wieczności. Tu jest początek dźwięku, tu ekspresja, tu przekazanie następnego dźwięku. Każdy dźwięk ma swoje życie: rodzi się, trwa i przekazuje swoje życie następnemu dźwiękowi. Odkrywanie treści duchowej utworów przychodzi z czasem, ale też daje wykonawcy prawdziwe szczęście i niezwykłe poczucie spełnienia.

* * *

Prof. Andrzej Jasiński jest jurorem tegorocznego XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. To jego dziewiąty udział w pracach jury tego Konkursu, któremu przewodniczył w latach 2000, 2005, 2010. Tegorocznemu międzynarodowemu jury przewodniczy prof. Katarzyna Popowa-Zydroń.

Zakończyły się już dwa pierwsze etapy konkursu: ocena kandydatów na podstawie nagrań wideo oraz kwietniowe eliminacje z udziałem publiczności.

Reklama

W gronie 84 pianistów, którzy zostali zakwalifikowani do konkursu, wystąpi m.in. 15 reprezentantów Polski i 15 Chin, 12 pianistów z Japonii, 9 z Korei, 7 z Rosji, 5 z USA, po 3 z Kanady, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Tagi:
muzyka

Sukces Chóru i Zespołu Muzyki Dawnej PMDKiS w Wieluniu

2019-04-17 14:21

Na podstawie relacji uczestników Zofia Białas

Sukces Chóru i Zespołu Muzyki Dawnej PMDKiS w Wieluniu w XV Przeglądzie Pieśni Pasyjnej i Pokutnej w Koziegłówkach

Archiwum PMDKiS w Wieluniu

Chór i Zespół Muzyki Dawnej Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu zajął I miejsce w XV Przeglądzie Pieśni Pasyjnej i Pokutnej w Koziegłówkach.

Przegląd miał charakter konkursu, w którym występowali soliści, zespoły wokalne, zespoły wokalno-instrumentalne oraz chóry. Przesłuchania odbywały się w dwóch dniach: 5 kwietnia - soliści i 13 kwietnia - zespoły.

Młodzież z Wielunia brała udział w przesłuchaniach oraz w koncercie laureatów 13 kwietnia w kościele pod wezwaniem św. Antoniego w Koziegłówkach.

Patronat honorowy nad tym wydarzeniem objęli: Arcybiskup dr Wacław Depo Metropolita Częstochowski oraz Jadwiga Wiśniewska Poseł do Parlamentu Europejskiego. Jury, któremu przewodniczył ks. prof. dr hab. Kazimierz Szymonik - specjalista dyrygentury chóralnej, wykładowca akademicki, muzykolog, laureat wielu prestiżowych nagród muzycznych, przesłuchało 55 podmiotów wykonawczych łącznie około 600 osób. Chór i Zespół Muzyki Dawnej z Wielunia wykonał dwie pieśni w autorskim opracowaniu: Per crucem i Psalm XXV.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Tydzień w rodzinie chrześcijańskiej

Małgorzata Rekowska
Edycja legnicka 12/2002

Dla nikogo nie ulega wątpliwości, iż większe znaczenie przypisujemy obchodom świąt Bożego Narodzenia niż Wielkanocy. Więcej znamy miłych sercu tradycji. Lepiej rozumiemy, co stało się w Betlejem niż na Golgocie. Łatwiej zrozumieć żłóbek niż pusty Grób. Również i dzieciom jakoś łatwiej opowiadać o Dzieciątku Jezus niż o Jezusie cierpiącym na krzyżu i o Jezusie Zmartwychwstałym. Tymczasem w roku kościelnym Wielkanoc uważana jest za święto świąt. "Jaśnieją jako szczyt całego roku liturgicznego" - stwierdza się w "Konstytucji o liturgii" ostatniego Soboru o trzech świętych dniach paschalnych. Dlaczego? Ponieważ odkupienie nasze dokonało się na krzyżu, kiedy to Chrystus, umierając, zniweczył naszą śmierć, a zmartwychwstając, dał nam życie wieczne.

Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy. Jest to jeden z koszmarniejszych tygodni w roku, szczególnie dla dzieci. Popychane, odganiane, wyrywane do pomocy od swych zajęć w sposób chaotyczny. Często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Zachowała się tradycja święcenia pokarmów. Tak więc dzieci, nawet te, które przez cały rok nie zostaną zaprowadzone do kościoła przez rodziców, idą w Wielką Sobotę z koszyczkami. Z wypiekami na twarzy oglądają barwny Grób Chrystusa. Ale wiele z nich nie rozumie, skąd on się wziął. Są zaskoczone tą zmianą dekoracji w kościele. Jeżeli przyszły do kościoła z rodzicami, mają się kogo zapytać. Jeśli nie, po powrocie do domu zastają najczęściej zapracowaną mamę, wykańczającą świąteczne potrawy, i tatę odkurzającego przy głośno nastawionym telewizorze, który stara się połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie jest to atmosfera do ważnych pytań - rezygnuje. Wreszcie Poranek Wielkanocny - dzielenie się jajkiem przy stole, Msza św., a dalej to już tak jak przy każdej uroczystości rodzinnej. Stół z jedzeniem i piciem, telewizja, goście, coraz głośniejsze rozmowy, śpiewy. Rodzice się bawią, a dzieci...?

Spróbujmy przeżyć te święta inaczej. Spróbujmy nadać im właściwy religijny i bardzo radosny charakter. Szczególnie dzieci powinny przeżywać tego dnia radość tak wielką, by można było ją porównać do radości Apostołów spotykających Chrystusa po zmartwychwstaniu.

Jak więc włączyć dzieci w obchody Świąt Wielkanocnych w rodzinie? Im lepiej sami zrozumiemy tajemnicę pustego Grobu, tym bardziej będziemy mogli otworzyć naszym dzieciom dostęp do przeżyć Świąt Zmartwychwstania. Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. Trzeba sobie uzmysłowić, że święta rozpoczynają się w Wielki Czwartek wieczorem. I od tej pory uwaga wszystkich członków rodziny powinna się skupić na tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Wielki Czwartek

Już powinno się zakończyć wszelkie porządki w domu. Jeżeli pomyśleliśmy wcześniej o dobrym rozplanowaniu prac domowych, łącznie z zaangażowaniem w to nawet najmłodszych dzieci, to już od godzin wieczornych możemy świętować Wielki Czwartek. Przed pójściem na wieczorną Mszę św. porozmawiajmy z dziećmi. Rozmowę tę można przeprowadzić w drodze do kościoła, jeżeli wcześniej nie udało nam się wygospodarować na nią czasu. Powiedzmy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa. Opowiedzmy im, że w kościołach katedralnych rano odprawiana jest Msza św., w czasie której kapłani ponawiają ślubowanie złożone w dniu święceń. Następuje również poświęcenie olejów świętych, które potem używane są przy liturgii sakramentu chrztu, bierzmowania, namaszczenia chorych i kapłaństwa. Niech dzieci same przypomną, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy. Wyjaśnijmy im, że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zwróćmy uwagę na bicie dzwonów podczas Gloria. Dzwony te zamilkną aż do Gloria w Wigilię Paschalną. W niektórych kościołach po homilii następuje obrzęd obmywania nóg dwunastu mężczyznom, tak jak to czynił Chrystus, dając przykład pokory i miłości. Po Mszy Wieczerzy Pańskiej przenosi się Najświętszy Sakrament do bocznego ołtarza, gdzie wierni przez całą noc adorują Pana Jezusa. Zostańmy przez chwilę z dziećmi przy tym ołtarzu adoracji. Przypomnijmy im, że hostia to żywy Pan Jezus. Trudna powiedzieć, ile czasu powinno dziecko poświęcić na adorację. Zależy to między innymi od jego religijności i potrzeby rozmowy z Bogiem. Myślę, że czas adoracji powinno dziecko odczuć jako poświęcony tylko Bogu, często kosztem przyjemności. Na pewno jednak nie powinien być zbyt długi.

Po przeniesieniu Pana Jezusa do bocznego ołtarza następuje ceremonia obmywania ołtarza. W tym czasie przeważnie ludzie opuszczają kościół, spiesząc do domu. Poczekajmy z dziećmi w ławce, pozwólmy, niech zobaczą, jak przebiega ta ceremonia. Mogą ją zaobserwować tylko raz w roku. Wyjaśnić trzeba dzieciom, że zawsze w Wielki Czwartek oczyszcza się w kościołach ołtarze, lichtarze, kropielnice, by na Święta Zmartwychwstania wszystko lśniło. Ma nam to przypominać, że Chrystus, zmartwychwstając, otoczył nasze życie nowym blaskiem. Przypomnijmy dzieciom, że dlatego właśnie tak szczególnie dużo uwagi poświęciliśmy porządkom w domu. Ale jeszcze ważniejsze są porządki w naszej duszy. Namówmy dzieci, by zastanowiły się, czy nie wyrządziły komuś krzywdy, niech pomyślą, jak ją naprawić tak, aby Święta przeżyć z czystym sumieniem. Tak spędzony wieczór w kościele pełen wrażeń i przeżyć religijnych nastroi nasze dzieci i nas samych do spożycia wspólnej wieczerzy rodzinnej. Stwórzmy taki nastrój, aby wieczór spędzony w rodzinie stanowił całość z tym, co miało miejsce w kościele.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z dziećmi na chwilę przed domowym ołtarzykiem. Może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, by przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Jeżeli jest to możliwe, warto tego dnia uczestniczyć w parafialnej Drodze Krzyżowej. W domu wyeksponujmy krzyż na białym obrusie w centralnym miejscu. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, magnetofony czy telewizory. Można też puszczać z magnetofonu muzykę wielkopostną, już dziś dostępną szeroko w sprzedaży. Co robić, gdy nasze dzieci przyzwyczajone są do telewizji, radia, gier komputerowych, jak wypełnić ten czas, by był do zniesienia? Zaproponujmy dzieciom, by narysowały ilustracje do Drogi Krzyżowej, a może ulepią stacje z plasteliny. Starszym dzieciom można zaproponować, by poszukały wśród bohaterów Drogi Krzyżowej czy opisu Męki Pańskiej postaci najbardziej do siebie podobnych i zastanowiły się nad swą postawą wobec Chrystusa. Pomysły pojawią się spontanicznie, gdy tylko otworzymy dzieci na takie myślenie.

Wieczorem w kościele ludzie gromadzą się na liturgii wielkopiątkowej. Trwa ona długo i warto dzieci przygotować do tego przeżycia. Wyjaśnijmy im, że tego dnia nie ma Mszy św. Uprzedźmy dzieci, co będzie się działo w kościele, by przeżywały rozumnie tę liturgię. Powiedzmy więc dzieciom przed pójściem do kościoła, że liturgia dzisiejsza będzie składała się z trzech części. Liturgia Słowa poprzedzona jest procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem. Kapłani są ubrani w czerwone szaty, czerwień symbolizuje męczeństwo. Po powstaniu kapłan modli się i rozpoczyna się liturgia Słowa Bożego. Po odczytaniu proroctwa Izajasza i fragmentu Listu do Hebrajczyków czytany jest opis Męki Chrystusa z Ewangelii św. Jana. Liturgię Słowa Bożego kończy modlitwa powszechna.

Uroczysta adoracja krzyża poprzedzona jest jego odsłonięciem. Ponieważ ta część liturgii trwa długo, zadbajmy o to, by dzieci miały wcześniej przygotowane teksty śpiewanych pieśni. Są to: Ludu, mój ludu, Krzyżu święty i Święty Boże. Wspólna komunia jest ostatnią częścią liturgii. Po jej zakończeniu procesjonalnie zanosi się Najświętszy Sakrament do Grobu Pańskiego i wystawia do adoracji.

Po powrocie do domu zbieramy się na krótką liturgię domową. Na stole w centralnym miejscu powinno ustawić się krzyż, który ojciec daje do pocałowania wszystkim zebranym. Następnie odczytuje Ewangelię. Jeżeli wszyscy byli w kościele tego dnia, nie ma potrzeby odczytywania tekstu Męki Pańskiej, można wybrać inny stosowny fragment.

Należałoby również, jeżeli kościół jest w pobliżu, udać się na adorację do Grobu Pańskiego. Warto dzieciom opowiedzieć, skąd wziął się zwyczaj tego wielkopostnego pielgrzymowania. A ma on swe korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana w Grobie. To nie jest dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem zmartwychwstania. Jutro już będą śpiewy Alleluja, dzwony, petardy, goście, stół suto zastawiony - taka atmosfera nie sprzyja zadumie. To właśnie dzisiaj można pójść z dziećmi święcić pokarmy. Dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem "do pokropienia", pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. Dla tych dzieci Bóg nie żyje, ale ustawicznie jest w grobie. Ukazanie martwego Boga małemu dziecku jest wielką dla niego krzywdą. W każdej rodzinie przygotowujemy wraz z dziećmi pokarm do poświęcenia. Pozwólmy dzieciom na aktywność w tym względzie. Nasza rola sprowadza się do wyjaśnienia symboliki pokarmu. Najpierw wkładamy chleb, który symbolizuje " chleb żywy, który zstąpił z nieba" i w Komunii św. daje życie światu. Jajka są symbolem budzącego się nowego życia - Chrystus przez swą śmierć i zmartwychwstanie daje nam swe życie. Mięso, wędliny czy baranek z cukru ma nas myślami przenieść w żydowską Noc Paschalną. Można to wydarzenie biblijne dzieciom opowiedzieć. Nasze przyprawy symbolizują biblijne zioła. Po powrocie do domu stawiamy koszyczek w widocznym miejscu. Tego dnia dekorujemy wszystko wiecznie zielonym bukszpanem.

Nie można nie uczestniczyć w liturgii Wigilii Paschalnej tego dnia. Jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Trzeba koniecznie wyjaśnić dzieciom przed pójściem do kościoła, że obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części. Liturgii światła, w czasie której kapłan przed Kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas liturgii chrzcielnej kapłan dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, podczas której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki. Tradycja każe zabrać do domu wodę święconą, by rano pokropić nią dom i domowników.

Wieczór w rodzinie tego dnia też powinien zgromadzić rodzinę przy świątecznym stole. Ojciec wygasza wszystkie światła w domu, błogosławi rodzinny paschał, zapala go i odmawia modlitwę. Wszyscy zapalają swoje świece od paschału i włączają się w modlitwę. Po odczytaniu odpowiedniego fragmentu Ewangelii zasiadamy do wspólnej wieczerzy.

Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, skorzystanie z niego w pełni ubogaci naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Życzę Państwu odkrycia bogatej treści Tajemnicy Paschalnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: paschalne misterium miłości przemienia świat

2019-04-18 21:33

luk / Kraków (KAI)

W Wielki Czwartek abp Marek Jędraszewski przewodniczył w katedrze na Wawelu Mszy św. Wieczerzy Pańskiej. - Paschalne misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka staje się udziałem człowieka - może on z niego korzystać i nim żyć. Może tą miłością przemieniać świat - mówił do zgromadzonych metropolita krakowski.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Jak podkreślił hierarcha, liturgia wieczoru wielkoczwartkowego zaprasza wiernych do wgłębienia się w misterium miłości. Tłumaczył, że jest to najpierw misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka.

- Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował - zacytował fragment Ewangelii św. Jana i stwierdził, że ta miłość ma po pierwsze charakter dramatyczny, gdyż dzieje się ponad nienawiść i zdradę. - Przejmująco brzmią słowa Pana Jezusa, który wskazuje, że ręka Jego zdrajcy jest z Nim przy stole. Święty Jan opisując to zdarzenie mówi o szczególnym wzruszeniu Chrystusa - zaznaczył, dopowiadając, że Judasz wybrał ciemność i noc, opuszczając jasność, którą jest Jezus.

Dodał, że w Wieczerniku Jezus uczy także miłości pokornej poprzez umycie nóg swoim uczniom. – I czyni to, zdając sobie sprawę z tego, że jest to gest szokujący. Tak właśnie rozumiał go św. Piotr, który się przed nim wzbraniał. Ale Chrystus mówi wtedy, że skoro On obmył im nogi, to i oni sami powinni sobie nawzajem tak czynić. I to nie jest lekcja łatwa do przyjęcia, gdyż zaraz po tym pomiędzy apostołami powstaje spór, który z nich jest pierwszy - zauważył.

Abp Jędraszewski uwypuklił, że misterium miłości podczas Triduum wskazuje na jej ofiarność aż do końca. Przypomniał przy tym słowa o ustanowieniu Eucharystii, mówiące o Ciele wydanym za wierzących i kielichu oznaczającym Nowe Przymierze we Krwi.

- Jezus wydany aż po okrutne męki i śmierć na krzyżu. Śmierć haniebną. I krew przelana, spływająca z przebitego boku na twardą skałę tego świata. Za was. Dla waszego zbawienia - powiedział.

Metropolita wskazał, że miłość ta daje siłę do życia i jest to widoczne w słowach Chrystusa już po ustanowieniu kapłaństwa. - To słowa mówiące o szczególnie intymnej więzi między Jezusem, winnym krzewem, a uczniami, którzy są latoroślami, czerpiącymi swoją siłę z soków wypływających z winnego krzewu. Bez tego życiodajnego przepływu latorośle uschną - uwrażliwiał.

Jak uznał, jest to obraz sił duchowych, które wierni powinni czerpać z Chrystusa i obraz, który trzeba zrozumieć dosłownie. - Jeśli chcemy żyć miłością Chrystusa - ofiarną, pokorną i aż do końca - to musimy pić Jego krew i karmić się Jego ciałem. Żyć Eucharystią! - wezwał arcybiskup.

Dodał, że paschalne misterium miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka staje się jego udziałem. - Może on z niego korzystać i nim żyć. Może tą miłością przemieniać świat. I stąd to dramatyczne wołanie z Wieczernika: „Wytrwajcie w miłości mojej!”. To miłość pełna odwagi, która zachęca, by wstać i głosić ją światu - mówił.

Wspominając wydarzenia zdrady Judasza powiedział, że miłość ta każe także wychodzić naprzeciw nieprzyjaciołom i dawać do końca szansę na jej zwycięstwo. - Przed nami kolejne dni wchodzenia w misterium tej miłości. Kolejne dni, by dać się przeniknąć tej miłości. Aby zwyciężyła nadzieja co do nas i do świata. Aby zatriumfowała w nas wiara - zakończył abp Jędraszewski.

W czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej na Wawelu arcybiskup umył stopy 12 mężczyznom z domu pomocy społecznej. Po Eucharystii Najświętszy Sakrament został przeniesiony do ciemnicy znajdującej się w Kaplicy Batorego. We Mszy Wieczerzy Pańskiej w katedrze wawelskiej uczestniczyli również politycy, m.in. Mateusz Morawiecki, Beata Szydło i Jarosław Kaczyński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem