Reklama

Polacy, Niemcy, Rosjanie i Ukraina

2015-05-13 10:18

Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 20/2015, str. 38-39

East News

Na pierwszy rzut oka – tak przynajmniej wynika z towarzyskich rozmów Polaków – mamy dość ambiwalentne uczucia wobec wojny na Ukrainie; z jednej strony całym sercem wspieramy Ukraińców, a z drugiej – nie chcemy się tymże całym sercem angażować w rosyjsko-ukraiński konflikt, bo, jak się okazuje, mimo wszystko ważniejsza jest dla nas pomyślność codziennych biznesów i realizacja konsumenckich zachcianek niż, wydawałoby się, naturalny lęk o bezpieczeństwo Polski

Nietrudno dziś zauważyć, że każdy scenariusz przyszłości wydaje się przeciętnemu Polakowi równie teoretyczny, jak teoretyczne jest dzisiejsze państwo polskie, o którym czasem nie wiadomo, czy jest, czy też go nie ma; czy wspiera ukraińskich sąsiadów, czy tylko udaje solidarność; czy reaguje na przejawy antypolskich nacjonalizmów na Ukrainie, czy dyplomatycznie ich nie dostrzega (choć już coraz trudniej tłumaczyć je manipulacjami rosyjskiej propagandy).

Polacy dość niechętnie – nie świadczy to dobrze o obywatelskiej roztropności – sami sobie zadają tego rodzaju trudne pytania. W ostatnich latach rozmowy na wszelkie „polityczne” tematy uznaje się za niepoprawne, ponieważ mogą prowadzić do „nikomu niepotrzebnych nieporozumień i społecznych podziałów”, jak przekonują politycy partii rządzącej. Dlatego polskie społeczeństwo wciąż chyba nie do końca wie, czy zaryglować drzwi, pozamykać okna przed niebezpieczeństwem ze Wschodu – jak w pierwszym odruchu kobiecej intuicji zaproponowała pani premier – czy może raczej, godząc odruchy serca z politycznym rozsądkiem oraz z polską racją stanu, wspierać Ukrainę wszelkimi możliwymi sposobami.

Zapatrzeni w Zachód Polacy mimo wszystko z niesmakiem przyjmowali ociąganie się europejskiej dyplomacji oraz obojętność tamtejszych społeczeństw wobec rosyjskiej napaści na Ukrainę. Przypisywano to legendarnemu zauroczeniu zachodnioeuropejskich rządów i społeczności Rosją. Jeszcze w 2013 r. prawie połowa badanych Niemców (47 proc.) z zadowoleniem uważała, że niemieckie relacje z Rosją są dobre, a nawet bardzo dobre. W 2015 r. już tylko 16 proc. wyraża podobne zadowolenie, zaś liczba oceniających te relacje źle wzrosła z 42 do 78 proc. Być może na razie tylko pod lupą badaczy, jednak ulukrowany wizerunek Rosji w oczach Zachodu kruszy się co nieco z powodu jej agresji na Ukrainę, zwłaszcza po aneksji Krymu.

Reklama

Prawie razem

Gdy Instytut Spraw Publicznych i Fundacja Bertelsmanna w lutym br. przeprowadzały badania socjologiczne nt. „Razem czy osobno? Polacy, Niemcy i Rosjanie o kryzysie rosyjsko-ukraińskim”, można było przypuszczać, że odpowiedzi Polaków będą znacząco różne od odpowiedzi Niemców. Wydawało się to dość oczywiste, choćby dlatego, że stosunki Polski i Niemiec z Rosją nigdy nie były zbieżne. Przeciętny Polak chętnie stawia znak równości między Rosją a Niemcami, zaś przeciętny Niemiec uważa, że w Polsce panuje historycznie ugruntowana rusofobia, a poza tym Polska leży wciąż w strefie rosyjskich interesów, niemal tak samo jak Ukraina. Wydawało się zatem, że Polacy i Niemcy będą się diametralnie różnić także w ocenie kryzysu rosyjsko-ukraińskiego. Tymczasem wyniki badań pokazały, że różnice wcale nie są porażająco wielkie; kryzys rosyjsko-ukraiński zbliżył Niemców i Polaków pod względem postrzegania relacji ich krajów z Rosją. Ponad dwie trzecie badanych w obu krajach twierdzi, że stosunki z Rosją w związku z jej zaangażowaniem się w ukraińską wojnę są złe. Niemcy jednak wyrażają z tego powodu mniejsze niezadowolenie niż Polacy.

Zaledwie co czwarty Polak ocenia pozytywnie działania polskiego rządu w sprawie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, a aż 51 proc. ma na ten temat opinię krytyczną. To dlatego – jak tłumaczą niemieccy komentatorzy – że Polacy są z natury krytyczni wobec własnych rządów, w przeciwieństwie do Niemców, którzy raczej ufają swej władzy. Jednakże w sprawie ukraińskiej niemieckie społeczeństwo jest dość wyraźnie podzielone: ponad połowa (53 proc.) ocenia pozytywnie politykę swego rządu wobec rosyjsko-ukraińskiego konfliktu, negatywnie – 39 proc. Wśród niezadowolonych w obu krajach są zwolennicy zarówno zaostrzenia, jak i złagodzenia polityki wobec Rosji. Trudno dociekać, która opcja przeważa. Z całą pewnością społeczeństwa obu krajów mają tu wiele zastrzeżeń co do klarowności polityki własnych rządów.

Z polskich dyskusji publicznych od dawna przebija krytyka zbyt ugodowej wobec Rosji postawy zachodnich sąsiadów. Z tegorocznych badań wynika, że 28 proc. Polaków pozytywnie, a 40 proc. negatywnie ocenia politykę niemieckiego rządu w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Zastanawiające jest to, że aż 32 proc. nie ma na ten temat zdania.

Prawie zgodnie Polacy i Niemcy są przeciwni redukowaniu sankcji wobec Rosji; Polacy nieco bardziej optują za ich zaostrzeniem (42 proc.), Niemcy bardziej zdecydowanie (44 proc.) woleliby je utrzymać na obecnym poziomie. Podobna jednomyślność pojawia się, gdy chodzi o wsparcie gospodarcze Ukrainy; ponad połowa badanych Niemców i Polaków opowiada się za taką pomocą, z czego porównywalny niemały odsetek – nawet kosztem pogorszenia stosunków z Rosją. Mniej różowo w obu krajach wygląda sprawa zniesienia wiz dla Ukraińców. Na pytanie, czy UE powinna znieść wizy dla obywateli Ukrainy, „nie” odpowiada 45 proc. Polaków i aż 70 proc. Niemców.

Raczej osobno

Polskie społeczeństwo jest dziś mocno przekonane, że Kreml ma silny wpływ na politykę obecnego polskiego rządu. Tak twierdzi 49 proc. badanych, zaś 27 proc. nie wierzy w tego rodzaju polityczne oddziaływanie Rosji. Zdecydowanie nie wierzą w nie Niemcy – aż 54 proc. badanych uważa, że presja Rosji na politykę niemieckiego rządu jest słaba. Polacy znacznie mniej wspaniałomyślnie oceniają stosunki niemiecko-rosyjskie; 39 proc. badanych dostrzega silną presję Wschodu na Zachód.

Wyraźnie rozbieżne są odpowiedzi Polaków i Niemców na pytanie o to, kto ponosi winę za konflikt na wschodzie Ukrainy. Rosję obwinia 61 proc. Polaków, Ukrainę – tylko 6 proc., w Niemczech natomiast są to liczebnie porównywalne grupy: 39 proc. badanych wini Rosję, 43 proc. – Ukrainę.

Komentatorzy przekonują, że niemiecka opinia jednak ewoluuje na niekorzyść Rosji. Byłoby to dobrze widać, gdyby badania przeprowadzono po zabójstwie Borysa Niemcowa, gdyż właściwie dopiero wtedy rozgorzała wewnątrzniemiecka debata o zagrożeniu osobistego bezpieczeństwa na skutek nieprzewidywalności niedemokratycznych rządów Rosji. Na obrazie Rosji pojawiła się wyraźna skaza.

Polacy i Niemcy bardzo różnią się także w ocenie militarnego zagrożenia ich krajów przez Rosję. Niemcy – pamiętający zgrzebną armię sowiecką stacjonującą jeszcze przed bez mała ćwierćwieczem na terenie byłej NRD – nie wierzą w militarną siłę Rosji. Ponadto w dzisiejszym społeczeństwie niemieckim silne są nastroje pacyfistyczne, nie bez znaczenia jest też kompleks niemieckiej winy za wydarzenia sprzed 70 lat oraz skupianie się przede wszystkim na zagrożeniu terroryzmem islamskim. Także niemiecki przekaz medialny – w którym konflikt rosyjsko-ukraiński jest tylko jednym z wielu bardzo różnorodnych tematów z dziedziny polityki zagranicznej – ma istotny wpływ na takie a nie inne postrzeganie rosyjskiego zagrożenia. Można powiedzieć, że Niemcy je raczej ignorują. Polacy wprost przeciwnie – wciąż boją się Rosji; aż 76 proc. badanych sądzi, że rosyjskie zagrożenie nie jest jedynie teorią.

Trzeba przyznać, że mimo ogólnie panującej na Zachodzie niechęci do drażnienia „rosyjskiego niedźwiedzia”, mimo że aż 51 proc. Niemców nie wierzy w militarne zagrożenie ze strony Rosji, to jednak 41 proc. uważa, że istnieje taka możliwość. Bardzo poważnie liczy się z rosyjską agresją zaledwie 8 proc. Niemców i aż 31 proc. Polaków. Mimo to, a może właśnie dlatego, ani Polacy (56 proc. badanych), ani Niemcy (aż 82 proc.) nie chcą udzielać Ukrainie wsparcia militarnego. Polacy – zapewne z obawy przed możliwością rosyjskiej agresji na Polskę, Niemcy natomiast – po prostu dla własnego świętego spokoju nie chcą prowokować Rosji.

Co na to Rosjanie?

Rosyjska propaganda jest dziś z pewnością bardziej skuteczna niż kiedykolwiek w przeszłości. Oddziałuje na społeczeństwo zarówno polskie, jak i niemieckie, jednak – jak przyznają również niemieccy komentatorzy – w Niemczech zbiera większe żniwo. Największe skutki odnosi, oczywiście, w samej Rosji, dlatego nie można się dziwić, że wszelkie badania opinii publicznej charakteryzują się tam niezwykłą jednomyślnością i niebotycznym poparciem dla wszelkich poczynań prezydenta Putina na arenie międzynarodowej.

Z tegorocznych sondaży przeprowadzonych przez moskiewskie Centrum Lewady (równolegle do badań polsko-niemieckich Instytutu Spraw Publicznych i Fundacji Bertelsmanna) wynika, że ponad połowa Rosjan źle ocenia stosunki Rosji z Polską i Niemcami. Jednak gdy 33 proc. uznaje stosunki z Niemcami za dobre, to tylko 15 proc. Rosjan podobnie sądzi o stosunkach z Polską. Te złe oceny dla Polski to niewątpliwie wynik polskiej krytyki poczynań Rosji na Ukrainie, zwłaszcza aneksji Krymu, a ponadto Polacy są od pewnego czasu nielubiani jako najwierniejsi w Europie orędownicy Stanów Zjednoczonych. Niemcy natomiast w aktualnej opinii Rosjan jawią się jako niedawny przyjaciel, który zdradził Rosję na rzecz „proukraińskiej” polityki Europy. Mimo to są mniej nielubiani niż Polacy.

Badania rosyjskiej opinii przeprowadzono w czasie, gdy społeczeństwo zaczęło odczuwać skutki pogarszającej się sytuacji ekonomicznej kraju. Wobec tego na pytanie o wpływ zachodnich sankcji na gospodarkę Rosji prawie połowa pytanych (47 proc.) odpowiedziała, że doprowadziły one tylko do niewielkiego pogorszenia jej stanu. Wcale niemało, bo 35 proc. ogółu badanych, sądzi jednak, że sankcje spowodowały dość znaczne pogorszenie się sytuacji gospodarczej Rosji, co może świadczyć o pewnej bezradności wysiłków kremlowskiej propagandy, lekceważącej represje Zachodu. Co więcej, prawie połowa Rosjan (44 proc.) uważa, że kontrsankcje nałożone przez Kreml na państwa zachodnie szkodzą nie tylko tym państwom, ale także samej Rosji.

Rosjanie niemal jednogłośnie źle oceniają stosunki rosyjsko-ukraińskie (88 proc. badanych), ale aż 46 proc. wyraża opinię, że Rosja powinna zachować neutralność wobec konfliktu na Ukrainie, w przekonaniu, że jest on tylko zbrojnym oporem separatystów przeciw „nielegalnej” władzy w Kijowie. Jednocześnie równie duży odsetek badanych Rosjan (41 proc.) deklaruje gotowość wsparcia separatystów, przede wszystkim jednak tylko w sensie politycznym (39 proc.), ale także przez dostarczanie sprzętu wojskowego (28 proc.). Optymistyczne wydaje się to, że najmniejszym poparciem cieszy się pomysł wprowadzenia wojsk rosyjskich na Ukrainę (7 proc. badanych).

Nie ma nic dziwnego w niechęci współczesnych społeczeństw do wojny. Jednak powyższe wyniki sondaży rosyjskiej opinii zadziwiająco współbrzmią z kremlowską propagandą, która niezmienne obłudnie deklaruje pokojowe nastawienie Rosji; a może jest odwrotnie – może to Kreml nie chce się narazić na utratę społecznego poparcia i dlatego tak skrzętnie ukrywa swe wojenne zaangażowanie na Ukrainie? Nie sposób tego ani zgłębić, ani udowodnić, trudno też polegać na badaniach opinii publicznej, która podlega totalnej manipulacji.

Reklama

Wielki Czwartek - nasącz modlitwą...

2019-04-18 01:56

Agnieszka Bugała

Wielki Czwartek ze służebnicą Bożą s. Leonią Nastał

pixabay

Święte Triduum to dni wielkiej Obecności i... Nieobecności Jezusa. Tajemnica Wielkiego Czwartku – z ustanowieniem Eucharystii i kapłaństwa – wciąga nas w przepastną ciszę Ciemnicy. Wielki Piątek, po straszliwej Męce Pana, zostawia nas nagle samych na środku drogi. Zapada cisza, która gęstnieje. Mrok, w którym nie ma Światła. Wielka Sobota – serce nabrzmiewa od strachu, oczekiwanie zadaje ból fizyczny. Wróci? Przyjdzie? Czy dobrze to wszystko zrozumieliśmy? Święte Triduum – dni, których nie można przegapić. Dni, które trzeba nasączyć modlitwą i trwaniem przy Jezusie.

Kiedy w nocy w Wielki Czwartek pojmano Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, Apostołowie przestraszyli się i uciekli. Zostawili Go samego, dlatego Ewangelie nie wspominają nic o torturach Jezusa wycierpianych w nocy. Co wtedy przeżywał? Co się działo w otchłani więzienia? Łaskę poznania i wtajemniczenia w grozę tej nocy otrzymała s. Leonia Nastał, służebniczka Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, dziś służebnica Boża. Oto słowa Jezusa, które zanotowała w dzienniku duchowym „Uwierzyłam Miłości”:

„Noc w lochu więziennym. Co i ile tam cierpiałem, okryte jest również mrokiem tajemnic. Nie miałem tam świadka, który by patrzył na moje bóle, męki i cierpienia. (...) Siepacze wtrącili Mnie, po przesłuchaniu u arcykapłanów żydowskich, do więzienia, ale nie zostawili Mnie tam samego. Rozpoczęli ze Mną straszliwą igraszkę wśród ciemności nocnych. Siepacze ustawili się w kątach lochu i odrzucali Mnie jeden drugiemu z całej mocy, jak się odrzuca piłkę. Kiedy im się uprzykrzył ten rodzaj zabawy, chwycili Mnie za ręce i, ciągnąc w przeciwne strony, próbowali swoich sił moim kosztem. Równocześnie inni siepacze wbijali ostre iglice w moje ciało. Ile omdlewających bólów cierpiałem wówczas. Wreszcie rzucili Mnie na ziemię. Jeden z siepaczy stanął na mojej głowie, inny na piersiach, a jeszcze inny na nogach, i cisnęli Mnie do ziemi całą siłą swojego ciężaru. Przechodzili przeze Mnie (...). Byli i tacy, którzy usiłowali wyłamywać poszczególne palce moich rąk, uderzali głową moją o słup kamienny. Jakaś zaciekłość, iście szatańska, popychała tych nieszczęśników do coraz to nowych okrucieństw i znęcania się nad bezbronną ofiarą. W Sercu moim panowała w czasie tych katuszy niczym niezmącona słodycz, dobroć, litość dla biednych ludzi. Nie wydałem ani jednej skargi, ani jednego wyrzutu niewdzięczności. Usiłowałem wpłynąć swoją łaską na ich dusze, ale serca ich były już zatwardziałe. Nie chcieli sobie odmówić przyjemności, jaką znajdowali w katowaniu Mnie. Milczałem wówczas…”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polityczne i kulturowe kuszenie współczesnego świata. Wielki Piątek w Kalwarii Zebrzydowskiej

2019-04-19 11:55

Justyna Tyrka/Archidiecezja Krakowska

- Tymczasem nam, rozważającym tutaj, w Kalwarii Zebrzydowskiej, w dzisiejszy Wielki Piątek 2019 roku misterium iniquitatis – tajemnicę zła, jakie przed wiekami przed sądem Piłata dotknęło Pana Jezusa, który nazwał się Prawdą, pozostaje jedno wielkie przeświadczenie: tylko prawda może nas wyzwolić – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas kazania po „Dekrecie Piłata”, w Kalwarii Zebrzydowskiej w czasie procesji pasyjnej Drożkami Męki Pańskiej.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Na początku swojego słowa, skierowanego do zebranych wiernych arcybiskup przypomniał, że walka arcykapłanów i faryzeuszy z Jezusem trwała od początków jego nauczania. Uczeni w Piśmie nie chcieli przyjąć Jego słów i starali się za wszelką cenę doprowadzić do tego, by wszyscy wyznawcy Go opuścili. Poruszenie, które wywoływał Chrystus miało charakter polityczny

– Niepokoje Wysokiej Rady przeciął w pewnym momencie arcykapłan Kajfasz, stosując również całkowicie polityczne rozumowanie: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” – powiedział arcybiskup.

Jezus zdawał sobie z tego sprawę. Podczas sądu Kajfasza wystąpiło przeciw niemu dwóch fałszywych świadków, a arcykapłan prowadzący proces zapytał Go, czy jest synem Bożym. Chrystus dał świadectwo o sobie, mimo że wiedział z jaką reakcją się to spotka. Na słowa Jezusa, Kajfasz teatralnym gestem rozdarł szaty i stwierdził, że skazaniec jest bluźniercą. Wyrok, który zapadł musiał być zatwierdzony przez Poncjusza Piłata. On zorientował się, że Jezus jest niesłusznie oskarżony, mimo to umył ręce.

– Trwające już prawie dwa tysiące lat dzieje Kościoła są pełne podobnych procesów politycznych, które kolejni władcy tego świata wytaczają chrześcijanom. Schemat stosowanego przez nich szantażu pozostaje w swej istocie niezmienny i brzmi zawsze tak samo: jeśli jesteś wyznawcą Chrystusa i Jego Ewangelii, to znaczy, że jesteś wrogiem: cesarza, króla, jakiegoś innego władcy czy też jakiegoś wysokiego urzędnika państwowego – zauważył arcybiskup.

W dwudziestym pierwszym wieku człowiek, który przyznaje się do Jezusa i chce żyć Jego nauczaniem jest oskarżany m.in. o brak poprawności politycznej, tolerancji, bycie fanatykiem, walkę z postępem ludzkości. Współczesne napięcia kulturowe to pierwszy etap kuszenia. Kolejny polega na zachęcie do określenia się kim jesteśmy.

– Kochamy wszystkich ludzi i kochamy wolność, dzięki czemu jesteśmy tolerancyjni, przede wszystkim zaś zależy nam na postępie całej ludzkości – stwierdził metropolita. Trzecie kuszenie skłania wiernych do odrzucenia Ewangelii poprzez postępowanie jakby nie było Chrystusa oraz walkę z Jego obecnością w świecie. Arcybiskup powiedział, że niepokojąca jest reakcja niektórych środowisk na chęć objęcia modlitwą i wsparciem materialnym paryskiej katedry Notre Dame.

Podkreślił, że tylko prawda może wyzwolić, a jedyną prawdą jest Jezus. – I o tę bezwzględną wierność ewangelicznej prawdzie prosimy dziś Pana, który dla nas umarł i zmartwychwstał. Prosimy Go, abyśmy dzięki Niemu nie ulegli kuszeniu ze strony współczesnego świata i abyśmy każdego dnia naszego życia mogli być prawdziwie wolnymi ludźmi – zakończył.

Corocznie w Wielki Piątek w Kalwarii Zebrzydowskiej zbierają się tysiące wiernych, aby uczestniczyć w procesji pasyjnej Dróżkami Męki Pańskiej. Wyrusza ona o świcie spod domu Kajfasza do Ratusza Piłata i pałacu Heroda. Po ponownym przybyciu do Piłata zebrani wysłuchują „Dekretu Piłata”, w którym skazywano Jezusa na śmierć. Sceny męski Zbawiciela są inscenizowane przez duchownych i świeckich, przy kolejnych stacjach są wygłaszane kazania. Formy kalwaryjskiego misterium sięgają XVII wieku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem