Reklama

Ostoją wiara i wartości

2015-05-14 13:58

Anna Skopińska
Edycja łódzka 20/2015, str. 4-5

Łukasz Głowacki
Łódzkie Dni Rodziny 2014

Z Agnieszką Pawlak, zastępcą dyrektora ds. programowych łódzkiego Centrum Służby Rodzinie, i ks. Robertem Jaśpińskim, szefem Fundacji Służby Rodzinie „Nadzieja” o zbliżającym się święcie rodzin, problemach, z jakimi boryka się łódzka rodzina i pomocy do niej kierowanej,rozmawia Anna Skopińska

ANNA SKOPIŃSKA: – Po co są organizowane Dni Rodziny? Czy takie spotkania, konferencje, imprezy jakoś procentują? Dają owoce?

KS. ROBERT JAŚPIŃSKI: – Dziś o rodzinie często mówi się źle – pod kontem dysfunkcji, patologii, nowych „modeli” rodziny (konwencja przemocowa). Dni Rodziny mają ukazać, że nie ma nic lepszego dla szczęścia, jak tradycyjna rodzina. Chcemy ją promować, dać okazję do spędzenia czasu, do dania narzędzi, by było w rodzinach jeszcze lepiej. Na pewno takie dni są potrzebne – wskazują na to sami uczestnicy spotkań. Trudno mówić o owocach, to nie przekłada się od razu na konkretny skutek, ale owocuje w dłuższym czasie.
AGNIESZKA PAWLAK: – Łódzkie Dni Rodziny to nie tylko spotkania i konferencje, to także czas dla samej rodziny, w tym roku: warsztaty dla mam z robienia makijażu, profesjonalnie wykonane zdjęcia, które będą sobie mogły zabrać na pamiątkę, rajd rowerowy dla rodzin z dziećmi do Łagiewnik, który zakończy się ogniskiem z kiełbaskami i piosenkami przy gitarze. Co roku od wielu lat to także festyn na Zdrowiu, mnóstwo zabaw dla dzieci, koncert „Małego Chóru Wielkich Serc”. Chcemy w ten sposób integrować rodziny, dawać im czas i pokazywać, jak można się cieszyć ze wspólnej obecności. Także to, że nie ma nic piękniejszego niż bycie RAZEM.

– Jak z perspektywy Centrum Służby Rodzinie wygląda łódzka rodzina?

KS. ROBERT JAŚPIŃSKI: – Jest to cały czas tradycyjna rodzina – mama, tata, dzieci, ale jest to rodzina coraz słabsza i potrzebuje wieloaspektowego wsparcia. Niestety coraz mniej go dostaje ze strony instytucji, które powinny jej służyć.
AGNIESZKA PAWLAK: – Dla nas rodzina to jedynie tradycyjna rodzina. Obserwujemy jednak coraz większe pogubienie rodzin, trudności w relacjach. Rodzinom potrzebna jest pomoc, jak nigdy wcześniej.

– Pogubione rodziny – to wiemy, ale czy CSR zajmuje się także rodzinami zwykłymi, zdrowymi, niewymagającymi wsparcia?

KS. ROBERT JAŚPIŃSKI: – Jesteśmy obecnie w czasie, kiedy zmieniamy akcent z pomocy rodzinom dysfunkcyjnym na wsparcie rodzin zwykłych. Od lat współpracujemy z Stowarzyszeniem Spotkania Małżeńskie, przygotowujemy doradców życia rodzinnego, formujemy kapłanów i kleryków do pracy ze zwykłymi rodzinami – to są w dużej mierze działania profilaktyczne.
AGNIESZKA PAWLAK: – Centrum rzeczywiście wiele lat koncentrowało się głownie na pomocy rodzinom dysfunkcyjnym. W naszej działalności funkcjonuje przecież Dom Samotnej Matki. To będziemy robić, wspierać. Niemniej w ostatnim czasie chcemy większy akcent położyć na pracę z rodzinami zwykłymi. Organizujemy warsztaty. Ściśle współpracujemy ze Stowarzyszeniem Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny. W Centrum odbywają się kursy na nauczycieli metod rozpoznawania płodności, współpracujemy z parafiami w celu poradnictwa rodzinnego. Organizujemy też szereg spotkań, nie tylko w ramach Dni Rodziny, ale np. w tamtym roku organizowaliśmy dwudniowe obchody Dnia Dziecka Utraconego. Nasze działania dla zdrowych rodzin będą stawały się coraz szersze, ale nie chcemy jeszcze ujawniać wszystkich naszych planów.

– Widać, że rodzina to „podstawowa komórka społeczna”?

KS. ROBERT JAŚPIŃSKI: – To nadal tak jest.
AGNIESZKA PAWLAK: – Człowiek może znaleźć szczęście tylko w prawdziwej, kochającej się rodzinie. Jako dziecko czy młody człowiek, to w rodzinie zyskuje fundament pod całe swoje przyszłe życie, decyzje i wybory. Rodzina jest podstawową komórką każdego zdrowego społeczeństwa.

– Jakie są zagrożenia, które mogą dotknąć rodzinę? I czy takie są? Na co zwracać uwagę, przed czym przestrzegać?

KS. ROBERT JAŚPIŃSKI: – Jednym z najpoważniejszych problemów we wszelkich relacjach rodzinnych są trudności w komunikacji między członkami rodziny. Ale tego można się uczyć. Kolejne, dziś urastające do rangi ogromnego zagrożenia, to nieumiejętność rozwiązywania konfliktów i traktowanie ich jako kryzysu, a w konsekwencji szybki rozpad związków z niejednokrotnie błahych powodów. Innym zagrożeniem dla rodziny jest emigracja zarobkowa – nie chodzi tu o wyjazd całej rodziny, ale o wyjazd jednego z członków rodziny na dłuższy czas za chlebem.
AGNIESZKA PAWLAK: – Zagrożeń jest bardzo wiele. Począwszy od nieumiejętności komunikowania o swoich potrzebach, uczuciach, stresujący tryb życia, wielogodzinny system pracy, niewystarczające wynagrodzenia za pracę, po pornografię, która jest dostępna wszędzie dla każdego, kto posiada smartfona, także dla dzieci. To sieje spustoszenie, degraduje młodych ludzi, którzy boją się nawiązywać bliskie relacje na całe życie. Nie chcą zawierać małżeństw, a żyją w konkubinatach, bojąc się rozwodu, który już przeżyli albo na przykładzie własnych rodziców albo na przykładzie rodziców przyjaciół. Ale w tym wszystkim warto zauważyć, że ostoją może być wiara i wartości, które wyznajemy. To dzięki temu właśnie znajdujemy punkt odniesienia, mamy jasność, co jest dobre, a co nas pogubi, porani.

– Centrum współpracuje z ruchami, stowarzyszeniami i organizacjami zrzeszającymi rodziny...

KS. ROBERT JAŚPIŃSKI: – Jak już wspomniałem, współpracujemy z Stowarzyszeniem Spotkania Małżeńskie, Stowarzyszeniem Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny, HLI, Federacją Ruchów Obrony Życia, może i jeszcze innymi. Łączą nas te same wartości i spojrzenie na małżeństwo, rodzinę i życie.
AGNIESZKA PAWLAK: – Działamy także z Tato.net.

– Najpiękniejsze chwile takiej pracy – w Centrum, które ma za zadanie pomagać innym...

KS. ROBERT JAŚPIŃSKI: – Chyba najtrudniejsze pytanie... Kiedy czujemy, że sami jesteśmy RODZINĄ...
AGNIESZKA PAWLAK: –... i wtedy, gdy widzimy, że rodzina skłócona – scala się, kiedy dzieci się uśmiechają. Kiedy małżonkowie się przytulają – to jest sens naszej pracy.

Tagi:
rozmowa

Reklama

Nowa, ciekawa i wierna

2019-04-10 10:24

Rozmawia Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 4-6

Chciałbym, aby 93-letnia „Niedziela” nie pozostała „prasową jubilatką”, lecz przekształciła się w ciekawe i oryginalne czasopismo.

B.M.Sztajner/ Niedziela

Katarzyna Woynarowska: – Lubi Ksiądz wyzwania? Pytam o to na początku naszej rozmowy, bo objęcie funkcji redaktora naczelnego katolickiego pisma w czasach, gdy Kościół dostaje ciosy niemal z każdej strony, to wyraz sporej odwagi...

Ks. dr Jarosław Grabowski: – To prawda, lubię nowe wyzwania. Przecież nie rodzimy się z umiejętnościami, lecz z potencjałem, by je nabywać. A potencjał i talenty otrzymujemy od Boga. On, jeśli wybiera kogoś, zawsze daje mu łaskę proporcjonalną do zadań. Głęboko w to wierzę. A funkcja redaktora naczelnego „Niedzieli”, powierzona mi przez abp. Wacława Depo, metropolitę częstochowskiego, jest dla mnie nie tylko nowym wyzwaniem, ale i odpowiedzialnym zadaniem. Jestem mu wdzięczny za zaufanie, którym mnie obdarzył.

– Ma Ksiądz pomysł na „Niedzielę”?

– Chciałbym, aby 93-letnia „Niedziela”, tak bardzo zasłużona dla Kościoła i naszej ojczyzny, nie pozostała „prasową jubilatką”, lecz przekształciła się w ciekawe i oryginalne czasopismo. Nie chodzi jedynie o jej modyfikację czy drobny retusz, ale o nowy i przekonujący styl dostosowany do odbioru przez współczesnego człowieka.

– Czy to koniec „Niedzieli”, jaką znamy?

– „Niedziela” zawsze pozostanie solidną marką, ale nawet najbardziej rozpoznawalne marki wprowadzają nowe wersje. „Niedziela” wymaga adaptacji i usprawnienia. Innowacja „Niedzieli” może uczynić z niej interesujące i przejrzyste pismo zarówno informacyjne, jak i formacyjne.

– No właśnie, zwykle mówi się, że pismo katolickie ma przede wszystkim formować, a dopiero potem informować. Podziela Ksiądz Redaktor ten pogląd?

– W moim głębokim przekonaniu tygodnik katolicki musi postawić na formację, na religijny rozwój człowieka. Musi stawiać czoło powierzchowności wiary i wzrastającej ignorancji religijnej, której konsekwencją jest negowanie prawd wiary i zasad moralnych. Ma wyjaśniać i uzasadniać naukę Kościoła, odpowiadając na zarówno proste, jak i wymagające pytania... W tym celu powinien pokazywać wzorce wzięte z życia, by udowodnić, że w dzisiejszych czasach można żyć zgodnie z zasadami wiary.

– By dotrzeć do współczesnego czytelnika, nie wystarczy sam papier. Główne medialne uderzenie odbywa się dziś w Internecie, w którym „Niedziela” już jest obecna... Stawia Ksiądz Redaktor mocny akcent także na ten obszar?

– Mocna i czytelna obecność tygodnika w przestrzeni bez granic, którą jest Internet, a szczególnie w mediach społecznościowych, które stały się już głównym kanałem wymiany informacji, jest konieczna i bezdyskusyjna. Patrzę więc na „Niedzielę” jak na zasłużoną i mądrą jubilatkę, która rezolutnie wchodzi ze swoim doświadczeniem w nowe media i jest nie tylko widoczna, ale i aktywna w sieci. A tak na marginesie – myślę, że prasa drukowana tak szybko nie zniknie, choć mocno wchodzi w e-przestrzeń.

– Kościół także coraz mocniej wchodzi w e-przestrzeń i świetnie sobie tam radzi.

– Moim zdaniem, w świecie wielopoziomowej komunikacji Kościół musi z jeszcze większym zaangażowaniem wykorzystywać Internet do głoszenia Ewangelii. Przecież dziś trudno sobie wyobrazić przekaz słowa jedynie w wersji drukowanej.

Poszukajmy nowych przestrzeni dla ewangelizacji

– Porozmawiajmy przez chwilę o tym, jaką rolę, według Księdza, powinny spełniać współczesne media katolickie.

– Podstawowym zadaniem katolickich mediów jest umacnianie w wierze konkretnej grupy ludzi kierujących się w życiu tymi samymi zasadami. Abp Wacław Depo często przypomina, że katolickie media powinny uzupełniać się w wierności Ewangelii i nauce Kościoła.

– To fundament i podstawa. Jednak w świecie mediów liczy się konkurencyjność – inaczej wypada się z rynku. Ale jak być konkurencyjnym w dziedzinie dotyczącej tak delikatnej kwestii jak wiara?

– Media katolickie muszą sięgać głębiej i dalej. Skupiać się na wyjaśnianiu i pogłębieniu zjawisk, zawsze w duchu i prawdzie. Paolo Ruffini, prefekt watykańskiej dykasterii ds. komunikacji, słusznie przypomniał, że dziennikarz katolicki powołany jest do „widzenia rzeczy, których inni nie widzą; opowiadania o rzeczach, o których inni milczą; podawania do wiadomości tego, co inni odrzucają”.

– To może być trudne, gdy normą jest błyskawiczna informacja, dziennikarstwo obywatelskie, a social media decydują o poczytności poważnych tytułów. Trzeba znaleźć drogę, którą idzie niewielu, wtedy jest szansa, by skupić na sobie uwagę czytelnika...

– Moim zdaniem, drogą, której „Niedziela” powinna się trzymać, jest przedstawianie prawdziwego obrazu Kościoła, opisywanie jego życia, które jest dynamiczne, szczególnie na poziomie lokalnym, w parafiach i w licznych wspólnotach. Nasz tygodnik ma opisywać zwyczajną i pełną pasji pracę duszpasterską księży i katolików świeckich. W czasach histerycznej nagonki na Kościół i skrajnej nieżyczliwości wobec wspólnoty wierzących „Niedziela” ma pokazywać ewangeliczne zaangażowanie ludzi Kościoła, którzy niosą Chrystusa wszystkim. Kościół jest po to, żeby ewangelizować. „Niedziela” ma więc promować liczne i różnorodne formy ewangelizacji.

– Czyli – czuje Ksiądz Redaktor niedosyt...

– Jest to bardziej troska, bo w moim przekonaniu tygodnik katolicki jako narzędzie ewangelizacyjne Kościoła musi głosić naukę Chrystusa językiem zrozumiałym i przekonującym. Benedykt XVI przestrzegał przed „niezdolnością języka do przekazywania głębokiego sensu i piękna doświadczenia wiary”, co może prowadzić do zobojętnienia i oddalania się wielu osób, zwłaszcza młodych. Nie wystarczy mówić słusznie, trzeba jeszcze mówić zrozumiale. Przekaz religijny powinien szukać takiego języka, który nada siłę orędziu Ewangelii. Jeśli dodatkowo połączymy słowo z obrazem, przekazywane treści staną się jeszcze bardziej zrozumiałe. „Niedziela” musi zmienić dotychczasowy styl, retrospektywny język, a przyjąć świeżą i przekonującą retorykę, język zrozumiały dla szerokiego grona czytelników.

– „Niedziela” od dekad kojarzona jest jednak jako pismo wartości, przywiązania do tradycji i historii. Czy Ksiądz chce to zmienić?

– Nie, raczej pomysłowo lansować. Przywiązanie do tradycji i historii decyduje o tym, jacy jesteśmy, jakimi kierujemy się wartościami, ale zarazem angażuje nas w budowanie przyszłości. Jeśli odwołujemy się do przeszłości, to zawsze z myślą o przyszłości. Nasze dziedzictwo religijne i kulturowe jest wielkim bogactwem, które trzeba wciąż na nowo odkrywać. Jednak wierność tradycji musi się ciągle dynamicznie ścierać z nowym dniem.

– Słyszę tu echo słów papieża Franciszka, który mówił niedawno do dziennikarzy: „Prawdziwymi sługami tradycji są ci, którzy zachowując pamięć, potrafią rozeznać znaki czasów i wyznaczyć nowe szlaki na danej drodze”.

– Dokładnie o to mi chodzi. Zależy mi, żeby „Niedziela” była nowa, ciekawa i wierna. Powinna przyjąć nowy styl, nowy język, nowy layout. W redakcji potrzebni są nowi ludzie dla nowego komunikowania się. „Niedziela” ma być ciekawa, czyli inspirująca i nieszablonowa. Ma dawać świadectwo naszej chrześcijańskiej sprawności, której osią działania są zawsze ewangeliczne wartości. I wreszcie – wierna nauce Chrystusa i Jego Kościoła. „Wierna trasom wskazanym przez Ducha Świętego” – jak mawia papież Franciszek. Charakter katolickiego pisma, tak jak chrześcijańska tożsamość, wyraża się zawsze w wierności Chrystusowi i Jego Ewangelii.

Stawiajmy sobie tylko ambitne cele

– Jaki plan na przyszłość ma nowy Redaktor Naczelny „Niedzieli”?

– Ambitny, bardzo ambitny... (śmiech). Jest jednak zbyt wcześnie, by go precyzować. Z pewnością moim podstawowym zamiarem jest umocnienie i zdynamizowanie rozpoznawalnej marki, którą stanowi „Niedziela”. Zależy mi na zespole redaktorów rzetelnych, twórczych i otwartych, grupie profesjonalistów skupionych wokół łączących nas wspólnych celów. W takim zespole trzeba dać przestrzeń tym, którzy mają wyobraźnię i dobry pomysł. „Niedziela” potrzebuje zgranego zespołu, ludzi wykazujących gotowość do podejmowania nowych wyzwań i otwartych na dialog... Chciałbym także, aby zespół „Niedzieli”, jako grupa oddanych ludzi, postawił na bezpośredniość kontaktu, by siedziba redakcji stała się miejscem stałych spotkań z ciekawymi ludźmi, zaangażowanymi w życie Kościoła.

– Tygodnik „Niedziela” to wydanie ogólnopolskie i aż 19 wydań lokalnych...

– Uważam lokalne wydania za niezastąpiony i niewystarczająco wykorzystany potencjał „Niedzieli”. Dzięki nim nasz tygodnik staje się bliższy ludziom, może opisywać Kościół „pierwszego frontu”, czyli taki, jaki jest w rzeczywistości: zaangażowany, aktywny. Pokazywać jego prawdziwe oblicze, co pozwala unikać stereotypów. Niewątpliwie będziemy dążyli też do poszerzenia zakresu naszego oddziaływania na kolejne diecezje, licząc na zrozumienie i życzliwość księży biskupów...

Redaktor naczelny musi znać swojego czytelnika

– Staje Ksiądz na czele znanej i rozpoznawalnej instytucji, dla której w całej Polsce pracuje ok. 140 osób, nie licząc rzeszy współpracowników i korespondentów.

– Redaktor naczelny, jak każdy manager, musi najpierw wejść w środowisko, w którym przyszło mu działać. Musi wyczuć jego potrzeby, postawić się w sytuacji konkretnych osób, by podjąć właściwe decyzje. Przypominam sobie pewną maksymę ze świata przedsiębiorczości, która jest uniwersalna: „Mniej obiecuj, więcej działaj”. Działanie musi być twórcze. Praca jest przecież realizacją zadania, które Bóg przed nami postawił. Dlatego warto kierować się radą św. Ignacego Loyoli: „Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracujcie tak, jakby wszystko zależało od was”.

– Czeka Ksiądz na podpowiedzi czytelników, o czym chcą przeczytać w gazecie, na opinię ludzi życzliwych katolickim mediom, życzliwych „Niedzieli”?

– Oczywiście, nie mam zamiaru zamykać się w redakcji. Chcę wykorzystać wszelkie możliwości i każdą okazję, by posłuchać czytelnika. Bo jeśli redaktor nie zna opinii czytelników na temat tygodnika, nie może skutecznie zarządzać redakcją. Redaktor naczelny musi więc zadbać o efektywną współpracę i dobre współdziałanie, a to wymaga szacunku i zaufania.

– Naczelny jest trochę jak kapitan statku, prawda? Wytycza kurs, dowodzi, dostrzega mielizny...

– Dobre porównanie, zwłaszcza że morze mnie fascynuje, a głęboka woda nie napawa lękiem.

– Niech puentą naszej rozmowy będzie stwierdzenie, że „Niedziela”, która za kilka lat będzie obchodzić setkę, rzeczywiście zasługuje na nową szansę i nowe otwarcie. Pozostaje mi życzyć Księdzu Redaktorowi wielu pomysłów i coraz większego grona czytelników...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Żyć rytmem liturgii Triduum Paschalnego

Z ks. Tomaszem Baciem, liturgistą rozmawia Małgorzata Oczoś
Edycja rzeszowska 13/2010

Małgorzata Oczoś: - Obchody Wielkiego Tygodnia mają bogatą symbolikę. Wierni najczęściej gromadzą się w swoich parafiach na ceremoniach Triduum Paschalnego. Niewielu ma okazję uczestniczyć we Mszy św. Krzyżma. Jakie znaczenie ma to nabożeństwo?

Ks. Tomasz Bać: - Rzeczywiście. Niewielu wiernych uczestniczy we Mszy św. Krzyżma dlatego, że ta Msza św. jest tylko jedna w diecezji. Odbywa się w Wielki Czwartek przed południem w katedrze. Gromadzą się na niej kapłani wraz ze swoim ordynariuszem. Wyrażają przez to wzajemną jedność. Podczas Mszy św. Krzyżma następują dwa obrzędy. Pierwszy - to odnowienie przyrzeczeń kapłańskich. Drugi - to poświęcenie olejów świętych. Tych olejów, które podczas całego roku, od Wigilii Paschalnej, będą używane do udzielania sakramentów.

- Czym różni się Krzyżmo od pozostałych olejów?

- Liturgia zna trzy rodzaje olejów, którymi się posługuje przy sprawowaniu sakramentów oraz przy innych okazjach, a które są poświęcone w Wielki Czwartek: olej Krzyżma świętego, olej chorych, olej katechumenów, używany przy udzielaniu sakramentu chrztu. Wszystkie są olejami z oliwek. Różnią się natomiast sposobem przygotowania i potem zastosowaniem. Krzyżmo jest najważniejszym olejem, ma najszersze zastosowanie w Kościele. Dlatego jest szczególnie uroczyście poświęcane. Używane jest przy chrzcie, bierzmowaniu i do święceń biskupich, kapłańskich. Służy też do namaszczania ołtarza i ścian kościoła.

- Co się dzieje z olejami, które nie zostaną wykorzystane w ciągu roku?

- Krzyżmo i olej chorych należy odnawiać co roku. Stąd obecność księży proboszczów w katedrze podczas Mszy św. Krzyżma. Jeśli w ciągu roku oleje nie zostaną w pełni wykorzystane, należy je spalić.

- Triduum Paschalne to najważniejszy czas w roku dla chrześcijanina. Dlaczego?

- Triduum Paschalne to jedyny okres w Kościele, gdy czas celebrowania liturgii zrównuje się z czasem, w którym mają miejsce wydarzenia z życia Jezusa. Miejsce celebry staje się przestrzenią Drogi Krzyżowej. Bez męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa nie byłoby nas. To jedyny czas, w którym chrześcijanie mogą - godzina po godzinie - wstępować w ślady Jezusa, postępować tuż za Nim. Do tego zresztą jesteśmy powołani.

- Czym jest wieczór Wielkiego Czwartku? Zapowiedzią bolesnych wydarzeń?

- Wielki Czwartek to koniec wielkiego postu i inauguracja Triduum Paschalnego. Dla chrześcijanina Święta Wielkanocne rozpoczynają się właśnie w ten dzień. Z drugiej strony jest to zapowiedź męki Pańskiej. Jest to też oczywiście pamiątka ustanowienia Eucharystii, a także dzień sakramentu kapłaństwa. Ponieważ Wielki Post już się skończył, kapłani odkładają fioletowe szaty pokutne, a przywdziewają białe, świąteczne. Triduum rozpoczyna się bardzo uroczyście. Po długiej wielkopostnej przerwie rozbrzmiewa na nowo świąteczny hymn „Chwała na wysokości Bogu”. W świątyniach na całym świecie odzywają się też dzwony, zwiastujące światu chrześcijańską Paschę.

- Po liturgii wielkoczwartkowej Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do ołtarza zwanego ciemnicą. Jak wierni mają się wtedy zachować?

- To czas poważnego i głębokiego wejścia w mękę Chrystusa. Wierni powinni czuwać przy Nim i modlić się. A także towarzyszyć w chwilach, w których był sam oczekując na mękę i śmierć.

- W Wielki Piątek dominuje czerwień w kolorze szat kapłańskich. Co Kościół chce w ten sposób wyrazić?

- Czerwień w Kościele to znak krwi. Przypomina więc o męczeństwie Chrystusa. Dlatego kolorem szat liturgicznych w Wielki Piątek jest kolor czerwony. Ten kolor w liturgii nie jest używany zbyt często. Właściwie tylko wtedy, gdy dotyczy męki Chrystusa, a więc w Wielki Piątek i Niedzielę Palmową. Również wtedy, gdy liturgia dotyczy męczenników. I wtedy, gdy dotyczy Ducha Świętego.

- Czy można wskazać kulminacyjny moment liturgii Wielkiego Piątku?

- Ta liturgia ukształtowała się już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. W Wielki Piątek nie sprawuje się Mszy św. Najważniejszym momentem liturgii jest adoracja krzyża. Uroczyste wniesienie krzyża do kościoła, jego odsłonięcie ze śpiewem „O to drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienie świata”, na co wierni odpowiadają „Pójdźmy z pokłonem” i klękają. A potem podchodzą i całują krzyż. To jest punkt kulminacyjny. Na krzyżu wszystko się dokonało. Dzięki temu, że Chrystus dał się ukrzyżować, my żyjemy. Zgładził grzechy. To fundament naszej wiary. Bez krzyża nie ma chrześcijaństwa.

- Jak wygląda liturgia w Wielką Sobotę?

- Właściwie to w Wielką Sobotę nie ma liturgii. W Wielki Piątek Chrystus umiera i przez Wielką Sobotę spoczywa w grobie. To dzień zupełnej ciszy i adoracji Chrystusa w grobie. Oczywiście wierni święcą w kościołach pokarmy, ale jest to raczej część zwyczajów. To co nazywane jest liturgią Wielkiej Soboty, jest już Wigilią Paschalną. Tradycja Kościoła nakazuje sprawowanie Wigilii Paschalnej w nocy, z soboty na niedzielę, gdy zapadnie mrok. To nocne nabożeństwo ma być czuwaniem. Liturgia Wigilii Paschalnej jest już Liturgią Niedzieli Zmartwychwstania.

- Skąd wzięła się rezurekcja?

- W czasach średniowiecza zaczęto przesuwać rozpoczęcie Wigilii Paschalnej z nocy na późne popołudnie, potem na jeszcze wcześniejsze godziny. Stąd zaistniała potrzeba odprawienia drugiej Mszy św. w niedzielę, by podkreślić zmartwychwstanie Chrystusa. I to były początki rezurekcji. Zaleca się, by była to jednak nocna celebracja. Bo w nocy świętujemy Zmartwychwstanie Chrystusa i śpiewamy „Alleluja”.

- Właściwie nie ma obowiązku uczestniczenia w liturgii Triduum Paschalnym. Choć to najważniejszy czas dla chrześcijanina. Jak dobrze przeżyć ten czas?

- To prawda. Nie ma obowiązku uczestniczenia w Triduum Paschalnym pod karą grzechu. Obowiązkowe jest jedynie uczestniczenie we Mszy św. niedzieli Zmartwychwstania. Ale Triduum Paschale pokazuje, czym jest chrześcijaństwo i jakimi chrześcijanami jesteśmy. By dobrze przeżyć Wielkanoc, trzeba przeżyć Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Dać się poprowadzić symbolom i tekstom liturgicznym. Po to, by spotkać Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Msza św. Krzyżma w katedrze wrocławskiej

2019-04-18 17:33

Anna Majowicz

Dla nas Wielki Czwartek to dzień, w którym wracamy do początków. Bez względu na to, ile minęło od naszych święceń kapłańskich, stajemy w tym miejscu, w którym większość z was przyjmowała ten właśnie sakrament, by po raz kolejny wypowiedzieć przed Bogiem: ,, Oto jestem” – przypomniał kapłanom abp Józef Kupny. Metropolita wrocławski przewodniczył w katedrze wrocławskiej Mszy św. Krzyżma, podczas której wspólnie z księżmi odnowił przyrzeczenia kapłańskie.

Anna Majowicz
Abp Józef Kupny wlewa wonności do oleju i przyrządza krzyżmo
Zobacz zdjęcia: Msza św. Krzyżma w katedrze wrocławskiej

Hierarcha w homilii zwrócił uwagę na dwa słowa, które stanowią fundamentalną podstawę kapłańskiej posługi: ,,słuchaj” i ,,kochaj”. – Pan Jezus mówi nam, byśmy słuchali Słowa Bożego i kochali Boga całym sercem, umysłem, duszą i mocną. Ze wszystkich sił – pokreślił metropolita wrocławski. - Słuchaj i kochaj. Proszę dziś razem z wami Boga, by dał nam wystarczająco dużo siły i łaski, by te słowa nie pozostały jedynie jakąś teorią. Niech staną się żywe w historii każdego z nas. Niech staną się żywe w naszym wrocławskim Kościele – nauczał.

Posłuchaj całej homilii:

https://drive.google.com/file/d/1tTz0WnL_gprbdpaCUTaNXRmu8TvSGdxW/view?usp=sharing

W trakcie Eucharystii abp Józef Kupny pobłogosławił olej katechumenów i dokonał konsekracji krzyżma.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem