Reklama

Dziękuj, bo masz za co

2015-06-03 10:46

Katarzyna Woynarowska
Edycja sandomierska 23/2015, str. 4-5

Graziako

Podobno człowiek, który nie potrafi dziękować nikczemnieje wewnętrznie. Księża mówią, że jeśli nie potrafimy okazywać wdzięczności, popełniamy grzech pychy.

Narzekamy, zamiast dziękować

Ks. Ignacy twierdzi, że jednym z symptomów dzisiejszego życia jest narzekanie.

– Narzekamy na sytuację w kraju. Narzekamy na rząd, na parlament, narzekamy na gospodarkę. Nie podobają nam się układy personalne w szkole, na uczelni, czy w pracy. Dorośli narzekają na młodzież, młodzi na starszych. Skarżymy się na nasz stan zdrowia i na służbę zdrowia. – wylicza. – Cudzoziemcy mawiają, że jesteśmy narodem smutnych ludzi, do czego z pewnością przyczyniają się także środki masowego przekazu, które uwielbiają donosić nam o tragediach, bestialstwach, okrucieństwie. Niektórzy odnoszą wrażenie, że na świecie dzieje się wyłącznie zło, jakby ludzie nie byli już zdolni do czynienia dobra. Zastanówmy się nad tym chwilę – czy nie lepiej skupić się na obecności dobra wokół nas? – pyta retorycznie Kapłan.

Reklama

– Czasem, wychodząc z konfesjonału lub ze szkoły, mam głowę zatrutą tym brakiem optymizmu. A jak człowiek nie ma pogodnego widzenia świata, nie będzie umiał dziękować, okazywać wdzięczności. Więc jak, pytam, wielbić Boga, modlić się do Niego, skoro nieustannie się kwęka, stęka, narzeka, szuka cienia w pełnym słońcu? – opowiada znajomy spowiednik.

„Co masz, czego byś nie otrzymał od Boga?” – mawiają mądrzy, wierzący ludzie. Mówić Bogu „dziękuję” oznacza: Jestem szczęśliwy, że tak jest, że Ty jesteś Bogiem, a ja Twoim stworzeniem!

Kłopot z wdzięcznością

Mamy kłopot z dziękowaniem? Tak mówią psychologowie. Im bliżej siebie jesteśmy, tym trudniej. Czyli łatwiej nam dziękować Panu Bogu, niż człowiekowi stojącemu obok. Łatwiej dziękować obcemu niż bliskiemu. Najtrudniej powiedzieć własnej mamie „dziękuję” za dobry obiad. W dziękowaniu przeszkadza nam nasz grzech, mówią księża. Grzechem jest bowiem upieranie się, że „nie mam komu dziękować, sam do wszystkiego doszedłem”. Taką postawę przyjął Lucyfer, gdy kusił, że człowiek może być jak Bóg. Lucyfer powiedział Bogu „nie”, „nie będę służyć”. Ludzie, którzy odziedziczyli po Lucyferze postawę pychy, mają duże kłopoty z dziękowaniem.

– Znam wielu, którzy zrobili kariery w polityce i biznesie dzięki pomocy innych ludzi. Ale, gdy już wywindowali się na sam szczyt, szybciutko zapomnieli o przyjaciołach i sprzymierzeńcach. Porobili nowe znajomości, bardziej korzystne w nowej sytuacji. Ambicja i pycha zabiła w nich poczucie wdzięczności. Zapewne nie chcą nosić w sobie przekonania, że komuś coś zawdzięczają. Dziękowanie jest więc owocem pokory i wielkoduszności. W dziękowaniu uznajemy nasze potrzeby i hojność innych – opowiada ks. Ignacy.

Za co dziękujemy?

Za co najczęściej dziękujemy Panu Bogu? Najczęściej nasza wdzięczność przybiera na intensywności, gdy unikniemy jakiejś poważnej życiowej katastrofy. Klasyka gatunku, to wyjście cało z groźnego wypadku lub odebranie wyników badań, które wykluczają śmiertelną chorobę nas lub kogoś z najbliższych. Stajemy się szczodrzy w dziękowaniu Bogu, gdy uda nam się np. dostać kredyt w banku, chociaż mieliśmy kiepską zdolność kredytową. Gdy spotka nas tzw. życiowy fart, też nie omieszkamy podziękować. Wydaje się, że dziękujemy Panu Bogu głównie za rzeczy materialne, dające się zmierzyć, wycenić i zobaczyć.

Tymczasem, gdy zaczynam pytać ludzi o to, czy i jak dziękują, najpierw wyglądają na mocno zaskoczonych i dłuższą chwilę trwa namyślanie się. Potem odpowiadają niemal wszyscy, że głównie dziękują za życie. Za to, że mają dzieci, rodzinę, że rodzice jeszcze żyją i na szczęście wszyscy są zdrowi. I na tym się kończy. Wrzucam więc pytanie w Internet. Szybko pojawia się pierwszy wpis. „Ciekawe pytanie, nie myślałem nigdy w tych kategoriach. To Andrzej ze Staszowa. – Wiadomo, że jestem wdzięczny za życie, chociaż zdarza mi się wściekać i wtedy rzucam, że na świat się nie prosiłem. Ale poważnie, to dziękuję Bogu za cud życia. Jak to robię? Myślę, że jeśli staram się żyć twórczo i być dobrym człowiekiem, to dla Pana Boga, największa radość”.

Zuza 99 jest bardziej szczegółowa i podaje całą listę: „Za życie -za zdrowie -za świat -za rodzinę -za przyjaciół -za wiarę -za szczęście -za szkołę -za nauczycieli -za rodziców -za dom -za wolność -za miłość -za radość -za dobroć innych dla nas -za Polskę -za rodzeństwo -za naukę -za przyjemności -za szacunek innych wobec nas -za... wszystko:)”.

„Za wszystko warto dziękować. A najbardziej za to, że dał nam życie takie, z którego jesteśmy zadowoleni (że czasami mamy pod górkę to nic, to się potem wyrównuje, bo mamy też dobre chwile;)). Za takich rodziców, jakich nam dał. Za to, że przebacza nam bez względu na to, że czasami robimy źle. Za to, że jesteśmy kochani i możemy kochać, za wolność, zdrowie, szczęście... Na razie tylko tyle mam w głowie, ale wiem, że jest o wiele więcej rzeczy, za które warto, a nawet trzeba, dziękować Bogu;)” – pisze Korcia.

„Dziękujmy za Kościół, który jest także naszą matką, matką zatroskaną o nasz los. Dziękujmy za nasze powołanie, które wypełniamy. Niech ono nam się podoba, niech nas cieszy i napawa wdzięcznością” – napisał Jan66, sądząc z teologicznie nienagannej treści, zapewne osoba duchowna.

Zacznij od Pana Boga

A potem zacieśniaj krąg. Tak wiele zawdzięczamy przecież ludziom spotkanym po drodze. Nieznajomym i tym bliskim, najbliższym, ukochanym. Staszek mówi, że dopiero gdy jego ojciec umarł zdał sobie sprawę, że nigdy za nic mu nie podziękował. „Nie zdążyłem” brzmi trochę niemądrze, skoro znali się ponad 30 lat. Dziś syna męczy myśl, że nie podziękował tacie za dziecięce wyprawy z wędką nad rzekę. Za to, że nauczył go naprawy auta, robienia idealnie gładkiej gipsówki na ścianie. I tego, że węgorza trzeba najpierw wrzucić w piasek. Takich spraw były dziesiątki.

– Miłość zmienia perspektywę. Trzeba jednak nauczyć się czułości. Nie czułostkowości, czyli czegoś miałkiego i powierzchownego, ale czułości w sensie szczerego okazywania uczuć. – puentuje Staszek.

Dziękowania trzeba się uczyć?

– Uczono mnie, żeby w życiu na nikim nie polegać, tylko na sobie. Żeby nie prosić, bo potem trzeba się zrewanżować. Każda przysługa rodzi wdzięczność, a tej nigdy nie można wymierzyć. Wdzięczność może nas obciążyć bardziej, niż przysługa, której doznaliśmy. Proszenie o coś, liczenie na czyjąś pomoc, przypomina branie pożyczki z banku. Zawsze naliczone zostaną odsetki, tak mawiała moja babcia. Myślę, że było to wychowanie w stylu XIX-wiecznym, które w Polsce dość długo obowiązywało. W ten sposób wychowuje się ludzi twardych, przygotowanych do trudów życia, niezłomnych. Wydaje mi się, że moi wychowawcy, czyli rodzice i dziadkowie, mieli jak najlepsze intencje. Sami przeszli przez wojnę, wygnanie, powojenną biedę, więc chceli mnie przygotować na najgorsze. Dziś jestem po 50., pochowałam męża, wykształciłam i wypuściłam w świat dzieci i z całą pewnością mogę powiedzieć, że wdzięczność jest w życiu tym, czym zapalenie zapałki w ciemnej piwnicy. Bez tego traci się orientację, zastyga i nie rozwija. Zapada się człowiek w rodzaju duchowego i uczuciowego marazmu, jak w bagno. Strasznie się w życiu męczyłam z tym przeświadczeniem, że muszę dać radę sama. Za dużo czasu zajęło mi dojście do przekonania, że Bóg stworzył nas do radości, szczęścia i piękna. Nauczył mnie tego najmłodszy syn... Źle powiedziałam – mój Maciek był narzędziem, wykonawcą. Powiedział mi, że idzie się modlić. Na – jak to nazwał – modlitwę uwielbienia. Akurat, pomyślałam, pewna, że kłamie, bo wtedy mieliśmy trudny czas we wzajemnych relacjach. Po jakiś 2 godzinach poszłam go sprawdzić. Do kościoła. No, i wpadłam, jak przysłowiowa śliwka w kompot. Nigdy nie uczestniczyłam w tego rodzaju modlitwie, choć uważam się za gorliwą w wierze. To było cudowne nieustanne wielbienie, dziękczynienie, wychwalanie. Ile w tym było autentycznej radości i szczęścia. Widziałam podskakujących ludzi w moim wieku i wcale nie wyglądali śmiesznie. Wyglądali na ludzi spełnionych, mieli jasne twarze, a jakaś pani z pięknym uśmiecham zapytała mnie o imię... Zaczęłam czytać na temat wdzięczności i przeczytałam u ks. Józefa Augustyna, że człowiek, który nie dziękuje, wewnętrznie nikczemnieje, że nie potrafią dziękować ci, którzy nie czerpią radości z życia. Bo dziękczynienie jest akceptacją życia, uwielbieniem Boga. Od tej pory staram się dziękować najpierw Bogu, i czynię to codziennie. A potem dziękuję moim bliskim za sam fakt, że są obok mnie.

– Niewdzięczność jest grzechem, powiedział kiedyś mój spowiednik. – opowiada Maciej – Grzechem niewiary, pychy i głupoty. Tylko dureń wierzy, że wszystko zawdzięcza wyłącznie sobie. Swojej pracowitości, talentom, sprytowi i nawykowi oszczędzania. Każdy z nas zna przynajmniej jednego takiego „mędrca”. Pytanie czy powinniśmy się uczyć dziękować, wydaje się mi się ważne z kilku powodów. Wiele ostatnio rozmawiamy ze znajomymi na tematy religijne i wydaje mi się, że większość z nas prosi o coś Boga, albo Go za coś przeprasza. Za rachunkiem sumienia zaraz idzie lista próśb, ewentualnie zażaleń. O dziękowaniu zapominamy. Jakby nam się wszystkie te codzienne i niecodzienne dobra po prostu należały. A ponoć powinniśmy pięć razy dziękować, a jeden raz prosić. Za co ja dziękuję? Za poranek, nawet jak pada deszcz. Za to, że mam się z kim posprzeczać przy śniadaniu. Za dzieciaki, nawet jak naburmuszone. Za to, że mam pracę, i za ludzi w pracy. I tak krok po kroku. Spróbujcie, daje to zupełnie inne spojrzenia na otoczenie. Napełnia człowieka wewnętrznym światłem. Przecież Bóg jest naszym Stwórcą, naszym Panem i Ojcem. Moim zdaniem zbyt rzadko zdajemy sobie z tego sprawę.

Prawdziwe dziękczynienie jest przecież bezinteresowne.

Tagi:
wdzięczność

Dobra inwestycja

2017-06-28 09:33

Maria Paszyńska
Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 48

michaelheim/fotolia.com

Drugi lipca to dzień szczególny. W południe tego dnia w roku nieprzestępnym, a takim jest bieżący A.D. 2017, mija połowa roku. To dobra okazja, by przyjrzeć się naszym życiowym inwestycjom, sprawdzić, gdzie lokujemy nasz wewnętrzny dorobek, zastanowić się, na jaki procent zwrotu liczymy i czy przypadkiem nie ponosimy strat – na duszy, rzecz jasna.

Jakiś czas temu poznaliśmy niezwykłego człowieka. Poważny Pan Dyrektor, z sarmackim wąsem przydającym mu jeszcze dostojeństwa, był naszym gospodarzem podczas rekolekcji. Mimo surowej aparycji okazał się człowiekiem niezwykle ciepłym, a przede wszystkim rozkochanym w Bogu. Miał też wyjątkowy plan inwestycyjny na swoje życie, o czym dowiedzieliśmy się podczas pożegnania.

Jak wiadomo, w naszym kręgu kulturowym przy różnych okazjach ważnym osobom wręcza się kwiatki, czekoladki czy inne miłe drobiazgi. Po zakończonych rekolekcjach chcieliśmy więc podziękować Panu Dyrektorowi, bo to dzięki ogromowi jego pracy mogliśmy się skupić wyłącznie na przeżyciach duchowych. Kupiliśmy dobrą kawę, zapakowaliśmy ją w ładną torebeczkę i ruszyliśmy wyrażać naszą ludzką wdzięczność. Pan Dyrektor, widząc nasz upominek, zmarszczył groźnie swe krzaczaste brwi. Spojrzeliśmy po sobie niepewnie.

– Nie wolno mi niczego przyjmować, bo to może zostać potraktowane jak łapówka – rzekł Pan Dyrektor bez cienia uśmiechu.

Staliśmy, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć, gdy nasz gospodarz odezwał się ponownie, nieco ciszej, konspiracyjnie rozglądając się na boki: – Ja przyjmuję tylko walutę. Rozumiecie, dolary.

Pobladliśmy zbici z tropu. Nawet przez moment nie pomyśleliśmy o podobnym scenariuszu. Pan Dyrektor, widząc nasze miny, dosłownie huknął śmiechem, klepnął się po kolanach i ryknął ucieszony jak dziecko:

– Niebieskie dolary! Dowody wdzięczności przyjmuję wyłącznie w niebiańskiej walucie. Polecam się zatem waszej modlitwie.

Pan Jezus powiedział: „Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się ani nie kradną” (Mt 6, 20).

Niech to będzie nasz plan oszczędnościowy na najbliższe półrocze, a najlepiej na całe życie!

* * *

Maria Paszyńska
Pisarka, prawniczka, orientalistka, varsavianistka amator, prywatnie zakochana żona i chyba nie najgorsza matka dwójki dzieci

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bóg wchodzi w naszą historię

2016-02-17 08:57

O. Stanisław Jarosz OSPPE
Niedziela Ogólnopolska 8/2016, str. 32-33

Graziako
„Przemienienie Pańskie” (XVII wiek)/Fot. Graziako

W dzisiejszym pierwszym czytaniu mamy ciekawy opis zawierania ważnych umów w czasach Abrahama. Kontrahenci przechodzili pomiędzy porozcinanymi zwierzętami na znak, że dochowają umowy, a ten, który złamie układ, skończy jak te zwierzęta.

Warto podkreślić inicjatywę Boga, który szuka Abrama, daje mu obietnicę, że będzie miał syna i ziemię. „Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem” (Rdz 12, 2). Abram uwierzył Bogu, wybrał się w nieznane drogą wiary i posłuszeństwa Panu.

Za bp. Zbigniewem Kiernikowskim powtórzę: „W odpowiedzi na grzech człowieka Bóg angażuje się w moją historię, pochyla się nade mną, by mnie wyciągnąć z tego błędu, jakim jest grzech. W Jezusie Chrystusie staje się grzesznikiem, aby mi pokazać, jak mam żyć jako grzesznik. Bogu zależy, aby mnie wyprowadzić z mojego błędu, z mojego zakłamania, z mojego grzechu, z moich niewłaściwych relacji. Przymierze, jakie zawarł Bóg z Abrahamem, przymierze o zobowiązaniu jednostronnym, przymierze wieczne, nieodwołalne, oparte nie na relacji wzajemności, ale na obietnicy, na jednostronnym zobowiązaniu się Boga wobec człowieka, które całkowicie bierze na siebie Bóg, od strony człowieka oczekuje tylko tego: Niech się stanie. Aby ta obietnica mogła się zrealizować, muszę tę obietnicę przyjąć. Rola człowieka sprowadza się do zawierzenia Bogu i do posłuszeństwa Bogu. Uwierzyć Bogu to przekreślić samego siebie. Abraham zawierzył Bogu wbrew sobie i to się stało fundamentem jego życia. Do tego czasu żył na swój sposób, a teraz uwierzył Bogu i to stało się podstawą jego życia”.

Dzisiejsze teksty liturgiczne dotyczą nas wszystkich – ochrzczonych. Abramem jesteśmy Ty i ja. Nas wybrał Bóg i dał nam obietnicę: Zmieni się Twoje życie! Będziesz miał nowe potomstwo, będziesz miał nową ziemię! Potwierdził ją przymierzem w sakramencie chrztu św., przymierzem nieodwołalnym i wiecznym. Ostateczne spełnienie tego przymierza nastąpi, jak to ukazuje drugie czytanie, w rzeczywistości nieba, gdzie jest nasza ojczyzna, ale przekształcanie naszego poniżonego ciała zaczyna się już teraz, przez praktykę wiary, jak u Abrahama. Błędem jest stwierdzenie: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący”. Bóg ingeruje w naszą historię, i to jest nasze doświadczenie. Moją odpowiedzią nie może być tylko: Wierzę! Lekarstwa niestosowane nikogo nie wyleczą. Abram uwierzył i ruszył w drogę, Apostołowie weszli z Jezusem na górę Tabor i doświadczyli przemienienia Pana Jezusa. Apostoł mówi: „Bądźcie moimi naśladowcami”.

W chrzcie św. mamy obietnicę spełnioną w Jezusie, On nam daje Ducha Świętego, abyśmy idąc przez życie, zobaczyli wierność Boga i na podstawie tego doświadczenia mogli powiedzieć: Uwierzyłem i spodziewam się więcej, ponieważ Bóg dochowuje obietnicy, ale nie czyni tego bez mojego wejścia w Jego zbawczy plan.

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień

Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: wręczenie Medali św. Brata Alberta

2019-03-18 17:24

md / Kraków (KAI)

Jan Kanty Pawluśkiewicz, Krystyna Mrugalska, ks. Stanisław Łada oraz Diana i Wojciech Bonowiczowie odebrali 18 marca w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie Medale św. Brata Alberta. Wyróżnienie przyznawane jest od 1997 r. za działalność na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Uroczyste wręczenie odznaczeń odbyło się podczas XIX Festiwalu Twórczości Osób Niepełnosprawnych „Albertiana”.

YouTube.com
Jan Kanty Pawluśkiewicz

Jan Kanty Pawluśkiewicz, kompozytor i malarz, od lat wspiera Fundację Anny Dymnej „Mimo wszystko”. Artysta od samego początku zasiada w jury Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, wspiera także osoby z niepełnosprawnościami, które marzą o karierze artystycznej.

Odbierając wyróżnienie, kompozytor podkreślał, że od osób z niepełnosprawnościami więcej otrzymuje niż sam daje. „Jeśli dają mi medal, to kocham ich i deklaruję, że do końca moich dni będę ich wspominał” – dodał.

„Życie z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie jest wielkim przywilejem i zaszczytem” - mówił na scenie teatru Wojciech Bonowicz. On i jego żona Diana zaangażowali się w pomoc osobom z niepełnosprawnością intelektualną już jako studenci. W latach 80., w ramach Ruchu Wiara i Światło prowadzili wspólnotę dla małych dzieci, zwaną „małymi Muminkami” i choć potem założyli rodzinę, wciąż prowadzą tę wspólnotę.

„Mówi się o mowie nienawiści, o mowie, która dzieli. Moi przyjaciele nigdy tak nie mówią” – podkreślał Bonowicz. Jego zdaniem, osoby z niepełnosprawnością intelektualną są "wielkimi akumulatorami wybaczania". „Jeśli nasze społeczeństwo w ogóle się jeszcze trzyma, to tylko dzięki nim” - zaznaczył.

Krystyna Mrugalska została wyróżniona za działalność społeczną na rzecz osób niepełnosprawnych intelektualnie i ich rodzin. „To legenda w tym środowisku. Jej syn, nieżyjący już Grzegorz, był osobą niepełnosprawną. Gdy się narodził, całkowicie poświęciła się wspieraniu innych rodzin” – podkreślał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Laureatka działała w trudnych czasach komunizmu, kiedy to istnienie osób z niepełnosprawnościami było tematem tabu, a jednak udało się jej stworzyć specjalny dział w ramach Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Podobne koła powstały w całej Polsce.

Ks. prałat Stanisław Łada jest kapłanem archidiecezji gdańskiej, pracuje w Pruszczu Gdańskim. Został doceniony za to, że od lat 80. otacza opieką duszpasterską i pomocą charytatywną osoby niepełnosprawne i potrzebujące. „Początkowo wspierał swoich parafian, dziś jego działalność obejmuje już całą archidiecezję” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski.

Medal św. Brata Alberta, ustanowiony w 1997 r., przyznawany jest za niesienie pomocy osobom niepełnosprawnym. Jego pierwszym laureatem był kard. Franciszek Macharski. Wśród laureatów są również m.in. premier Jerzy Buzek, prof. Zbigniew Brzeziński, bp Jan Chrapek, Anna Dymna, kard. Stanisław Dziwisz, prof. Andrzej Zoll, Agata Kornhauser-Duda czy Jakub Błaszczykowski.

Medal przedstawiający św. Brata Alberta przytulającego dzieci zaprojektował Krzysztof Sieprawski, podopieczny Schroniska dla Niepełnosprawnych w Radwanowicach.

Wyróżnienie tradycyjnie wręczane jest podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana”. W tym roku odbył się on po raz 19.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem