Reklama

Wioska w centrum Bemowa

2015-07-09 11:26

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 28/2015, str. 6-7

Artur Stelmasiak

Warszawa ma dwa radzieckie „dary”. Pierwszy, to siermiężny Pałac Kultury w centrum stolicy, a drugim owocem przyjaźni jest malownicza, drewniana osada w centrum Bemowa

Mowa o Osiedlu Przyjaźń, które zostało tak nazwane na dowód „przyjaźni” polsko-radzieckiej. W tym miejscu za kolczastym drutem powstało niewielkie i samowystarczalne miasteczko dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Gdy w 1955 r. dzielni przodownicy pracy z budową się uporali, przekazali osiedle warszawskim studentom. Uzyskano więc podwójny efekt propagandowy – przyjaźni polsko-radzieckiej i robotniczo-inteligenckiej.

W tym roku przypada zarówno 60. rocznica przekazania Pałacu Kultury, jak i oddania Osiedla Przyjaźń w ręce studentów. – Jeśli miałbym porównywać te dwie inwestycje, to zdecydowanie bardziej podoba mi się drewniana osada na Bemowie – mówi Michał Grodzki, warszawski radny z Bemowa.

Rzeczywiście, osiedle które znajduje się tuż za bemowskim ratuszem ma swój unikalny klimat. Sprawia wrażenie, jakby w tym miejscu czas się zatrzymał. A drewniana architektura kolorowych domków, jest dokładną przeciwnością tego, co radzieccy „przyjaciele” zafundowali nam w centrum Warszawy.

Reklama

Historia na polu kapusty

Na początku lat 50. krajobraz Jelonek to były głównie pola, na których uprawiano warzywa. Historia wkroczyła z rozmachem na pole kapusty dokładnie w 1952 roku, kiedy osiedlili się tu radzieccy robotnicy. Było zamknięte i strzeżone (ogrodzeniem z drutu kolczastego i monitoring 24 h na dobę przez czujne oko wartowników). Na miejscu zbudowano stołówki, sklepy, klub kultury z biblioteką, salę widowiskową na 700 miejsc i salę dla kółek artystycznych. Było tu kino, poczta, łaźnia, kotłownia oraz obiekty sportowo-rekreacyjne. Wzniesiono domy dwóch rodzajów – podłużne wielorodzinne dla robotników i fińskie domki jednorodzinne dla kadry kierowniczej.

Polscy naukowcy z PAN twierdzili, że Rosjanie wzorcowo zaprojektowali swoje osiedle dla 3,5 tysiąca osób. Przykładem dla Polaków miało się stać także codzienne życie radzieckich budowniczych. Prasa aż do przesady eksploatowała robotników radzieckich, którzy po godzinach ciężkiej pracy nie pili piwa, ale czytali literaturę piękną, kończyli korespondencyjnie studia, grali w szachy, czy też deklamowali Puszkina. Propaganda pomijała natomiast informację o znakomicie zaopatrzonym sklepie, w którym – za pewną prowizję – zaopatrywała się spora grupa okolicznej ludności.

Po wyjeździe robotników osiedle przekazano Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego. Powstało tu legendarne miasteczko akademickie, samowystarczalne miasto w mieście, z kinem Dar, klubem Studenckim Karuzela, łaźnią, stołówkami, własną przychodnią i przedszkolem. – Z relacji starszych mieszkańców osiedla dowiedzieliśmy się, że w łaźni były oddzielne dni dla mężczyzn i inne dni dla kobiet. Dopiero później pojawiały się prysznice w akademikach – mówi Jurga Kraużlis, która na „Przyjaźni” mieszka od urodzenia.

W latach 70. i 80. w klubie Karuzela koncertowały największe gwiazdy polskiej estrady z Mieczysławem Foggiem, Marią Koterbską, Marylą Rodowicz, Andrzejem Rosiewiczem, Adolfem Dymszą i Edytą Geppert na czele. Z biegiem lat zmieniał się też krajobraz okolicy. W latach 70. z pól kapusty zaczęły wyrastać bloki z wielkiej płyty. Dziś Bemowo jest 120 tys. dzielnicą, w której centrum znajduje się malownicze, zielone osiedle z drewnianą zabudową.

– W tym miejscu mieszkam od urodzenia. To całe moje życie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przyjedzie spychacz i mój rodzinny dom zrówna z ziemią, aby wybudować tu kolejne betonowe osiedla – mówi Jurga Kraużlis, która razem z innymi wychowankami bemowskiej wioski walczy o jej przetrwanie. Kilka miesięcy temu założyły Inicjatywę Osiedla Przyjaźń. Jej celem jest ochrona i rewitalizacja tego wyjątkowego zakątka stolicy.

Wejdą deweloperzy?

Drewniana wioska pośród zieleni z wąskimi uliczkami jest ulubionym miejscem spacerów dla mieszkańców okolicznych blokowisk. Szczególnie urokliwa jest tzw. część profesorska, w której niegdyś mieszkali radzieccy inżynierowie, a później pracownicy polskich uczelni. Fińskie domki z niewielkimi ogródkami przypominają trochę krajobraz drewnianych wiosek na Białostocczyźnie.

„Przyjaźń” jest doskonałą lokalizacją dla kawiarenek, działalności kulturalnej i rekreacyjno-sportowej. Tu właśnie jest największa sala widowiskowa na Bemowie, ogólnodostępne boisko i korty tenisowe. Dlaczego, to miejsce z roku na rok pustoszeje? – Brak planów na to, co ma się stać z nim w przyszłości. Osiedle ciągle zmienia właścicieli i dzierżawców. Z roku na rok stan techniczny infrastruktury jest coraz gorszy – tłumaczy Kraużlis. Gdy poznaje się historię osiedla ostatnich 20 lat, to można odnieść wrażenie, że brak pomysłów na Przyjaźń może być celowy. Gdy osiedle popadnie w kompletną ruinę, władze będą mogły powiedzieć, że nic nie da się już zrobić. I w ten sposób w ten zielony zakątek wejdą deweloperzy.

„Przyjaźń” szuka przyjaciół

Za kilka lat na Bemowo ma dojechać metro. Gdy wyjdziemy z podziemnej kolejki zobaczymy nowy kościół, ratusz, blokowiska, a kilkaset metrów dalej drewnianą wioskę pośród zieleni. Czy na pewno? – Nie wiemy co się stanie po tym, gdy skończy się w 2018 roku umowa Akademii Pedagogiki Specjalnej ze skarbem państwa. Nie znamy naszej przyszłości i nie wiemy, czy ktoś naszych domów nie sprzeda. Najgorsze jest to, że nikt nie konsultuje z nami planów zagospodarowania miejsca, w którym żyjemy od pokoleń – mówi Kraużlis.

W tej sprawie Michał Grodzki złożył interpelację na ostatniej sesji Rady Warszawy. – Też chciałbym wiedzieć, czy miasto ma jakieś plany. Słyszeliśmy już wiele obietnic, a od lat nic się nie dzieje. Efekt jest taki, że osiedle podpada w ruinę, a jego mieszkańcy cały czas żyją w niepewności – mówi radny PiS.

Broni nie składają także mieszkancy osiedla. Wszystkie stowarzyszenia zwarły szeregi w Inicjatywie Osiedla Przyjaźń. Chcą angażować wszystkich mieszkańców dzielnicy, by znów Przyjaźń stała się modna. Z końcem sierpnia wystartuje tu plenerowa „przyjazna biblioteka”. Będzie można wziąć z niej książkę lub czasopismo, zostawić innym te już przeczytane, a także dowiedzieć się, co ciekawego dzieje się na osiedlu. – Od kilu tygodni szkolimy wolontariuszy-mieszkańców, aby stali się przewodnikami po Przyjaźni – tłumaczy Kraużlis. – Szykujemy się także do 60. urodzin naszego osiedla. Będzie można dojechać do nas spod Pałacu Kultury kultowym autobusem, czerwonym ogórkiem.

* * *

Urodziny Osiedla Przyjaźń

Mieszkańcy zapraszają na 60. urodziny Akademickiego Osiedla Przyjaźń, 19 lipca o godz. 17.
Wyjazd specjalnego autobusu spod PKiN o godz. 16.30

Tagi:
Warszawa wieś

Kard. Nycz na Mszy św. za Pawła Adamowicza: nienawiść to droga donikąd

2019-01-14 21:01

lk / Warszawa (KAI)

Śmierć śp. Pawła Adamowicza uczy nas, że nienawiść i przyzwolenie na to, by ona się rozszerzała, to droga donikąd. Nigdy nie wolno deptać godności człowieka - powiedział kard. Kazimierz Nycz podczas Mszy św. w intencji zmarłego w poniedziałek prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W żałobnej Eucharystii pod przewodnictwem metropolity warszawskiego uczestniczyły najwyższe władze państwowe z prezydentem Andrzejem Dudą i premierem Mateuszem Morawieckim.

"Jesteśmy zasmuceni, a nawet zszokowani tragiczną, niespodziewaną śmiercią Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska" - rozpoczął swoją homilię kard. Kazimierz Nycz. - To, co znalazło swoje wypełnienie w dzisiejszej śmierci śp. Pawła samo z siebie jest i powinno być czasem refleksji, skupienia i modlitwy, ale oby także stało się homilią i kazaniem dla wszystkich wierzących w Chrystusa i dla wszystkich ludzi dobrej woli w Polsce - dodał.

Jak podkreślił, najlepiej byłoby w tym momencie w świątyni zamilknąć i "trwać w tej ciszy, refleksji nad śmiercią człowieka znanego - śmiercią tragiczną, chciałoby się powiedzieć: bezsensowną".

"Przychodzimy tutaj dzisiaj przede wszystkim po to, by się modlić za naszego brata Pawła, aby dobry i miłosierny Bóg szeroko otworzył mu bramy Nieba" - dodał kardynał. - Przychodzimy tu wszyscy, by być solidarnymi z rodziną Zmarłego, która najbardziej dotkliwie przeżywa tę śmierć i w solidarności z przyjaciółmi, ale także z mieszkańcami Gdańska, solidarnymi z ludźmi dobrej woli, którzy przeżywają tę śmieć z bólem i smutkiem" - mówił metropolita warszawski.

"Tej solidarności nie wolno nam zabić, nawet gdyby - choć tego nie wiemy - chciał to zrobić ten, który był zabójcą" - podkreślił hierarcha.

"Przyszliśmy także, by powiedzieć zdecydowane nie wszelkiej nienawiści, podziałom, często bezsensownym, wszelkim uprzedzeniom; by powiedzieć natomiast tak - dla miłości braterskiej, dla wspólnoty, która nikogo nie wyklucza, ale ubogaca wszystkich, którzy tę wspólnotę chcą budować - na poziomie miasta, jak to czynił śp. Paweł, czy na poziomie Ojczyzny, czy we wszystkich naszych małych wspólnotach, w których realizuje się nasze życie" - tłumaczył kard. Nycz.

Hierarcha zastanawiał się także nad często stawianymi w tak trudnych sytuacjach pytaniami o nagłą śmierć człowieka: dlaczego? Dlaczego tak wcześnie? Dlaczego tak tragicznie?

"To są zawsze trudne pytania i jeszcze trudniejsze są na nie odpowiedzi. Tymczasem Pan Jezus dziś mówi: Marto, Mario, ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Nam zasmuconym, przeżywającym traumę po śmierci śp. Pawła Pan Jezus także mówi te słowa. Tylko w Jego krzyżu, tylko w Jego zmartwychwstaniu możemy zrozumieć to wszystko, co się wydarzyło w ciągu ostatniej doby w naszej Ojczyźnie" - wyjaśnił kaznodzieja.

- A resztę dopowiada nam św. Paweł: "Nikt z nas nie żyje dla siebie. Nikt z nas nie umiera dla siebie. I w życiu, i w śmierci należymy do Pana. Świętej pamięci Paweł nie żył dla siebie. Żył dla swojej rodziny, dla swojego miasta - mówił kard. Nycz, przypominając następnie drogę zawodową Pawła Adamowicza, w tym jego wieloletnią prezydenturę Gdańska i zaangażowanie na rzecz wspólnoty tamtejszych mieszkańców. Paweł Adamowicz włączał się też nierzadko w inicjatywy o charakterze ogólnopolskim.

Co nam ta śmierć mówi? Czego chce nas nauczyć? - pytał na zakończenie homilii kard. Nycz. "Niewątpliwie uczy nas tego, że nienawiść i przyzwolenie na to, by ona się rozszerzała to droga donikąd: że nie wolno, nigdy nie wolno nie szanować i deptać godność człowieka" - podkreślił.

Jak dodał, śmierć śp. Pawła Adamowicza jest wołaniem o rachunek sumienia z naszej postawy miłości braterskiej, z naszego działania prospołecznego. Jest to wołanie do polityków, do ludzi mediów, ale także do Kościoła. - Czy każdy z nas, na swoim miejscu życiowego powołania robi to wszystko, co do niego należy? Czy nie milczeliśmy wtedy, kiedy trzeba było wołać o miłość, zgodę, wspólnotę oraz ją po prostu swoim codziennym życiem budować? - pytał metropolita warszawski.

Zaapelował o refleksję nad tymi słowami i o modlitwę za zmarłego prezydenta Gdańska, za jego rodzinę i mieszkańców miasta oraz o to, by iść drogą miłości i przebaczenia zawsze wtedy, gdy chcemy służyć dobru wspólnemu. Poprosił także o modlitwę w intencji Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Chciałem cię zabić”

2019-01-08 11:58

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 27


Archiwum prywatne

Długo stał na korytarzu, przestępował z nogi na nogę, schodził trzy stopnie niżej, aby za chwilę powrócić pod same drzwi. Wcześniej wielokrotnie widział tę scenę w wyobraźni. Czuł, jak naciska klamkę, wchodzi do środka... Dalej nie starczało mu już odwagi, by przewidywać, co się stanie. Teraz wreszcie stał przed tymi drzwiami. Przemógł chęć ucieczki i był tu... Uniesiona w górę dłoń lekko zadrżała. W końcu mruknął coś do siebie, przełknął ślinę i nacisnął dzwonek. Otworzył mu wysoki, niemal równy mu wzrostem mężczyzna. Miał bujną szpakowatą czuprynę i głębokie bruzdy pod dużymi niebieskimi oczami. Jego nieogolone policzki były blade jak u człowieka, który jest bardzo zmęczony.

– Dzień dobry, jestem... – zaczął.

– Wiem, kim jesteś – przerwał mu starszy mężczyzna i krótkim gestem dłoni zaprosił go do wnętrza mieszkania.

Z korytarza wyjrzały dwie zaciekawione twarze ślicznych dziewcząt, bez skrępowania patrzyły mu prosto w oczy.

– Moje córki – na twarzy gospodarza pojawił się wątły uśmiech.

Weszli do przestronnego pokoju. Był pełen słonecznego światła i ciężkich, staromodnych mebli. Smugi światła wydobywały obraz wirowania drobinek kurzu, które kłębiły się tuż nad podłogą. Usiedli przy przedwojennym dębowym stole.

– Palisz? – starszy mężczyzna wyciągnął ku niemu paczkę czerwonych Marlboro.

– Nie, dziękuję – odruchowo pokręcił głową.

Rozległ się trzask zapałki i starszy chciwie zaciągnął się papierosem. Słyszał, jak dziewczyny cicho szepczą za drzwiami, nie był jednak w stanie złowić sensu ich ożywionego trajkotania.

Przybysz miał ściśnięte szczęki, z trudem przeciskały się przez nie słowa. Ukradkiem spoglądał na szpakowatego gospodarza i musiał przyznać, że za młodu był zapewne bardzo przystojny. Do teraz jego twarz zachowała harmonijne, szlachetne rysy. Córki urodę odziedziczyły pewnie po nim.

Pokój był urządzony ze smakiem, regały z tysiącami książek, masywne biurko, na którym stała prawdziwa lampa od Tiffany’ego. Młody sam robił szklane witraże, potrafił więc rozpoznać precyzyjne, ręcznie wykonywane łączenia różnokolorowych kawałków barwnego szkła. W tym pokoju królował człowiek, który dobrze wiedział, czym są wyrafinowanie i dobry smak.

– Chciałem cię zabić! – powoli uniósł twarz, tak aby dojrzeć wyraz źrenic człowieka, który siedział naprzeciw.

Szpakowaty mężczyzna zgarbił się, ale ani na moment nie opuścił wzroku, wytrzymał jego spojrzenie. W pokoju zaległo ciężkie milczenie. Nawet drobiny kurzu sprawiały wrażenie, jakby zastygły w swoim bezrozumnym tańcu. Miast oczekiwanego przerażenia przybysz dojrzał, jak gospodarz spogląda na niego z rosnącym zaciekawieniem. Czuł, jak dyskretnie omiata go ciepłym spojrzeniem, wpatruje się w jego twarz, przygląda się jego dłoniom. Coś w myślach precyzyjnie szacuje.

Czytał jego ostatnią książkę. Wzruszała go i przez to jeszcze bardziej go nienawidził. Przez wiele nocy przewracał kolejne kartki, aby chwilę potem rzucać książką z rozmachem o ścianę i mleć w ustach najwulgarniejsze przekleństwa. Nienawidził tej patetycznej, napuszonej frazy, nie mógł znieść pewności, z jaką autor wypowiadał swoje ostateczne sądy. Gdyby wtedy był w pokoju obok, z całą pewnością dźgnąłby go nożem i spokojnie spoglądał na krew, która sączyłaby się z rany. Zapamiętał nawet fragment, za który najbardziej go nienawidził: „Brat Andrzej wiedział, że umrze – skromnie, bez komunikowania tego komukolwiek i rozgłaszania o nadchodzącej nieuchronności, czekał na ostatni moment. Uśmiechał się jak człowiek nie tylko pogodzony z opuszczeniem swojej doczesnej postaci, ale także rozliczony ze wszystkim, co w życiu zrobił i pomyślał, ze wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i czego nigdy nie osiągnął. Nadchodząca śmierć przynosiła mu poczucie coraz większej i coraz bardziej bezwarunkowej wolności”.

– Pieprzony obserwator! – młody czytelnik warczał w myślach, wspominając opis ostatnich chwil brata Andrzeja.

Gospodarz nadal palił papierosa i ciągle patrzył na niego, tak jakby starał się zapamiętać najdrobniejszy szczegół jego oblicza. Wyglądał jak człowiek, który chce się nauczyć tego, co widzi, i wbić sobie ten widok w najbardziej wytrzymałe struktury pamięci. Głosy dziewcząt za drzwiami dawno już umilkły. Znudzone zapewne poszukały sobie bardziej stosownej dla ich wieku rozrywki. W wypełnionym już wieczornym półmrokiem pokoju nagle rozległy się słowa przybysza:

– Matka nigdy mi o tobie nie opowiadała. Gdy byłem mały, mówiła, że zginąłeś w wypadku samochodowym, tuż przed moim narodzeniem – młodzieniec przerwał i nerwowo wstał z fotela. Zaczął krążyć po rozległym pokoju, aż w końcu zatrzymał się tuż przed oknem. Gospodarz widział teraz jego barczyste plecy obrysowane gasnącym światłem dnia.

– Kiedyś, jak byłem już w liceum, znalazłem wasze zdjęcia ze studiów. Wtedy powiedziała mi prawdę – młodzieniec zaśmiał się nerwowo. – Wtedy dowiedziałem się, że żyjesz. Była bardzo dumna, ale wymusiłem na niej, aby opowiedziała mi całą prawdę.

Gospodarz niepewnie podniósł się ze swojego fotela.

– Nie, jeszcze nie teraz! – warknął przybysz. Ciągle stał przed oknem, wpatrując się w pierwsze zapalone latarnie. – Jeszcze ja chcę mówić!

– Ale ja...

– Jeszcze chwila! – przybysz ponownie brutalnie mu przerwał.

– Wiem, że nie wiedziałeś. Dałeś jej przecież pieniądze na skrobankę, a potem zniknąłeś. Nigdy więcej jej nie zobaczyłeś.

– Pięć lat temu napisała do mnie list – głos gospodarza był spokojny i cichy, brzmiał jak bardziej chropawa wersja tembru młodzieńca.

Młody mężczyzna odwrócił się zaskoczony.

– List?

– Tak. Napisała do wydawnictwa. Opisała mi ciebie, twoje studia...

– Zmarła dwa miesiące temu – młodzieniec znów mu przerwał, tym razem jednak jego głos nie był już tak zimny jak kilka minut wcześniej. Podszedł do fotela i znów usiadł naprzeciw gospodarza. – Nie wiedziałem, że cię znalazła. Szukałem wśród waszych starych znajomych ze studiów. W końcu dowiedziałem się, że wyjechałeś do Łodzi, że założyłeś rodzinę. Przez te wszystkie lata życzyłem ci śmierci. Modliłem się, aby Bóg zesłał na ciebie śmiertelną chorobę, uderzył cię nieszczęściem. Przez te wszystkie lata nienawidziłem cię najmocniej, jak tylko potrafiłem.

– Wiem – szpakowaty mężczyzna znów skurczył się w ramionach.

– Skąd ty to możesz wiedzieć?! Przyjechałem tu... – młody głos zawisł na chwilę w powietrzu.

Zaskoczony gospodarz dostrzegł łzy w oczach młodzieńca.

– Przyjechałem tu, aby cię przeprosić, aby...

– Przeprosić? – starszy stuknął się dłonią w czoło.

– Tak. I prosić, byś mi wybaczył.

– Ja tobie?!

– Tak.

Starszy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach, jego plecy zadrgały w bezgłośnym szlochu.

***

Kiedy z wielkiego okna na powrót zaczęły się sączyć pierwsze promienie porannego słońca, młody mężczyzna wstał i pocałował gospodarza w dłoń.

– Dziękuję.

– To ja dziękuję – odpowiedział gospodarz. – Wyzwoliłeś mnie z więzienia mojej bezsenności – dodał, zauważywszy pytające spojrzenie młodzieńca. – Od dwudziestu lat nie mogłem spać. Myślałem o dziecku, które się nie narodziło, o jego małych rączkach, ustach, sercu. Potem, pięć lat temu, gdy dowiedziałem się, że jednak istniejesz, dziękowałem Bogu, napisałem tę książkę, a teraz przyniosłeś mi wolność.

Młodzieniec cicho przeszedł przez korytarz – dziewczyny spokojnie spały w swoim pokoju. Zamknął drzwi najciszej jak umiał i lekko zbiegł po schodach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prezydent Duda weźmie udział w uroczystościach pogrzebowych Prezydenta Pawła Adamowicza

2019-01-16 19:41

maj, aw / Gdańsk (KAI)

Prezydent RP Andrzej Duda weźmie udział w uroczystościach pogrzebowych tragicznie zmarłego Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza. Pozostaje w związku z tym w stałym kontakcie z Premierem oraz Urzędem Miasta Gdańska - informuje Kancelaria Prezydenta RP.

KPRM

Pogrzeb zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza odbędzie się w sobotę 19 stycznia. Eucharystia, której będzie przewodniczył metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź rozpocznie się o godz. 12.00. Szczątki Zmarłego zostaną złożone w Bazylice Mariackiej.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zmarł w poniedziałek 14 stycznia wskutek ciężkich ran odniesionych poprzedniego wieczora po ataku nożownika podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Miał 53 lata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem