Reklama

Prezydent z powołaniem

2015-07-29 08:04

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 31/2015, str. 12-14

Andrzej Duda/facebook.com

Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Później wygrywasz
Mahatma Gandhi

Kanwą do amatorskiego klipu poparcia dla Andrzeja Dudy, który podbił Internet na finiszu kampanii prezydenckiej, były słowa Mahatmy Gandhiego: „Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Później wygrywasz”. I właśnie ten cytat jest doskonałą ilustracją tego, co wydarzyło się w ostatnich wyborach. Wygrana Andrzeja Dudy oznacza nowy rozdział w polskiej polityce. Niektórzy już teraz wieszczą koniec epoki permanentnego konfliktu, bo przebuduje się cała scena życia politycznego.

Wiara jak lina

Poranek w Starym Sączu. Do domu Alojzego Dudy puka pani listonosz. Wchodzi do środka, a tam modlą się dzieci, dorośli i dziadkowie. W sumie było ze 20 osób, a więc musieli klęczeć aż w przedpokoju. Pani listonosz zatrzymuje się w drzwiach, zdziwiona widokiem. – Umarł ktoś? – pyta. – Nie, mówimy pacierz.

Ta opowieść doskonale pokazuje, z jakiej rodziny wywodzi się nowy Prezydent RP. Jest to dom bardzo ciepły, patriotyczny i naturalnie religijny. – Tak jak podczas górskiej wspinaczki trzymasz się mocno liny, tak w życiu trzymaj się wiary – tłumaczył ojciec dorastającemu Andrzejowi. Teraz tej „liny” musi się trzymać jeszcze mocniej, bo wspiął się bardzo wysoko.

Reklama

Gdy spędzał wakacje w Starym Sączu, służył do Mszy św., tak jak wcześniej jego dziadek i ojciec. Sądecki kościół i klasztor Sióstr Klarysek jest wyjątkowym miejscem dla całej rodziny. Nawet córka Prezydenta ma na imię Kinga, na cześć świętej księżnej, która zrezygnowała z dworskiego życia, aby wstąpić do klasztoru w Starym Sączu.

Niestety, niektóre media i politycy już zaczęli krytykować „nadmierną religijność” głowy państwa. Nie podobały im się powyborcza wizyta na Jasnej Górze, modlitwa przed relikwiami św. Stanisława na Wawelu albo własnoręczne ratowanie Komunii św. podczas Święta Dziękczynienia.

– Tym, którzy atakują mnie za modlitwę i chodzenie do kościoła, chciałbym powiedzieć, że jako prezydent nikogo do modlitwy nie będę zmuszał – odpowiedział Andrzej Duda. – Ale też proszę, aby nikt mi nie zabraniał się modlić. Modliłem się przed kampanią, w trakcie kampanii i będę się modlił teraz.

Krakus z krwi i kości?

Andrzej Duda urodził się, wychował i wykształcił w Krakowie, ale jego rodzina nie pochodzi z królewskiego miasta. W uproszczeniu można powiedzieć, że są trzy miejsca, gdzie prezydent ma swoje genealogiczne korzenie – Stary Sącz, Warszawa i m.in. Radomsko. Rodzina ojca to górale z Sądecczyzny, dziadek ze strony matki – Nikodem Milewski był warszawiakiem. Gdy wojna zabrała mu wszystko, wyjechał do Radomska, gdzie ożenił się z babcią przyszłego prezydenta. – Można powiedzieć, że połowa jego krwi pochodzi z Sądecczyzny, jedna czwarta z Warszawy i tyle samo z Radomska – mówi „Niedzieli” prof. Jan Duda, ojciec Prezydenta.

I choć Andrzej Duda nie jest rodowitym krakowianinem, to jednak atmosfera tego miasta, rodzinnego domu i środowisko, w którym się obracał, odcisnęły na nim największy ślad. – To, kim jestem i jaki jestem, zawdzięczam moim rodzicom, a także dziadkom. Oni nauczyli mnie szacunku do każdego człowieka, bez względu na jego status społeczny – podkreśla Prezydent RP.

Żonę Agatę poznał w liceum. Spotykali się przez wiele lat, aż wzięli ślub na czwartym roku studiów. Pierwsza Dama, tak jak i Prezydent, pochodzi z rodziny inteligencji krakowskiej. Jest córką poety i wykładowcy – prof. Juliana Kornhausera. Ich znajomi zgodnie podkreślają, że są dobrą, kochającą się rodziną. – Gdy byłam u nich w Krakowie, zobaczyłam ciepłe relacje między nim, żoną i córką. Widać, że poszliby za sobą wszędzie – mówi „Niedzieli” Małgorzata Wypych, której mąż, śp. Paweł Wypych, przyjaźnił się z Andrzejem Dudą. – Taka rodzina jest wielkim dobrem, które powinno być pod ochroną.

Prezydent uczył się w jednym z najlepszych krakowskich liceów, później wybrał studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z tą uczelnią wiązał swą przyszłość jako młody naukowiec. Samodzielności i odwagi uczył się w harcerstwie. – Choć obaj mieszkamy w Krakowie, poznaliśmy się 30 lat temu na zimowisku w Częstochowie. Później spotykaliśmy się jako licealiści i studenci tej samej uczelni. Andrzej jest osobą, która dba o przyjaźnie i pielęgnuje je – mówi „Niedzieli” Wojciech Kolarski, przyjaciel Prezydenta i były szef jego krakowskiego biura.

O tym, jak Prezydent traktuje przyjaciół, przekonała się w tragicznych chwilach Małgorzata Wypych. Wieczorem 10 kwietnia 2010 r. przyjechał do domu swojego przyjaciela Pawła, aby w tych trudnych chwilach wspierać jego rodzinę. – Znałam Andrzeja z opowiadań męża, ale osobiście poznałam go dopiero po tragedii. Dziś jest przyjacielem naszej rodziny i jestem pewna, że będzie bardzo dobrym prezydentem – podkreśla Małgorzata Wypych.

Droga na szczyt

Prezydent został wychowany w rodzinie, dla której pieniądze i rzeczy materialne nigdy nie były najważniejsze. – Żyj uczciwie, pracuj ciężko, a życie cię nie zawiedzie, bo Opatrzność będzie nad tobą czuwała – powtarzali rodzice. Wystarczy wspomnieć, że małżeństwo naukowców przez 10 lat mieszkało z synem w 9-metrowym pokoiku. – Kiedy wreszcie kupiliśmy malucha, to traktowaliśmy go jak dodatkowy pokój – żartuje prof. Jan Duda.

Podobnie było z dr. Andrzejem Dudą, który w 2005 r. nie skorzystał z oferty intratnej posady w korporacji związanej z nieruchomościami. Wolał uczelniane „grosze” i pracę naukową. – Teraz też nie kandydował dla pieniędzy. Jako prezydent będzie zarabiał sześć razy mniej niż jako europoseł – mówi Michał Ciechowski, były asystent w jego biurze.

W 2005 r. na młodym prawniku poznali się politycy PiS, którzy potrzebowali fachowca do pisania ustaw. Gdy sprawdził się jako ekspert, dostał propozycję objęcia urzędu wiceministra sprawiedliwości. – I to jest tak jak z powołaniem, ono przychodzi nagle, kiedy się nie spodziewasz, ale wtedy już wiesz, że to twoja droga – tak wspominał swoje pierwsze polityczne kroki Prezydent.

Jednak cechy przywódcze wykazywał już w harcerstwie. Potrafił postawić przed sobą cele, a później konsekwentnie je realizował. – Jest niesłychanie rzetelny w tym, co robi. Gdy zdecydował się na politykę, wiedziałem, że osiągnie sukces. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że tak szybko zajdzie na sam szczyt – podkreśla Kolarski.

Nie jest typem polityka, który rozpycha się łokciami, buduje zwalczające się frakcje albo zdobywa władzę, zarządzając sztucznym konfliktem. Dla niego liczą się: przyzwoitość, uczciwość, przyjaźń i praca. Gdy teraz buduje skład swojej kancelarii, to właśnie opiera się na przyjaciołach i osobach, które nigdy go nie zawiodły. – Wraz z wygraną Andrzeja w Polsce skończyła się pewna epoka. Przez osiem ostatnich lat system polityczny opierał się na konflikcie, który został specjalnie wykreowany na potrzeby PR – mówi Kolarski. – Jest człowiekiem, który traktuje politykę w klasycznym znaczeniu, czyli jako troskę o dobro wspólne.

Polityczna misja

Po skróconej kadencji Sejmu i przegranych wyborach został ministrem w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jego obowiązkiem było m.in. sprawdzanie ustaw pod kątem zgodności z konstytucją. Prezydent ze swoim ministrem doskonale się rozumieli. Profesor prawa miał okazję podyskutować sobie z doktorem na poziomie akademickim. – Choć ich wizja Polski była bardzo podobna, to jednak Andrzej czasami miał odmienne zdanie od Prezydenta. I m.in. za to szef go bardzo cenił – podkreśla Jacek Sasin, który wówczas był wiceszefem kancelarii.

Andrzej Duda wielokrotnie odwoływał się do dziedzictwa śp. Lecha Kaczyńskiego. – Był mężem stanu, miał prawdziwą wizję. Poznałem idee państwa polskiego, którą prof. Lech Kaczyński w sobie nosił – mówił podczas swojej pierwszej konwencji. O tym, jak Andrzej Duda traktował pracę w kancelarii, przypomniał jeden z sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Po śmierci Prezydenta były minister nadal chodził na rozprawy TK. – I choć nie miał już żadnych uprawnień, to siadał w zwykłych ławkach dla publiczności, by chociaż symbolicznie kontynuować swoją pracę dla głowy państwa. W ten sposób chciał dopełnić powierzoną sobie misję. To świadczy o klasie prawnika i człowieka – przypomina sędzia trybunału Wojciech Hermeliński.

8 kwietnia 2010 r. Andrzej Duda ostatni raz rozmawiał z Prezydentem i ze swoim przyjacielem Pawłem Wypychem. – Ja mam swoje lata i moje pokolenie będzie odchodzić, ale kiedy to będzie się działo, to na was spocznie ciężar prowadzenia polskich spraw – powiedział wtedy Lech Kaczyński.

Dwa dni później zginął Prezydent oraz minister Wypych. – 10 kwietnia Andrzej mógł być w samolocie. Wie, że ocalał spośród niewielu wysokich urzędników kancelarii – mówi Małgorzata Wypych. – Wydaje mi się, że świadomość bycia ocalonym jeszcze bardziej determinuje go do kontynuowania tej misji – dodaje.

Omodlony kandydat

Kampania wyborcza pokazała, że droga do zwycięstwa nie jest łatwa. Nawet polityczni przeciwnicy przyznają, że Andrzej Duda ciężko pracował na swój sukces. Odwiedził prawie wszystkie powiaty w Polsce, a Dudabus przejechał ponad 30 tys. kilometrów. Dziś śmiało można powiedzieć, że mamy pracowitego i upartego prezydenta.

Gdy się porówna zdjęcia z pierwszej konwencji prezydenckiej z fotografiami z wieczoru wyborczego, to gołym okiem widać, że Andrzej Duda stracił sporo kilogramów. – Nic dziwnego. To przecież był bardzo wyczerpujący codzienny wysiłek. Ja sam zrzuciłem siedem kilo – mówi Michał Ciechowski, który towarzyszył Prezydentowi w trasie po wyborczy sukces.

Tuż przed ciszą wyborczą w pierwszej turze zorganizowano kameralne spotkanie z kandydatem i jego córką. I choć był entuzjazm, to jednak nikt nie spodziewał się tego, co stanie się w niedzielę wyborczą. Badania zlecone dla sztabu wskazywały dużą przewagę Bronisława Komorowskiego. Wygrana w pierwszej turze dodała wszystkim skrzydeł i autentycznej wiary w zwycięstwo. – W poniedziałek zorganizowaliśmy niezapowiedziane spotkanie w Sochaczewie. Wystarczyło wysłać po południu kilka SMS-ów, aby przyszło kilkanaście tysięcy osób. Później już z każdym dniem tłum był coraz większy – wspomina Ciechowski.

Walka toczyła się do ostatniej minuty. Konwencja w czwartek, a później Dudabus i jazda w Polskę 24 godziny na dobę. – Pamiętam, jak Prezydent nam dziękował i mówił, że nas podziwia – wspomina Joanna Wieczorek, która jeździła w drużynie Dudy. – Zawsze pytał, czy coś jedliśmy, czy dobrze się czujemy. Ostatniej nocy chodził po autokarze z kocami i przykrywał tych, którzy ze zmęczenia zasnęli. Prezydent jest dobrym człowiekiem, który dobrze zaopiekuje się Polakami.

Kampania oparta na bezpośrednim kontakcie z wyborcami okazała się strzałem w dziesiątkę. Sztabowcy doskonale wiedzieli, że tylko w ten sposób można ominąć przekaz głównych mediów, które sprzyjały prezydentowi Komorowskiemu. – Andrzej Duda jest pracowity, młody i wysportowany. Wygrał wyścig wyborczy zarówno merytorycznie, jak i kondycyjnie – podkreśla Ciechowski.

Kampania toczyła się na ulicach, w mediach i pierwszy raz bardzo intensywnie w Internecie, zwłaszcza na portalach społecznościowych. Kilka dni po wygranej prezydent Andrzej Duda zwrócił uwagę na jeszcze jeden wymiar kampanii. – Wiem, że bardzo dużo ludzi modliło się za mnie. Może właśnie to był czynnik przesądzający? Udało się, bo kandydat był dobrze omodlony – mówił na spotkaniu z misjonarzami. – Teraz jednak modlitwy będę potrzebował jeszcze bardziej.

Noc w górach

Na początku kampanii śmiano się z Andrzeja Dudy, że jest za młody, mało wyrazisty, a nawet za grzeczny i za miły. – To nie są wady, ale zalety. On jest uprzejmy, ale także stanowczy, zasadniczy i potrafi walczyć. Co więcej, jest odważny i honorowy – podkreśla Kolarski.

Po wygranych wyborach Prezydent spotkał się ze swoimi przyjaciółmi w Krakowie. Był szczęśliwy, że teraz będzie mógł zrobić więcej dobrego. Jego znajomi mówią, że jest osobą, której władza nie przytłacza, ale dodaje skrzydeł. Co ważne, chce pozostać tym samym człowiekiem. – Na pewno zmieni się charakter jego eskapady z przyjaciółmi w góry. Tym razem Biuro Ochrony Rządu będzie musiało potrenować nocne chodzenie razem z harcerzami po Gorcach – mówi Kolarski. – Prezydent już się umówił na jesienną wyprawę ze swoimi druhami.

Kiedy pyta się jego znajomych, przyjaciół, współpracowników o jakieś obawy, czy prezydent Andrzej Duda poradzi sobie na najwyższym stanowisku w Rzeczypospolitej, odpowiadają, że są spokojni. To człowiek dobry i doskonale przygotowany, aby służyć Polsce. Prezydent ma jedną ważną cechę – jak się za coś weźmie, to wkłada w to całego siebie.

Prof. Jan Duda patrzy na syna z wielką nadzieją, ale i z obawą. Wie, że Andrzej jako prezydent będzie miał wrogów. – Naturalne jest, że każdy rodzic z troską patrzy na swoje dziecko. Ale co ja mogę zrobić? – mówi. – Jedyne, co mi pozostaje, to zawierzyć wszystko Opatrzności Bożej, modlić się o siły i łaskę Ducha Świętego dla niego. O modlitwę w jego intencji proszę też Czytelników „Niedzieli”.

Tagi:
prezydent Duda Andrzej

Prezydent: Okrągły Stół był w Polsce potrzebny, choć jego bilans nie jest jednoznacznie pozytywny

2019-02-06 07:51

- Okrągły Stół był w Polsce potrzebny, choć jego bilans nie jest jednoznacznie pozytywny, ale jest dodatni - mówił we wtorek w Polsat News Prezydent RP Andrzej Duda. Jak przekonywał w programie ,,Wydarzenia i Opinie", bohaterowie polskiej wolności, tacy jak premier pierwszego niekomunistycznego rządu Tadeusz Mazowiecki, powinni mieć swoje pomniki.

Jakub Szymczuk/KPRP

OKRĄGŁY STÓŁ

- Było wiele rzeczy, których mogliśmy uniknąć, wielu ludzi spotkał wręcz tragiczny los. Bilans nie jest jednoznacznie pozytywny, ale jest dodatni. (...) jeśli ktoś pyta, czy się nie opłacało, ja mówię: opłacało się - podkreślił Prezydent, pytany o ocenę Okrągłego Stołu, którego obrady rozpoczęły się trzydzieści lat temu, 6 lutego 1989 roku.

- Oceny są bardzo różne. Dzisiaj mieliśmy niezwykle ciekawą debatę młodzieży w Pałacu Prezydenckim, w Sali Kolumnowej, gdzie Okrągły Stół stał. Debatowali był potrzebny, czy też można go było nie organizować, a i tak uzyskałoby się podobny efekt - powiedział Andrzej Duda. Jak dodał, sam był wówczas młodym człowiekiem. - Miałem 17 lat. Był to dla mnie ogromny przełom, dla mojej rodziny. Była wielka radość, bardzo czekaliśmy i głęboko wierzyliśmy, że to doprowadzi rzeczywiście do zmienienia Polski - ocenił.

- Kiedy patrzymy na naszą dzisiejszą rzeczywistość i porównujemy ją z tym, co było wtedy, chyba nikt nie ma wątpliwości, że oczywiście przez te 30 lat zmieniło się ogromnie. Dzisiaj jesteśmy krajem, który jest członkiem Unii Europejskiej, Sojuszu Północnoatlantyckiego - mówił Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta, "nie ma wątpliwości", że Okrągły Stół "był potrzebny". - Był potrzebny także z jeszcze jednego względu, kiedyś bardzo mocno akcentował to prezydent Lech Kaczyński, który uważał, że tak czy siak Okrągły Stół powinien mieć miejsce, (...) żebyśmy byli tym pierwszym krajem, w którym następowały przemiany. Mur berliński runął, bo Polska dała temu początek - podkreślił Andrzej Duda.

Jak dodał, oponenci Okrągłego Stołu mówią ,,nie trzeba go było organizować, bo trzeba było czekać, aż komuniści bardziej osłabną i dopiero wtedy doprowadzić do zmian ustrojowych. - Stało się to de facto na warunkach komunistów, dzięki temu uwłaszczyli się na państwowym majątku, dzięki temu w polskim życiu publicznym zostało to, co nazywamy postkomunizmem, czyli bardzo wiele patologii, z którymi walczymy do dzisiaj. I to też jest prawda, tylko moim zdaniem jednak ogólny bilans jest dodatni - ocenił prezydent.

Podkreślił, że wielką wartością przemian roku 1989 było to, że ,,rewolucja, która nastąpiła w Polsce, miała charakter bezkrwawy".

Prezydent pytany o wybory 4 czerwca 1989 roku, stwierdził: - Oczywiście, że to ważny moment. W szczególności odzyskanie senatu. I to chciałbym podkreślić.

POMNIK TADEUSZA MAZOWIECKIEGO W WARSZAWIE

- Lech Wałęsa jest bohaterem lat 80., z pewnością można go nazywać bohaterem naszej wolności - mówił prezydent, pytany o ocenę ważnych postaci przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. - Ma ciemne karty w swoim życiorysie, oczywiście, że ma. Szkoda, że kiedyś nie wyznał Polakom prawdy, jak rzeczywiście było, bo myślę, że ogromna cześć ludzi by mu uwierzyła - przekonywał Andrzej Duda. Jak dodał: - Uważam, że ten okres 1989 roku ma pewien szczególny wymiar, osobowy, niezwykle symboliczny, a mianowicie rząd na czele z pierwszym niekomunistycznym premierem Tadeuszem Mazowieckim.

- To były wielkie chwile, powinny być upamiętnione pomnikiem Tadeusza Mazowieckiego - ocenił prezydent Duda. Jego zdaniem, taki pomnik powinien stanąć w Warszawie. - Mam nadzieję, że rada Warszawy podejmie tę inicjatywę - mówił. Pytany, czy jest w tej sprawie w stanie spotkać się z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim odparł: jeżeli tylko będzie taka wola, ja jestem gotów wspierać ten pomysł i tę ideę, bo uważam, że taki pomnik powinien się w Warszawie znaleźć.

- To była postać, wielce zasłużona właśnie jako człowiek, który walczył o odzyskanie przez nas wolności - powiedział prezydent Andrzej Duda o b. premierze Tadeuszu Mazowieckim.

JĘZYK DEBATY PUBLICZNEJ

Na pytanie o to, co zostało po apelach o pojednanie po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, Andrzej Duda odpowiedział: Niestety, tak jak niektórzy przewidywali zostało niewiele.

- Są tacy dziennikarze, którzy podgrzewają spór i to jest złe. Ja nawet powiedziałem w jednym z wywiadów, że jeśli w programie jest np. polityk, czy jakiś publicysta czy ktokolwiek, kto przekracza ramy debaty publicznej, dziennikarz go powinien po prostu ze studia wyprosić. Powiedzieć ,,niestety, nie rozmawiamy w ten sposób, to nie jest język debaty" - przekonywał

Prezydent.

Jak przyznał, nawet on sam, gdy analizuje swoje wypowiedzi z ostatnich 10 lat, to widzi ,,takie momenty, że można było się inaczej wypowiedzieć: subtelniej, delikatniej".

Zapytany o słowa Donalda Tuska, który na Twitterze napisał: ,,Kłamstwo organizowane przez władzę za publiczne pieniądze to perfidna i groźna forma przemocy, której ofiarami jesteśmy wszyscy. I wszyscy powinni solidarnie, w ramach prawa, przeciw temu kłamstwu protestować", Prezydent stwierdził, że ,,przyjął je ze zdumieniem" i odebrał jako atak na polskie władze.

- To jest ostry język, według mnie w tym momencie niepotrzebny. To zdumiewające, że przewodniczący Rady Europejskiej wypowiada się o Polsce w taki sposób. Zwłaszcza, że ma też swoją historię, kiedy był premierem i różne rzeczy można z tego czasu wspominać. Odebrałem to ogólnie jako atak na polskie władze i to mnie zdumiało, bo uważam, że (...) to bardzo daleko idące stwierdzenie - mówił Andrzej Duda.

Odnosząc się do ataku na Magdalenę Ogórek przed siedzibą Telewizji Polskiej, Prezydent stwierdził, że takie zdarzenie nigdy nie powinno mieć miejsca. - Można być krytycznym, można demonstrować, mamy wolność słowa w Polsce. Natomiast obrażanie, czy też fizyczna agresja jest czymś, co nigdy nie powinno mieć miejsca - podkreślił. Przyznał, że ujawnienie w "Wiadomościach" TVP wizerunku osób protestujących "zdziwiło" go i jest tym "zdumiony".

Dopytywany, czy "publiczne media łamią obyczaje" Andrzej Duda odpowiedział: Uważam, że media w ogóle bardzo często pozwalają sobie na zbyt wiele. I uczestnicy programów, i sami dziennikarze pozwalają sobie na zbyt wiele, na zbyt daleko idące słowa, na zbyt ostre wypowiedzi i komentarze. Niestety, zdarza się, że słyszymy nieprawdę i to jest coś, co nie powinno mieć miejsca.

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że rozmawiał z przedstawicielami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, bo uznał, ,,że jest to ten podmiot, z którym jako prezydent na ten temat rozmawiać powinienem". Wyjaśnił, że tą rozmową chce "po pierwsze w jakimś sensie uwrażliwić członków organu na tę kwestię, po drugie mają też oni odpowiednie instrumenty oddziaływania".

ŚMIERĆ PREZYDENTA GDAŃSKA

- Nie uważam, że to jest mord polityczny, dokonał go człowiek, który jest dotknięty chorobą psychiczną - powiedział Prezydent o zabójstwie Pawła Adamowicza.

- Każda władza normalnie funkcjonująca prowadziłaby do tego, że taki człowiek został aresztowany i skazany przez sąd, jeśli dopuścił się przestępstw. To, że to się stało akurat za rządów Platformy, no tak się stało, ale jestem przekonany, że kto by nie rządził, to skutek byłby ten sam. Gdyby rządził PiS siedziałby w więzieniu, gdyby rządziło SLD wierzę, że też by siedział w więzieniu - mówił.

Andrzej Duda wyraził przekonanie, że zabójca Prezydenta Gdańska raczej nie był zwolennikiem jakiejś jednej strony sceny politycznej i dlatego dokonał politycznego mordu. - No nie, on w swojej irracjonalności myślenia, jakiejś zemsty dokonał na tych, których uważał za sprawców swojego nieszczęścia wtedy, czyli sprawiedliwego umieszczenia go w zakładzie karnym - oświadczył Prezydent.

Zaznaczył również, że nie będzie komentować żadnych słów wdowy, która jest dotknięta nieszczęściem. - Byłem na uroczystości pogrzebowej, bo zginął prezydent miasta będący na służbie. (…) To, w której ławce siedziałem jest sprawą wtórną, bardziej organizatorów niż moją - powiedział.

PREZYDENT O JAROSŁAWIE KACZYŃSKIM

Prezydent Andrzej Duda, pytany o publikacje "GW" odparł, że nie widzi w stenogramach nic zdrożnego. Dodał, że ,,odpowiednie organy", takie jak prokuratura, przyjrzą się tej sprawie.

Andrzej Duda został też zapytany, czy premier Mateusz Morawiecki powinien zawiesić w pełnieniu obowiązków rządowego koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego. Wniosek w tej sprawie zapowiedzieli we wtorek politycy PO, którzy wskazywali, że zarówno on, jak i jego zastępca Maciej Wąsik oraz szef CBA Ernest Bejda byli w przeszłości związani ze spółką Srebrna. - Znam niewiele osób uczciwszych niż pan prezes Jarosław Kaczyński i pan minister Mariusz Kamiński - odpowiedział Andrzej Duda.

OBCHODY 80. ROCZNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ

- Oczywiście zostaną wysłane zaproszenia do przywódców, do wielkich tego świata, a przede wszystkim do przywódców państw, które brały udział w II wojnie światowej, przede wszystkim po stronie wolnego świata. Uroczystości z zaproszonymi głowami państw będą, jak sądzę, na Westerplatte - powiedział Prezydent. Podkreślił, że Prezydent Donald Trump także otrzyma zaproszenie i ,,ogromnie byśmy się cieszyli, gdyby był z nami".

Jak dodał z przywódcą Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem rozpocznie ten dzień nad ranem od spotkania w Wieluniu - pierwszym polskim mieście, które zostało zbombardowane przez hitlerowskie Luftwaffe, ,,gdzie zbombardowano zwykłych, śpiących ludzi, gdzie dokonano de facto mordu na ludności cywilnej"

KONFERENCJA BLISKOWSCHODNIA W WARSZAWIE

- Jesteśmy członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i organizacja konferencji międzynarodowej, której celem jest stabilizacja sytuacji i zdążanie do uspokojenia niepokojów na Bilskim Wschodzie jest działaniem, które z mojego punktu widzenia jest absolutnie naturalne - mówił Prezydent Duda.

Podkreślił, że będą to bardzo ważne rozmowy, ale Polska występuje tutaj z punktu widzenia państwa neutralnego, które dąży do tego, by prawo międzynarodowe było przestrzegane.

Na pytanie, czy warto rezygnować z dobrych relacji z Iranem organizując konferencję, Prezydent zapewnił, że relacje Polski z Iranem są ,,normalne". - Weryfikowałem to, rozmawiałem z ministrem Jackiem Czaputowiczem. Nie ma tutaj żadnego niepokoju. Jesteśmy państwem neutralnym, organizujemy konferencję, która ma charakter pokojowy, która ma prowadzić do rozwiązania konfliktowych sytuacji na Bliskim Wschodzie - zapewnił.

- Oczywiście uważam, że Iran powinien być częścią dyskusji na ten temat, bo tego bez Iranu się nie zakończy, ale dzisiaj do spotkania przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Iranu nie ma klimatu. Wierzę, że to się zmieni, także dzięki temu, że z tej strony zostaną wypracowane takie propozycje, które będą otwarciem do pewnego kompromisu. A wtedy, rzecz jasna wierzę w to głęboko, że z udziałem Iranu ten kompromis zostanie wypracowany. Ale do tego trzeba zmierzać pewnymi krokami - powiedział Andrzej Duda. (KP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Czwartek - nasącz modlitwą...

2019-04-18 01:56

Agnieszka Bugała

Wielki Czwartek ze służebnicą Bożą s. Leonią Nastał

pixabay

Święte Triduum to dni wielkiej Obecności i... Nieobecności Jezusa. Tajemnica Wielkiego Czwartku – z ustanowieniem Eucharystii i kapłaństwa – wciąga nas w przepastną ciszę Ciemnicy. Wielki Piątek, po straszliwej Męce Pana, zostawia nas nagle samych na środku drogi. Zapada cisza, która gęstnieje. Mrok, w którym nie ma Światła. Wielka Sobota – serce nabrzmiewa od strachu, oczekiwanie zadaje ból fizyczny. Wróci? Przyjdzie? Czy dobrze to wszystko zrozumieliśmy? Święte Triduum – dni, których nie można przegapić. Dni, które trzeba nasączyć modlitwą i trwaniem przy Jezusie.

Kiedy w nocy w Wielki Czwartek pojmano Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, Apostołowie przestraszyli się i uciekli. Zostawili Go samego, dlatego Ewangelie nie wspominają nic o torturach Jezusa wycierpianych w nocy. Co wtedy przeżywał? Co się działo w otchłani więzienia? Łaskę poznania i wtajemniczenia w grozę tej nocy otrzymała s. Leonia Nastał, służebniczka Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, dziś służebnica Boża. Oto słowa Jezusa, które zanotowała w dzienniku duchowym „Uwierzyłam Miłości”:

„Noc w lochu więziennym. Co i ile tam cierpiałem, okryte jest również mrokiem tajemnic. Nie miałem tam świadka, który by patrzył na moje bóle, męki i cierpienia. (...) Siepacze wtrącili Mnie, po przesłuchaniu u arcykapłanów żydowskich, do więzienia, ale nie zostawili Mnie tam samego. Rozpoczęli ze Mną straszliwą igraszkę wśród ciemności nocnych. Siepacze ustawili się w kątach lochu i odrzucali Mnie jeden drugiemu z całej mocy, jak się odrzuca piłkę. Kiedy im się uprzykrzył ten rodzaj zabawy, chwycili Mnie za ręce i, ciągnąc w przeciwne strony, próbowali swoich sił moim kosztem. Równocześnie inni siepacze wbijali ostre iglice w moje ciało. Ile omdlewających bólów cierpiałem wówczas. Wreszcie rzucili Mnie na ziemię. Jeden z siepaczy stanął na mojej głowie, inny na piersiach, a jeszcze inny na nogach, i cisnęli Mnie do ziemi całą siłą swojego ciężaru. Przechodzili przeze Mnie (...). Byli i tacy, którzy usiłowali wyłamywać poszczególne palce moich rąk, uderzali głową moją o słup kamienny. Jakaś zaciekłość, iście szatańska, popychała tych nieszczęśników do coraz to nowych okrucieństw i znęcania się nad bezbronną ofiarą. W Sercu moim panowała w czasie tych katuszy niczym niezmącona słodycz, dobroć, litość dla biednych ludzi. Nie wydałem ani jednej skargi, ani jednego wyrzutu niewdzięczności. Usiłowałem wpłynąć swoją łaską na ich dusze, ale serca ich były już zatwardziałe. Nie chcieli sobie odmówić przyjemności, jaką znajdowali w katowaniu Mnie. Milczałem wówczas…”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Baranek i wspólnota

2019-04-18 21:25

Magda Nowak

– Kiedy w ten Wielki Czwartek próbujemy po raz kolejny pokłonić się wobec tajemnicy Mszy św., to dziś wydobądźmy z niej te dwie prawdy: Baranek i wspólnota, dwie nieodłączne tajemnice każdej Mszy św. – powiedział bp pomocniczy archidiecezji częstochowskiej Andrzej Przybylski. Słowa te wybrzmiały podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w archikatedrze częstochowskiej na pamiątkę ustanowienia sakramentów kapłaństwa i Eucharystii.

Marian Sztajner/Niedziela

– Nie mamy wątpliwości, że baranek ofiarny to dla nas Chrystus, bo zawsze kiedy przyjmujemy Jego ciało przed komunią św. słyszymy te słowa: oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Ale czy przyjmujemy Go tylko dla siebie? Tylko dla własnej pobożności, świętości, bliskości z Bogiem? – pytał biskup. – Pan wyraźnie nam mówi, dlaczego Baranek nazywa się podczas Mszy św. komunią, bo Bogu chodzi o wspólnotę, bo tych wszystkich najważniejszych tajemnic, które w tych dniach będziemy przeżywać, Bóg nie czyni dla siebie. Bóg nie ponosi cierpienia dla samego siebie, żeby pokazać swoje bohaterstwo, Bóg nie umiera na krzyżu dla samego siebie i wreszcie nie zmartwychwstaje dla samego siebie, ale dla nas, dla każdego z nas.

Zobacz zdjęcia: Msza św. Wieczerzy Pańskiej w Częstochowie

Bp Andrzej Przybylski podkreślił, że Eucharystia kształtuje w nas zdolność do jedności. – Jesteśmy wiarygodnymi uczniami Chrystusa tylko we wspólnocie. Kiedy będziemy głosić Ewangelię i nie będziemy żyć we wspólnocie, i nie będziemy zdolni do jedności, to nasza ewangelizacja nie będzie skuteczna, bo nam nikt nie uwierzy, że jesteśmy reprezentantami Boga, a nie umiemy jak Bóg się miłować, przebaczać, być jednym – stwierdził. Wskazał również, że Kościół to nie organizacja społeczna, stowarzyszenie czy instytucja, Kościół to relacja z Bogiem i nasze wzajemne relacje.

Tradycyjnie Liturgia Wielkiego Czwartku połączona była z obrzędem umycia nóg. Biskup Przybylski obmył stopy dwunastu mężczyznom na znak, jaki uczynił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy obmywając stopy dwunastu apostołom, dając im tym przykład miłości i pokory. Eucharystia zakończyła się procesyjnym przeniesieniem Najświętszego Sakramentu do ołtarza wystawienia tzw. Ciemnicy symbolizującej uwięzienie Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem